1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło poleca
  4. >
  5. "Zwierciadło" wspiera walkę z koronawirusem

"Zwierciadło" wspiera walkę z koronawirusem

Zobacz galerię 11 Zdjęć
Z uwagą i głęboką troską obserwujemy ogromną walkę, którą podejmują lekarze oraz cały personel medyczny w walce z epidemią koronawirusa w naszym kraju. Pragniemy również włączyć się  w pomoc służbie zdrowie w tym trudnym czasie.

Z uwagą i głęboką troską obserwujemy ogromną walkę, którą podejmują lekarze oraz cały personel medyczny w walce z epidemią koronawirusa w naszym kraju. Pragniemy również włączyć się  w pomoc służbie zdrowie w tym trudnym czasie w ramach wsparcia akcji #wsparciedlaszpitala.

Wspólnie z naszymi partnerami biznesowymi – polskimi producentami kosmetyków Sylveco, Floslek, beBio - postanowiliśmy przekazać na potrzeby całego personelu medycznego zatrudnionego w jednoimiennych szpitalach zakaźnych 10 000 kremów ochronnych do rąk. Wiemy, że zachowując najwyższe standardy medyczne cały personel musi często odkażać dłonie środkami dezynfekcyjnymi, a kremy te mogą złagodzić dolegliwości z tym związane tj. mocne wysuszenie, zaczerwienienia i rany na skórze.

Pomoc zostanie zrealizowana przy udziale Ministerstwa Zdrowia, które ma najlepsze rozeznanie w zakresie potrzeb szpitali zakaźnych i  pracującego w nich personelu medycznego.

Wydawnictwo Zwierciadło przekaże 10 000 sztuk kremów. 

  • Krem do rąk beBio by Ewa Chodakowska. Naturalny krem do rąk z bambusem i trawą cytrynową do pielęgnacji dłoni. Zawiera 99,3 % składników pochodzenia naturalnego.
  • Kremy do rąk z serii Bogactwo z Czterech Stron Świata (Orient, Floral, Tropic i Exotic ) od marki Floslek.  Krem pozostawiają skórę aksamitnie gładką, elastyczną i przyjemną w dotyku. Zapewniają regenerację, nawilżenie i odżywienie.
  • Aloesowy krem do rąk z serii Aloesove od Sylveco. Przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji suchych i podrażnionych dłoni.
  • Nawilżający krem do rąk z mocznikiem (5%) z serii Vianek od Sylveco. Przeznaczony jest do codziennego używania. Wygładza i zmiękcza cienką skórę dłoni. Zawiera ekstrakt z robinii akacjowej, olej z kiełków pszenicy i masło shea, gwarantujące natychmiastowy efekt nawilżenia.
  • Regenerujący krem do rąk z ekstraktem z liści morwy białej z serii Vianek od Sylveco. Zimnotłoczone oleje (lniany, wiesiołkowy) i masła (shea, avocado) zapewniają dłoniom ochronę przed niekorzystnymi czynnikami.

 

Życzymy wszystkim pacjentom szybkiego powrotu do zdrowia, czytelniczkom i całemu personelu medycznemu wytrwałości i sił w niełatwej walce z epidemią.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

10 sposobów, aby wyrazić miłość

Walentynki można celebrować na co dzień. (Fot. iStock)
Walentynki można celebrować na co dzień. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Jak wyrazić miłość? Oto 10 sposobów, dzięki którym najbliższe osoby poczują się kochane. Walentynki można celebrować na co dzień.

Jak wyrazić miłość? Oto 10 sposobów, dzięki którym najbliższe ci osoby poczują się kochane. Walentynki można celebrować na co dzień.

1. Okaż wdzięczność. Powiedz wprost, jak bardzo doceniasz obecność tej osoby w swoim życiu.

2. Zaoferuj pomoc. Zapytaj: „Co mogę dla ciebie zrobić, żeby uczynić twoje życie lepszym, radośniejszym, mniej stresującym?”

3. Zamień się w słuch. Znajdź czas i kilka chwil spokoju, aby wysłuchać drugiej osoby całą sobą. Nie komentuj, nie doradzaj. Słuchaj.

4. Bądź wielkoduszna. Wszyscy mamy swoje dziwactwa, nikt z nas nie jest idealny. Doceniaj pozytywne cechy, nie skupiaj się na tym, co niedoskonałe - w ten sposób pokażesz, że naprawdę kochasz.

5. Znajdź czas na chwile beztroski. Kolacja z ukochanym, zabawa z dzieckiem, wypad na zakupy z przyjaciółką... a może po prostu ulubiony serial pod kocem na kanapie? Życie składa się z drobnych przyjemności. Jeśli będziemy stwarzać sobie ku nim okazję, będziemy mieli więcej powodów do wspólnej radości.

6. Podaruj coś bez okazji. To może być drobiazg, ale zrobiony albo kupiony z myślą o tej osobie. Coś, co sprawi że poczuje, że o nim myślisz i jest dla ciebie ważna.

7. Upiecz ciasto lub ugotuj coś pysznego. Przez żołądek do serca - nakarm ukochaną osobę czymś, co lubi najbardziej.

8. Ofiaruj kwiaty bez powodu. Kwiaty to jeden z piękniejszych sposobów na podziękowanie za czyjąś obecność - dzięki nim „Dziękuję za to, że jesteś” brzmi piękniej.

9. Napisz krótki liścik. Mała karteczka zostawiona w kuchni przy ulubionym kubku z ciepłą kawą, liścik miłosny pod poduszką, kartka z pozdrowieniami z wakacji... małe, codzienne wyznanie miłości.

10. Nie bój się słowa "kocham" - słowa mają moc, a to chyba szczególną. Jednak nie wtedy, gdy wypowiadamy je od niechcenia. Wyznanie miłości potrzebuje dotyku, spojrzenia w oczy, intymnej chwili.

 

  1. Styl Życia

WOŚP 2021 - najciekawsze aukcje od serca na Allegro

WOŚP 2021 - Jurek Owsiak dyryguje Orkiestrze od blisko 30 lat. (Fot. materiały prasowe) aukcje od serca na Allegro
WOŚP 2021 - Jurek Owsiak dyryguje Orkiestrze od blisko 30 lat. (Fot. materiały prasowe) aukcje od serca na Allegro
Zobacz galerię 17 Zdjęć
Finał z głową! – to hasło przewodnie tegorocznej akcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, która już po raz 29. zjednoczy miliony Polaków. Tym razem bowiem dochód zostanie przeznaczony na zakup sprzętu dla laryngologii, otolaryngologii i diagnostyki głowy.

29. Finał WOŚP odbędzie się 31 stycznia. Transmisja internetowa ruszy już 30 stycznia wieczorem. Głównym punktem działań WOŚP w Warszawie, po rocznej przerwie, będą znów okolice Pałacu Kultury i Nauki.

https://www.youtube.com/watch?v=et9Ul-y3IBM&feature=youtu.be

WOŚP można wspierać na wiele różnych sposobów – między innymi wrzucając pieniądze do puszek, wpłacając na konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, a także kupując przedmioty wystawione na charytatywnych aukcjach Allegro - platforma wspiera WOŚP od początku swojego istnienia. 20 lat współpracy przełożyło się na niemal 80 mln zł przekazanych na konto Fundacji WOŚP. Dotychczas (27 stycznia 2021, przyp.redakcji) zebrano już 11 092 245 zł w 206230 aukcjach. Kwota jest wyższa niż rok temu w momencie zakończenia dnia 28. Finału. Wśród przedmiotów licytacji można znaleźć rękodzieło, rzeczy z ciekawą historią, ale także warsztaty i niecodzienne atrakcje. Aukcje wystawiają osoby prywatne, sztaby, firmy, artyści, celebryci, politycy i ambasadorzy - różnorodność jest ogromna. Oto kilka aukcji, które przyciągnęły nie tylko naszą uwagę.

WOŚP 2021 - najciekawsze aukcje na Allegro

1. Kosmiczne, złote buty ozdobione rysunkami Jana Bajtlika

Absolutnie niezwykłe męskie buty ozdobione charakterystyczną kreską artysty Jana Bajtlika. Na lewym bucie wymalował postacie Marii Skłodowskiej-Curie i Jurka Owsiaka wznoszących toast w chemicznych probówkach, planetę Mars z flagą WOŚP i numerem 29. Finału, oraz swojego psa Kluskę wśród komet i gwiazd. Na prawym bucie widnieje sylwetka Mikołaja Kopernika pokazującego swoją teorię Ziggy Stardustowi z charakterystyczną błyskawicą na twarzy i gitarą elektryczną, której wzmacniacz z napisem “WOŚP” podłącza świstak oraz rakieta z numerem “29”. Wszystkie postacie na skafandrach mają puszki na datki oraz serduszka.

WOŚP 2021 - Jan Bajtlik przy pracy nad kosmicznymi butami, które wystawił na aukcji Rzeczy od serca. (Fot. materiały prasowe) WOŚP 2021 - Jan Bajtlik przy pracy nad kosmicznymi butami, które wystawił na aukcji Rzeczy od serca. (Fot. materiały prasowe)

2. Kostium krewetki z programu "MasterChef Junior" od Michela Morana

Oryginalny kostium krewetki z 6. edycji programu "MaserChef Junior". Wyjątkowy, bo uszyty na miarę, specjalnie dla Michela Morana, francuskiego restauratora i mistrza kuchni.

WOŚP 2021 - Michel Moran występował w tym kostiumie w czasie 6.edycji programu Master Chef Junior. (Fot. materiały prasowe) WOŚP 2021 - Michel Moran występował w tym kostiumie w czasie 6.edycji programu Master Chef Junior. (Fot. materiały prasowe)

3. Fotel, będący pamiątką z urodzin Janusza Gajosa

Aktor otrzymał go 10 lat temu, w trakcie zdjęć do filmu Ryszarda Bugajskiego „Układ zamknięty”. Teraz Janusz Gajos przekazuje gona rzecz aukcji WOŚP. „Bądźcie hojni i wszystkiego najlepszego na święta i Nowy Rok. Niech nas opuszczą wszystkie wirusy” – życzy Janusz Gajos.

WOŚP 2021 - Janusz Gajos wspiera Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, przeznaczając na aukcję pamiątkowy fotel. (Fot. materiały prasowe) WOŚP 2021 - Janusz Gajos wspiera Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, przeznaczając na aukcję pamiątkowy fotel. (Fot. materiały prasowe)

4. Rakieta z French Open oraz pamiątkowa piłka z autografem Igi Świątek

Iga Świątek, zwyciężczyni French Open 2020 podarowała na aukcje WOŚP jedną z sześciu rakiet, którymi rozgrywała mecze w czasie pamiętnego turnieju. Do rakiety jest dołączona pamiątkowa piłka, która niesie ze sobą wyjątkową atmosferę kortów Rolanda Garrosa.

WOŚP 2021 - rakieta od Igi Świątek to niezwykła pamiątka nie tylko dla fanów tenisa. (Fot. materiały prasowe) WOŚP 2021 - rakieta od Igi Świątek to niezwykła pamiątka nie tylko dla fanów tenisa. (Fot. materiały prasowe)

5. Kuferek pełen muzyki od Marka Niedźwieckiego

Najsłynniejszy dziennikarz muzyczny od 33 lat zbiera płyty kompaktowe i dla zwycięzcy aukcji wybrał 30 tych najlepszych, najbardziej ulubionych. Wiele z płyt opatrzonych jest autografami wykonawców! „To będzie na pewno fajna sprawa, posłuchać sobie płyt z kolekcji Marka Niedźwieckiego, więc polecam!” – tak do aukcji namawia Marek Niedźwiecki.

WOŚP 2021 - Marek Niedźwiecki na aukcję WOŚP kolekcję płyt. (Fot. materiały prasowe) WOŚP 2021 - Marek Niedźwiecki na aukcję WOŚP kolekcję płyt. (Fot. materiały prasowe)

6. Sprzątanie mieszkania od Andrzeja Chyry

Niecodzienna okazja do osobistego spotkania z Andrzejem Chyrą! Aktor proponuje zwycięzcy aukcji sprzątanie mieszkania . „Myślę, że poradzę sobie w każdych warunkach” – podkreśla Andrzej Chyra, czekając na propozycje kwot aukcji, z której uzyskana suma trafi na rzecz WOŚP.

WOŚP 2021 - Andrzej Chyra nie boi się żadnych wyzwań, zwycięzcy akcji WOŚP wyczyści mieszkanie na błysk. (Fot. materiały prasowe) WOŚP 2021 - Andrzej Chyra nie boi się żadnych wyzwań, zwycięzcy akcji WOŚP wyczyści mieszkanie na błysk. (Fot. materiały prasowe)

7. Kurtka z autografami znanych osób od Kayah

Kayah przekazuje na aukcję na rzecz WOŚP wyjątkową kurtkę na której znajdują się podpisy znanych osób, między innymi: Jolanty Kwaśniewskiej, Beaty Kozidrak, Kasi Kowalskiej, Pezeta, Viki Gabor, Adama Sztaby. Do kurtki dołożony zostanie specjalny pendrive z nagraniami osób składających autografy na kurtce. „Zawsze czekam na początek stycznia, bo wtedy okazuje się, że tylu wspaniałomyślnych ludzi chce pomagać innym razem z Jurkiem Owsiakiem” – mówi Kayah.

WOŚP 2021 - kurtka zostanie wręczona zwycięzcy aukcji WOŚ osobiście przez Kayah. (Fot. materiały prasowe) WOŚP 2021 - kurtka zostanie wręczona zwycięzcy aukcji WOŚ osobiście przez Kayah. (Fot. materiały prasowe)

8. Wrocławski Krasnal z wizerunkiem Jurka Owsiaka

Krasnale opanowały Wrocław - stały się symbolem miasta. Teraz pojawia się okazja, żeby wylicytować kolejnego krasnala przedstawiającego Jurka Owsiaka i jego największe w Polsce Serce WOŚP. Krasnal projektu artystki, rzemieślniczki Beaty "Beby" Zwolańskiej - Hołod, powstał w jej pracowni. Figura ma ok. 50 cm wysokości i została wykonana z brązu.

WOŚP 2021 - powstały dwa krasnale z wizerunkiem Jerzego Owsiaka powstały dwa: jeden z nich trafił do rąk Jurka Owsiaka i Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - będzie witał gości odwiedzających Fundację. WOŚP 2021 - powstały dwa krasnale z wizerunkiem Jerzego Owsiaka powstały dwa: jeden z nich trafił do rąk Jurka Owsiaka i Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - będzie witał gości odwiedzających Fundację.

9. Spacer po Puszczy Białowieskiej z Adamem Wajrakiem

Spotkanie z autorem książek, dziennikarzem "Wyborczej" i obrońcą Puszczy. Plus jeden nocleg w Białowieży dla czterech osób w dogodnym dla obu stron terminie (z uwzględnieniem obostrzeń sanitarnych związanych z pandemią).

WOŚP 2021 - dla zwycięzców licytacji mamy też zestaw książek autorstwa Adama Wajraka z autografem. (Fot. materiały prasowe) WOŚP 2021 - dla zwycięzców licytacji mamy też zestaw książek autorstwa Adama Wajraka z autografem. (Fot. materiały prasowe)

10. Możliwość nadania nazwy pociągu na wybranej trasie

Na aukcjach WOŚP  pojawiają się także niecodzienne oferty, jak na przykład ta - zwycięzca aukcji ma prawo do nadania nazwy dotyczy pociągów uruchamianych w regularnym rozkładzie jazdy pociągów 2020/21 Kolei Wielkopolskich. Nazwa pociągu będzie wyeksponowana na przedniej oraz bocznych elektronicznych tablicach kierunkowych pojazdu, na drukowanych oraz elektronicznych rozkładach jazdy pociągów, na pragotronach, na stacjach, gdzie urządzenia te są zamontowane, a także będzie wygłaszana w komunikatach głosowych zapowiadających pociągi na stacjach.

WOŚP 2021 - pociąg z nazwą nadaną przez zwycięzcę licytacji WOŚP będzie kursował w Wielkopolsce.(Fot. materiały prasowe) WOŚP 2021 - pociąg z nazwą nadaną przez zwycięzcę licytacji WOŚP będzie kursował w Wielkopolsce.(Fot. materiały prasowe)

11. Warsztaty kuchni tajskiej od Darii Ładochy

Spotkanie z Darią Ładochą połączone z warsztatami tajskiej kuchni. Warsztaty mogą odbyć się na dwa sposoby. Online, kiedy zwycięzca aukcji zbierze swoich znajomych i połączy się na wideorozmowie z Darią Ładochą lub w tradycyjny sposób twarzą w twarz, w uzgodnionym ze zwycięzcą aukcji terminie i miejscu wskazanym przez Darię Ładochę.

WOŚP 2021 - najciekawsze aukcje od serca na Allegro WOŚP 2021 - najciekawsze aukcje od serca na Allegro

12. Spotkanie z Panią Swojego Czasu, czyli Olą Budzyńską

Ola Budzyńska, twórczyni marki Pani Swojego Czasu, autorka, blogerka, przedsiębiorczyni, zapewnia apartament, a w nim czekoladę, wino oraz kawę i herbatę. W ramach czasu spędzonego w Krakowie pokaże zwycięzcy ulubione miejsca w Krakowie i zapewni inne wspólne atrakcje, między innymi kolację i wieczór filmowy. „Licytujcie dużo, licytujcie hojnie, to wszystko idzie na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy” – przypomina Ola Budzyńska.

WOŚP 2021 - Pani Swojego Czasu deklaruje, że zwycięzcy poświeci sporo… czasu. (Fot. materiały prasowe) WOŚP 2021 - Pani Swojego Czasu deklaruje, że zwycięzcy poświeci sporo… czasu. (Fot. materiały prasowe)

13. Portret Agnieszki Osieckiej autorstwa Iwony Chmielewskiej

Ta aukcja jest nam szczególnie bliska, bowiem ten portret Agnieszki Osieckiej: "Na całych jeziorach ty" powstał na zamówienie "Zwierciadła". Ukazał się we wrześniowym numerze obok artykułu "Nie mogę być ptakiem uwięzionym".

WOŚP 2021 - Portret będzie sygnowany, na życzenie artystka wykaligrafuje specjalną dedykację. (Fot. materiały prasowe) WOŚP 2021 - Portret będzie sygnowany, na życzenie artystka wykaligrafuje specjalną dedykację. (Fot. materiały prasowe)

14. Remigiusz Grzela "Z kim tak ci będzie..." z autografem

Kolejna aukcja bliska naszemu serca, ponieważ Remigiusz Grzela, autor książki "Z kim tak ci będzie" o związku Kaliny Jędrusik i Stanisława Dygata to stały współpracownik naszego pisma. Remigiusz Grzela obala w książce mit o tym, że błyskotliwy pisarz stworzył kobietę wampa. Tworzy jednocześnie wielowymiarową opowieść o pięknej, ale i niszczycielskiej miłości. Przygląda się karierom obojga, ich związkom, brzemiennym w skutkach decyzjom i wyborom. Zastanawia się, dlaczego nie poznano się na talencie Kaliny i z jakich powodów pisarz tak wybitny i aktualny jak Dygat przebywa obecnie w literackim czyśćcu.

WOŚP 2021 - Książka o niezwykłym związku ludzi, którzy byli dla siebie stworzeni. I byli dla siebie przekleństwem. (Fot. materiały prasowe) WOŚP 2021 - Książka o niezwykłym związku ludzi, którzy byli dla siebie stworzeni. I byli dla siebie przekleństwem. (Fot. materiały prasowe)

  1. Psychologia

Kobieta na zakręcie - gdzie szukać pomocy?

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
Gdy w domu jest piekło, trzeba działać szybko, a nie zagłębiać się w swoją sytuację i pytać, dlaczego się w niej znalazłam. To jest dobre pytanie, ale na później. Najpierw potrzebne jest określenie problemu i motywacja do zmian – mówi psychoterapeutka Małgorzata Sadurska Pietruszewska.

Artykuł archiwalny

Co dla kobiety „na zakręcie” powinno być alarmującym sygnałem, że nie może biernie czekać, ale musi szukać pomocy? Jej stan: depresyjny nastrój, wycofanie, unikanie ludzi, niekontrolowane napady złości, choroby psychosomatyczne, a zwłaszcza to, że czuje się całkowicie bezradna. Zwykle jest tak, że kobieta tkwi w hermetycznym układzie, bo ukrywa fakt, że doświadcza przemocy, że mąż pije czy jest hazardzistą. Taka jest specyfika tych rodzin. Kobiety przeżywające osobistą gehennę pozostają więc samotne, nie mają wsparcia przyjaciół. Nie radzą sobie w tej sytuacji, więc starają się ją racjonalizować – usprawiedliwiają męża, obwiniają siebie.

Co powinny robić? Wychodzić na zewnątrz i o tym mówić. Ale to nie jest łatwe, gdyż kobiety wstydzą się opowiadania o swoim dramacie. Stereotypy funkcjonujące w naszym społeczeństwie każą im z jednej strony czuć się odpowiedzialnymi za swoją rodzinę, a z drugiej – wpędzają je w poczucie winy, bo uważa się, że jeśli kobieta nie potrafi okiełznać swojego męża, to znaczy, że jest słaba. Kobiety czują się odpowiedzialne i winne, takie poczucie też może być sygnałem do szukania pomocy. W organizacjach takich jak OPTA uświadamiają sobie, że nie ponoszą odpowiedzialności za męża, za jego picie, za przemoc, którą stosuje, uczą się, że nie muszą się wstydzić swojej sytuacji.

Pomoc przyjaciółki nie wystarczy? Na czym polega przewaga takich miejsc jak OPTA nad wsparciem bliskich? Pomoc przyjaciółki zawsze jest cenna, ale to za mało. Przyjaciółka, nawet najlepsza, na ogół nie zna specyfiki tych problemów. W ośrodkach takich jak OPTA kobieta dostaje odpowiednią wiedzę. To niezwykle potrzebne, bo na ogół kobieta ma mętlik w głowie. Docierają do niej przekazy rodzinne, stereotypy, normy społeczne i ona nie wie, jakie ma podejmować kroki. Pod fachowym okiem dowiaduje się, jak postępować, żeby zacząć budować swoją autonomię, żeby wyjść z przemocy czy współuzależnienia.

Ale to długi proces. Od czego się zaczyna? Bardzo ważny jest początek. Trzeba kobiecie pomóc rozpoznać sytuację i wesprzeć ją w konkretnych działaniach, np. gdy zdecyduje się wystąpić o alimenty, napisać pozew rozwodowy czy alimentacyjny, doniesienie do prokuratury o znęcaniu się nad rodziną. To właśnie powinno się zaoferować kobiecie w pierwszej fazie – konkretne praktyczne działania. W dramatycznych okolicznościach nawet panie z dyplomami wyższych uczelni tracą głowę. Przemoc zdarza się we wszystkich grupach społecznych, niezależnie od poziomu wykształcenia. Nie trzeba mieć siniaków i złamanych kości, aby być jej ofiarą.

Na pomoc psychologiczną przyjdzie czas? Gdy w domu jest piekło, trzeba działać szybko, a nie zagłębiać się w swoją sytuację i pytać, dlaczego się w niej znalazłam. To jest dobre pytanie, ale na później. Najpierw potrzebne jest rozpoznanie problemu i motywacja do zmian. Człowiek jest zdolny do zmiany swojego życia, jeżeli czuje się silny i widzi nadzieję. Na tym się koncentrujemy. Jeżeli ktoś trwał przez wiele lat w takiej sytuacji, to jego energia została wyczerpana i trzeba ją odzyskać. Na głębszą terapię trzeba poczekać do czasu, gdy kobieta stanie na nogach – uporządkuje swoją sytuację prawną, mieszkaniową, uwolni się od przemocy, uniezależni się materialnie od męża.

Co w tej pierwszej fazie jest dla kobiety najtrudniejsze? Wyzbycie się lęku przed eskalacją przemocy albo przed tym, żeby mąż jeszcze bardziej nie zaczął pić. To strach podpowiada: „On mnie zabije, jeśli będę próbowała coś zmienić, nie poradzę sobie sama, to moja wina”. W Opcie uczymy kobiety oswajać ten strach, uczymy, że nie należy się cofać.

Co zrobić, gdy pijany partner wpada w furię? Np. zadzwonić po policję, nie czekać, tylko wyjść z domu, zabrać ze sobą dzieci, zabrać swoje dokumenty. Kobieta musi wiedzieć, co robić. Razem z nią budujemy plan, gdzie powinna udać się po wsparcie i pomoc.

A gdy to wsparcie już otrzyma? Przede wszystkim zaczyna widzieć nadzieję na zmianę. To niewiarygodne, ale taki promyk nadziei może rozświetlić jej życie na tyle, że ma odwagę wyjść na prostą. Pomagają jej w tym nie tylko liczne treningi, ale także inne kobiety, które też przeszły podobne piekło i przełamały strach.

Jakie jeszcze korzyści czekają na kobietę za tym zakrętem? Może zacząć normalnie funkcjonować jako niezależna jednostka. Może spełniać swoje marzenia, realizować niezaspokojone dotąd potrzeby. Nowa sytuacja daje jej takie możliwości, ale najpierw musi się spotkać z tymi potrzebami i marzeniami, z przekonaniem, że można żyć inaczej, czerpać radość i przyjemność z bycia kobietą.

Może liczyć na to, że jej metamorfoza wymusi zmiany na mężu? Zmiana jednego z członków systemu zazwyczaj implikuje zmiany w całym systemie. Kiedy kobieta potrafi powiedzieć „nie”, kiedy nie płacze już po nocach, a częściej się uśmiecha, dzieci widzą tę zmianę i też będą się inaczej zachowywały. Jeżeli mąż, który do tej pory wydzielał żonie pieniądze, widzi, że ona zarabia je sama, nie może już nią manipulować. Ale czy to wpłynie na prawdziwą zmianę jego postępowania? To nie takie proste. Ale możliwe.

Małgorzata Sadurska Pietruszewska, psychoterapeutka związana w przeszłości ze Stowarzyszeniem OPTA, w programie Od NowA prowadziła grupy wsparcia dla kobiet współuzależnionych.

  1. Styl Życia

Logistyka pomocy

Afganistan. Grupowe szczepienie dzieci przeciw polio. (Fot. Getty Images)
Afganistan. Grupowe szczepienie dzieci przeciw polio. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 2 Zdjęcia
Niezbędne są: laptop, wiara w to, co się robi, i twarde dane, które trzeba zanalizować. Zza biurka też można zmieniać świat, przyczynić się do poprawy warunków życia mieszkańców takich krajów, jak: Peru, Pakistan, Czad, Kongo i wielu innych. Tym właśnie zajmuje się na co dzień Amelia Rubiś.

O co walczysz w swojej pracy? O podstawowe prawa każdego człowieka do opieki zdrowotnej i edukacji. Nam w Polsce trudno to sobie wyobrazić, ale choćby w Pakistanie dla większości mieszkańców najbliższy szpital porodowy znajduje się kilkaset kilometrów od miejsca zamieszkania. Do tego dochodzi jeszcze ukształtowanie terenu, nierzadko mówimy o rejonie górskim, gdzie ambulanse mają utrudniony dojazd. Zadaniem Acasusa, dla którego pracuję, jest diagnozowanie problemu w danym kraju, uwzględnienie jego specyfiki i zaproponowanie odpowiedniego rozwiązania.

Na jakich zasadach działacie? Jesteśmy firmą konsultingową, założoną siedem lat temu przez Fentona Whelana. Pracujemy z różnymi organizacjami pozarządowymi oraz przede wszystkim z rządami krajów rozwijających się nad ulepszeniem ich reform zdrowia albo edukacji. Skupiamy się między innymi na zwiększeniu poziomu szczepień podstawowych. Jako że one odbywają się w ściśle określonym terminie po narodzinach dziecka, musimy opracować plan, jak w regionach czy prowincjach, w których działamy, je zapewnić. Każde miejsce ma inny problem.

Podasz jakiś konkretny przykład? Wspomniany już Pakistan, gdzie duża liczba ludności zamieszkuje tereny górskie i wiejskie. Tu podstawowym problemem jest to, jak do tych ludzi dotrzeć. Weźmy prowincję Pendżab, najgęściej zaludnioną część kraju, region skomplikowany politycznie ze względu na konflikt w Kaszmirze i wyjątkowo nieprzystępny przez górzyste ukształtowanie terenu. Pakistańskiemu rządowi zależało na zapewnieniu dostępu do szczepień wszystkim mieszkańcom. Nawiązał więc współpracę między innymi z GAVI, fundacją Billa i Melindy Gatesów. Na zamówienie krajów rozwijających się GAVI skupuje od firm farmaceutycznych szczepionki, zbijając ich cenę rynkową bardzo mocno, bo kupują je w gigantycznych ilościach poprzez sumowanie zamówień ze wszystkich krajów, z którymi współpracują, a następnie rozdysponowują zapasy pomiędzy uczestników programu. Tak więc GAVI kupiła potrzebną liczbę szczepionek, ale problemem było, jak zapewnić do nich dostęp mieszkańcom Pendżabu. Zainwestowano potężne pieniądze, a skutków nie było. Wtedy GAVI i rząd Pakistanu nawiązały współpracę z nami.

Znaleźliście rozwiązanie? Zrobiliśmy bardzo prostą aplikację na telefon, w którą zaopatrzyliśmy grupę kierowców motorów lub tuk-tuków. Musieli się do niej zalogować, żeby GPS śledził, w jakich lokalizacjach się poruszają, i za każdym razem, gdy dojechali do dziecka, które zaszczepili, klikali w odpowiednie okienko i potwierdzali szczepienie.

To szczepień nie wykonują lekarze?! Nie. Kierowcy to wyspecjalizowani pracownicy służby zdrowia, którzy przechodzą odpowiednie szkolenie. Dostają pieniądze za swoją pracę, a także talony, które wydają na paliwo. Oczywiście mają też w pakiecie smartfon, który umożliwia zainstalowanie niezbędnej aplikacji.

Nie zdarzały się wyłudzenia, kradzieże, pomyłki? Mieliśmy kierowców, którzy przeszli kurs, wzięli zadatek na benzynę i smartfona, a potem nigdy nie zalogowali się do aplikacji, co oznaczało stracony sprzęt i środki, ale były też przypadki, że kierowca logował się do aplikacji, ale na mapach widzieliśmy, że w pewnym momencie zatrzymuje się i już nie jedzie dalej. Te przypadki dziwiły nas najbardziej, nie potrafiliśmy zrozumieć, co się dzieje. Dopiero kiedy wysłaliśmy na miejsce zespół, który przeprowadzał ewaluację, zrozumieliśmy nasz błąd: wszyscy kierowcy dostali taką samą liczbę talonów, więc niektórym z nich w pewnym momencie zabrakło pieniędzy na benzynę i utknęli w różnych miejscach, bo nie było ich stać, żeby zatankować za swoje. Wiedzieliśmy już, że musimy zmienić finansowanie. Tak samo było z dystrybucją szczepionek – szybko zorientowaliśmy się, że różne tereny są różnie zaludnione, że trzeba dopasować liczbę szczepionek, które wiozą kierowcy, właśnie do gęstości zaludnienia na danym terenie.

Ty mówisz o problemach technicznych, a mnie zaskakuje, że rodzice pozwalali szczepić dzieci obcemu mężczyźnie na motorze. Pamiętaj, że kierowcy pochodzą z regionu, nie są wysłannikami z odległych miast. Ludzie się znają, więc wiedzą, kim jest osoba na motorze, że przeszła szkolenie, że jest przygotowana do swojej roli. Podam ci inny przykład, z Afryki Środkowej. W Czadzie wysłaliśmy do społeczności nomadów zespół składający się wyłącznie z ludzi cieszących się zaufaniem społeczności. Dzięki temu chętniej rozmawiali z nimi przywódcy plemion, a to oni dyrygują życiem grupy. Kiedy mieliśmy ich po swojej stronie, wiedzieliśmy, że będą przekazywali innym napotkanym plemionom, że szczepionki są dobre. A wręcz że będą chcieli docierać do innych nomadów i chwalić się im, że odkąd w ich plemieniu wprowadzono szczepienia, spadła im śmiertelność noworodków. To było dla nas bardzo ważne odkrycie.

Brzmi to trochę tak, jakbyście rozwiązywali łamigłówki. Równanie z kilkoma niewiadomymi. Kluczowa jest analiza danych. W zeszłym roku mieliśmy zebranie grupowe w Stambule. W ramach ćwiczeń dostaliśmy do analizy tabelkę z danymi na temat liczby wykonywanych szczepień w jednym z krajów afrykańskich. Pojawiały się tam dane, z których jasno wynikało, że pierwszych szczepień wykonuje się bardzo dużo, liczba drugich utrzymuje się na średnim poziomie, a trzecich robi się naprawdę mało. Nikt nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak jest, bo przecież nie mogło chodzić ani o dostęp, ani o strach, bo te wykluczałyby także pierwsze szczepienia. Dopiero wspólnym wysiłkiem ustaliliśmy, że matki nie mają kalendarzy i przegapiają kolejne terminy. Wpadliśmy na to właśnie dzięki analizie danych, z wykazów szczepień w rodzinach wielodzietnych wynikało, że im więcej dzieci jest w rodzinie, tym więcej przeprowadzonych szczepień drugich i trzecich. Domyśliliśmy się, że matki z każdym kolejnym potomkiem lepiej radzą sobie z obliczaniem, ile czasu musi minąć, by udać się na kolejne szczepienie. Z taką wiedzą mogliśmy ruszyć z propozycjami reform. Nie mogę jeszcze zdradzić, o jaki kraj chodzi, ale muszę ci opowiedzieć, jak poinformowaliśmy prezydenta tego kraju o naszym odkryciu, bo jestem z tego dumna.

Zamieniam się w słuch. Prezydent był bardzo zajęty, nie mogliśmy się umówić na spotkanie, więc nasz pracownik wbiegł za nim do windy i przez trzy minuty wspólnej jazdy streścił mu, co wywnioskowaliśmy. Prezydent najpierw zaniemówił z wrażenia, po czym natychmiast dał nam zielone światło do działania. W tej pracy nierzadko trzeba być naprawdę odważnym i kreatywnym, żeby dotrzeć do osób podejmujących decyzje.

Jak zbieracie dane? Wszystko zależy od problemu i lokalizacji. Na przykład Peru i tamtejszy problem z systemem placówek oświatowych. Jeszcze niedawno wystarczyło się zgłosić do rządu z propozycją budowy i prowadzenia takiego ośrodka. Rząd pieniądze dawał, ale w ewaluację projektu nie wierzył; mówimy o kraju, gdzie korupcja to bardzo poważny problem. W końcu zgłoszono się do nas. Mieliśmy zbadać, ile takich ośrodków rzeczywiście powstało i jak działają. Tylko jak uniknąć sytuacji, w której my przeprowadzamy kontrolę, a na miejscu są podstawieni ludzie albo zatrudnieni przez nas ankieterzy kłamią?

Jak? Zwerbowaliśmy ambitnych studentów z całego kraju i zaproponowaliśmy im coś na kształt wyjazdu stypendialnego. Wyposażyliśmy ich w telefony z aplikacją na modłę Instagrama. Ich zadanie polegało na znalezieniu ośrodka, sfotografowaniu go, a także jego wyposażenia: tablicy, podręczników, pomocy naukowych. Mieli też porozmawiać z uczniami i nauczycielami. Plan był banalnie prosty, ale i skuteczny, bo załatwił ewaluację w rzeczywistej formie: na miejscu nie spodziewano się, że studenci pełnią funkcję urzędników, nie było więc propozycji korupcyjnych ani zastraszania. Z kolei kiedy pracowaliśmy nad porodówkami polowymi w Pakistanie, najpierw musieliśmy się dowiedzieć, jaka jest aktualna kondycja służby zdrowia w regionie. Z danych rządowych wynikało, że takie szpitale są, dostęp do nich nie jest specjalnie skomplikowany. Dlaczego więc kobiety nie rodzą w nich dzieci? Wysłaliśmy zbieraczy danych, którzy musieli sprawdzić, w jakich godzinach działają placówki, czy mają generatory prądu, czy jest w nich lodówka itp. Analiza danych pokazała, że porodówki to zazwyczaj budy zbite z desek, czynne od 8 do 18, jeśli więc kobieta zaczynała rodzić na przykład o 22, to i tak musiała radzić sobie sama. Pracownicy rządowi czy organizacje pozarządowe w Pakistanie o tym nie wiedziały? Pewnie wiedziały, problem w tym, że kiedy pracujesz w określonym miejscu, nabierasz mentalności, która tam panuje. Pewne rzeczy stają się dla ciebie normalne zgodnie z zasadą „tu zawsze tak było i tak już będzie”. Dlatego tak ważne jest dla nas to, żeby w naszym zespole pojawiali się tylko ludzie nieobciążeni takim myśleniem.

Czy ich praca jest niebezpieczna? Nigdy nie wysyłamy nikogo do stref aktywnych konfliktów, natomiast pamiętam, jak kiedyś w Demokratycznej Republice Konga podczas szkolenia pracowników służby zdrowia doszło do zamieszek w Kinszasie. Szkolenie odbywało się w klasie w miejscowej szkole, bo my nie śpimy w pięciogwiazdkowych hotelach ani nie wynajmujemy luksusowych sal konferencyjnych. Druga godzina spotkania i nagle z ulicy wbiegają ludzie, do których strzelano, szukając schronienia. Tak to czasami wygląda.

Trzeba naprawdę kochać swoją pracę, żeby po takim doświadczeniu nie zdezerterować. Kochamy, bo widzimy jej efekty. I to od razu. Skupiamy się na projektach, które w krótkim czasie zmienią życie jak największej liczby osób. Takich, które dadzą maksymalne rezultaty przy minimalnych kosztach i nakładach pracy. Nas nie interesuje diagnozowanie problemów i wytykanie błędów rządom państw czy organizacjom pozarządowym. Jesteśmy nastawieni na efekt. Kiedy znajdziemy problem, nasi specjaliści od razu szukają sposobów na jego najpełniejsze rozwiązanie. Na Netflixie można obejrzeć dokument o życiu Billa Gatesa. Opowiada w nim o swojej organizacji i zdradza się z marzeniem o zlikwidowaniu polio na całym świecie. Pracując z nim nad podobnymi projektami, trudno nie czuć satysfakcji. To wspaniałe uczucie, kiedy jedna z najbardziej wpływowych osób na świecie rozumie twoje wysiłki. Trudno też nie angażować się w akcję, widząc, jak duży wpływ masz na świat. Dzięki nam wskaźnik szczepień w Pendżabie wzrósł z 49 do prawie 90 proc. w ciągu dwóch lat. Naprawdę chcesz się dla takich działań poświęcać.

Co poświęciłaś ty? Gdybyś dziesięć lat temu powiedział mi, że mając mieszkanie w Warszawie i będąc w szczęśliwym związku, zdecyduję się na wyjazd najpierw na Cypr, a potem do włoskiej części Szwajcarii, bo w obu tych miejscach pracujemy nad projektami, w których jestem najbardziej potrzebna, wyśmiałabym cię. Tymczasem tak się właśnie stało. Na początku mój chłopak odwiedzał mnie na Cyprze, a ja jego w Warszawie, teraz od roku żyjemy pomiędzy Polską a Szwajcarią. I nie żałuję. Podobnie gdybyś jeszcze niedawno powiedział mi, że będę szukała ludzi do współpracy w zespole, nie mogąc im zdradzić, w jakim kraju będą pracowali ani nad czym, pomyślałabym, że naoglądałeś się filmów o Bondzie. A dziś tak wygląda moja praca. Nie wspominając już o tym, ile się dzięki temu wszystkiemu uczę.

Jak trafiłaś do Acasusa? Od najmłodszych lat kochałam książki przygodowo-podróżnicze Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim. Marzyłam, żeby jeździć po Kenii, Ugandzie i Himalajach, ocalać tych, którzy wpadli w kłopoty, ratować zagrożone rośliny i zwierzęta. Kiedy w poprzedniej firmie kolega zapytał mnie, czy nie chciałabym zająć się wyszukiwaniem konsultantów w takim miejscu jak Acasus, pomyślałam: „Muszę tam być!”. Wygrałam rekrutację i zaczęłam działać. Pracuję z ludźmi z całego świata i wiem, że najlepszych współpracowników można znaleźć wszędzie – nie tylko na Sorbonie czy Harvardzie. Co tylko potwierdza to, co zakładałam od najmłodszych lat, że to właśnie poza głównym nurtem kryją się najciekawsi ludzie, miejsca i możliwości. Tylko że kiedy byłam dzieckiem, to nie było popularne myślenie. W latach 90., kiedy dorastałam na podhalańskiej wsi, wszyscy byli zachłyśnięci Zachodem. Każdy patrzył w stronę Stanów Zjednoczonych.

Ciebie to nie interesowało? Rodzice od najmłodszych lat wysyłali mnie i siostry na lekcje angielskiego, które odbywały się w piwnicy przedszkola. Dzięki temu nauczyłam się języka, mogłam wyśledzić i wyszperać więcej niż rówieśnicy, a i tak ciągnęło mnie na Wschód. Zamiłowanie mojego taty do komiksów w ogóle zamieniło się w moje zamiłowanie do mangi i anime. Kręciły mnie kraje, kultury i wątki inne niż te, które kręciły moich kolegów. Po studiach wyjechałam do Indii i dopiero tam na miejscu przekonałam się, jak różni się życie przeciętnego mieszkańca Indii od mojego życia. Cieszę się, że dzięki pracy dla Acasusa mogę pracować na to, żeby te różnice nie były aż tak drastyczne.

Rodzice się o ciebie nie bali? Rodzice uczyli nas przede wszystkim empatii i szacunku. Moją starszą siostrę popchnęli do realizowania pasji operowej, młodszą wspierali, kiedy farbowała włosy na zielono, różowo i niebiesko, a mnie powtarzali, że zawsze mogę być tym, kim chcę, że nic mnie nie ogranicza. Ani moja płeć, ani to, że wychowałam się w malutkiej wsi Raba Wyżna. Kupowali mi „Świat Wiedzy”, z którego wyczytywałam kolejne nowinki i ciekawostki. Kiedy powiedziałam im, że jadę na praktyki do Indii, zamiast chwycić się za głowę, doradzali mi i wspierali finansowo, choć pogodzenie się z tym, że opuszczam ich na rok, nie było dla nich łatwe, bo jesteśmy z rodziną bardzo zżyci i często się widujemy. Tak, dziś wiem, że bali się bardziej ode mnie, jak ich córka poradzi sobie w tak odmiennej kulturze od swojej. Ale nigdy nie dali mi tego odczuć. Wiem, że kiedy wyjechałam, nie przespali wielu nocy.

Amelia Rubiś walczy o podstawowe prawa każdego człowieka do opieki zdrowotnej i edukacji. (Fot. archiwum prywatne) Amelia Rubiś walczy o podstawowe prawa każdego człowieka do opieki zdrowotnej i edukacji. (Fot. archiwum prywatne)

Twój narzeczony też nie śpi po nocach? Zdawał sobie sprawę, że jeśli zdecyduje się na związek ze mną, nie będzie mowy o klasycznym modelu: parę lat chodzenia, potem zaręczyny, ślub i dzieci. My przeżywamy przygodę, którą ludzie przeżywają na studiach, a nie jak są dojrzali i poważni. Kiedy sobie pomyślę, że moi rodzice, mając tyle lat, ile ja mam teraz, wysyłali już swoje córki do komunii, zastanawiam się, czy na pewno podjęliśmy dobre decyzje. Ale potem przypominam sobie, że wybierając taki tryb życia, przesuwam pewne wydarzenia w czasie, a nie z nich rezygnuję. Oboje z Maćkiem tak do sprawy podchodzimy i trwamy razem od lat.

Jak w praktyce wygląda twoja codzienna praca? Przeprowadzam rekrutację wśród osób z całego globu. Nasza marka jest rozpoznawalna na największych uczelniach świata. Najwybitniejsi studenci mają szansę znaleźć u nas zatrudnienie, ale, jak już mówiłam, nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś jest absolwentem Harvardu, czy uczelni w Pakistanie. Liczą się otwarta głowa, ambicja, chęć do działania, gotowość na szaleństwo. Mam do obsadzenia stanowiska w Ameryce Południowej, Afryce oraz Azji. Nie jest łatwo znaleźć odpowiednich specjalistów w krajach, które dopiero się rozwijają lub podnoszą po wojnie. W Afganistanie projekt wisiał na włosku, żeby w ogóle go rozpocząć, potrzebowaliśmy lokalnego project managera, który będzie współpracował z rządem na miejscu. Po tygodniach poszukiwań odezwałam się do świeżo upieczonego absolwenta stypendium w Stanach. Dzięki stypendium mógł mieszkać, studiować i zdobywać doświadczenie zawodowe w USA. Wcześ­niej, zanim wyjechał do Stanów, nie miał nawet komputera na własność. Był bystry, pełen pasji i przede wszystkim znał oba światy, także afgańską mentalność. Wiedziałam, że muszę go zwerbować, bo to skarb. Do dziś prowadzi projekt praktycznie w pojedynkę, współpracując z urzędnikami państwowymi, którzy często są dwa razy od niego starsi. Na Cyprze zatrudniłam dziewczynę, która jest uchodźczynią z Palestyny. Zna cztery języki, jest zaradna, pracowita, a mimo to znalezienie pracy było dla niej wyzwaniem. Noszenie hidżabu dyskwalifikowało ją w oczach wielu pracodawców. A dla nas ta różnorodność jest czymś wspaniałym, ja to, że ona zasłania włosy, potraktowałam jako atut. I nie pomyliłam się. Przyjęła ofertę pracy, mimo że nie mogłam zdradzić szczegółów, a jedynie opowiedzieć o ogólnej wizji projektu.

Skąd biorą się te tajemnice? Niektóre rządy nie chcą zdradzać, że współpracują z organizacjami jak nasza na tak zaawansowanym poziomie, bo w ten sposób obniżałyby zaufanie do siebie. W wielu krajach logo naszej firmy nie występuje. Chodzi o to, żeby uniknąć ryzyka, że współpraca z nami mogłaby jakiegoś polityka, przywódcę czy rząd zdyskredytować. Działamy po cichu, ale mamy na tyle dobrą opinię, że dostajemy cały czas nowe zadania czy raczej, jak mówimy my sami, „misje”. Bo my nie idziemy do pracy. My idziemy na misję zmiany świata.

  1. Psychologia

Ojciec i syn. Synowie potrzebują przede wszystkim rozmowy

Dzielenie się sobą, tym, czego ojciec doświadczył, co 
przeżywał, ma dla syna kolosalne znaczenie. (Fot. iStock)
Dzielenie się sobą, tym, czego ojciec doświadczył, co przeżywał, ma dla syna kolosalne znaczenie. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęcie
„Co ja mogę przekazać synowi? Życie jak życie. Nie ma o czym gadać!”. Właśnie o to chodzi, żeby ojcowie gadali o tym niczym! Na to właśnie synowie czekają – wyjaśnia Benedykt Peczko, psychoterapeuta.

Zaprzyjaźniony 50-latek zwierzał mi się ostatnio, że gdy patrzy na swojego niemal 30-letniego syna, który właśnie zostanie ojcem, to mu się robi słabo. „On powtarza wszystkie moje błędy!”. Dlaczego ten mężczyzna nie powie o tym synowi?

Boi się reakcji. Nie chce chłopaka pouczać, strofować, naprowadzać na właściwą drogę. Nie był dla niego idealnym ojcem, więc syn może powiedzieć: „Przegrałeś swoje ojcostwo, więc co mi będziesz gadał!”. Niech właśnie o tym gada! Że przegrał, że się nie wyrabiał…

„Wiesz, na kilka dni przed twoim urodzeniem pojechałem z kolegami w góry, żeby się powspinać…” Tak, niech powie: „Uciekałem. Bałem się. Byłem przerażony, jak to będzie, gdy się urodzisz… Żaden ze starszych mężczyzn ze mną o tym nie rozmawiał. Mama w ciąży chodziła sama na badania, bo ja miałem treningi. Po skomplikowanym porodzie też była sama. Do tej pory nie może mi tego wybaczyć”. Wiele par na terapii boryka się z taką przeszłością. Kobiety mają żal, że mężczyzna nie był obecny w okresie ciąży i po porodzie. Mówią, że czuły się porzucone. Ojciec więc może powiedzieć synowi, czego żałuje, jakie błędy popełnił.

„W moim pokoleniu, gdy kobiety rodziły dzieci, mężczyźni balowali z kolegami do rana, a współcześni chłopcy nie wychodzą z Internetu” – mówi ten ojciec. To jest mniej więcej to samo. Dla młodego mężczyzny sytuacja, gdy rodzi się dziecko, jest tak trudna, nowa, nieznana, że przestaje być obecny, wyjeżdża, zapuszcza grę komputerową. Kiedyś mężczyźni się upijali. Teraz nie muszą tego robić; wystarczy, że wejdą do Internetu, i już ich nie ma.

Załóżmy, że ojciec zaryzykuje taką rozmowę. Dobrze, gdyby to on zaczął. Syn raczej nie odważy się zapytać, nie poprosi o radę czy pomoc. Relacje między synami a ojcami bywają napięte, a poza tym mężczyzna radzi sobie sam, nawet jeśli sobie nie radzi. Więc trudno mu przyznać, że czuje się zagubiony, że dziecko to dla niego życiowy próg, wielkie wyzwanie.

Co się dzieje w wewnętrznym świecie obu mężczyzn, gdy dochodzi do takiej rozmowy? Dzielenie się sobą, tym, czego ojciec doświadczył, co przeżywał, ma dla syna kolosalne znaczenie. Doceni z pewnością odwagę ojca, który mówi prawdziwie, z serca, nie boi się, że ucierpi jego wizerunek ojca i mężczyzny. „Ciężko było mi wejść w rolę ojca, wolałem, żeby matka się tobą zajmowała, brakowało mi cierpliwości”; „Gdy się urodziłeś, trudno było mi od razu się ucieszyć, kobiety przeżywają macierzyństwo inaczej”. Ojciec, który przyznaje, że kiepsko sobie radził, zawiódł, popełniał błędy, często wybuchał, był rozdrażniony, nieobecny, tym samym pokazuje swoją siłę, ponieważ przyznanie się do słabości jest oznaką siły. Oczywiście, niedobrze, gdyby ojciec na tym poprzestał. Wiele się nauczył, szczególnie na temat kobiet, niech o tym opowie.

Na przykład? To się często w terapii zdarza. Mężczyzna mówi, że gdyby mógł cofnąć czas, postąpiłby inaczej. Że gdyby miał świadomość, jak bardzo kobiety potrzebują w tym czasie obecności, opieki i miłości, nigdzie by nie wyjeżdżał. Ten przekaz dla syna mógłby brzmieć tak: „Nawet jeśli dziecko będzie cię nudzić czy drażnić, pamiętaj, że od tego, czy będziesz obecny, zależy przyszłość waszej rodziny”. Lepiej to wiedzieć zawczasu niż później przez lata borykać się ze skutkami zaniedbań. Rana porzucenia ciężko się zabliźnia.

To ma być przede wszystkim rozmowa o kobiecie? Tak, o więzi, jak ją budować, wzmacniać. To jest najważniejsze. Kobiety skarżą się, że są przemęczone, wyczerpane. W jaki sposób mężczyzna mógłby odciążyć partnerkę w opiece nad dzieckiem? Na przykład zorganizować pomoc, aby mogła odpocząć, wyspać się, pójść na spacer, spotkać się z przyjaciółkami.

A relacja z dzieckiem? Jeśli mężczyzna będzie obecny, miłość do dziecka się pojawi. Ojciec może powiedzieć do syna: „Nie martw się zawczasu. Ojcostwo mamy w genach, to są naturalne reakcje i zachowania. Ręce same wyciągają się do dziecka”. Instynktownie wiemy, co robić, jak się troszczyć, jak wzmacniać więź, która przecież i tak istnieje.

Ojciec może mieć wątpliwości co do swoich kompetencji w temacie ojcostwa także z tego powodu, że młodzi ludzie mają teraz dostęp do mądrych książek, Internetu, do wszystkich możliwych specjalistów. Tak, to częste obawy. Nie doceniamy przekazu międzypokoleniowego. Ten przekaz jest nieoceniony, ponieważ jest żywy. W bezpośrednim kontakcie płynie energia i to ona nas zmienia i rozwija. Książka mnie nie widzi, coś wyjaśnia, opisuje, jednak w sposób mocno uogólniony. Ojciec jest obok, patrzy, słucha, rozumie, zależy mu, nie jestem sam. Gdyby młody mężczyzna przyznał się przed sobą, że potrzebuje kontaktu, że ma prawo sięgać po wsparcie ojca, gdyby nie upierał się, że przecież musi poradzić sobie sam, to wiele by zmieniło. Taka otwartość zawsze skutkuje dobrymi rozwiązaniami i uzdrowieniem rodzinnych zaszłości.

Pod warunkiem że ojciec nie chce rozwiązywać problemów syna. Tak, musi na to uważać; wystrzegać się pouczania, nacisków, słownej i emocjonalnej przemocy. Dojrzali i świadomi ojcowie to potrafią. Wiedzą również, że taka rozmowa jest ważna także dlatego, że traktuje o relacji między ojcem a synem. Przełamuje lody. Otwiera na inne rozmowy – na przykład o dzieciństwie ojca. Synowie mają wtedy szansę na nowo poznać swoich ojców. I zrozumieć siebie.

W jaki sposób? Syn zaczyna rozumieć, co wydarzyło się w jego dzieciństwie. Jako dzieci nadajemy sens różnym zdarzeniom, na przykład nieobecności ojca. Zapisuje się przekonanie, że skoro ojca nie było, to znaczy, że ja nie jestem ważny. To jest głęboko nieświadomy proces. Kiedy dowiadujemy się, że ojca nie było, ponieważ czuł się zagubiony i przerażony, nie wiedział, co robić, nie miał świadomości, wiedzy ani wsparcia ze strony swojego ojca, wtedy czujemy smutek, ale i ulgę. „A więc jego zachowanie nie było wymierzone przeciwko mnie”. Ta ulga sprawia, że zaczynamy doceniać to, co dostaliśmy, przypominamy sobie, że brał na spacery, czytał do snu, uczył jeździć na rowerze.

Co się dzieje, gdy ojciec jest obojętny wobec syna, który ma zostać tatą? Ojciec ucieka od tego tematu, tak jak uciekał, gdy był młody. To znaczy, że nie zintegrował tamtego doświadczenia. Syn czuje się samotny, zirytowany, nawet wściekły. Myśli o ojcu: „Zawsze taki był, nic się nie zmienił, cały tatuś!”. Paradoksalnie to może bardzo syna motywować: „Nie będę taki jak ty, ja o swoje dziecko zadbam!”.

To się udaje? Może się udać. Młodzi mężczyźni wyciągają wnioski z doświadczeń z ojcami i zaczynają żyć inaczej. Są dobrymi ojcami, co nie znaczy, że nie popełniają błędów. Uczą się ojcostwa, czytają, szukają mentorów. A jeśli szukają, to znajdują. A więc to, czego nauczyli się na zasadzie przeciwieństwa, może być wartością.

Znam ojca, który dużo rozmawia ze swoim synem. Temu synowi właśnie rodzi się trzecia córka, więc jest spanikowany, przemęczony. A ojciec go uspokaja: „To normalne, że się denerwujesz, takie jest życie, dasz radę”. Totalna akceptacja wszystkiego. Może być tak, że tracimy mnóstwo energii na walkę z tym, co jest. A także z samymi sobą, bo przecież coś powinienem zrobić, tylko co. Pojawia się wewnętrzne rozdarcie, konflikt: to nie tak powinno być. A czasami trzeba po prostu zaakceptować to, co jest, przestać się szarpać. Starsi taką wiedzę, zgodę, akceptację mają w swoich sieciach neuronalnych. Wiele przeszli, doświadczyli, znają życie; warto ich słuchać.

Są też ojcowie, którzy mówią: „Co ja mogę przekazać synowi? Życie jak życie. Nie ma o czym gadać!”. Właśnie o to chodzi, żeby gadali o tym niczym! Na to właśnie synowie czekają! Nie na dywagacje o pracy, polityce, pieniądzach, samochodach i kosiarkach; to już synowie znają do znudzenia. Niech ojcowie powspominają swoje zwyczajne, codzienne życie – jak to było, gdy syn się urodził, jakieś zdarzenia, anegdoty. Niech opowiedzą o swoim dorastaniu, o tym, co wiedzą o swoich ojcach. To nieprawda, że nie mają nic do przekazania. Mają wiele i synowie bardzo potrzebują tych opowieści. Potrzebują zwyczajnych rozmów, kontaktu.