1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Co powinniśmy wiedzieć o tłuszczach?

Co powinniśmy wiedzieć o tłuszczach?

Ważne jest, aby tłuszcze były bogate w substancje odżywcze. (Fot. Getty Images)
Ważne jest, aby tłuszcze były bogate w substancje odżywcze. (Fot. Getty Images)
To, co jeszcze chwilę temu było zalecane, dziś znajduje się na czarnej liście żywieniowej. Podobnie jest z tłuszczem. Kiedyś szkodził, teraz okazuje się niezbędny do życia.

Obecnie dużo mówi się o tym, że dieta współczesnego człowieka cywilizacji zachodniej, a więc prowadzącego siedzący tryb życia i pracującego bardziej umysłowo niż fizycznie, powinna być bogata w tłuszcze. Dlaczego? Nasz organizm, a zwłaszcza serce, układ nerwowy, mózg i oczy, do tego, żeby sprawnie funkcjonować, potrzebują tłuszczów, i to w sporej ilości. Ważne jest, aby były to tłuszcze bogate w substancje odżywcze.

Zdrowy, czyli jaki?

O wartości żywieniowej tłuszczu decyduje obecność w jego składzie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych, szczególnie omega-6 i omega-3. Im więcej ich w naszej diecie, tym lepiej. Udowodniono, że sprzyjają zmniejszaniu stężenia tzw. złego cholesterolu. Nazywane są niezbędnymi, ponieważ organizm ludzki nie potrafi ich sam wytworzyć i musimy dostarczać ich razem z pożywieniem.

– Jedno i wielonienasycone tłuszcze są konieczne dla rozwoju szczególnie dzieci oraz do utrzymania dobrego stanu zdrowia przez całe życie – mówi dr n. med. Marzena Rypina. Ich bogatym źródłem są ryby, szczególnie morskie, oraz olej z wiesiołka, kukurydziany, sojowy, słonecznikowy i lniany.

– Istotną rolę odgrywa również właściwa proporcja pomiędzy ilością omega-3 a omega-6 – dodaje dr Marzena Rypina. – Prawidłowo w żywieniu powinno być ich 1:(2–3). Tylko wtedy wspomniane kwasy tłuszczowe sprzyjają budowie komórek nerwowych, mózgowych, mięśnia sercowego i siatkówki oka, a także obniżają ciśnienie krwi i zapobiegają zakrzepom oraz zatorom. Godne polecenia pod względem prawidłowych proporcji omega-3 do omega-6 są oleje z nasion czarnej porzeczki i lniany.

Pamiętajmy jednak, aby nie przesadzić nawet z dobrym tłuszczem, bowiem zbyt duże spożycie kwasów omega-6 może sprzyjać powstawaniu nowotworów, np. raka piersi czy raka prostaty. Dlatego ważne jest odpowiednie bilansowanie spożycia kwasów tłuszczowych oraz równoważenie diety dużą ilością warzyw.

Masło vs. margaryna

Wokół masła i margaryny narosło wiele mitów. Który z tych tłuszczów jest wskazany, a który szkodliwy?

– Zdecydowanie świeże masło jest zdrowsze niż margaryna – mówi dr Marzena Rypina. – To doskonałe źródło łatwo przyswajalnych kwasów tłuszczowych i witaminy A, D i E oraz potrzebnego do syntezy hormonów steroidowych cholesterolu.

Co więcej, masło jest w rzeczywistości najłatwiej przyswajalne ze wszystkich tłuszczów i nie obciąża wątroby – spokojnie mogą je spożywać osoby stosujące dietę lekkostrawną. Na tym nie kończą się jego prozdrowotne właściwości: zawarte w maśle kwasy masłowy i linolowy hamują namnażanie komórek nowotworowych oraz chronią błony komórkowe przed działaniem wolnych rodników.

Szerokim łukiem natomiast powinniśmy omijać reklamowane często jako „zdrowe” margaryny utwardzane. To właśnie w nich znajdują się niezwykle szkodliwe izomery trans, których lista przewinień jest dość długa: mogą wywoływać nowotwory, szczególnie raka piersi, a także zwiększają poziom tzw. złego cholesterolu, co prowadzi do powstawania miażdżycy i zwiększa ryzyko choroby wieńcowej.

– Także przy wyborze miksów (masło plus oleje roślinne) należy zwrócić szczególną uwagę na zawartość izomerów trans – ostrzega dr Marzena Rypina. – Producenci są zobowiązani do umieszczania takiej informacji na opakowaniu, choć nie zawsze tego przestrzegają.

Im bardziej płynna konsystencja tłuszczów utwardzanych, tym lepiej, bo to oznacza, że szkodliwych dla zdrowia izomerów trans jest mniej. Najlepszym zestawieniem jest masło i olej roślinny. To świetna alternatywa dla osób chcących zmniejszyć spożycie samego masła. Ma to znaczenie szczególnie w przypadku choroby wieńcowej lub podwyższonego cholesterolu. – Osobom z takimi schorzeniami polecałabym w ogóle rezygnację ze smarowania pieczywa lub użycie oliwy z oliwek – radzi dr Rypina.

Co masz w środku

Ile powinniśmy jeść zdrowego tłuszczu i jakie pokarmy są jego najlepszym źródłem?

– Należy wziąć poprawkę na to, że codziennie spożywamy tłuszcze zarówno w formie widocznej, jak i ukrytej – mówi dr Marzena Rypina. – Nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że są prawie we wszystkich rodzajach żywności.

W postaci widocznej spożywamy je jako oleje roślinne, masło i smalec. A gdzie znajdziemy tłuszcze ukryte? Występują chociażby jako naturalny składnik produktów spożywczych, np. w orzechach, pestkach słonecznika, dyni, mięsie czy serach. Ale na tym nie koniec – organizm ludzki również sam wytwarza tłuszcze z przyjmowanych przez nas w ciągu dnia węglowodanów, których nie jest w stanie rozłożyć. Dlatego zachowajmy umiar w spożywaniu tłuszczów, szczególnie gdy nie potrafimy odmówić sobie słodkich przekąsek.

– Warto też przyjrzeć się normom spożycia poszczególnych typów tłuszczów – radzi specjalistka. – Zależą od płci, wieku, stanu fizjologicznego oraz aktywności fizycznej.

Zaleca się, aby w przypadku osób prowadzących siedzący tryb życia tłuszcz stanowił 20–25 proc. całodziennej diety. Na zwiększoną konsumpcję mogą sobie pozwolić ci, którzy prowadzą bardzo aktywny tryb życia, związany z długotrwałym wysiłkiem fizycznym: sportowcy, rolnicy, górnicy (może stanowić 35 proc. diety).

Zatem na pytanie, czy jeść tłuszcz czy nie, odpowiadamy: jeść, ale świadomie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Zasady zdrowego stylu życia. Rozmowa z Mariolą Bojarską-Ferenc

- Jeśli ktoś chce uchodzić za osobę zadbaną, to aktywność fizyczna powinna być częścią jego stylu życia, podobnie jak dbałość o jakość odżywiania, radzenie sobie ze stresem, umiejętność odpoczynku i zabawy - mówi Mariola Bojarska-Ferenc. (Fot. iStock)
- Jeśli ktoś chce uchodzić za osobę zadbaną, to aktywność fizyczna powinna być częścią jego stylu życia, podobnie jak dbałość o jakość odżywiania, radzenie sobie ze stresem, umiejętność odpoczynku i zabawy - mówi Mariola Bojarska-Ferenc. (Fot. iStock)
Aktywność fizyczna i zbilansowana dieta przekładają się nie tylko na jakość życia, ale mają też wpływ na nasze relacje z innymi ludźmi. O sztuce dobrego odżywiania opowiada Mariola Bojarska-Ferenc.

Artykuł archiwalny. 

Spopularyzowała pani w Polsce około 200 form aktywności, m.in. aerobik, callanetics, pilates. Dziś mamy tych form jeszcze więcej. Czym się kierować przy wyborze najlepszej dla nas? Jeśli ktoś chce uchodzić za osobę zadbaną, to aktywność fizyczna powinna być częścią jego stylu życia, podobnie jak dbałość o jakość odżywiania, radzenie sobie ze stresem, umiejętność odpoczynku i zabawy. To wszystko ma wpływ na naszą karierę i na relacje z innymi ludźmi. Człowiek czuje się wtedy pewniejszy siebie, zdrowo wygląda, jest pod każdym względem zadowolony. Ruch, do którego zachęcam od ponad 25 lat, jest niezwykle ważny, a jego forma powinna być dopasowana do naszego trybu życia, temperamentu, sylwetki czy koordynacji ruchowej. Jeśli ktoś lubi tańczyć, niech tańczy, nie każdy musi iść na siłownię. Przyjemność, której dostarcza dany rodzaj aktywności, jest ważna, bo tym chętniej coś robimy, im bardziej to lubimy. Każdy z nas jest inny i nie ma jednej metody dobrej dla wszystkich. Dobry trener potrafi zaserwować taki zestaw ćwiczeń swojej klientce, który jej posłuży i będzie dla niej najlepszy. Nie bójmy się też pytać trenerów o ich kwalifikacje, tu przecież chodzi o nasze zdrowie. Źle dobrane ćwiczenia mogą doprowadzić do kontuzji i spowodować trwałe szkody w organizmie.

Optymalny dla nas sposób odżywiania plus ruch i odpoczynek – to niezawodny sposób na zdrowe i piękne ciało? Sposób odżywiania rzeczywiście jest niezwykle istotny, by utrzymać prawidłową wagę, ale i dobrą formę psychiczną, a także koncentrację uwagi. Zdrowa dieta pełni rolę prewencyjną – zapobiega wielu dolegliwościom i schorzeniom. W Polsce nadal jeszcze stawia się na leczenie dolegliwości, podczas gdy na świecie stara się im zapobiegać. Właśnie poprzez prawidłowe odżywianie i ruch. Świadomi ludzie myślą o spożywaniu właściwych produktów, zanim pojawią się symptomy choroby. Kształtują zdrowe nawyki także u swoich dzieci. W dłuższej perspektywie to się bardzo opłaca, bo pozwala zadbać o zdrowie od najmłodszych lat, poznać swój organizm i nie martwić się o dietę i ruch, gdy zaskoczy nas choroba, np. nadciśnienie czy cukrzyca.

To, co jemy, wpływa też na nasze samopoczucie i wygląd. Wszystko odbija się na wyglądzie, także stres – zestresowaną osobę od razu poznajemy po mimice twarzy, przygarbionej sylwetce. Natomiast ktoś, kto czuje się ze sobą dobrze – jest wyprostowany, uśmiechnięty, pewny siebie, życzliwy, ma pozytywne nastawienie do świata.

Jak dobierać składniki, by nas odżywiały, wzmacniały? Jest teraz taka metoda do zastosowania od zaraz – promuję ją też w mojej książce „Sztuka dobrego życia” – posługująca się wskaźnikiem gęstości energetycznej i odżywczej posiłku. Chodzi o nagromadzenie witamin i minerałów w produkcie na 100 gramów. Im więcej tych odżywczych składników, tym większa gęstość odżywcza, a im mniej cukru i tłuszczu, a więcej błonnika i wody – tym mniejsza gęstość energetyczna. Do takich produktów należą: warzywa, owoce, chude ryby, chude mięsa, jajka, mleko i napoje mleczne. Ważny jest błonnik w diecie – im większa jego zawartość w posiłku, tym większe poczucie sytości – to jest istotne zwłaszcza dla tych osób, które lubią podjadać między posiłkami i odżywiają się nieregularnie. Trzeba wybierać produkty o niskiej gęstości energetycznej, a wysokiej gęstości odżywczej, bo to zapobiega otyłości, cukrzycy, wzmacnia odporność organizmu i koncentrację.

Przyzna pani, że można się pogubić – tu tabele kaloryczne, tam indeks glikemiczny, teraz jeszcze gęstość odżywcza i energetyczna. Czy można to jakoś uprościć do kilku zasad? Bardzo proszę. Generalnie chodzi o to, że aby organizm był syty, żołądek musi być wypełniony do końca. Przyjmijmy, że żołądek jest wielkości wysokiej szklanki, która przede mną teraz stoi – jeśli ktoś zje plasterek tłustego boczku i nic więcej, bo policzy, że spożył właśnie 300 czy więcej kilokalorii na kolację, to dalej będzie głodny. Ale jeśli zje 300 kilokalorii w postaci sałaty z pomidorami i np. łososiem, to zapełni żołądek i ten, wypełniony po brzegi, nie będzie domagał się więcej. To chyba najrozsądniejszy sposób jedzenia w dzisiejszych czasach, tak żywią się Japończycy. Można zjeść dużo, ale mądrze dobranych produktów. Zimą zamiast sałaty mogą być gotowane warzywa – chodzi o to, by były to produkty lekkie, bez dużej ilości tłuszczu, i takie, które wypełniają żołądek do końca.

Jak komponować poszczególne posiłki, czyli co jeść na obiad, a co na kolację? Trzy czwarte talerza – nieważne, czy jest to obiad, śniadanie czy kolacja – powinny zajmować warzywa. Im bardziej kolorowo, tym lepiej – niektórzy zastanawiają się, czy dostarczają organizmowi wszelkich potrzebnych składników, jakie witaminy są w papryce, jakie w pomidorze – więc prosta zasada jest taka: im więcej kolorów na talerzu, tym więcej witamin sobie dostarczamy. Jedną czwartą talerza przeznaczamy na białko – może to być chude mięso, ryba lub warzywa strączkowe. Ja jestem za rybami, uważam, że Polacy za mało ich jedzą. A zawierają one niezwykle cenne dla naszego zdrowia i urody kwasy omega-3. Mało też jemy białka roślinnego, a to również cenne źródło białka. Trzecia prosta zasada to: jeść powoli. Dopiero po 20 minutach dociera do mózgu sygnał, że jesteśmy najedzeni. Gdy przełykamy szybko, w pośpiechu, to się objadamy, i potem, gdy minie te 20 minut, już ciężko nam wstać od stołu i ruszyć gdzieś dalej do swoich zajęć. Przejedzenie powoduje spowolnienie pracy jelit, ospałość, zmniejsza koncentrację, spowalnia metabolizm, i w konsekwencji prowadzi do nadwagi.

A nadwaga do innych chorób. Dlatego kolejna zasada mówi, by jeść co trzy godziny. Oczywiście, bo w ten sposób rozkręcamy nasz metabolizm. Żeby nie doprowadzać do spadku poziomu glukozy we krwi, warto co trzy godziny coś zjeść, ale to nie może być pięć dużych posiłków. Najlepiej jest skupić się głównie na śniadaniu, które powinno być największe, oraz na obiedzie i kolacji, a te dwa dodatkowe posiłki – przekąski – to np. jabłko, maliny albo jagody. Owoce o dużej gęstości odżywczej.

Często mówi się, że zdrowe jedzenie jest drogie. Z kolei tanie jedzenie nam szkodzi. Jak zatem znaleźć kompromis? Tanie jedzenie przede wszystkim nam nie służy i powoduje wiele chorób. Jeśli tylko możemy, sięgajmy po produkty pełnowartościowe, z ekologicznymi certyfikatami. To inwestycja w siebie, przekłada się na nasze zdrowie, wygląd i samopoczucie. Jedzeniem można zapobiegać wielu dolegliwościom.

Nasze polskie największe błędy żywieniowe? Główny grzech to nieregularność posiłków. Ciągle nam się wydaje, że można wyjść z domu bez śniadania i jakoś tam będzie. A jednak, by nie dochodziło do gwałtownych spadków i skoków glukozy w organizmie, powinniśmy coś zjeść w ciągu godziny od wstania z łóżka. Nasz organizm potrzebuje rano energii. Kolejny błąd to zbyt długie przerwy między posiłkami i „rzucanie” się potem na jedzenie. Jeśli już chcemy zjeść pieczywo, to wybierajmy pełnoziarniste, unikajmy pszenicy. Jemy też za mało warzyw, a błonnik jest bardzo potrzebny, wypełnia żołądek, syci na wiele godzin. To dobre rozwiązanie dla tych, którzy sporą część dnia spędzają w pracy.

Jaką rolę pełni w zdrowym odżywianiu woda? Woda jest niezbędna, organizm ludzki składa się w sporej części właśnie z niej. Pijąc ją regularnie, wypłukujemy toksyny. Gdy dbamy o linię, szklanka wody przed posiłkiem sprawi, że mniej zjemy.

Z wiekiem zmienia się nasz metabolizm – w pewnym momencie zauważamy, że nawet jeśli jemy mniej, to i tak tyjemy. Dojrzały człowiek nie potrzebuje tyle jeść, co młody. W młodości więcej się ruszamy, jesteśmy bardziej aktywni, mamy szybszy metabolizm. Łatwiej zużywamy tę energię. Przeciętna osoba w dojrzałym wieku potrzebuje więcej warzyw, błonnika i białka, a mniej węglowodanów i tłuszczów. Do tego dochodzą zaburzenia hormonalne – kobiety często mają niedoczynność tarczycy, cukrzycę, a w czasie klimakterium zmienia się także kształt ich sylwetki. Warto w wieku dojrzałym skonsultować się z dietetykiem.

Zatem, by utrzymać formę, zdrowie i sylwetkę, musimy z wiekiem coraz bardziej się starać? No nie zjemy już bezkarnie pół tortu, jak 20 lat temu… Zrzucenie kilograma po pięćdziesiątce graniczy z cudem. Zwłaszcza jeśli tkankę tłuszczową hodowaliśmy latami. W ciągu miesiąca nie uda nam się tego nadmiaru zrzucić, a nawet jeśli, to też nie jest dobrze – bo to niezdrowo, a efekt jo-jo murowany. Zdrowe odżywianie należy łączyć z ruchem, bo wszystkie badania mówią, że jeśli odchudzamy się wyłącznie poprzez dietę, to waga powróci, ale to samo ze sportem – jeśli do ruchu nie włączymy diety, zrzucone kilogramy wrócą.

Sztuka dobrego życia do końca życia? Właśnie tak. Program nie na chwilę, ale na lata. W Polsce dopiero się tego uczymy. Trzeba sobie powiedzieć, że po pierwsze – dla swojego zdrowia z pracy nad sobą nigdy nie rezygnuj, a po drugie – patrz po pierwsze!

Mariola Bojarska-Ferenc trenerka fitness, absolwentka Akademii Wychowania Fizycznego, autorka książek o zdrowym stylu życia, dziennikarka telewizyjna. 

  1. Zdrowie

Jak poradzić sobie z anemią?

Zwykle stosunkowo łatwo jest zapobiec anemii. Pod warunkiem że nie pomylimy jej objawów ze zwykłym zmęczeniem. (Fot. iStock)
Zwykle stosunkowo łatwo jest zapobiec anemii. Pod warunkiem że nie pomylimy jej objawów ze zwykłym zmęczeniem. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Anemia – niczym dementorzy z książek o Harrym Potterze – wysysa z nas siły i radość życia. Na szczęście zwykle stosunkowo łatwo jej zapobiec, a jeśli się pojawi – skutecznie wyleczyć.

Pod warunkiem że nie zlekceważymy ani nie pomylimy objawów anemii ze zwykłym zmęczeniem.

Pierwsze tygodnie wiosny to prawdziwe wyzwanie dla organizmu. Zmysły pracują ze zdwojoną mocą, by nadążyć za zmieniającym się i piękniejącym z dnia na dzień światem. Nasze siły witalne są jeszcze nieco spowolnione po zimie – narzekamy na zmęczenie i niewyspanie. Źle tolerujemy wysiłek, a czasem mamy też zawroty i bóle głowy. Bladość oraz problemy z włosami i paznokciami tłumaczymy brakiem czasu na odpoczynek, ale mimo to nie zwalniamy. Zwłaszcza jeśli funkcjonujemy w środowisku, w którym gloryfikuje się bycie zajętym i zapracowanym.

– Bycie „zagonioną” to dla wielu Polek powód do dumy. Czerpią satysfakcję z tego, że potrafią wykorzystać każdą chwilę na realizację kolejnych zadań i zaspokajanie cudzych potrzeb. Niektóre kobiety zdają się opierać poczucie własnej wartości na tym, jak bardzo są zajęte – mówi coach wellness i zdrowia Ewa Stelmasiak.

Kiedy jednak do tego wszystkiego dołącza podenerwowanie, drażliwość lub obniżony nastrój – powinno zapalić się nam światełko alarmowe. Przyczyną wszystkich wymienionych objawów może być anemia, a pierwszym krokiem do diagnozy powinno być badanie krwi i wizyta u lekarza.

Kobiety podchodzą niefrasobliwie do anemii

– Obrywamy za to, że wcześniej nie ćwiczyliśmy! – tak jeden z uczestników trekkingu w Alpach próbował pocieszyć 35-letnią Julię, która dotarła do schroniska godzinę później niż reszta grupy. – Tyle że ja ćwiczyłam regularnie – odpowiedziała, z trudem łapiąc oddech. Była zlana potem, serce jej waliło jak szalone i miała zawroty głowy. Podczas każdego podejścia czuła się jakby miała zaraz umrzeć. – No to ja na twoim miejscu gruntownie bym się  przebadał – usłyszała.

Tamta rozmowa sprawiła, że Julia zaczęła bać się o swoje zdrowie. Po powrocie do domu zrobiła badania, począwszy od EKG, przez echo serca, na spirometrii skończywszy. Nie wykryto nic poza anemią. Internistka stwierdziła, że to niedokrwistość musiała być przyczyną jej problemów w górach.

– Miałam tę chorobę od lat i podchodziłam do niej dość lekko – wspomina Julia. – Można powiedzieć, że się do niej przyzwyczaiłam. Nawet jeśli zaczynałam brać leki, wkrótce o nich zapominałam. Do głowy mi nie przyszło, że to wszystko, co się ze mną dzieje, może być spowodowane „banalną anemią”, którą przecież ma tak wiele kobiet.

Anemia rzeczywiście nie jest wśród kobiet rzadkością. – Niedokrwistość, zwłaszcza z niedoboru żelaza, jest dość częsta u młodych dziewczyn i spowodowana głównie obfitymi krwawieniami miesięcznymi – mówi hematolog prof. dr hab. Wiesław Jędrzejczak. W ciąży, ze względu na zwiększone zapotrzebowanie na ten pierwiastek, anemia jest tak powszechna, że określa się ją jako „fizjologiczną”.

Dla dietetyczki klinicznej Ewy Kurowskiej niefrasobliwy stosunek kobiet do niedokrwistości nie jest zaskoczeniem. – Kiedy w trakcie wywiadu pytam o badania krwi, słyszę często: „a tak… rzeczywiście, kiedyś miałam złe wyniki, ale nic z tym nie zrobiłam”. Albo dowiaduję się, że kobieta podjęła leczenie, ale już nie sprawdziła, czy przyniosło skutek – mówi. – Niektóre osoby pamiętają z dzieciństwa, że kiedy ktoś z rówieśników miał anemię, jadł przez pewien czas wątróbkę i szybko wracał do zdrowia. Niesłusznie więc wyciągają z tego wniosek, że niedokrwistość to nie jest poważna choroba.

Wpływ diety na anemię

Poza obfitymi miesiączkami, częstą przyczyną niedoborów żelaza jest niewystarczająca jego ilość w diecie, co paradoksalnie może wynikać z chęci dbania o siebie. Jak mówi Ewa Kurowska, krzywdę mogą nam zrobić m.in. niezbilansowana dieta wegetariańska, wegańska, bezglutenowa, monodiety i źle pojmowane oczyszczanie.

– Nie jestem przeciwniczką diet bezmięsnych, ale najlepszym źródłem żelaza hemowego, czyli lepiej przyswajalnego, jest czerwone mięso i jeśli wyłączymy je z diety, musimy dostarczyć więcej żelaza niehemowego, czyli pochodzenia roślinnego, oraz zadbać o jego dobre wchłaniane, np. włączając produkty bogate w witaminę C – tłumaczy Ewa Kurowska.

Układając dietę wegetariańską i wegańską, warto też pomyśleć o przyjmowaniu witaminy B12, bo ona występuje głównie w produktach odzwierzęcych. Zwłaszcza że, jak mówi prof. dr hab. Wiesław Jędrzejczak: – Oprócz niedoboru żelaza, niedokrwistość najczęściej powodują niedobory witaminy B12 i kwasu foliowego. O ile niedokrwistość z niedoboru żelaza charakteryzuje się występowaniem krwinek mniejszych niż normalnie, czyli mikrocytów, to niedokrwistości z niedoboru witaminy B12 czy kwasu foliowego odwrotnie – charakteryzują się występowaniem krwinek większych niż normalnie, czyli makrocytów.

Ostrożność warto zachować, nie tylko wyłączając produkty odzwierzęce, ale jakiekolwiek duże grupy artykułów, np. zboża. Kojarzymy je głównie z węglowodanami i często odstawiamy jako pierwsze, gdy zaczynamy się odchudzać, a przecież w zbożach jest też wiele innych cennych składników odżywczych, m.in. właśnie żelazo i witaminy z grupy B. Nie można więc nagle zrezygnować ze zbóż, niczym ich nie zastępując.

– Ryzykowne mogą okazać się też wszelkie głodówki i tzw. oczyszczanie organizmu, polegające na przyjmowaniu przez kilka dni wyłącznie soków i wody. Jeśli opieramy dietę na płynach, nie pracują jelita i wątroba, a bez tego organizm się nie oczyści, tylko raczej zakwasi i zacznie wykorzystywać zapasy składników odżywczych, co może prowadzić do niedoborów – przestrzega Ewa Kurowska i porównuje: – Organizm jest jak gra Tetris – lepiej nie lekceważyć żadnego elementu, bo wszystkie mają swoje znaczenie.

Konsekwencje anemii

U kobiet anemię stwierdza się, gdy poziom hemoglobiny krwi, czyli białka odpowiedzialnego za transport tlenu, spada poniżej 12 g/dl. Jeśli jest jej za mało, cały organizm jest gorzej dotleniony. Pół biedy, jeżeli taki stan nie trwa długo, a wyniki za bardzo nie odbiegają od normy albo są na jej granicy. Czasem wystarczy zadbać o dietę, by sytuacja się poprawiła. Gorzej, jeśli taki stan się przedłuża. Jako pierwsze buntują się zazwyczaj serce i mózg – bez tlenu nie będą dobrze pracować, w ich ślady idą inne organy.

– Przewlekła niedokrwistość powoduje dysfunkcję niemal wszystkich narządów – mówi prof. dr hab. Wiesław Jędrzejczak. – Musi być traktowana jako sygnał do poszukiwania poważnej przyczyny takiego stanu. Kobieta, która ma hemoglobinę niższą niż 9 g/dl, powinna być skierowana do hematologa.

Niewłaściwa dieta i obfite miesiączki to najczęstsze, ale nie jedyne przyczyny anemii u młodych kobiet. Zdarza się, że w organizmie jest jakieś źródło krwawienia albo są problemy z wchłanianiem żelaza spowodowane pasożytami przewodu pokarmowego lub celiakią. Zresztą i te zbyt silne comiesięczne krwawienia też powinny być skonsultowane przez ginekologa – trzeba ustalić, co je powoduje. Warto więc zadawać pytania – sobie i lekarzom, ale przede wszystkim uważnie słuchać tego, co mówi nasz organizm i nie przeprowadzać na nim eksperymentów ani żywieniowych, ani wytrzymałościowych. – To pierwszy i najważniejszy krok ku zdrowemu i pełnemu radości życiu – mówi Ewa Stelmasiak.

Dostępne źródła żelaza

Najpopularniejszym źródłem żelaza są produkty pochodzenia zwierzęcego, przede wszystkim podroby, wołowina. Dużą zawartością tego pierwiastka charakteryzują się również mięczaki. Jest to dobrze przyswajalne żelazo hemowe. W produktach pochodzenia roślinnego znajdziemy natomiast żelazo niehemowe, trudniej wchłanialne, ale w towarzystwie witaminy C ten parametr znacznie się poprawia. Właśnie ze względu na zawartość witaminy C doskonałym źródłem żelaza roślinnego są brokuły, brukselka, zielona natka pietruszki czy sok z pokrzywy. Znaczne ilości żelaza zawierają też rośliny strączkowe, kasza gryczana, jaglana, quinoa czy jęczmienna, a także pestki dyni, kakao, sezam, jarmuż. Kwestia przyswajalności żelaza, tzw. biodostępność, jest bardzo istotna, ponieważ dopiero po przeniknięciu do krwiobiegu jest ono pożyteczne dla organizmu, a z kolei jeśli pozostanie w nadmiarze w jelitach, może zaburzyć mikroflorę jelitową i wywołać zaparcia, biegunki oraz obniżenie odporności. Jeśli decydujemy się na suplementację, warto więc wybrać formę żelaza o wysokiej biodostępności, na przykład tzw. elementarne.

Jak nie wypaść blado?

  • Przynajmniej raz w roku rób morfologię krwi. Dowiesz się m.in., jaki masz poziom hemoglobiny.
  • Przeanalizuj swoją dietę i zastanów się, czy przyjmujesz wystarczającą ilość żelaza, a jeżeli jesteś weganką – koniecznie suplementuj witaminę B12.
  • Jeśli masz obfite miesiączki, trwające dłużej niż tydzień, wymagające zmiany podpasek częściej niż 8 razy na dobę, także w nocy, i we krwi zauważasz dużo skrzepów, koniecznie porozmawiaj o tym z ginekologiem. Trzeba szukać przyczyny takiego stanu.
  • Jeśli chcesz uzupełnić żelazo w diecie i jadasz mięso, wybieraj chudą wołowinę lub wieprzowinę. Raz na jakiś czas możesz sięgnąć po wątróbkę i nie zapominaj o jajkach. Żelazo, które jest w żółtku, świetnie się przyswaja. Jeśli jesteś wegetarianką lub weganką, pamiętaj o roślinach strączkowych, zielonych warzywach (brokułach, szpinaku, jarmużu), burakach, pestkach dyni i pełnoziarnistych produktach zbożowych.
Leczysz anemię? Nie przerywaj terapii – ani kiedy poczujesz się lepiej, ani gdy okaże się, że źle tolerujesz jakiś preparat. Szukaj innych rozwiązań.

  1. Zdrowie

Sen to zdrowie - smacznych snów!

Amerykańska Narodowa Fundacja Snu oraz WHO zalecają, aby dorośli spali średnio osiem godzin na dobę. (Fot. iStock)
Amerykańska Narodowa Fundacja Snu oraz WHO zalecają, aby dorośli spali średnio osiem godzin na dobę. (Fot. iStock)
Jesteśmy chyba jedynym na świecie gatunkiem kwestionującym rolę snu. Pozwalamy sobie na niego coraz rzadziej, czas w łóżku rodzi wyrzuty sumienia, a liczba chorób spowodowanych jego deficytem rośnie.

Najpierw ogień, świeczki, lampy naftowe i pochodnie umożliwiały nam funkcjonowanie po zmierzchu. Kolejnym krokiem była elektryczność i światło, z którego korzystać możemy nieustająco, przez całą dobę. Podświetlane tablety, smartfony i ekrany poszły o krok dalej.

Ogromną popularnością cieszą się kofeina oraz inne używki, dzięki którym zachowujemy jasność umysłu na dłużej, odwlekając moment pójścia spać. Czy też dzięki którym niewyspani możemy funkcjonować dalej. Widział ktoś kota okładającego się łapkami lub dolewającego espresso do swojego mleczka, aby zrezygnować z wylegiwania się, mruczenia i spania?

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła epidemię niedoboru snu. Amerykańska Narodowa Fundacja Snu oraz WHO zalecają, aby dorośli spali średnio osiem godzin na dobę – wam się to udaje?
Niedobory snu między innymi obniżają odporność, zwiększają ryzyko wystąpienia nowotworów aż dwukrotnie, przyczyniają się do rozwoju choroby Alzheimera oraz otyłości, miażdżycy i depresji. Krótszy sen – krótsze życie. Zaburzenia snu w tydzień spowodowały nieprawidłowy poziom glukozy u badanych! Zmiany wywołane niewystarczającym odpoczynkiem mają szkodliwy wpływ na tętnice wieńcowe, nasilają ryzyko wystąpienia stanów zapalnych oraz w dalszej kolejności niewydolności serca. W 2013 roku w magazynie „Science” ukazała się praca dowodząca, że podczas snu przyspiesza oczyszczanie organizmu z toksyn – zamiast męczyć się detoksami, śpijmy! Ma to też wpływ na ochronę przed alzheimerem (bezpośrednio skorelowanym z funkcjonowaniem mózgu).

Zmęczenie nasila głód, obniża poziom hormonów sygnalizujących sytość – więc nawet gdy zjemy, będziemy nadal głodni. Dlatego młode mamy, wycieńczone pobudkami, nie mogą schudnąć. Zamartwiając się nadwagą, budzimy się o świcie na trening, a wciąż nosimy dodatkowy bagaż kilogramów. Pierwszym krokiem powinien więc być zdrowy i spokojny sen! Dzięki spaniu logicznie myślimy, mamy lepszą pamięć i koncentrację. Jesteśmy uważniejsi i popełniamy mniej błędów. Profesor Russell Foster z Instytutu Neurologii Okołodobowej i Snu mówi, że jesteśmy skrajnie aroganckim gatunkiem – myślimy, że możemy przechytrzyć 4 miliardy lat ewolucji. Przestawianie zegara biologicznego może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych. Brak snu zaburza niemal wszystkie procesy fizjologiczne w organizmie. Hormony są zależne od regularności, ale i jakości wypoczynku. Dlatego niewyspanie doprowadza do zaburzeń psychicznych, lęków, obniżenia nastroju, anemii i otyłości. Otyłość jest jednym ze stanów połączonych z zaburzeniami rytmu dobowego, a jedną z metod terapii jest kontakt ze światłem dziennym od samego rana i wyciszanie bodźców świetlnych (szczególnie fal niebieskiego światła) wieczorami. Ostatnie godziny dnia spędzajmy z książką, w delikatnym oświetleniu. A może przy świecach?

Jest także korelacja z dietą – rytm dobowy wyznacza, co i kiedy powinniśmy jeść. Zbyt późny posiłek wieczorem może zaburzyć sen, spowodować rozchwianie funkcjonowania poszczególnych narządów. Wyobraźmy sobie wahadło Newtona, którego kulki bujają się każda w swoją stronę, czasem się zderzą, czasem uda im się odchylić w tym samym kierunku, a niekiedy wypchną którąś z kul na bok. Zdrowy sen, korzystanie ze światła dziennego (lub na przykład silnego światła lamp) powinno się odbywać w pierwszej części dnia. Zadbajmy o ruch na świeżym powietrzu, obniżmy temperaturę w sypialni. I śpijmy smacznie. 

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Autorka bloga kachblazejewska.pl, współautorka książki „Kobiety bez diety. Rozmowy bez retuszu”, Burda Media Polska.

  1. Styl Życia

Zdrowe odchudzanie - jak uniknąć efektu jojo?

W odchudzaniu najważniejsze jest sprzężenie zwrotne: odchudzam się, żeby poczuć się lepiej, a gdy czuję się lepiej – chudnę. (Fot. iStock)
W odchudzaniu najważniejsze jest sprzężenie zwrotne: odchudzam się, żeby poczuć się lepiej, a gdy czuję się lepiej – chudnę. (Fot. iStock)
Jak utrzymać długo wypracowywaną wymarzoną wagę, radzi psycholog Katarzyna Pietroń. 

Powiedzmy, że plan był następujący: schudnąć 10 kilogramów. Udało się – hurra! I co dalej? To wszystko oczywiście zależy od tego, jaka była motywacja. Ona jest kluczowa. Poza tym ważne jest, w jaki sposób zrzuciliśmy te 10 kilogramów. Jeśli na drodze drakońskiej diety i licznych wyrzeczeń, to zaczniemy szybko przybierać na wadze. W rzeczywistości bowiem nie pozbyliśmy się tkanki tłuszczowej, tylko wody i innych ważnych składników. Jeśli jednak odchudzaliśmy się z głową, czyli powoli, poprzez zmianę nawyków żywieniowych i sposobu myślenia o jedzeniu, to jest duża szansa na utrzymanie wagi. Oczywiście pod warunkiem, że nie potraktujemy końca diety jako wyzwolenia i nie zaczniemy dogadzać sobie na wszelkie niedozwolone sposoby. Bo to oznaczałoby, że tak naprawdę nie zmieniliśmy niczego.

To znaczy, że oprócz motywacji do schudnięcia, powinnam mieć też inną – do utrzymania wagi? Wystarczy, że ta pierwotna będzie sensowna. Przemyślana, nie na łapu-capu. Na przykład: chcę schudnąć na wesele córki. Taka motywacja jest dobra na sam początek odchudzania, ale by była skuteczna – z czasem powinna się przekształcić w coś trwalszego: chcę schudnąć dla siebie, żeby lepiej się czuć i lepiej wyglądać. Jeśli po weselu, na które zmieściłam się w sukienkę o dwa rozmiary mniejszą, dojdę do wniosku, że nie chcę powrotu do dawnego stanu, że nadal utrzymuję dietę, okaże się, że rodzinna uroczystość stała się katalizatorem większej zmiany.

Może się więc zdarzyć, że stawiając sobie wyzwanie zrzucenia 5 kilogramów, podejmę tak naprawdę o wiele poważniejsze – zmiany nawyków? Jak najbardziej. Jestem przekonana, że w odchudzaniu najważniejsze jest to sprzężenie zwrotne: odchudzam się, żeby poczuć się lepiej, a gdy czuję się lepiej – chudnę. Bo ze stratą kilogramów (rozsądnie przeprowadzaną) poprawia mi się nie tylko figura, ale też stan skóry, włosów, mam więcej energii, czuję się lekka jak piórko… Pojawia się nowa jakość życia, więc jedno wynika z drugiego. Jeżeli chęć bycia szczupłym bierze się z głowy, a nie z zewnętrznego przymusu, są większe szanse, że waga się utrzyma.

Słyszałam o ludziach, którzy najpierw schudli 30 kilogramów, a potem przytyli 40. Jak można do czegoś takiego dopuścić? To następstwo bardzo niebezpiecznego, ale też bardzo ludzkiego w gruncie rzeczy, procesu coraz większego pobłażania sobie. Tyjemy i mówimy sobie wtedy: „No dobrze, schudłem wcześniej 30 kilogramów, teraz przytyłem 2, ale przecież 28 to i tak dużo”. 25 kilogramów nadal jest sporym sukcesem, 20 też…, a 10? – wtedy już myślimy: „wiedziałem, że mi się nie uda, od początku nie było warto tego robić”. I tak stopniowo powracamy do dawnej wagi. Moi pacjenci mówią, że w tym momencie pojawia się w nich bezradność, poddają się biegowi wypadków, jedzenie zaczyna przejmować nad nimi kontrolę.

Podobno po zrzuceniu sporej liczby kilogramów pojawia się jeszcze jedno niebezpieczeństwo – że jeśli spotka nas jakieś życiowe niepowodzenie, np. zostawi nas partner, stracimy pracę – to powrócimy od starych nawyków. Zaczniemy zajadać stres i przestaniemy dbać o siebie. I tu znów sięgamy do podstawowej kwestii. Jeżeli w ramach odchudzania nie zmierzymy się z prawdziwymi przyczynami kłopotów z wagą, nie sięgniemy do problemu u podstaw, to nie wykonamy żadnej pracy nad sobą. Wystarczy pierwsze lepsze niepowodzenie i efekty całej pracy mogą pójść na marne. Ważne jest, jak interpretujemy to, co nam się przydarza. To, że zostawia mnie mąż, mogę wytłumaczyć sobie na tysiąc różnych sposobów. Niekoniecznie w taki sposób, że nikt nie chce ze mną być.

Aby utrzymać wagę na stałym poziomie…

  • nie zarzucaj wypracowanych zdrowych nawyków żywieniowych,
  • regularnie ćwicz, choćby raz dziennie wybierz się na półgodzinny spacer,
  • skontaktuj się z lekarzem lub dietetykiem, który doradzi ci, jaka żywność lub suplementy diety mogą pomóc zapobiec efektowi jojo.

  1. Zdrowie

Wskaźnik BMI – czy warto z niego korzystać? Co powinniśmy wiedzieć o swojej wadze?

Niektórzy traktują BMI jako wyznacznik prawidłowej masy ciała, ale obliczanie BMI nie przyniesie nam odpowiedzi na temat ilości tkanki tłuszczowej i mięśniowej w naszym ciele. (fot. iStock)
Niektórzy traktują BMI jako wyznacznik prawidłowej masy ciała, ale obliczanie BMI nie przyniesie nam odpowiedzi na temat ilości tkanki tłuszczowej i mięśniowej w naszym ciele. (fot. iStock)
Prawidłowe BMI to dla wielu osób świadectwo ich „szczupłości”. Takie podejście nie uwzględnia jednak wielu aspektów zdrowotnych, które wiążą się z masą ciała. Interpretacja BMI wcale nie jest prostą sprawą. Jak podkreśla dr Hanna Stolińska, dietetyczka kliniczna – Sam wskaźnik BMI niewiele nam mówi o kondycji naszego organizmu. Najważniejszy jest skład ciała.

Prawidłowe BMI to dla wielu osób świadectwo ich „szczupłości”. Takie podejście nie uwzględnia jednak wielu aspektów zdrowotnych, które wiążą się z masą ciała. Interpretacja BMI wcale nie jest prostą sprawą. Jak podkreśla dr Hanna Stolińska, dietetyczka kliniczna – Sam wskaźnik BMI niewiele nam mówi o kondycji naszego organizmu. Najważniejszy jest skład ciała.

Co to jest BMI? BMI to jest tzw. Body Mass Index, czyli wskaźnik masy ciała, który mówi, czy mamy prawidłową masę ciała. Możemy mieć nadwagę, otyłość, różne stopnie otyłości, a także niedowagę. BMI tak naprawdę było kiedyś opracowane po to, żeby określić ryzyko chorób i zgonów. Zarówno osoby z bardzo wysokim jak i bardzo niskim BMI częściej umierają. Z kolei osoby, które mają środek tego wskaźnika – rzadziej. Taka właśnie była idea stworzenia BMI. Jednak wskaźnik nie mówi nam nic więcej o stanie naszego ciała.

Jak w takim razie interpretować BMI? Ja bardzo nie lubię tego wskaźnika, bo on określa tylko i wyłącznie kilogramy. Nie bierze się tutaj pod uwagę składu ciała. Jeśli mamy mężczyznę silnie umięśnionego to on będzie miał wysokie BMI, a przecież nie jest otyły i nie ma problemu z masą ciała. Z kolei sam fakt, że widzimy osobę szczupłą nie oznacza, że nie ma ona problemu z tkanką tłuszczową. Gdy bierzemy pod uwagę skład ciała u takiej osoby to, przykładowo, może ona mieć sporo tkanki tłuszczowej, a niewiele mięśniowej, bo mało się rusza. I ta osoba będzie miała niskie BMI, mimo, że ma bardzo dużo „tłuszczu”… To jest tzw. „chudy grubas”. Dlatego ja na co dzień nie posługuję się wskaźnikiem BMI. Na BMI może zwraca się większą uwagę w ośrodkach zaburzenia odżywiania.

Czyli prawidłowe BMI nic nam nie mówi? Kiedy mam pacjenta z nadwagą lub otyłością najważniejszy jest dla mnie właśnie skład ciała. Dlatego w pierwszej kolejności robię analizę tego składu, czyli bioimpedancję elektryczną. Polega to na tym, że pacjent wchodzi na specjalne urządzenie i bierze analizator w ręce. Nie jest to zwykła waga, którą posługujemy się w domu i która pokaże nam ilość wody, tłuszczu i mięśni. Musi być tutaj tzw. obieg zamknięty. Urządzenie musi mieć atest medyczny. Zawartość poszczególnych tkanek wylicza się na podstawie ich oporu względem przepływu prądu. Wtedy możemy zobaczyć, ile jest mięśni, ile tkanki tłuszczowej, jaki jest stosunek wody, kości. Widzimy cały skład ciała i na tej podstawie możemy ocenić czy pacjent jest otyły, czy ma problem z masą ciała.

Tkanka tłuszczowa odkładać się może w jamie brzusznej, co jest bardzo niekorzystne. Często właśnie szczupli mężczyźni, którzy są aktywni fizycznie, jednak bardzo źle się odżywiają, mają dużo takiej tkanki tłuszczowej, nie podskórnej, tylko narządowej (wisceralnej). Wszystko to widzimy na analizatorze składu ciała.

Wróćmy do tego przykładu osoby szczupłej z dużą ilością tkanki tłuszczowej. O czym to świadczy? Duża ilość tkanki tłuszczowej wcale nie jest korzystna dla naszego organizmu. Kryją się za tym jakieś zaburzenia metaboliczne. Taka osoba ma niską przemianę materii. Przekłada się to na mały stopień regeneracji, na odwodnienie organizmu – pamiętajmy, że tłuszcz nie trzyma wody, tylko mięśnie ją kumulują. Taka osoba będzie więc odwodniona, będzie się słabiej regenerować i będzie miała trudności przy aktywności fizycznej – szybciej będzie się męczyć.

Czyli cierpiąc na nadwagę lub otyłość jesteśmy stale odwodnieni? Tak, więcej tłuszczu to jest odwodnienie organizmu. Pacjent z dużą ilością tkanki tłuszczowej zawsze będzie miał zbyt małą ilość wody w organizmie.

Jaka więc powinna być zawartość wody? Czy są jakieś normy, które mogą informować o odwodnieniu? Dobry poziom wody u mężczyzn to jest 50-65%, u kobiet 45-60%, a u dzieci 60 – 75%. Zawartość wody w organizmie nie wynika z tego, czy my dużo pijemy, tylko z tego, ile mamy tłuszczu i masy mięśniowej. Jak już wspomniałam: tylko tkanka mięśniowa kumuluje wodę. Natomiast jeśli nam spada tkanka tłuszczowa to od razu procent wody idzie do góry. Tymczasem wiele osób myśli, że jak wychodzi im mała ilość wody w organizmie to dlatego, że mało piją…

W jakim stopniu ten skład ciała przekłada się na nasze zdrowie? Nieprawidłowy skład ciała przekłada się m.in. na insulinooporność, cukrzycę, policystyczne jajniki, wszelkiego rodzaju zaburzenia hormonalne, problemy z kośćmi, ze stawami (stawy muszą być obudowane masą mięśniową).

Czy osoba szczupła może rozpoznać, że ma nieprawidłowy metabolizm? Takim osobom zwykle odkłada się tkanka tłuszczowa w jamie brzusznej i skóra na brzuchu też jest inna. Można to również dostrzec oglądając swoje ciało. Widać, że jest mniej mięśni, a więcej tkanki tłuszczowej. Ciało będzie bardziej wiotkie.

Z kolei osoby ze zbyt niskim BMI mogą być okazem zdrowia? Tak, bo mają przy tym dobry skład ciała i wszystko z ich zdrowiem jest w porządku. Nie można wrzucać wszystkich do jednego worka. Ja sama jestem bardzo szczupłą osobą, ale mam tkankę tłuszczową na odpowiednim poziomie, buduję też masę mięśniową poprzez aktywność. Jeszcze raz podkreślam, że ważny jest odpowiedni skład ciała.

Jakie są idealne proporcje tłuszczu, mięśni, wody? Kiedy możemy powiedzieć, że skład ciała jest odpowiedni? U mężczyzny przyjmuje się, że norma dla tkanki tłuszczowej wynosi od 8 do 21%. U kobiet od 21 do 33%. Wraz z wiekiem norma zmienia się u kobiet na 23 – 35%. Wiadomo, że w okresie menopauzy i po menopauzie te normy trochę się zmieniają. Mężczyzna ma zawsze więcej tkanki mięśniowej, dlatego te normy są zupełnie inne. Nie można więc (wagowo) porównywać kobiety do mężczyzny. Jak widać ta norma tłuszczowa dla kobiet jest prawie dwa razy wyższa, a obliczanie BMI wygląda tak samo u kobiet jak i u mężczyzn, więc nie jest to dla mnie wiarygodny wskaźnik. Osoby starsze też będą miały mniej masy mięśniowej i mniej wody. Takie proporcje sprawdza się więc na analizatorze składu ciała, a nie za pomocą jednego wskaźnika.

Czyli otyłość też najlepiej diagnozujemy poprzez skład ciała? Ja zawsze pracuję z analizatorem. U każdego pacjenta, który przyjdzie do mnie na wizytę kontrolną, mogę sprawdzić z czego chudnie: czy zmniejsza się ilość tkanki tłuszczowej, czy mięśniowej. Dzięki temu możemy bardziej modyfikować dietę, albo zwrócić większą uwagę na aktywność fizyczną. Jeśli „lecą” nam mięśnie to warto zastosować więcej białka w diecie i włączyć ćwiczenia siłowe i aerobowe. Po to właśnie jest badany ten skład ciała, żeby na bieżąco patrzeć, jak wygląda proces chudnięcia u takiego pacjenta. Pacjent nie oszuka analizatora. Wszystko na nim widać: czy osoba właściwie prowadzi dietę i stosuje się do zaleceń.

No właśnie, jak wygląda kwestia diety, która jest tutaj kluczowa. Na ile analizator pozwoli ustawić odpowiednią dietę, żeby skład ciała poszedł we właściwym kierunku? Głównie patrzymy na białko w diecie, na kwestie budowania tkanki mięśniowej i spalanie tłuszczowej. Jeśli chcemy dokładnie dobrać ilość składników odżywczych i wyselekcjonować odpowiednie dla nas produkty spożywcze to, pod względem podejścia naukowego, najbardziej wiarygodne będą testy genetyczne. Stają się one tzw. złotym standardem. Robimy wówczas wymaz z jamy ustnej i badamy geny pod kątem trawienia tłuszczów, białek, węglowodanów i różnych produktów spożywczych, ale też sprawdzamy trawienie glutenu, laktozy, fruktozy, nietolerancję kofeiny, soli, a także czynniki ryzyka różnych chorób. Na podstawie tego badania możemy już dokładnie dobrać dietę. Nutrigenetyka to jest przyszłość. Natomiast sam skład ciała na pewno powie nam wiele o aktywności fizycznej danego pacjenta i o zawartości białka, gdyż białko jest podstawowym budulcem dla mięśni.

Zwykle przyjmujemy, że tłuszcz jest dla nas niekorzystny, ale przecież musimy mieć pewne zapasy tłuszczu. Musi być odpowiednia ilość tkanki tłuszczowej. To jest ważne szczególnie u kobiet. W tkance tłuszczowej kumuluje się i powstaje witamina D, ale też żeńskie hormony. Kobiety ze zbyt niską zawartością tkanki tłuszczowej mają zwykle problemy z miesiączkami. Mogą też mieć problemy z tarczycą.

A jak jest z grubością kości? Mówi się czasem, że dana osoba ma grube kości. Nie można powiedzieć, że kości są grube, bo kości ważą bardzo mało. Nie ma czegoś takiego jak grube kości. Na analizatorze składu ciała podaje się mniej więcej ich gęstość (w kilogramach), ale to jest pobieżne.

Jak obliczyć BMI? Jakie BMI jest prawidłowe?

BMI to kilogramy, czyli masa ciała dzielona przez wzrost do kwadratu. Od 18,5 do 24,9 mamy normę. Powyżej 25 do 29,9 mamy nadwagę. Powyżej 30 mamy otyłość. Każdy kolejne 5 punktów w górę świadczy o kolejnych stopniach otyłości. Poniżej 18,5 to jest niedowaga.

Hanna Stolińska: dr n. o zdrowiu, dietetyk kliniczny, absolwentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Prowadzi konsultacje i szkolenia żywieniowe dla dzieci i dorosłych. Autorka książek nt. leczenia dietą („Insulinooporność”, „Zdrowe stawy”, „Jelito drażliwe”)