Sierpień w hrabstwie Osage – recenzja filmu

Sierpień w hrabstwie Osage - recenzja filmu
mat.pras.

Zwykle rekomenduję spektakle i książki warte uwagi, ale dziś piszę o niezwykłym filmie „Sierpień w hrabstwie Osage” w reżyserii Johna Wellsa, znanego m.in. jako współproducent serialu „Mildred Pierce” z Kate Winslet w roli głównej czy scenarzysta słynnego „Ostrego dyżuru”. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że scenariusz Tracy’ego Lettsa powstał na podstawie jego własnej sztuki pod tym samym tytułem.

Beverly Weston (w tej roli Sam Shepard) rozmawia z kandydatką na opiekunkę umierającej na raka żony Violet (poruszająca Meryl Streep), opowiadając jej właściwie historię swojego życia naznaczonego alkoholizmem. Gdy do gabinetu pisarza wkracza sama Violet, karuzela nieszczęść, oskarżeń i ludzkich dramatów zaczyna się kręcić w obłędnym tempie. Stężenie tajemnic, chorób i beznadziei nasila się z minuty na minutę, dążąc do kulminacyjnej sekwencji (jak na klasyczny dramat przystało), w której Barb (w tej roli naprawdę świetna, pozbawiona swojej zwykłej maniery i promiennego uśmiechu Julia Roberts), rzuca się w ataku szału na umierającą matkę. Tę scenę, jak wspominają aktorzy, grano przez 4 dni, a ilość dubli dochodziła do 30. Nawet słynąca z oddania i swojej pracy Meryl Streep uznała, że bardzo wyczerpująco było „grać tyle razy potwora” .

Ta scena to reżyserki majstersztyk. Realistyczna, pokazana przez filtr ludzkich emocji, obnażająca reakcje, które uczestnicy uroczystego rodzinnego obiadu starają się ukryć. Warto podkreślić, że do doskonałego efektu przyczyniły się także świetne zdjęcia Adriano Goldmana. Dawno nie widziałam w kinie takich zbliżeń! Dzięki nim po prostu wchodzimy w świat chorych relacji rodzinnych rodziny Westonów i nie potrafimy ani na chwile tej rzeczywistości opuścić.

W filmie „Sierpień w hrabstwie Osage” nie ma źle obsadzonej postaci i nie ma źle zagranej roli – są tylko bardzo dobre i lepsze. Aktorzy grają ze sobą, a nie przeciw sobie, nie ma „gwiazdorzenia”, znanych trików, oklepanych gagów. Każdy kolejny bohater pokazuje coraz to nowe oblicze ludzkich tragedii. Podobnie jak w każdej rodzinie, którą znam, to, co zamiecione pod dywan przed laty, wyłazi i nie pozwala ani na chwilę o sobie zapomnieć.

Co takiego? Można by odpowiedzieć: to, co zawsze. Rodzinnego piekiełko, którego się boimy, ale równocześnie zawsze będziemy jego częścią. Genialny film Johna Wellsa tylko nas w tym upewni. Niecierpliwie czekam na polski spektakl oparty na tej historii.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze