fbpx

Śmierć, która zmienia

Myśleliście, że życie na Hawajach jest lekkie i przyjemne? Otóż nie jest i nawet bogaci mają tam pod górkę.
Jak potoczyłoby się życie Matta Kinga, gdyby jego żona w wyniku tragicznego wypadku nie zapadła w śpiączkę? Prawdopodobnie żyłby w pełnej nieświadomości, co jego małżonka robi, gdy on spędza długie godziny za biurkiem, pilnując rodzinnego interesu i fortuny. Prawdopodobnie nie miałby pojęcia, dlaczego jego starsza córka jest taka wredna, a młodsza tak strasznie nieznośna. Nigdy nie poświęciłby myśli temu, czy jego przyjaciele są dwulicowi. I sprzedałby ziemię.

Wszystko zmienia się w dniu, kiedy okazuje się, że żona Matta Kinga miała wypadek na motorówce. Domek z kart, i tak sztucznie utrzymywany w pionie, nagle zaczyna się chwiać. A głowa rodziny i rodu Kingów musi wyjść ze swojego biurowca i sprostać sytuacji. Ta historia z jednej strony przypomina trochę opowieść w stylu „Sekrety i kłamstwa” Kena Loacha, tylko rzecz się dzieje w bogatszym i wizualnie ładniejszym (Hawaje!) środowisku. Ale tak jak i u Loacha, tak i tu wychodzą brudy, gdy tylko lekko wytrzeć kurz z rodzinnego zdjęcia.

Stojąc w obliczu kolejnych kryzysów: żona w szpitalu, jej domniemana niewierność, problemy z córkami, konflikty w rodzinie i kłótnie o ziemię, nasz bohater – życiowa rola Georga Clooneya bez dwóch zdań – nagle z hawajskich obłoków schodzi na ziemię i zaczyna uważniej przyglądać się rzeczom, ale też własnym marzeniom i potrzebom, o których gdzieś w swojej walce o dobrobyt rodziny zapomniał.

Tempo tego filmu jest doskonałe: wbrew dramatycznym wydarzeniom jest spokojne, powolne, jakby w rytmie Hawajów. Nic dziwnego, reżyserem jest Aleksander Payne, autor takich obrazów jak genialny „Schmidt” z Jackiem Nicholsonem czy cudowne „Bezdroża”.

Z drugiej strony – obraz ojca, który wraz z córkami zmaga się z wizją śmierci żony nieuchronnie przywodzi na myśl doskonały w tym temacie film z Colinem Firthem, „Genua. Włoskie wakacje”. Tam bohater ratuje świat swój i córek przeprowadzką do włoskiego miasta, ale choć zmienia otoczenie i ludzi wokół, to wspomnienie żony przemawia z każdej rzeczy, każdego zdjęcia jakie ze sobą zabrał, a jej duch towarzyszy rodzinie w każdej czynności, bo zmiana miejsca nie oznacza końca żałoby, którą przecież nosimy w sercu.

W „Spadkobiercach” ten ciężar dopiero spadnie na bohaterów. Matka i żona jeszcze oficjalnie nie umarła, jeszcze podtrzymuje jej życie maszyna, ale nieuchronność sytuacji sprawia, że obok codziennych wydarzeń, w życie bohaterów jak cień, wchodzi świadomość śmierci. Mają czas, by się oswoić z tą myślą, ale dzięki koniecznym przygotowaniom, zmienia się perspektywa ich patrzenia, zmienia się ocena sytuacji. I to wszystko w pięknym, spokojnym rytmie życia w tym raju na ziemi, jakim mają dla nas być Hawaje. Mądra opowieść i mądra lekcja życia.