fbpx

Wielki Gatsby Baza Luhrmanna od dziś w kinach

"Wielki Gatsby"
fot. materiały prasowe warner bros

Prosta anegdota z Nowym Jorkiem lat 20. w tle – Baz Luhrmann sprowadził nowelkę Francisa Scotta Fitzgeralda do tego, czym naprawdę jest – bogatą wydmuszką.

"Wielki Gatsby"
fot. materiały prasowe warner bros/więcej w galerii

Podobno Baz Luhrmann wpadł na pomysł nakręcenia „Wielkiego Gatsby’ego” podczas swojej podroży Koleją Transsyberyjską. Siedział w pociągu, słuchał audiobooka, a w głowie układały mu się kolejne filmowe sceny. Kiedy dojechał na Syberię, miał już cały film gotowy, łącznie z obsadą. Wiedział, że jego ulubiony aktor – który wystąpił w kulturowym dziś filmie Luhrmanna „Romeo i Julia – Leonardo do Caprio, zagra tytułową rolę, mierząc się tym samym z portretem tej postaci stworzonym niemal 40 lat temu przez Roberta Redforda. Wiedział, że eteryczną i nieodpowiedzialną Daisy zagra Carey Mulligan, zaś Nicka – kuzyna Daisy i narratora całej tej historii – Tobey Maguire, prywatnie przyjaciel di Caprio.

„Wielki Gatsby” miał swoją wielką premierę podczas otwarcia festiwalu filmowego w Cannes, od dziś jest w naszych kinach. Jak opowiada znaną od prawie stu lat historię nieszczęśliwej miłości ze skandalicznym bogactwem w tle?

Ci, którzy znają Luhrmanna, wiedzą, czego można się po nim spodziewać: w jego filmach dominuje przepych, rozmyślna choć pozorna „płytkość” samej historii, którą opowiada, jednowymiarowi choć zapadający w pamięć bohaterowie. Jeśli sceny miłosne, to z uniesieniem; jeśli dramatyczne, to wyciskające łzy; jeśli humor to absurdalny, dwuznaczny, wyzywający. „Wielki Gatsby” wbrew pozorom idealnie nadaje się do takiego spojrzenia na historię. Choć książka Fitzgeralda nazywana jest wielką powieścią amerykańską, bądźmy szczerzy – to licząca 150 stron nowelka, gdzie głównym wątkiem jest niespełniona miłość bogatego Gatsby’ego do bogatej Daisy, żony innego. Romans i związany z nim dramat mają ciężar wręcz plotkarskiej notki w kolumnie towarzyskiej. I tak przedstawia to Luhrmann – daje temu odpowiedni wymiar, otaczając bohaterów bajkową scenerią wyszukanych dekoracji, symboli bogactwa, zachodów słońca i oceanicznej bryzy, dając widzowi do zrozumienia, jak nierealna jest ta historia.

Rzecz dzieje się na początku lat 20., Nowy Jork staje się symbolem przepychu – tu odbywają się najwspanialsze imprezy, Wall Street przeżywa czas prosperity, wszyscy się bogacą i tracą miarę – zarówno w wydawaniu pieniędzy, jak i w swoich niemoralnych postępkach. Tomasz Raczek podczas pokazu prasowego powiedział, że to trochę taki czas, jaki my dziś przeżywamy. Powiedziałabym, że to taki czas, jaki przeżywaliśmy przed krachem w 2008 roku, to poczucie omnipotencji, możliwość wzięcia każdego kredytu, bez zastanawiania się nad sytuacją finansową.

Symbolem przepychu i niemożliwej wręcz swobody w wydawaniu pieniędzy stają się przyjęcia, jakie co weekend wydaje tajemniczy Gatsby w swoim pałacu nad Zatoką Hudson. Przyciągają wszystkich – od śmietanki towarzyskiej po przedstawicieli prawa, władzy, ale też zwykłych gapiów i naciągaczy. Bardzo szybko dla nas, jak i dla narratora – ubogiego Nicka – staje się wyraźny podział między bogatymi i biednymi, między dobrze urodzonymi i tymi, którzy swoje pochodzenie ukrywają. Gatsby jest tym przykładem self-made mana, który pochodzenie musi ukrywać. A swoją fortunę zdobył tylko w jednym celu – by zdobyć miłość swojego życia. A raczej fantazję o swojej ukochanej, którą przez te lata się karmił. Bo to fantazjami, a nie realnym życiem, zdają się tu wszyscy oddychać, marząc o miłości, o chwili zapomnienia, o fortunie, o spełnieniu, które wydaje się być już tylko o krok, a nawet nie wiemy, kiedy fantazja już stała się naszym udziałem, już jest za nami, bo gonimy za następną. Wszyscy w tej historii żyją marzeniami, dlatego jedyny świat, w jakim mogą funkcjonować, jest zupełnie odrealniony. I doskonale przedstawia to Luhrmann, pokazując nam, że za tą fasadą nic nie ma, oprócz smutku, osamotnienia i spodziewanej tragedii.

To bardzo udany film, a efekt 3D tylko potęguje wrażenie przepychu i nierealności, w którym nawet postacie grane przez Mulligan, di Caprio i Maguire’a stają się papierowe, jednowymiarowe, przewidywalne, cechy charakteru mają wypisane na twarzy. A jednak pozostają w pamięci.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze