fbpx

Jane Fonda: „Czuję się bardziej młoda w wieku 82 lat, niż gdy miałam 20”

Jane Fonda: Czuję się bardziej młoda w wieku 82 lat, niż gdy miałam 20
Jane Fonda podczas oscarowej imprezy Vanity Fair, marzec 2014 roku. (fot. BEW PHOTO)

Była już wierną i oddaną partnerką, bohaterką masowej wyobraźni i wrogiem numer 1 Ameryki. A także królową fitnessu, córką sławnego ojca, żoną bilionera, modelką, dwukrotną laureatką Oscara, matką… Dziś Jane Fonda kończy 82 lat i jak sama wyznaje – czuje się znacznie młodsza niż kiedy miała ich 20. I nareszcie wolna. Razem z Susan Lacy, reżyserką filmu dokumentalnego „Jane Fonda w pięciu odsłonach”, staramy się dociec, dlaczego aktorka nadal fascynuje kolejne pokolenia widzów. I jaką rolę w jej dojrzewaniu odegrało uwolnienie się od trudnej przeszłości.

Choć dziś jest uważana za niezwykle silną i niezależną kobietę, czołową feministkę Ameryki i aktywistkę – jednak przez 60 lat jej życia to mężczyźni wyznaczali, co ma myśleć i robić. Dlatego film o niej, który za chwilę będzie można zobaczyć na antenie HBO, jest właściwie uniwersalną opowieścią o wyzwoleniu dojrzałej kobiety – od presji bycia doskonałą, atrakcyjną i zasługującą na miłość. W jednym z wywiadów podczas festiwalu filmowego w Sundance, gdzie miał swoją premierę, reżyserka Susan Lacy spytała: „Pamiętacie tę scenę, w której Jane mówi, że była tak stara w wieku 20 lat, że nie widziała przed sobą żadnej przyszłości?”. Na co Jane: „Teraz jestem o wiele młodsza niż wtedy”. „Co byś poradziła tamtej Jane?” – podchwytuje dziennikarka. „Nie poddawaj się, rób swoje. I wiedz, że «nie» czasem wystarczy za całą odpowiedź. Zajęło mi 60 lat, żeby się tego nauczyć”.

Wszystkie moje cudowne błędy

Można powiedzieć, że Jane Fonda popełniła w życiu tyle błędów po to, byśmy my już nie musiały. Gdyby tylko można się uczyć na cudzych błędach! Na pewno jednak niektóre z nas poznały na własnej skórze, jak mocnym piętnem odciskają się na młodej dziewczynie trudne relacje z ojcem – to z nich bierze się niezaspokojony głód miłości. Wiele z nas z pewnością odnajdzie siebie w jej próbach szukania własnej ścieżki – najpierw w roli modelki w Paryżu, gdzie poznała Rogera Vadima, potem w roli aktywistki i wpatrzonej w swojego (już drugiego) męża żony, a wreszcie kobiety sukcesu, której nowa pasja – aerobik, zaczęła nagle przynosić ogromne zyski. Jej zmagania z wizerunkiem, jej potrzeba akceptacji, jej rany z dzieciństwa, jej nieudane filmy – to wszystko składa się na CV Jane Fondy. Ale jest w nim też miejsce na sukcesy – dwa Oscary (za filmy „Klute” i „Powrót do domu”), troje dzieci (Vanessa, Try i Mary Luana), przyjaźnie i sympatia widzów.

Jeszcze w college’u zaczęły się jej zmagania z bulimią, choć wtedy nie wiedziała, jak podstępna i szkodliwa to choroba. „Przeżyłam z nią 25 lat” – wyznała w jednym z wywiadów. Ma też na swoim koncie trudne doświadczenie molestowania seksualnego. Ponad rok temu na łamach magazynu „The Edit” wyznała innej aktorce, Brie Larson: „Zostałam zgwałcona, byłam molestowana seksualnie jako dziewczynka, wylano mnie z pracy, bo nie chciałam przespać się ze swoim szefem i przez cały ten czas uważałam, że to wszystko moja wina. Że nie zachowałam się dość stanowczo, że nie sprzeciwiłam się w odpowiedni sposób”. Dziś wspiera dziewczyny, które były w podobnej sytuacji. Twierdzi, że życie uratował jej feminizm, który zaszczepiła jej druga żona ojca, Susan, a który rozwijał się w niej potem podczas pobytu w Paryżu. We wspomnianym wywiadzie dla „The Edit” Jane Fonda zdradziła, że ostatecznie feministką stała się, gdy zobaczyła „Monologi waginy” Eve Ensler: „Gdy się śmiałam, mój feminizm przenosił się z mojej głowy do mojego DNA. Zajęło to dużo czasu, ponieważ zostałam wychowana w chorobie bycia miłą”.

Nie tak jak matka

Urodziła się 21 grudnia 1937 roku w Nowym Jorku jako córka aktora Henry’ego Fondy i Frances Ford Seymour, finansistki, spokrewnionej z trzecią żoną Henryka VIII, Jane Seymour (to słynnej królowej aktorka zawdzięcza swoje imię). Jej matka, zdradzana przez męża i zmagająca się z własnymi demonami, popełniła samobójstwo w wieku 42 lat. O tym, jak cieżkie było to doświadczenie dla 12-letniej wtedy Jane, pisze obszerniej w swojej autobiografii „My Life So Far” oraz opowiada w filmie.

Przez lata Jane była przekonana, że matka zmarła na serce – tak jej powiedział ojciec. Dopiero po latach dotarła do dokumentacji medycznej Frances, z której dowiedziała się, że była zgwałcona w wieku ośmiu lat i molestowana jeszcze długo potem przez stroiciela fortepianów. Aż dziewięciokrotnie była zmuszana do aborcji. Te traumatyczne wydarzenia odbiły sie na jej zdrowiu psychicznym. Lekarze stwierdzili u niej chorobę afektywną dwubiegunową, wiele razy trafiała do szpitala psychiatrycznego (ostatni raz po tym, gdy jej mąż zażądał rozwodu) i tam też podcięła sobie żyły. Jane w jednym z wywiadów wyznała, że dopiero z tą wiedzą zrozumiała obsesję matki na punkcie operacji plastycznych i jej nieumiejętność kochania swoich dzieci. Zrozumiała też, że to wspomnienie matki kazało jej przesadnie dbać o swój wygląd i pozwalać decydować o sobie kolejnym mężczyznom. Ale w końcu powiedziała sobie i im: dość.

Liczy się teraźniejszość

Dziś życie Jane Fondy przypomina trochę życie Grace, bohaterki serialu komediowego „Grace i Frankie”, w którą wciela się u boku swojej przyjaciółki, Lily Tomlin. Jest świadomą siebie atrakcyjną kobietą, niestroniacą od używek (zwłaszcza marihuany i alkoholu), z głową do interesów i otwartym sercem. Zaangażowana społecznie i feministycznie – wspiera silnie ruch na rzecz większych praw kobiet „Time’s Up” oraz ruch na rzecz przeciwdziałania rasizmowi wobec Afroamerykanów – „Black Lives Matter”. Mieszka na grodzonym, luksusowym osiedlu dla emerytów – ma swój dom, ale i dostęp do wspólnego basenu oraz kortu tenisowego. „Nigdy nie sądziłam, że tu trafię, ale jest cudownie” – wyznała w wywiadzie dla „The Guardian”. Obecnie jest singielką – niedawno rozstała się ze swoim „młodszym” chłopakiem, producentem muzycznym Richardem Perrym (wspólnie prowadzili bloga o jego chorobie Parkinsona). „Nie skończyłam z mężczyznami, ale zdecydowanie skończyłam z małżeństwami i randkami” – mówi w tym samym wywiadzie.

Jane Fonda z aktorką i aktywistką Lily Tomlin zna się od 50 lat, tu w filmie „Od dziewiątej do piątej”. (fot. BEW PHOTO)

Jak wielkim wsparciem dla kobiet może być historia Jane Fondy?
Z reżyserką Susan Lacy rozmawia Mariola Wiktor

Kim dla ciebie jest Jane Fonda? W grudniu skończy już 82 lat…
Nie postrzegam jej w kategorii wieku. Dla mnie to… dziewczyna z sąsiedztwa, ikona seksu, działaczka społeczna i polityczna, królowa fitnessu, oscarowa aktorka. Wiodła życie naznaczone tragediami, kontrowersjami i wielką transformacją, a to wszystko działo się na widoku publicznym. Film, który zatytułowałam „Jane Fonda w pięciu odsłonach” („Jane Fonda in Five Acts”), pokazuje, kim Jane naprawdę jest – mieszanką głębokiej bezbronności, magnetyzmu i odwagi. Starałam się pokazać, co ją inspirowało, co dawało jej napęd życiowy. Przeprowadziłam z nią około 21 godzin wywiadów, w czasie których uczciwie opowiadała mi o swoim życiu. Dokument rejestruje także rozmowy, jakie przeprowadziłam z bliskimi Jane i jej przyjaciółmi. Wśród nich znaleźli się m.in: Tom Hayden, Ted Turner, Robert Redford, Lily Tomlin oraz jej syn Troy. Dołączyłam też fragmenty prywatnych filmów rodzinnych.

Twoim źródłem inspiracji była autobiografia Fondy, „My Life So Far”, która ukazała się w 2005 roku na jej 68. urodziny?
Tak. Przeczytałam ją jednym tchem. To historia wzlotów i upadków kobiety, która po 60-tce zdecydowała się podsumować swoje dotychczasowe życie, spojrzeć na nie z dystansu. Byłam także ciekawa, na jakim etapie tej podróży w głąb siebie jest Jane Fonda dziś, kilkanaście lat później.

Dlaczego właśnie ona?
W książce Jane znalazłam zdanie, które stało się motywem przewodnim mojego filmu, że oto nigdy nie jest za późno, by naprawić nasze błędy, by stać się lepszym i że zmiana jest możliwa niezależnie od tego, ile pokazuje nasza metryka. Jako jej wieloletnia fanka po przeczytaniu książki byłam zafascynowana niezwykła szczerością w dokumentowaniu jej aspiracji ale i błędów, jakie popełniała, bólu i prób pokonania własnych demonów i obsesji.

Dlaczego podzieliłaś film na pięć rozdziałów?
Pierwsze cztery skoncentrowane są na mężczyznach ważnych w życiu Jane, tych, którzy ją formowali. Ojciec – wybitny i sławny aktor Henry Fonda, niedostępny emocjonalnie, od którego cienia długo nie mogła się uwolnić, potem Roger Vadim, pierwszy mąż, który wykreował image sexy kociaka w „Barbarelli”, następnie Tom Hayden, aktywista polityczny, którego spotkała podczas demonstracji przeciw wojnie w Wietnamie, wreszcie mąż numer trzy – Ted Turner, bilioner, założyciel stacji CNN, z którym się rozstała, bo dalej chciała iść przez życie sama. Potrzebowała niezależności, by poczuć się bardziej pewną siebie.
No i na koniec rozdział piąty zatytułowany po prostu „Jane”, w którym osiąga poczucie pełni, nie potrzebując już do tego mężczyzn, którzy byli jej przewodnikami życiowymi. Dotarła wreszcie do siebie, tej Jane, której szukała przez całe życie.

Jane Fonda i Tom Hayden – zaangażowany aktywista, pogardzający bogaczami i establishmentem – nie był w stanie zaakceptować jej sukcesu. (Fot. BEW PHOTO)
Jane Fonda i jej ojciec, Henry Fonda – bożyszcze kobiet, zawsze bardzo chłodny dla swoich dzieci – zaszczepił w niej przekonanie, że kobieta musi dbać o swoją urodę, aby zatrzymać mężczyznę. (fot. BEW PHOTO)

Porozmawiajmy o Henrym Fondzie i dzieciństwie Jane. W filmie pokazujesz rodzinną fotografię. Z pozoru sielankowy obrazek. Piknik na kocu z rodzicami, małą Jane i jej bratem Peterem. W oczach dziewczynki nie ma jednak beztroskiej radości. Jest smutek i ból. Widać, że coś tu nie gra…
To nie była szczęśliwa rodzina. Jane nie czuła się dzieckiem kochanym. Jej matka cierpiała na zaburzenia psychiczne, które objawiały się zarówno depresją, jak i stanami maniakalnymi. Wiele czasu spędziła w szpitalach psychiatrycznych, a więc nie była obecna w życiu swoich dzieci. Zdradzana przez męża, bożyszcze kobiet, desperacko próbująca go zatrzymać za pomocą operacji plastycznych, popełniła samobójstwo, kiedy Jane miała 12 lat. Ojciec ukrywał prawdę i opowiadał, że mama zmarła na atak serca.

W filmie jest poruszająca scena odwiedzin na grobie matki. Jak udało ci się namówić na nią Jane?
To była jej decyzja. Postanowiła odwiedzić grób matki w Ogdensburgu w stanie Nowy Jork. Po raz pierwszy w życiu. To musiało być dla niej bardzo emocjonujące doświadczenie. Przez długie lata nie mogła wybaczyć matce, że ta popełniła samobójstwo. Nie potrafiła się z nią pojednać i znów ją pokochać, to się udało dopiero teraz, na starość. Na grobie ogarnął ją smutek, że mama umarła tak młodo i nie mogła jej poznać lepiej.

A ojcu wybaczyła?
Tak, pod koniec jego życia, gdy był już bardzo chory. Wcześniej nie potrafił jednak okazać ciepła swoim dzieciom. Jane, obserwując matkę, która chciała być ciągle piękna i młoda dla ojca, przyrzekła sobie, że zrobi wszystko, by osiągnąć fizyczną doskonałość, aby nigdy nie przestał ją kochać jej mężczyzna. Zapamięta na całe życie, że nie ma nic gorszego niż być porzuconą przez mężczyznę. To dlatego jako dorosła kobieta ze strachu przed tym żyła życiem kolejnych mężów, zapominając o sobie, godziła się na ich zachcianki, przejmowała ich poglądy. Szukała w nich ojca. Kiedyś popłakała się, opowiadając mi o tym, że wiedząc, iż tata okazywał im troskę tylko wtedy, gdy ona lub Peter chorowali, z radością łamała ręce lub nogi albo w kolejnych bijatykach z bratem dostawała krwotoków z nosa, byle tylko trafić w ramiona ojca.

W innych mężczyznach szukała akceptacji, bo nie dostała jej od własnego ojca?
Dokładnie tak. To skutkowało także tym, że choć odziedziczyła po ojcu talent aktorski, brakowało jej pewności siebie, miała mnóstwo kompleksów. By zachować szczupłą i nienaganną sylwetkę, bardzo mało jadła, używała deksedryny, by sztucznie hamować apetyt, cierpiała na bulimię i anoreksję. Henry Fonda miał obsesję na punkcie szczupłych kobiet. Jane była wprost uzależniona od podziwu w oczach mężczyzn. Asertywności nauczyła się dopiero po sześćdziesiątce.

Niestety, kiedy spotkała Rogera Vadima, pozwoliła, by całkowicie nią zawładnął.
No cóż… była bardzo młoda i zakompleksiona. Specjalnie dla niej Vadim nakręcił „Barbarellę”. Futurystyczno-erotyczna opowiastka stała się hitem, ale Jane nie czuła się w tym związku szczęśliwa. Roger był kobieciarzem, alkoholikiem, hazardzistą. Urodziła mu córkę, Vanessę. Przez osiem lat trwała w toksycznym związku, ponieważ uważała, że bez Rogera jest nikim. W końcu to on ją stworzył, tak jak wcześniej uformował Brigitte Bardot.

Seksowna i trochę komiksowa Barbarella była kasowym hitem, ale dostało się za nią Jane od czołowych feministek. (fot. BEW PHOTO)

Po rozstaniu z Vadimem Jane znów powtarza swoje błędy w kolejnym związku, tym razem z Tomem Haydenem.
Niestety. Wcześniej jednak angażuje się politycznie. Wyjeżdża do Hanoi, gdzie pozuje z żołnierzami wietnamskimi na działku przeciwpancernym i apeluje do Nixona o zaprzestanie wojny, zyskując przydomek „Hanoi Jane” i opinię zdrajczyni narodu, za co później przeprasza. Robi to jednak z pobudek pacyfistycznych, z młodzieńczego idealizmu. Jest szalona, ale odważna. Zakochuje się w Tomie Haydenie, który podziela jej rewolucyjne poglądy. Kiedy rodzi im się syn, nazywają go Troi po Nguyenie Van Troi, męczenniku Vietkongu, który próbował zabić sekretarza obrony USA. Z mężem mieszka w małym domu, bo Tom pogardza bogactwem. Ale i ten związek nie wytrzymuje próby czasu. Tom jest zazdrosny o sukcesy filmowe żony. Jane próbuje ratować małżeństwo, wspierając kampanię polityczną męża, na którą przeznacza miliony zarobione na ćwiczeniach z aerobiku, lecz i to nie pomaga. Porzuca fitness, bo zaczyna czuć się niewolnicą swojego ciała.

Nie odnajduje też spokoju w ramionach Teda Turnera, który oferuje jej luksus i wygodne życie.
Ich sielanka trwa prawie 10 lat. Jane rezygnuje z grania w filmach, by wieść życie u boku Teda na ranczo w Montanie i w bliskości z naturą. Oddaje się pracy społecznej. Związek się rozpada, bo Jane znów spełnia zbyt wiele zachcianek Teda i nie potrafi postawić na swoim. W filmie Jane odwiedza Teda, który w niczym nie przypomina dziś dawnego playboya. Nadal finansuje fundacje Jane zajmujące się dziewczętami, które padły ofiarą gwałtu. Fonda uświadamia im, że nie ponoszą odpowiedzialności za to, co je spotkało. Sama przez lata uważała, że ponosi winę za przemoc seksualną, której jako nastolatka i młoda dziewczyna także doświadczała.

To ten etap doprowadzi ją do bycia nową Jane — kobietą świadomą siebie i swoich praw?
Tak. Zaczęła rozumieć, że nie musi nikomu nic udowadniać, spełniać niczyich oczekiwań, że nie potrzebuje akceptacji, by żyć pełnią życia i być szczęśliwą, że może i powinna być sobą, i to jest jej wartością. Musimy pamiętać, że Jane urodziła się i wzrastała w czasach, kiedy w Ameryce od kobiet oczekiwano, by wychodziły za mąż, rodziły dzieci i zostawały gospodyniami domowymi.
Szanuję Jane za to, że przeszła ogromną metamorfozę, przyznała się do swoich błędów, przepracowała je i szczerze o tym opowiedziała. To było dla niej naprawdę wyzwalające. Wreszcie poczuła się naprawdę wolna. Wiele rówieśniczek Jane może identyfikować się z jej historią. Kobiety nie miały takiej siły przebicia w czasach jej młodości jak mają teraz, były bardziej zależne od mężczyzn. Jane nie miała własnej narracji, to mężczyźni ją formowali.
Urodziła się w 1937 roku, a jej młodość przypadła na czasy przed okresem rewolucji seksualnej i wyzwolenia kobiet. Kiedy zapytałam ją, jakiej rady udzieliłaby dziś młodym kobietom, powiedziała, że nie czuje się upoważniona, by ich udzielać – z wyjątkiem jednej.

Jakiej?
Jej zdaniem, przyzwyczailiśmy się do tego, że kobiety w dzisiejszym świecie muszą być doskonałe. Tymczasem należy wyrzucić doskonałość z naszego życia, a zamiast niej szukać pełni i harmonii ze sobą oraz otoczeniem. Stanowi dla mnie – i mam nadzieję dla innych kobiet – przykład tego, że nigdy nie jest za późno na szczęście. Nikt nie spodziewał się, że wróci na ekran. Zagrała w znakomitej komedii „Nasze noce” z Robertem Redfordem, odebrała Honorowego Złotego Lwa w Wenecji, znów ma nowe propozycje, wreszcie żyje zgodnie ze swoimi emocjami. No i jak na swoje 80 lat wygląda rewelacyjnie, choć nie ukrywa, że pomogły jej w tym operacje plastyczne sprzed lat i obecnie jest ich przeciwniczką. Jedyną osobą, którą stara się zadowolić dzisiaj, jest… ona sama. I nie musi nikomu nic udowadniać, by zasłużyć na miłość. Całe życie szukała takiej siebie. Najważniejsze, że wreszcie ją znalazła.

Jak sądzisz, dlaczego Jane tak otworzyła się przed tobą?
Poczułam się wyróżniona tym, że mi zaufała i zgodziła się opowiedzieć swoją historię, która jest pełna sprzeczności, prowokuje, niesie wyzwania, jest bardzo emocjonalna, ale i inspirująca. Jane powiedziała, że wybrała mnie, bo jest fanką „American Masters”, oscarowej serii dokumentów o wybitnych postaciach kultury amerykańskiej, którą realizowałam dla PBS prawie 30 lat. Zrobiliśmy filmy m.in. o Leonardzie Bernsteinie, Paulu Simonie, Marcie Graham, Billu T. Jonesie, Elli Fitzgerald, Joan Baez. Seria przetrwała tyle lat, bo każdy odcinek był bardzo starannie opracowywany, każdy film był oryginalny i wyjątkowy. Otrzymaliśmy nie tylko nominacje do Oscara, ale też 28 do Nagród Emmy. Jane wiedziała, że nigdy nie nakręcę niczego, czego ona by nie chciała upublicznić.

Zawsze chciałaś być dokumentalistką, portrecistką znanych osób?
Jako dziecko pochłaniałam książki, zwłaszcza biografie znanych postaci ze świata kultury. Ludzie zawsze interesowali się życiorysami innych ludzi. Mnie z kolei ciekawiły relacje między pracą, człowiekiem prywatnie i epoką, w której żyje, kontekstem kulturowo-społeczno-politycznym. I to – mam nadzieję – widać we wszystkich moich filmach.

 

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze