fbpx

Niemożliwe – w obliczu śmierci wszyscy jesteśmy dziećmi

Film "Niemożliwe"
fot. materiały prasowe Monolith

Film „Niemożliwe” pokazuje dramat jednej rodziny w obliczu kataklizmu, który dotknął setki tysięcy ludzi. Przy okazji przypomina o wydarzeniach, które ponad 8 lat temu wstrząsnęły światem.

Film "Niemożliwe"
fot. materiały prasowe Monolith/więcej w galerii

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pamiętacie pamiętne Boże Narodzenie 2004 roku? To wtedy wiadomości odciągnęły nas od świątecznych stołów informacją o tym, że tsunami zalało wybrzeża Indonezji, Sri Lanki, Indii i Tajlandii. Pochłonęło w sumie ponad 230 tysięcy ludzkich istnień. Kiedy dziś podróżni lądują na wybrzeżu tajlandzkim, nie znajdują śladu po tych wydarzeniach, a turystyka w tym regionie kraju kwitnie w najlepsze.

Film Juana Antonio Bayony i Sergio Sancheza, twórców pamiętnego hiszpańskiego „Sierocińca”, wraca do wydarzeń z 2004 roku. Wybierając prawdziwą historię jednej rodziny, pokazują oni, jakim piekłem na ziemi mogą stać się zwykłe wakacje all inclusive.

I choć historia Marii i Henry’ego jest jak najbardziej prawdziwa, a jej bohaterowie byli obecni podczas kręcenia zdjęć i dali filmowemu dziełu Bayony swoje błogosławieństwo, trudno jednak powstrzymać się przed uwagami, które niestety siłę tego niezaprzeczalnie mocnego i wzruszającego filmu obniżają.

Po kolei jednak. Rodzinę filmowych Bennettów poznajemy, gdy ci przylatują na wakacje do Tajlandii. Inaczej niż ich hiszpański pierwowzór, Henry i Maria Bennett to Anglicy, którzy na co dzień mieszkają razem z trzema małymi synami w Japonii. Już w pierwszych rozmowach, a także scenach w kurorcie widać, że reprezentują tzw. średnią klasę wyższą. Są na wakacjach w wersji all inclusive, nie mieszkają w wielkim hotelu, lecz wygodnej, luksusowej willi rodzinnej, na Boże Narodzenie puszczają lampiony i taplają się w basenie. Do czasu.

Gdy uderza pierwsza, a po niej druga fala tsunami, Bennettowie przestają być białą średnią klasą wyższą. Stają się walczącymi o życie rozbitkami. Bayona pokazuje prawdę oczywistą – w obliczu tragedii, kataklizmu, wszyscy stajemy się podobni, „na kogo padnie, na tego bęc”. Wraz z nadejściem wielkiej fali szanse wszystkich stają się dramatycznie równe i tylko czysty przypadek sprawia, że nasz sąsiad się topi, podczas gdy my dryfujemy na kłodzie. W obliczu katastrofy role się odwracają. W filmie to najstarszy (i jak pokazywały początkowe sceny, najbardziej rozkapryszony) syn Marri zaczyna podejmować ważne decyzje i zachowywać się jak dorosły, gdy na szali los kładzie życie jego matki. W dodatku samolubny Lucas nagle odnajduje w sobie bezinteresownego altruistę, który zaczyna pomagać nieznanym sobie ludziom. Za chwilę dostanie pierwszą trudną lekcję od życia i przekona się, że los nie odpłaca tym samym.

Pierwsza część filmu to zmaganie z żywiołem Marii i Lucasa. To bardzo mocna część, bo właśnie tu widzimy, jak postać Marii (grana przez Naomi Watts) traci swój autorytet w oczach syna. Z silnej i wspierającej matki staje się bezsilną ofiarą żywiołu, którą trzeba się zaopiekować. Z kolei sceny z Henrym (rewelacyjny Ewan McGregor) pokazują zmianę jak może dokonać się w człowieku w obliczu tragedii – z zajętego raczej sobą niż dziećmi Henry nagle musi zmierzyć się z prawdopodobną utratą rodziny. Oddzielony od żony i najstarszego syna, decyduje się na mordercze poszukiwania obojga, ryzykując życiem dwójki pozostałych dzieci.

To co przyciąga w „Niemożliwym”, to większe i małe zabiegi, które sprawiają, że drży nam serce. Scena, gdy Maria czyta książkę Josepha Conrada – jakże znamienna, gdy za chwilę usłyszymy ryk oceanu. Moment, gdy – umierając na łóżku szpitalnym – wydaje jej się, że za zasłonką widzi Henry’ego, ale nie ma siły zawołać. Wreszcie sceny, gdy obserwujemy tajlandzkie wybrzeże od strony morza – niczym oczami potwora. Pozorny spokój, ale morze wie, że za chwilę coś się wydarzy. Żywioł uderzający w ląd i ludzi długo pozostaje w pamięci. Zresztą, za podobny temat i podobn ujęcie tematu wziął się Clint Eastwood w filmie „Medium”. Tam fala tsunami wylewa się na ulice handlowe, a jednak sposób, w jaki pokazali to twórcy „Sierocińca”, niesie ze sobą zdecydowanie większe i porażające napięcie.

I choć wzruszają nas sceny, jak ta z puszczaniem lampionów (podobno to prawdziwa sytuacja, nie zaaranżowana na potrzeby filmu, podczas której ekipa filmowa puszczała lampiony wraz z ocalałymi z tsunami), to pozostaje poczucie, że opowiedziano nam po prostu historię bogatych turystów. Zwłaszcza początkowe i końcowe sceny są tego przykładem. Kto wie, czy gdyby to nie byli turyści, ta historia nie miałaby innego zakończenia. I choć opowieść Marii i Henry’ego ma symbolizować tragedię ofiar tsunami 2004 roku, to nie mamy w filmie scen pokazujących, co stało się z tubylcami, z ich dobytkiem. Tego nie wiemy. Żyjemy losem jednej rodziny i z tą historią wychodzimy z kina. „Niemożliwe” to familijne kino grozy, które wydarzyło się naprawdę i w tym tkwi jego siła, ale pozostaje daleko od uniwersalnego przekazu o kondycji ludzkiej i tragedii, wobec której rządzi nami nie wola, ale przypadek.