1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. Łukasz Knap: Prosto z Berlinale

Łukasz Knap: Prosto z Berlinale

Fot. Michał Englert
Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Dziś rusza 63. edycja Festiwalu Filmowego w Berlinie. Za sprawą tej imprezy Berlin obrasta w piórka. Tegoroczne Berlinale ma się czym i kim pochwalić.

W tłumie dziennikarzy i kinomanów przemykających przez Plac Poczdamski, gdzie znajduje się centrum festiwalu, słychać nazwiska Gusa van Santa, Stevena Soderbergha, Wong Kar-Waia, Bruno Dumonta, Ulricha Seidla. Nie brakuje też polskiego akcentu. W tym roku o Złotego Niedźwiedzia będzie walczyć Małgorzata Szumowska, która już drugiego dnia festiwalu pokaże swój nowy film „W imię...”.

W ostatnich latach polscy reżyserzy i reżyserki nie mieli szczęścia w Berlinie, dlatego fakt zakwalifikowania Szumowskiej do prestiżowej Głównej Sekcji to duży sukces, z którego należy się cieszyć. „W imię...” nie był jeszcze nigdzie pokazywany, ale w Polsce już przyklejono mu łatkę filmu „kontrowersyjnego”, a nawet „skandalicznego”. Nie wypada się tym specjalnie dziwić, wszak w naszym kraju bardzo łatwo otrzymać paszport skandalisty. Inna sprawa, że Szumowska musiała być świadoma takiej reakcji, bo nakręciła film o księdzu (Andrzej Chyra), zakochanym w nastoletnim chłopaku (Mateusz Kościukiewicz), czyli jak na polskie poczucie przyzwoitości, gorzej być nie może. „W imię...” idealnie wpisuje się w debatę o zamiataniu przez Kościół własnych grzechów pod dywan, ale czy Szumowskiej uda się wyjść poza antykościelną publicystykę?

Niewątpliwie najjaśniejszą gwiazdą festiwalu będzie Wong Kar-Wai. Hongkoński twórca przyjechał do Berlina w podwójnej roli: jako reżyser, ale też szef jury. Ze względu na pełnioną funkcję jego nowy film "The Grandmaster” zostanie pokazany poza konkursem. Po kilku latach nieobecności, poprzedzonych słabym melodramatem „Jagodowa miłość”, wielbiciele wyrazistego stylu Wong Kar-waia, w tym niżej podpisany, liczą na jego powrót do formy z wielkim hukiem. Jest szansa na to, że film o Yip Manie, legendarnym mistrzu kung fu, taki powrót ma zapewnią.

Lubię jeździć na Berlinale. Z Warszawy do Berlina podróż pociągiem trwa nieco ponad 5 godzin, czyli krócej niż do Wrocławia czy Gdyni. Chociaż niemiecki festiwal nie ma takiej renomy jak Cannes albo Wenecja i program festiwalu rzadko kiedy zadowala wszystkich, cenię go za nieprzewidywalność. W zeszłym roku konkurs wydał mi się rozczarowujący, ale w tym jadę tam z wypiekami na twrzy. Bardzo ciekawie zapowiada się wymierzony w korporacje „Promised Land” Gusa van Santa oraz  finał trylogii Ulricha Seidla „Paradise: Hope”. Na pewno tłumy będą się bić o bilety na nowy film Bruno Dumonta  „Camille Claudel 1915”. Ale głośne nazwiska wcale nie gwarantują sukcesu. O Złotego Niedźwiedzia na równych prawach będą się bić produkcje z całego świata; czekam na irański Closed Curtain Jafara Panahia i Kamboziya Partovi, rosyjski „A Long and Happy Life” Borisa Khlebnikova, koreański „Nobody's Daughter Haewon” Honga Sang-Soo i rumuński „Child's Pose” Calina Petera Netzera.

Biorąc pod uwagę tematyczną i stylistyczną różnorodność konkursowych filmów, typowanie faworyta wydaje się bezcelowe, zwłaszcza, że pereł można (i warto) szukać w innych sekcjach, na przykład w Panoramie, gdzie zostanie pokazany debiut reżyserski Josepha Gordona-Levitta „Don Jon's Addiction” ze Scarlett Johansson i Julianne Moore czy „Lovelace”, portret gwiazdy porno Lindy Lovelace, która wystąpiła w słynnym „Głębokim gardle” o dziewczynie z łechtaczką w gardle (sic). Nie mniej pikantnie zapowiada się film Jamesa Franco "Interior. Leather Bar", inspirowany "Zadaniem specjalnym" Williama Friedkina. W 1980 roku wycięto z niego 40 minut scen seksu homoseksualnego. Franco ma teraz te 40 minut w swoim filmie odtworzyć.

Selekcjonerzy berlińskiego festiwalu wiedzą, że każdy widz jest konsumentem. A kino i jedzenie to para, która żyje w idealnej symbiozie. Prezentacji najnowszych dokonań twórców kina kulinarnego służy sekcja Culinary Cinema, którą otworzy „Mussels in love”, dokument o małżach i ludziach, dla których te mięczaki są miłością życia. Oglądając zmysłowy zwiastun łatwo zrozumieć, dlaczego polscy dystrybutorzy ostrzą już sobie zęby na ten film. W programie takich smakołyków jest więcej. Dokument o kuskusie, („Couscous Island) i winach Bordeaux („Red Obsession”) oraz film o tym, że pokój państwom Środkowego Wschodu może zapewnić tylko... hummus („Make Hummus Not War”). Berlinale zaprasza do stołu z filmowymi daniami, stawiając wyzwanie: jak  zjeść dobrze i się nie przejeść?

Impreza potrwa do 17 lutego.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze