1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Premiery filmowe: „Żyć, nie umierać” z Tomaszem Kotem

Premiery filmowe: „Żyć, nie umierać” z Tomaszem Kotem

mat. kinoswiat.pl
Zobacz galerię 5 Zdjęć
W obsypanych nagrodami „Bogach” zagrał lekarza, w filmie „Żyć, nie umierać” znalazł się „po drugiej stronie stetoskopu”. Poruszająca historia godzenia się ze światem z Tomaszem Kotem w roli głównej od dziś w kinach.

Bartek Kolano jest aktorem. Jego dobrze zapowiadajacą się karierę dramatyczną pokrzyżowały przed laty knowania kolegi z zespołu a potem nałóg samego bohatera. Dziś Bartek jest trzeźwy, ale praktycznie wypadł z zawodu: chałturzy w centrach handlowych, zabawia publiczność podczas telewizyjnego show. Przy okazji okresowych badań lekarskich dowiaduje się, że ma raka. Zapytany wprost onkolog szacuje, że bez leczenia wszystko skończy się bardzo szybko. A z leczeniem? O tym Bartek przekona się w praktyce...

„Masz trzy wyjścia: skończyć od razu, zaszaleć albo zrobić remament”, mówi Żuk, terapeuta z grupy AA i przyjaciela Bartka. (Nie przytaczam dokładnego cytatu, ale sens jest taki). Mężczyzna decyduje się na tę ostatnią opcję. „W pewnym sensie – choć to bardzo ryzykowne stwierdzenie – nasz bohater został uprzywilejowany, jest bardziej niż inni świadomy upływającego czasu. Bartosz nie załamuje się, ale próbuje za wszelką cenę uczynić każdy dzień satysfakcjonującym, codziennie podkręca tempo na karuzeli życia. W jego przypadku ta afirmacja życia rośnie, chce naprawić stracony czas, stracone relacje, naprawić choć kawałek świata”, opowiada Tomasz Kot. I dodaje jeszcze:„Jeśli spojrzeć na życie Bartka przez pryzmat relacji z bliskimi, ma on naprawdę sporo do zrobienia”. Faktycznie, przez wykrzyczane przez córkę „tysiące pijanych dni”, nieźle nabroił.

Bohater ma trudne zadanie. Nie tylko działa pod presją czasu, tym cięższą, że nie zna deadline'u, ale właściwie nie wie, na co się porywa. Jak odwrócić to wszystko, co się przydarzyło w przeszłości, skoro w ogóle nie pamięta tych lat? Czy uda mu się skończyć życiowy remanent?

Temat odchodzenia coraz częściej pojawia się w polskim kinie. Wkrótce czeka nas premiera „Chemii” Bartka Prokopowicza. Ale częściej nie oznacza wcale, że jest łatwiej. Ani dla twórców, ani dla widzów. Jak pokazać „życie z wyrokiem”, żeby było poważnie, ale bez patosu, emocjonalnie, ale bez tanich chwytów? Śmierć, poprzedzające ją cierpienie czy brzydota szpitalnego łóżka nie bardzo pasują do promowanego w reklamach i kolorowej prasie modelu „młodzi i piekni”. Reżyser Maciej Migas tak przedstawił swoją wizję: „Chciałem stworzyć film z pasją i energią, pełen humoru i wdzięku. Film, który w lekki sposób przekazuje opowieść o wielkiej sile”. Nic więc dziwnego, że powstał obraz groteskowy, w którym „niskie” przeplata się z „wysokim”, jest w nim i odrażająca fizjologia, i piękne plenery, i ludzka życzliwość, i korporacyjna nowomowa. Ale końcowy efekt to zasługa nie tylko reżysera i pierwszoplanowego aktora. Nie sposób nie wspomnieć o Tomaszu Wirackim, który przygotował muzykę, scenarzyście Cezarym Harasimowiczu czy towarzyszącym Kotowi: Januszu Chabiorze i Andrzej Konopce. „Wierzę, że widzowie potrzebują takich właśnie historii”, mówił reżyser. W pełni się z nim zgadzam – wiem, że nie tylko mnie ten film bardzo poruszył i życzę wszystkim widzom podobnie silnych wrażeń.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze