1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Nawet jedno drzewo za oknem poprawia samopoczucie? Ekspertka wyjaśnia, dlaczego zieleń w mieście powinna być w zasięgu 300 metrów

Nawet jedno drzewo za oknem poprawia samopoczucie? Ekspertka wyjaśnia, dlaczego zieleń w mieście powinna być w zasięgu 300 metrów

Dodaj w Google
Dodaj w Google
Bydgoszcz to jedno z polskich miast, które coraz większą wagę przywiązują do zieleni. (Fot. ewg3D/Getty Images)
Bydgoszcz to jedno z polskich miast, które coraz większą wagę przywiązują do zieleni. (Fot. ewg3D/Getty Images)

Odsłuchaj artykuł

Izabela Nowakowska-Teofilak - Nawet jedno drzewo za oknem poprawia samopoczucie? Ekspertka wyjaśnia, dlaczego zieleń w mieście powinna być w zasięgu 300 metrów

00:00 15:11
15s
0,5 x
15s
Jeszcze niedawno drzewa, parki i skwery traktowaliśmy głównie jako ozdobę miejskiej przestrzeni. Dziś wiemy, że zieleń pełni znacznie ważniejszą funkcję w całym systemie lokalnym. Jak projektować miasta, w których dobrze żyje się zarówno ludziom, jak i innym gatunkom – pytamy dr Agnieszkę Kuśmierz z Instytutu Ochrony Środowiska.

Spis treści:

  1. Dlaczego zieleń w mieście jest tak ważna dla zdrowia i samopoczucia?
  2. Zieleń w mieście a zmiany klimatu. Jak drzewa chronią przed upałami i podtopieniami?
  3. Betonoza w miastach. Dlaczego drzewa otoczone asfaltem nie spełniają swojej funkcji?
  4. Stare drzewa czy nowe nasadzenia? Co jest lepsze dla mieszkańców miast?
  5. Łąka kwietna czy trawnik? Jak projektować zielone przestrzenie w mieście?

  • Zieleń w mieście to nie tylko ozdoba. Drzewa, parki i skwery wpływają na nasze zdrowie, samopoczucie i jakość życia.
  • Według wielu rekomendacji urbanistycznych dostęp do terenów zielonych powinniśmy mieć w odległości maksymalnie 300 metrów od domu.
  • Nawet widok jednego drzewa za oknem może poprawiać samopoczucie. Kontakt z przyrodą pomaga też zmniejszać napięcie psychiczne i odzyskiwać koncentrację.
  • Czy młode nasadzenia zastąpią stare drzewa? I co lepiej sprawdzi się w mieście: krótko przystrzyżony trawnik czy łąka kwietna? Wyjaśnia dr Agnieszka Kuśmierz z Instytutu Ochrony Środowiska.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Sens” 09/2026.

Dlaczego zieleń w mieście jest tak ważna dla zdrowia i samopoczucia?

Izabela Nowakowska-Teofilak: Coraz częściej mówi się, że kontakt z zielenią nie jest luksusem, ale jedną z podstawowych potrzeb człowieka. Czy mieszkańcy miast, którzy mają łatwy dostęp do zieleni, rzeczywiście żyją lepiej?

Agnieszka Kuśmierz: Współcześnie nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że zieleń w mieście nie jest luksusem ani ozdobą. To element infrastruktury, tak samo ważny jak chodniki, oświetlenie uliczne czy transport publiczny. Już Milenijna Ocena Ekosystemów z 2005 roku wskazywała, że miasta należy postrzegać jako ekosystemy, a ich funkcjonowanie oraz jakość życia mieszkańców są ściśle związane z rolą, jaką odgrywa w nich przyroda – od łagodzenia skutków upałów i poprawy jakości powietrza po tworzenie przestrzeni sprzyjających wypoczynkowi, rekreacji i zdrowiu psychicznemu.

Istotne znaczenie ma jednak nie tylko sama obecność zieleni, lecz także jej jakość i dostępność. To, czy mieszkańcy rzeczywiście z niej korzystają, zależy w dużej mierze od tego, jak blisko znajduje się ona od miejsca zamieszkania. Coraz częściej mówi się o tym, że ideałem jest tak zwane miasto piętnastominutowe, w którym najważniejsze usługi są dostępne w zasięgu spaceru trwającego nie dłużej niż kwadrans.

W wielu rekomendacjach urbanistycznych pojawia się też zasada, że mieszkaniec powinien mieć dostęp do zieleni w odległości maksymalnie 300 metrów od miejsca zamieszkania. Dopiero wtedy można mówić o realnym i regularnym korzystaniu z dobrodziejstw przyrody.

autopromocja
750x300_srodtekst_artykul.webp

Zieleń w mieście a zmiany klimatu. Jak drzewa chronią przed upałami i podtopieniami?

Jakie korzyści zostały dotąd najlepiej potwierdzone?

W swojej pracy naukowej zajmuję się przede wszystkim adaptacją miast do zmian klimatu, dlatego z mojego punktu widzenia jedną z najlepiej udokumentowanych korzyści jest wpływ zieleni na ograniczanie stresu cieplnego, czyli obciążenia organizmu wynikającego z występowania bardzo wysokich, często ekstremalnych temperatur. Wszyscy doświadczamy dziś coraz częstszych fal upałów.

W wielu miastach, na przykład w Warszawie, powstają nawet „miejsca chłodu”, ale żadne technologiczne rozwiązania nie zastąpią cienia drzew. Zieleń ogranicza zjawisko tak zwanej miejskiej wyspy ciepła. Nie eliminuje go całkowicie, ale wyraźnie zmniejsza jego negatywne skutki.

W polskich miastach tereny tak zwanej zieleni urządzonej zajmują przeciętnie 10–11 proc. powierzchni. Czy to wystarczy, by skutecznie łagodzić skutki zmian klimatu, na przykład takie jak długotrwałe susze przeplatane gwałtownymi ulewami, które coraz częściej prowadzą do lokalnych podtopień?

Jeśli spojrzymy szerzej i uwzględnimy nie tylko zieleń urządzoną, lecz także lasy oraz inne tereny pokryte roślinnością, okaże się, że w wielu polskich miastach obszary zielone zajmują ponad 30 proc. powierzchni, a niekiedy nawet ponad 50 proc., czyli całkiem sporo. Ale każde drzewo, krzew, trawnik czy ogród deszczowy pomaga zatrzymać wodę opadową tam, gdzie spadła, umożliwiając jej stopniowe wsiąkanie w glebę. Dzięki temu deszczówka nie spływa gwałtownie do kanalizacji, co zmniejsza ryzyko lokalnych podtopień i jednocześnie zwiększa retencję wody w mieście.

Przez wiele lat dominowało podejście polegające na jak najszybszym odprowadzaniu deszczówki siecią kanalizacyjną jak najdalej od miejsca opadu. Dziś wiemy już, że znacznie skuteczniejsze jest zatrzymywanie jej na miejscu.

Dlatego tak duże znaczenie ma rozwój błękitno-zielonej infrastruktury, czyli rozwiązań opartych na przyrodzie, takich jak: parki, zadrzewienia, ogrody deszczowe, zielone dachy, stawy lub zbiorniki retencyjne. To jeden z najważniejszych elementów adaptacji miast do zmian klimatu, który pozwala ograniczać skutki coraz częstszych i bardziej intensywnych opadów, a jednocześnie lepiej gospodarować wodą w okresach suszy.

Betonoza w miastach. Dlaczego drzewa otoczone asfaltem nie spełniają swojej funkcji?

Pytanie, czy drzewa otoczone kostką brukową albo wręcz zalane asfaltem mają szansę pełnić taką funkcję.

Bez wątpienia jeśli drzewo otoczone jest szczelną nawierzchnią z kostki brukowej lub asfaltu, jego korzenie mają ograniczony dostęp do wody i powietrza – i nie mają przestrzeni do rozwoju. W takich warunkach znacznie gorzej zatrzymuje wodę, słabiej chłodzi otoczenie, a jednocześnie jest bardziej narażone na skutki suszy i fal upałów.

Dlatego jednym z największych zagrożeń dla przyrody w miastach jest właśnie nadmierne uszczelnianie powierzchni i zbyt intensywna zabudowa, określana potocznie mianem betonozy. Powstają zwarte osiedla z niewielką ilością zieleni, gdzie mieszkańcy żyją niemal okno w okno, a takie zagęszczenie i ograniczony kontakt z przyrodą mogą wpływać na komfort psychiczny.

Ten sposób projektowania miast wynika z tego, jak przez lata postrzegano zieleń. Za wystarczające uznawano niewielkie trawniki czy niską roślinność sadzoną na stropach garaży podziemnych. Oczywiście także one mają swoją wartość, ale nie zastąpią drzew, które najskuteczniej obniżają temperaturę, zatrzymują wodę opadową, poprawiają jakość powietrza i tworzą przyjazną przestrzeń do życia. Badania pokazują, że widok choćby jednego drzewa za oknem przekłada się na lepsze samopoczucie i wyższą jakość życia. Na szczęście samorządy coraz lepiej rozumieją znaczenie zieleni, a miasta liczące ponad 20 tysięcy mieszkańców mają obowiązek opracowywania miejskich planów adaptacji do zmian klimatu. Jednym z ich elementów jest kompleksowe planowanie zieleni – nie tylko sadzenie nowych drzew i krzewów, ale także ochrona istniejących zasobów oraz tworzenie spójnej sieci terenów zieleni. Ważną rolę mogą odgrywać zacienione aleje i ciągi piesze obsadzone drzewami, które łączą parki, skwery i inne zielone przestrzenie.

Coraz większą uwagę zwraca się również na warunki, w jakich rosną drzewa, uwzględniając ich rozbudowany system korzeniowy, który potrzebuje miejsca, dostępu do wody i powietrza.

Dlatego nawet tam, gdzie nawierzchnia musi pozostać utwardzona, stosuje się rozwiązania chroniące korzenie przed nadmiernym naciskiem i umożliwiające infiltrację wody do gleby. Dobrym przykładem jest rynek w Mikołowie, gdzie podczas modernizacji przestrzeni miejskiej uwzględniono potrzeby drzew i stworzono im warunki do dalszego wzrostu.

Stare drzewa czy nowe nasadzenia? Co jest lepsze dla mieszkańców miast?

Wciąż zdarza się jednak, że włodarze miast decydują się na wycinkę starych drzew, argumentując, że młode nasadzenia są bardziej wartościowe, łatwiejsze w utrzymaniu albo lepiej odpowiadają współczesnym potrzebom miasta. Czy młode drzewo rzeczywiście może zastąpić to, które rosło przez kilkadziesiąt lat?

Jedno i drugie jest niezwykle ważne. Nowe nasadzenia są potrzebne, ponieważ z czasem drzewa starzeją się i obumierają. Musimy więc myśleć zarówno o ich stopniowym zastępowaniu, jak i o wprowadzaniu nowej zieleni. Jednocześnie trzeba pamiętać, że młoda roślina potrzebuje wielu lat, aby osiągnąć rozmiary i funkcje dojrzałego drzewa. Nie zapewni od razu takiego cienia, ochłody ani korzyści dla środowiska, jakie daje wieloletni okaz. Dlatego kluczowe jest jednoczesne dbanie o istniejący drzewostan i prowadzenie nowych nasadzeń.

W mieście powinniśmy myśleć o przyrodzie całościowo – nie tylko o samych drzewach, lecz także o otoczeniu, w którym funkcjonują. Nawet pas zieleni przy ulicy pełni ważną funkcję: częściowo zatrzymuje zanieczyszczenia pochodzące z ruchu samochodowego, wspiera retencję wody i poprawia lokalne warunki środowiskowe.

Łąka kwietna czy trawnik? Jak projektować zielone przestrzenie w mieście?

A co jest lepszym rozwiązaniem w mieście: tradycyjny trawnik, na którym mieszkańcy mogą piknikować, czy łąka kwietna – źródło pożywienia i schronienie dla zapylaczy?

Wszystko zależy od miejsca i funkcji, jaką ma pełnić dana przestrzeń. Są sytuacje, w których regularnie koszony trawnik jest uzasadniony – chociażby ze względów historycznych czy reprezentacyjnych. Dobrym przykładem są części ogrodów w Wilanowie, gdzie precyzyjnie utrzymane trawniki i formowane krzewy stanowią integralny element założenia ogrodowego. Jednak w większości współczesnych przestrzeni miejskich warto odchodzić od takiego podejścia.

Nie jestem zwolenniczką intensywnego koszenia trawników i tworzenia zieleni pod linijkę. Sama często zachęcam administratorów osiedli, aby ograniczali koszenie i wykonywali je jak najpóźniej – oczywiście tam, gdzie pozwalają na to warunki. W wielu miejscach warto pozwolić roślinności rozwijać się bardziej naturalnie i zakładać łąki kwietne.

Łąki zwiększają różnorodność biologiczną, stanowią schronienie i źródło pożywienia dla zapylaczy, a jednocześnie są bardziej odporne na suszę niż krótko koszone trawniki. Tworzą też przyjaźniejszą przestrzeń dla mieszkańców. W parkach pełnych różnych gatunków roślin, na łąkach kwietnych czy w miejscach, gdzie słychać śpiew ptaków i widać owady, po prostu lepiej się czujemy, odpoczywamy od nadmiaru bodźców współczesnego miasta. Potwierdzają to badania nad teorią regeneracji uwagi, które pokazują, że kontakt z naturą poprawia koncentrację i obniża poziom napięcia psychicznego. Dlatego projektując zieleń miejską, nie powinniśmy kierować się wyłącznie estetyką i dążeniem do idealnego porządku. Równie ważne jest tworzenie przestrzeni żywych – zróżnicowanych gatunkowo, przyjaznych dla owadów i ptaków oraz opartych na naturalnych procesach. Takie miejsca najlepiej służą i przyrodzie, i ludziom.

Tylko jak znaleźć równowagę między potrzebami mieszkańców – ciągłym deficytem miejsc parkingowych, zapotrzebowaniem na nowe drogi a ochroną różnorodności biologicznej w mieście? Czy rozwój infrastruktury musi odbywać się kosztem przyrody?

Absolutnie nie. Kluczem jest dobre planowanie przestrzeni. Rozwój miasta nie musi oznaczać wypierania natury – można projektować infrastrukturę w taki sposób, aby współistniała z zielenią, a nawet wzmacniała jej rolę.

Dobrym przykładem jest Essen w Zagłębiu Ruhry. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu było symbolem ciężkiego przemysłu, dziś należy do najbardziej zielonych miast Niemiec. Jego przemiana pokazuje, że tereny poprzemysłowe nie muszą pozostawać przestrzeniami utraconymi dla przyrody.

W wielu miejscach dawna infrastruktura została przekształcona w parki i tereny rekreacyjne, gdzie historia przemysłu współistnieje z zielenią i wodą, pełniąc zupełnie nowe funkcje społeczne. Ważne, by mieszkańcy miast rozumieli, że zieleń nie jest jedynie elementem estetyki, lecz infrastrukturą, od której zależą nasze zdrowie, komfort życia i odporność miast na zmiany klimatu. To sprawia, że rośnie liczba oddolnych inicjatyw. Mieszkańcy nie tylko zgłaszają swoje pomysły władzom, lecz także angażują się w ich realizację. Dużą rolę odgrywają w tym budżety obywatelskie, dzięki którym w wielu miastach powstają nowe skwery, ogrody społeczne, łąki kwietne czy zadrzewienia.

Zielona Warszawa (Fot. querbeet/Getty Images) Zielona Warszawa (Fot. querbeet/Getty Images)

Przywołała pani Warszawę i Essen, a jakie inne miasta mogą być dobrym przykładem tego, jak skutecznie chronić miejską przyrodę i tworzyć przestrzeń bardziej przyjazną i mieszkańcom, i środowisku?

Jako mieszkanka Warszawy zawsze będę ją stawiać wysoko w tym rankingu, ale nie chodzi tu wyłącznie o sympatię. Obserwuję, jak to miasto zmienia się w ostatnich latach, sama jestem zaangażowana w prace nad miejskim planem adaptacji Warszawy do zmian klimatu. Widzę ogromną zmianę w podejściu do zieleni i rozwiązań opartych na przyrodzie, zwłaszcza do rozwoju błękitno-zielonej infrastruktury.

Warszawa realizuje coraz więcej projektów, w których zieleń łączy się z zatrzymywaniem wody opadowej – ogrody deszczowe, zielone przystanki, zazielenianie ulic i placów, a także projekty rozszczelniania przestrzeni, które wcześniej były całkowicie pokryte betonem. Innymi miastami w Polsce, które wprowadziły wiele rozwiązań z zakresu błękitno-zielonej infrastruktury, są: Gdańsk, Kraków, Wrocław czy Bydgoszcz.

Ciekawym przykładem z zagranicy jest Londyn. W strategii dotyczącej adaptacji do zmian klimatu ważnym założeniem było przywracanie wiejskich warunków życia w mieście. Chodziło między innymi o: tworzenie wielu mniejszych enklaw zieleni, zwiększanie różnorodności biologicznej i wprowadzanie roślinności o różnych strukturach, by poprawiać komfort życia mieszkańców oraz wspierać przyrodę. Jednym z celów było stworzenie warunków, w których mogłyby powrócić gatunki wcześniej wypierane z miast, choćby wróble. W wyniku intensywnej zabudowy i ograniczania naturalnych siedlisk ptaki te straciły miejsca do gniazdowania i schronienia, a dziś znów są naturalnym elementem londyńskiego krajobrazu. Pokazuje to, że dobrze zaprojektowana zieleń miejska może wspierać cały lokalny ekosystem.

Agnieszka Kuśmierz, dr nauk rolniczych, hydrogeolożka, gleboznawczyni, ekspertka od zarządzania w ochronie środowiska, w tym od ocen oddziaływania na środowisko i adaptacji do zmian klimatu. Pracuje w Zakładzie Zarządzania Zasobami Przyrody w Instytucie Ochrony Środowiska – Państwowym Instytucie Badawczym. Jest współautorką publikacji z zakresu zarządzania w ochronie środowiska i adaptacji do zmian klimatu.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE