1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Cztery tysiące rozwiązań

Cztery tysiące rozwiązań

Nie można porodów traktować jednakowo, każdy jest inny. Pracuję już tyle lat, a nadal przy porodach zdarzają mi się chwile wzruszenia – mówi położna Jeannette Kalyta.

 

Wyglądasz mocno i młodzieńczo, ale od kiedy jako położna przyjęłaś pierwsze dziecko, minęło już sporo czasu…

– Pracuję ponad 20 lat i w tym czasie przyjęłam około czterech tysięcy porodów. Gdybym wtedy, gdy zaczynałam, przy porodzie robiła to co teraz, uznano by mnie za szaloną.

Nie miałaś wtedy podejrzeń, że coś jest nie tak?

– Miałam. W latach 80. w pierwszym szpitalu, w którym pracowałam, zapytałam raz kobietę, czy zgodzi się, aby po porodzie położyć jej dziecko na brzuchu. Była zachwycona, a zarazem zdziwiona, że tak można. Nie zdawałam sobie sprawy, jakie to będzie miało konsekwencje. Nadszedł czas porodu, na sali wiele osób: lekarze, oddziałowa. Kiedy dziecko się urodziło, położyłam je na brzuchu matki. W sali powiało grozą. Pomyślałam, że już wyleciałam z pracy. To, co zrobiłam, było przecież karygodne, położyłam dziecko na „brudnej kobiecie”. Ordynator zapytał, czy uczyłam się fizyki, i wmawiał mi, że jeśli położę dziecko ponad łożyskiem, to odpłynie mu krew. Na szczęście weszła na salę pediatra, przez niektórych uważana zresztą za stukniętą, i jakby nigdy nic przystawiła dziecko matce do piersi. Zaczęło ssać. Świadkowie tego niezwykłego zdarzenia rozeszli się bez słowa, już spokojni, że noworodek przeżyje. I nie wyrzucono mnie.

Czy dzisiaj w Polsce już w każdym szpitalu noworodka kładzie się matce na brzuchu?

– Myślę, że nie wszędzie, ale na ogół tak.

I kobiety, które rodzą, są teraz pewnie inne?

– Wydawałoby się, że w XXI w. dzięki postępowi medycyny poród powinien być dla kobiety łatwiejszy. Tymczasem bywa wręcz odwrotnie. Dlaczego? Rodzącym brak wiary we własne siły i możliwości. Poza tym naturalne instynkty zostały uśpione, niedługo okaże się, że dla wypieszczonych kobiet poród stanie się tak trudny i niebezpieczny, że jedynym ratunkiem będzie cesarskie cięcie. Już teraz wiele kobiet bez uzasadnionej przyczyny decyduje się na ten zabieg w prywatnych klinikach. Zapominają, że to poważna operacja, naruszająca ciało daleko bardziej niż poród fizjologiczny.

A co zmieniło się w tobie?

– Zrozumiałam, że należy słuchać intuicji. Nie można porodów traktować jednakowo, każdy jest inny.

Czyli dla ciebie to też zawsze nowe przeżycie?

– Pracuję tyle lat, a nadal przy porodach zdarzają mi się chwile wzruszenia. Ta praca jest dla mnie duchowym posłannictwem. Wiem, że życie dziecka w dużej mierze zależy od warunków, w jakich przychodzi na świat. Dlatego staram się każdą rodzącą traktować tak, jakby była moją jedyną pacjentką.

Ból jest chyba najgorszy?

– Ból porodowy zawsze był czymś nieuniknionym, co należało przyjąć z pokorą. Wiedziały o tym nasze prababki i babki, ale rodziły w domu, mając oparcie w najbliższych. To dawało poczucie bezpieczeństwa. Dzisiaj narodziny i śmierć są spychane na margines rzeczywistości. Rozwój cywilizacji, wzrastające tempo życia, tendencja do nadużywania wielu osiągnięć medycyny – wszystko to pozbawia nas naturalnego instynktu. Prawie każda ciężarna zapytana, jak wyobraża sobie poród, odpowie: „Chcę, żeby trwał jak najkrócej i żeby nie bolało”. Tymczasem krótki poród nie jest zbyt bezpieczny dla matki i dziecka. Choć nie powinien również być bardzo długi. Najlepiej gdyby rodząca nie oglądała dwa razy wschodu słońca. Która z nas gotowa jest przyjąć z pokorą poród, który trwałby 24 godziny albo dłużej?

Postępujący rozwój medycyny nie umniejsza duchowego aspektu porodu?

– To, że dzisiaj narodziny na ogół odbywają się w szpitalach, nie znaczy, że mamy uważać je za wydarzenie czysto medyczne. Poród to nie choroba. To proces fizjologiczny i zarazem wielka duchowa przemiana. Na ile dzisiaj potrafimy znaleźć w sobie wiarę we własne możliwości i wewnętrzną siłę – cząstkę tej siły, która stworzyła gwiazdy, która na ziemi objawia się przez siły przyrody? Pozwólmy tej sile przepływać przez nas. W naszych czasach cierpienie przy porodzie wielu kobietom wydaje się niepotrzebną ofiarą. A może jednak warto podjąć to wyzwanie i nie zatracić możliwości pełnego przeżywania narodzin dziecka?

 
Dlaczego dawniej kobietom było łatwiej zaakceptować ból porodowy?

– Dla będących po raz pierwszy w ciąży pojęcie bólu porodowego jest abstrakcją, chociaż budzi lęk przed nieznanym. Często kobieta, przychodząc do szpitala, myśli: „Oddam brzuch położnej i lekarzowi, niech zrobią tak, żeby było dobrze”. Jednak poród to moment konfrontacji wyobrażeń z rzeczywistością. Kobiety różnie reagują na ból. Dla niektórych już pierwsze skurcze są nie do wytrzymania. Jednak pamiętajmy, że gdyby ból porodowy nie był w ogóle potrzebny, natura by go nam oszczędziła. Dawniej rodząca kierowała się instynktem. Wiedziała, że poród boli, i była w stanie to zaakceptować.

Przeżycie bólu łączy matkę z dzieckiem?

– Oczywiście. W trakcie porodu wydziela się oksytocyna – hormon, który powoduje bolesne skurcze macicy. Wydziela się też adrenalina – hormon walki i ucieczki. Na początku porodu, gdy kobieta boi się tego, co ją czeka, nadmiar adrenaliny sprawia, że oksytocyna wydziela się w minimalnych ilościach. Kiedy kobieta wejdzie do wanny z ciepłą wodą, wypije kieliszek wina, rozluźni się i odpręży – dochodzi do głosu oksytocyna i poród rusza pełną parą. Są jeszcze inne hormony, endorfiny, wydzielane przy długotrwałych bólach. Sprawiają, że każda kobieta dostaje ból na swoją miarę – nie większy, niż jest w stanie znieść. Nie znam kobiety, która by przy porodzie zemdlała. Natura zadbała o to, by rodząca w pełni przeżyła to doświadczenie. Hormony, które odgrywały istotną rolę w czasie porodu, po porodzie zmieniają swoje funkcje i wpływają na relacje między mamą i dzieckiem. Oboje instynktownie wiedzą, jak się zachować. Matka chce podać dziecku pierś, a noworodek jej szuka. Adrenalina wydzielana w czasie parcia później wyzwala w kobiecie instynkt macierzyński. Ten sam hormon sprawia, że dziecko jest aktywne, otwiera oczy, próbuje nawiązać kontakt wzrokowy z matką, podnosi główkę, a nawet potrafi doczołgać się do piersi, chwycić brodawkę i zacząć ssać. Oksytocynań po porodzie działa jak „hormon miłości”, wyzwala pozytywne uczucia matki do dziecka i dziecka do matki. Endorfiny, które w trakcie porodu pełnią funkcję naturalnych znieczulaczy, a także działają uspokajająco, też uzależniają dziecko od matki, a u matki wyzwalają zachowania opiekuńcze.

Mówiłaś mi kiedyś w szkole rodzenia, że podczas naturalnego porodu dziecko ma twarz wojownika... może to też jest potrzebne?

– Poród jest dla dziecka bardzo trudnym doświadczeniem. Dlatego dostaje dużą dawkę adrenaliny. Podczas przechodzenia przez kanał rodny pod wpływem ucisku w jego organizmie wydziela się serotonina, dzięki niej w przyszłości łatwiej będzie podejmować decyzje i stanie się odporniejsze na stres. Ten mechanizm nie zachodzi u dziecka, które przyszło na świat przez wcześniej zaplanowane cesarskie cięcie. Jeden z holenderskich lekarzy przeprowadził badania, w których dowiódł, że człowiek, który przyszedł na świat poprzez cesarskie cięcie, w dorosłym życiu częściej w ostatniej chwili wycofuje się z podjętych działa . Ale ostrożnie, na charakter człowieka ma wpływ też mnóstwo innych czynników.

Pracując tyle lat, na pewno zauważyłaś różnice między nowo narodzonymi dziećmi.

– W pierwszej, tzw. świętej, godzinie po porodzie dzieci pozostają przy matkach, by nawiązała się między nimi ta cudowna więź. Natomiast potem, gdy je ważę i ubieram, widzę, jak bardzo się od siebie różnią. Każdy noworodek jest na swój sposób niepowtarzalny. Niektóre są spokojne, pogodne; inne – zestresowane, płaczliwe i lękliwe, mimo że poród przebiegał prawidłowo i nie było żadnych komplikacji.

Powodem może być przebieg ciąży?

– Obowiązuje idealny obraz kobiety w ciąży: łagodnej, uśmiechniętej, czule dotykającej brzucha, która żywi do dziecka same pozytywne emocje. A bywa różnie. Kobiety często źle znoszą ciążę, są przewrażliwione i kłótliwe. Nie dają sobie prawa do odczuwania sprzecznych emocji. Przyszłe matki, często z powodu negatywnych uczuć do dziecka, mają fatalistyczne wizje, boją się, że ono urodzi się zdeformowane, upośledzone, a nawet martwe. Tego typu obawy potęguje brak wsparcia i osamotnienie kobiety. Nie należy tłumić takich myśli, gdyż odsunięte w krótkim czasie wracają ze wzmożoną siłą. Strach matki może potęgować każda nierozsądna uwaga otoczenia, np. „Oparzyłaś się w rękę – dziecko będzie miało znamię”. Takich obaw często nie sposób rozwiać żadnym racjonalnym tłumaczeniem. Kobiety jednak mają prawo odczuwać w ciąży tyle samo sprzecznych emocji co w innych sytuacjach życiowych, które są dla nich wyzwaniem.

Kobiet, którym trudno jest zaakceptować dziecko, jest chyba więcej, niż się powszechnie sądzi. To wstydliwa sprawa.

– Wbrew społecznym oczekiwaniom nie każda kobieta od momentu poczęcia kocha i akceptuje swoje dziecko. Wiele z nas potrzebuje na to dziewięciu miesięcy. Często miłość do dziecka rozkwita w pierwszych godzinach po porodzie. Bywa, że musimy na nią poczekać kilka tygodni. Równolegle do zmian w ciele kobiety zachodzą też zmiany w jej psychice. Ciąża to przecież codzienne obcowanie z poczętym dzieckiem, to wreszcie różnorodne stany emocjonalne i uczucia, które zebrane razem stanowią odpowiedź na pytanie: „Kim dla mnie jest moje dziecko?”. W tym okresie kobieta koncentruje się bardziej na sobie i dziecku niż na otoczeniu. Wycisza się, oddala od świata, potrzebuje wiele wsparcia, zrozumienia i opieki.

Czy przez odpowiednie myśli można ofiarować dziecku pomoc w narodzinach?

– Najważniejsze jest pozytywne myślenie. Czasem czuję, że potrzeba kilka słów modlitwy.

Twój najbardziej dramatyczny poród?

– Położnictwo to nie tylko piękne chwile. Czasami rodzą się martwe dzieci. A rodzice są na to nieprzygotowani. Często nie chcą tego dziecka widzieć. Konsekwencje psychiczne takiego odrzucenia i wyparcia są niewyobrażalne. Od śmierci bliskich nie można uciec, lepiej się z nią spotkać. łzy, smutek, rozpacz i przede wszystkim pożegnanie – bez tego etapu trudno iść dalej.

– Masz swoją szkołę rodzenia i zajęcia „Oczekiwanie na narodziny z Jeannette”, ale dla ludzi o niskich zarobkach nie zawsze są one dostępne. Jak pogodzić duchowość porodu i biznes?

– Moja szkoła rzeczywiście jest odpłatna, nie korzystam z dofinansowania państwa. Kobiety o niskich zarobkach mają możliwość skorzystania z bezpłatnego programu, który obejmuje prowadzenie ciąży i bezpłatne szkoły rodzenia. Biznes kojarzy mi się z nastawieniem na zarabianie pieniędzy, ja dostaję pieniądze za ciężką i dobrze wykonaną pracę, nieprzespane noce, brak wakacji, święta spędzane w szpitalu zamiast przy rodzinnym stole. Każdy przyjmowany przeze mnie poród nie jest tylko czysto fizyczną pracą. Dbam o to, by dla kobiety i jej partnera było to głębokie duchowe przeżycie, by mieli świadomość tego, że doświadczają prawdziwego cudu.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Odkryj swoje wewnętrzne piękno – 6 kroków do samoakceptacji

– Pracując z kobietami nad ich rozwojem, widzę jak pięknieją, gdy odrzucają role, które odgrywają bez wewnętrznej zgody, gdy zaczynają tworzyć swoją nową tożsamość – mówi trenerka Beata Markowska. (Fot. iStock)
– Pracując z kobietami nad ich rozwojem, widzę jak pięknieją, gdy odrzucają role, które odgrywają bez wewnętrznej zgody, gdy zaczynają tworzyć swoją nową tożsamość – mówi trenerka Beata Markowska. (Fot. iStock)
Znów jakiś głos w twojej głowie mówi ci, że jesteś za gruba, za stara, niedoskonała? Naucz się z niego śmiać, ignorować go, a czasem konstruktywnie z nim rozmawiać.

Co przeszkadza nam ujrzeć naszą prawdziwą twarz, rozwinąć skrzydła kobiecości? – Brak odwagi, by spotkać się ze swoimi zranieniami. Żeby zrobić miejsce na nową kobietę, trzeba wyrzucić stare ograniczenia – odpowiada Beata Markowska, trenerka rozwoju osobistego.

Jeśli myślisz o sobie: „mam małe oczy, wąskie usta, wydatny nos, cofnięty i w dodatku podwójny podbródek…” – to taka informacja dociera do nieświadomej części ciebie samej i staje się źródłem kompleksów i zahamowań. Oczywiście, nie robisz tego świadomie. Taki komunikat już dawno usłyszałaś od swojej matki, ciotki, przyjaciółki. Przyzwyczaiłaś się myśleć w ten sposób i nawet nie wiesz, że opinia innych stała się twoją własną. Podpowiada ci ją twój wewnętrzny krytyk. Dopóki nie rozprawisz się z jego poglądami, twój nadajnik będzie emitować fałszywy sygnał. Będziesz czuła się źle ze światem, a świat z tobą.

– Pracując z kobietami nad ich rozwojem, widzę jak pięknieją, gdy odrzucają role, które odgrywają bez wewnętrznej zgody, gdy zaczynają tworzyć swoją nową tożsamość – mówi trenerka.

Każdy nosi w sobie – mniej lub bardziej świadomie – jakiś ideał samego siebie. Przez całe życie próbujemy sprostać swoim wyobrażeniom. Być takie, jak to sobie wymyśliłyśmy. Dlatego przez długie lata nie zmieniamy naszego stylu ubierania się czy sposobu, w jaki się malujemy. Zamiast trwonić energię na kogoś, kim nie jesteśmy, poświęćmy trochę czasu na to, aby lepiej poznać siebie.

Kim jest ta osoba, którą codziennie widzę w lustrze? O czym myśli, jakie są jej marzenia, potrzeby? Co jest dla niej ważne, co lubi, a czego nie? Tak rzadko dajemy sobie szansę, by się poznać. A przecież w tym wypieranym aspekcie naszej kobiecości tkwi prawdziwy skarb. Nasionko, z którego rozwinie się kwiat.

– Wewnętrzne piękno to samoakceptacja, zgoda na siebie taką, jaką jestem, na sukces taki, jakim go rozumiem, poczucie spełnienia – uważa Beata Markowska. – To siła, która bierze się ze zgody na słabość, świadomość własnych ograniczeń i umiejętność życia z tą wiedzą. Radość, optymizm i szczypta pewności, a może właśnie niepewności siebie.

Ćwiczenia - 6 kroków do samoakceptacji

1. Twarzą w twarz z wrogiem

Przypomnij sobie sytuację, w której źle o sobie myślałaś. Naprzeciwko krzesła, które zajmujesz, postaw drugie. Wyobraź sobie, że siedzisz tam ty sama, chwilę po jakimś zdarzeniu, w którym „nie popisałaś się”. Przyjrzyj się sobie. Jaka jest twoja postawa ciała, gestykulacja, mimika? Powiedz do niewidzialnej siebie, co o niej myślisz. (Możesz położyć na krześle lalkę albo misia, jeśli miałoby ci to ułatwić dalszą część pracy). Powiedz jej, jaka jest beznadziejna. Użyj określeń, którymi zwykle siebie łajasz.

Zaobserwuj, w jaki sposób mówisz, gestykulujesz. Skieruj uwagę na ton głosu i pojawiające się emocje. Zastanów się, kim jest twój wewnętrzny krytyk? Kto traktował cię w taki sposób? Zmień miejsce. Teraz spójrz na swojego krytyka. Co masz mu do powiedzenia? Co chciałabyś zrobić? Czy jest coś, co cię przed tym powstrzymuje?

2. Wyśmiej go!

Bardzo dokładnie wyobraź sobie swojego wewnętrznego krytyka. A teraz zacznij proces nadawania mu niechcianych cech. Najpierw wyciągnij go z jego nory. Jeśli zadomowił się w twojej głowie, wyjmij go stamtąd i przenieś tam, gdzie masz ochotę: na stół, pod krzesło, do kubka po kawie... Bądź kreatywna. Następnie zmień jego głos. Jeśli do tej pory mówił cicho, niech zacznie głośno, a kobiecy sopran zamieni się w męski bas. Może nawet kwiczeć jak świnia, kwakać jak kaczor Donald, piszczeć jak mysz. Możesz jego głos odtworzyć na taśmie, na przyspieszonych lub zwolnionych obrotach. Dobrze także dać krytykowi trochę helu z balonu.

A teraz chwila dla oczu. Zabaw się ze swoim krytykiem w przebieranki. Jeśli to mężczyzna, pewnie niezbyt dobrze będzie się czuł w reformach i wałkach na głowie. Może zrobisz mu trwałą…?

Czas na ubranie. Legginsy czy może raczej baletki? Eksperymentuj, baw się, popuść wodze swojej fantazji. Masz nieograniczone możliwości. Możesz zmieniać do woli całą jego postać. Warunek jest jeden – twój wewnętrzny krytyk ma być śmieszny.

Jak się czujesz po tej krótkiej terapii? Rozbawiona? Dobrze. Następnym razem, gdy twój wróg pojawi się na horyzoncie, przypomnij sobie jego najśmieszniejsze wydanie. Obdarz go najzabawniejszym z głosów i powiedz, żeby powtórzył to, co usłyszałaś przed chwilą. Kiedy przestaniesz się śmiać, zrób to, co chciałaś zrobić.

3. Lubię, nie lubię

Wpisz co najmniej 15 zakończeń następujących zdań: „Lubię siebie za…”, „Nie lubię siebie, bo…”. – Musimy wybaczyć sobie niepowodzenia i unikać wyolbrzymiania swoich wad. Umieć zażartować z nich, a przede wszystkim nie starać się na siłę ich pozbyć – mówi Beata Markowska. – Im bardziej przed czymś uciekamy, tym bardziej to coś nas goni i w efekcie dopada. To brzmi jak absurd, ale jeśli nie damy sobie zgody na bycie nadmiernie obfitą, ze zbyt małym biustem, za to za dużą pupą, nie mamy szans na to, że kiedyś w odbiciu w lustrze zobaczymy atrakcyjną kobietę.

4. Co myślą inni

Przystąp do konfrontacji swoich lęków i ocen z tym, jak jesteś postrzegana przez innych. Wypisz 10 swoich atutów, z czego 5 niech dotyczy ciała, pozostałe intelektu. Według podobnego wzorca wypisz 10 swoich wad. Następnie poproś kilka zaprzyjaźnionych osób, żeby sporządziły podobną listę na twój temat. Sprawdź, w których punktach się rozminęliście i jak bardzo.

5. Pożyczona umiejętność

Poszukaj cechy, której najbardziej ci brak. Może to być coś, czego w sobie nie akceptujesz, a jest ci potrzebne. Znajdziesz ją w osobie, której najbardziej nie lubisz. Wynotuj sobie na kartce: „Nie znoszę jej, bo jest wyniosła, przemądrzała, wyzywająca, bezmyślna, kapryśna…”.

Nie chodzi o to, byś epatowała tą cechą, ale żeby wzbogacić siebie o coś nowego. Na przykład: od zapatrzonej w siebie koleżanki wziąć więcej wiary w siebie, od butnego szefa – umiejętność stawiania granic, od narcystycznej bratowej – więcej dbałości o ciało i troski o wygląd zewnętrzny.

– Może się okazać, że teraz bogatsza o jakąś cechę, nagle zupełnie inaczej spojrzysz na swoje odbicie w lustrze. Dręczy cię fałdka na brzuchu? Jeśli przestaniesz się na niej koncentrować, zwrócisz energię do wnętrza, okażesz sobie zainteresowanie, to pewnego dnia zniknie nie tylko z twojej głowy, ale i z twojego brzucha – tłumaczy trenerka.

6. Wywiad z ciałem

Rozluźnij się... Zapytaj swoje ciało, czy jest zadowolone z właściciela. Czy czuje się dobrze traktowane, zadbane, lubiane. Zagadnij je o potrzeby, pragnienia, oczekiwania. Sprawiaj sobie przyjemności, obdarowuj się prezentami – mogą to być nawet drobiazgi, które sprawią ci radość. Tak przecież postępujesz w stosunku do osób, które cenisz i lubisz. Potraktuj to jako nagrodę za każdy, nawet najmniejszy sukces, jaki cię w życiu spotka.

  1. Styl Życia

Pierwsza sesja zdjęciowa dziecka. Zobacz, o czym warto pamiętać!

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Przyjście na świat dziecka to prawdziwa rewolucja w życiu całej rodziny. Młodzi rodzice muszą na nowo poukładać codzienny „plan działania”, a obserwacja, jak maluch zmienia się z tygodnia na tydzień (a czasem z dnia na dzień) dostarcza wielu wzruszeń. Te ważne momenty warto uwiecznić na zdjęciach. Jak powinna wyglądać pierwsza sesja fotograficzna dziecka? Podpowiadamy!

Pierwsza sesja zdjęciowa dziecka: samodzielnie czy u fotografa?

Wykonanie pierwszej sesji zdjęciowej przez fotografa jest coraz popularniejszym rozwiązaniem. Nie ma się czemu dziwić. Specjalista:

  • dysponuje odpowiednim sprzętem, dzięki któremu może uchwycić w kadrze idealny balans kolorów czy kompozycję,
  • zazwyczaj ma zestaw akcesoriów dekoracyjnych, które można wykorzystać jako ciekawe rekwizyty w trakcie sesji,
  • wie, w jaki sposób fotografować maluchy i ich rodziców, aby „złapać” najpiękniejsze momenty, pełne emocji.

Trzeba jednak pamiętać, że takie rozwiązanie ma też wady. Przede wszystkim, kiedy zdjęcia robi obca osoba, trudno o stworzenie intymnej atmosfery, albo… wzajemne oswajanie się młodej rodziny z fotografem trwa dłuższy czas. Po drugie, niełatwo jest przewidzieć nastrój dziecka podczas sesji – jeśli zostanie ona zaplanowana na „zły dzień”, rodzicom może być trudno uspokoić maluszka, tak aby na zdjęciach nie wyglądał na zapłakanego i pochmurnego.

A co daje sesja wykonana samodzielnie? Przede wszystkim wspomniane wcześniej poczucie intymności oraz brak limitu czasowego. Wyjątkowe zdjęcie pociechy możesz uchwycić w dowolnym momencie – czasami wystarczy do tego zwykły smartfon. Może być Ci jednak trudno wykonać ładny portret rodzinny, który później – wydrukowany na dużym formacie – trafi na ścianę salonu czy sypialni. Ograniczeniem może być też brak odpowiedniego sprzętu fotograficznego.

Dlatego warto pomyśleć o połączeniu obu tych kierunków działania. Z jednej strony rób swojemu maluchowi zdjęcia, kiedy tylko wyczujesz odpowiedni moment. Z drugiej – możesz pomyśleć o profesjonalnej, rodzinnej sesji. Zarówno jedne, jak i drugie fotografie uzyskasz w formie cyfrowej. To Ty zadecydujesz o tym, które z nich wywołasz i w jakiej formie!

Jak przygotować się do pierwszej sesji dziecka u fotografa?

Chcesz się umówić na pierwszą sesję rodzinną z maluszkiem? Mamy dla Ciebie kilka wskazówek, które sprawią, że fotograf uchwyci w kadrze to, co najpiękniejsze!

  • Wybierz odpowiednią porę dnia. To oczywiście kwestia indywidualna i jako rodzic najlepiej wiesz, kiedy maluszek jest najbardziej wyciszony. W przypadku niemowlaków idealne są godziny dopołudniowe bądź wczesne popołudnie.
  • Pomyśl o tym, jaka sesja będzie najlepsza. W studio fotograficznym można wygodnie ustawić światło o dowolnej porze dnia. W plenerze – niekoniecznie. Na sesję na ukwieconej łące, plaży czy w parku warto zaplanować czas po południu. Dlatego to dobre rozwiązanie przy fotografowaniu już nieco starszego maluszka.
  • Zaplanuj dużo czasu na sesję – uzgodnij to z fotografem, ponieważ praca pod presją, kiedy pociecha nie chce „współpracować”, może się zakończyć rozczarowaniem.
  • Zabierz kilka kompletów ubranek – tak, aby można było wykonać różnorodne fotografie. Zadbaj o to, aby ubrania były czyste i wyprasowane, a buciki niezabrudzone.
  • Jeśli na zdjęciach mają się pojawić zarówno rodzice, jak i dziecko, warto zadbać, aby Wasze stroje pasowały do siebie. Możecie założyć np. ubrania w podobnych kolorach.
  • Nie zapomnij o ulubionych zabawkach maluszka – pomogą uspokoić go bądź odwrócić uwagę w „sytuacji awaryjnej”.
  • Postaraj się, aby dziecko na sesji było dobrze wypoczęte – senny maluch może kaprysić.

Przed wizytą u fotografa omów z nim dokładnie, jak będzie wyglądać sesja oraz zdjęć w jakim klimacie oczekujesz.

Co zrobić ze zdjęciami z pierwszej sesji dziecka?

Takie fotografie są zbyt cenne, aby schować je w pamięci telefonu czy pozostawić w chmurze! Najlepiej, jeśli wydrukujesz najciekawsze zdjęcia i uczynisz z nich piękną dekorację. Pomyśl na przykład o:

  • wydrukowaniu standardowych odbitek, np. 10x15, wstawieniu ich w ramki i wręczeniu jako prezent dziadkom i chrzestnym malucha. Sprawdzą się również ustawione na biurku w pracy,
  • przygotowaniu fotokalendarza ozdobionego zestawem fotek z takiej sesji – również sprawdzi się jako upominek albo element dekoracji sypialni malucha,
  • wydrukowaniu na dużym formacie, np. na płótnie, rodzinnego portretu, który powstanie podczas sesji – to dekoracja, którą można z dumą zaprezentować w salonie!
  • Zamówieniu tzw. Instapacka pakietu zdjęć w kwadratowym formacie wraz ze sznureczkiem i klamerkami, dzięki którym łatwo powiesisz je na ścianie. Doskonale będą prezentować w pokoju malucha.

Jeśli chcesz mieć pewność, że fotografie z sesji dziecka zostaną wydrukowane z zachowaniem najlepszej jakości, powierz ich wywołanie ekspertom. Na foto.fujifilm.pl zamówisz online odbitki, które wykonane zostaną w labolatoriach z wieloletnim doświadczeniem.

  1. Kuchnia

Koktajle, które nawadniają organizm – przepisy

Fot. iStock
Fot. iStock
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Podczas upałów nasz organizm traci dużo wody i minerałów. Stan odwodnienia jest bardzo niebezpieczny i początkowo trudny do rozpoznania - niełatwo prowadzić bilans wodny, podczas którego ocenialibyśmy ilość strat wody w stosunku do przyjmowanej ilości. Dlatego należy dostarczać organizmowi jak najwięcej płynów, które zawierają również różne mirko - i makroelementy.

Poznajcie przepisy na letnie nawilżenie - koktajle według Katarzyny Błażejewskiej-Stuhr.

Koktajl truskawkowo-arbuzowy

Składniki:

  • garść truskawek (ok. 70 g)
  • plaster arbuza (ok. 7 cm)
  • 5 listków mięty
  • 1/4 cytryny
  • 6 kostek lodu

Truskawki, arbuz oraz miętę blendujemy z lodem. Koktajl podajemy przybrany listkami mięty.

Fot. iStockFot. iStock

Szkarłatna wyspa

Składniki:

  • 1 czerwony grejpfrut
  • 1 limonka
  • 1 szklanka truskawek (mogą być mrożone)
  • 1 szklanka wody gazowanej lub 10 kostek lodu
  • kilka kropli olejku waniliowego

Grejpfrut, limonkę i truskawki miksujemy z lodem (lub dodajemy wodę gazowaną). Można doprawić olejkiem waniliowym.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Borówkowa lemoniada

Składniki:

  • 1/2 szklanki borówki amerykańskiej
  • 1 łyżka soku z limonki
  • 1 łyżeczka brązowego cukru
  • kilka listków mięty
  • 1 szklanka wody gazowanej

Borówki rozgniatamy widelcem i wrzucamy do szklanki. Dodajemy limonkę, cukier, miętę i wodę gazowaną. Mieszamy.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Mrożona kawa

Składniki:

  • filiżanka espresso
  • 1 szklanka mleka roślinnego
  • 1 gałka ulubionych lodów
  • kilka kostek lodu
  • 1 łyżeczka oleju z nasion ogórecznika

Wszystkie składniki dokładnie miksujemy.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Smoothie bananowo-pomarańczowe

Składniki:

  • 1 banan
  • 1 pomarańcza
  • 1 szklanka truskawek (mogą być mrożone)
  • kilka kostek lodu
  • kilka listków mięty

Banana, pomarańczę i truskawki miksujemy z lodem i miętą.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Orzeźwiający ananas

Składniki:

  • 1 ananas
  • kilka gałązek mięty
  • 1 szklanka wody gazowanej
  • opcjonalnie brązowy cukier

Ananasa miksujemy z miętą i dolewamy wodę gazowaną. Jeżeli owoc nie był słodki, koktajl można odrobinę dosłodzić.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Ogórkowe nawilżenie

Składniki:

  • 1 ogórek
  • 1 cytryna
  • 1/2 pomarańczy
  • 6 listków mięty
  • 1 szklanka wody

Ogórek, cytrynę, pomarańczę i miętę wyciskamy w wyciskarce do soków lub sokowirówce. Dodajemy wodę i dokładnie mieszamy.

Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”Fot. z książki „Koktajle dla zdrowia i urody”

Więcej przepisów w książce „Jak zamieszać w swoim życiu, czyli koktajle dla zdrowia i urody” Katarzyny Błażejewskiej-Stuhr, Wydawnictwo Zwierciadło.

  1. Psychologia

Zakazany romans – dlaczego kobiety pożądają żonatych mężczyzn?

Choć zakazany owoc jest wspaniały i porywający, niezwykle bogaty w doznania i nigdy się nie nudzi – to cena, jaką możemy zapłacić za taką przygodę, jest bardzo wysoka. (Fot. iStock)
Choć zakazany owoc jest wspaniały i porywający, niezwykle bogaty w doznania i nigdy się nie nudzi – to cena, jaką możemy zapłacić za taką przygodę, jest bardzo wysoka. (Fot. iStock)
Zakazany owoc jest słodki i chrupki. Ceną za posmakowanie była utrata raju! A jaka może być cena zakazanego romansu przyjaciółki?

Oscar Wilde mawiał, że najlepszym sposobem na zwalczenie pokusy jest jej ulec – bo kiedy się opieramy, dusza choruje z pożądania, a niedostępne nabiera na atrakcyjności. Justyna w pełni popiera opinię Wilde’a. Od lat podkochuje się w mężach i partnerach przyjaciółek.

– Czasem mam z nimi romanse, czasem nie, ale jeśli kogoś pragnę, podziwiam, uwodzę – to prawie zawsze jest to czyjś mąż. Wolni faceci mnie nie kręcą. Czemu? Nie wiem – wyznaje.

Dziwne? Z pozoru. Antropolog i badaczka ludzkich zachowań, Helen Fisher, w swojej książce „Anatomia miłości” opisała to zjawisko. Fakt, że „cudzy” mężczyźni wydają się kobietom ponętni, nie jest wcale rzadkością, a raczej… normą!

– Pociągają nas mężowie innych kobiet, ponieważ są „sprawdzeni” – mówi Joanna Twardo-Kamińska, seksuolog i psycholog. – Wiele kobiet, widząc, że mężczyzna jest pożądany przez inne, zaczyna uważać go za atrakcyjnego. To ewolucyjna część postrzegania: wydaje nam się, że fajne osoby są na rynku matrymonialnym najszybciej rozchwytywane i tworzą dobre związki.

Bo, paradoksalnie, im bardziej udany związek obserwujemy, tym bardziej pociągający wydaje się mężczyzna. To tak, jakby inna kobieta dawała mu certyfikat wysokiej jakości. Twardo-Kamińska: – Mamy tu do czynienia z mechanizmem projekcji: ponieważ przyjaciółka wybrała danego mężczyznę, to musi coś w nim być. Nie wiemy dokładnie, co to takiego, więc przypisujemy mu cechy pożądane. Idealizujemy.

To fajne, mieć romans z ideałem. A czy można skuteczniej nakarmić kompleksy i poczuć własną atrakcyjność? Zdaniem seksuologa Justynie romanse dają poczucie bezpieczeństwa. Żyje w świecie fantazji i to jej wystarcza. – To, że dziewczyna nie robi kroku dalej i nie myśli o stałym związku, wynika prawdopodobnie z lęku przed bliskością i odrzuceniem – mówi Twardo-Kamińska. Podobnie rasowe łowczynie – są zainteresowane mężczyzną, dopóki go nie podbiją. A żonaci faceci to idealny cel: można ich upolować, skonsumować i pójść dalej. Choć łowczynie wydają się drapieżnymi kocicami bez skrupułów, tak naprawdę są, podobnie jak Justyna, uciekającymi od bliskości, pełnymi lęku rozbitkami. Co można im poradzić?

Twardo-Kamińska: – Najlepiej terapię, dzięki której nauczą się wchodzić w prawdziwe relacje i odkryją, czemu od nich uciekają. Bo kiedy czterdziestka zastanie łowczynię w pustym mieszkaniu, satysfakcja z dotychczasowych trofeów nagle okaże się mniejsza niż poczucie pustki i samotności.

Wbrew wszystkim

Zośka zbliża się do czterdziestki. Przez kilka lat była sama, zraniona po nieudanym związku. Niedawno pojawił się Adam. Powoli i cierpliwie torował sobie drogę do jej serca i łóżka. – To wspaniały mężczyzna, dba o mnie i naprawdę mnie kocha – mówi Zośka. – W łóżku – ideał: czuły, namiętny otwarty na moje potrzeby. W dodatku kręci nas to samo.

Dobrze im razem. Zośka pierwszy raz jest szczęśliwa, a jednak ukrywa ten romans przed światem. A już najbardziej przed najbliższymi. Dlaczego? – Adam jest byłym mężem mojej starszej siostry. Wprawdzie rozwiedli się 15 lat temu, ich dziecko już jest dorosłe, a siostra jest od lat z kim innym, ale moja rodzina i tak wpadłaby w histerię na samą myśl, że sypiam z Adamem. Nikt, dosłownie nikt tego nie zaakceptuje – zwierza się Zośka. Dlatego to sekretny romans. Ale Zośka nie ma zamiaru rezygnować z Adama. Wprost przeciwnie! Desperacko pragnie z nim i sypiać, i żyć…

Zdaniem Twardo-Kamińskiej możemy mieć tu do czynienia z efektem Romea i Julii. – Zjawisko to polega na tym, że obiekt pożądania jest atrakcyjny właśnie dlatego, że stanowi tabu i nie wolno nam się z nim związać – wyjaśnia seksuolog. – Nie mogąc z nim być, pragniemy go z całych sił. Możemy go też idealizować. Nie widzimy jego wad, przypisujemy mu różne zalety, wiele interpretujemy na korzyść. Im bardziej świat staje między nami, tym bardziej pragnienie rośnie. Ono karmi się oporem rzeczywistości.

Zośka łamie swego rodzaju tabu. To może podniecać, dawać zastrzyk energii, nastrajać do walki o „swoje”. Ale czy kochankom się uda? Twardo-Kamińska uważa, że obiektywnie nic nie stoi na przeszkodzie: oboje są wolni, mają poukładane życie, pozamykane poprzednie związki. Nie ma nic złego w tym, że kobieta wiąże się z byłym mężem siostry, jeśli tamta relacja jest zakończona. Co więcej, to mógłby być bardzo udany związek, bo Zośka i Adam znają się od lat, wiedzą o sobie dużo, przyjaźnią się. Odpada więc element niepewności i zaskoczenia. – Ale to może się okazać za mało. Otóż efekt Romea i Julii ma też drugi komponent: kiedy już przełamiemy bariery i jesteśmy razem; gdy wreszcie dane jest nam funkcjonować w związku ze wszystkimi jego blaskami i cieniami, Romeo… rozczarowuje. Dlaczego? Bo okazuje się tylko człowiekiem. Ale przede wszystkim dlatego, że znika przeżywanie tęsknoty i pragnienia – cała emocjonalna huśtawka, która towarzyszyła walce o miłość. A bez tej ekstazy nawet seks, choć udany, staje się równie codzienny jak reszta – podsumowuje seksuolog.

Krzyżowy ogień uczuć

Karina czuje, że się strasznie zaplątała. Ona i jej mąż, Jarek, co roku wyjeżdżali do Włoch wspólnie z zaprzyjaźnioną parą małżeńską. Tak było weselej i taniej. Podczas ostatnich wakacji między Kariną a mężczyzną z drugiej pary zaiskrzyło. I to jak! Nie opanowali tego, nawet nie próbowali – toskańskie wieczory uderzyły im do głów. Ukradkowy, wakacyjny romans przetrwał jesień i zimę. Kochali się coraz bardziej.

– A seks? Seks był naprawdę nieziemski! Pełen pasji i zatracenia w sobie nawzajem, że na samą myśl o nim kręciło mi się w głowie. Nigdy z nikim tak mi nie było, należałam tylko do niego – wspomina Karina. Postanowili być razem. Pierwsze miesiące: ekstaza. A potem… porażka. Pretensje, wyrzuty sumienia, kłótnie i awantury – a do tego obustronne poczucie, że spaprali sobie życie… Nie wytrzymali nawet roku.

– Zadziałała tu odwrócona teoria niedostępności i zasada reaktancji – tłumaczy seksuolog. – Pierwsza: kiedy już coś zdobędziemy, to nam powszednieje i przestaje przedstawiać wartość. Druga: ludzie mają tendencje do zawyżania wartości i podążania za tym, do czego mają utrudniony dostęp. Obie dotyczą nie tylko życia seksualnego, ale także dóbr materialnych... Potrzebujemy odmienności, ekscytacji. Wiele osób nie potrafi docenić tego, co ma i szuka czegoś, co zapewnia silne bodźce.

Bardzo łatwo wpaść w tę pułapkę. Dlatego lepiej się zatrzymać i pomyśleć: „Co z tego, że inny mężczyzna jest bardziej przystojny? Dobry seks to dobra relacja – a tę buduje się latami”.

– Zamiast gonić wrażenia, lepiej jest docenić fakt, że partner też ma wiele zalet, np. jest opiekuńczy, w łóżku uważny, wrażliwy – radzi Twardo-Kamińska.

Dojrzały kochanek

Młodość jest atrakcyjna? Nie dla każdego. Na pewno nie dla Krystyny. Jako 20-latka związała się z dwa razy starszym od siebie kochankiem. – Byliśmy niedopasowani życiowo, co innego nas interesowało, ale łóżko wszystko rekompensowało – opowiada Krystyna. – W sypialni dogadywaliśmy się idealnie. Wprowadzał mnie w świat seksu i dawał mi dokładnie to, czego potrzebowałam. Po prostu uwielbiałam się z nim kochać.

Dziś jest związana z Jackiem, swoim rówieśnikiem – też ma 26 lat. Kocha go, ale… jest zafascynowana jego 40-letnim ojcem! Ilekroć go spotyka, czerwieni się, jąka i spuszcza oczy – jak pensjonarka. To jego twarz i ciało sobie wyobraża, gdy zamyka oczy, kochając się z Jackiem.

Krystyna nie jest wyjątkiem. Kobiety, które pociągają nawet sporo starsi mężczyźni, wchodzą w relacje z młodszymi, bo tak chcą rodzice, tak wypada… Ale nie są szczęśliwe – podziemny strumyczek pożądania płynie w innym kierunku.

– Niektóre koncepcje psychologiczne wiążą fascynacje kobiet starszymi parterami z tzw. deficytem ojca – tłumaczy seksuolog. – Element seksualnej ekscytacji odgrywa tu rolę, ale nie jest pierwszorzędny. Takie dziewczyny uwielbiają towarzystwo starszych mężczyzn, lubią pławić się w ich cieple i opiekuńczości, podziwiać życiową mądrość i doświadczenie. Partner symbolizuje ojca, którego brakowało im całe życie.

– Należy jednak podkreślić, że to tylko jedna z teorii. Część kobiet preferuje starszych partnerów, bo są bardziej odpowiedzialni, dają poczucie bezpieczeństwa i w związku z tym są dla nich atrakcyjni – zaznacza seksuolog.

Co można poradzić kobiecie zapatrzonej w dojrzałych mężczyzn? – Niech wiąże się ze starszymi mężczyznami, jeśli jest z nimi szczęśliwa. Relacje, w których partner jest starszy, nawet dużo, są społecznie akceptowane – uważa Twardo-Kamińska.

Mniejsze zło

Anka ma swój mały sekret: podkochuje się w kuzynie. Niby to tylko krewny drugiego stopnia, ale jednak. – Nie odważyłabym się iść z nim do łóżka – wyznaje Anka. – Ale na samą myśl, że mogłabym się z nim kochać, dostaję gęsiej skórki.

To, czego nie wolno, kręci, ekscytuje i podnieca. Im bardziej zakazane, tym bardziej ekscytujące. Jedni oprą się chętce łamania tabu, ale inni nie. – Silniejszą potrzebę łamania barier mają… grzeczne dziewczynki – uważa seksuolog. – Te, od których przez całe życie wymagano, by były poukładane, miłe i potulne. Te, które zawsze wracały do domu przed 22.00. Mogą odczuwać impuls, by się wyrwać z tego ugrzecznionego świata. Instynkty nie zostają bowiem przez takie wychowanie usunięte, a jedynie wyparte – i pewnie kiedyś dojdą do głosu. Może się to objawiać właśnie pokusą łamania tabu.

Program dla grzecznych dziewczynek? Jeśli chcecie się uchronić przed pokusami robienia czegoś musicie być choć trochę niegrzeczne na co dzień. Bo choć zakazany owoc (a w tym wypadku seks) jest wspaniały i porywający, niezwykle bogaty w doznania i nigdy się nie nudzi – to cena, jaką możemy zapłacić za taką przygodę, jest bardzo wysoka. Może nią być społeczne odrzucenie i samotność, na jaką nas skaże. Dlatego szukajmy wrażeń, łamiąc drobniejsze zakazy. Film tylko dla dorosłych? Dzika przejażdżka motocyklem? Taniec w klubie do rana? To zdrowe sposoby na to, by rozładować napięcie pomiędzy grzeczną a tą dzikszą częścią nas samych.

  1. Styl Życia

Mieszkanie w kamienicy pełne sekretów

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska
Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska
Jasne, przestronne i dobrze przemyślane... To określenia idealnie opisujące mieszkanie w warszawskiej kamienicy z lat 50-tych, które niedawno przeszło generalną metamorfozę. Przestrzeń jest utrzymana w łagodnych, stonowanych kolorach, a duża ilość słonecznego światła sprawia, że mieszkanie wygląda na znacznie większe.

Mieszkanie znajduje w kamienicy z lat 50-tych, przy al. Niepodległości w Warszawie. Jego niewielka, wynosząca 45 m2 powierzchnia stanowiła architektoniczne wyzwanie. Agencja projektowa i kreatywna Jam Kolektyw, w składzie Jola Skóra, Anna Olga Chmielewska oraz Agnieszka Warnowska, dokonała metamorfozy tego nietypowego wnętrza i wydobyła potencjał nieruchomości zwiększając jej funkcjonalność.

Mieszkanie z historią

Nieruchomość kupiona kilka lat temu, wyposażona w sprzęty z lat 80-tych wymagała generalnego remontu. Projektantki z Jam Kolektyw zaproponowały Inwestorce dwa rozwiązania. Pierwsze polegające na odświeżeniu wnętrza mieszkania przy zachowaniu dawnego układu ścian, a drugie obejmujące kompleksową metamorfozę i zmianę układu pomieszczeń. Właścicielka zdecydowała się na remont generalny. W wyniku tej decyzji powstało wnętrze ze zdecydowanie lepiej rozplanowaną przestrzenią. Jam Kolektyw w pełni wykorzystał swoje dotychczasowe doświadczenia w projektowaniu i realizacji wnętrz w mieszkaniach z rynku wtórnego i starych kamienicach, co zaowocowało świetnym efektem końcowym.

Funkcjonalnie i przestrzennie

Mieszkanie jest przeznaczone na wynajem, a celem metamorfozy było zwiększenie poczucia komfortu przyszłych najemców. Właścicielce zależało na wydobyciu potencjału przestrzeni, lepszemu zaplanowaniu funkcji pomieszczeń przy maksymalnym wykorzystaniu powierzchni użytkowej. Dzięki przebudowie obejmującej wyburzenie oraz przeniesienie niektórych ścian działowych wnętrze zmieniło się nie do poznania. Wcześniej znajdowały się tu jedynie dwa pomieszczenia natomiast między dzięki proporcjom pokoi oraz rozmieszczeniu okien mieszkanie posiadało znacznie większy potencjał aranżacyjny. W wyniku przeprowadzonych prac remontowych z dwóch pomieszczeń powstały trzy. Powstała wspólna część dzienna z kuchnią, jadalnią oraz strefą wypoczynkową oraz dwa pokoje. Dzięki tym zabiegom nieruchomość może być wynajmowana zarówno na cele mieszkalne jak też komfortowe, kameralne gabinety czy przestrzeń co-workingową. Wnętrze zostało utrzymane w jasnej, neutralnej palecie barw sprzyjającej wyciszeniu. Dominuje biel ścian, a w dodatkach oraz meblach konsekwentnie pojawiają się odcienie brązu, beżu i oliwkowej zieleni. W mieszkaniu znalazły się tylko niezbędne, starannie dobrane elementy wyposażenia, dzięki czemu ta niewielka przestrzeń wydaje się bardziej przestronna. Projektantkom udało się uratować i odświeżyć stary, dębowy parkiet, a w części dziennej, holu oraz toalecie została wykonana posadzka z mikrocementu.

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga ChmielewskaProjekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga ChmielewskaProjekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga ChmielewskaProjekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska

Łazienka na medal

Pomieszczeniem, które przeszło największą metamorfozę jest łazienka. Teraz dominują w niej biel, szarość oraz czerń, a całość utrzymana jest w minimalistycznym stylu. Ze względu na jej niewielkie rozmiary zaprojektowanie tego wnętrza nie należało do najłatwiejszych, jednak zmieszczono tutaj wszystkie niezbędne sprzęty – elegancką toaletę, dużą umywalkę oraz wygodny prysznic. Umywalka umieszczona na ciemnoszarej, minimalistycznej szafce o geometrycznym kształcie stanowi mocny akcent w pomieszczeniu. Jest to model KOŁO Nova Pro łączący funkcjonalność z wysokiej klasy designem. Materiały, z których została wykonana szafka podumywalkowa są odporne na wilgoć, a front oraz korpus mebla zostały pokryte lakierem odpornym na działanie promieni UV. Dobierając meble do wnętrz nieruchomości przeznaczonych na wynajem poddawanych intensywnej eksploatacji projektantki zwracają uwagę trwałość oraz materiały, z których zostały wykonane. Zawieszona na stelażu podtynkowym miska wc także pochodzi z kolekcji Koło Nova Pro. Jej rozmiar sprawia, że idealnie pasuje do małej łazienki. Mimo niewielkich gabarytów nie traci przy tym na funkcjonalności i zapewnią wysoki komfort użytkowania. Miska została wykonana w technologii Rimfree®, która dzięki usunięciu kołnierza zapewnia absolutną higienę użytkowania. Z minimalistycznym kształtem toalety komponuje się chromowany, błyszczący przycisk spłukujący marki Geberit dzięki czemu całość wygląda klasycznie i elegancko. Przycisk wykonany z wytrzymałego tworzywa sztucznego posiada dwa zakresy spłukiwania, co wpływa na oszczędność wody użytej do spłukiwania. W pomieszczeniu znajduje się prysznic z kabiną z chromowanymi detalami, a całości dopełnia duże, owalne lustro z cienką, czarną ramą. Ze względu na niewielką kubaturę w łazience zrezygnowano z pralki, która została umieszczona w zabudowie meblowej w holu. Zabieg ten pozwolił zaoszczędzić cenne miejsca w łazience oraz stworzyć wygodną przestrzeń na pralnię.

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga ChmielewskaProjekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga ChmielewskaProjekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska

Projekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga ChmielewskaProjekt wnętrz: JAM KOLEKTYW; fotografia: Jola Skóra; stylizacja:Anna Olga Chmielewska