1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. 9 niezawodnych sposobów na złapanie chwili oddechu

9 niezawodnych sposobów na złapanie chwili oddechu

Codziennie dostajesz od życia 24 godziny. Od ciebie zależy, czy znajdziesz czas na relaks. (fot. iStock)
Codziennie dostajesz od życia 24 godziny. Od ciebie zależy, czy znajdziesz czas na relaks. (fot. iStock)
Trudno jest zadowolić jednocześnie wszystkich i samą siebie. Praca, rodzina i codzienne obowiązki zabierają ci cały czas? Może już pora, abyś pomyślała o sobie?

Jeśli będziesz zaniedbywała siebie, odbije się to na twoim samopoczuciu, kondycji psychicznej i relacjach z innymi. Możesz być ciągle rozdrażniona i prowokować kłótnie z najbliższymi. Twoje ciało, umysł, serce i dusza domagają się uwagi. I tylko ty możesz im ja dać. Codziennie dostajesz od życia 24 godziny. Od ciebie zależy, jak je zagospodarujesz. Oto nasze propozycje:

Twoje mieszkanie

Kiedy wracasz z pracy do domu, wyobraź sobie, że wchodzisz do niezwykłej przestrzeni, wolnej od stresów zawodowych. Przestrzeni, w której już samo przebywanie może cię zrelaksować. Zadbaj o to, aby były w niej elementy kojarzące ci się z czymś pozytywnym, skłaniające do relaksu, jak również do budzenia kreatywności. Wybierz też miejsce w domu, w którym czujesz się dobrze. Usiądź tam i przez kilka chwil po prostu bądź i świadomie oddychaj. Poczuj, że jesteś „tu i teraz”. Własnie tak!

Zrób przegląd dnia

Tę praktykę najlepiej stosować wieczorem. Przypomnij sobie jak najwięcej zdarzeń z minionego dnia, od momentu obudzenia się aż do chwili obecnej. Które zdarzenia były najważniejsze? Jakie emocje i uczucia im towarzyszyły? Jakie ważne rozmowy przeprowadziłaś? Co dzisiaj zrobiłaś tylko dla siebie? Na koniec wróć w pełni do „tu i teraz”. Podziękuj w myślach za ten dzień. Cokolwiek się wydarzyło, było okazją do tego, abyś lepiej poznała siebie.

Wpatrywanie się w jeden punkt

Praktyka ta pomoże ci zatrzymać szalony bieg myśli, poprawi również twoją koncentracje. Usiądź wygodnie. Zrób kilka długich wdechów i wydechów. Znajdź w otoczeniu jeden punkt, na którym zatrzymasz swój wzrok przez kolejne trzy minuty. Wpatruj się w ten punkt, spokojnie oddychając. Staraj się jak najmniej poruszać powiekami. Twój wzrok jest stabilny. W wyniku zawężenia pola widzenia poprawi się twoja zdolność koncentracji, a umysł się zregeneruje. Poczujesz się bardziej sobą.

Tylko Ty

Twórcza wizualizacja jest techniką, która umożliwia zwiększenie aktywności prawej, czyli kreatywnej półkuli. I szybko poprawia samopoczucie. Wyłącz telefon. Usiądź wygodnie i zamknij oczy. Wyobraź sobie piękne miejsce na łonie natury. Zobacz siebie w tej scenerii. W tej przestrzeni możesz robić wszystko, na co masz ochotę, np. położyć się na ziemi i zrelaksować, tańczyć, biegać, siedzieć i kontemplować przyrodę. Zobacz też radość promieniująca z twojej twarzy. Mózg nie odróżnia obrazów, które widzimy przed sobą, od tych, które sobie wyobrażamy. Zatem, jeśli wyobrażasz sobie pozytywne obrazy, mózg aktywizuje ośrodki związane z pozytywnymi emocjami.

Powolność i kontemplacja

Slow life to postawa, która namawia do wyhamowania w życiu i celebrowania chwili. Zastanów się, kiedy ostatnio się czymś delektowałaś. Z szeregu czynności, które codziennie wykonujesz, wybierz jedną, którą mogłabyś każdego dnia kontemplować. To może być świadome picie pysznej herbaty albo słuchanie na słuchawkach ulubionych utworów. To czas tylko dla ciebie – żadnego odpisywania na SMS-y i e maile czy myślenia o sprawach zawodowych.

Oczyszczający czas menstruacji

To okazja do uważnego pobycia samej ze sobą i wsłuchania się w potrzeby ciała, ale również serca. Rdzenne kultury wierzą, że podczas miesiączki kobieta oczyszcza się na poziomie fizycznym, emocjonalnym oraz duchowym. To własnie wtedy jest bardziej uwrażliwiona na swoje prawdziwe pragnienia serca. Skorzystaj z tego czasu. Pozwól sobie na ekspresję twórczą w postaci malowania, śpiewania, pisania, rzeźbienia. Nie zmuszaj się do niczego i słuchaj swojego ciała.

Kreatywne pisanie

To kolejna okazja, by skontaktować się ze sobą. Tuż przed wyjściem do pracy zapisz na kartce wszystkie myśli, jakie pojawiają się w twojej głowie. Nie analizuj i nie oceniaj tych treści. To świetna praktyka, aby oczyścić umysł i rozpocząć dzień z głowa otwarta na kreatywność.

Czas na relaks

Sztuka relaksu polega na stopniowym odpuszczaniu napięcia ciała i umysłu. Ta technika pomaga poczuć lepiej swoje ciało. Jednym z najskuteczniejszych sposobów pozwalających na głębokie odprężenie jest relaksacja w pozycji lezącej. Jeśli chcesz ją praktykować, kup płytę z rozluźniającą muzyką, a najlepiej z prowadzoną przez lektora sesją. Przeznacz dla siebie co najmniej 20 minut. Wyłącz telefon. Połóż się wygodnie na łóżku (nogi rozluźnione i ręce w pewnej odległości od ciała). Zrób kilka głębokich wdechów i długich rozluźniających wydechów. Wsłuchuj się w spokojna muzykę lub słowa lektora. W efekcie praktyki uspokoi się twój oddech, obniży się poziom hormonów stresu we krwi, spowolni tętno, zregeneruje układ nerwowy, wzmocni odporność organizmu. Ta technika pomoże ci również spojrzeć z nowej perspektywy na trudne sytuacje.

Otwórz się na wdzięczność

Przypomnij sobie jedną pozytywną rzecz, jaka ci się ostatnio przytrafiła. Jeśli nic takiego się nie wydarzyło, to sięgnij pamięcią w przeszłość. Jedna mała rzecz, np. ktoś na ulicy się do ciebie uśmiechnął, byłaś w lesie i czułaś się dobrze, zobaczyłaś piękny kwiat, przyśnił ci się przyjemny sen. Odtwórz uczucie wdzięczności w swoim sercu. Wyobraź sobie, że jest niczym światło, które emanuje ze środka klatki piersiowej, następnie rozprzestrzenia się na całe ciało. Światło przyjemnie cię rozluźnia. Czujesz się dobrze. Powiedz na koniec jakieś miłe słowo swojemu ciału.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Weekendowa regeneracja organizmu

W weekend obowiązki ograniczmy do minimum, postarajmy się, by te dni były wolne od rutyny. (Fot. iStock)
W weekend obowiązki ograniczmy do minimum, postarajmy się, by te dni były wolne od rutyny. (Fot. iStock)
Żyjemy w pośpiechu. W efekcie gubimy gdzieś uśmiech, częściej chorujemy i szybciej się starzejemy. Warto więc choć w wolne dni zająć się sobą − uwolnić organizm od toksyn, z czułością potraktować ciało. Dodatkowym plusem takiego weekendu będzie wrażenie lekkości, przypływ sił witalnych i energii do działania.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

Leki homeopatyczne gwarantują skuteczną regenerację organizmu. Oto kilka moich propozycji. Berberis pobudza funkcje odtruwające nerek. W rezultacie jego stosowania obniży się poziom związków powodujących zesztywnienie tkanek: stawy staną się elastyczniejsze, zmniejszy się skłonność do zmian zwyrodnieniowych oraz mniej będzie opuchnięć i obrzęków. Carduus marianus poprawi wydolność wątroby, przeciwdziała też skłonności do zaparć (poważna przyczyna zatruć wewnętrznych).

Aby pobudzić funkcje oczyszczające układu limfatycznego, sięgnijmy natomiast po Mercurius solubilis – uodporni nas na drobne i groźniejsze infekcje. Jeśli pragniemy zregenerować organizm i go odmłodzić, powinniśmy zadbać o uaktywnienie tkanki łącznej. Granulki Sulfur oczyszczą, zregenerują skórę, poprawią jej elastyczność, a Fucus vesiculosus uchroni nas zaś przed nadmiarem tkanki tłuszczowej. Na skład krwi (która także jest specjalną, płynną postacią tkanki łącznej) oraz na jej krążenie regenerująco wpłynie Ferrum phosphoricum. Zachęcam również do picia mieszanki (po 50 g) z kwiatu nagietka, ziela rdestu ptasiego, liścia pokrzywy, owocu róży i ziela skrzypu. Szklankę naparu przygotowanego z łyżki stołowej ziół pijemy od poniedziałku do piątku po śniadaniu. W ten sposób poprawimy zdolności oczyszczania organizmu, a także uzupełnimy niezbędne związki mineralne. Przed zażywaniem leków należy udać się na konsultację z lekarzem.

Miks mikstur

Na wzmocnienie agni: świeży imbir pokroić w plasterki, włożyć do słoika, zalać sokiem z cytryny. Dodać łyżeczkę mielonego kminu i całość zamieszać. Zażywać po 1/2 łyżeczki przed każdym posiłkiem. Na wzmocnienie ojas: 4 daktyle, 20 rodzynek, 2–3 figi namoczyć w szklance świeżego nieprzetworzonego mleka (lub wody albo mleka sojowego) na noc. Potem zagotować, zdjąć z ognia, dodać łyżeczkę miodu, wymieszać i jeszcze ciepłe wypić.

Dr Partap S. Chauhan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej

Program oczyszczania i regeneracji zacznij w piątek wieczór. Ok. 18 zjedz lekką warzywną kolację, zrelaksuj się. Po wieczornej toalecie usiądź i poddaj się medytacji. Przed snem wypij napój zwiększający ojas (siłę życiową) i zrób masaż głowy z użyciem ciepłego oleju do włosów (nie zmywaj go). Połóż się spać nie później niż o 22.

Sobotę i niedzielę rozplanuj podobnie: pobudka ok. 7, prysznic, czyszczenie zębów i języka. Następnie masaż ciała ciepłym olejem. Czas na napój zwiększający ojas, a 30 min później na ćwiczenia zakończone relaksem. Obiad zjedz między 12 a 13, kiedy agni (ogień trawienny) jest największy. Aby go wzmocnić, zażyj specjalną miksturę. Pamiętaj, że posiłek powinien składać się w 1/3 z pokarmu stałego, w 1/3 z płynu i… w 1/3 z pustej przestrzeni w żołądku. Po obiedzie – spacer, a po nim − zabiegi pielęgnacyjne. Na twarz nałóż maseczkę oczyszczającą, we włosy wmasuj olej do włosów. Kolację przygotuj jak dla kogoś bliskiego, niech będzie lekkostrawna i ładnie podana. Następnie toaleta i relaks. Tuż przed snem wypij napój na ojas, olejkiem lawendowym wymasuj skronie i stopy.

Intensywne czyszczenie

Miksujemy 150 ml soku z kiszonej kapusty, 100 ml soku pomidorowego, sok z 1/2 cytryny, ząbek czosnku, łyżkę otrąb pszennych, łyżkę natki i szczyptę czarnego pieprzu. Koktajl pijemy rano i wieczorem.

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Medycyna mongolska mówi, że nasze zdrowie ma dziewięciu lekarzy: świeże powietrze, ruch, dietę, słońce, pozytywne myślenie, głodówkę, czystą wodę, dobry sen i regularny tryb życia. „Słuchanie” ich gwarantuje dobre samopoczucie. Jeśli na co dzień nam się to nie udaje, próbujmy choć w weekend.

Podstawowy błąd, jaki popełniamy, to przeznaczanie weekendu na sprzątanie, zakupy i gotowanie. Obowiązki ograniczmy do minimum, postarajmy się, by te dni były wolne od rutyny. Na co dzień jadasz kanapki i tradycyjne polskie potrawy? W weekend posmakuj innych kuchni, dbając jednocześnie, aby dania były lekkostrawne, oparte na warzywach i chudym mięsie. Zrezygnuj z używek oraz… makijażu, komputera i telewizji. W ogóle delektuj się nowymi wrażeniami (nawet kochaj się w innych pozycjach niż zazwyczaj!), bo to stymuluje pracę narządów wewnętrznych, poprawia krążenie, przyspiesza wydalanie z organizmu toksyn. Spędź trochę czasu w lesie czy na łące, śpiewając lub recytując wiersze − w ten sposób dotlenisz organizm. Nie bój się zmiany przyzwyczajeń: idź na lekcje gry na pianinie czy haftu − rodzaj aktywności naprawdę nie ma znaczenia. No i, oczywiście, nie zapomnij o ruchu.

Absolutnie koniecznie 2−3 razy dziennie 5 minut posiedź spokojnie z zamkniętymi oczami, głęboko oddychając i wsłuchując się w szmer oddechu. To doskonale odpręża i regeneruje.

108 nieprzypadkowych razów

Oto niezawodne sposoby na ukojenie oraz poprawienie witalności. Potrzyj dłonie o siebie 108 razy i przyłóż je do twarzy, zasłaniając oczy, nos i policzki. Masuj nimi skórę z góry na dół. Ponownie potrzyj dłonie 108 razy i zabierz się do karku. Tak samo wymasuj splot słoneczny oraz brzuch (ręce umieść pod żebrami i kieruj je z góry na dół). Cały czas oddychaj głęboko, a wyznaczone miejsce masuj… 108 razy. Liczba ta nie jest przypadkowa, wiąże się z wieloma czynnikami duchowymi i cielesnymi.

  1. Zdrowie

Sposoby na zmęczone oczy

Wzrok pogarszają m.in.: praca przed komputerem, niedobory witamin i minerałów oraz toksyny i stres, także słabnące z wiekiem krążenie krwi. (Fot. Getty Images)
Wzrok pogarszają m.in.: praca przed komputerem, niedobory witamin i minerałów oraz toksyny i stres, także słabnące z wiekiem krążenie krwi. (Fot. Getty Images)
Spójrzmy sobie w oczy. Są osłabione i podrażnione? Każdego dnia zmuszamy je do ciężkiej pracy. Nawet gdy oglądamy telewizję lub czytamy, odpoczywamy tylko my, nie one. Czas zmienić nawyki.

Dr Marek Bardadyn, naturoterapeuta

Chroniczne zmęczenie oczu z czasem osłabia wzrok, a niekiedy prowadzi do jaskry, zaćmy, zwyrodnień siatkówki. Wzrok pogarszają też niedobory witamin i minerałów oraz toksyny i stres, także słabnące z wiekiem krążenie krwi. Nie jesteśmy w stanie unikać wszelkich zagrożeń, ale stawiając na profilaktykę, dłużej będziemy cieszyć się dobrym wzrokiem.

Najprostszym sposobem na poprawienie kondycji oczu są 10−15-min kompresy z ziela świetlika, rumianku lub herbaty − szybko przynoszą ulgę. Jeśli jednak eksploatujemy wzrok ponad miarę, trwałe efekty pojawią się przy regularnym ich nakładaniu. Nawracające napady drżenia dolnej powieki złagodzimy, lekko uciskając i masując punkt w połowie jej długości, zaś drżenie powieki górnej – punkt w połowie długości górnej krawędzi oczodołu.

Toast za zdrowie oczu... ...wypijmy codziennie. Miksujemy 200 ml jogurtu albo mleka krowiego (2 proc.)/sojowego, 100 g czarnych jagód lub borówek amerykańskich, suszoną morelę, łyżeczkę miodu oraz po 5 g ziaren sezamu i orzechów włoskich. Od razu wypijamy.

Dr Partap S. Chuachan, specjalista medycyny ajurwedyjskiej

Ajurweda ma wiele sposobów na utrzymanie oczu w dobrej kondycji. Jednym z nich jest ich poranne ochładzanie polegające na nabraniu zimnej wody w usta i jej przytrzymaniu przy jednoczesnym spryskiwaniu otwartych oczu zimną wodą. Taki zabieg sprawi, że oczy będą dobrze ukrwione, odżywione i błyszczące.

Inną metodą, która dodatkowo łagodzi podrażnienia oczu, jest 2–3-min wpatrywanie się bez mrugania w płomień „świecy” z masła ghee z odległości ok. pół metra („świecę” możemy zrobić w domu ze sklarowanego masła i bawełnianego sznurka). Podczas zabiegu uwalniają się z masła ghee substancje, które działają wzmacniająco i nawilżająco na oczy. Można też przed snem zakroplić do oczu ciepłe ghee.

Łagodząco zadziała także zapuszczenie do każdego oka trzech kropli wody różanej oraz położenie na powieki wacików zwilżonych kozim mlekiem (krowie jest nieco mniej skuteczne).

Poranna joga dla oczu Najpierw zamrugajmy szybko parę razy, potem mając oczy otwarte, wykonajmy następujące ruchy gałkami: góra−dół, lewo−prawo, po skosie z góry od lewej do dołu po prawej, po skosie z góry po prawej do dołu po lewej, następnie − zgodnie z ruchem wskazówek zegara i przeciwnie. Wyciągnijmy przed siebie prawą rękę, zbliżajmy ją stopniowo do twarzy, cały czas patrząc na czubek palca wskazującego (potem to samo z lewą ręką). Popatrzmy na czubek nosa, a następnie do góry w kierunku punktu między brwiami (trzeciego oka). Na koniec mocno zamknijmy oczy, a potem rozluźnijmy się. Rozgrzejmy dłonie, pocierając je o siebie, i przyłóżmy na 1−2 min do oczu, tak by poczuć ciepło płynące z dłoni. Ten cykl ćwiczeń powtórzmy rano 12 razy. Jeśli w ciągu dnia poczujemy, że oczy są przemęczone, wykonajmy go ponownie, zwłaszcza „kompres z dłoni”, który szybko regeneruje oczy i je wzmacnia.

Dr n. med. Ocz Batyn, specjalista chorób wewnętrznych i medycyny orientalnej

Medycyna mongolska dostrzega zależność między zmysłem wzroku a krążeniem krwi w organizmie i jego ogólną kondycją. Dzieje się tak ze względu na związek oczu z wątrobą − są nawet nazywane „kwiatem wątroby” (jeśli organ ten jest zdrowy i dobrze pracuje, to także oczy są zdrowe, lśniące). Na stan oczu mają wpływ przede wszystkim cechy dziedziczne, uwarunkowania biologiczne oraz styl życia. Zauważono np., że kobiety, u których menopauza pojawiła się zbyt wcześnie (przed 40. rokiem życia) lub bardzo późno, miewają kłopoty z oczami, co przypisuje się zaburzeniom hormonalnym. Oczom nie służą również dieta wysokotłuszczowa, nadmiar witamin A, E i K, alkohol, papierosy, niektóre leki (m.in. uspokajające, sterydowe, pigułka antykoncepcyjna) oraz brak ruchu i wielogodzinna praca przy komputerze. W efekcie przybywa ludzi noszących okulary i chorych na jaskrę czy zaćmę. Aby przerwać to błędne koło, trzeba zadbać, by poziom cholesterolu i ciśnienie krwi nie przekraczały norm, każdego wieczoru pół godziny spacerować, a przede wszystkim unikać stresu i negatywnych emocji.

Radzę też codziennie poćwiczyć oczy: zamykamy je i wodzimy nimi zgodnie z ruchem wskazówek zegara i odwrotnie, potem z góry na dół, z dołu do góry, w lewo, prawo (po dziesięć razy). Następnie otwieramy oczy i powtarzamy ćwiczenie. Doskonałym regenerującym zabiegiem jest patrzenie w filiżankę (białą porcelanową) wypełnioną czystą wodą. Najpierw patrzymy dwojgiem oczu, potem jedno zasłaniamy, wstrząsamy naczyniem, by powstały fale, i wpatrujemy się w nie. Potem drugie oko. Ten zabieg to nie magia. Odbite promienie świetlne drażnią oko i pobudzają do pracy naczynia krwionośne. Na koniec opłukujemy powieki chłodną przegotowaną wodą. Wieczorem intensywnie masujemy i uciskamy spód pierwszego i drugiego palca u lewej stopy (receptory prawego oka) i u prawej (receptory lewego).

Jeśli mimo naszych wysiłków stan oczu nie ulegnie poprawie, radzę pójść do okulisty oraz do lekarza medycyny orientalnej.

Oczy na spacerze Medycyna mongolska uznaje czas między 11.40 a 13.40 za najkorzystniejszy dla zmęczonych narządów, w tym także oczu. Porę tę nazywa czasem konia. Koniecznie trzeba wtedy się zrelaksować, wyjść na chwilę z biura, pomyśleć o czymś przyjemnym. Zamknijmy oczy i zwróćmy twarz ku słońcu. Najpierw będziemy widzieli różne odcienie czerwonego i pomarańczowego (to znak, że oczy są jeszcze zmęczone), a potem pojawi się kolor biały, co będzie oznaczało, że oczy odpoczęły.

  1. Styl Życia

Wakacje pilnie potrzebne

kontakt z przyrodą odbudowuje nasze wewnętrzne zasoby energii i chęć do życia po roku ciężkiej pracy (Fot. iStock)
kontakt z przyrodą odbudowuje nasze wewnętrzne zasoby energii i chęć do życia po roku ciężkiej pracy (Fot. iStock)
Po co nam wakacje? Co to za pytanie?! A jednak! Są przecież tacy, którzy od lat ich nie mieli. Czy więc trzeba latem wyjeżdżać z miasta? A jeśli tak, to po co i jak najlepiej spędzić ten czas – zastanawia się Wojciech Eichelberger, psychoterapeuta.
Dłużej niż tydzień nie byłam nigdzie od lat. Można więc żyć bez wakacji. Zdaje się, że tobie także brak czasu na urlop? O nie! Ja tak to sobie dobrze urządziłem, że mam przynajmniej cztery tygodnie wakacji w lecie. Spędzam je zazwyczaj na ukochanej, pustej greckiej wysepce. Tam nie ma się dokąd spieszyć. Czas się zatrzymuje, chwila trwa wiecznie, a ja chodzę zalewanym przez fale skrajem plaży zapatrzony w nieustannie zmieniające się mozaiki kolorowych kamieni, kamyków i zielonych szkiełek wygładzonych przez morską wodę i piasek. A potem wraz z moją przyszywaną córką Misią godzinami tworzymy z nich naturalną biżuterię. Nie możemy się oderwać od tej radosnej dłubaniny. Malutka wiertarka z diamentowymi wiertłami i szlifierka pozwalają przewiercać i szlifować nawet najtwardsze muszle i kamienie. To wspaniałe wakacje!

Dla nastolatki. Dla ciebie też kolorowe kamyki i szkiełka?
Uważna, precyzyjna robota, wiercenie dziurek w muszlach i kamykach, niesie ulgę przestymulowanemu, rozpędzonemu umysłowi. Prawdziwa terapia zajęciowa zmuszająca do koncentracji, do bycia tu i teraz, do całkowitego zanurzenia się w tym, co się robi. Umysł, serce i ciało z ulgą spotykają się w jednym miejscu, czasie i działaniu. Na tym przecież polega prawdziwy, głęboki odpoczynek! Większość czasu spędzamy zazwyczaj nigdzie, w rozkroku między przeszłością a przyszłością. Wspominamy, planujemy, martwimy się tym, co się stało, albo tym, co może się stać. Albo fantazjujemy o tym, co by było gdyby. Nasze ciało nie może tak jak nasz umysł podróżować w czasie. Zostaje więc w teraźniejszości. Opuszczone tężeje w napięciu jak porzucone przez rodziców dziecko. Ale te chwile, kiedy umysł powraca do porzuconego ciała – choćby dzięki wierceniu dziurek w muszlach i kamykach – i wraz z nim odnajdzie się tu i teraz, to bezcenny i rzadki czas szczęścia. W codziennej chaotycznej bieganinie zdarzają się one zbyt rzadko albo wcale.

Ale prekariusz na śmieciówce nie pojedzie na kilka tygodni na urlop, bo straci zlecenia. No i musi odkładać na emeryturę
. Najlepszym sposobem troszczenia się o przyszłość jest uważne doświadczanie teraźniejszości, bo wtedy jesteśmy efektywni i nie popełniamy błędów. Nie zwalniamy prędkości przetwarzania danych fantazjowaniem o przyszłości czy wspominaniem tego, co było. Przyszłość nie istnieje, jest tylko fantazją, która nie wiadomo, czy się wydarzy. Podobnie nie ma sensu zajmować przestrzeni mózgu nawykowym i bezproduktywnym przeżuwaniem przeszłych zdarzeń. Przeszłość już była. Mamy ją zapisaną na twardym dysku w pliku wspomnienia. Możemy ją sobie z playbacku odtwarzać i oglądać jak zdjęcia z wakacji, ale wtedy nasze prawdziwe życie umyka niezauważone i niedocenione… Wakacje nastawione świadomie na przeżywanie chwili obecnej mogą nas o tym przekonać i tego nauczyć.

Wakacje nastawione na tu i teraz dla zagonionych korpoludków i prekariuszy?
Szczególnie dla nich, ale takie wakacje to także najlepsza terapia dla tych zagonionych, realizujących swoje ambitne plany i cele. Ci muszą mieć wakacje spokojne, w bujnej przyrodzie, na odludziu, z pozoru nudne i monotonne. Najlepiej w jednym miejscu, pozbawionym nadmiaru komfortu, czyli wymagającym wielu codziennych zabiegów – może to być agroturystyka, namiot, leśniczówka, jacht. Warto zrezygnować z pokusy bicia rekordów zwiedzania i przejechanych kilometrów. Zdecydować się na przebywanie w granicach jednego określonego terytorium i nigdzie się nie spieszyć. Uważnie wsłuchiwać się w potrzeby swojego ciała i ducha. Angażować całkowicie w codzienne czynności, chodzić na długie spacery tą samą drogą, ale w myślach i w mowie wystrzegać się nade wszystko słowa „znowu”.

Słowo „znowu” szkodzi nam na wakacjach?
Nie tylko na wakacjach. Może nam popsuć całe życie. „Znowu idę tą nudną wiejską drogą” – myślimy drugiego dnia wakacji. A przecież „znowu” to nieprawda, iluzja, kłamstwo. Przecież wszystko, co się nam przydarza, przydarza się pierwszy i jedyny raz. A więc nie „znowu”, ale „na nowo”. Bo droga nigdy nie jest taka sama. Za każdym razem, a nawet za każdym krokiem idziemy inną, nową i niepowtarzalną drogą. „Nic dwa razy się nie zdarza”, napisała Wisława Szymborska i ma rację. Unikając w myślach, w słowach i w działaniu owego „znowu”, oddalamy się od fałszywego, lecz uporczywego poczucia powtarzalności, rutyny, nudy i bezsensu. Oczywiście, nie tylko na wakacjach, ale też w codziennym życiu „znowu” powinno być zabronione. Sugerowałbym nawet, żeby jakiś kolejny synod włączył używanie tego słowa do katalogu ciężkich grzechów. Tak więc wakacje mogą nam pomóc się urealnić, przywołać autentyczną, naturalną zdolność do emocjonalnego i zmysłowego kontaktu ze światem, z przyrodą, z życiem, czyli w istocie ze sobą. Po drodze jednak trzeba przejść przez mroczną dolinę nudy, bezsensu i smutku. Warto dać sobie czas i na to – i poznać, że także przemija.

Czy nie łatwiej zapomnieć o problemach, właśnie pędząc przez krajobrazy…
…i nie widząc ich wcale w tym pędzie. To żaden odpoczynek, a często ucieczka przed własną duszą, czyli przed mocnym i jednoznacznym poczuciem naszych prawdziwych potrzeb, marzeń i aspiracji. Większość z nas przez cały rok żyje w pędzie i pośpiechu, w stanie przestymulowania informacjami, obrazami, reklamami, nadmiarem projektów i obowiązków, powierzchownym kontaktem ze zbyt wieloma ludźmi. Po co fundować to sobie jeszcze na wakacjach? Nasza dusza wtedy już do nas nie mówi, ale krzyczy: „Człowieku, co ty robisz!? Stracisz poczucie sensu i kierunku, jeśli będziesz tak dalej ciągnąć! Tyle lat już mieszkasz na tej planecie, a jeszcze nie wiesz, na czym polega życie!”. No i znam wielu ludzi, którzy tę swoją duszę usłyszeli, gdy w wakacje porzucili pęd i bieganie w kieracie i ruszyli w świat tam, gdzie ich poprowadziła intuicja. Odnaleźli dzięki temu swoje miejsce i swoje nowe życie zgodne z ich najgłębszymi potrzebami.

Czy istnieją ludzie, którzy wcale nie uciekają przed sobą, tylko po prostu odpoczywają w ruchu, zwiedzając na przykład toskańskie malownicze miasta i miasteczka?
Oczywiście, są tacy, którzy w czasie wakacji mogą pragnąć wielu bodźców, większych szybkości i emocjonujących przygód. To zazwyczaj ci, których praca opiera się na przewidywalnym, w pełni kontrolowanym cyklu zdarzeń. Nawet im nie rekomenduję jednak nadmiaru pędu i hiperstymulacji. Jeśli do niej dążą, budzi to moje podejrzenie, że jednak uciekają przed sobą, przed swoimi uczuciami. Może mają powody, by obawiać się tego, co od swojej duszy usłyszą? To chyba najczęstsza przyczyna tego, że wielu z nas unika dłuższych, spokojnych wakacji.

Mogą nie mieć pieniędzy na długi wypoczynek…
To kiepskie wytłumaczenie. Można przecież jeździć autostopem, spać w namiocie i za parę groszy spędzić cudowne wakacje. Nie przyjmuję tłumaczenia: „Mnie nie stać na wakacje”. Jeśli ktoś się przy tym upiera, to prawdopodobnie jest pracoholikiem. Przecież nie potrzebujemy tysięcy euro na bilety lotnicze i luksusowe hotele. Kawałek dzikiej plaży bałtyckiej, namiot na biwaku, wiatr, słońce, szum morza to wspaniały, kojący spektakl. A właśnie spokojny, długotrwały kontakt z przyrodą odbudowuje nasze wewnętrzne zasoby energii i chęć do życia po roku ciężkiej pracy.

Książki o przyrodzie nie wystarczą? Czytam właśnie „Łąkę” brytyjskiego biologa Dave’a Goulsona o życiu trzmieli i ważek…
Czytanie o oddychaniu zamiast oddychania? Warto chcieć więcej. Zamiast oglądać zdjęcia pięknego krajobrazu, znajdźmy się w tym krajobrazie. Na obozach i warsztatach, które prowadzę w czasie wakacji, pozwalam ludziom tego doświadczyć. Zamiast oglądać książkę o łące, zapraszam uczestników, żeby przeszli przez łąkę na czworaka, doświadczając jej z punktu widzenia zająca czy sarny. Wtedy można wszystkimi zmysłami poznać niesamowite bogactwo i różnorodność łąki. Dla wielu okazuje się to najważniejszym przeżyciem wakacji.

A czynny wypoczynek: rower, wycieczki górskie?
Jeśli nie chodzi nam o wyczyn i rekordy, to tak. Sam wtedy mam też wreszcie czas, żeby pobiegać, popływać, pochodzić po górach. Zaniedbuję swoje ciało przez cały rok, bo mam za mało czasu na sport i ruch. W wakacje staram się spłacić ten dług i zapewnić ciału wszystko, czego w naturalny sposób potrzebuje. Próbuję usłyszeć, co ciało ma mi do powiedzenia, a zazwyczaj brzmi to nieprzyjemnie: „No, spójrz na ten brzuch!? Myślisz, że to mnie uszczęśliwia?! Wręcz przeciwnie, jest mi za ciężko. Poza tym nie mam kondycji. Sapię przy byle wysiłku! Potrzebuję więcej ruchu, długiego, spokojnego wysiłku, naturalnej żywności i przyrody”. No i jeśli chcemy mieć dobre życie, nie warto pretensji i próśb ciała lekceważyć.

Mówisz, że uciekamy przed sobą, uciekając przed dłuższym i spokojnym wypoczynkiem. Ale tak na zdrowy rozum: po co to robimy?
Na zdrowy rozum to bez sensu. Problem w tym, że nasz rozum ostatnimi czasy rzadko bywa zdrowy. Cywilizacja, ekonomia, system polityczny wkręcają nas w udawanie przed sobą i we wmawianie sobie wielu nieprawdziwych potrzeb. Wydaje nam się, że potrzebujemy wciąż więcej i lepiej. Nie potrafimy już dostrzec tego, że najbardziej szczęśliwi są ci, którzy niewiele potrzebują...

À propos niewiele – grill i piwo to nie jest dobry wypoczynek?
Obcowanie z fajnymi ludźmi w niestandardowych, swobodnych sytuacjach też może być okazją do spotkania z własną duszą. Ta potrafi niespodziewanie przemówić przez innych, podobnie jak przez zdania dobrej książki. Dusza może też wykorzystać zabawę i taniec, aby zostać usłyszaną. Ale warto uważać na nadmiar alkoholu, bo alkohol albo zagłusza, albo unieważnia przekazy duszy. Trzeba szukać złotego środka pomiędzy potrzebą zabawy i odreagowania a fizycznymi potrzebami ciała, co na ogół przychodzi nam z trudem. Dlatego nieustanne nocne grillowanie nie jest tym, czego potrzebujemy najbardziej. Wtedy zamiast wypoczywać, zaczynamy chorować.

Właśnie! Bywa, że urlop zaczyna się od choroby! Co wtedy? Wracać do domu i do pracy?
Wakacyjne chorowanie wynika najczęściej  ze skumulowanego przeciążenia, które obniża naszą barierę odpornościową. Tydzień przed urlopem jest przecież najbardziej stresującym tygodniem w roku, bo musimy wszystko podomykać i w pracy, i w domu, zorganizować pobyt i przejazd, spakować się itd. Wtedy właśnie łapiemy i inkubujemy jakąś bakterię czy wirusa, który bierze nasze wymęczone ciało w posiadanie zaraz na początku wakacji.

Może więc lepiej nie jechać, jak się tyle lat nie jeździło?
Wręcz przeciwnie! Jechać! Choćby po to, żeby sobie wakacyjnie pochorować. Bo jeśli mamy perfekcjonistycznego albo pracoholicznego hopla, to choroba jest dla nas jedynym wystarczającym usprawiedliwieniem dla wypoczynku.

  1. Psychologia

Wypoczynek dla umysłu - jak uspokoić gonitwę myśli?

Praktyka uważności to jeden z najlepszych prezentów dla ciała i umysłu (fot. iStock)
Praktyka uważności to jeden z najlepszych prezentów dla ciała i umysłu (fot. iStock)
Wizja leniuchowania, byczenia się na plaży czy nicnierobienia napawa niektórych radością. Innych, zwłaszcza mocno aktywnych zawodowo, myśl o urlopie, nawet bardzo krótkim, przyprawia jednak o frustrację.

Zwykle przed długim weekendem czy wakacjami zajmujemy się planowaniem wyjazdu, a w trakcie urlopu myśleniem o powrocie do domu. Byle nie zatrzymać się na chwili obecnej. Większość ludzi ma problem z odczuwaniem pełnej radości z wolnego czasu. Co tak naprawdę dzieje się z naszym umysłem, kiedy zatrzymujemy działanie?

Przystanek w biegu

Jedną z głównych przyczyn, która sprawia, że urlop zamiast rozluźniać i relaksować, wprawia w poczucie dyskomfortu i stres, jest gonitwa myśli. Gdy spowalniamy działanie, zaczynamy słyszeć swój wewnętrzny dialog. W chwilach, kiedy ograniczamy koncentrację na tym, co na zewnątrz, coraz głośniej słyszymy głos z wewnątrz. Atakuje natłok myśli, powodując złe samopoczucie. Stąd skojarzenie: urlop = spięcie + złe samopoczucie.

Kiedy zdecydujemy się wyjechać na długo oczekiwane wakacje, wbudowany w procesie wychowania krytyk zadręcza nas: „Nie poradzą sobie bez ciebie...”, „Nikt nie zrobi tego tak jak ty...”, „Ludzi nie można zostawić bez kontroli...”, „Po powrocie będę miała zaległości...”. Dziesiątki myśli, których zadaniem jest odciągnięcie od pełnego bycia tu i teraz.

Dlaczego jesteśmy tak mocno uwarunkowani na działanie? Kiedy pytam osoby na co dzień mocno zabiegane: „Co trudnego jest w zatrzymaniu się?”, najczęściej słyszę odpowiedź w postaci przekonania: „nicnierobienie jest okropne”. Jeśli podrążymy głębiej, okazuje się, że ludzie bardzo aktywni określają swoją tożsamość poprzez to, czym zajmują się zawodowo, i często nicnierobienie kojarzy się z byciem nic niewartym.

Lęk sygnałowy

Kiedy jesteśmy na urlopie, leżymy na gorącym piasku owiani morską bryzą, nasze myśli stają się coraz głośniejsze – zaczynamy słyszeć sygnały płynące z ciała, które są źródłem niepokoju. Każdy z nas ma wewnętrzną listę myśli i uczuć, które uważa za złe, wyobrażeń, które sprawiają, że zamartwiamy się o przyszłość (swoją drogą umysł wykazuje ciekawą reakcję na wyłaniające się myśli i uczucia, których chcemy się pozbyć – to, czemu się opieramy, powraca ze zdwojoną siłą). Ciągłe działanie sprzyja utrzymaniu tych myśli poza świadomością. W końcu jednak znajdują przestrzeń na zwrócenie uwagi na siebie – dzieje się to zazwyczaj wtedy, kiedy zatrzymujemy działanie i wypoczywamy. I nagle stajemy się niespokojni. W psychologii taki stan nazywamy lękiem sygnałowym, został on szczegółowo opisany przez Freuda. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że pożywką dla lęku jest właśnie opór. Co możemy zrobić, żeby poczucie winy, zamartwianie się i trudne emocje wynikające z napływu myśli nie zepsuły nam wolnego czasu lub wakacji?

Obserwacja myśli

Jeśli chcemy wypocząć, ale natłok spraw nie pozwala na podjęcie decyzji o urlopie, polecam zgłosić się do specjalisty, który pomoże rozpoznać szkodliwe przekonania. Warto je sobie uświadomić, ponieważ ciało ma wbudowany system samoobrony, i jeśli sami się nie zatrzymamy, to ono znajdzie sposób, aby zmusić nas do refleksji. Polecam zwłaszcza terapię poznawczo-behawioralną lub coaching.

Jeśli jesteśmy na urlopie i zauważamy, że nasze ciało jest spięte, a myśli pełne niepokoju, możemy zastosować tzw. technikę zauważania. Praktyka uważności, zamiast obalać destrukcyjne myśli, uczy patrzeć na nie jak na fale rozchodzące się po wodzie. Kiedy zorientujesz się, że w twoim umyśle pojawiają się myśli, których celem jest walka z tym, co czujesz (najczęściej z lękiem), daj sobie czas, aby emocja, z którą walczysz, stała się intensywna, zostań przy niej i czekaj, aż się uspokoi. Nie oceniaj tego, co czujesz. Idealnym momentem do stosowania tej metody są właśnie wakacje.

Polecam również ćwiczenie obserwowania własnych myśli. Możesz zacząć od kilkuminutowej koncentracji na swobodnym oddechu. Jeśli czułaś niepokój, niebawem pojawią się myśli dotyczące właśnie tego problemu. Daj im powoli rozwinąć się, być może zobaczysz całą historię z nimi związaną. Obserwuj, jak pojawiają się i odchodzą, dając miejsce kolejnym, pozwól im przychodzić bez oceniania – są, a za chwilę ich nie ma. Wyobraź sobie, że jak dmuchawce unoszą się na wietrze lub pękają jak bańki mydlane i tworzą się na nowo, po to, żeby znów zniknąć.

W tej metodzie nie chodzi o to, żeby zmienić myśli, ale by się z nimi nie identyfikować. Kiedy nabierzesz trochę wprawy, dialog wewnętrzny nie zepsuje ci magicznego wakacyjnego czasu, a jeśli przyłożysz się solidnie do tego ćwiczenia, jest spora szansa, że twoje życie zacznie przypominać wieczne wakacje.

Dorota Hołówka, psycholożka, terapeutka pracy z ciałem, certyfikowana terapeutka pracy z traumą.

  1. Styl Życia

Czy jesteś w stanie zapewnić sobie wolny czas?

Prawdziwy czas wolny składa się z dwóch rzeczy: aktywności, którą sama wybierasz, oraz ilości czasu, jaką chcesz na nią przeznaczyć. (Fot. iStock)
Prawdziwy czas wolny składa się z dwóch rzeczy: aktywności, którą sama wybierasz, oraz ilości czasu, jaką chcesz na nią przeznaczyć. (Fot. iStock)
Wolny czas - co to właściwie oznacza? Warto się nad tym zastanowić. Szczególnie teraz, gdy całe dnie spędzamy w domach i wydawałoby się, że wolnego czasu mamy pod dostatkiem. Niestety okazuje się, że większość z nas kompletnie o nim zapomina. Amerykańska dziennikarka Brigid Schulte postanowiła sprawdzić, czy czas wolny jeszcze istnieje.

Parę lat temu byłaś tak przemęczona pracą, opieką nad dwójką dzieci i pracami domowymi, że zaczęłaś chorować, cierpieć na bezsenność i zadręczać się poczuciem winy, że za mało czasu spędzasz z rodziną i za mało pracujesz, by być z siebie zadowoloną.
Zarówno ja, jak i większość kobiet, z którymi rozmawiałam na potrzeby mojej książki, zawsze miałyśmy poczucie, że trzeba dać radę, że nie masz wyjścia, nie możesz się złamać, bo dźwigasz za dużo na swoich barkach. Ten codzienny stres we mnie narastał i wpływał na moje zdrowie fizyczne i psychiczne. W ciągu dnia nie mogłam opanować obezwładniającego mnie niepokoju, że z czymś nie zdążę. W nocy nie mogłam spać, co dodatkowo zbierało jeszcze emocjonalne i duchowe żniwo... Dostałam zmian na skórze, przytyłam i byłam wiecznie obrażona na mojego męża za to, że nie poczuwa się do wykonywania prac domowych. Byłam zła na moich przełożonych, którzy chcieli, bym udawała, że nie mam dzieci, bo niewydajność to oznaka słabości, podczas gdy moi koledzy, których partnerki siedziały z dziećmi w domu, pieli się po szczeblach kariery. Wkurzało mnie, że nie ma systemu wsparcia i polityki rodzinnej, która by umożliwiała łączenie pracy z troską i opieką, jaką chcesz dawać swoim dzieciom i bliskim. Byłam zupełnie rozbita i wiedziałam, że inne kobiety też tak mają. Warto sobie uświadomić, że w ciągu ostatnich 40 lat zaszły duże społeczne zmiany – na poziomie rodziny, indywidualnych aspiracji i rozwoju społeczeństwa – za którymi  nie nadążają struktury zawodowe i społeczne. Jeśli zrozumiemy, że to nie nasza wina, że nie potrafimy pogodzić pracy i życia domowego, to można podjąć kroki, by lepiej tę codzienną żonglerkę wykonywać.

Jeden z badaczy czasu wolnego, z którymi się spotkałaś, wyliczył, że średnio w tygodniu masz 30 godzin na relaks. Ja po dokładnych wyliczeniach ledwo znalazłam 7. Czy to my nie widzimy tego czasu wolnego, czy zmieniła się jego definicja?
Eksperci, z którymi rozmawiałam na ten temat, powiedzieliby, że z czasem wolnym jest jak z pięknem w oku patrzącego. Dla jednej osoby prace ogrodowe to cudowny sposób na spędzenie popołudnia, a dla drugiej - ciężka praca. To bardzo subiektywne. Prawdziwy czas wolny składa się z dwóch rzeczy: aktywności, którą sama wybierasz, oraz ilości czasu, jaką chcesz na nią przeznaczyć. Dlatego nie znalazłam w tych 30 godzinach, które zostały mi wyliczone, czasu wolnego. Znalazłam za to dużo przerw – 10 minut tu, 15 minut tam. Specjaliści nazywają to czasem pozostałym między zakończeniem jednej czynności i przed rozpoczęciem następnej. Oczywiście, można go wypełnić czymś pięknym i cudownym, ale my kobiety zazwyczaj zbieramy wtedy zabawki po dzieciach, czyścimy buty albo ścieramy ze stołu.

W książce „Overwhelmed” ("Przytłoczeni") piszesz o tym, że brak czasu na odpoczynek odbierają nam całą radość życia. Na warsztat bierzesz trzy sfery: pracę, dom i relaks.
Zacznijmy od ustalenia priorytetów: co jest nam potrzebne w domu, w pracy i w sferze osobistego rozwoju. W pracy domagajmy się elastyczności swojego grafiku zadań. Jeśli mamy firmę, próbujmy ustalić realistyczne oczekiwania i cele, i trzymajmy się harmonogramu. Czasem jesteśmy własnymi najgorszymi szefami, oskarżając się o nieumiejętność sprostania oczekiwaniom. Kobiety zasługują na życie w sferze publicznej, a mężczyźni – w sferze domowej. Musimy przyznać , że jesteśmy w środku wielkiej społecznej zmiany i zajmie nam chwilę, by to rozpracować.

Ale jak znaleźć odwagę, by porozmawiać z szefem o zmianie trybu pracy na bardziej elastyczny czy namówić pracowników, by nie wysiadywać bezproduktywnie godzin w pracy?
Najpierw bardzo jasno określ swoją pracę, jej zdania, obowiązki, swoją rolę w firmie oraz to, czego potrzebujesz, by twoje życie zawodowe i domowe dobrze działało. Następnie stwórz plan: zastanów się, czy chcesz pracować na część etatu, pracować z domu w niektóre dni czy wychodzić albo przychodzić o określonej godzinie. Potem pokaż swój plan szefowi, bardzo jasno wytłumacz, jak zyska na tym firma oraz inni współpracownicy. Zaproponuj okres próbny, by wdrożyć swój plan w praktykę i sprawdzić, co działa a co nie. Po własnej ocenie zapytaj szefa i współpracowników, co sądzą o zmianie. Ważne, by szef nadal widział twoje zaangażowanie, a współpracownicy nie czuli, że są bardziej obciążeni pracą i że mają twoje wsparcie, choć nie będzie cię cały czas w biurze.

A co z bardziej elastycznym grafikiem prac domowych? W przypadku twoim i twojego męża zaczęło się od terapii.
Nieporozumienia w temacie opieki nad dziećmi i podziale prac domowych to jedno ze źródeł stresu i konfliktów w związkach. Tak się właśnie stało z moim małżeństwem, gdy pojawiły się dzieci. Dlatego warto od samego początku zwracać na to uwagę, rozmawiać o tym, jaka jest wasza wizja związku, co jest dla was ważne, jeśli chodzi o wspólne życie, rodzinę, wasz związek i prowadzenie domu. A potem zobaczyć, co działa, a co nie, co wymaga zmiany, co nie gra, zwłaszcza przy podziale obowiązków. Nie musi być pół na pół, ale powinno być tak, że oboje czujecie się sprawiedliwie potraktowani. Nie ma jednego rozwiązania dobrego dla wszystkich. Co z tego, że np. inni faceci nie robią nic w domu – to twoja rodzina i twój dom.

Kiedy pytam inne matki, czy mają czas dla siebie, zawsze powtarzają, że jest tyle do zrobienia w domu, przy dzieciach, są przytłoczone prozą życia. Od czego zacząć, by zrozumieć, że wysprzątany dom nie jest najważniejszy na świecie?
Nas, kobiet nigdy nie nauczono kultury wolnego czasu. W przeszłości bycie „dobrą kobietą” oznaczało bycie osobą, która jest stale zajęta, zawsze ma coś do zrobienia, zawsze stawia innych na pierwszym miejscu, nigdy nie odpoczywa z nogami w górze. Stąd wciąż tkwi ogromne poczucie winy, gdy robimy sobie wolne, czy odpoczywamy. W wielu badaniach, do których dotarłam, kobiety przyznawały, że czuły, że nie zasługują na odpoczynek, że muszą na niego zapracować, a jedyny sposób, by tak się stało, to zrobić wszystko ze swojej listy zadań. A wiemy, że ta lista nigdy się nie kończy.

Jak przełamać to przekonanie?
Po pierwsze każda z nas musi uświadomić sobie, że nie tyle chodzi o to, by znaleźć czas wolny, ale by pozwolić sobie z tego czasu skorzystać. To wymaga aktu woli i praktyki. Ale im więcej ćwiczysz tym lepsza się stajesz (śmiech). Można umówić się z partnerem na wzajemne fundowanie sobie czasu wolnego. Jeśli twój partner ma ochotę obejrzeć film, to zamiast wkurzać się na niego, zgódź się od razu, mówiąc, że dajesz mu ten czas, a sama zaopiekujesz się dziećmi. A że jesteście partnerami, to potem będzie jego kolej na zafundowanie twojego wolnego czasu, podczas gdy on zajmie się dziećmi.

Najtrudniejszą rzeczą dla mnie jako pracującej matki to ponowna nauka zabawy. Nigdy nie myślałam, że mam do niej prawo, że to ważna część naszego życia. Jak ty się nauczyłaś na nowo bawić?
To wciąż proces, na razie nauczyłam się jednej rzeczy, którą wprowadziłam do mojego dnia: codziennie znajduję czas na to, by się wyciszyć i naprawdę pomyśleć albo poczuć głęboko w sobie, czego potrzebuję albo chcę. Ostatnio, gdy byłam mocno przemęczona, uświadomiłam sobie, że to, czego naprawdę chcę, to czas tylko dla siebie. Bardzo jasno zakomunikowałam to mojemu mężowi i rodzinie. W efekcie partner zajął się dziećmi, a ja dałam sobie godzinę na czytanie, pisanie dziennika i medytację, a potem do nich dołączałam. W ten sposób dawałam mojej duszy to, czego potrzebuje, a potem cieszyłam się towarzystwem rodziny przez resztę dnia.

Nie bywasz już przytłoczona?
Czasem pracuję za dużo i czuję się wtedy przytłoczona i zestresowana, ale niektóre rzeczy zmieniły się na dobre. Na przykład jestem bardziej świadoma jak działają społeczne normy, przyzwyczajenia, pożądane w kapitalistycznym świecie stereotypy – jak ten idealnego pracownika, która ma być bez przerwy zapracowany. A ponieważ już je znam, nie pozwalam, by na mnie działały. Zamiast tego słucham swoich potrzeb. Po drugie, sama ustalam swoje priorytety zawodowe, rodzinne, wybieram przyjaciół, którym bliskie są podobne do moich wartości. Odcinam się od maila i telefonu gdy tego potrzebuję – ostatnio spędziliśmy cały weekend w domu, po prostu czytając. Po trzecie, dzielę się obowiązkami domowymi – z mężem, dziećmi. Trudno zmienić stare nawyki, ale pracujemy nad tym. Po czwarte, codziennie rano ograniczam moją listę zadań do wykonania do jednej rzeczy, którą muszę zrobić, reszta jest w poczekalni.

Udało ci się zacząć szanować swój czas wolny?
Nauczyłam się doceniać, jak ważny jest czas na refleksję, na oddech, na medytację. Na przykład regularnie znajduję czas na bieganie. Staram się spędzać dużo czasu w naturze, czytam też więcej niż kiedyś. Moje dzieci są trochę większe, więc jest mi z tym łatwiej, ale też dzielę z nimi moją pasję. Syn studiuje literaturę angielską, więc dużo rozmawiamy o książkach, o autorach, wymieniamy się lekturami. Czytam z nim, zamiast zamiatać podłogi. Dzięki temu daję przykład mojej córce, która widzi, że ważniejsza dla mnie jako pisarki jest przyjemność czerpana z lektur niż idealnie wysprzątany dom. No i nie jestem przecież jedyną osobą, która powinna ten dom sprzątać. To może być kolej mojego męża, a jeśli on zapomni, to go w tym nie wyręczam, jak kiedyś.

Wydaje się proste.
Czasem nie jest, ale życie jest krótkie, dlatego radzę: poczytaj książkę, pobaw się z dziećmi, znajdź czas na drobne i większe radości. Podoba mi się tytuł, który redaktor nadał jednemu z moich rozdziałów: „Pozmywam po śmierci”. Najpierw rób to, co najważniejsze, a to oznacza spędzanie czasu z tymi, których kochasz albo robiąc to, co kochasz.

Co zrobić, by nie dać się przytłoczyć?

  1. Czas to władza, nie rozdawaj swojej.
  2. Wykonywanie satysfakcjonującej pracy, czas spędzany z rodziną, znaczące relacje i przestrzeń na to, by zadbać o duszę – to sens dobrego życia.
  3. Odpuść w sobie obraz idealnego pracownika. Dopasuj czas pracy do siebie i namów do tego innych współpracowników.
  4. Praca według twojego planu nie oznacza, że pracujesz mniej – po prostu pracujesz mądrzej i zdrowiej.
  5. Pomyśl, co naprawdę chcesz osiągnąć w życiu i co jest dla ciebie najważniejsze. A potem wypisz swoje cele i realny program ich realizacji, z poszanowaniem potrzeb twoich i twoich bliskich.
  6. Pamiętaj, że twoja codzienna lista zadań nigdy się nie skończy, dlatego selekcjonuj zadania. Codziennie wybierz jedną rzecz, najważniejszą, którą musisz zrobić, reszta może poczekać.
  7. Wyłącz pocztę elektroniczną, kiedy pracujesz.
  8. Wyłącz smartfona, gdy jesteś z rodziną i przyjaciółmi.
  9. W domu ustal nowe zasady, podziel się domowymi obowiązkami z partnerem, spiszcie umowę, ustalcie harmonogram.
  10. Znajdź swoją własną krainę szczęśliwości. Co znaczy ona dla ciebie? Może to więcej czasu dla siebie albo własne hobby?
  11. Daj swoim dzieciom czas na robienie niczego, na czas tylko dla nich. Nie obarczaj ich dodatkowymi zajęciami pozaszkolnymi, prędzej naucz wspólnego gotowania.
  12. Codziennie zrób coś dla siebie. Pomilcz ze sobą przez 15 minut, wybierz się na spacer, by zobaczyć zachód słońca, spróbuj czegoś nowego, śpiewaj pod prysznicem. Pomyśl co chcesz zrobić, a co będzie czystą, niedającą korzyści finansowych zabawą. I to zabawą tylko dla ciebie. Przestań mówić, że nie masz czasu i jesteś zbyt zajęty. Znajdź czas. Zamiast zmywania, weź długą kąpiel albo poćwicz jogę.