1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Witamina D - słońce w kapsułce

Witamina D - słońce w kapsułce

fot. iStock
fot. iStock
Witamina D. Dba o gęstość kości, odporność i… pogodę ducha. Nie da się ukryć, że zimą potrzebujemy jej najbardziej. Warunek? Ustalenie odpowiedniej dawki.

Nazywana jest witaminą kostną, gdyż reguluje przyswajanie wapnia i fosforu, a przez to bierze udział w utrzymaniu zdrowego szkieletu. Jej niedobór może prowadzić do osłabienia i spadku siły mięśni. Ciągle pojawiają się doniesienia o niezwykłych właściwościach witaminy D. Zwiększa odporność organizmu. W połączeniu z ćwiczeniami ma zmniejszać ryzyko nadwagi i cukrzycy. Sprzyja zdrowiu serca. Jej prawidłowy poziom pozwala utrzymać w normie ciśnienie krwi, zapobiega rozwojowi miażdżycy w naczyniach krwionośnych. Łagodzi dyskomfort związany z zespołem napięcia przedmiesiączkowego. Im wyższe jej stężenie we krwi, tym łatwiej dojrzewają komórki jajowe, co sprzyja zajściu w ciążę.

Synteza słońca

Teoretycznie nie potrzebujemy jej suplementować, gdyż większość dobowej dawki może powstawać w skórze pod wpływem promieniowania UVB. Teoretycznie. Z badań profesora Pawła Płudowskiego z Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” wynika bowiem, że 90 proc. z nas ma niedobory witaminy D. Powody? Można zacytować klasyka: „Sorry, taki mamy klimat”.

Żeby doszło do syntezy prawidłowej ilości witaminy, konieczne jest wystawienie przez kwadrans na światło słoneczne 20 proc. nieosłoniętego ciała – twarzy, rąk i nóg – trzy razy w tygodniu, między 10.00 a 15.00. Ale w Polsce zimą promieniowanie UVB niemal w całości jest pochłaniane przez warstwę ozonową i do nas nie dociera. To dlatego skuteczna słoneczna produkcja witaminy D jest możliwa między majem a wrześniem. Ale nawet wtedy bywa z nią kiepsko.

W południe, kiedy witaminowe baterie mogłyby się naładować skutecznie, najczęściej jesteśmy w pracy. Dojeżdżamy do niej samochodem albo autobusem – a szyby blokują fale UVB. Tak jak kremy z filtrami, których na co dzień przecież używamy. Sprawa ze słońcem jest zatem przegrana? Nie. Magazyny witaminy D znajdują się w komórkach tłuszczowych organizmu. Zatem letni urlop, kiedy codziennie wystawiamy się na światło słoneczne, może być niezłym sposobem na uzbieranie zapasu witaminy na dwa, trzy miesiące. Ale osoby starsze powinny niezbyt długo przebywać na słońcu i syntetyzują witaminę D jedynie w 25 procentach. Jej produkcja jest też wolniejsza u osób mocno opalonych lub z ciemną karnacją, gdyż barwnik skóry – melanina – hamuje przenikanie fal UV. W tych grupach, a także u dzieci najszybciej mogą się pojawiać niedobory.

Nie tylko dla młodych

Witaminę D obowiązkowo podaje się noworodkom, początkowo w dawce 400 jednostek na dobę, później ustala to pediatra w zależności od wieku i wagi dziecka. Z reguły to 600–1000 jednostek na dobę przez cały rok. – U dzieci witamina D jest szczególnie ważna, gdyż zapobiega krzywicy i wspiera gęstość kości –  tłumaczy dr Grażyna Jędrzejczyk, pediatra. I dodaje: – Z podobnych przyczyn osobom powyżej 65. roku życia też rekomendujemy całoroczne wspomaganie witaminą D. Dzięki temu obniża się ryzyko złamań osteoporotycznych.

Zwykle w okresie jesieni i zimy dorosłym rekomenduje się 800–2000 jednostek. Czy nie wystarczyłoby po prostu zwiększyć ilości ryb i tranu w menu? Należałoby jeść codziennie setki gramów tłustych ryb, dziesiątki jaj lub wypić setki szklanek mleka. Pozostają więc suplementy. Jak je brać? Przedawkować witaminy ze słońca lub z diety raczej nie można, ale z preparatów już tak. – Zawsze dobrym rozwiązaniem jest indywidualny dobór dawki – mówi dr Jędrzejczyk.

Analizę krwi wykonamy w większości laboratoriów. Gdy badania wykazują wartości poniżej 10 ng/ml, to oznacza niedobór. Norma to 30–80 ng/ml. Ale na własną rękę zwiększać dawki nie należy. Nadmiar witaminy D grozi bowiem nie tylko bólami głowy, ale także problemami z odkładaniem się wapnia w układzie moczowym i w pęcherzyku żółciowym.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Jak spożywać pestki i nasiona, żeby przyswoić z nich to, co najcenniejsze?

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Pestki dyni są znane ze swojego działania przeciwpasożytniczego oraz pozytywnego wpływu na gospodarkę hormonalną kobiet. Wszystkie pestki są źródłem antyoksydantów oraz witamin, które mogą być cennym wsparciem zdrowia. Warto jednak pamiętać, że małe pestki, takie jak chia czy siemię lniane, nie są trawione przez nasz układ pokarmowy i po prostu przez niego przelatują, a ich rolą jest po prostu oczyszczenie jelit. Można je również zmielić, by cieszyć się większą ilością składników odżywczych, natomiast nie do końca jest to zgodne z naturą człowieka – pisze Iwona Wierzbicka, autorka książki „Jak wzmocnić odporność”.

Moczenie pestek

Moczenie nasion i pestek zaleca się ze względu na zawartość w nich kwasu fitynowego. Jest to antyodżywcza substancja, która odpowiada za chelatację, czyli wiązanie minerałów, takich jak: żelazo, magnez, wapń i cynk, co znacznie utrudnia ich wchłanianie przez organizm. Ta informacja może okazać się cenna dla osób, których dieta obfituje w nasiona oraz pestki. Przed zjedzeniem należy je namoczyć przez minimum 12 godzin. Rekomenduje się moczenie nasion w samej wodzie, lecz można także dodać do niej sok z cytryny, ocet jabłkowy lub sól, by przyśpieszyć neutralizację kwasu fitynowego. Nie musimy moczyć nasion, jeżeli dziennie spożywamy ich niewiele (20–30 gramów), ponieważ taka ilość kwasu fitynowego nie będzie negatywnie wpływała na nasz organizm. Wręcz przeciwnie, kwas fitynowy spożywany w umiarkowanych ilościach wiąże metale ciężkie, które zatruwają organizm.

Stosunek omega-3 do omega-6

Przy spożywaniu nasion i pestek powinniśmy pamiętać o dążeniu do prawidłowego stosunku kwasów tłuszczowych omega-3 do omega-6, który powinien wynosić 1:2 (maksymalnie 1:4, przykład wspomnianego już orzecha włoskiego). Jeśli sięgasz po pestki dyni, nasiona słonecznika oraz sezamu, a także wybierasz mąkę dyniową i inne tego typu alternatywne produkty, to zwiększasz spożycie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-6 o działaniu prozapalnym, co z czasem staje się niebezpieczne, bo może nasilić stany zapalne. Jedz pestki z umiarem!

Jak piszą Małgorzata Białek i Jarosława Rutkowska (Znaczenie kwasu γ-linolenowego w profilaktyce i terapii, „Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej” 2015):

„Wyniki badań epidemiologicznych wskazują na wzrost zachorowań na nowotwory w populacjach, w których zwiększyło się spożycie kwasów z rodziny omega-6, co spowodowało podwyższenie stosunku kwasów omega-6 do omega-3. Zbyt duży udział kwasów z grupy omega-6 w diecie sprzyja powstawaniu głównie nowotworów jelita grubego, piersi i stercza. Wyjątkiem w tej grupie związków jest GLA (kwas gamma-linolenowy, frakcja antyzapalna kwasu omega-6), który działa hamująco na proces karcinogenezy (nowotworzenia). Kwas GLA znajdziemy na przykład w oleju wiesiołka czy ogórecznika”.

Nie praż pestek!

Prażenie, na przykład pestek dyni lub nasion słonecznika, lub smażenie na oleju lnianym, a także wykorzystywanie mąki dyniowej do pieczenia prowadzi do stanów zapalnych, choroby miażdżycowej, chorób nowotworowych oraz autoimmunologicznych. Tego typu produkty spożywcze nie nadają się do obróbki termicznej i należy korzystać z nich na surowo. Warto także pamiętać o przechowywaniu olejów roślinnych obfitujących w kwasy tłuszczowe omega-3 (na przykład olej lniany) w ciemnej butelce oraz w lodówce, co zapobiega ich utlenianiu.

Najzdrowszymi tłuszczami roślinnymi są tłuszcze nierafinowane. Należy je zawsze przechowywać w lodówce (wyjątek oliwa i olej kokosowy, mogą stać poza lodówką) i zużyć przed upływem terminu ważności.

Terapia pestkowa dla kobiet

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. Warto jednak pamiętać, że zdrowa gospodarka hormonalna jest zależna od wielu różnych czynników…

Terapia pestkowa

  • Od 1. do 15. dnia cyklu spożywaj pestki dyni i siemię lniane (po dwie łyżki, możesz zmielić).
  • Od 16. do 28. dnia cyklu jedz sezam i pestki słonecznika (po dwie łyżki, możesz zmielić).

Tę terapię stosuje się również w chorobach autoimmunologicznych, aby wyrównać estrogen i progesteron. Jeśli cykl jest nieregularny lub brak miesiączki, można zacząć przyjmować w dowolnym momencie, zaczynając od etapu pierwszego. Po etapie pierwszym następuje drugi i tak regularnie od 3 do 6 miesięcy.

Pestki dyni przeciw pasożytom

Dzięki zawartej w nich kukurbitacynie stają się naturalnym sprzymierzeńcem w walce z niechcianymi mieszkańcami naszego organizmu. Kukurbitacyna ponadto wykazuje działanie przeciwbakteryjne oraz przeciwnowotworowe. W pestce dyni znajduje się tuż pod łupiną, to ta zielona otoczka pestki. Najwięcej tej dobroczynnej substancji jest w pestkach świeżo łuskanych.

Jak przeprowadzić kurację u dzieci i dorosłych?

  • Przez dwa tygodnie zjada się garść świeżo łuskanych pestek dyni (u dzieci około 10–15 pestek lub wielkość ich garści).
  • Do tego powinno być kilka suszonych fig lub śliwek (chodzi o przyśpieszenie perystaltyki jelit).
  • Zamiennikiem pestek może być olej z pestek dyni tłoczony na zimno, dodaje się go do sałatek (nie wolno podgrzewać).

Badania naukowe dowodzą ponadto, że kukurbitacyna ma działanie redukujące stany zapalne w organizmie, wspomaga leczenie nowotworów, bóli stawów i cukrzycy. Ponadto blokuje działanie enzymu 5-alfa reduktazy, dzięki czemu ma oddziaływanie antyandrogenne. Pestki dyni i olej z nich może mieć zatem spektakularne zastosowanie w łysieniu androgennym kobiet i mężczyzn, jak również w PCOS i insulinooporności.

Fragment książki Iwony Wierzbickiej „Jak wzmocnić odporność”.

  1. Zdrowie

Jak dobrać soczewki kontaktowe?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Niezależnie od tego, czy korzystasz już z soczewek kontaktowych, czy dopiero rozpoczynasz z nimi swoją przygodę, wybierając je musisz wziąć pod uwagę różne czynniki. Należy dokonać wyboru w oparciu o wygodę, koszty, styl życia i korzyści zdrowotne. To najważniejsze czynniki, które należy uwzględnić podczas wyboru takich soczewek kontaktowych, które idealnie skorygują konkretną wadę wzroku, a jednocześnie umożliwią komfortowe i bezpieczne użytkowanie.

Wybór soczewek kontaktowych - na co musisz zwrócić uwagę?

Oczywistą kwestia, którą należy uwzględnić podczas wyboru soczewek kontaktowych jest wada wzroku - jej rodzaj oraz stopień zaawansowania. Dzięki soczewkom kontaktowym sferycznym możliwe jest korygowanie krótkowzroczności i dalekowzroczności, także tej bardzo zaawansowanej. Soczewki toryczne pozwalają na skorygowanie astygmatyzmu, a soczewki multifokalne przywracają ostrość wzroku osobom mającym prezbiopię.

Duże znaczenie podczas wyboru soczewek kontaktowych ma styl życia i częstotliwość wymiany soczewek. Te jednorazowego użytku wymagają używania świeżej pary soczewek kontaktowych za każdym razem, gdy je zakładamy i wyrzucania ich za każdym razem, gdy je zdejmujemy. Codzienne jednorazowe soczewki kontaktowe są naprawdę wygodne, ponieważ nie muszą być czyszczone ani przechowywane przez noc. Są pakowane w poręczny blister, pozwalający na przechowywanie poszczególnych soczewek w roztworze soli fizjologicznej. Codzienne soczewki kontaktowe nigdy nie powinny być ponownie stosowane. Po otwarciu blistra soczewkę należy natychmiast nałożyć na oko. Większość ludzi nosi swoje codzienne soczewki kontaktowe bezpiecznie i wygodnie przez 10 - 12 godzin dziennie. Noszenie soczewek kontaktowych dłużej niż jest to zalecane może spowodować zaczerwienienie, dyskomfort i zwiększone ryzyko infekcji. Ważne jest również, aby pamiętać, że codzienne jednorazowe nie są przeznaczone do noszenia podczas snu, chociaż nie wyklucza się ucięcia w nich krótkiej drzemki.

Po soczewki jednodniowe sięgają osoby noszące soczewki sporadycznie oraz te osoby, które nie mają możliwości ich czyszczenia i przechowywania. Z kolei soczewki wielokrotnego użytku, z których najpopularniejsze są miesięczne, są idealne dla osób noszących soczewki stale oraz pracujących w systemie zmianowym. Soczewki wielokrotnego użytku należy czyścić codziennie po ich usunięciu. Należy je delikatnie przepłukać preparatem do soczewek i przechowywać w świeżym roztworze przez noc. Roztworu dezynfekującego nigdy nie należy ponownie używać ani uzupełniać wodą lub świeżym roztworem. Pojemniczek do przechowywania soczewek powinien być wymieniany co miesiąc.

Czy samodzielny zakup soczewek to dobry pomysł?

Fot. materiały prasowe partneraFot. materiały prasowe partnera

Przed zakupem soczewek kontaktowych zawsze warto skonsultować się ze specjalistą, np. okulistą czy optometrystą. Oczywiste jest, że osoba zauważająca u siebie problemy ze wzrokiem musi być poddana diagnostyce - konieczne jest określenie rodzaju wady wzroku oraz jej wielkości. Także osoby już noszące okulary korekcyjne powinny przed zakupem soczewek skorzystać z pomocy specjalisty - nie zawsze moc optyczna okularów odpowiada mocy optycznej soczewek kontaktowych – mówi nam optometrysta Kyciak, współpracujące ze sklepem BezOkularow.pl. Oferuje on szeroki wybór profesjonalnych soczewek kontaktowych najwyższej jakości, w tym soczewek próbnych. Ponadto każdy klient może liczyć na fachowe poradnictwo, rozwianie wszelkich wątpliwości dotyczących wyboru soczewek oraz praktyczne wskazówki dotyczące użytkowania soczewek.

Zawsze należy mieć na uwadze, że kwestia dopasowania odpowiednich soczewek dotyczy nie tylko trybu użytkowania soczewki. Ogromne znaczenie ma materiał, z jakiego wykonana jest soczewka, jej kształt, parametry optyczne, indywidualny stan zdrowia. Wszystkie te czynniki uwzględnić może jedynie specjalista. Konsultacja z fachowcem może odbyć się bezpośrednio w salonie optycznym, ale także za pośrednictwem Wirtualnego Gabinetu, opcji opisanej na stronie https://www.bezokularow.pl/wirtualny-gabinet . Bez wychodzenia z domu można uczestniczyć w konsultacji z optometrystą. Dzięki temu możliwe jest dokonanie trafnego, w pełni udanego zakupu soczewek kontaktowych, dopasowanych do indywidualnych predyspozycji każdego klienta.

  1. Zdrowie

Smutek i lęk, czyli alergie według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej

Coraz więcej osób skarży się na alergie. Dr Ruediger Dahlke, niemiecki lekarz i autor książek, uważa, że odzwierciedlają one prowadzący do wojny konflikt pomiędzy agresją i wrażliwością. (Fot. iStock)
Coraz więcej osób skarży się na alergie. Dr Ruediger Dahlke, niemiecki lekarz i autor książek, uważa, że odzwierciedlają one prowadzący do wojny konflikt pomiędzy agresją i wrażliwością. (Fot. iStock)
Jak wskazują statystyki, coraz więcej osób skarży się na alergie. Powodów tego szukamy zwykle w nadmiarze chemii w otoczeniu oraz zanieczyszczonym powietrzu. Tymczasem Tradycyjna Medycyna Chińska widzi ich przyczynę w zablokowanych emocjach.

Doktor Ruediger Dahlke, niemiecki lekarz i autor książek, który łączy kwestie fizyczne z duchowymi, uważa, że alergie odzwierciedlają prowadzący do wojny konflikt pomiędzy agresją i wrażliwością. Żyjemy zestresowani, w ciągłej gotowości bojowej i nadmiernie reagujemy na domniemanych wrogów, chociażby pyłki olchy czy składnik kremu do rąk. Alergicy, według Dahlkego, nie potrafią wyrażać złości, projektując ją na otoczenie. Dlatego żyją w niepewności, w lęku, na przykład przed witalnością wiosny z jej rozwijającymi się pączkami roślin i pyłkami wypełniającymi powietrze. Zgadzają się z tym również specjaliści Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, którzy poszczególnym organom przypisują określone emocje.

Jeśli z dolegliwościami alergicznymi zwrócimy się po pomoc do jednego z nich, jej fizycznej przyczyny będzie dopatrywał się m.in. w osłabieniu energii Qi nerek oraz płuc, zablokowanym Qi wątroby i atakującym wietrze. Qi jest podstawą chińskiego rozumienia medycyny. Mówi się, że jest to energia witalna, energia wewnętrzna, strumień energii. Qi nas porusza, ogrzewa, chroni przed chorobami. Zapewnia sprawne funkcjonowanie organów ciała, rozbudza też świadomość i intelekt. Zaburzenia jej przepływu prowadzą do niedomagań somatycznych (i może być to spowodowane zarówno niedoborem Qi, jak i nadmiarem). Od jej przepływu przez płuca, nerki, a także wątrobę oraz od powiązanych z nimi emocji zależy nasza podatność na alergie.

Specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej Alicja Kowalska-Dorscheid w swojej książce „Najskuteczniejsze Terapie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej” pisze, że płuca słabną od długotrwałego smutku i żalu, ponieważ uczucia te powodują szybkie i gwałtowne nabieranie powietrza po krótkim wydechu. W efekcie zasoby naszej energii maleją. Smutek wywołuje zmęczenie, a w końcu obojętność. Brakuje nam wtedy zdrowej ekscytacji i zaangażowania w życie, a na poziomie ciała może dojść do reakcji alergicznych. Lęk nerek z kolei, który może przełożyć się na alergie, często wiąże się z życiem w ciągłym poczuciu zagrożenia, np. w niepewności finansowej, w obawie, że zabraknie jedzenia. Na reakcje alergiczne mogą mieć wpływ lęki egzystencjalne, przed śmiercią, a także przeżycie nagłego szoku czy traumy.

– Osłabienie nerek wręcz uniemożliwia spotkanie z życiem – dodaje autorka w rozmowie. – Lęk przed domniemanym obcym (alergeny) hamuje działanie. Słaba wola, brak motywacji uniemożliwiają doświadczanie sukcesu. To wszystko prowadzi do frustracji i bezsilności i może być przyczyną przewlekłych alergii.

Zgodnie z naukami TMC, Qi bywa uszkodzone przez wiatr – jedną z pięciu przyczyn chorobotwórczych, które mogą stać za alergiami. Chińczycy przypisują mu duży wpływ na człowieka. Alicja Kowalska-Dorscheid wyjaśnia, że wiatr wkrada się do organizmu najczęściej przez głowę i kark, osłabiając układ immunologiczny. – Nadmiar emocji, zwłaszcza niewyrażonej złości i gniewu, nie służy wątrobie, Chińczycy nazywają go wiatrem wewnętrznym. Często stoi on za wysypkami i swędzeniem skóry, również na tle alergicznym – mówi dalej.

Koło się zamyka

Alergie, które dokuczają wiosną i wczesnym latem, najbardziej związane są z przepływem Qi płuc. Jej zadaniem jest rozprowadzenie energii ochronnej Wei Qi. Zdrowe Wei Qi błyskawicznie reaguje, chroniąc przed zewnętrznym niebezpieczeństwem, a gdy jest osłabione – wiatrowi czy niskiej temperaturze bez problemu udaje się dotrzeć do naszego wnętrza.

– Słabe płuca nieadekwatnie reagują na czynniki docierające do nas z zewnątrz, na przykład na alergeny. Przyjmują je, co objawia się katarem siennym albo kaszlem, dusznością, lękiem, a nawet paniką towarzyszącą atakom astmy, czyli emocjom nerek – mówi Alicja Kowalska-Dorscheid. – Słaba energia obronna objawia się nadwrażliwością, która charakteryzuje często ludzi cierpiących na choroby atopowe. Skóra jest granicą, a jej dolegliwości pokazują, że coś z nią jest nie tak.

TMC uczy, że poszczególne organy silnie na siebie oddziałują, zasilając się energią. Niedobór Qi płuc uniemożliwia doprowadzenie Wei Qi na powierzchnię ciała i zajęcie się jego ochroną. A najczęściej jest to spowodowane niedoborem Qi nerek. Słabe Qi nerek nie ma czego wysyłać płucom, a słabe płuca nie są w stanie przyjąć energii wysyłanej im przez nerki. Koło się zamyka. Odporność słabnie, organizm atakują coraz częstsze infekcje oraz alergie. Energia Yang nerek rozprowadzana meridianem (kanałem energetycznym), który w pewnym fragmencie przechodzi dokładnie przez środek twarzy i nosa, związany jest z katarem siennym. Towarzyszy mu kichanie, a często zaczerwienione piekące oczy i skóra. Według medycyny chińskiej to efekt tego, że zablokowane z powodu wiatru, wilgoci i gorąca Qi płuc nie może się rozproszyć po całym ciele, więc próbuje się wydostać przez kichanie, niedające żadnego zresztą efektu.

Ekspertka tłumaczy, że bardzo często sami sobie szkodzimy, bo jemy zbyt dużo produktów oziębiających organizm. Słabe nerki nie tylko nie wysyłają organom ciepła koniecznego do ich prawidłowego funkcjonowania, ale mają także ogromny wpływ na psychikę: stajemy się przewrażliwieni i zalęknieni. Nie bierzemy odpowiedzialności za nasze życie, brakuje nam wytrwałości pozwalającej na dotarcie do celu.

Alicja Kowalska-Dorscheid, specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Ukończyła Instytut für Phytotherapie oraz Heilpraktikerschule w Berlinie, gdzie zdobyła kompleksową wiedzę m.in. na temat ziołolecznictwa, diagnozy z tęczówki oka i homeopatii. Mieszka w Berlinie, prowadzi prywatną praktykę.

Katar sienny – objawy i sposoby na wiosenną alergię

Jeśli przyczyną jest atak wiatru i zimna na płuca (tak zdarza się w chłodniejszych miesiącach czy dniach) zalecenia są takie same, jak przy osłabionym Qi płuc. Najczęściej jednak katar sienny wywołany jest osłabieniem płuc przez wiatr i gorąco. Wówczas w nasileniu choroby powinno się unikać jedzenia produktów z grilla; peklowanego, ostro smażonego, wędzonego; dziczyzny, jagnięciny i baraniny; bazylii i ostrych przypraw: chili, curry, imbiru, czosnku, kurkumy, pieprzu, owoców jałowca; oregano, rozmarynu, tymianku, cebuli, chrzanu, pora; tłustych wędlin; kawy, też zbożowej, kakao i alkoholu; produktów mlecznych i produktów z soi; cukru oraz zbyt obfitych i dostarczających dużo białka dań.

W czasie wzmożonego gorąca zalecane są lekko ochładzające produkty: brokuły, cukinia, marchew, ogórek i pomidor, ale lekko uduszone; szpinak, rzodkiewka; świeże zioła, takie jak mięta, pietruszka, rzeżucha; kasza jaglana, jęczmienna, gryczana, ryż; algi; gruszki lekko duszone; herbata miętowa, herbata zielona, woda mineralna.

Polecamy książkę: 'Najskuteczniejsze terapie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Sposoby na współczesne dolegliwości, z którymi nie radzi sobie medycyna akademicka', Alicja Kowalska-Dorcheid, wyd. Vital, 2019.Polecamy książkę: "Najskuteczniejsze terapie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Sposoby na współczesne dolegliwości, z którymi nie radzi sobie medycyna akademicka", Alicja Kowalska-Dorcheid, wyd. Vital, 2019.
  1. Zdrowie

Żyjemy coraz dłużej, ale coraz krócej w zdrowiu

Coraz więcej ludzi Zachodu dostrzega sprzeczność, że pomimo iż dzięki osiągnięciom medycyny żyjemy coraz dłużej, to jednak coraz krócej w zdrowiu. (Fot. iStock)
Coraz więcej ludzi Zachodu dostrzega sprzeczność, że pomimo iż dzięki osiągnięciom medycyny żyjemy coraz dłużej, to jednak coraz krócej w zdrowiu. (Fot. iStock)
Ciało to mądry doradca. Gdy robisz coś wbrew sobie lub pozwalasz na przekraczanie swoich granic, zazwyczaj wysyła sygnały ostrzegawcze. Jak właściwie je odczytywać?

Nauki Wschodu

Mniej więcej od 40 lat coraz większą popularnością cieszą się zaczerpnięte ze Wschodu praktyki cielesno-duchowe, takie jak: wschodnie sztuki walki, joga, zen, chi-gong i thai-chi. Coraz więcej ludzi Zachodu dostrzega sprzeczność, że pomimo iż dzięki osiągnięciom medycyny żyjemy coraz dłużej, to jednak coraz krócej w zdrowiu. Nasze ciała chorują na otyłość, cukrzycę, nadciśnienie, niewydolność krążenia, alergie, zaburzenia funkcji rozrodczych, uzależnienia, wady kręgosłupa, raka i inne choroby autoagresywne – a nasze dusze na depresję. Coraz więcej wskazuje na to, że nie wolno dłużej traktować ciał, jakby były maszynami.

Choroba to wołanie ciała

Również w takich sytuacjach ciało może wskazywać na wypieraną prawdę. Ciało często choruje po to, by zwrócić nam uwagę na to, że żyjemy w toksycznym środowisku, w toksycznym związku, że hołubimy niemądre, groźne dla życia przekonania. Dlatego większość psychoterapeutycznych procedur pomaga uświadamiać sobie, nazywać i właściwie rozumieć to, co mówi do nas ciało. Ciało jest siedliskiem tego wszystkiego, czego o sobie nie wiemy lub nie chcemy wiedzieć. Wprawny obserwator dostrzega odzwierciedlone w ciele przekonania, doświadczenia, traumy, a także podstawowe wymiary stosunku do świata i do samego siebie.

Starość to stan umysłu

W ostatnim czasie rozwija się interesujący nurt badań nad psychogennymi aspektami starzenia się, czyli tymi, które odnoszą się do relacji umysł–ciało. Inspirująca konkluzja z tych badań i rozważań zawiera się w zadaniu: „starzenie się jest przekonaniem” (aging is believe). Okazało się bowiem, że osoby, które oddzielają się od ciała, traktują je przedmiotowo – są przekonane, że ono się nieuchronnie i szybko zestarzeje, że będą za chwilę chorować, będzie z nimi coraz gorzej – rzeczywiście starzeją się szybciej i więcej chorują. Ich przekonanie potwierdza się na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Takie osoby często – acz na ogół nieświadomie i żyjąc w iluzji dbania o ciało – zachowują się wobec ciała agresywnie, co przyspiesza proces starzenia. Te same badania pokazują, że ludzie przekonani, że ciało w miarę upływu czasu jest bardziej sprawne i wydolne, a oni stają się lepszymi i mądrzejszymi ludźmi – są często sprawniejsi od ludzi znacznie młodszych i umierają we śnie w okolicach setki, nie mając żadnych istotnych objawów fizjologicznego starzenia się. To jeszcze jedna lekcja o tym, że ciało podąża za umysłem, słucha umysłu – tak długo, jak może.

Doświadczyłem ciała, gdy dotknąłem granicy śmierci

Wojciech Eichelberger – psycholog, psychoterapeuta i trener, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ips.pl), autor i współautor wielu książek.

Gdy byłem w bardzo wysokich górach, tam, gdzie już prawie nie ma czym oddychać, doświadczyłem ciała, które całkowicie odmawiało mi posłuszeństwa. To było jak rozciągnięte w czasie omdlewanie, graniczące z umieraniem. Będąc całkowicie przytomnym, nie byłem w stanie skłonić ciała do zrobienia kolejnego kroku. Mogłem jedynie biernie i bezradnie doświadczać sytuacji niemocy. Panowałem tylko nad oddechem. Więc co kilka kroków, z trudem utrzymując się na nogach, oddychałem gwałtownie i głęboko. Dopiero po wielu takich oddechach ciało podejmowało współpracę i mogłem zrobić kilka następnych kroków. Doświadczyłem wtedy definitywnej granicy mojej władzy nad ciałem, a jednocześnie ogromnej satysfakcji, że tę granicę przesunąłem. W istocie satysfakcja jest jednak fałszywa, bo wprawdzie szedłem na tę górę po ostrej, wąskiej granicy – po grani – między życiem i śmiercią, ale doszedłem tylko dlatego, że pozwoliło mi na to moje ciało. Tak więc radość i poczucie wyzwolenia wiązały się tylko (i aż) z tym, że przekroczyłem swój lęk przed znalezieniem się na tej granicy. W sumie było to wielkie doświadczenie pokory wobec ciała, wobec życia, wobec śmierci.

Życie smakuje najlepiej, gdy pozostając w pełni sił, dotkniemy granicy śmierci. Tego szukamy w wysokich górach i w głębokiej medytacji. Podobnie czujemy się, gdy wracamy do życia po ciężkiej chorobie. Ale najtrudniejsza próba dla naszej odwagi i pokory nadchodzi wraz z definitywną utratą sił związaną z terminalną chorobą ciała i z jego przemijaniem. Na tamtej górze moje ciało nie miało nic przeciwko temu, by umrzeć, by się poddać – zapraszało, a nawet nakłaniało mnie do tego. Jakby mówiło: „Nie walcz, poddaj się i idź za mną – tu jest prawdziwe życie”. Decyzja „żyć i iść dalej” była w tamtej sytuacji – wbrew pozorowi heroizmu – łatwiejszym, mniej odważnym wyborem.

  1. Zdrowie

Lukrecja na zdrowe zęby i piękną cerę – poznaj właściwości i działanie tej rośliny

Lukrecja ma małe zdobne liście i kwiaty w kolorze liliowym. To dalsza kuzynka koniczyny, lucerny czy łubinu. Jej lecznicze właściwości są uznane i wykorzystywane od tysiącleci. (Fot. iStock)
Lukrecja ma małe zdobne liście i kwiaty w kolorze liliowym. To dalsza kuzynka koniczyny, lucerny czy łubinu. Jej lecznicze właściwości są uznane i wykorzystywane od tysiącleci. (Fot. iStock)
Co może łączyć czarne żelki o słodkawo-cierpkim smaku z balsamem na rozstępy? A krem na przebarwienia skóry z produktem przeciwko próchnicy? Otóż wszystkie one zawdzięczają swój sukces lukrecji. A właściwie jej ukrytej głęboko części – korzeniowi.

Lukrecja ma małe zdobne liście i drobne kwiaty w kolorze liliowym. To dalsza kuzynka znanych w Polsce koniczyny, lucerny czy łubinu. Jej właściwości lecznicze są uznane i wykorzystywane od tysiącleci. W naturalnych warunkach rosła w Azji i w krajach śródziemnomorskich i z przekazów wiemy, że była składnikiem receptur medycznych m.in. w starożytnych Chinach, Indiach, Egipcie czy Grecji. Była również wykorzystywana jako energetyk dla wojska. Jeszcze na początku XX wieku służyła także do odkażania jamy ustnej. I bardzo słusznie, bo – jak potwierdziły badania opublikowane w amerykańskim czasopiśmie naukowym „Journal of Natural Products” – lukrecja zawiera związki organiczne zmniejszające ryzyko wystąpienia próchnicy oraz innych bakterii związanych z chorobami zębów i przyzębia.

Czego nie widać

Swoją łacińską nazwę – glycyrrhiza zawdzięcza smakowi korzenia (glycos oznacza słodki, rhiza – korzeń), bo to właśnie pod ziemią ukrywa się najcenniejsza część rośliny. Rzeczywiście brązowy silnie rozgałęziony korzeń ma smak słodki, ale też lekko szczypie w język. Jest pozyskiwany z kilkuletnich roślin, wiosną lub jesienią. Po zasuszeniu można go przechowywać przez dłuższy czas (pod warunkiem że będzie to szczelny pojemnik), a przed użyciem – pokroić lub zmielić.

Najcenniejsza część lukrecji ukrywa się pod ziemią. Jej brązowy korzeń ma smak słodki, ale też lekko szczypie w język. (Fot. iStock)Najcenniejsza część lukrecji ukrywa się pod ziemią. Jej brązowy korzeń ma smak słodki, ale też lekko szczypie w język. (Fot. iStock)

Niewątpliwie największą popularność przyniosły lukrecji charakterystyczne ciemne cukierki, mające wzięcie zwłaszcza w Szwecji i Holandii. Kłącze pojawia jednak także jako składnik przepisów dla dorosłych, choćby w piwie, cygarach czy włoskim likierze podawanym z ziarnami kawy.

Skoro lukrecja nadaje się do jedzenia, jest też pożądanym składnikiem kosmetyków, bo – jak warto przypomnieć – to, co nakładamy na skórę, w części przez nią przenika i trafia do krwiobiegu, który rozprowadza je po całym organizmie. To dlatego tradycyjna medycyna indyjska, Ajurweda, zaleca, aby produkty do pielęgnacji ciała były równie zdrowe jak jedzenie.

Z korzyścią dla skóry

Wspomnianą wcześniej skuteczność w profilaktyce próchnicy lukrecja zawdzięcza właściwościom przeciwzapalnym i bakteriobójczym. Te same efekty liczą się w kosmetologii. Jak ekstrakt z korzenia lukrecji działa na poszczególne rodzaje cery?

  • Cera tłusta i trądzikowa – skutecznie łagodzi stany zapalne skóry, podrażnienia, swędzenie oraz przyśpiesza gojenie się ran i wyprysków.
  • Cera naczynkowa – zmniejsza zaczerwienienie skóry i wzmacnia naczynka krwionośne.
  • Cera sucha i odwodniona – dzięki dużej zawartości glicyryzyny o silnych własnościach wiązania wody w skórze oraz grupy flawonoidów ma działanie nawilżające i kojące.
  • Cera z przebarwieniami – hamuje aktywność enzymu, który przyczynia się do powstawania przebarwień skóry.
  • Cera dojrzała – dzięki antyoksydantom i fitoestrogenom dotlenia komórki i spowalnia proces starzenia się skóry. Poza tym pochłania promieniowanie UV.

Jakie jeszcze moce ukrywa korzeń lukrecji?

  • Łagodzi problemy żołądkowo-jelitowe, wspomaga regenerację błony śluzowej żołądka i przywraca jego prawidłową pracę. Warto po niego sięgnąć w przypadku wystąpienia zgagi czy zatrucia pokarmowego.
  • Ze względu na działanie przeciwwirusowe pomaga pozbyć się opryszczki. Jest przydatny w leczeniu objawów menopauzy oraz w łagodzeniu bólu w trakcie miesiączki.
  • Sprawdza się w leczeniu suchego kaszlu, bólu gardła i chrypy.
  • Łagodzi bóle reumatyczne.

Przeciwwskazaniem do wewnętrznego stosowania lukrecji są choroby układu krążenia, wątroby, hormonalne i cukrzyca. Powinny z niej zrezygnować także kobiety w ciąży.