1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło poleca

Angelina Jolie na okładce lipcowego wydania „Zwierciadła”

„Kiedy dorastałam, w ogóle nie myślałam o tym, że będę kiedyś matką. Tak naprawdę nigdy nie chciałam mieć dzieci ani się nimi zajmować, ja nawet nie bawiłam się w bycie mamą dla lalek. Czy to nie zabawne, że skończyłam aż z szóstką?” – pyta rozbawiona Angelina Jolie, bohaterka naszej okładki, w rozmowie z dziennikarzem „Guardiana”.

Mama, filmowiec (a właściwie: filmowczyni), specjalna wysłanniczka UNHCR – tak właśnie siebie opisuje, dokładnie w tej kolejności. Angelina Jolie rzadko zabiera głos publicznie. A jeśli już to robi – to zawsze w imieniu innych. Ostatnio najczęściej występuje w roli międzynarodowej obrończyni praw człowieka. Już jako nastolatka oburzała się na jawną niesprawiedliwość, jaką było to, że jej ojciec, aktor Jon Voight, jako osoba publiczna był bardziej wiarygodny i lepiej postrzegany niż jego była żona – „przyzwoita kobieta robiąca swoje bez rozgłosu”. To wtedy postanowiła, że nie da się uciszyć tak jak jej matka. „Tak naprawdę wcale nie weszłam do show-biznesu dlatego, że chciałam zostać aktorką. Ja po prostu chciałam być słyszana”.

Dzieciństwo w czasach nadmiaru – o tym w naszym Temacie Miesiąca. Dzieci są dzisiaj obstawione wyrafinowanymi zabawkami, elektronicznymi gadżetami, wymyślnymi atrakcjami. A z drugiej strony – przytłoczone oczekiwaniami, wymaganiami, nieustanną kontrolą i presją rodziców, często także ich problemami. Gdzie w tym wszystkim jest przestrzeń na dziecięcą beztroskę, nudę, poznawanie siebie? „Bez wątpienia, żeby dziecko czuło się kochane i akceptowane, potrzebuje uwagi i przeświadczenia, że jest ważne. Nie odważyłabym się jednak sformułować uogólnienia, że im większa koncentracja rodziców na dziecku, tym lepiej dla jego rozwoju. Myślę, że w obecnych czasach pojawił się nowy rodzaj zniewolenia dzieci – staraniami rodziców, poświęcaniem się dla nich. Dzieci mają często tego świadomość i czują się winne, że z różnych powodów nie sprostały rodzicielskim oczekiwaniom i wymaganiom. Gdy je odrzucają, rodzice mówią o ich niewdzięczności. No bo oni się tak starali, a dziecko tego nie docenia. Pozwólmy dzieciom mieć dzieciństwo – apeluje psycholożka Aleksandra Piotrowska.

Spędził ponad dwa lata… na balkonie. I z tego balkonu rozmawiał z przechodzącymi ludźmi. Sąsiadami, przypadkowymi przechodniami.

„Dzieliła nas długość tyczki od mikrofonu wystawionego z balkonu. Całkiem spory dystans, który zadziałał psychologicznie: ludzie mieli odwagę opowiedzieć o sobie naprawdę szczerze. Wchodzili w kadr, ale w każdej chwili mogli z niego wyjść czy nawet uciec, pełna swoboda. Ten kawałek chodnika to była przestrzeń wolności, gdzie można było coś zaśpiewać, zatańczyć, wydeklamować, wykrzyczeć, na coś się poskarżyć. Trochę taki Hyde Park, trochę świecki konfesjonał”– opowiada reżyser. „Film balkonowy” Pawła Łozińskiego zachwyca.

Paulina Przybysz nagrywa z zespołem Rita Pax; właśnie ukazał się ich najnowszy album „Piękno. Tribute to Breakout”. „Mam cichą nadzieję, że nagranie Breakoutów, materiału, który jest w DNA Polaka, pomoże składowi Rita Pax wydobyć się na powierzchnię ziemi… Może ktoś, kto posłucha nas w tym wydaniu, sięgnie po autorskie płyty, które utopiły się w gąszczu alternatywnej muzyki” – mówi. I dodaje: „Bardziej pamięta się słowa piosenek niż najważniejsze przemowy polityków czy aktywistów. Więcej osób zaśpiewa Lennona, niż zacytuje we właściwy sposób Martina Luthera Kinga czy Bidena. Chociaż z przemówień Zełenskiego trzeba będzie już zaraz robić piosenki!”.

Małga Kubiak. Reżyserka, performerka, pisarka. Autorka książek: „Dirty Paradise”, „Babe Trouble”, „Scheisse Elysees”, „One Man Show”. Teraz ukazuje się kolejna – „Małga, córka Kubiaków” (napisana wspólnie z Martą Konarzewską). „Nie masz poczucia, że tytuł „Małga, córka Kubiaków” redukuje cię? – pyta Remigiusz Grzela. „Oczywiście, że mnie redukuje. Jestem człowiekiem. Kiedy wybuchła wojna w Ukrainie, przypomniałam sobie atak na Izrael z 1967 roku. Byłam nastolatką. Mama pracowała w Teatrze Współczesnym. To było w tym mieszkaniu – stała, chodziła, załamywała ręce, płakała i powtarzała: „Oni tyle wycierpieli i znów są atakowani, i zabijani”. […] Pamiętała wojnę. Nie była Żydówką, ale miała wielu przyjaciół Żydów i była człowiekiem humanitarnym. Pomagała wielu osobom. Wojna w Ukrainie weszła do domu z mamą. Dlatego udzielanie wywiadu jest bolesne, bo pozwala się sobie i innym na wycinanie z życiorysu pewnych sytuacji, ustawianie ich w kontekście. W tym sensie mnie również redukuje”.

Matthew McConaughey ma wiedzę, ma doświadczenie i uznał, że pora się tym podzielić.

Autobiograficzna książka „Zielone światła” właśnie ukazała się w Polsce. W Stanach do tej pory sprzedała się w kilku milionach egzemplarzy i nie schodzi z listy bestsellerów „New York Timesa”. „Mogła okazać się klapą, nikogo nie obejść. Liczyłem się z tym. Ale jednocześnie czułem, że muszę to zrobić. To nie jest tak, że zawsze dostaję to, czego chcę, że wszystko mi się w życiu udało. Ale uspokaja mnie myśl, że przynajmniej próbowałem. Jeśli ponosiłem porażki, patrzyłem na siebie w lustrze i mówiłem: »To była twoja porażka, to ty zawiodłeś. Nie masz kogo obwiniać, McConaughey, po prostu nie wypaliło«. Z drugiej strony – kiedy odnosiłem sukces, stawałem przed tym samym lustrem i mówiłem sobie: »To jest twój i tylko twój sukces, twoje zwycięstwo«”.

Opowiadamy też o fenomenie dwóch kobiet. Pierwszą jest aktorka Pola Raksa – mówi o niej Krzysztof Tomasik, autor poświęconej jej książki „Poli Raksy twarz”.

Druga to Shonda Rhimes. „Mam swoją własną Barbie! Jestem dumna, że znalazłam się wśród 12 niesamowitych kobiet, które zbudowały swoje zawodowe kariery, przełamując społeczne ograniczenia” – napisała na swoim Instagramie. Na jej wizytówce widnieje jedynie skromny tytuł: opowiadaczka historii. Ale Shonda Rhimes jest najbardziej wpływową producentką telewizyjną Ameryki. Jej seriale ogląda cały świat, obsypano ją nagrodami, doczekała się nawet lalki Barbie stworzonej na jej podobieństwo.

„Pierwszym sygnałem ostrzegawczym, że grozi nam nieświadoma gra, zwana koluzją, bywa to, że czujemy się przy tym mężczyźnie czy przy tej kobiecie jak w domu. Aura, atmosfera, która tego człowieka otacza, jest nam tak znana, jakbyśmy byli u siebie. Od początku też się świetnie rozumiemy i bawimy. Jesteśmy oczarowani, bo wydaje się nam, że spotkaliśmy bratnią duszę. Mamy więc poczucie dobrania, adekwatności, odpowiedniości. To, jak się nam wydaje, wystarczy, żeby być razem. I na początku wystarcza” – mówi psychoterapeutka Katarzyna Miller. A co dzieje się dalej? „Nie jesteśmy zrobieni według doskonałego wzorca. Jesteśmy z materiałów, które można łatwo odkształcić. Przyciąga cię to, co – jak ci się zdaje – uratuje cię, a tymczasem będzie bardzo drogo kosztować…”.

O tym, jak doświadczyć spotkania z boskością seksu, by wzmocnić swój związek, mówią autorzy warsztatów poświęconych tantrze –Zosia i Dawid Rzepeccy. „Pary przyjeżdżają więc uprawiać seks, a tymczasem my im dużo mówimy o komunikacji, o czułości. Dlaczego? Po to, aby mogli się ze sobą spotkać, często pierwszy raz, i to zanim wejdą do łóżka. A to warunek zmiany, doświadczenia czegoś więcej w seksie. Pary wyjeżdżają więc z warsztatów z pełnym pakietem tego, co im jest potrzebne, żeby żyć razem długo i szczęśliwie, oraz z nowym spojrzeniem na energię seksualną”.

Bunt nastolatka. Nieuchronny? Konieczny? „Dorastanie nie jest chorobą, anomalią ani złośliwym wybrykiem dziecka. To trudny, ale niezbędny etap w procesie jego rozwoju. Etap bolesny także dla rodziców, bo oznacza często czołowe starcie, które z czasem powinno przekształcić relację rodzic – dziecko w relację dorosły – dorosły. A to z kolei jest niezbędne, by dziecko w pełni usamodzielniło się emocjonalnie i mentalnie. Owo starcie trzeba sobie wliczyć w nieuniknione koszty rodzicielstwa. Psychologia problem widzi raczej w tym, że nastolatek się nie buntuje. Nastoletni bunt potrzebny jest po to, żeby odseparować się od rodziców i z czasem wyodrębnić jako oddzielny człowiek, który myśli po swojemu, czuje po swojemu, ma swoją hierarchię wartości i celów, bo chce żyć swoim niepowtarzalnym życiem na swoich zasadach” – tłumaczy psychoterapeuta Wojciech Eichelberger.

Poza tym:

  • W pięknym i… inteligentnym mazurskim domu Anny Dereszowskiej.
  • Fotoreportaż: Cirque du Soleil.
  • Życie miłosne Szwedów.
  • Uratuj nasze dusze – czyli nowa kolekcja Vivienne Westwood. Przeczytacie też (i zobaczycie), jaki jest styl projektantki.
  • Dlaczego miałabyś to ukrywać? – czyli moda w ciąży.
  • Sen – dla urody.
  • Radość – dla zdrowia.
  • Jaka była kuchnia staropolska? Czy nasze wyobrażenia na jej temat są prawdziwe?

Lipcowe wydanie miesięcznika „Zwierciadło” w sprzedaży od 2 czerwca, wersja podstawowa w cenie 9,99 zł. „Zwierciadło” dostępne również z dodatkami: kosmetykiem do opalania Soraya, kosmetykiem do demakijażu Rosadia, czarnym tuszem do rzęs KOBO Professional XXL, a także z książką (różne tytuły do wyboru).

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze