1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia

Kura i stara porcelana. Odwiedziliśmy mieszkańców dwustuletniej chaty na Warmii

Alexandra Wojtal z Kurą zwaną Muchą, która rzadko gości na kuchennym stole, ale podczas sesji dla „Zwierciadła” dostała dyspensę. (Fot. proksaphotography.com)
Alexandra Wojtal z Kurą zwaną Muchą, która rzadko gości na kuchennym stole, ale podczas sesji dla „Zwierciadła” dostała dyspensę. (Fot. proksaphotography.com)
Kiedy Alexandra Wojtal wraz z mężem i synem przeprowadziła się do niemal dwustuletniej chaty na Warmii, urządziła ją w większości z tego, co niechciane, niepotrzebne, znalezione lub podarowane. Słuchając jej opowieści, można by pomyśleć, że ma szczęście do rzeczy, ale nie byłoby ich przecież, gdyby nie ludzie.

W styczniu 2020 przez hiszpańskie wybrzeże Costa Blanca przeszedł huragan Gloria, który spustoszył wiele miasteczek. Kiedy sztorm ustał, okazało się, że kamienna plaża w Javea cała usłana jest wyrzuconymi przez morze, potłuczonymi wielobarwnymi ceramicznymi płytkami. Mieszkająca wówczas w Hiszpanii Alexandra, zauroczona tym widokiem, razem z mężem uzbierała pokaźną ilość odłamków, a kiedy postanowili wrócić do kraju, zabrali ze sobą te zdobycze.

– Szczerze mówiąc, wówczas nie mieliśmy pojęcia, co z nimi zrobić. Dopiero kiedy zaczęła powstawać kuchnia w naszym warmińskim domu, wpadliśmy na pomysł, by jej ściany wyłożyć mozaiką z huraganowych płytek – opowiada Alexandra. Pamiątki z hiszpańskiego epizodu jej życia można znaleźć niemal w każdym pomieszczeniu.

Kuchenny stół powstał ze starych dębowych dech, które przez ponad 30 lat przeleżały w piwnicy u teścia Alexandry, bo miał z nich kiedyś zrobić balustrady. Każde ze stojących przy stole krzeseł ma inną historię. Pierwsze po prawej jest z domu babci, pozostałe – od znajomych. Niebieski taboret to nabytek z zamykanego antykwariatu, który Alexandra odwiedzała, kiedy jeszcze mieszkała w Pile. Sosnowe blaty wykonał okoliczny stolarz, a lniane zasłonki Alexandra uszyła własnoręcznie. Niebieski ocynkowany abażur lampy wykopała z ziemi podczas prac w ogrodzie w swoim poprzednim domu w Wielkopolsce, natomiast drugą lampę kupiła na targu staroci. (Fot. proksaphotography.com) Kuchenny stół powstał ze starych dębowych dech, które przez ponad 30 lat przeleżały w piwnicy u teścia Alexandry, bo miał z nich kiedyś zrobić balustrady. Każde ze stojących przy stole krzeseł ma inną historię. Pierwsze po prawej jest z domu babci, pozostałe – od znajomych. Niebieski taboret to nabytek z zamykanego antykwariatu, który Alexandra odwiedzała, kiedy jeszcze mieszkała w Pile. Sosnowe blaty wykonał okoliczny stolarz, a lniane zasłonki Alexandra uszyła własnoręcznie. Niebieski ocynkowany abażur lampy wykopała z ziemi podczas prac w ogrodzie w swoim poprzednim domu w Wielkopolsce, natomiast drugą lampę kupiła na targu staroci. (Fot. proksaphotography.com)

Stojąca w kuchni stylowa półka na wina, podstawa lampy oświetlającej kącik do pracy, obrazy wiszące w salonie. – Lubimy przygarniać rzeczy niepotrzebne, a w Hiszpanii ludzie wystawiali na śmietnik cuda. Pasjami uprawialiśmy więc zbieractwo, czasami ścigaliśmy się, kto przyniesie coś fajniejszego. Pewnego dnia Michał, przyjaciel, który wówczas z nami mieszkał, znalazł na śmietniku dwa obrazy przedstawiające jakieś hiszpańskie krajobrazy. Przywiózł je do Polski, ale niebawem zachorował i odszedł z tego świata. Jego córka podarowała nam później te pejzaże, wiszą na ścianie w salonie i bez wątpienia zostaną z nami już na zawsze – wspomina Alexandra.

Na ceglanej ścianie wiszą przywiezione z Hiszpanii pejzaże, pamiątki po przyjacielu. Niechciany stół kuchenny teraz pełni funkcję biurka. Stojące przy nim krzesło to prezent od koleżanki Ewy, a półkę podarowała Alexandrze jej ulubiona ciotka, malarka Renata Wojnarowicz. Do znalezionej na hiszpańskim śmietniku podstawy lampy idealnie pasuje designerski abażur duńskiej firmy Rice Dk. Obok niej stoi działające wciąż radio Ślązak, pamiątka po dziadku. (Fot. proksaphotography.com) Na ceglanej ścianie wiszą przywiezione z Hiszpanii pejzaże, pamiątki po przyjacielu. Niechciany stół kuchenny teraz pełni funkcję biurka. Stojące przy nim krzesło to prezent od koleżanki Ewy, a półkę podarowała Alexandrze jej ulubiona ciotka, malarka Renata Wojnarowicz. Do znalezionej na hiszpańskim śmietniku podstawy lampy idealnie pasuje designerski abażur duńskiej firmy Rice Dk. Obok niej stoi działające wciąż radio Ślązak, pamiątka po dziadku. (Fot. proksaphotography.com)

Do stu razy sztuka

– Pochodzę z Wielkopolski, ale mój mąż jest z Olsztyna i tam też pomieszkiwaliśmy, więc Warmia i Mazury były dla nas pierwszymi kierunkami poszukiwań. Zanim znaleźliśmy tę chatę, obejrzeliśmy co najmniej sto domów i gospodarstw. To miejsce urzekło nas swoją dzikością. Od najbliższego sąsiada dzieli nas pół kilometra – opowiada Alexandra. Dom wymagał generalnego remontu i wielu wzmocnień, bo na ścianach były już widoczne pęknięcia. Musieli rozprowadzić wszystkie instalacje, przełożyć dach i przearanżować wnętrze, a wprowadzili się tu dzień po kupnie i mieszkali podczas całego remontu. Najpilniejsza była wymiana okien, które w większości były zabite deskami, tymczasem zbliżał się styczeń, a wraz z nim trzydziestostopniowe mrozy. Żadna firma nie chciała podjąć się wykonania drewnianych ram w tak krótkim czasie, wstawiono więc łatwiej dostępne okna plastikowe.

Stojący pod oknem w sypialni stolik ofiarował Alexandrze sąsiad. Przemalowała go na ten sam kolor, co stare zdobyczne krzesło i teraz tworzą piękny duet. Na podłodze obok stoją obrazy. Religijny należał do babci, drugi został znaleziony na śmietniku. Pomalowane na butelkową zieleń dechy to jedyny fragment oryginalnej podłogi. (Fot. proksaphotography.com) Stojący pod oknem w sypialni stolik ofiarował Alexandrze sąsiad. Przemalowała go na ten sam kolor, co stare zdobyczne krzesło i teraz tworzą piękny duet. Na podłodze obok stoją obrazy. Religijny należał do babci, drugi został znaleziony na śmietniku. Pomalowane na butelkową zieleń dechy to jedyny fragment oryginalnej podłogi. (Fot. proksaphotography.com)

– Cenię naturalne materiały, nie byłam więc z tego powodu zachwycona, ale było to na tamtą chwilę jedyne rozwiązanie. Mieliśmy w planach wymianę okien na drewniane, ale skoro już są, jakie są, nikogo nie rażą i pełnią swoją funkcję, po co generować niepotrzebne odpady? Tym bardziej że my śmieci raczej adaptujemy i dajemy im drugie życie – mówi Alexandra, która na Warmii szybko zakumplowała się z panem pracującym na pobliskim złomie. Dzięki temu zawsze dowiaduje się pierwsza, kiedy trafia tam coś ciekawego. Metalowy kwietnik, który stoi na holu, wieszaki na garnki i rondelki oraz zdobiące kuchnię kosze do zbierania ziemniaków – wszystko to ktoś oddał na złom, a Alexandra uratowała przed zniszczeniem.

Mozaika z odkupionych z wystawy kafli zdobi ogromny piec w dużym pokoju. (Fot. proksaphotography.com) Mozaika z odkupionych z wystawy kafli zdobi ogromny piec w dużym pokoju. (Fot. proksaphotography.com)

– Wśród rodziny, znajomych i sąsiadów rozpuściliśmy wici, że jeśli mają coś, co im wadzi albo wiedzą, że ktoś chce wyrzucić lub spalić coś starego, to my z chęcią się temu przyjrzymy i jeśli będzie nam pasować, przygarniemy – dodaje.

Te drzwi to najpopularniejszy motyw na instagramowym profilu Alexandry. Za nimi kryje się szafka, ale niebawem będą prowadzić na taras. (Fot. proksaphotography.com) Te drzwi to najpopularniejszy motyw na instagramowym profilu Alexandry. Za nimi kryje się szafka, ale niebawem będą prowadzić na taras. (Fot. proksaphotography.com)

Czy to ci potrzebne?

Wiklinowy kosz na pranie, stary zegar z kukułką i działające wciąż radio Ślązak to pamiątki rodzinne. – Są dla mnie niezwykle ważne, bo zarówno po dziadkach, jak i po rodzicach, zostały mi już tylko wspomnienia i rzeczy – mówi Alexandra, która także zupełnie przypadkowe przedmioty wplata w swoją historię. Lampę, która teraz wisi w kuchni, wykopała dosłownie spod ziemi.

– Pracując w ogrodzie poprzedniego domu, natrafiłam na emaliowany abażur. Był zachowany w doskonałym stanie, właściwie wcale nie wymagał renowacji – wspomina. Z kolei niebieski kuchenny taboret stał kiedyś w antykwariacie w Pile. Alexandra, podobnie jak inni klienci, wielokrotnie stawała na nim, żeby ściągnąć książki z wyższych półek. Kiedy zamykano antykwariat, zapytała właścicielkę, czy mogłaby podarować jej ten stołek. Przeprowadzał się z nią później wielokrotnie, a teraz idealnie komponuje się z sielskim klimatem warmińskiej wsi.

Przy wejściu do domu wiszą lniane zasłony od firmy Loberon. – Większość rzeczy mamy używanych, a jeśli kupuję już coś nowego, to stawiam na jakość – mówi Alexandra. Zdobyczny wieszak podróżuje z nią od dawna, stoją w nim stare laski dziadka, z kolei lustro to skrzydło szafy podarowanej przez wujka. (Fot. proksaphotography.com) Przy wejściu do domu wiszą lniane zasłony od firmy Loberon. – Większość rzeczy mamy używanych, a jeśli kupuję już coś nowego, to stawiam na jakość – mówi Alexandra. Zdobyczny wieszak podróżuje z nią od dawna, stoją w nim stare laski dziadka, z kolei lustro to skrzydło szafy podarowanej przez wujka. (Fot. proksaphotography.com)

– Dawny kuchenny stół, który teraz pełni funkcję naszego biurka, trafił do mnie, dzięki mojej ciotce Uli, miłośniczce staroci, która poinformowała mnie, że ktoś czyści starą chałupę i wyrzuca sporo rzeczy. Z kolei druga ciotka, malarka Renata Wojnarowicz podarowała mi lustro stojące na komodzie w sypialni i półkę, która przemalowana wisi teraz nad stołem do pracy. Kiedy obie mieszkałyśmy w Pile, często ją odwiedzałam i jak się w czymś mocno zakochałam, to ta wspaniała kobieta potrafiła mi to dać w prezencie. Natomiast stojące przy stole krzesło dostałam od Ewy, przyjaciółki z Olsztyna, która wiedziała, że się w takich rzeczach lubuję.

Sypialnia na dole jest tymczasowa, docelowa kiedyś powstanie na górze. Łóżko Alexandra dostała od matki chrzestnej, a starą komodę Ikei od teściów. Stołek to rękodzieło wykonane przez znajomego, natomiast stylowe lustro – kolejny prezent od ciotki. (Fot. proksaphotography.com) Sypialnia na dole jest tymczasowa, docelowa kiedyś powstanie na górze. Łóżko Alexandra dostała od matki chrzestnej, a starą komodę Ikei od teściów. Stołek to rękodzieło wykonane przez znajomego, natomiast stylowe lustro – kolejny prezent od ciotki. (Fot. proksaphotography.com)

Pewnego dnia warmińscy sąsiedzi donieśli, że w okolicy będzie rozbiórka stodoły, dzięki czemu udało się odkupić stare belki, z których później powstały nogi łazienkowego stolika pod umywalkę. Jego blat to dębowa deska, także z odzysku.
– Skupujemy dużo takich drewnianych „odpadów”, bo nigdy nie wiadomo, kiedy coś się przyda – mówi Alexandra. Kiedyś w ruinach jakiegoś starego domu znalazła razem z mężem klapę od skrzyni. Spodobała im się, choć jeszcze nie wiedzieli, jak mogliby ją wykorzystać. Ostatecznie wpadli na pomysł, by zrobić z niej bazę pod łazienkowe lustro.

Wyszukana dawno temu stara pokrywa od skrzyni została przerobiona na łazienkowe lustro. Umywalka to rękodzieło Kariny Witkowskiej z marki Art Kafle. Szafka jest zrobiona ze znalezionych w chałupie dębowych desek i belek odkupionych z rozbieranej w okolicy stodoły. Wazon to dawna apteczna butla wyszukana na targu staroci, a ręczne lusterko należało do babci męża Alexandry. (Fot. proksaphotography.com) Wyszukana dawno temu stara pokrywa od skrzyni została przerobiona na łazienkowe lustro. Umywalka to rękodzieło Kariny Witkowskiej z marki Art Kafle. Szafka jest zrobiona ze znalezionych w chałupie dębowych desek i belek odkupionych z rozbieranej w okolicy stodoły. Wazon to dawna apteczna butla wyszukana na targu staroci, a ręczne lusterko należało do babci męża Alexandry. (Fot. proksaphotography.com)

Ceglana podłoga domu też powstała z odpadów. – Znaleźliśmy w okolicy pana, który robi piękne płytki ceglane, ale nas bardziej niż produkt finalny, który był zbyt idealny, zainteresowały ścinki. I to właśnie z nich ułożyliśmy podłogę, bo zależało nam na tym, żeby wyglądała tak, jakby była tu od zawsze. Oryginale deski zachowały się tylko w sypialni, ale i tam obrzeża były tak spróchniałe, że trzeba było dołożyć cegły. Za to udało się uratować wszystkie zastane na miejscu drzwi. Te w holu, surowe i odrapane z farby, w różnych aranżacjach można zobaczyć na wielu zdjęciach instagramowego profilu Alexandry. – Dawniej prowadziły do drugiej części domu, bo kiedyś mieszkały tu dwie rodziny. Kiedy jedna z nich opuściła to miejsce, budynek zaczął podupadać i ostatecznie został wyburzony – wyjaśnia Alexandra, która tuż nad framugą zostawiła znak czasu, czyli kawałek surowej, przetartej ściany, na którym widać cały przekrój farb, jakimi kiedyś malowano to pomieszczenie.

Łazienka znajduje się w miejscu dawnej spiżarki. Wanna przyjechała z Białegostoku. Waza pochodzi z instagramowego sklepu Vintage dla ciebie, a widoczna po prawej szafka na wina przyjechała z Hiszpanii. (Fot. proksaphotography.com) Łazienka znajduje się w miejscu dawnej spiżarki. Wanna przyjechała z Białegostoku. Waza pochodzi z instagramowego sklepu Vintage dla ciebie, a widoczna po prawej szafka na wina przyjechała z Hiszpanii. (Fot. proksaphotography.com)

Mucha nie siada

Alexandra ma sentyment do historii i słabość do starej francuskiej porcelany, która stoi niemal w każdym zakamarku domu. – Większość rzeczy kupiłam dzięki Laurze, która prowadzi instagramowy sklep Belle Epoque Art i sprowadza z Francji prawdziwe cuda – mówi. Talerze w warmińskim domu wyeksponowała na stojaku na blacie. – Są tak piękne, że żal ukrywać je w szafkach, chcę je widzieć i wybierać sobie talerz w zależności od nastroju. Choć mam świadomość, że gdyby nie mój chorobliwy perfekcjonizm taka ekspozycja byłaby zapewne trudna do utrzymania w porządku – przyznaje.

Alexandra kolekcjonuje starą francuską porcelanę. Większość jej zbiorów pochodzi z instagramowego sklepu Belle Epoque Art. (Fot. proksaphotography.com) Alexandra kolekcjonuje starą francuską porcelanę. Większość jej zbiorów pochodzi z instagramowego sklepu Belle Epoque Art. (Fot. proksaphotography.com)

Jednak największym wyzwaniem dla perfekcjonistki jest mieszkanie pod jednym dachem z kurą, która, jak to na kurę przystało, nie przestrzega zbytnio żadnych zasad higieny. – Pewna mama kwoka z sąsiedztwa, która dochowała się piętnaściorga kurcząt, to jedno, małe, najsłabsze chciała zadziobać. Niewiele myśląc, zabraliśmy maleństwo z blizną na głowie do chałupy, a że nie mamy przecież kurnika, zamieszkało z nami. Miało być Eugenią, ale szybko okazało się, że reaguje tylko na słowo „mucha”. Tak więc mieszkamy teraz z kurą zwaną Muchą, która jest nieocenionym kompanem w ogrodzie, pomaga mi, zjadając mszyce z roślin, co rekompensuje bałagan, który czasami potrafi zrobić w domu – śmieje się Alexandra.

W domu udało się zachować oryginalne drzwi, ale stylowa klamka to już zdobycz z targu staroci. (Fot. proksaphotography.com) W domu udało się zachować oryginalne drzwi, ale stylowa klamka to już zdobycz z targu staroci. (Fot. proksaphotography.com)

Jej historia brzmi sielsko, ale spokój, który teraz panuje w gospodarstwie, musiała sobie wywalczyć. – Na Warmii powstaje teraz mnóstwo farm fotowoltaicznych i jedną z nich mieliśmy być dosłownie otoczeni, a przecież przeprowadziliśmy się tu, by żyć blisko przyrody, a nie paneli słonecznych – mówi. Batalia o zachowanie prawdziwej natury tego miejsca kosztowała ją wiele nerwów i wysiłku. – Dziś już wiem, że znalezienie swojego miejsca na Ziemi i urządzenie domu, to nie wszystko. Trzeba mieć jeszcze środki, wiedzę i zasoby, by tego miejsca bronić, szczególnie jeśli chcesz żyć blisko natury, która staje się towarem coraz bardziej deficytowym, ale, niestety, wciąż jeszcze nieszanowanym – podsumowuje. 

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze