1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Masz kota?

Masz kota?

Czy istnieje męska intuicja? Odpowiedź na to pytanie znaleźć można w baśni „Kot w butach” Charles’a Perraulta. Udowadnia ona, że droga mężczyzny do życiowej pełni nie musi być podążaniem za stereotypem, czyli walką o władzę, współzawodnictwem albo monotonną, ciężką pracą. Droga do szczęścia jest prosta, wystarczy słuchać swojego... kota – mówi Katarzyna Miller.

 

Czy istnieje męska intuicja? Odpowiedź na to pytanie znaleźć można w baśni „Kot w butach” Charles’a Perraulta. Udowadnia ona, że droga mężczyzny do życiowej pełni nie musi być podążaniem za stereotypem, czyli walką o władzę, współzawodnictwem albo monotonną, ciężką pracą. Droga do szczęścia jest prosta, wystarczy słuchać swojego... kota – mówi Katarzyna Miller.

 

 

Przyp. red.: Baśń opowiada o najmłodszym synu młynarza. Stary młynarz tak podzielił majątek pomiędzy swoich trzech synów, że starsi otrzymali niemal cały spadek, a najmłodszy syn dostał tylko kota. Jednak ten sprytny zwierz okazuje się cenniejszym darem niż młyn i osioł należący do braci. Niezwykły kot słysząc, że jego nowy właściciel jest trochę niepewny, postanawia mu pomóc. Występując w przebraniu sługi, kot stwarza przed przejeżdżającym karetą królem i jego córką pozory bogactwa. Zajmuje też podstępem zamek i ziemie należące do czarownika: zjada dotychczasowego właściciela przemienionego w mysz. Dzięki wysiłkom kota, Młynarczyk staje się posiadaczem zamku i żeni się z córką spotkanego wcześniej króla.

Kto naprawdę jest bohaterem tej baśni? Młynarczyk, który nie miał nic, a dostał wszystko? – Czy kot, dzięki któremu Młynarczyk zostaje królem, ma zamek, piękne włości i królewnę za żonę...

A czy baśniowy bohater nie powinien sobie zasłużyć sam na bycie królem? – Zasługuje sam, bo kot to tak naprawdę część osobowości Młynarczyka. Mamy więc jednego bohatera, ale rozpisanego jakby na dwie części. Ale po kolei. Młynarczyk jest biedny, ojciec umiera i zostawia mu tylko kota w spadku. Zauważyłaś, że w tej baśni pokazana jest jedynie linia męska, o matce nie słyszymy ani słowa? Młynarz ma trzech synów. Najstarszy dostaje w spadku młyn, średni osła, a najmłodszy kota. Nawet zwierzęta są rodzaju męskiego. To jest opowieść o męskości w ogóle, o tym, jak mężczyzna, wykorzystując swoją spuściznę, może odnieść sukces w życiu.

Ale w sposób niekonwencjonalny. Nie o rycerzu mowa czy o księciu, nie trzeba niczego zdobyć, pokonywać smoka, rozwiązywać zagadek, uwalniać królewien... – Interesujące jest właśnie to, jaki mężczyzna jest tu pokazany. Młynarczyk jest cichy i zrównoważony. Nie narzeka, gdy dostaje w spadku kota. Tylko się dziwi: „Co ja z tym kotem zrobię?”. Starszy brat będzie młynarzem, jakoś zarobi na życie. Średni ma osła, więc może coś przewozić, będzie miał z czego żyć. Ale jak tu żyć z kota?

Podoba mi się w nim to, że się nie załamuje, nie rozpacza, tylko ma w sobie spokój – niewypowiedziane przekonanie, że jakoś to będzie. Kot mówi: „Zaufaj mi, ja o nas zadbam”. Więc Młynarczyk mu ufa: „Działaj, kocie, tylko nie chcę żadnych kocich nieuczciwych sztuczek typu napadanie na kogoś na gościńcu”. – To bardzo ważne – Młynarczyk jest uczciwy, nie godzi się na nic, co mogłoby zatruć spokój jego sumienia. Nie ma prawie nic, ale za to nic go nie gryzie, a to wielki komfort.

Kot zaczyna działać w sposób konsekwentny, finezyjny i przemyślany. Ma plan, który wygląda, jakby był przećwiczony w najdrobniejszych szczegółach. Nie waha się, nie traci głowy... Zazdroszczę. – Dlatego osiąga sukces. Na poziomie historii ta baś  to rodzaj instrukcji: jak zdobyć to, co się chce, jak osiągnąć wyznaczony cel. Kot prosi swojego pana o worek owsa i buty. Na ten worek owsa łapie zajączka i niesie królowi w darze od swojego pana Jaśnie Wielmożnego Barabana, jak nazywa Młynarczyka. Potem łapie kuropatwy i znów zanosi królowi w darze. Potem zanosi mu mnóstwo innych zdobyczy.

Kot mógłby przecież zamiast oddawać te ptaki, zjadać je sam i nie myśleć o przyszłości. Tymczasem on inwestuje, ciężko pracuje dzień w dzień. Rozumie, że skoro chce króla obłaskawić, musi stworzyć dobrą atmosferę wokół swojego pana, a tego się nie da zrobić za jednym razem. – Zaufanie buduje się stopniowo. W królu budzi się ciekawość, kim jest tajemniczy darczyńca. Gdy grunt jest przygotowany, kot namawia królewnę, by razem z ojcem przyjechali w okolice młyna na spacer. Okolicznym ludziom pracującym w polu każe zaś mówić, że pracują we włościach Jaśnie Wielmożnego Pana Barabana – grozi im, że gdy tego nie zrobią, pożre ich zły czarownik z niedalekiego zamku.

Pomyślał o wszystkim. – Z kolei Młynarczyka namawia na kąpiel koło młyna, a gdy ten wchodzi do wody, chowa jego ubranie. Zbliża się kareta, kot w krzyk: „Ratujcie Pana Barabana, bo się topi!”. Wyciągają gołego, ślicznego chłopca, ubierają w mundur i prowadzą do karety, gdzie poznaje króla i królewnę.

Którzy myślą, że mają do czynienia z majętnym młodzieńcem, bo po drodze wszyscy mówią, że pracują dla Pana Barabana. A on nic nie mówi, tylko się gapi jak zaczarowany na królewnę... – Bo go zachwyciła. Kareta zmierza w stronę pobliskiego zamku. Kot przybiega tam przed nimi. Wpada do sali balowej, gdzie ucztuje zły czarownik. I co? Rozprawia się z czarownikiem w wielkim stylu, typowym dla baśni. Bierze go pod włos: „Naprawdę umiesz się przemienić we wszystko? Nawet w coś małego?”. I gdy ten się przemienia w myszkę, kot go zjada.

Taki niby-wszechmocny i zły, a taki głupi ten czarownik... – Bo każdy zły czarownik czy czarownica, żeby czuć własną siłę, muszą się popisywać. Ktoś musi być świadkiem tej wszechmocy. Są więc uzależnieni od swoich widzów, chcą podziwu, ciągłego potwierdzania, że są wspaniali, przerażający. To ich słabość. Prawdziwie wszechmocny człowiek zna swoją wartość. Jest niezależny od opinii innych.

To klasyczny baśniowy motyw. Pamiętasz czarownicę w „Jasiu i Małgosi”, która weszła do pieca, by udowodnić, że się to da zrobić? Złe moce dają się zaślepić, gdy w grę wchodzi ambicja. – Czarownik znika, a tymczasem kareta z królem, Młynarczykiem i królewną wjeżdża do zamku i Pan Baraban podejmuje gości gotową już ucztą.

Prawdziwa wirtuozeria. Myślę, że się to wszystko udało, bo kot nie stracił zimnej krwi, w razie potrzeby improwizował. – Był inteligentny, miał świetny refleks, jak to kot, i działał – nie sądzę, by z góry założył, w jaki sposób poradzi sobie z cza-rownikiem.

W rezultacie Młynarczyk został panem na zamku. Rządził mądrze i sprawiedliwie, a kot, jak mówi baś, spasł się na resztkach z pańskiego stołu. Czy trzeba czegoś więcej do szczęścia? – Ciekawe, że Młynarczyk wchodzi tak łatwo w tworzoną przez kota rzeczywistość. To jest istota tej baśni. On przyjmuje wszystko, co przychodzi. Widzi świat takim, jakim jest, nie ocenia, nie przeciwstawia się. Nie mówi: „To nie ja, o co chodzi, nie jestem żadnym Barabanem”.

Nie broni się, tylko za tym idzie. – I się nie boi. To równie ważne. Ani się nie złości, ani nie dziwi. Można powiedzieć, że albo to jest głupek, albo mędrzec. Czasami linia graniczna jest niewyraźna...

Znasz kogoś, kto zareagowałby tak jak Młynarczyk? Jacyś ludzie wyciągają cię z wody, ubierają w mundur i ładują do karety, a tam siedzi król i ma cię za jakiegoś Barabana? A ty tylko się uśmiechasz łagodnie i czekasz, co sytuacja przyniesie? – Spokój ducha, bycie tu i teraz, płynięcie z prądem życia, czyli stan głębokiego, duchowego pogodzenia się ze światem i sobą, słowem – szczęścia… To wszystko zawiera się w postaci Młynarczyka.

Ta baśń mówi więc, czym jest prawdziwe szczęście. Młynarczyk jest szczęśliwy, ale nie dlatego, że coś osiągnął. On jest zadowolony z życia po prostu, od początku. Nawet gdy nic nie ma, tylko tego kota. – Wszelkie posiadanie ogranicza. W baśni najstarszy syn dostał młyn. Pierworodny syn dostaje zwykle to, co najcenniejsze. A ludzie najczęściej uważają za najcenniejsze wartości materialne. Dom, ziemię, młyn – najstarszy syn to dostaje na starcie. Ale to zobowiązuje. Za to zapewne całe życie będzie młynarzem przywiązanym do tego młyna. Nie ma w tym nic złego, ale inna kariera nie jest dla niego.

 
Młodszy dostaje osła. Ruchomość? – I pewną wolność. Drugie dziecko jest częściej wysyłane w świat. Pierwszy syn musi zostać na miejscu i pilnować ojcowizny. Strzec ciągłości rodu. Drugi może wsiąść na osła i pojechać gdzieś, gdzie będzie mógł założyć zalążek podobnego gospodarstwa jak ojciec. Czyli rozprzestrzenić jego geny, ród w innych stronach. Jest szansa na zarobek, ale jest  i odpowiedzialność, osioł to przecież żywe stworzenie.

A trzeci dostaje kota. Co to znaczy? – Najmłodszy syn dostaje najmniej bogactwa, a najwięcej wolności. Najmniej posiadania, które zobowiązuje i uzależnia – gdy coś masz, boisz się to stracić – a najwięcej twórczej postawy, otwartości i giętkości, które symbolizuje kot.

Czyli kot to przekaz wolności wyboru własnej drogi. Co jeszcze? – Kot jest instynktem Młynarczyka. Jest tą jego częścią, która nie myśli za wiele, tylko działa. A instynkt mieszka w ciele, jest najbardziej ziemską rzeczą. Można więc powiedzieć, że w jakimś sensie to jest jego cielesność. Ciała nie da się oszukać. Jeśli próbujemy coś robić wbrew ciału, np. pracujemy ponad siły, obróci się to przeciwko nam i prędzej czy później ciało zastrajkuje – zachorujemy.

Moja koleżanka, która uczy się masażu mau ri, często powtarza: „Ciało mądre, ciało wie”. Wystarczy posłuchać własnego ciała, wsłuchać się w nie, a znajdzie się wszystkie odpowiedzi. Jak w tej baśni. – Z jakiegoś powodu jesteśmy istotami z krwi i kości, a nie tylko duchowymi emanacjami... Ciało prowadzi nas prostą drogą ku temu, co można nazwać bogactwem i pełnią życia. Bo bycie królem w baśni jest symbolem pełni życia. Oznacza panowanie nad swoim królestwem – życiem. Nikt nad królem nie ma władzy, król jest niezależny, dojrzały, jest panem siebie i swojego losu.

Młynarczyk jest dobrym królem, ludzie go cenią. Nie tak jak jego poprzednika, czarownika, który był nieżyczliwy i źle traktował poddanych. Młynarczyk, choć zajął jego miejsce, nie stał się przez to kimś innym. Bo nie piął się ku władzy, nic nie robił wbrew sobie i za wszelką cenę. – Jeśli słuchasz instynktu, on cię poprowadzi. I nie wyjdziesz na tym źle. Tego kota można też nazwać intuicją. Zobacz, mamy nareszcie w jakiejś baśni męską intuicję...

Myślałam, że kot jest kobiecą intuicją Młynarczyka, żeńską częścią... – Moim zdaniem nie trzeba się tu spierać o płeć tej intuicji. To jego własna intuicja.

Która podpowiada mu, by się zachowywał dość niekonwencjonalnie i nie po męsku... – Wbrew męskiemu stereotypowi. To prawda. Nie ma wymachiwać szabelką, gardłować, nie ma nad nikim dominować, przechwalać się, rywalizować, dać się ponosić ambicji, walczyć o władzę. Brak tu tak zwanej męskiej martyrologii, bardzo polskiej zresztą... Ale z drugiej strony zadanie mężczyzny nie polega też na tym, że ma siedzieć w młynie i ciułać pieniądze, czyli pracować jak ojciec i dziad, i jego dziad... Cóż za niezwykła bajka i jaki rewolucyjny przekaz się w niej kryje!

Kot na początku mówi, na czym polega jego sposób działania: „Na gry losu koci sposób to nie gryźć, nie fukać, łeb co tęższy woli węszyć, podejrzeć, podsłuchać. Pomalutku, po cichutku, ukrywszy pazury, tu pokluczyć, tam pomruczeć i piąć się do góry”. Takie sprytne działanie kojarzy mi się raczej z kobietami, dlatego pomyślałam o kocie jako o kobiecej stronie i intuicji... – Pewnie dlatego że mężczyźni rzadko odwołują się do tej części siebie, a szkoda. Kobiety robią to znacznie częściej. Ale też nam, kobietom, jeszcze niedawno nie do twarzy (w myśl stereotypu) było z gniewem, mieczem i pazurami, więc musiałyśmy częściej uciekać się do kocich sposobów. A mężczyźni zawłaszczyli otwartą walkę, pracę...

A wystarczy wsłuchać się w siebie, by szukać tam wskazówek. – Tu jest inne działanie. Twórcze, oryginalne, z wdziękiem. Tworzenie czegoś z niczego to umiejętność artystów. Tu jest mowa o dziele życia. Bo czymś takim przecież jest stworzenie Jaśnie Wielmożnego Pana Barabana z Młynarczyka, czyli z przysłowiowego nikogo. Kot ani na chwilę nie traci rezonu, nie wątpi, że mu się uda. To czyste zaprzeczenie neurozy inteligenckiej. To nie jest postawa mroczna, depresyjna, autodestrukcyjna, to jest postawa twórcza w sposób skuteczny. Ogromnie nam takiej postawy brakuje.

Co to oznacza słuchać ciała, instynktu? – Bardzo proste rzeczy. Na przykład siadać na tych krzesłach, które są wygodne, jeść to jedzenie, po którym się dobrze czujesz, spotykać się z ludźmi, z którymi się dogadujesz i z którymi razem coś potrafisz zrobić, zajmować się tym, co ci wychodzi i sprawia przyjemność, a nie tym, co ci nie wychodzi i przy czym się męczysz, wychodzić stamtąd, gdzie jest ci źle... Ufać swoim wewnętrznym sygnałom.

Wbrew pozorom to nie jest proste. – Bo jesteśmy uzależnieni. A kot to jest antyuzależnienie. Zajmujemy się gromadzeniem zamiast życiem, budowaniem swojej pozornej obecności w świecie, a nie zaspokajaniem prawdziwych potrzeb. Byle nas ludzie widzieli w lepszym świetle, byle być lepszym od innych. A tutaj widać, że z sytuacji ekstremalnej, z której, wydawać by się mogło, nie ma dobrego wyjścia – bo jak znaleźć dobre wyjście, gdy goły wpadłeś do rzeki i nie masz nic, nawet własnego ubrania? – możesz wyjść na swoje, zasiąść na tronie i wtedy naprawdę ludzie cię szanują. Można powiedzieć, że wejście do rzeki jest rozwiązaniem.

Nie warto przywiązywać się do niczego, trzeba zaufać sobie i wejść w nurt rzeki? Bardzo symboliczna wizja. Płynąć z nurtem oznacza nie bać się życia, przyjmować je ze wszystkim, co przynosi... – Rzeka to też czystość, oczyszczanie się z wszystkiego, co zbędne. Na brzegu rzeki życia zostawiasz to, co stare, i ruszasz z prądem. Pozwalasz, by się działo. Wtedy jest pełnia.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kuchnia

W upały pijmy lassi!

Mango lassi z wanilią i kardamonem to hinduski specjał, który od dawna jest wszechobecny na subkontynencie indyjskim. Występuje w rozmaitych wariantach smakowych, na słodko i na wytrawnie. (Fot. iStock)
Mango lassi z wanilią i kardamonem to hinduski specjał, który od dawna jest wszechobecny na subkontynencie indyjskim. Występuje w rozmaitych wariantach smakowych, na słodko i na wytrawnie. (Fot. iStock)
33 stopni Celsjusza w cieniu. Jak przeżyć? Zwiewna sukienka w kwiaty, słomkowy kapelusz, hektolitry wody i... rozpaczliwe poszukiwanie chwili wytchnienia. Znacie to?

Ku pokrzepieniu rozpalonych serc i ciał, moje myśli biegną w bardziej skwarne zakątki świata. Ot, takie Indie na przykład. Tam mają przecież jeszcze cieplej! Czerwiec to sam środek pory monsunowej, więc nie dość, że wściekle parno, to jeszcze leje jak z cebra. Nie ma czego zazdrościć. Można współczuć. Świadomość, że gdzieś jest gorzej, od razu poprawia mi nastrój. W ramach solidarności ze wszystkimi dręczonymi upałem, wznoszę toast szklaneczką lassi: cieszmy się z tego, co mamy! Zauroczona orzeźwiającą mocą mango lassi z wanilią i kardamonem, postanowiłam bliżej przyjrzeć się temu hinduskiemu specjałowi. Od dawna jest wszechobecny na subkontynencie indyjskim. Występuje w rozmaitych wariantach smakowych, na słodko i na wytrawnie. Ogromną popularność zawdzięcza swoim niesamowitym właściwościom przynoszenia ulgi podczas upału, co w takim kraju jak Indie, jest na wagę złota.

Tradycyjne lassi to mieszanka mleka, jogurtu i wody różanej, przyprawiona kminem, kardamonem, chili lub garam masala. Bardzo osobliwą odmianą tego napoju jest bhang lassi, mająca w swoim składzie wyciąg z liści i kwiatów konopi indyjskich. Obecnie szalenie modne są owocowe wersje na słodko. Prym wśród nich wiedzie mango lassi, którym raczę się regularnie przy takiej aurze jak dziś.

Mango lassi z wanilią i kardamonem

  • mleko 1 szklanka
  • gęsty jogurt naturalny 1 szklanka
  • cukier z prawdziwą wanilią 1 opakowanie
  • miód 1 łyżka lub do smaku
  • mango 1 dorodna sztuka
  • cynamon mielony ½ łyżeczki
  • kardamon mielony ½ łyżeczki

Mango obieramy ze skórki i kroimy na mniejsze kawałki, wrzucamy do blendera. Wlewamy mleko i jogurt. Dodajemy cukier waniliowy oraz miód. Całość miksujemy. Napój przelewamy do szklanek lub pucharków. Posypujemy mieszanką cynamonu z kardamonem. Podajemy schłodzony. Z podanych składników otrzymamy niemałą, romantyczną porcję dla dwojga.

  1. Moda i uroda

Oversize - co to za trend w modzie? Jak go nosić ?

Vicher (Fot. materiały prasowe)
Vicher (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 22 Zdjęcia
Moda na oversize zostanie z nami na dłużej, bo jest bardzo wygodna i bardzo praktyczna. Ale co to właściwie znaczy „oversize” i jak nosić takie ubrania?

Bizuu (Fot. materiały prasowe)Bizuu (Fot. materiały prasowe)

Co to jest oversize ? Jak nosić ubrania oversize?

KappAhl (Fot. materiały prasowe)KappAhl (Fot. materiały prasowe)

Ubrania oversize, to takie, które są dla nas specjalnie za duże. Żeby uzyskać taki efekt najprościej jest oczywiście kupić T-shirt lub koszulę w większym niż nasz standardowy rozmiar. Popularnym sposobem jest też zakładanie przez kobiety męskich koszul lub swetrów. Dziś jednak wiele marek produkuje ubrania oversize (już wyjściowo o takim kroju), wtedy ich konstrukcja jest inna i lepiej leży na kobiecej sylwetce. W końcu nawet ubrania oversize mają swoje rozmiary (choć zdarzają się też tzw. one size - czyli w jednym rozmiarze dla wszystkich). Z łatwością możemy kupić taką „za dużą koszulę” , która będzie stylowa i modna. Bez problemu dostaniemy ją także w wersji eleganckiej, która jak najbardziej sprawdzi w się pracy. Ubrania oversize niekoniecznie muszą być casualowe.

Bialcon (Fot. materiały prasowe)Bialcon (Fot. materiały prasowe)

Jak nosić koszule oversize? Jak nosić swetry oversize?

Cos (Fot. materiały prasowe)Cos (Fot. materiały prasowe)

Najbezpieczniej zestawiać szerszą górę z węższym dołem. Czyli do obszernej koszuli dobrze bedą wyglądały węższe jeansy, cygaretki czy w wersji bardziej swobodnej leginsy. Możemy ją też połączyć z szortami (także szerszymi) lub z krótszą spódniczką. Jeżeli lubimy eksperymenty możemy zestawić oversizową górę z szerszym dołem (szerokie spodnie, spódnica maksi), tylko wtedy warto włożyć chociaż część koszuli czy swetra do spodni/spódnicy, żeby zaznaczyć talię. To będzie wyglądało korzystniej dla sylwetki.

Cos (Fot. materiały prasowe)Cos (Fot. materiały prasowe)

Cos (Fot. materiały prasowe)Cos (Fot. materiały prasowe)

Kiedy nosić ubrania oversize?

The Odder Side (Fot. materiały prasowe)The Odder Side (Fot. materiały prasowe)

Właściwie nadają się na każdą okazję. Oversizowe sukienki zestawione z butami na obcasie będą wyglądały bardzo elegancko, z trampkami natomiast zyskają luzu. Co ważne oversizowe kroje sprawdzają się podczas upałów ( nic nas nie uciska, nie obciera, a powiewający materiał wręcz chłodzi), no i są bardzo łaskawe dla sylwetki (pomogą nam ukryć co chcemy). Uwaga - osoby niewysokie - powinny zachować ostrożność przy bardzo szerokich sukienkach maksi, bo mogą ich przytłoczyć. W tej sytuacji lepiej postawić na krótsze modele lub takie, które kończą się przed kostką. Odsłanianie najwęższych części ciała (kostki, nadagrstki) odciąży sylwetkę i nada jej lekkości (ten patent sprawdza sie nie tylko w ubraniach oversize).

Loriini (Fot. materiały prasowe)Loriini (Fot. materiały prasowe)

  1. Moda i uroda

Wygoda na pierwszym miejscu – odkryj modne sukienki dresowe!

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Twoje życie to niekończący się sprint? Praca, dom, spotkania z przyjaciółmi i wieczory spędzane na angażującym hobby? Jeśli szukasz ubrań, które wyglądają modnie, a przy tym pozwalają czuć się swobodnie przez cały dzień, czas odkryć sukienki dresowe! Wybierz model skrojony idealnie pod Twoje potrzeby.

Sukienka dresowa – alternatywa dla klasycznych dresów

Dres dresowi nierówny. Lubimy wygodę, jednak dresowe bluzy i spodnie nie zawsze pozwalają nam poczuć się kobieco. Na szczęście sukienki dresowe w niczym nie przypominają wyciągniętych, poplamionych zestawów, kojarzonych z oglądaniem „Netflixa” pod kołdrą i z paczką czipsów u boku.

Współczesne sukienki dresowe to strój 2w1: są funkcjonalne, a przy tym świetnie wyglądają. Ich atutem jest miękkość tkaniny, która układa się przyjemnie pod palcami. W sukience dresowej możesz komfortowo pracować z domu. A kiedy dołączysz do wideospotkania albo otworzysz drzwi kurierowi, nie będziesz musiała się wstydzić. Dodatkowo sukienkę zakłada się w mgnieniu oka, bez wystawania przed szafą przez pół godziny. Narzucasz ją na siebie i gotowe!

Trendy 2021: sukienki dresowe na każdą okazję

Dresowe sukienki zaskakują swoją uniwersalnością. Widzisz sukienkę z dzianiny dresowej i myślisz: „Wygodna, ale niezbyt elegancka”? To modowy mit! Wszystko zależy od koloru i kroju konkretnej sukienki. Modele w stonowanych barwach założysz nawet do pracy, a na nieformalne spotkania (randka, wyjście z przyjaciółmi, kawa z mamą) możesz wybrać te w mocnych kolorach. Z kolei sukienki neonowe stworzą cudowny duet z opaloną skórą – to idealny wybór na lato!

Sukienki dresowe mogą mniej lub bardziej przylegać do ciała. Podkreślają kobiece kształty lub kreują oversizowy look, ozdobiony przyciągającą oko taśmą przy dekolcie. Bardzo popularne są też modele ze ściągaczem w pasie, które pięknie wyeksponują figurę klepsydry. Duże znaczenie ma również wykończenie sukienki. Asymetryczny dół optycznie wyszczupli sylwetkę, a urocze falbanki nadadzą stylizacji figlarnej dziewczęcości.

Na lato, na zimę – sukienki dresowe modne przez cały rok

Ubrania z dzianiny dresowej możesz śmiało nosić przez okrągłe 365 dni w roku! Letni look od tego ze śniegiem w tle odróżnią jedynie dodatki. W chłodniejszych miesiącach sukienkę dresową wzbogać ciemnymi rajstopami, kardiganem, skórzaną torbą i botkami lub kozakami. W sklepach znajdziesz nawet modele z golfem! Latem sukienka dresowa będzie prezentowała się wyśmienicie, jeśli dodasz do niej balerinki lub adidasy i obowiązkowe okulary przeciwsłoneczne. Przewiewna sukienka z kimonową, luźną górą sprawi, że poczujesz azjatycki vibe.

Fot. materiał partneraFot. materiał partnera

Jak nosić sukienki dresowe? Inspirujemy!

Poznałaś już zalety tego typu sukienek, ale nadal nie jesteś przekonana? Nie wiesz, jak je „ograć”, aby stworzyć niebanalne i praktyczne stylizacje? Prezentujemy kilka pomysłów na zestaw z sukienką dresową w roli głównej.

  • Na spacer, na wycieczkę – w takich sytuacjach najlepiej sprawdzi się sukienka z rękawami ¾, do kolan lub do połowy uda. Myśl praktycznie – wybierz model z kapturem i pojemnymi kieszeniami. Całości młodzieżowego, trochę nonszalanckiego stroju dopełni jeansowa narzutka lub kurtka bomberka. Dorzuć modne sneakersy i plecak, a zyskasz wygodny i stylowy wygląd.
  • Kiedy ruszasz w miasto i marzysz o stylizacji „z pazurem”, załóż sukienkę dresową z dodatkiem metalicznych aplikacji lub ze spódnicą z ekoskóry. Kiedy zarzucisz na nią nieśmiertelną ramoneskę, świat będzie stał przed Tobą otworem!
  • Na ważną okazję – myślisz, że w sukienkach dresowych nie możesz wystąpić np. na przyjęciu w ogrodzie lub na urodzinach rodzeństwa? To błąd! Wystarczy, że zdecydujesz się na odpowiedni model. Sukienka dresowa z elegancką wstawką, np. paskiem delikatnego tiulu, błyszczącymi cekinami lub perłową aplikacją, to super kobiecy strój.

Ogromny wybór sukienek dresowych w różnych kolorach i fasonach, eleganckich i bardziej sportowych, znajdziesz na: https://jestesmodna.pl/

  1. Psychologia

Czy potrafisz docenić swoją codzienność?

Postarajmy się spojrzeć na naszą codzienność jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. (Fot. iStock)
Postarajmy się spojrzeć na naszą codzienność jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. (Fot. iStock)
Dzień powszedni kojarzy się nam z rutyną, szarością i znojem. A przecież jest i może być wyjątkowy. Jeśli tylko nasz umysł będzie obecny tu i teraz, dziwiący się wszystkiemu i wiecznie ciekawy świata.

Stawianie znaku równości między codziennością a szarzyzną jest trochę jak nielubienie własnych płuc, które pracują bez przerwy, by utrzymać nas przy życiu. Bo nawet jeśli nie umiemy docenić wyjątkowości chwili, to powinniśmy cenić naszą powszedniość. Ona jest jak węgiel i diament. Oba związki mają taki sam skład i tylko od nas i naszej pracy zależy, czy nasza codzienność będzie pierwszym czy drugim.

Podstawowe wartości

Postarajmy się spojrzeć na nią jak na wątek naszego życia: to wokół jej nitek może snuć się osnowa tych ciekawszych, bardziej rozrywkowych wydarzeń. Na przykład przygody, które tak lubimy, mogą się nam przydarzać tylko dzięki codzienności, która stanowi dla nich idealną oprawę. Dni wolne od pracy, weekendy i święta są atrakcyjne głównie przez odmienność.

Tak to jest zorganizowane, by codzienność ze swoim znojem, powtarzalnością i szarością podkreślała odświętność – tak jak głos szczekającego w oddali psa podkreśla ciszę nocy. Wiele osób potrzebuje pięciu dni pracy, stale w tym samym miejscu, z tymi samymi ludźmi, wypełniając te same obowiązki – żeby naprawdę poczuć, docenić i przeżyć weekendy. To pasuje nam także w kontekście religijnym: Stwórca przez sześć dni pracował, a jeden dzień wypoczywał.

Codzienność to podstawa, kwintesencja naszego istnienia, bo:

  • daje poczucie bezpieczeństwa. Jest swego rodzaju koleinami pozwalającymi nam działać jak automat. O tej samej godzinie dzwoni budzik, który wyłączamy tym samym ruchem ręki, po czym spuszczamy z łóżka nogi tym samym gestem w te same, stojące w tym samym miejscu kapcie. Z jednej strony – nuda, ale z drugiej – wszystko jest na swoim miejscu. Gdyby coś się zmieniło, dopiero zaczęlibyśmy się niepokoić… Zwykle boimy się, że jak znikną znane nam ramy, rozpadniemy się na kawałki. Te wszystkie automatyzmy i nasze rutyniarstwo są spoiwem, które nas przed tym chroni.
  • jest podstawą bliskości. Związki między ludźmi zacieśniają się nie tylko podczas romantycznych kolacji przy świecach czy w chwili wręczania raz na jakiś czas bukietu kwiatów. Buduje je przede wszystkim zwykła codzienność – wspólne robienie zakupów, gotowanie posiłków i ich spożywanie, sprzątanie czy organizacja życia dnia powszedniego. Ludzi spajają drobne gesty, które mówią, że jesteśmy dla siebie ważni i pamiętamy o sobie na co dzień, a nie tylko przy wielkich okazjach.
  • ukorzenia w teraźniejszości. Człowiek ma tendencje do wybiegania myślą w przyszłość, błądzenia w przeszłości, tworzenia równoległych rzeczywistości, najmniej uwagi poświęcając swojemu „tu i teraz”. A przecież chwila obecna jest tak naprawdę wszystkim, co mamy, nawet jeśli mijające sekundy są do siebie podobne jak dwie krople wody. Kiedy funkcjonujemy automatycznie – bezmyślnie, bezrefleksyjnie i rutynowo – nie przeżywamy świadomie naszego życia, pozwalamy mu przepływać gdzieś obok, ślizgamy się tylko po samej jego powierzchni, wyczekując urlopu czy momentu, kiedy wydarzy się coś nadzwyczajnego. A co z czasem, gdy nie dzieje się nic? Czy naprawdę musi pozostać stracony, niezauważony, niedoceniony? „Teraz” jest wszystkim, co mamy. W tym kontekście, nie ceniąc codzienności, nie cenimy własnego życia. Jaki jest tego efekt? Z każdą minutą życie niczym piasek przepływa nam przez palce.

Koniki z karuzeli

Pewna historia dla dzieci opowiada o konikach z karuzeli – marzyły, żeby jak prawdziwe konie pobiegać sobie po łące. Któregoś dnia zebrały się na odwagę i uciekły! Popędziły co sił na łąkę, a tam… biegały cały czas w kółko, bo nic innego nie przyszło im do głowy. Podobnie jest z nami: automatyczne, bezrefleksyjne podążanie każdego dnia tym samym torem otępia nas. I trudno się temu dziwić. Codzienność przypomina nieco marsz przez pustynię: wciąż mijamy wydmy, a wszystkie wydają się być identyczne... W dodatku przed nami podążają całe pokolenia, które nauczyły się żyć w sposób zautomatyzowany. Wyrastając w takim schemacie trudno zachować świeżość spojrzenia na codzienność. Ale czy nie można tego zmienić? Można. I warto to zrobić. Trzeba tylko włożyć w to nieco wysiłku, bo gra się toczy o najwyższą stawkę – o nasze życie. Wygramy, jeśli nasze codzienne istnienie stanie się bardziej świadome. Ale ta metamorfoza musi się dokonać w umyśle, nie na zewnątrz!

Znudzeni poszukujemy zwykle nowych wrażeń, podróżujemy, zapisujemy się na różne niezwykłe kursy, wchodzimy w nowe ekscytujące związki… Tylko że nowość stymuluje na krótki czas, po czym szybko przestaje być nowością i znowu dopada nas nuda. Bez świadomej zmiany w ogólnym nastawieniu do życia nie będziemy potrafili dostrzec, że niepowtarzalna i cenna jest tak naprawdę każda jego minuta.

Powrót do teraźniejszości

Albert Einstein powiedział kiedyś: „Życie można przeżyć tylko na dwa sposoby: jeden, jakby nic nie było cudem, i drugi – jakby cudem było wszystko”. Zdecyduj się żyć według drugiej części tej maksymy.

Jeśli ci to pomoże – wieszaj sobie w widocznych miejscach karteczki, które będą cię napominać, żeby być uważnym i obecnym. Wykorzystaj również potęgę zmysłów. Ich obserwacja pozwoli mało uważnemu człowiekowi wrócić do chwili obecnej – bo one są „tu i teraz”. Czym innym jest zapamiętanie zapachu kwiatu, a czym innym – czucie go. Zmysły pracują dla nas bez przerwy, ale czy potrafimy z tego korzystać? Czy ktokolwiek, np. myjąc naczynia, zwraca uwagę na to, jak jego dłonie „czują” wodę – jej fakturę, siłę strumienia, temperaturę? Wchodząc w kontakt ze zmysłami zaczniesz przeżywać i celebrować każdą chwilę swojego życia.

Zrób sobie ćwiczenie: codziennie 10 minut poświęć na świadome wejście w kontakt ze zmysłami. Najpierw usiądź spokojnie, rozejrzyj się, postaraj się zapamiętać wszystkie detale i szczegóły otoczenia. Potem zamknij oczy i wychwyć jego zapachy, usłysz dźwięki, poczuj na skórze wiatr, słońce czy mróz. Przekonasz się, że nawet to, co jest ci znane, jest bogate w nowe niezwykłe doznania – tylko trzeba je dostrzec.

Prawdziwą plagą naszych czasów, pokazującą, jak bardzo nie szanujemy codzienności, jest robienie dwóch lub trzech rzeczy naraz. Tłumaczymy to pośpiechem, tym, że życie tego od nas wymaga, że obowiązki gonią... – ale tak naprawdę wyrażamy w ten sposób brak szacunku dla obecnej chwili, nie jesteśmy w stanie być w żadnej z nich. Kiedy robimy jednocześnie więcej niż jedną rzecz, działamy jak automat. Staraj się żyć najpiękniej, jak tylko potrafisz – to zakłada obecność.

I nie chodzi tu bynajmniej o perfekcjonizm, bo on zakłada porównywanie się. Nie ukierunkowuj się na superwyniki. Po prostu pięknie żyj. Zachowuj świadomość, ciekawość i poczucie, że w to, co w danej chwili robisz, wkładasz całego siebie. I nie zrażaj się, jeśli ci coś nie wychodzi. Bądź jak dziecko, które w kaloszkach buszuje po łące. Fascynuje je i żaba, i mucha, i kropla rosy, i to tak bardzo, że maluch kuca, by im się przyjrzeć. Nie myśl, że wszystko widziałeś. Przecież każda żaba jest inna.

To może być trudne, ale jeśli choć raz na 5 minut, raz na 5 godzin, a nawet raz na 5 dni wyrwiesz się z rutyny i naprawdę zauważysz trzymaną w dłoni szklankę, to już będzie dobry początek.

  1. Psychologia

Czego mężczyźni nie lubią w kobietach i czego się boją?

Mężczyźni lubią takie kobiety, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić.  (Fot. iStock)
Mężczyźni lubią takie kobiety, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić. (Fot. iStock)
Przeceniamy, co może nam dać mężczyzna, a nie doceniamy tego, co możemy sobie dać same - przekonuje Katarzyna Miller i wyjaśnia, czego mężczyźni nie lubią w kobietach.

Gdy facet ignoruje kobietę to ważny sygnał w relacji. Wiele kobiet niszczy partnerów i związek przez nieumiejętność komunikacji. Wszystkie ciężkie sprawy emocjonalne nie są dla facetów - są dla psychoterapeuty.

Czego mężczyźni nie lubią w kobietach? Czego się boją?

Poniżej lista przydatnych wskazówek:

  • Facet boi się kobiet, które nie dają mu przestrzeni. Niektóre kobiety trzymają faceta telefonami, SMS-ami, bo boją się, że jak dostanie za dużo wolności, to je zdradzi.
  • Facet nie lubi czuć się jak w pułapce.
  • Facet nie lubi, jak kobieta zmienia się po tym, gdy już stanowią związek. Czyli na początku była słodka, dzika, lubiła seks po butelce szampana, nie dbała o kasę, a nagle jest już z nim i zaczyna... wchodzić do łóżka z wałkami, krzyczy na niego, gdy się spóźnia, zaczyna go rozliczać z jego pracy i z tego ile on zarabia... I odwrotnie: na początku związku gra megasilną laskę, która poradzi sobie ze wszystkim, a później okazuje się słaba, płaczliwa i przytulona do jego koszuli - "ratuj mnie"...
  • Czego jeszcze mężczyźni nie lubią w kobietach? - Facet nie lubi czuć się oszukiwany dwiema wersjami kobiety: na etapie zdobywania i na etapie związku. Lepiej mu pokazać się od początku taką, jaką jesteś, bo wtedy on będzie wiedział od początku, czy cię chce.
  • Faceci boją się kobiet, które chcą mieć za dużo... Wiele kobiet tak robi: nie wystarcza im to, że mają fajnego faceta, ale zaczynają chcieć, żeby zapewniał im coraz więcej rzeczy materialnych i atrakcji - ich apetyt róśnie. Pojawiają się wymagania: co one powinny mieć, co dzieci powinny mieć itd. Kiedy facet tłumaczy, że jemu jest dobrze z tym, co mają, one oskarżają go o brak ambicji i siły męskiej. Facet zaczyna się męczyć przy takiej kobiecie i czuć, że jest niewystarczający. Często wtedy znajduje kochankę, żeby też dać coś sobie za ciężką pracę.
  • Faceci boją się kobiet, które nie mówią, o co im chodzi, nie mówią wprost tylko czekają aż się facet domyśli, a jak się nie domyśli, to zaczynają go niszczyć i poniżać...
  • Faceci boją się kobiet, które używają seksu jako broni i karzą brakiem seksu.
  • Faceci boją się kobiet, które nudzą się w czasie seksu lub seks jest dla nich jawnie nieprzyjemny.
  • Faceci nie lubią, gdy kobiety mówią... o innych facetach z podziwem, zaangażowaniem i podnieceniem: "A ten mój kolega z pracy, to naprawdę jest taki młody, a taki utalentowany...".
  • Faceci uciekają zawsze od królowych dramatu życiowego, biedy i klęski... To jest coś, czego mężczyźni nie lubią w kobietach.
  • Kiedy facet pragnie kobietę? - Faceci lubią być potrzebni - tak, lubią ratować z opałów, ale jak kobieta zaczyna dramatyzować sytuację, dodawać do niej wszystkie złe aspekty, dodawać emocje, lęk, czarną przyszłość... Wtedy facet chce uciekać.
  • Faceci boją się kobiet, które wyolbrzymiają zagrożenie, czekając na to, aż facet je wybawi.
  • Faceci boją się sytuacji, w której kobieta jest równocześnie twarda i zimna. To jest dla nich koszmar! Możesz być twarda w swoim postanowieniu, ale ciepła dla niego - wtedy postawisz na swoim, ale nie zniszczysz mężczyzny, a jak robisz i to i to - on poczuje się odcięty i nieważny.
  • Faceci boją się oszukiwania i zdrad... to jest znak, że nie dał sobie rady, nie zaspokoił kobiety. Jego ego bardzo cierpi.
  • Faceci boją się kobiet, które walczą o moc i pozycję. Lubią takie, które MAJĄ moc i nie muszą ciągle podkreślać tego albo się o to bić. Taka walka jest dla nich wyjątkowo trudna i jeżeli naprawdę masz tę moc i pozycję, to wykorzystaj ją tylko wtedy, gdy chcesz się go pozbyć.

Kiedy facet pragnie kobietę? - Tak naprawdę, facet lubi fajne, pozytywne, lubiące życie i siebie kobiety... No i lubiące seks. Znajdź sobie fajnego chłopa i daj mu żyć... - podkreślają autorki książki „Instrukcja obsługi faceta”.

Więcej w książce „Instrukcja obsługi faceta” Katarzyny Miller i Suzan Giżyńskiej, Wydawnictwo Zwierciadło.