1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Cząsteczkowa wojna światów

Cząsteczkowa wojna światów

Zaczęła się rewolucja w leczeniu nowotworów. Dzieje się na poziomie cząsteczek, z których składają się komórki naszego ciała i za pomocą których komunikują się z organizmem. Nowoczesne terapie celowane niszczą nowotwór, oszczędzając zdrowe tkanki. Wszystko wskazuje na to, że mogą stać się przyszłością onkologii.

 

Rośnie nadzieja na to, że w ciągu najbliższych kilkunastu lat lekarze uzyskają przewagę w walce z chorobami nowotworowymi. Coraz więcej wiemy o prawdziwej naturze atakujących nas nowotworów. Mimo to są ciągle jednym z podstawowych problemów zdrowotnych na świecie. Według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia w 2020 roku przybędzie 15 milionów nowych zachorowań na nowotwory złośliwe. Polska Unia Onkologii zakłada, że liczba chorych Polaków będzie rosła o blisko 10 proc. rocznie. Już dzisiaj nowotwory są główną przyczyną przedwczesnej śmierci w naszym kraju. Każdego roku zapada  na nie ponad 130 tysięcy osób, ponad 85 tysięcy umiera.

Intensywne poszukiwania nowych terapii onkologicznych od lat obejmują wiele dziedzin nauki. Dzięki tym badaniom wiadomo już, jak wygląda zapis życia: rozszyfrowano ludzki genom i poznano fizyczną budowę genów. Proces odczytywania kodów zawartych w ludzkim genomie przebiega obecnie z dużą szybkością. Analizuje się już nie tylko funkcje genów, ale także rolę białek przez nie produkowanych.

– Dzięki wiedzy zebranej w ciągu ostatnich 30 lat udało się nam opracować koncepcję hamowania wzrostu nowotworu. Ponieważ znane są już mechanizmy, które rządzą funkcjami komórki nowotworowej, wiadomo, w jaki sposób można wyłączać je za pomocą małych cząsteczek – mówi prof. Cezary Szczylik z Kliniki Onkologii Centralnego Szpitala Klinicznego Wojskowej Akademii Medycznej w Warszawie, jeden z twórców Studium Medycyny Molekularnej, międzynarodowej instytucji kształcącej młodych lekarzy i biologów.

Licencja na zabijanie

Jedną z przyczyn wzrostu zachorowań na nowotwory jest skażenie środowiska. Codziennie oddziałuje na nas około 50 tysięcy ak-tywnych cząstek, które mogą uszkadzać geny kierujące procesami życiowymi każdej komórki (np. dym papierosowy zawiera ponad 40 rakotwórczych substancji). Reagując ze składnikami komórkowego DNA, wywołują w nim groźne zmiany przekształcające zdrową komórkę w nowotworową. Czym różni się ona od zdrowej? Decydującą zmianą jest uzyskanie przez taką komórkę autentycznej nie-śmiertelności. Każda zdrowa komórka żyje określoną ilość czasu (w zależności od rodzaju tkanki), po czym umiera, by ustąpić miejsca nowej, która przejmuje jej funkcje. Ta samobójcza śmierć komórki jest zaprogramowana przez określoną grupę jej genów strażników. Wydają one rozkaz wytworzenia białek, które powodują, że komórka „zjada się” od środka i ginie. Strażnicy genomu doprowadzają do śmierci komórki także wtedy, gdy wadliwie zaczyna ona pełnić swoje zadania.

Natomiast w komórce nowotworowej działanie strażników genomu zostaje zablokowane, co powoduje, że jeżeli ma ona za-pewnioną dostawę substancji odżywczych, zaczyna się namnażać w sposób niekontrolowany, tworząc kolonie swoich klonów – nieśmiertelnych komórek. Wyłączeniu ulega także kolejna grupa genów strażników, takich, które dotąd hamowały namnażanie. W ich miejsce kontrolę przejmują protoonkogeny (w postaci nieczynnej znajdują się one w DNA każdej zdrowej komórki, a ich aktywacja doprowadza do zmiany nowotworowej) i zaczynają czuwać nad procesem nowotworzenia.

Obcy w naszym ciele

Co się dzieje, kiedy zdrowa komórka nabywa cech nowotworowych? W normalnych warunkach funkcjonowanie komórek regu-lowane jest przez różne cząsteczki białkowe. Konkretna cząsteczka, np. czynnik wzrostu, wpłynie tylko na tę komórkę, która ma na swojej błonie pasujące do niej ciałko receptorowe – na zasadzie klucza i zamka. Połączenie się ich uruchamia kaskadę przemian prowadzącą m.in. do podziałów komórki. Problem pojawia się wtedy, gdy wydzielanie czynników wzrostu jest nadmierne albo ciałko receptorowe reaguje na nie nietypowo. A tak właśnie dzieje się w przypadku komórek nowotworowych.

Nowotwór ma tyle sposobów na przetrwanie w organizmie i opanowanie go, że nazywa się go „obcym” w naszym ciele. Nie-którzy naukowcy, jak np. prof. Robert von Borstel, genetyk z kanadyjskiego University of Alberta, porównują chorobę nowotwo-rową do ewolucji gatunków. Tyle że zachodzącej wewnątrz ludzkiego ciała. Nowotwór potrafi nawet doprowadzić do całkowitej dezorientacji układu odpornościowego, który nie rozpoznaje w nim wroga i w związku z tym nie niszczy jego patologicznych komórek.

Gdy guz osiągnie wielkość jednego–dwóch milimetrów, rozpoczyna się bardzo ważny etap jego rozwoju – etap angiogenezy, czyli utworzenia własnej sieci naczy  krwionośnych na bazie już istniejących w organizmie. W tym celu nowotwór zaczyna wydzielać kolejne czynniki wzrostu. Ich obecność sprawia, że od strony najbliżej położonych naczyń krwionośnych zaczynają rosnąć ku niemu nowe odgałęzienia. Podążają one do guza, wrastają w niego i poprzez krew przenoszą substancje odżywcze i tlen. Od tego momentu zaczyna się już niczym niepohamowany proces nowotworowy.

 

Terapie nakierowane na cel

Odkrycie zasad angiogenezy i „współpracy” receptorów komórek nowotworowych z czynnikami wzrostu całkowicie zrewolucjoni-zowało leczenie chorób onkologicznych. Dotychczasowy standard, czyli chirurgię, naświetlanie i chemioterapię, coraz częściej uzupełnia się czy wręcz zastępuje tzw. terapiami celowanymi. Nazywa się je tak dlatego, że są wymierzone jedynie w procesy biochemiczne dominujące w komórkach nowotworowych, a więc oszczędzają zdrowe komórki.

Szczególnie dobrze przebadano wpływ terapii celowanych na raka nerki, gdzie większość uznanych, aktywnych leków onkolo-gicznych w ogóle nie działała. Nowe leki niszczą nowotwór za pomocą specyficznych przeciwciał bądź blokując zmienione choro-bowo ważne enzymy kinazy, bądź wstrzymując tworzenie nowych naczyń krwionośnych zaopatrujących guzy w pożywienie i tlen. Ponieważ jednym z kluczowych momentów rozwoju nowotworu jest zdobycie własnej sieci naczyń krwionośnych, terapie likwidujące ten proces powodują zamieranie guza, bo jego komórki przestają być odżywiane.

Obecnie testowanych jest kilkadziesiąt preparatów należących do terapii celowanych, a niektóre z nich zostały już zarejestrowane i są w użyciu. Należą do nich przeciwciała monoklonalne (rituksymab, cetuxymab, traztuzumab), które wiążą ze sobą czyn-nik wzrostu produkowany przez nowotwór albo blokują sam receptor na jego błonie komórkowej. W efekcie cząsteczka białka nie może przyłączyć się do receptora i rozwój nowotworu zostaje powstrzymany.

Kolejną grupą leków są inhibitory kinaz (sunitinib, sorafenib). Działają one tuż pod powierzchnią błony komórkowej, tam gdzie biegnie sygnał od receptora połączonego z czynnikiem wzrostu. Inhibitory kinaz odcinają ten sygnał, dezorganizując w ten sposób życie komórce nowotworowej. W tej chwili trwają zaawansowane badania nad zastosowaniem sorafenibu w leczeniu nowotworu wątroby. Być może będzie to pierwsza skuteczna terapia tej choroby.

Zamrożenie choroby

– Choć zaawansowanej choroby nowotworowej nie da się całkowicie wyleczyć, to jednak można spowodować, że przejdzie ona w stan hibernacji pozwalający żyć człowiekowi jeszcze wiele lat. To ogromne osiągnięcie – mówi prof. Szczylik. Pacjent odzyskuje na powrót poczucie zdrowia, bo powstrzymany w rozwoju guz nie rozsiewa komórek nowotworowych i nie wydziela już szkodliwych dla organizmu substancji. Oczywiście terapie celowane mają pewne działania uboczne, głównie ogólne zmęczenie fizyczne i psychiczne. Jednak nie stwarzają one śmiertelnego zagrożenia dla chorego tak jak leki starej generacji, które w poważnym stopniu uszkadzają szpik kostny, wątrobę, serce. Nowe medykamenty działają tylko w obrębie komórek nowotworowych, oszczędzają inne tkanki. Obecnie są testowane przy wielu nowotworach, wiadomo również, że pomagają przy chłoniakach, w raku wątroby, płuc, jelita grubego, piersi. Niestety ograniczone środki finansowe, jakimi dysponują kliniki i oddziały onkologiczne, praktycznie nie pozwalają na za-pewnienie nowoczesnych terapii prawie nikomu. Dostęp do terapii celowanych mają tylko ci pacjenci, którzy objęci zostają bada-niami klinicznymi. To około 10 procent wszystkich chorych na nowotwór.

Znany aktor Krzysztof Kolberger (od lat walczy z rakiem, a teraz dzięki jednemu z nowoczesnych leków – sorafenibowi – wygrywa z nawrotem choroby) zainicjował wraz z Jackiem Gugulskim (działa na rzecz praw pacjentów) powstanie Stowarzysze-nia Chorych na Raka Nerki. Mają nadzieję, że w końcu uda im się przekonać decydentów do refundowania nowoczesnych leków, tak jak to się dzieje w innych krajach Unii Europejskiej.

Stowarzyszenie Chorych na Raka Nerki, e-mail: jacek@spbs.pl, tel. 0-504 153 136

Kalendarz badań profilaktycznych

Na początku swojego rozwoju nowotwór znajduje się w tzw. okresie utajenia, który może trwać wiele lat. Wykryty w tym czasie jest całkowicie uleczalny za pomocą chirurgii operacyjnej. Na podstawie bada  można wykryć wiele nowotworów w bardzo wczesnym stadium zaawansowania:
  • Cytologia – kobiety w wieku 25–59 lat co 3 lata
  • Mammografia – kobiety w wieku 45–69 lat co 2 lata
  • USG piersi – kobiety młodsze i stosujące antykoncepcję hormonalną – raz na 2 lata
  • Kolonoskopia – wszystkie osoby w wieku 50–65 lat z obciążającym wywiadem rodzinnym
  • Morfologia krwi, OB, rozszerzone badania biochemiczne, badanie ogólne moczu – niezależnie od wieku raz na 2 lata
  • Zdjęcia rentgenowskie klatki piersiowej – niezależnie od wieku raz na 2 lata
  • USG jamy brzusznej – niezależnie od wieku raz na 2 lata
  • Marker PSA u mężczyzn po 50. r. życia -  co rok–dwa lata
  • Test na krew utajoną w kale po 50. r. życia – co rok–dwa lata

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Noc Kupały – słowiańskie święto miłości

Noc Kupały (fot. @hanna.dola)
Noc Kupały (fot. @hanna.dola)
To jedno z najstarszych świąt słowiańskich, które do dnia dzisiejszego rozpala wyobraźnię. Dawniej obrzędy związane z przesileniem Słońca podczas najkrótszej nocy w roku (z 20 na 21 czerwca) rozpoczynały cykl zwyczajów letnich. Dziewczęta przygotowywały wianki z kwiatów i ziół, które puszczały na rzekę. Chłopcy rozpalali ogniska symbolizujące oczyszczenie. Urządzano huczne zabawy, śpiewano i tańczono do rana, o północy wyruszano do lasu na poszukiwania kwiatu paproci. O tym, w jaki sposób dziś można świętować Noc Kupały opowiadają popularyzatorki współczesnej słowiańszczyzny - Hanna Dola i Wiktoria Korzeniewska. 

Słowiańskie Koło Roku

Dawni Słowianie mieli własny kalendarz obrzędowy i obchodzili święta, które wyznaczały rytm zmieniających się pór roku: przesilenia zimowego, nadejścia wiosny i początku lata; uroczystości związanych z cyklem wegetacyjnym zbóż i drzew owocowych oraz ceremonię poświęconą zmarłym. Dziś wiemy przede wszystkim, w jaki sposób wyglądały obchody poszczególnych obrzędów, ponieważ zewnętrzna strona dawnych rytuałów była przez wiele wieków pielęgnowana, a wiedza o nich przekazywana z pokolenia na pokolenie. Stosunkowo niewiele wiemy natomiast o znaczeniu konkretnych elementów obrzędu i możemy jedynie się domyślać, co oznaczał dla naszych przodków, przed czym miał chronić lub co wybłagać u bogów. Jan Stanisław Bystroń, polski etnograf, autor półrocznika “Etnografia Polski” zapisał: “część dawnych praktyk zachowała się otrzymując nową oprawę interpretacyjną. Jeżeli do tych trzech podstawowych składników: form antycznych, staropogańskich czy słowiańskich i chrześcijańskich dodamy jeszcze drobne specyficzne cechy regionalne - będziemy mieli zarys polskich obrzędów ludowych”.

Sobótkowe obrzędy: rozpalanie ognisk i puszczanie wianków

Noc Kupały, najbardziej popularny i najpowszechniej obchodzony do dnia dzisiejszego cykl obrzędów, to również najbardziej widowiskowe starosłowiańskie święto, które przypada na dzień (a dokładniej wieczór i noc) letniego przesilenia. Dlaczego to właśnie obchody sobótkowe cieszą się tak wielkim zainteresowaniem? “Dawniej była to bardzo ważna tradycja, na tyle ważna, że nie udało się jej zniszczyć ani nawet zmodyfikować, jak miało to miejsce w przypadku innych świąt. Jest ona zgodna z naturalnym cyklem rocznym i dzięki temu silnie oddziałuje. Poza tym na pierwszy rzut oka jest to tradycja oparta na zabawie, a jak wiadomo każdy powód do zabawy jest dobry” - tłumaczy Hanna Dola, artystka zakochana w kulturze słowiańskiej.

“Sporą zasługę ma również w tym osławiony kwiat paproci, ponieważ dla wielu jego poszukiwania są romantyczną wizją letnich romansów. Dzieje się tak zapewne za sprawą obowiązku poszukiwania owego kwiatu nago. A komu udało się go odnaleźć, ten dostawał niezmierzone bogactwo i mądrość. Choć niektóre źródła donoszą, iż kwiat ten miał być w rzeczywistości owocem chciwości i egoizmu, ponieważ znaleźć można było go jedynie samotnie, a czerpać korzyści tylko pod warunkiem zachowania go dla siebie. O samej obecności demonów w miejscu jego wzrostu nie wspominając. Uważam, iż niezależnie od tego, czy uczestniczymy w obrzędach, czy skupimy się na wiankach i poszukiwaniu kwiatu paproci, każda droga do pobudzenia wewnętrznej słowiańskości jest dobra.”

Rytuały kupalnocki koncentrowały się głównie na kulcie wody i ognia - dwóch żywiołach, które dla dawnych Słowian miały moc oczyszczania. Pierwszym ze znanych i kultywowanych do dnia dzisiejszego rytuałów są “wianki”, które traktowano jako przepowiednię zamążpójścia. Puszczanie na wodę wianków uplecionych z magicznych ziół i kwiatów miało pierwotnie (prawdopodobnie) na celu pozyskanie życzliwości wody i demonów, które zamieszkiwały w rzekach i jeziorach. Od tego dnia bowiem można było bezpiecznie zażywać kąpieli we wszystkich otwartych akwenach.

Drugi obrzęd kojarzony dziś z Nocą Kupały nawiązuje do kultu ognia. O zmierzchu nad wodami, na wzgórzach, miedzach i polanach rozniecano wielkie ogniska. Wierzono, że w zasięgu dymu płynącego z ogniska okolicznym polom nie będą grozić burze i grady. Wokół ognisk odbywały się tańce i przeróżne popisy, zwłaszcza skakanie pojedynczo lub parami przez ogień. Parze, której udało się wspólnie przeskoczyć przez ognisko, wróżono szybkie zaślubiny. Wspólnym skakaniem przez ogień pieczętowano również przyjaźnie czy żegnano spory; przekraczanie ognia miało zapewniać szczęście, zdrowie i dobrobyt. W wielu rejonach Polski część ognia zabierano do domów, aby dzięki temu zapewnić ochronę, a przez popielisko przeprowadzano bydło, by dzięki temu ustrzec je przed chorobami.

Magiczne zioła i kwiat paproci

Wiadomo również, że podczas kupalnocki nie obowiązywało prawo obyczajowe, którym kierowano się przez pozostałą część roku i tej nocy młodzi mieli przyzwolenie na miłosne igraszki i inicjację seksualną. Skakanie w parach przez ognisko, wyławianie wianków puszczanych przez młode dziewczęta, a także poszukiwanie legendarnego kwiatu paproci miało bardzo zmysłowy charakter. W trakcie kupalnocki zbierano także określone zioła, którym przypisywano magiczne właściwości. Kobiety przewiązywały się bylicą, zrywały dziurawiec, nazywany zielem świętojańskim i jego odmianę, znaną jaką dzwonki Matki Boskiej, które miały zapewniać ochronę przed dziwożonami (istotami demonicznymi zamieszkującymi nad wodami lub w lasach) bylicę białą, rosiczkę, rutę, szałwię, dziewannę i ciskały je w płomienie. Pozostałe zioła zabierano do domów, zatykano we wszystkie kąty, umieszczano w oborach i stodołach. Szukano również kwiatu paproci, która - według powszechnych wierzeń - miała zakwitać na krótko tylko w noc świętojańską, a ten któremu uda się ów kwiat odnaleźć mógł liczyć na szczęście i dobrobyt.

Święto miłości

Magiczny i miłosny charakter sobótkowych rytuałów sprawiły, że kupalnocka nazywana była słowiańskim świętem miłości i przez kościelnych moralistów traktowana jako rozrywki diabelskie i rozpustne. W przeciwieństwie do wielu innych słowiańskich świąt, które w ciągu wieków religia chrześcijańska dostosowała do swoich wymogów (Szczodre Gody - Boże Narodzenie, Jare Gody - Wielkanoc), kupalnocka przekształcona w wigilię św. Jana Chrzciciela zachowała obrzędy związane z dawnymi wierzeniami. Tam, gdzie nie udało się ich wytępić, starano się powiązać ich obchodzenie z kultem popularnego świętego, który doskonale się nadawał na patrona związanego z wodą.

“Noc Kupały to dla mnie wyjątkowy czas - opowiada Hania. “W ostatnich latach celebrowałam to święto podwójnie, biorąc udział w „Wiankach” czyli imprezie tematycznej poświęconej obrzędom Kupalnocki organizowanej cyklicznie przez Grodzisko Owidz. Natomiast właściwy dzień przesilenia letniego spędzam nad wodą w gronie najbliższych.

Każdy z tych sposobów świętowania ma swoją magię. W Grodzisku zazwyczaj jest tłumnie, a całość wydarzenia przeplatają obrzędy prowadzone przez zaprzyjaźnionego Żercę (nazwa kapłana w religii słowiańskiej – red.) i tematyczne warsztaty oraz historyczne turnieje. Imprezę uświetniają grupy rekonstrukcyjne, co pozwala odnieść wrażenie przeniesienia do wczesnego średniowiecza, w którym słowiańskie tradycje były nieodzownym elementem ludzkiego życia. Niezmiernie cieszy mnie obserwacja jak słowiańska kultura odradza się w dzisiejszych czasach. W takim miejscu jak Grodzisko jest to najlepiej widoczne, ponieważ na obrzędzie rokrocznie zbiera się coraz więcej uczestników i obserwatorów. Grodzisko Owidz, by dotrzeć do szerszej publiczności, organizuje swoją Kupalnockę w najbliższy weekend.

Dlatego w dzień przesilenia zbieram się z najbliższymi i celebrujemy je krok po kroku, zgodnie z tradycją i naszymi możliwościami. Zaczynamy od pożegnania Jarowita (jeden ze słowiańskich bogów – red.) po pracowitej dla Niego wiośnie i w tym celu, o zachodzie słońca, palimy jego symboliczną kukłę. Następnie wzniecamy ognisko żywym ogniem (rozpalanie ognia za pomocą dwóch deseczek – red.) i przenosimy na mniejsze ogniska rozpalone w kręgu, w których palimy zebrane wcześniej zioła. Z ziół pleciemy wianki i przepasamy się bylicą. Świętujemy całą noc, a szczególnym momentem jest kąpiel w jeziorze, rzece lub morzu, potem zabawa trwa do rana. Moim ulubionym elementem Nocy Kupały jest palenie ziół w ogniskach. Unoszący się zapach, przy akompaniamencie śpiewu oraz tańca, działa energetycznie i oczyszczająco. Oczywiście poszukiwania Kwiatu Paproci to również ciekawa tradycja, ale jeszcze ani razu nie udało mi się go znaleźć.”

Noc Kupały współcześnie

Słowiańskie święto funkcjonuje dziś pod wieloma nazwami - kupalnocka, palinocka, sobótki, noc świętojańska - i celebrowane jest do dnia dzisiejszego na terenie Polski pod różnymi postaciami. “W obchodach Nocy Kupały najważniejsze jest to, abyśmy robili to dokładnie, w taki sposób, w jaki chcemy i czujemy - tłumaczy Wiktoria Korzeniewska, autorka książki “Czerwona baśń”, która na swoim blogu i instagramowym koncie Slavic Book opowiada o współczesnej słowiańskości i stara się dostrzegać jej przejawy we współczesnym życiu.

“Noc Kupały to święto miłości, nasze słowiańskie walentynki - celebrując je, kontynuujemy tradycje naszych przodków, ale także tworzymy to święto na nowo - w naszych sercach i umysłach.”

Osoby zainteresowane rodzimowierstwem i wierzeniami dawnych Słowian mogą wziąć udział w organizowanych w wielu miejscach kameralnych wydarzeniach Nocy Kupały i przekonać się, w jaki sposób sobótkowe obrzędy mogły wyglądać w dawnych czasach albo wybrać się na duże imprezy, które organizowane są między 19 a 21 czerwca w całej Polsce. (pełną listę wydarzeń można znaleźć na facebookowej stronie “Kalendarz Imprez Słowiańskich”).

Muzeum Mitologii Słowiańskiej w Owidzu 19 czerwca organizuje dziesiątą edycję “Wianków na Grodzisku”, całodziennego wydarzenia, w trakcie którego będzie można nauczyć się wyplatania wianków i koszyków z korzenia sosny, wziąć udział w warsztatach tworzenia słowiańskich motanek, talizmanów i ziołowych kadzideł, nauczyć się średniowiecznych tańców, wysłuchać wykładów i udać się na wspólne poszukiwanie kwiatu paproci.

W sobotę 19 czerwca Muzeum Narodowe w Gdańsku zaprasza “Noc Kupały w Etno”, wydarzenie, podczas którego będzie można nauczyć się motania słowiańskich lalek obrzędowych, wziąć udział w grze terenowej “Magiczny kwiat paproci”, wysłuchać tradycyjnych pieśni ludowych i zasiąść (a może nawet poskakać) przed ogniskiem.

Noc Kupały odbędzie się w tym roku także po raz kolejny na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie. Na dziedzińcu powstanie replika osady wczesnośredniowiecznej, w której prezentowane będą dawne rzemiosła oraz obrzędy związane z letnim przesileniem, pokazy walk i koncerty.

W niedzielę, 20 czerwca, skansen w Maurzycach zaprasza na Sobótki. W trakcie wydarzenia odwiedzający będą mogli poznać tradycje i zwyczaje związane z tym świętem, wykonać własny wianek, zdobyć wiedzę na temat pozyskiwania i przetwarzania ziół, wysłuchać pieśni obrzędowych i uczestniczyć w zabawie tanecznej.

Natomiast 22 czerwca w Poznaniu nad rzeką Wartą w ramach sobótkowej nocy odbędą się warsztaty z plecenia wianków, gimnastyki słowiańskiej, koncerty i pokazy ognia.

Ale celebrować obchody Nocy Kupały można na wiele różnych sposobów. Wiktoria Korzeniewska wyjaśnia: “Świętować możemy przede wszystkim w sercu i potraktować Noc Kupały jak symbol kontynuowania tradycji naszych przodków. Zamiast ogniska możemy zapalić świecę, zamiast nocnego do lasu w poszukiwaniu kwiatu paproci, możemy zrobić to w wyobraźni, na przykład medytując albo sięgając do książek - tutaj z pomocą przyjdzie Józef Ignacy Kraszewski i jego „Kwiat paproci”. Świetnym pomysłem na świętowanie Nocy Kupały jest nauka plecenia wianka: instrukcje znajdziemy naYouTube, a kwiaty możemy przynieść z łąki lub kupić w kwiaciarni.”

I dodaje: “Jeżeli nie macie możliwości lub ochoty wyjścia ze znajomymi na ognisko, plecenie wianków, czy dołączenia do zorganizowanego specjalnie z tej okazji wydarzenia, najlepszym sposobem na świętowanie Kupalnocki będzie przede wszystkim dowiedzenie się więcej na jego temat. Sięgnięcie do źródeł naukowych i poczytanie o słowiańskich tradycjach, przekonanie się, ile wiemy o tym święcie i jakie znaczenie miało dla naszych przodków. Jeżeli jednak nie jesteście fanami naukowych przekazów, to możecie sięgnąć do powieści i wspólnie z fikcyjnymi bohaterami celebrować to święto na kartkach książek. Motyw Nocy Kupały znaleźć można w powieści Marty Krajewskiej "Idź i czekaj mrozów" oraz w drugim tomie serii "Kwiat Paproci" Katarzyny Bereniki Miszczuk - "Noc Kupały" (to autorska wizja Polski, która nigdy nie przyjęła chrztu i opis Nocy Kupały, która mogłaby być świętowana dziś przez nas, gdyby nie wydarzenia sprzed tysiąca lat). W powieści "Sub Rosa" Anny Jurewicz Noc Kupały również pokazana jest we współczesnym ujęciu i świętowana na Uniwersytecie Magii na Łysej Górze.”

  1. Kultura

"Sweat" – o filmie rozmawiają Grażyna Torbicka i Martyna Harland

Jeśli pokazujesz na Instagramie jedynie swoje radości i sukcesy, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów (kadr z filmu
Jeśli pokazujesz na Instagramie jedynie swoje radości i sukcesy, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów (kadr z filmu "Sweat" w reżyserii Magnusa von Horna, w kinach od 18 czerwca). (Fot. materiały prasowe)
Zamknięci w wirtualnej rzeczywistości mamy złudzenie, że kontrolujemy swoje życie. Co się stanie, kiedy pozbędziemy się tej iluzji? O filmie „Sweat” Magnusa von Horna rozmawiają filmolożka Grażyna Torbicka i psycholożka Martyna Harland.

Martyna Harland: Z najnowszych badań IQS wynika, że prawie połowa dziewcząt w wieku 10-15 lat chce zostać w przyszłości instagramerkami, tiktokerkami, youtuberkami. Z kolei większość ich matek odnosi się do tego negatywnie. Z drugiej strony jeśli ktoś ma coś do powiedzenia, ma talent albo jakiś inny zasób, to dlaczego nie?
Grażyna Torbicka: Oczywiście, to jest również sposób na życie, jednak bycie influencerką samo w sobie nie jest stymulujące. Moim zdaniem talent, żeby mógł się rozwinąć, musi mieć jeszcze pewne zaplecze, również to edukacyjne. Nie mam nic przeciwko influencerkom, pod warunkiem że w tym, co mają do powiedzenia, jest jakaś merytoryka czy doświadczenie, którym się ze mną dzielą.

Bohaterka filmu „Sweat”, Sylwia Zając (w tej roli Magdalena Koleśnik) dzieli się swoim doświadczeniem, czyli treningiem fizycznym, i jest w tym dobra. Wydaje mi się też, że daje innym to, czego sama nie dostała od matki, czyli pełną akceptację: „uwierz w siebie, dasz radę, możesz się zmienić”. I to jest jej zasób.
To bardzo dobrze nakręcony portret, przez cały czas jesteśmy bardzo blisko bohaterki. I właściwie tak jak ona, żyjemy w jej telefonie komórkowym i widzimy kolorowy świat pełen uśmiechów. Sylwia wie, że ma wpływ na tych, którzy ją oglądają. Dlatego jeśli myje zęby, to robi to tylko drewnianą ekologiczną szczoteczką. A jeśli zamawia kolejną porcję jedzenia diety pudełkowej, to nigdy w plastikowych opakowaniach. Jest świadoma swojej roli.

To jest bardzo waleczna dziewczyna. Widać, że stanęła na własnych nogach, tak jak mówisz, wykorzystując media społecznościowe do tego, żeby zaistnieć. Nie pamiętam, czy Sylwia ma jakieś wykształcenie, ale uważam, że to, co robi, czym się zajmuje, jest po prostu złudne. Bo nie daje jej żadnego fundamentu. Czy ona inwestuje w siebie, w sensie rozwoju? Mam co do tego wątpliwości.

Mówisz dokładnie tak jak matki dziewcząt z badania, o którym wspominałam. Te kobiety wolałyby, żeby ich córki poszły na studia, z kolei córki – instagramerki – nie widzą takiej potrzeby. Edukacja uniwersytecka nie daje dziś gwarancji na zdobycie wymarzonej i dobrze płatnej pracy.
Ale po studiach też możesz zostać influencerką, tyle że masz już jakiś fundament. Chodzi mi o kontakt z tak zwanym realem. Uważam, że ten film pokazuje nam dziewczynę, która poświęcając się istnieniu w mediach społecznościowych, traci kontakt ze światem rzeczywistym. Dla mnie ta historia zaczyna się dopiero w połowie filmu, kiedy następuje atak stalkera, obserwującego Sylwię pod domem. Wtedy gdy dziewczyna nawiązuje z nim emocjonalny kontakt. Dostrzega, że jej bratnią duszą – bo równie samotną jak ona – jest jej prześladowca. Ten film dotyka mnie najbardziej właśnie w tym momencie, bo widzę tu kunszt Magnusa von Horna, czyli reżysera, który nas zaskakuje.

Według mnie to najlepsza scena tego filmu.
Bo ona cię trzyma. Może ci się podobać lub nie, ale łapie cię emocjonalnie i długo nie wypuszcza. Sylwia widzi, że skrzywdziła człowieka, który jest bezbronny. Dla mnie ważna była również scena, gdy główna bohaterka sprowadza do domu chłopaka, którego chce wykorzystać do tego, żeby postraszył jej prześladowcę. Jednak chłopak myśli, że skoro go zaprasza, to może dojdzie między nimi do czegoś jeszcze...

Pomyślałam wtedy, że jest odpowiedzialna za to, co się stało, i poczułam wstyd, że tak myślę. Ale właśnie tak pokazał to Magnus von Horn…
On pokazał nam to w ten sposób, żeby podkreślić brak logiki w zachowaniu Sylwii. Ta dziewczyna żyje w wirtualnym świecie, który wykreowała, i sądzi, że wszystko będzie się w nim działo tak, jak ona sobie zaplanuje. Tymczasem rzeczywisty świat ma dotyk i ten dotyk jest czasem czuły, a czasem mocniejszy, gwałtowny, a nawet brutalny i bolesny. Sylwia dopiero zaczyna się o tym przekonywać. Uwidacznia to także scena w telewizji śniadaniowej, kiedy dziewczyna ewidentnie przestaje kontrolować sytuację. Widzi rozdźwięk między swoim wyobrażeniem a tym, jak jest naprawdę.

Bardzo nie podobało mi się to, jak prowadzący potraktowali Sylwię, było mi jej żal. Uważam, że obroniła się w tym momencie swoją autentycznością. Jakby właśnie wtedy zdała sobie sprawę ze swojej słabości i z tego, że to OK być słabą.
Pytanie, w jakim stopniu Sylwia się zmieni. Czy inaczej spojrzy na swoje życie? A może pomyśli, że to był kolejny genialny krok marketingowy, dzięki któremu dostanie więcej lajków...

A ja w nią wierzę!
I ja mam nadzieję, że Sylwia jednak coś zrozumiała, bo dotknęła nieszczęścia drugiego człowieka.

Dla kogo ten film mógłby być terapeutyczny? Moim zdaniem „Sweat” jest świetny dla nastolatków i młodych dorosłych. Po to, żeby pokazać im, że mają prawo do słabości, a nie tylko do bycia „najlepszą wersją siebie”. I że warto kontaktować się z tym, co trudne i niewygodne w życiu, ale za to prawdziwe. Co piąty nastolatek ma dzisiaj objawy depresyjne, a media społecznościowe potęgują to zjawisko…
„Sweat” może być istotny dla młodych osób, bo pokazuje pułapkę, w którą wpadają, żyjąc wyłącznie w świecie wirtualnym. Jednak robi to nie z perspektywy rodzica czy innego dorosłego, ale kogoś takiego jak oni. Zresztą sama widzę, jak reagują widzowie w wieku naszej bohaterki, jak im się „Sweat” podoba i jak mocno go przeżywają...

A co czułaś, gdy Sylwia wrzuciła do sieci filmik, na którym płacze? Co myślisz o mówieniu nie tylko pozytywnych rzeczy o sobie w przestrzeni Internetu? Dzisiaj jest taki trend, żeby mówić o swoich słabościach, ludzie przeżywają na Instagramie żałobę, mówią o swoich kompleksach. Dla mnie to zdecydowanie za dużo, nie chcę tego czytać, mam w sobie opór.
Myślę, że jeśli pokazujesz na Facebooku czy Instagramie jedynie swoje radości, sukcesy i zdobycze, to w pewnym momencie staje się to nudne. Dlatego robisz krok dalej i zaczynasz szukać, czym by tu jeszcze poruszyć fanów. Aż dochodzisz do relacji z własnego pogrzebu. Sztuka filmowa też przechodziła ten etap i nie chcę teraz porównywać mediów społecznościowych do sztuki, ale powiem tyle, że powraca dobrze znane hasło: „wszystko na sprzedaż”. Nasza bohaterka już wie, że nie musi być idealna. Teraz czas przekonać się, czy ludzie ją taką zaakceptują. Ciekawa jestem, czy widzowie ją pokochają.

Grażyna Torbicka, dziennikarka, krytyk filmowy, dyrektor artystyczna Festiwalu Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” w Kazimierzu Dolnym, w latach 1996–2016 autorka cyklu „Kocham Kino” TVP2.

Martyna Harland, autorka projektu Filmoterapia.pl, psycholożka, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS, dziennikarka. Razem z Grażyną Torbicką współtworzyła program „Kocham Kino” TVP2.

  1. Psychologia

Jak losy kobiet w rodzinie wpływają na twoje życie?

Badanie własnych korzeni jest niezwykle inspirujące, pozwala w pełni zrozumieć, kim naprawdę jestem, skąd się wywodzę, jakie mam zasoby, z których mogę czerpać, a jakie obciążenia, na które trzeba uważać. (fot. iStock)
Badanie własnych korzeni jest niezwykle inspirujące, pozwala w pełni zrozumieć, kim naprawdę jestem, skąd się wywodzę, jakie mam zasoby, z których mogę czerpać, a jakie obciążenia, na które trzeba uważać. (fot. iStock)
Czy wracając do losów swoich przodkiń, wzmacniam się? Czy życie prababek wpłynęło na mój portret? - z psychoterapeutką Małgorzatą Lipko rozmawia Katarzyna Droga.

Czy losy przodkiń wpływają na nasz charakter lub problemy?
Często wydaje nam się, że to, jak wygląda nasze życie, zależy w zupełności od nas. Tymczasem, gdy przyjrzymy się losom rodzin w kontekście systemowym, można zauważyć wiele podobieństw, wręcz powtarzających się faktów w kolejnych pokoleniach. Badanie własnych korzeni jest niezwykle inspirujące, pozwala w pełni zrozumieć, kim naprawdę jestem, skąd się wywodzę, jakie mam zasoby, z których mogę czerpać, a jakie obciążenia, na które trzeba uważać.

Nie wyobrażam sobie, aby w procesie terapeutycznym pominąć z pacjentem kontekst systemowy – otoczenie, w którym dorastamy, przekazy transgeneracyjne „wyssane z mlekiem matki” mają na nas ogromny wpływ. Kształtują system wartości, sposób przeżywania, patrzenia i komunikowania się ze światem, a wreszcie – obraz samego siebie (to najpierw od najbliższych dowiadujemy się, jacy jesteśmy).

Jakie znaczenie dla kobiety może mieć fakt, że jej matka, babka i prababka nie realizowały swoich ambicji zawodowych, a poświęciły się wychowaniu dzieci?
Jeśli ta kobieta pragnie zrealizować ambicje zawodowe, może przeżywać nieświadomy wewnętrzny konflikt pomiędzy lojalnością wobec własnego systemu (do którego przynależy i jest jego potomkinią) a własnymi pragnieniami, które nie są w zgodzie z wzorcami rodzinnymi – choć ma do nich prawo. Wybór, przed jakim stoi, jest dramatyczny – jakkolwiek bowiem by zdecydowała, wyklucza w sobie część siebie, co rodzi w efekcie frustrację, złość, smutek, a te często prowadzą do depresji, poczucia niespełnienia w życiu.

Jeśli spróbuje pogodzić te obszary, może przeżywać poczucie winy, że robi coś dla siebie, a w tym czasie powinna być przy dzieciach, dbać o dom itp.Realizując model Matki Polki, niechęcią obdarza kobiety, które pracują i dbają o swój obszar rozwoju zawodowego. Często, żeby poczuć się lepiej, rywalizuje, wyższościowo ocenia i użala się nad biednymi, „niezaopiekowanymi” mężami i dziećmi tychże żon… Tak naprawdę im zazdrości, ale nie ma odwagi wyjść ze schematu, w którym tkwi – staje się jego uciemiężoną niewolnicą, palącą na stosie powinności swoje potrzeby, pragnienia, marzenia i fantazje.

Decydując się na kontrę do wzorca systemowego, czyli: „będę singielką i w pełni poświęcę się karierze zawodowej” – odcina się od kobiet w swoim systemie, patrzy na nie z pogardą. Zdecydowanie bliżej jej do mężczyzn, którzy są dla niej autorytetami, wzorcami. Jednak nie szanując kobiet, nie może od nich czerpać, być z nimi blisko, cieszyć się z bycia kobietą. Z impetem wchodzi w świat męski – chętnie zakłada „męskie buty”. Odżegnuje się od kobiecości, bo ta kojarzy jej się ze słabością, poświęceniem, zbytnią emocjonalnością, brakiem ambicji, tanimi serialami… Nie chce, żeby ktoś ją tak postrzegał – staje się zimna, skoncentrowana na sobie, i w efekcie – samotna.

Czy fakt, że narzeczony babki zaginął albo że druga babka była żoną zdradzaną – może jakoś ukształtować losy wnuczki czy córki? Jak?
Jeśli tak było, córka i wnuczka wychowały się z przekazem systemowym: „Mężczyznom nie można ufać”. Konsekwencje takiego przekazu mogą być przeróżne. Począwszy od powtórzenia losów babki czy matki, po różnego rodzaju wariacje na ten temat, typu: „stanę się narzędziem sprawiedliwości i zemszczę się na mężczyznach za krzywdę babki, matki…”, „nie zaufam żadnemu mężczyźnie, nie dam się skrzywdzić – nie zwiążę się z nikim”, „będę czujna – będę go sprawdzać, kontrolować”, „będę się o niego bać, skupiać się na nim, żeby nic mu się nie stało”, „mężczyzna jest słaby – nie ma co traktować go poważnie, jak zawiedzie, nie będę rozpaczać”.

Niejednokrotnie w swojej pracy terapeutycznej widziałam skutki takich wariacji. Jeśli kobieta jest związana w sposób szczególny ze swoją babką, która utraciła narzeczonego, istnieje prawdopodobieństwo, że powtórzy jej los, czyli że dobierze sobie partnera, który też w pewien sposób ją opuści. Forma może być nieco inna, ale sam fakt utraty będzie obecny. Przykłady: babka straciła pierwszego męża, UB zamordowało go podczas przesłuchiwań. Jej wnuczka traci narzeczonego miesiąc przed ślubem – zabijają go bandyci okradający dom. Innej kobiecie rozpadają się związki partnerskie po dwóch latach, traci mężczyzn podobnie jak ojca, którego ledwie pamięta, bo umarł nagle na zawał serca, gdy miała dwa lata. Kobieta przychodzi z problemem braku akceptacji przez rodzinę jej narzeczonego, który jest wyznawcą innej wiary, okazuje się, że babka popełniła mezalians, wiążąc się z mężczyzną z klasy niższej. Podobnie z sytuacją doświadczania zdrady. Z lojalności do zdradzonej babci, systemu – wnuczka wybiera mężczyznę, który nie będzie jej wierny, a nawet jeśliby chciał, to ona go do tego nieświadomie sprowokuje – żeby się „wypełniło”…

Małgorzata Lipko: psychoterapeutka, trenerka, współzałożycielka Ośrodka Psychoterapii i Rozwoju Osobistego FENIKS.

  1. Psychologia

Od jakich emocji uciekasz będąc w związku?

Do jakiej mojej emocji nie chcę się przyznać, czego nie chcę przyjąć jako swoje? (fot. iStock)
Do jakiej mojej emocji nie chcę się przyznać, czego nie chcę przyjąć jako swoje? (fot. iStock)
Miłość nie oznacza odczuwania nieustannie tego samego. Jej bogactwo wynika z pozwolenia sobie na przyjmowanie tego, co się pojawia, bez oceniania, co jest dobre, a co złe. Kiedy jesteś świadoma emocji, które wywołuje w tobie partner, masz szansę na poznanie siebie.

Najbliższe nam osoby pełnią dość niewdzięczną rolę: to na nie projektujemy swoją bezsilność, swoje lęki, pustkę i wszystko to, do czego nie chcemy się przyznać. One niejako zgodziły się wyświetlić obraz nas samych, naszych przekonań, tego, w co wierzymy, co sobie wyobrażamy. Właśnie z tego powodu wiele związków się nie udaje albo nie trwają one długo, ponieważ w którymś momencie już nie możemy wytrzymać patrzenia na siebie poprzez partnera, czujemy tyle lęku przed bólem wywołanym niektórymi emocjami, że wolimy odejść, zamiast pozwolić sobie czuć. Dlatego to, w jaki sposób reagujemy na ból wywołany niektórymi uczuciami, pokazuje nam, jak wyglądają nasze relacje.

Powiedz STOP

Zwróć uwagę, jak reagujesz na niechciane emocje: czy pozwalasz sobie poczuć jądro bólu, czy wręcz przeciwnie – kurczysz się i zamykasz? Jeśli denerwujesz się na partnera lub irytują cię niektóre jego zachowania, możesz być pewna, że to upomina się o uwagę emocja, której nie chcesz odczuwać. Kiedy świadomie przyznasz się, że to, co czujesz, jest twoje, możesz otworzyć serce na tego człowieka, a potem na to, co czujesz. I tym samym uzdrowić siebie. Jeśli wpadłaś w sidła wewnętrznego dialogu, w którym krytykujesz cały czas partnera, to najwyższy czas powiedzieć „STOP” i zadać sobie pytanie: Do jakiej mojej emocji nie chcę się przyznać, czego nie chcę przyjąć jako swoje?

Cios w czułe miejsce

Jeśli miałabym jednym zdaniem odpowiedzieć na pytanie, jaka jest recepta na szczęśliwy związek, powiedziałabym: „Bądź wdzięczna za to, co jest, a szczęśliwych dni w twoim związku będzie coraz więcej”. Ta prosta rada jest niczym magiczne zaklęcie, które każdy ma w zasięgu ręki. Jednak do momentu, kiedy nie przejmę odpowiedzialności za to, czego doświadczam, będę nieustannie wciągana w te same tryby, schematy będą się powtarzać, to, z czym nie chcę się skonfrontować, będzie domagało się uwagi poprzez stwarzanie okoliczności, w których nie będę mogła więcej przeoczyć uczucia, przed którym uciekam. Jedynym antidotum na tę sytuację jest przyjęcie tego, co czuję, uznanie, że to po prostu chce być zauważone i zaakceptowane. Tylko tyle.

Jeśli na przykład boimy się odrzucenia w związku, wchodzimy w relacje, które nie dadzą nam satysfakcji, albo żyjemy cały czas w lęku przed odrzuceniem. Wówczas partner może swoim zachowaniem zmuszać nas niejako do przyznania się do bólu, ponieważ jeśli chronimy się przed bólem, zawsze otrzymamy cios właśnie w to miejsce.

Ty, on i lęk

Przyjąć to, co czuję, nie oznacza rozpamiętywania starych historii i na ich podstawie tworzenia nowych. Przyjęcie oznacza pozwolenie na odczuwanie bez dołączania złowieszczych treści, przestawienie się na czyste odczuwanie. Mroczne historie przyklejają się do nas wtedy, kiedy to, co czujemy, uznajemy za złe. Wtedy tak naprawdę odrzucamy część siebie. Ale ta część chce na nowo zostać przyjęta, abyśmy mogli stać się całością, oddychać bez wstrzymywania powietrza, żyć bez ciągłego napięcia wynikającego z potrzeby kontroli, zburzyć mur, który wybudowaliśmy z lęku przed pełnym doświadczaniem siebie.

W słynnej książce „Biegnąca z wilkami” Clarissa Pinkola Estés pisze: „Jeśli jesteś w związku z osobą, którą bardzo kochasz, nigdy nie będziecie szli we dwójkę, będziesz w trójkącie: ty, on i lęk”. Dlatego jedyne, czego potrzebujesz, to zaakceptować to, co czujesz, a wtedy emocje, nie tylko lęk, przestaną mieć nad tobą władzę, a ty będziesz gotowa, aby prawdziwie rozluźnić się i otworzyć z ufnością serce na partnera, który już nigdy cię nie zawiedzie.

Dorota Hołówka, prezeska Stowarzyszenia Nowa Psychologia, terapeutka pracy z ciałem, certyfikowana terapeutka pracy z traumą Somatic Experiencing.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Moda i uroda

Najpiękniejsza biżuteria na lato

Fot. Imaxtree (Dior)
Fot. Imaxtree (Dior)
Biżuteria to stały element większości stylizacji. W najbliższych miesiącach polujemy przede wszystkim na tą delikatną, zmysłową, która sprawdzi się jako dodatek do zwiewnych, letnich sukienek i bikini.

Jedna z ulubionych kolekcji Polek od marki W. Kruk - Kwiaty Nocy doczekała się nowej odsłony. Kolekcja Kwiaty Nocy prezentuje niepowtarzalny urok kolorowych kwiatów w eleganckim wydaniu. Malowana emalią biżuteria to wyjątkowe wzornictwo nawiązujące do najnowszych trendów. Na pierwszy rzut oka najbardziej spodobały nam się łańcuszki wykonane z żółtego złota i pokryte różnobarwnymi kamieniami szlachetnymi. Po dłuższym namyśle dobieramy do nich idealnie pasujące pierścionki i długie kolczyki. Wyglądają przepięknie i zmysłowo do letnich stylizacji.

Fot. materiały prasowe W.KrukFot. materiały prasowe W.Kruk

Błękit letniego nieba, czy pudrowy róż płatków kwiatów to tylko niektóre kolory, które odnajdziecie w kolekcji Duro Trend od marki Sadva z wymiennymi eko skórkami. Unikatowa kolekcja składa się z idealnie współgrającymi z letnimi outfitami bransoletek, pozłacanych i srebrnych naszyjników oraz twarzowych kolczyków. Cała kolekcja dostępna jest w różnych wariantach kolorystycznych, a wszystko to za sprawą wymiennych eko skórek, które w zależności od upodobań możemy zmieniać i dobierać do stylizacji.

Fot. materiały prasowe SadvaFot. materiały prasowe Sadva

To co odległe, niecodzienne i różnorodne fascynuje nas od wieków. Nowe wzory Lilou to egzotyczne, energetyczne projekty biżuterii o wyrazistych detalach i stylu. To talizmany składające się z czterech zdobionych okręgów i symbolizujące energię oraz moc jaką niesie poznawanie świata i kultur. Model kolczyków i naszyjnika to pierwsze wzory z kolekcji Etno, która składać się będzie z wyrazistych bransolet, pierścionków i długich kolczyków. Na bransoletach i pierścionkach będzie można nanieść osobisty grawerunek.

Fot. materiały prasowe LilouFot. materiały prasowe Lilou

Fot. materiały prasowe LilouFot. materiały prasowe Lilou

Wszyscy kochający dalekie podróże zachwycą się kolekcją Anki Krystyniak inspirowaną starożytnym Egiptem. Choć uwielbiamy jej kultowe lunule i naszyjniki ze słońcem, w nowej kolekcji zakochałyśmy się równie szybko. Nową kolekcję tworzą naszyjniki, kolczyki oraz pierścienie. Symbole: Oka Horusa, Krzyża Ankh, Pierścienia Shen, Skarabeusza czy Solejki. Symbolika zamknięta w biżuterii to ucieleśnienie ciągłego trwania i nieustającego ruchu. I tak Oko Horusa – to strażnik bezpieczeństwa i zdrowia, Krzyż Ankh – to życiodajne ramiona, Pierścień Shen – wieczna ochrona, Skarabeusz – nieustający ruch, czyli stały rozwój, a Solejka to promienie dobra. Już wiemy, jaki kierunek obierzemy tego lata!

Fot. materiały prasowe Anka KrystyniakFot. materiały prasowe Anka Krystyniak

Najmodniejsze zegarki tego sezonu? Klasyczne na bransolecie lub na subtelnym skórzanym pasku w obłędnych kolorach - żywym pomarańczowym, klasycznym beżu bądź połyskującym granacie. Nowa linia zegarków Longines inspirowana słynnym włoskim hasłem "Dolce Vita" to hołd dla słodyczy życia. Świetny dodatek dla wszystkich, którzy cenią to co solidne, eleganckie i stylowe.

Fot. materiały prasowe LonginesFot. materiały prasowe Longines

Fot. materiały prasowe LonginesFot. materiały prasowe Longines