1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Zestresowana? Wystarczy 15–20 minut w lesie, by poczuć różnicę. Ale nie chodzi o zwykły spacer

Zestresowana? Wystarczy 15–20 minut w lesie, by poczuć różnicę. Ale nie chodzi o zwykły spacer

Dodaj w Google
Dodaj w Google
(Fot. Claudia Corrent/Trentino Marketing)
(Fot. Claudia Corrent/Trentino Marketing)
Żeby poczuć kojące działanie lasu, wystarczy do niego wejść. Ale kąpiel leśna to coś więcej niż zwykły spacer. Doświadczyłam tego we włoskim Trentino w parku Termale di Comano, gdzie znajduje się ścieżka terapii leśnej certyfikowana przez włoski Narodowy Ośrodek Badań Naukowych.

Spis treści:

  1. Kąpiele leśne, czyli shinrin-yoku. Jak las wpływa na zdrowie i samopoczucie?
  2. Terapia leśna we Włoszech. Co odkryli naukowcy w Trentino?
  3. Jak praktykować kąpiele leśne? Cztery ćwiczenia angażujące zmysły
  4. Kąpiel leśna a zwykły spacer. Na czym polega różnica?

Tekst pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 11/2026.

Kąpiele leśne, czyli shinrin-yoku. Jak las wpływa na zdrowie i samopoczucie?

O kąpielach leśnych zrobiło się głośno jakieś 40 lat temu, kiedy ideę shinrin-yoku, czyli leśnej kąpieli, zaczęto wykorzystywać w Japonii jako element narodowej profilaktyki zdrowotnej.

Od tamtej pory opublikowano wiele badań potwierdzających, że las działa korzystnie na nasze zdrowie, m.in.: obniża napięcie i stres, normalizuje ciśnienie, wycisza układ nerwowy, poprawia nastrój. Efekty psychofizjologiczne można zaobserwować już po 15-20 minutach spokojnego przebywania w lesie. Współczesna nauka często opisuje i udowadnia skuteczność mechanizmów, które za tym stoją, co intuicyjnie wiemy od dawna: że ważne są spokój, dobry sen, zdrowa dieta, ruch, kontakt z naturą. Dlaczego więc nie korzystamy na co dzień z tych prostych i naturalnych rozwiązań, które oferuje nam świat? Dlaczego nie sięgamy po sprawdzone narzędzia profilaktyki i regeneracji, które mamy za darmo i na wyciągnięcie ręki?

Pójście do lasu nie wymaga specjalnego sprzętu, planu czy aplikacji. Nie ma niepożądanych skutków ubocznych. Nie trzeba kupować karnetu. Potrzebny jest tylko czas. I gotowość, żeby przez ten czas nie być produktywnym, a jedynie uważnym. Uczyłam się tego na ścieżce terapii leśnej podczas urlopu we Włoszech.

Terapia leśna we Włoszech. Co odkryli naukowcy w Trentino?

Park Termale di Comano rozciąga się na 14 hektarach w sercu Trentino, włoskiego regionu, gdzie lasy zajmują 63 procent powierzchni (w Polsce podobne zalesienie mają Bory Tucholskie). To ogromny zielony teren otoczony górami z wyjątkowo różnorodnym biologicznie ekosystemem: rzeką, stawami, polanami i oczywiście lasem. Zinwentaryzowano tu 711 gatunków roślin i 868 drzew, a wśród nich: buki, świerki, sosny, klony, jesiony i dzikie wiśnie. Znajduje się tu również wykorzystywane w pobliskim uzdrowisku źródło termalne z wodą, która ma unikalny mikrobiom o właściwościach regeneracyjnych, przeciwbakteryjnych i wspierających układ odpornościowy. To właśnie z tego powodu od lat ciągną tu turyści. Od 2025 roku, od kiedy park uzyskał oficjalną kwalifikację do prowadzenia terapii leśnej, przybywa również gości szukających ukojenia skołatanych nerwów wśród drzew.

To jedno z nielicznych w Europie miejsc, w którym środowisko zostało dokładnie przebadane. Zanim uznano, że idealnie nadaje się do prowadzenia terapii, tutejszy las przeszedł coś w rodzaju naukowego audytu – samo stwierdzenie, że jest pięknie, zielono i spokojnie, nie wystarczyło.

W pierwszej kolejności Narodowy Ośrodek Badań Naukowych sprawdził jakość powietrza oraz potwierdził wysoką zawartość lotnych związków organicznych i aromatycznych, czyli substancji emitowanych przez drzewa i inne rośliny. Substancje te mają różne prozdrowotne właściwości i przenikają do naszego organizmu podczas oddychania. Wśród nich znajdują się między innymi monoterpeny, odpowiedzialne za charakterystyczny zapach lasu. Ich obecność i stężenie zależą między innymi od gatunków roślin, pogody, pory roku i warunków środowiskowych. W ramach projektu wykonano również testy psychometryczne, żeby zbadać reakcję człowieka na przebywanie w lesie – u ponad 97 procent uczestników odnotowano istotne korzystne zmiany dotyczące objawów lęku i ogólnego nastroju.

Określenie „przebywanie” jest tu kluczowe. Terapia leśna nie oznacza po prostu spaceru. Nie chodzi w ogóle o przemieszczanie się. Przeciwnie – chodzi o to, żeby przez pewien czas niczego nie zdobywać, do niczego nie dążyć, nie liczyć kilometrów ani kroków.

Bo można przejść pięć kilometrów i nie zauważyć ani jednego drzewa. Można zrobić setki zdjęć i ani razu naprawdę nie spojrzeć. W terapii leśnej chodzi o to, żeby się zatrzymać.

Właśnie tego uczy ścieżka w Termale di Comano. Składa się ona z kilku stacji, rozmieszczonych w sporej od siebie odległości. Na każdym przystanku znajdują się konkretne instrukcje do uważnego słuchania, patrzenia, dotykania i spokojnego oddychania. Brzmi prosto i jest proste, ale w praktyce okazuje się całkiem sporym wyzwaniem.

Jak praktykować kąpiele leśne? Cztery ćwiczenia angażujące zmysły

Pierwsza stacja jest poświęcona dotykowi. To nie przypadek. Dotyk to najbardziej pierwotny i ważny dla człowieka zmysł – to on łączy nas ze światem, informuje o zagrożeniu i pomaga budować relacje. Bez niego nie byłoby życia. Pomimo tego na co dzień rozpoznajemy świat, głównie patrząc. Dotyk rzadko jest celem samym w sobie. Tu ma być inaczej. Zaczynam więc powoli i uważnie dotykać wszystkiego, co mnie otacza: kory drzew, liści, mchu.

Przez pierwsze minuty jest mi trochę niezręcznie. Zamykam oczy i od razu czuję więcej: chłodniejszą temperaturę liścia, jego żyłki, powierzchnię, która stawia delikatny opór. I nagle orientuję się, że zupełnie przestałam myśleć o tym, co od rana zaprzątało mi głowę.

Nie zastanawiam się też nad tym, co będę robić za godzinę. Zatrzymuję się przy specjalnie zaprojektowanym wieszaku, który zachęca, żeby zdjąć buty i poczuć się tu jak w domu. Ryzykowne: boso w lesie – myślę, ale po chwili czuję już pod stopami ciepłą i miękką niczym dywan ziemię. Boso idę na ścieżkę sensoryczną wyłożoną korą, otoczakami, drewnianymi belami i zakończoną zimnym strumieniem górskim. Lepszego rozpoczęcia spotkania z naturą nie mogłam sobie wymarzyć.

Druga stacja mówi: pozwól, aby prowadziły cię uszy. Na początku słyszę wszystko naraz. Szum liści. Ptaki. Wodę. Wiatr. Czyjeś kroki. Własny oddech. Znowu zamykam oczy. I kiedy nie patrzę, przestaję próbować nazwać to, co słyszę. Dźwięki stają się osobnymi bytami. Nagle okazuje się, że w cichym lesie wcale nie jest cicho. To jedno z mocniejszych wrażeń, które zapamiętam z tego miejsca.

Na trzeciej stacji mam przede wszystkim patrzeć. Instrukcja zachęca, żeby zwrócić uwagę na fakturę liści i światło przenikające przez gałęzie, przyjrzeć się powolnemu ruchowi chmur. Brzmi banalnie. Ale wtedy uzmysławiam sobie, że przez większość dnia nie patrzymy. Jedynie spoglądamy. A to nie to samo. Sprawdzamy drogę, przeglądamy Instagram, zerkamy na zegarek.

Tutaj mam patrzeć, przyglądać się, dostrzegać szczegóły. Liście nie są po prostu zielone. Mają dziesiątki odcieni. Niektóre są matowe, inne błyszczące. Jedne poruszają się gwałtownie, inne ledwo drżą. Chmura przesuwa się niemal niezauważalnie.

Myślę, że gdybym była tu sama bez instrukcji na tablicach, prawdopodobnie już dawno wyjęłabym telefon i odblokowała tryb samolotowy… Kusi mnie, żeby to zrobić i wtedy przypominam sobie najważniejszą zasadę, jakiej nauczyłam się na lekcjach mindfulness. Jeśli jakaś myśl mnie rozprasza, nie muszę z nią walczyć. Mam pozwolić jej odejść i wrócić do patrzenia. Chodzi o to, żeby zauważyć, kiedy głowa odpływa – i wrócić. Do liścia. Do światła. Do drzewa. Do teraz.

Na ostatniej z czterech stacji mam skoncentrować się na odbieraniu lasu przez węch. Wciągam powietrze nosem i najpierw czuję niewiele. Dopiero po chwili pojawia się wilgoć. Zapach drewna. Liści. Ziemi. Coś świeżego, lekko żywicznego.

Myślę o tym, że od dawna nie poświęciłam 15 minut na samo wąchanie powietrza. I nie spędziłam ponad godziny na nicnierobieniu w lesie.

Przez ten czas nie dzieje się nic spektakularnego. To chyba najdziwniejsza i najbardziej wartościowa część tego doświadczenia. Na tym właśnie polega działanie lasu – że pozwala nam przestać robić tak dużo. Uczy bycia ze sobą. I pomaga wrócić do tego, co robi nasze ciało od zawsze: oddychać, patrzeć, słuchać, czuć.

Kąpiel leśna a zwykły spacer. Na czym polega różnica?

Kiedy wspominam moje doświadczenie w Trentino, myślę, że określenie „kąpiel leśna” jest trafniejsze, niż początkowo mi się wydawało. Bo kąpiel to nieśpieszne zanurzenie. W świecie, w którym niemal wszystko próbujemy mierzyć, ścieżka terapii leśnej przypomniała mi o czymś, czego nie da się łatwo zmierzyć: o jakości obecności. I choć doświadczyłam tego we Włoszech, jestem przekonana, że do kąpieli leśnej nadaje się każdy las. W wielu miejscach w Polsce powstają specjalne ścieżki, na których można praktykować kąpiel leśną, można wybrać się na takie spotkanie z przewodnikiem czy terapeutą od terapii leśnych. Ja lekcję z Trentino zabieram do swojego codziennego życia: najbliższego parku, na działkę, a nawet skrawek trawnika przed biurowcem.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE