1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Co z tą szkołą?

Co z tą szkołą?

Jakie są prawdziwe przyczyny kryzysu w polskiej szkole? Dlaczego zamiast wychowywać, wolimy karać? W jaki sposób realnie możemy mieć wpływ na to, co się dzieje w głowach naszych dzieci?  – Rozmowa z Katarzyną Miller i Wojciechem Eichelbergem.

 

Nagłaśniane ostatnio drastyczne przypadki szkolnej agresji, choćby sprawa Ani z Gdańska, obnażają fakt, że nasze szkolnictwo przeżywa poważny kryzys. Wojciech Eichelberger: Podstawowa przyczyna jest zawstydzająca. Najkrócej mówiąc, szkoła jest krzywym zwierciadłem odbijającym to, co się dzieje w jej otoczeniu: w życiu społecznym, w polityce i na pierwszych stronach gazet. Dzieci patrzą, słuchają, czytają i tym nasiąkają.

Katarzyna Miller
: Drugi powód jest taki, że szkoła przestała spełniać swoje podstawowe funkcje. Powinna być przede wszystkim przestrzenią intelektualno wychowawczą, ale bardzo w tym względzie podupadła. W mojej szkole czytaliśmy, dyskutowaliśmy, graliśmy w brydża, twórczo wagarowaliśmy – tworzył się jakiś ferment. Zawsze istniała ta straszna zasada uczenia od do, ale można było to omijać i poza kujonami większość to robiła. Teraz, kiedy szkoła stała się elementem rynkowym, gdy liczą się rankingi, nikt nie ma czasu i ochoty, żeby o coś się kłócić, o czymś dyskutować. Szkoła i uczniowie walczą dziś jedynie o wyniki.

W.E
.: Dowodem na to, że szkoła jako środowisko, które ma uczyć myślenia, praktycznie przestała istnieć, jest nowa matura. By ją zdać, należy się raczej myślenia oduczyć. Szkoła uczy dziś zdawania testów, a z kandydatami na studia nikt nie rozmawia.

Szkoła jest jednak przede wszystkim instytucją wychowawczą i w tej roli zawodzi chyba najbardziej. W.E.: Powinna wychowywać, ale tylko udaje, że to robi. Cierpi na głębokie rozszczepienie pomiędzy wartościami, które głosi i które praktykuje. Nauczyciele nie myślą, jak uczniów wychować, tylko jak wbić im do głów ogromną ilość informacji i jak ich kontrolować. Boją się odpowiedzialności, bo boją się stracić pracę. Wstydzą się mówić o problemach wychowawczych, ukrywają je, także akty przemocy, by nie stracić reputacji. Podobnie rzecz się ma w relacji szkoła – kuratorium, gdzie z obawy przed utratą pozycji w rankingu ukrywa się problemy: przemoc czy narkotyki.

K.M
.: Szkoła nie wychowuje również dlatego, że nauczyciele i uczniowie mają coraz słabszy kontakt. Kameralne szkoły, w których bliski kontakt nauczyciel – uczeń był naturalny, są zamykane jako nieopłacalne. Coraz więcej jest szkół molochów, panuje duża anonimowość. To niszczy więzi społeczne, poczucie przynależności.

W.E
.: Poza tym kto ma te dzieci wychowywać? Szkolnictwo jest niedofinansowane, pensje niskie, więc nauczycielami zostają przeważnie ludzie bez inicjatywy, którzy nie wierzą w siebie i są mało zainteresowani jakimkolwiek rozwojem. Gdyby nauczycielom płaciło się tyle, ile politykom i generałom, mielibyśmy zupełnie inną sytuację.

Dziś wychowują przede wszystkim media: Internet, telewizja, młodzieżowe pisemka i teksty piosenek. A dorośli chętnie zapominają o świętej prawdzie, że z dziećmi jest jak z walizką – co włożymy, to wyjmiemy. Jeśli więc dzieci zachowują się w sposób, który budzi niepokój, grozę lub zgorszenie, to powinniśmy spojrzeć na siebie i wziąć odpowiedzialność za przykłady, jakie im dajemy.

To wymaga dużej otwartości i samokrytyki. W.E.: Dlatego prawie nikt nie mówi głośno o przyczynach tego, co się dzieje w szkole. Bo trzeba by uznać, że dzieje się coś niedobrego w świecie dorosłych. Elementarną potrzebą każdego dorastającego człowieka jest posiadanie osobowych wzorców do naśladowania. A czego uczą się dzieci, patrząc na zachowanie zwycięskich duchowych i politycznych elit naszego kraju? Obawiam się, że przede wszystkim cynizmu, hipokryzji, przemocy i cwaniactwa.

K.M
.: Tego, że nie warto się uczyć, że ważniejszy jest tupet i chamstwo, że im mniej się liczysz z innymi, tym wyżej możesz zajść.

W.E
.: Tego, że lojalność jest dla frajerów, a uczciwy przegrywa, wygrywa siła, agresja i kłamstwo. Że najłatwiej osiągnąć rozgłos, publicznie znieważając autorytety. Im większy autorytet obalony – np. Miłosz, Kuro , Herbert, Nowak Jeziora ski czy Wałęsa – tym większy poklask i zachwyt gawiedzi.

K.M
.: Mali ludzie ściągają wielkich z pomników.

W.E
.: Czego się uczą z tego dzieci? Że „trendy” jest obalanie autorytetów. A kto jest autorytetem w szkole? Nauczyciel. To mu założymy kosz na głowę i go oplujemy, i też staniemy się bohaterami prawdy i sprawiedliwości.

To prawdziwy dramat, bo ci sami ludzie, którzy publicznie dają pokaz cynizmu i hipokryzji, próbują reformować szkolnic-two. Przebierają się w szaty moralizatorów i wychowawców, pouczając i srogo karząc „złe” dzieci.

K.M
.: W ten sposób uczymy dzieci moralnego rozdwojenia. Na ustach mamy prawdę, uczciwość, a czynami udowadniamy, że to jedynie puste pojęcia. Zostały nam górnolotne słowa, ale tylko po to, by naginać je do swoich potrzeb. Zmienił się punkt ciężkości. Kiedyś wartości były niezmienne, a my do nich dążyliśmy. Teraz niezmienny jest nasz cel, wszystko inne temu podpo-rządkowujemy. To widzą i naśladują dzieci. Nic dziwnego, że nie wahają się przed manipulacją, nadużywaniem innych do swoich celów, traktowaniem ich przedmiotowo, choćby dla swojej zabawy albo zysku.

Zysk jest dzisiaj chyba jedyną niepodważalną wartością.

K.M.: Czegoś się trzeba złapać. Od czasu wolności stosunkowo nieźle idzie nam gospodarka. Wychodzi nam bogacenie się i to jest obecnie chyba jedyna wartość jednoznaczna moralnie. Psychologowie alarmują, że mamy cywilizację konsumpcji. A jaka ma być ta cywilizacja, skoro posiadanie stało się jedyną niedwuznaczną wartością? Jak mamy chcieć „być”, skoro nie wiadomo, co to znaczy? Jeśli dzieci widzą, że jedyne, co jest konkretne i się liczy, to stan posiadania, będą się tego trzymały. To im pozwala wprowadzić jakiś porządek w świecie, jakąś hierarchię wartości, a one tego najbardziej potrzebują. Nie ma dziś alternatywy: mieć czy być. Zamiast tego jest mieć albo nie być. W związku z tym pojawił się nowy etos człowieka, który prze do przodu, pracuje i uczy się jednocześnie. Niemal od przedszkola wie, czego chce, i to realizuje.

 
Taki wzorzec rodzi również stresy i frustracje. W.E
.: Stres związany z rosnącą konkurencją, koniecznością spełniania oczekiwań i presją wyników dotyczy coraz młodszych uczniów. To jeszcze jeden czynnik odpowiedzialny za to, co dzieje się w szkole. I nauczyciele, i dzieci są w stanie permanentnego napięcia, a to może być przyczyną wybuchów niekontrolowanej agresji. Po prostu nie ma ujścia dla nagromadzonych negatywnych emocji.

Nic się nie robi, aby dzieciom pomóc sobie jakoś radzić z tymi emocjami. Choćby fizycznie je odreagować. A np. liczba i jakość godzin wychowania fizycznego spada. W.E.: Sprawa samobójstwa uczennicy z Gda ska ma jeszcze jeden wymiar – być może najważniejszy. Chłopcy w okrutny sposób nadużyli dziewczynki. Ale czy nadużycie i pogarda wobec kobiet nie stały się w Polsce ostatnio społeczną normą? Patriarchat nabrał wigoru. Publicznie lekceważy się kobiety, ich potrzeby i aspiracje. Postuluje się porządek uwiązujący kobiety w domach, sprowadzający ich rolę do roli macicy: mają rodzić bez względu na to, czy zostały zgwałcone, kazirodczo wykorzy-stane i czy ich życie jest zagrożone. Czyż to nie jest przemoc i dyktat silniejszego? Więc czemu się dziwimy, że chłopcy dają sobie do tego prawo, skoro dorośli – w tym politycy z pierwszych stron gazet – robią to publicznie?

K.M
.: Najgorsze, że to spowszedniało do tego stopnia, że nawet kobiety nie widzą w tym nic niestosownego, stając po tej samej stronie, opowiadając się przeciwko kobiecej godności, ośmieszając kobiety, które próbują w jakiś sposób walczyć o zmianę sytuacji. Smutne, że zagorzałymi antyfeministkami potrafią być właśnie kobiety, a to one wychowują przecież u nas dzieci. W ten sposób kółko się zamyka. Wszędzie, nawet w domu, dzieci spotykają przekaz: kobiety nie są warte szacunku, można je wykorzystywać do swoich celów, korzystać z ich pracy, nic nie dając w zamian, można używać ich ciał. A Ania została przecież również nadużyta seksualnie.

Nie ma jak uchronić dzieci przed kontaktem z nachalnym przekazem, który zachęca do jak najwcześniejszego interesowania się „dorosłym” seksem, przestrzeń  publiczna jest nim przesycona... K.M.: Seksem interesują się wszyscy od małego i to jest normalne. Nienormalne jest to, w jaki sposób dzieci ten seks w dzisiejszym świecie odkrywają. Nie uczymy ich odkrywania seksu w sobie, dla siebie, w swoim tempie, nie uczymy jego wartości płynącej z bliskości z drugim człowiekiem, podmiotowości, tylko skazujemy je na odgrywanie seksu, naśladowanie stereotypowych wzorów z kultury masowej. Dzieci są na to skazane, bo jedyne, na co zwykle mogą w tej kwestii liczyć ze strony dorosłych, to milczenie, potępianie, zażenowanie, brak wiedzy. Nic dziwnego, że tak ważny dla młodzieży temat zamienia się we własną karykaturę. Staje się zabawą śmiertelnie niebezpieczną. Tylko rzetelna, pełna szacunku dla człowieka jako jednostki edukacja seksualna może tu pomóc.

W.E
.: O samobójstwie uczennicy z Gda ska zadecydowało w największym stopniu to, że nikt nie przyszedł jej z pomocą, że została pozostawiona sama sobie. Zapewne wtedy dopiero poczuła się napiętnowana.

K.M
.: Jak wielki musiała czuć wstyd i jaką samotność, żeby się z tego powodu zabić. Została wykorzystana i zaszczuta przez własną społeczność. Poza wymiarem osobistym ta śmierć ma wymiar symboliczny.

Jak to się stało, że nikt nie dał jej wsparcia? K.M.: Czasem wolimy pewnych rzeczy nie widzieć, tak bardzo się boimy, czujemy się bezradni.

W.E
.: Albo bezkarni. Poza tym okrucieństwo spowszedniało. Chłopcy z Gdańska na pewno naoglądali się filmów, w których nadużywanie kobiet jest normą – ona nie chce ze mną chodzić, to ją upokorzę. Dajemy sobie coraz więcej prawa do gwałcenia innych na wiele sposobów. Weźmy np. „gwałt medialny”, czyli naruszanie przez media prywatności ludzi, zwłaszcza sławnych, dla zysku. Można im zrobić najbardziej intymne zdjęcie i je opublikować.

Skąd w nas tyle okrucieństwa i agresji? K.M.: Nasza cywilizacja jest coraz mniej cywilizowana. Oglądamy w telewizji coraz bardziej wymyślne wizualnie barba-rzyństwo: potoki krwi, ból, ludzkie nieszczęścia. Nic dziwnego, że dzieci to potem ogrywają. Tym bardziej że te najatrakcyjniejsze postacie, wzory do naśladowania w filmach, to mordercy. Kiedyś zabijający w imię dobra, teraz coraz częściej nie wiadomo po co. Dla samego zabijania, coraz wymyślniejszego okrucieństwa, które staje się wartością samą w sobie. Na igrzyska do Koloseum trzeba było wyjść z domu, teraz rodzinne kolacje jada się przy akompaniamencie odgłosów zarzynania.

W.E
.: Powszechną praktyką jest dziś uczenie się czegoś za pomocą symulatorów komputerowych. Tak szkoli się m.in. pilotów. Siadają do symulatora i poprzez wiele setek powtórzeń uczą się konkretnych zachowa . Nie rozumiem, jak można nie widzieć tego związku w wypadku gier komputerowych. Agresywne gry są symulatorami agresji, zabijania, szczególnie gdy widzisz na ekranie celownik i swoją spluwę. To ty celujesz, ty strzelasz. Co z tego, że wirtualnie. Ludzie idą dalej. W Ameryce ktoś wymyślił, że za pieniądze można u niego na farmie zastrzelić przez Internet prawdziwe zwierzę. Za opłatą uzyskujesz dostęp do strony, na której widać prawdziwe pole i żywe zwierzęta. Celujesz i naciskasz klawisz, który uruchamia spust sztucera – zabijasz naprawdę. To bezsensowne mordowanie kanapowe dostępne każdemu. Granice przyzwoitości i dobrego smaku w świecie dorosłych niebezpiecznie się przesuwają.

Jak bronić przed tym dzieci? K.M.: Potrzebna jest otwarta publiczna debata. Zmiany powinny iść w takim kierunku, by szkoła stała się miejscem, gdzie dzieci mają prawo swoje pomysły, swoją niepewność, a nawet swoją wściekłość wyrażać jawnie. Bo jeśli nie mogą tego robić jawnie, będą robić tak, jak robią. Czyli nie wprost, na słabszych wyładowywać nagromadzone napięcie. Wychowawcy mają przede wszystkim uczyć młodzież, jak wyrażać emocje bez agresji wobec innych czy wobec siebie samego. To trudne, bo przecież większość dorosłych tego nie potrafi. Jednak kara i zakaz jako jedyne metody wychowawcze nie skutkują. Nie powodują zmiany myślenia, jedynie strach i emigrację wewnętrzną – dziecko chowa się w swoim świecie. I tak wie swoje, ale udaje, że się dostosowało. Za to rośnie w nim agresja i nienawiść do tego, kto je ukarał.

W.E
.: Stosując wobec uczniów wyłącznie represje, zmontujemy bombę zegarową, która za kilkanaście lat wybuchnie. Sytuacja się nie poprawi, dopóki nie zaczniemy uwalniać świata dorosłych od przemocy i hipokryzji.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Miłosne IQ – do stworzenia dobrego związku nie wystarczą same uczucia

Czy rozum idzie w parze z miłością? Jak najbardziej! Inteligencja jest nam niezbędna w miłosnych związkach. (Fot. iStock)
Czy rozum idzie w parze z miłością? Jak najbardziej! Inteligencja jest nam niezbędna w miłosnych związkach. (Fot. iStock)
Bystry umysł i uczuciowość są potrzebne, by wieść szczęśliwe życie we dwójkę. Już dwa wieki temu powiedziała to Jane Austen, autorka powieści opisujących życie angielskiej klasy wyższej. Dzisiaj psychologowie mówią o inteligencji miłosnej. Co to oznacza? Być zuchwałym i nieugiętym, ale również delikatnym i wrażliwym. Czy można się tego nauczyć? Tak.

Szkoda, że umiejętności radzenia sobie z emocjami nie uczymy się w szkole. Nie mamy profesorów od empatii, nie chodzimy na lekcje aktywnego słuchania, nie mówiąc już o wykładach z kochania siebie i akceptacji tego, że nieustannie się zmieniamy. Wiedzę o tym, jak żyć w związku, najczęściej wynosimy z domu rodzinnego i najczęściej z jego ograniczeniami. Tak naprawdę nasza edukacja na temat miłości jest mierna. Ktoś może powiedzieć - wystarczy kochać. Otóż to za mało. Zdaniem znanego amerykańskiego psychoterapeuty Johna Valentisa, specjalizującego się w zagadnieniach związków, w miłości postępujemy jak głupcy. W stanie zakochania decyzję, by z kimś być, podejmujemy z poziomu jedynie serca i bodźców erotycznych. Umysłem i ciałem rządzą wówczas hormony, odpowiedzialne za przedłużenie gatunku. Nawet, gdy uda ci się spotkać bratnią duszę, wiele obiecująca relacja, pełna wspólnych marzeń i szerokich perspektyw, może się skończyć, jeśli nie dysponujesz emocjonalnym know-how. Im więcej miłosnego IQ wniesiesz w swoje życie, tym bardziej silny i znaczący będzie twój związek, tym mniej doznasz bólu i rozczarowań.

Miłość według Valentisa to trójwymiarowa konstrukcja złożona z myśli, emocji i fizycznego pożądania. Składnik intelektualny obejmuje nasze ogólne wyobrażenia o związkach, obraz własnej osoby (w kontekście intymności), oczekiwania wobec partnera. Na tym poziomie posługujemy się rozumem. Tak, on w miłości jest niezbędny. Dzięki uważnemu przyglądaniu się sobie i partnerowi, umiemy zajrzeć pod powierzchnię spraw. Umiejętność zaglądania za fasadę - czy jest nią maska urody, urok pieniędzy czy też fascynująca praca - by dostrzec za nią prawdę o człowieku, to jedna z kwalifikacji osoby inteligentnej w miłości. Być może tego właśnie najtrudniej nauczyć się w związkach.

Składnik emocjonalny to między innymi styl nawiązywania i zrywania więzi uczuciowych. Także lęki związane miłością, bliskością i jej utratą. Emocje przydają głębi i znaczenia temu, czego chcemy. Popychają nas do działania, każą nam się śmiać, wyciskają z oczu łzy. O ile posłużymy się nimi inteligentnie, powiedzą nam co jest dla nas dobre, podszepną niezbędne zmiany. Emocje czynią nas ludźmi.

Składnik fizyczny to erotyczny aspekt związku. Poziom wzajemnego zaangażowania i umiejętność wyrażania pożądania w atmosferze troski i szacunku do drugiej osoby. Jeśli pożądanie ogarnia nas za sprawą uczuć, gotowi jesteśmy na każdy wysiłek, by osiągnąć spełnienie. By pozbyć się wreszcie napięcia między naszymi pragnieniami, a tym co mamy. John Valentis inteligencją miłosną nazywa zbiór postaw i zachowań z tych trzech poziomów. Udowadnia, że można się ich nauczyć. To one uczynią twój związek satysfakcjonującym i wzbogacającym. Dzięki pracy nad inteligencją miłosną, lepiej zrozumiesz kim jesteś i kim są inni. Twoje uczucia staną się intensywniejsze, miłość bardziej bezwarunkowa.

Aby mądrze postępować w związku, trzeba między innymi:

  • umieć rozpoznawać, rozumieć i akceptować własne stany emocjonalne oraz sterować nimi,
  • z empatią podchodzić do nastrojów i uczuć partnera oraz całej jego osobowości,
  • czuć się pod względem emocjonalnym równie komfortowo w kontakcie z partnerem, jak i sobą samym,
  • świadomie kształtować swoje umiejętności komunikacyjne,
  • myśleć i działać odważnie i prostolinijnie,
  • być zuchwałym i nieugiętym, ale również delikatnym i wrażliwym,
  • być szczerym i autentycznym, postępować zgodnie z tym, co myślisz i czujesz,
  • wyeliminować powierzchowne emocje, impulsywne reakcje, ponieważ z uczuciami nie mają one wiele wspólnego.

John Valentis obiecuje, że dzięki inteligencji miłosnej stajesz się bardziej sobą, nie grasz komedii, wyzbywasz się fałszywych pretensji. Twoje życie nabiera celu i sensu, zyskujesz poczucie wartości i godności. Związek osób inteligentnych w miłości cechuje elastyczność, naturalność i spontaniczność. Kobieta i mężczyzna nie trzymają się ściśle sztywnych reguł, ustalających zachowanie każdej strony. Nie przypisują stereotypowych ról płciowych. Ich postawy zmieniają się, lecz jednocześnie zdają sobie oni sprawę z różnic między sobą.

Na podstawie książki „Inteligencja miłosna. Bądź umiejętny w miłości i seksie”, Mary i John Valentis, wyd. Jacek Santorski & Co

  1. Kultura

Równość, tolerancja, prawa człowieka – przegląd najlepszych filmów o tematyce LGBT

Cudowna historia o pierwszym zakochaniu, idylliczne włoskie lato, stylowe stroje i nastrojowa muzyka. Film
Cudowna historia o pierwszym zakochaniu, idylliczne włoskie lato, stylowe stroje i nastrojowa muzyka. Film "Tamte dni, tamte noce" to jeden z najpiękniejszych współczesnych filmów LGBT. (Fot. BEW Photo)
Filmy LGBT poruszają tematykę homoseksualizmu, biseksualizmu oraz problemów związanych z tożsamością płci. Ich bohaterowie każdego dnia walczą o siebie i swoje miejsce w społeczeństwie. Pragną równego traktowania i akceptacji, ale przede wszystkim miłości, tak jak każdy z nas. Z okazji Pride Month, czyli Miesiąca Dumy, zapraszamy na nasz przegląd najlepszych współczesnych produkcji LGBT.

”Tajemnica Brokeback Mountain”

Dwoje młodych mężczyzn, Ennis Del Mar (Heath Ledger) i Jack Twist (Jake Gyllenhaal), poznają się w trakcie poszukiwania zatrudnienia. Gdy nowy pracodawca wysyła ich do pracy na majestatyczne wzgórze, zawiązuje się między nimi głęboka zażyłość. Na Brokeback Mountain mają miejsce wydarzenia, które na zawsze odmienią dotychczasowe życie bohaterów. Przyjaciele postanawiają jednak zachować je w tajemnicy.

Dostępny na: Netflix

„Tamte dni, tamte noce”

Lato 1983 roku, Północne Włochy. Elio (Timothée Chalamet), dojrzały jak na swój wiek 17-latek, spędza wakacje w rodzinnej willi. Czas upływa mu na tworzeniu muzyki, czytaniu lub flirtowaniu ze swoją przyjaciółką. Pewnego dnia w willi pojawia się Oliver (Armie Hammer), amerykański doktorant mający pomagać ojcu Elio, wybitnemu profesorowi. Pośród skąpanych w słońcu, zachwycających krajobrazów Elio i Oliver odkrywają uderzające do głowy piękno budzącego się pożądania.

Dostępny na: Netflix, Apple TV, CHILI

„Wymazać siebie”

Jared (Lucas Hedges) jest wypierającym swoje pragnienia 19-latkiem z małego miasteczka w Arkansas. Młody baptysta, syn poważanego pastora nie może pozwolić sobie na to, aby otwarcie być gejem. Gdy dokonuje przed swoimi rodzicami (Nicole Kidman, Russell Crowe) coming outu, bliscy stawiają mu ultimatum - albo podda się terapii konwersyjnej, albo zostanie wykluczony z kościoła, straci rodzinę i przyjaciół. Jared trafia więc do ośrodka, w którym wojskowym drylem, wybiórczą lekturą Biblii i homofobią rzekomo sprowadza się młodzież na jedyną właściwą, heteroseksualną ścieżkę.

Dostępny na: Netflix, Apple TV, CHILI

„Piękny kraj”

Johnny zajmuje się rodzinną farmą na prowincji w Północnej Anglii. Ciężką, fizyczną pracę odreagowuje upijaniem się w lokalnym pubie i przypadkowym seksem. Kiedy na farmę przyjeżdża przystojny imigrant z Rumunii, Johnny odkrywa w sobie uczucia, których wcześniej nie znał. Początkowo relacja między bohaterami opiera się wyłącznie na zwierzęcej namiętności, ale z czasem ujawnia głębię, a pustka emocjonalna jakiej wcześniej doświadczał Johnny zapełnia się miłością, delikatnością i poczuciem bezpieczeństwa.

Dostępny na: Nowe Horyzonty VOD, Cineman, outfilm.pl

„Carol”

"Carol" to kolejna historia zakazanej miłości. 19-letnia Teresa (Rooney Mara) pracuje w luksusowym domu towarowym, jednak marzy o pracy fotografki. Podczas gorączki świątecznych zakupów poznaje Carol (Cate Blanchett), niezwykłą kobietę, uwięzioną w małżeństwie bez miłości, pełną lęków i obaw związanych z porzuceniem dotychczasowego życia. To spotkanie odmieni ich życie na zawsze, jednak cena za chwile szczęścia będzie naprawdę wysoka.

Dostępny na: Nowe Horyzonty VOD, Moje ekino, Cineman, vod.pl

„Życie Adeli - rozdział 1 i 2”

Opowieść zaczyna się, gdy tytułowa bohaterka ma 15 lat i jest w liceum. Przeżywa pierwsze zauroczenie, pierwszy seks, miłosne rozczarowanie. Jedna rzecz nie ulega dla niej wątpliwości: dziewczyny chodzą z chłopakami. Jej życie zmienia się, gdy pewnego razu spotyka Emmę. To właśnie dzięki niej Adela odkryje swoje pragnienia i kobietę w sobie. Na oczach widzów Adela dojrzewa, poszukuje swojej życiowej drogi, gubi ją i znowu odnajduje.

Dostępny na: Nowe Horyzonty VOD, Moje ekino, Cineman, vod.pl

„W imię...”

„W imię...” to osadzona w realiach katolickiej społeczności opowieść o miłości, ale też o człowieku uwikłanym w swój własny, intymny dramat. Ksiądz Adam (Andrzej Chyra) obejmuje nową parafię i organizuje ośrodek dla młodzieży niedostosowanej społecznie. Szybko przekonuje do siebie ludzi energią, charyzmą i otwartością. Przyjaźń z miejscowym outsiderem (Mateusz Kościukiewicz) zmusi kapłana do zmierzenia się z własnymi problemami, przed którymi kiedyś uciekł w stan duchowny.

Dostępny na: Netflix, Premiery CANAL+, Player, vod.pl

„Dziewczyna z portretu”

Niezwykła historia miłosna zainspirowana życiem artystów Einara i Gerdy Wegener (Eddie Redmayne i Alicia Vikander). Małżeństwo i praca bohaterów zostają poddane próbie, kiedy Gerda prosi swego męża, aby pozował jej w kobiecym stroju, co uaktywnia od dawna skrywane skłonności Einara. Ciesząc się bezwarunkowym wsparciem kochającej żony, mężczyzna podejmuje walkę o prawo do bycia tym, kim chce być. W efekcie decyduje się na operację zmiany płci i zostaje pierwszą transgenderową kobietą na świecie, Lili Elbe.

Dostępny na: Netflix, Premiery CANAL+, Player, Apple TV, CHILI

„Holding the man”

Tim (Ryan Corr) i John (Craig Scott) znają się jeszcze z czasów szkoły średniej. Znajomość początkującego aktora ze szkolnych grup teatralnych i kapitana licealnej drużyny futbolowej zaowocowała głęboką relacją, która mimo wielu przeszkód przetrwała kolejne 15 lat. Ich związek przeszedł wiele trudnych chwil, związanych także z nietolerancją panującą w społeczeństwie. Najtrudniejszym testem dla wspólnej przyszłości okazuje się jednak diagnoza medyczna.

Dostępny na: Netflix

„Girl”

15-letnia Lara (Victor Polster) ma jedno wielkie marzenie. Chce zostać profesjonalną baletnicą. Dziewczyna zdaje się być o krok bliżej realizacji swojego planu, kiedy dostaje się do prestiżowej szkoły tańca. Przy wsparciu ojca, trenuje bez wytchnienia. Pojawia się jednak w niej ogromna frustracja, kiedy uświadamia sobie, że jej ciało ma pewne ograniczenia wynikające z faktu, że urodziła się jako chłopiec.

Dostępny na: Apple TV, Nowe Horyzonty VOD, Moje ekino, Cineman, vod.pl

„Płynące wieżowce”

Uniwersalna historia o dojrzewaniu, poszukiwaniu własnej tożsamości oraz akceptacji. Kuba (Mateusz Banasiuk) to młody chłopak, który mieszka razem z matką (Katarzyna Herman) i swoją dziewczyną, Sylwią (Marta Nieradkiewicz). Na jednej z imprez poznaje Michała (Bartosz Gelner), z którym nawiązuje silną i niezwykle emocjonalną relację. Kuba nieoczekiwanie odkrywa fascynację mężczyzną, jednak nie potrafi odnaleźć się w nowej dla siebie sytuacji. Dodatkowo jego związek z Sylwią wyraźnie się komplikuje.

Dostępny na: Premiery CANAL+, Player, CHILI, outfilm.pl, vod.pl

„Portret kobiety w ogniu”

Opowieść o miłości wyprzedzającej swój czas i intymnej więzi zdolnej przełamać niejedno tabu. Bretania, XVIII wiek. Bohaterkami filmu są szykowana do aranżowanego małżeństwa arystokratka Heloiza oraz przybyła z Paryża malarka, Marianna, która ma namalować jej obraz, ale w sekrecie: Heloiza nie chce bowiem pozować, buntując się w ten sposób przeciwko przymusowemu zamążpójściu. Jak na ironię, między artystką i modelką rodzi się uczucie.

Dostępny na: Player, Nowe Horyzonty VOD, Moje ekino, Cineman, vod.pl

„Supernova”

Sam (Colin Firth) i Tusker (Stanley Tucci) są razem od ponad 20 lat i kochają się bezgranicznie. Kiedy okazuje się, że niedługo mogą zostać rozdzieleni przez chorobę Tuskera, wyruszają w długą podróż i cieszą się z każdej spędzonej wspólnie chwili. Z każdym kolejnym dniem odkrywają jednak, że podchodzą zupełnie inaczej do tego, co jeszcze przed nimi, a ich związek zostaje wystawiony na najtrudniejszą próbę.

W kinach od 25 czerwca

„Lato '85”

Namiętny romans na malowniczym francuskim wybrzeżu, pośród klimatycznych lat 80. – w tle wybrzmiewają hity The Cure i Roda Stewarta. 16-letni Alexis właśnie przeprowadził się z rodzicami do Normandii. Ma literacki talent, ciekawość świata i obsesję na punkcie śmierci. Gdy pewnego dnia wypłynie za daleko na swojej małej łódce, uratuje go nieznajomy – posągowo piękny i pewny siebie David. Alexis straci dla niego głowę, ale ich wspólne szczęście nie potrwa długo... i skończy się na sali sądowej.

W kinach od 25 czerwca

  1. Zdrowie

Jak zadbać o swoje zdrowie i kondycję we własnym domu?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Trening online to świetny sposób na poprawę samopoczucia oraz wsparcie układu odpornościowego. Można go wykonywać w dowolnym momencie dnia, nawet podczas przerwy w pracy, czy w trakcie gotowania obiadu. Gdzie szukać profesjonalnego, godnego zaufania źródła treningów?

Zdrowie to bezsprzecznie jedna z najwyższych wartości. Coraz bardziej popularna praca w trybie zdalnym i codzienne obowiązki sprawiają jednak, że utrzymanie ciała i ducha w dobrej formie staje się coraz trudniejsze. Podstawą troski o swoje zdrowie jest właściwa dieta i codzienna dawka ruchu.

Zadbaj o swoją kondycję fizyczną!

Aby ludzki organizm właściwie funkcjonował, potrzebuje regularnej dawki ruchu. Jego brak może sprzyjać rozwojowi przykrych dolegliwości, uciążliwych chorób, a dodatkowo apatii. Już niewielka dawka ćwiczeń niesie ze sobą szereg korzyści trudnych do przecenienia. Lepsze ukrwienie wszystkich komórek ciała, poprawa odporności, większa wydolność, wyższy poziom endorfin, to klucz do dobrego samopoczucia każdego dnia.

Wiele osób bagatelizuje aktywność fizyczną. Praca siedząca, relaks przed telewizorem, ekranem komputera lub telefonu, to jednak najprostsza droga do nadwagi, osłabionej odporności i braku energii. Nie daj się chorobom, spowolnij efekty mijającego czasu, wdrażając do swojej codzienności ćwiczenia w domu.

Nie muszą to być od razu intensywne treningi. Zacznij od tego, co sprawi Ci przyjemność. Mogą to być coraz dłuższe spacery, lekki trucht, a jeśli preferujesz wypoczynek przed telewizorem, również i na to jest rada. Skorzystaj z platformy treningowej Yes2Move. Znajdziesz tam mnóstwo zajęć opracowanych i prowadzonych przez wysokiej klasy specjalistów. Sprawdź, które treningi dedykowane są stricte takim osobom jak Ty np. mamom, seniorom, kobietom w ciąży, cierpiącym na dolegliwości ze strony kręgosłupa, bądź wracającym do aktywności po przebytej kontuzji. Możesz również zadecydować jaki poziom trudności będzie dla Ciebie najlepszy. Proponowane przez trenerów ćwiczenia w wersji łatwej oraz trudniejszej, dają Ci możliwość rozwoju i stawiania sobie kolejnych celów.

Nawadnianie organizmu i zdrowe odżywianie

Sam ruch oczywiście nie wystarczy w dbaniu o silny organizm. Twoje ciało potrzebuje energii z wartościowych posiłków bogatych w witaminy i mikroelementy. Traktuj ciało jak świątynię, odnoś się do niego z szacunkiem i dbaj o to, by dostawało wszystko, co pozwoli mu zachować zdrowie.

Picie dużych ilości wody to świetny nawyk, który każdy powinien w sobie wyrobić. Optymalna dzienna porcja uzależniona jest od Twoich gabarytów i różne autorytety podają różne dawki. Zasadniczo kobieta powinna pić minimum 2l wody, mężczyzna zaś minimum 2,5l. Jeżeli pijesz więcej, to też dobrze, najwyraźniej takie masz zapotrzebowanie. Jeżeli zaś Twoje dzienne porcje wody są mniejsze, staraj się je zwiększać. Możesz w tym celu ustawiać sobie przypomnienia lub korzystać z aplikacji, która pomoże Ci monitorować nawadnianie organizmu.

Zbilansowane posiłki to w zestawieniu z ruchem klucz do sukcesu. Wbrew stereotypom zdrowa dieta może być naprawdę smaczna i bardzo zróżnicowana. Przy braku pomysłów lub wówczas, gdy po prostu chcesz mieć pewność, że się zdrowo odżywiasz, zamów za pośrednictwem Yes2Move spersonalizowany plan żywieniowy. Dieta online dostosowana będzie do Twoich potrzeb.

Zadbaj o różnorodność treningową

Z ćwiczeniami jest podobnie jak z dietą. Im bardziej zróżnicowane, tym większą masz pewność, że w pełni zaspokajasz potrzeby swojego organizmu. Nie ograniczaj się więc do jednej kategorii aktywności. Dużo spaceruj, biegaj, tańcz, jeździj na rowerze, skacz na skakance, chodź na siłownię, graj ze znajomymi w siatkę, rób to, co lubisz i co sprawia Ci przyjemność. Ćwiczenia w domu to świetna baza lub uzupełnienie regularnych treningów.

Na Y2M masz do dyspozycji liczne kategorie m.in.: taniec, siła, ćwiczenia metaboliczne, wytrzymałość. Wybieraj te treningi, na które danego dnia masz ochotę lub działaj według wcześniej sporządzonego planu treningowego. Fitness online może być dobrym uzupełnieniem treningu biegowego. Pilates online polecany jest do wzmocnienia mięśni głębokich, z kolei joga online to dobry sposób na rozciągnięcie mięśni po wysiłku lub np. dłuższym siedzeniu przy biurku.

Przefiltruj dostępne filmy po poziomie intensywności, wybierz cel, kategorię ćwiczeń i czas trwania treningu. Jeśli już masz swojego ulubionego trenera, jednym kliknięciem wyświetlisz wszystkie jego filmiki dostępne na Y2M. Możesz je przefiltrować po konkretnym rodzaju np. TBC, ABT, Interwał, Body Shape, Dance Fitness, Joga, Cardio, Pilates, Aerobox, Tabata, Core, Zdrowy Kręgosłup itd.

Dzięki dużemu zróżnicowaniu nie znudzisz się zbyt szybko, odkrywając za każdym razem coś nowego. Każdy trening online jest prowadzony przez doświadczone osoby, które dokładnie tłumaczą, jak prawidłowo i bezpiecznie wykonywać poszczególne ćwiczenia online.

Przetestuj platformę Yes2Move

Nie musisz od razu wskakiwać na głęboką wodę. Zarejestruj się i za symboliczną kwotę 1zł, korzystaj z dostępnych na Yes2Move treningów przez 14 dni. W tym czasie zdążysz się zapoznać z dostępnymi tam materiałami w postaci interesujących artykułów, a także sprawdzisz, jak to działa. Zacznij testować ćwiczenia online i zwróć uwagę, o ile więcej masz dzięki nim energii.

Regularne treningi, nawet te najkrótsze sprawią, że Twój organizm stanie się lepiej dotleniony. Pozbędziesz się dzięki temu uczucia zmęczenia, problemów ze snem i zyskasz siłę do tego, by stawiać czoła nowym wyzwaniom.

  1. Moda i uroda

Makijaż permanentny dopasowany do twarzy – jaki wybrać?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Piękny makijaż dopasowany do okazji oraz rysów twarzy to ozdoba, której ciężko nie docenić. Trendy zmieniają się cały czas, ale niezmiennie w modzie jest klasyka. Pozwala ona dobrze poczuć się w każdej sytuacji, a także jest punktem wyjścia do tworzenie niezwykłych oryginalnych stylizacji. Taka zabawa kolorem, kształtem i fakturą z pewnością będzie się świetnie prezentować. Doda pewności siebie, a także pozwoli wyeksponować walory. A tu mocno koncentrujemy się na oprawie oczu, ponieważ, jak wiadomo, są one zwierciadłem duszy.
  1. Postaw na permanentny
  2. Jak znaleźć dobry gabinet?
  3. Atrakcyjne kreski
  4. Jaki makijaż permanentny wybrać?
  5. Dla kogo makijaż permanentny?

Postaw na permanentny

Coraz więcej kobiet decyduje się na kreski permanentne. To rewelacyjny pomysł dla tych pań, które cenią swój czas oraz zawsze chcą wyglądać doskonale. Przede wszystkim sam zabieg trwa około dwóch godzin, a efekt utrzymuje się nawet przez dwa lata. Nic więc dziwnego, że jest to prawdziwy przebój wśród młodszych i starszych pań. Makijaż permanentny oczu to jedna z technik, która polega na wprowadzeniu pigmentu pod skórę. Wykorzystuje się w tym celu sterylne jednorazowe igły. Sam zabieg wymaga miejscowego znieczulenia oraz odpowiedniego przygotowania. Potem należy zadbać także o pielegancję dopasowaną do potrzeb.

Każdy zabieg jest oczywiście poprzedzony wywiadem. Pozwala to ocenić stan zdrowia. Warto pamiętać o tym, że kreski permanentne nie mogą być wykonywane w trakcie ciąży, karmienia piersią oraz u osób cierpiących na infekcje wirusowe, grzybicze, bakteryjne lub chorujących na cukrzycę czy choroby nowotworowe. Poza tym niezwykle istotnym przeciwwskazaniem jest również przyjmowanie leków rozrzedzających krew i sterydów.

Jak znaleźć dobry gabinet?

Z pewnością warto polegać na opiniach innych klientek. W tej branży poczta pantoflowa jest niezwykle ważna i zarówno pochlebne zdania, jak i te negatywnie natychmiast pojawiają się w sieci i w mediach społecznościowych. Z zasady to też najlepsza reklama i antyreklama. Oczywiście niezwykle ważne jest doświadczenie specjalistów, a także nowoczesny sprzęt i oczywiście zachowanie najwyższych standardów higienicznych. Warto również skorzystać z wyszukiwarki Booksy, by znaleźć dobry salon, a także zarezerwować sobie wizytę. A to znacznie ułatwia poszukiwania.

Atrakcyjne kreski

Kreska na oku będzie się dobrze prezentować, jeśli zostanie wykonana zgodnie ze sztuką. Przede wszystkim zabieg wymaga znieczulenia. W tym celu sięga się po krem zawierający lidokainę. Następnie wykonuje się aplikację barwnika. Może to być delikatna kreska górna, która będzie zagęszczać linię rzęs. Dużą popularnością cieszą się także dekoracyjne kształty, które będą niezwykłą ozdobą oka.

Warto pamiętać o tym, że każdy zabieg wykonuje się dwukrotnie. Należy powtórzyć aplikację po trzech-czterech tygodniach. To sprawia, że permanentna kreska na oku dłużej się będzie utrzymywać, kolor się nie odbarwi, a całość będzie przykuwać uwagę przez bardzo sługi czas.

Jaki makijaż permanentny wybrać?

W ofercie salonów znaleźć można bardzo różne propozycje makijaży oczu. Może to być delikatna kreska górna zagęszczająca linię rzęs, która prezentować się będzie bardzo naturalnie. Wyrazistszy makijażu osiągniemy przy kresce dekoracyjnej. Natomiast dolna będzie rewelacyjnie dopełniać makijaż i optycznie powiększy oczy. Oczywiście od wybranej metody będzie zależeć cena usługi. Warto mieć na uwadze, że za makijaż permanentny oczu trzeba zapłacić kilkaset złotych i na pewno nie wolno na tym zabiegu oszczędzać. Nie wybieraj więc salonu tylko dlatego, że tam jest taniej. Takie rodzaj makijażu można łatwo popsuć, a nie da się go łatwo i bezboleśnie usunąć.

Dla kogo makijaż permanentny?

Najczęściej na makijaż permanentny oczu decydują się panie, które lubią podkreślić swoje powieki, ale są już znużone stałym używaniem eyelinera i wykonywaniem precyzyjnego oraz czasochłonnego make-upu. To świetna alternatywa, która dodatkowo rewelacyjnie wygląda niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdziesz. Będziesz zachwycać po przebudzeniu, na plaży, po wyjściu z basenu. Takie kreski można oczywiście również uzupełnić cieniami czy dodatkami, jeśli masz na to ochotę. Wiele pań decyduje się także na makijaż permanentny ust, który nie tylko pozwala uzyskać atrakcyjny kolor, ale także umożliwia zmianę kształtu.

Przed zrobieniem zabiegu warto skonsultować się z kosmetyczką. Doradzi ona, jaki kształt kreski będzie najlepszy do naszej twarzy, sposobu malowania się czy też wizerunku. To bardzo ważne, by efekt był taki, jak sobie wymarzyłaś. Nie zawsze to, co pięknie wygląda na twarzy przyjaciółki, będzie odpowiednie również dla ciebie. Makijaż permanentny to nieinwazyjna i bezpieczna metoda. Są oczywiście przypadki, kiedy nie wolno go robić, ale większość pań bardzo dobrze znosi aplikację barwnika. Przed wizytą u kosmetyczki nie należy przyjmować aspiryny, spożywać alkoholu, opalać się. Sam proces gojenia odbywa się na sucho, więc nie wolno oczu przemywać, stosować kremów i innych kosmetyków.

  1. Psychologia

Praca to nie wszystko – mężczyźni poszukują duchowości

Coraz więcej mężczyzn zdaje sobie sprawę, że ich życie było dotychczas całkowicie pozbawione jednoczącej, integrującej i uwalniającej od egoizmu perspektywy duchowej – i zaczynają jej poszukiwać. (Fot. iStock)
Coraz więcej mężczyzn zdaje sobie sprawę, że ich życie było dotychczas całkowicie pozbawione jednoczącej, integrującej i uwalniającej od egoizmu perspektywy duchowej – i zaczynają jej poszukiwać. (Fot. iStock)
W czasie cywilizacyjnego kryzysu wielu mężczyzn orientuje się, że poświęcili bezwolnie wiele lat życia sprawom, które w istocie do tego kryzysu się przyczyniły. Intensywnie poszukują więc zgodnej z ich potrzebami życiowej ścieżki. To dobry kierunek – mówi Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.

Przyjaciel powiedział mi, że traci firmę, musi sprzedać dom. Dodał, że pokonał go COVID-19, ale to i tak jego wina, bo powinien lepiej się zabezpieczyć. Czy mężczyźni zawsze biorą winę na siebie, gdy tracą firmę?
Tak, bo mają nieomal zapisaną w genach odpowiedzialność za materialne i finansowe bezpieczeństwo rodziny. Mają też wpisany w męski przekaz międzypokoleniowy wyścig samców, którego wynik ustawia ich w męskiej hierarchii w zależności od poziomu, na którym żyją, prestiżu, władzy i wpływu. Najgorsza pozycja, jaką mogą zająć w tym wyścigu, to „nieudacznik”; a gdy przyczyny klęski są obiektywne, to „pechowiec”. Reguły męskiego rykowiska są twarde i bezwzględne. Nieudacznicy i pechowcy nie mają szans na względy atrakcyjnej kobiety. A jeśli zdobyli ją wcześniej, to teraz czują, że zawiedli. No i tak zapewne czuje się dziś twój przyjaciel, podobnie jak tysiące innych mężczyzn w podobnej sytuacji.

Ale przecież mamy pandemię...
Pozornie sytuacja pandemiczna jest dla mężczyzn prestiżowo łatwiejsza, bo jest obiektywną przyczyną katastrofy wielu firm. Nikt też nie mógł takiej sytuacji przewidzieć ani nie jest w stanie jej dalszego rozwoju kontrolować. Trudno więc się czuć odpowiedzialnym za to, że pojawił się ten wirus i że wiele firm nie może sprzedawać tego, co do tej pory sprzedawało. Ale część mężczyzn i tak nie potrafi się z tej odpowiedzialności zwolnić, bo ich poczucie wartości, szacunku dla siebie, a nawet sens istnienia opierają się w ogromnej mierze na pracy. Od początku istnienia naszego gatunku mężczyzna – prócz płodzenia dzieci – był niezbędny do polowania, ciężkiej pracy i do walki z wrogiem. Tak więc nie ma się co dziwić, że na tym odwiecznym powołaniu nadbudowało się uniwersalne poczucie męskiej tożsamości i wartości. Patrząc z tego punktu widzenia, łatwo zrozumieć, dlaczego ostatnie 30 lat rozwoju technologii, emancypacji kobiet i przemian obyczajowych spowodowało wśród mężczyzn powszechną tożsamościową katastrofę, kompensowaną równie powszechną eksplozją patriarchalnego konserwatyzmu i szowinizmu.

Pracować mogą maszyny, a walczyć – drony czy już wkrótce roboty. Mamy też sztuczne zapłodnienie...
Właśnie. Pomijając coraz większe męskie kłopoty z płodnością, to nawet odwieczny wzorzec mężczyzny – dostarczyciela żywności, pieniędzy i innych dóbr potrzebnych do tego, aby rodzina bezpiecznie funkcjonowała, również zanika, bowiem kobiety coraz lepiej sobie radzą z zarabianiem na siebie i na dzieci. Mało tego, mężczyznom obecnie tylko się wydaje, że w ostrej rywalizacji zdobywają atrakcyjne kobiety. Dziś to raczej kobiety wybierają coraz rzadsze okazy płodnych, odpowiedzialnych i gwarantujących bezpieczeństwo mężczyzn.

Z tych wszystkich powodów mężczyzna tracący firmę, którą stworzył, w swoich własnych oczach traci wszystko. Zachowanie stałego i obfitego źródła dochodów nadal spełnia podstawowe kryteria tradycyjnego męskiego wzorca. Dziś w bardzo wielu męskich sercach i głowach kłębią się autodestrukcyjne uczucia i myśli, a szczególnie groźnymi czyni je tradycyjny scenariusz męskiej roli podpowiadający tak zwane honorowe wyjście – czyli samobójstwo. Zaznaczmy jednak, że współczesne samobójstwo niekoniecznie oznacza pozbawienie siebie życia. Może równie dobrze przybrać inną autoagresywną formę: depresję, ciężką chorobę somatyczną, wpadnięcie w nałóg, katastrofę wizerunkową lub katastrofę sumienia w postaci zejścia na drogę przestępczą.

Mój przyjaciel boi się, że żona od niego odejdzie, jeśli on sprzeda dom i nie będzie miał tyle pieniędzy, ile do tej pory…
Dotykamy tu kolejnego składnika męskiego stereotypu, zgodnie z którym mężczyzna kobietę zdobywa, porywa lub kupuje, nie zważając na jej uczucia ani wolę. W konsekwencji więc nie może liczyć z jej strony na stabilizującą związek miłość czy choćby przywiązanie, a tym samym na wierność czy lojalność. Ten stereotyp z góry zakłada, że kobieta prowadzi z partnerem wyrachowaną grę o zapewnienie sobie bezpieczeństwa i przetrwania. Może więc w każdej chwili go opuścić, gdy jakiś inny mężczyzna zaoferuje w tych sprawach więcej pewności.

Warto zauważyć, że wspomniany stereotyp do dziś znajduje potwierdzenie w faktach, bowiem tysiąclecia patriarchalnego zniewolenia i niedostateczna obecność ojców w wychowaniu dziewczynek pozostawiły w zbiorowej świadomości kobiet trwałe przekonanie, że na miłość zdobywcy nie ma co liczyć. A w konsekwencji nie wolno angażować serca w relację z nim. Z tych powodów wiele męsko-damskich związków ma nadal charakter transakcji: seks, obsługa i ewentualnie dzieci – w zamian za bezpieczeństwo i odpowiednio wysoki poziom życia. W tej sytuacji mężczyzna zdobywca słusznie boi się, że straci żonę, gdy nie będzie go stać na spłacanie rat i odsetek od ustalonej pierwotnie ceny.

Czyli pod tym zdobywcą ukrywa się chłopiec, który nie czuje się kochany. Myśli, że musi dać mamie – a teraz partnerce – kwiatek, żeby go kochała.
Przekonanie większości mężczyzn, że za uznanie i lojalność kobiety trzeba zapłacić i zasłużyć na nie ciężką pracą, bywa często uzasadnione. Kobieta, która chce mieć dzieci i rodzinę, nie wybierze na partnera faceta bez pracy, aspiracji i pomysłu na życie. Dla takiej kobiety priorytetem jest bezpieczeństwo dzieci, a wysokość uposażenia kandydata i jego zdolność do pracy w ogromnej mierze to gwarantują. Jeśli więc mężczyzna nie oferuje nadziei na materialne bezpieczeństwo, to może być dla kobiety jedynie dodatkiem, obiektem przemijającego zachwytu i ewentualnie źródłem zmysłowej przyjemności, ale nie mężem ani ojcem wspólnych dzieci.

Czyli mężczyźni muszą inwestować swoje siły w pracę, bo inaczej nie znajdą kobiety? Nie przesadzasz trochę?
Kobietę może znajdą, ale nie będzie to odpowiedzialna, długo­letnia partnerka do współwychowywania dzieci i założenia rodziny. Takie kobiety z całą pewnością pominą leniwych, pechowców i nieudaczników w swoich zasadniczych życiowych wyborach. Bezpieczeństwo dla kobiet w takich sprawach bywa najważniejsze. Często ważniejsze niż romantyczna miłość. Mówię to oczywiście na podstawie własnych obserwacji.

A dla mężczyzny? Co jest ważniejsze? Miłość czy praca?
To zależy od tego, w jaki sposób uformowało mężczyznę jego dzieciństwo. Jeśli matka w okresie do czterech lat nie dała synowi miłości bezwarunkowej, a potem nagradzała go czułością wyłącznie za osiągnięcia – a na dodatek syn widział, że ten sam schemat działa w związku rodziców – to gdy dorośnie, będzie nadmiernie, a nawet obsesyjnie poświęcał się pracy, nieświadomie rujnując zarówno siebie, jak i więź z partnerką.

Mój inny przyjaciel pracuje w korporacji, zarabia dużo, ale chciałby mieć więcej czasu na rozwój wewnętrzny. Tymczasem nie ma, bo dzieci i dom. No i ostatnio poprosił mnie o numer telefonu do jakiegoś psychiatry…
W czasie cywilizacyjnego kryzysu, w którym coraz bardziej się pogrążamy, wielu mężczyzn orientuje się, że bezwolnie poświęcili wiele lat życia, potu, łez i krwi sprawom, które w istocie do tego kryzysu się przyczyniły, a jednocześnie widzi, że systemowa rzeczywistość staje się coraz mniej przewidywalna. Z tych dwóch powodów coraz więcej mężczyzn intensywnie poszukuje teraz bardziej autonomicznej i zgodnej z ich prawdziwymi wartościami i potrzebami życiowej ścieżki. Staje się to dziś potrzebą wielu milionów mężczyzn na świecie, a także bardzo wielu kobiet. Bo nasze gatunkowe, megalomańskie przekonanie o tym, że jesteśmy w stanie podporządkować sobie przyrodę, okazuje się iluzją o katastrofalnych skutkach. A to każe nam dostrzec, że poświęcanie życia egoistycznej pogoni za bezpieczeństwem, przyjemnością i statusem, kosztem przyrody i życia innych gatunków zamieszkujących naszą planetę, jest w istocie autodestrukcją.

W związku z tym coraz więcej ludzi dochodzi do jeszcze jednego ważnego wniosku. Mianowicie zdają sobie sprawę, że ich życie było dotychczas całkowicie pozbawione jednoczącej, integrującej i uwalniającej od egoizmu perspektywy duchowej – i zaczynają jej poszukiwać.

Jest jakaś specjalna męska duchowość odkrywana w czasach takich jak dziś?
My, mężczyźni, często mamy zamknięte serca, więc nasza duchowość jest jednostronnie racjonalna, teoretyczna – staje się intelektualnym konstruktem, a nie żywym przeżyciem doznawanym z chwili na chwilę. Aby więc doświadczyć żywej duchowości, musimy otworzyć serca na miłość, empatię, współodczuwanie i troskę, czyli na to, co stereotypowo uznawane jest nadal za atrybuty kobiecości. To samo w sobie nie jest łatwe, a dodatkowo wymaga odwagi skonfrontowania się z wypartym, skumulowanym bólem własnego serca i sumienia, przed którymi od wieków uciekamy.

Jeśli mężczyzna odkrywa, że źle inwestuje czas i energię, pracując tam, gdzie pracuje, to jak to może wpłynąć na jego życie?
Rozwój duchowy – czy choćby podążanie za swoimi prawdziwymi potrzebami – z reguły wymaga radykalnej zmiany kierunku i stylu życia, co łączy się często z obniżeniem poziomu materialnej egzystencji. Ale kryzys temu sprzyja, bo tak zwana normalność już nie wróci. Świat, w którym zaczynamy żyć, będzie nas coraz bardziej skłaniał do minimalizmu, zmniejszania kosztów, do prostoty i ograniczenia rozpasanej, obsesyjnej konsumpcji. Bo przecież nie wymaga to nadzwyczajnej przenikliwości, by dostrzec, że także ideologia permanentnego wzrostu gospodarczego okazała się nader szkodliwą iluzją.

Mężczyźni w pandemii mogą przejść duchową przemianę?
I przechodzą. Nie tylko tę wymuszoną, spowodowaną obiektywnymi trudnościami i zablokowaniem przez pandemię perspektywy dalszej kariery i rozwoju. Coraz częściej obserwuję transformacje całkowicie dobrowolne, wynikające z pogłębionej refleksji nad sobą i swoim życiem. Bywają to przemiany naprawdę spektakularne. Na przykład: młody prawnik z własną dobrze prosperującą kancelarią i perspektywą rozwoju zdał sobie sprawę, że to, co robi, jest niezgodne z jego głębokimi potrzebami i aspiracjami. W rezultacie w ciągu dwóch lat zlikwidował biuro, zrezygnował z bardzo dobrych dochodów i cały swój potencjał zaangażował w proekologiczne akcje społeczne. Inny przykład: korporacyjny menedżer, przez lata ślepo i całkowicie oddany pracy, odkrył, że to jest niezgodne z jego prawdziwymi potrzebami i wartościami, i postanowił zająć się stolarką i ciesielstwem.

Co może zrobić mężczyzna, żeby się nie zabić, kiedy straci wszystko?
W takiej sytuacji pomaga perspektywa duchowa, czyli świadomość swojej prawdziwej tożsamości, a tym samym wartości. Innymi słowy, dostrzeżenie wartości życia jako takiego – i że nasze życie jest tylko jednym z niezliczonych jego przejawów. Z tym nieodzownie wiąże się świadomość postrzegania procesu życia jako nieustannej zmiany, a także tego, że nasze przemijanie jest naturalnym i oczywistym elementem tej wiecznej przemiany. Trzeba więc przestać marudzić i włączyć się na całego w ten proces – poddawać się zmianie i cieszyć się nią, zamiast chwytać się tego, co nieuchronnie przemija.

Ale co powiemy kobietom, które nie akceptują obniżenia standardu życia i oczekują od mężczyzn, żeby nadal zapewniali im wygodę i luksusy?
W takiej sytuacji mężczyzna powinien się zastanowić, czy naprawdę chce poświęcić swój czas, swoją przyszłość, swoje prawdziwe potrzeby, cele i aspiracje dla kobiety, która go zwyczajnie nie kocha. Z kolei kochające partnerki, które często mają tendencję do lekceważenia skali problemu, jakim dla mężczyzny jest utrata pracy i statusu, powinny pamiętać, że deficyt ich empatii w tej sprawie wynika być może stąd, iż dla części kobiet zdolnych do rodzenia dzieci macierzyństwo w naturalny i zasłużony sposób staje się wystarczającym sensem ich życia. Pozbawieni takiej możliwości mężczyźni są więc niejako skazani na poszukiwanie sensu ich życia w pracy, kreatywności, twórczości, budowaniu, dostarczaniu, a także w bronieniu i walce.
Warto chyba przypomnieć w tym miejscu to, co wiele razy już mówiłem: aby w dobie kryzysu i transformacji uratować mężczyzn, musimy wszyscy zapomnieć o społecznych stereotypach płci, bo dzięki temu będziemy mogli myśleć i zachowywać się w zgodzie z okolicznościami. Wtedy dopiero mężczyzna tracący pracę i skonfrontowany z koniecznością podjęcia zadań nadal pracującej żony nie będzie tego traktował jako wstydu i degradacji, lecz bycie w domu uzna za wyzwanie uruchamiające jego zasoby kreatywności, zaradności, siły oraz zdolności do zabawy. Wtedy nic złego mu się nie stanie, a wszyscy w rodzinie na tym zyskają.

Wojciech Eichelberger, psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii.