Jak odbudować swoje życie po traumie? To pytanie, wokół którego skupia się fabuła błyskotliwego debiutu Evy Victor, która opowiada w nim o radzeniu sobie z bolesnymi doświadczeniami, ale bez patosu i tanich emocji, za to z niewymuszoną lekkością i sporą dawką inteligentnego humoru. W styczniu komediodramat zrobił furorę w Sundance, a w lipcu – na wrocławskich Nowych Horyzontach. Czy porwie również wymagającą publiczność kinową? „Sorry, Baby” od dziś można obejrzeć w kinach, a my wyjaśniamy, dlaczego warto wybrać się na seans.
Twórczyni filmu „Sorry, Baby”, 31-letnia Eva Victor, laureatka nagrody za scenariusz na festiwalu w Sundance, szybko wyrosła na objawienie amerykańskiego kina niezależnego. Jej droga do sukcesu nie była jednak wcale łatwa. Po studiach aktorskich imała się różnych prac: była nianią, recepcjonistką na siłowni, ekspedientką w salonie sukien ślubnych. Pisała też w internetowym, feministycznym magazynie humorystycznym „Reductress”.
Wkrótce jej satyryczne filmiki publikowane na Twitterze (obecnie portal X), w których wcielała się w absurdalne postaci, stały się viralami, gromadząc miliony wyświetleń. Mimo to wciąż najbardziej znana była z roli Rian w serialu „Billions” – aż wreszcie zadebiutowała jako scenarzystka, reżyserka i gwiazda wyprodukowanego przez słynne studio A24 dramatu „Sorry, Baby” – poruszającej najczulsze struny opowieści o tym, jak żyć, gdy grunt usuwa ci się spod nóg i jak radzić sobie z pamięcią złych wydarzeń.
Zanim Eva Victor nakręciła swój debiut „Sorry, Baby”, tworzyła krótkie komediowe filmy i pisała dla satyrycznego portalu „Reductress”. (Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: Czujesz się zagubiony w życiu? Te wciągające filmy dadzą ci nadzieję, siłę i ugruntowanie
Agnes, młoda wykładowczyni literatury, wrażliwa i dowcipna, próbuje powrócić do równowagi psychicznej po szokującej zdradzie ze strony osoby, której ufała. Wsparcie znajduje w przyjaciółce Lydie oraz w nieśmiałym, ale uroczym sąsiedzie Gavinie, z którym nawiązuje bliską relację. Opowieść tę Victor zrealizowała na podstawie własnych doświadczeń. – Moim zamiarem było zrobić film, który nie przytłacza: jest delikatny, pełen humoru i czułości. I który, zamiast pokazywać szok i przemoc, skupia się na tym, co dzieje się później – na powracaniu do normalnego życia, na śmiechu, byciu z ludźmi – mówiła twórczyni w rozmowie z magazynem „People”. – Chciałam opowiedzieć o intymności i romantyzmie przyjaźni. O tym, jak mieszkanie z kotem może uratować ci życie, a zwykła kanapka poprawić dzień. Chciałam nakręcić film o osobie, która codziennie desperacko próbuje się uzdrowić – dodała.
„Sorry, Baby” (Fot. materiały prasowe)
W filmie, obok Victor, zobaczymy innych uznanych aktorów. Brytyjka Naomi Ackie („Mickey 17”), laureatka nagrody BAFTA, zagrała Lydie, lojalną przyjaciółkę głównej bohaterki. W Gavina wcielił się nominowany do Oscara Lucas Hedges („Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”, „Lady Bird”), a jako Preston Decker, profesor i mentor literacki głównej bohaterki, wystąpił Louis Cancelmi („Irlandczyk”, „Czas krwawego księżyca”). Małą rolę otrzymał również John Carroll Lynch („Fargo”, „McImperium”).
„Sorry, Baby” (Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: Co oglądać, gdy jest ci źle? Oto 8 znakomitych filmów, które podnoszą na duchu i pokazują, że trudne emocje też są OK
„Sorry, Baby”, ale to najlepszy debiut roku, czyli jak robić kino o traumie z dystansem i po ludzku. Recenzja filmu Evy Victor
W rozmowie z koleżanką po fachu, Celine Song (twórczynią komediodramatu „Materialiści”), Victor przyznała, że na planie swojego fabularnego debiutu była zorganizowana do granic obłędu. – Mam mnóstwo lęków. Przez cały rok przygotowywałam się do reżyserii najlepiej, jak umiałam. Rysowałam storyboardy, bo musiałam zobaczyć na własne oczy, czy coś mi się podoba. Rozmawiałam z trenerką aktorską o przemianie mojej postaci i o tym, co należy pokazać w początkowych scenach, zanim spotka ją „coś złego” – wyznała twórczyni we wspomnianym wcześniej wywiadzie.
„Sorry, Baby” (Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: Przepędź jesienną chandrę – 9 seriali na dobry nastrój
Efekt tych starań przeszedł najśmielsze oczekiwania, bo zarówno widzowie, jak i krytycy przyjęli film niezwykle entuzjastycznie. „Sorry, Baby” to bowiem przejmująca, inteligentnie zabawna i niezwykle czuła opowieść o przyjaźni, samotności i codziennej walce o to, aby istnieć i odczuwać – mimo wszystko. Skromna, ale wnikliwa i niesamowicie poruszająca – bardzo w stylu młodej Grety Gerwig („Frances Ha”), Phoebe Waller-Bridge („Fleabag”) i nowojorskiego mumblecore*. To również surowa i niezwykle stonowana opowieść o traumie i jej następstwach, dojrzewaniu do pewnych decyzji, oraz życiu, w którym czasem pada deszcz, ale jest też wiele słonecznych dni, dla których zdecydowanie warto żyć.
Mimo ciężaru, jaki ze sobą niesie, jest to jednak film niesamowicie lekki i przyjemny, który jednocześnie wiarygodnie i nienachalnie pokazuje przeżycie i wychodzenie z traumatycznych doświadczeń. Zamiast melodramatycznych scen, mamy tu bowiem żarty u lekarza, rozmowy z przyjaciółką (chyba każdy z nas marzy o tak czułej relacji) czy powolne przepracowywanie bólu i rozczarowania kimś, kto był nam bliski. Humor miesza się tu więc z melancholią, a trudne momenty – z tymi podnoszącymi na duchu i dającymi nadzieję. Victor doskonale balansuje bowiem między śmiechem i łzami oraz dramatem a komedią. Momentami śmieszy, a momentami wzrusza. Do tego mamy świetnie napisane postacie i dialogi, znakomite aktorstwo i masę chwytających za serce scen (sekwencja z atakiem paniki i rozmową przy kanapce z pewnością zostanie z wami jeszcze na długo po seansie).
„Sorry, Baby” (Fot. materiały prasowe)
„Sorry, Baby” to zatem naprawdę mocny debiut – pełne ciepła i zrealizowane z wielkim sercem kino niezależne w najlepszym tego słowa znaczeniu, a także wzruszający manifest zaufania, bliskości i kobiecej solidarności. Victor jest natomiast znakomita zarówno za, jak i przed kamerą. Co więcej, nie tylko nie boi się podejmowania trudnych tematów, ale też robi to szczerze, z wyczuciem i wrażliwością, bez taniej sensacji, zbędnego wyrachowania, popadania w przesadę czy epatowania cierpieniem, co nie tylko działa na korzyść opowieści, ale też świadczy o wielkim talencie i dojrzałości jego twórczyni. To nazwisko z pewnością trzeba zapamiętać i śledzić. „Sorry, Baby” to bowiem wielki przełom w karierze Victor, która w pełni zasługuje na wszelkie zachwyty.
„Sorry, Baby” (Fot. materiały prasowe)
Czytaj także: 7 wciągających filmów z wątkami psychologicznymi. Zostają w głowie na długo po napisach końcowych
„Sorry, Baby”, mimo wielu wątków humorystycznych, stawia równocześnie ważne pytania: Co zmienia się w nas, gdy złe wspomnienia nie chcą nas opuścić? Dlaczego opłakujemy osobę, którą mogliśmy się stać? Jak pójść naprzód inną ścieżką, która może nie przypominać tej, którą sobie wyobrażaliśmy? I wreszcie: jak odbudować swoje życie po traumie? – Chciałam, aby film inspirował ludzi do rozmów i do mówienia sobie nawzajem rzeczy, których wcześniej baliśmy się wypowiedzieć na głos – przyznaje reżyserka. – Mam nadzieję, że dotrze on do ludzi, którzy będą go potrzebować – dodaje. Jeśli jest zatem jeden tytuł, który powinniście zobaczyć jesienią w kinach, z pewnością jest to właśnie „Sorry, Baby” – zapewniamy was, że to jedna z największych filmowych niespodzianek roku.
„Sorry, Baby” w kinach od 29 sierpnia.
*mumblecore to gatunek amerykańskiego kina niezależnego charakteryzujący się niskim budżetem, naturalistycznym i improwizowanym stylem gry aktorskiej oraz realistycznymi, często niewyraźnymi dialogami.