- Zwierciadlo.pl
- >
- Filmy
- >
- „Gaucho Gaucho” to zachwycający dokument, dzięki któremu docenisz proste życie. Recenzja nowego filmu twórców „Truflarzy”
„Gaucho Gaucho” to zachwycający dokument, dzięki któremu docenisz proste życie. Recenzja nowego filmu twórców „Truflarzy”

„Truflarze”, dokument Michaela Dwecka i Gregory’ego Kershawa o uroczych włoskich staruszkach, których pasją i sposobem na szczęście jest poszukiwanie pożądanych i niezwykle cennych trufli w piemonckich lasach w towarzystwie ukochanych psów, podbił serca widzów i zachwycił krytyków na całym świecie, stając się absolutnym hitem 2020 roku. Tym razem jednak twórcy przenoszą nas do malowniczej północno-zachodniej Argentyny, gdzie zagłębiamy się w życie gauchos – niewielkiej społeczności kowbojskiej, która żyje według własnych zasad, z dala od zgiełku współczesnego świata, czerpiąc radość z prostego życia.

Fabuła filmu podąża za codziennym życiem kilku postaci w różnym wieku. Zafascynowany kulturą gaucho bystry 5-latek Jony z entuzjazmem chłonie każdą cząstkę wiedzy o tradycji gaucho, jaką przekazuje mu ojciec Solano; z kolei 83-letni zgryźliwy Lelo z zapałem opowiada niestworzone historie ze swojej przeszłości: o kobietach, swojej miłości do alkoholu i latach włóczęgi. Najbardziej barwną postacią jest jednak ekstrawagancki i wszechstronnie utalentowany Santino – urodzony mówca, muzyk, tancerz, spiker rodeo, DJ, prezenter radiowy i dostarczyciel gazet. Są też chłopcy Lucas i Pancho, którzy żyją jak kowboje z dawnych czasów: podróżują konno i biwakują pod gwiazdami, oraz hodowca bydła Wally.

Wszystko to spina historia nastoletniej Guady, która rozdarta między szkolną codziennością a swobodą życia swojego ludu z determinacją dąży do realizacji swojego celu. Dziewczyna marzy bowiem o tym, aby zostać kobietą gauchą i tym samym przesunąć granice płci w swojej społeczności. W tym celu trenuje jazdę konną i bierze udział w zawodach rodeo dla mężczyzn. Wszyscy bohaterowie żyją w zgodzie z własnym rytmem, pielęgnują tradycje, celebrują rytuały i czerpią radość z bliskości natury i bycia razem. Mają swój prosty przepis na szczęście. Czy uda im się go zachować w świecie, który zmienia się tak szybko?

Recenzja filmu „Gaucho Gaucho”
Twórcy „Truflarzy” po raz kolejny stworzyli coś absolutnie wyjątkowego. Ich najnowszy film to ciepła, szczera i pełna radości historia, której oglądanie jest czymś więcej niż zwykłym seansem – to prawdziwa uczta dla zmysłów, pozwalająca całkowicie zanurzyć się w fascynującym świecie gauchos. To również podnosząca na duchu opowieść o wolności, pasji i niezwykłej więzi między człowiekiem a naturą, a jednocześnie piękny i niesamowicie autentyczny film, który pozwala na chwilę się zatrzymać i docenić życie.

Poruszający dokument „Gaucho Gaucho” to jednak przede wszystkim intymny portret społeczności, która funkcjonuje dumnie poza czasem (momentami aż trudno uwierzyć, że akcja filmu rozgrywa się współcześnie), podtrzymując stare zwyczaje. Gauchos żyją spokojnie, w szacunku do przodków i harmonii z naturą. Noszą tradycyjne stroje, uprawiają ziemię i dbają o zwierzęta. Jeżdżą też konno, a w wolnych chwilach rywalizują na rodeo. Ich codzienność obejmuje natomiast niekończące się wyrazy duchowości, ceremonie i rytuały. Ich codzienność nie jest jednak pozbawiona trosk. Często żyją w ubóstwie, a ich dochody zależą od zmiennych takich jak deszcz. Nie mają też łatwego dostępu do nowoczesnej opieki zdrowotnej, a w przeszłości często musieli zmagać się ze stygmatyzacją, marginalizacją i nadużyciami. Mimo to są szczęśliwi i dumni z tego, kim są.

Każdy wątek zawarty w filmie jest na swój sposób urzekający. Proces dzielenia się wiedzą z pokolenia na pokolenie to wzruszający motyw, zwłaszcza w emocjonalnych momentach między Solano i Jonym. W rozmowach gawędziarza Lelo z miejscowym księdzem odnajdziemy subtelny humor, a w jego ulicznych konsultacjach z wiejskim szamanem – pewien mistycyzm. Konwencjonalna religijna powaga odgrywa również rolę w scenach, w których gauchos modlą się o deszcz i pomyślność dla swoich rodzin. Film śledzi jednak bohaterów z dystansu, pozwalając, aby ich historie rozwijały się bez komentarza lektora. Twórcy unikają też typowych wywiadów przed kamerą – zamiast tego po prostu podsłuchujemy swobodne rozmowy i obserwujemy zwykłe życie tej fascynującej społeczności.

Natomiast jeśli chodzi o stronę wizualną, film składa hołd klasycznym hollywoodzkim westernom. Każdy kadr jest pełnym magii dziełem sztuki, a zachwycające czarno-białe zdjęcia przywodzą na myśl „Romę” Alfonso Cuaróna – są bowiem podobnie hipnotyzujące i majestatyczne, nie tyle do oglądania, ile do zanurzenia się w nich. Całość dopełnia natomiast eklektyczny soundtrack, przywołujący melodie niczym ze starej szafy grającej: argentyński rock & roll, kubański i wenezuelski folk i najpiękniejsze francuskie arie.

Największą siłą „Gaucho Gaucho”, tuż obok zachwycających obrazów, jest jednak fakt, że opowiada on o tradycyjnym stylu życia, który w zasadzie jest już w zaniku, oraz miejscu, gdzie czas stoi w miejscu. To film dla duszy, nie dla umysłu – zakorzeniony w tradycji, głębokim poczuciu miejsca i bliskim kontakcie z naturą. Oferuje intymne spojrzenie na dynamikę relacji w społeczności gaucho, a rezultatem wysiłków twórców jest jedyne w swoim rodzaju doświadczenie, które w oszałamiający sposób ukazuje piękno prostego życia gauchos i ich otoczenia, a jednocześnie zachęca widzów do uważnego słuchania ich prawd.

Jedno jest pewne: „Gaucho Gaucho” to wciągające kino i przekonujący list miłosny do tradycji przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Reżyserom udało się natomiast nie tylko uchwycić pasję, duchowość, oddanie gauchos, ale przede wszystkim zrobić to z szacunkiem i podziwem dla ich stylu życia, przypominając przy tym, że kino dokumentalne spokojnie dorównuje opowieściom narracyjnym. To także hołd dla tych, którzy mają odwagę żyć na własnych zasadach, oszałamiająco piękny i pełen nostalgii za znikającym stylem życia – dla wszystkich, którzy żyjąc w chaosie codzienności, poszukują choćby odrobiny spokoju.
„Gaucho Gaucho” w kinach od 6 czerwca.