1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Medytacja labiryntu - na czym polega?

Medytacja labiryntu - na czym polega?

Labirynty wykorzystywane są w psychoterapii i edukacji, do pracy z dziećmi i do zabawy. Można je spotkać w parkach, szkołach, korporacjach, więzieniach, centrach medycznych, ośrodkach medytacyjnych i kościołach. Zjawisko to, którego początki sięgają lat 90., odnotowano jako Światowy Ruch Labiryntowy. (Fot. iStock)
Labirynty wykorzystywane są w psychoterapii i edukacji, do pracy z dziećmi i do zabawy. Można je spotkać w parkach, szkołach, korporacjach, więzieniach, centrach medycznych, ośrodkach medytacyjnych i kościołach. Zjawisko to, którego początki sięgają lat 90., odnotowano jako Światowy Ruch Labiryntowy. (Fot. iStock)
Idziesz nie po to, żeby rozwikłać łamigłówkę, ale by wejść głębiej w siebie. Jest jedna ścieżka, ale każdy może ją przejść po swojemu. Ważne, żeby przesuwać się do przodu.

Artykuł pochodzi z archiwalnego numeru miesięcznika "Sens".

Aula jednego z warszawskich liceów. Stonowane światła, zapach kadzidła. A pośrodku on – a właściwie ona, bo Sylwia Hanff, propagująca ideę labiryntu w Polsce, zwykła używać określenia „Pani Labirynt”. Pani jest wielkim, okrągłym płótnem z wymalowaną skrupulatnie ścieżką. Odwzorowuje wiernie słynny labirynt z katedry w Chartres (Francja). Ze zwojami zapraszającymi do środka, do centrum. Z płatkami pośrodku, rzeczywiście bardzo kobiecy.

Labirynt to wspólny wzór dla całej ludzkości, silne narzędzie występujące w kulturach całego świata. Chodzenie po nim pozwala uspokoić i rozjaśnić umysł, zintegrować ciało i duszę, pogłębić zrozumienie własnego życia. Sylwia Hanff objaśnia nas: – Jeśli chcecie pracować z jakimś tematem, dobrze jest przywołać go przed wejściem do labiryntu, a potem odsunąć od siebie – żeby oczekiwania, starania nie zagłuszyły tego, co może się pojawić. Idźcie we własnym tempie – tak jak chcecie, potrzebujecie, mijając inne osoby, obserwując siebie, to, co się dzieje w ciele, w głowie, w sercu. Można tańczyć, siadać, biegać. Chodzi o to, żeby być otwartym, słuchać ciała. To bardzo ważny kanał informacyjny.

Palimy świeczki – z intencją dla siebie, dla innych – stawiamy je w półksiężycach otaczających ścieżkę. Teraz można już rozpocząć podróż. Podchodzimy wolno do wejścia, przed postawieniem pierwszego kroku skłaniamy głowę albo i całe ciało... A potem wchodzimy kolejno, każdy we własne doświadczenie. Niektórzy przyklękają, unoszą ręce, zastygają w różnych pozach. Po dotarciu do centrum siadają, zamykają oczy, kładą się, obejmują. Słychać płacz, śmiech...

Tajemnica róży

Duże znaczenie ma symbolika poszczególnych elementów labiryntu z Chartres, proporcje między nimi. Można by je długo studiować – są tacy, co poświęcają na to całe dziesięciolecia. Półksiężyce okalające ścieżkę (28 na każdą ćwiartkę), obosieczne miecze, liczba zakrętów... – To wzory archetypowe – zapewnia Sylwia Hanff. – Głęboko zakodowane w strukturze wszechświata. Nie ma tu przypadków; choćby liczba kamieni, z których zbudowana jest ścieżka. Jest ich 276 – tyle, ile dni ciąży. Chodzi o symboliczną drogę do ponownych narodzin.

W labiryncie z Chartres zakodowana jest też podwójna spirala – symbol rozwoju o ogromnej mocy. Ale też wejście do wewnątrz i wyjście, śmierć i odrodzenie... – Cały ten wzór jest niczym mandala – tłumaczy Hanff – mamy tu starożytny symbol krzyża wpisanego w koło. To tak zwana kwadratura koła, pełnia, połączenie przeciwieństw: nieba i ziemi, prawej i lewej półkuli mózgu, energii kobiecej i męskiej, stabilności i ruchu... Ten labirynt daje oparcie, bezpieczną przestrzeń. A jednocześnie – przez to, że nie jest symetryczny, że zawiera w sobie tę podwójną spiralę – powoduje poruszenie w umyśle, w psychice, uruchamia procesy przemiany. To narzędzie transformacji, święta przestrzeń, w której łączy się makro- i mikrokosmos, to, co na górze, i to, co na dole.

No i centrum! Rozchylony kwiat róży albo lilii – dla chrześcijan może to być Matka Boska, w innych kulturach Afrodyta, Wenus... W każdym razie symbol miłości, energii kobiecej, odrodzenia, oświecenia. Cel podróży. Labirynt symbolizuje więc drogę życia, ścieżkę, jaką przebywamy, zmierzając do centrum własnej istoty.

Moc płótna

Cztery lata temu Sylwia Hanff przeczytała artykuł na temat medytacji labiryntu. Sam tekst nie był dla niej aż tak istotny, ale ten wzór... – Spojrzałam na niego i w ułamku sekundy poczułam, że wprowadza mnie w doskonały, harmonijny stan umysłu. Oniemiałam. Zaczęłam szukać informacji, znalazłam centralę. Od razu wiedziałam, że tam pojadę, zrobię szkolenie, będę z tym pracować. Czułam, jakbym odnalazła coś, co znam.

Centrala nazywa się Veriditas – to fundacja założona i prowadzona przez Amerykankę Lauren Artress, która zaczęła badać labirynty na przełomie lat 80. i 90., teraz prowadzi seminaria w Chartres – starożytnym miejscu mocy, najsilniejszym po piramidzie Cheopsa.

Od kontemplacji do ceremonii

Labirynty pojawiały się, w różnym czasie, na całym świecie. Były ryte na skałach, tkane w jedwabiu, układane na posadzkach, wybijane na monetach. Budowane. – Średniowieczne miały w środku okrąg, ten w Chartres jest jedynym, który ma rozetę. I jedynym zachowanym z tamtych czasów, można po nim chodzić – podkreśla Sylwia Hanff. – Ludzie z całego świata przyjeżdżają, żeby chodzić po kamiennej ścieżce. Ze swoim życiem, z bardzo poważnymi problemami... Znajdują ukojenie.

Labirynty (budowane i rozwijane, jak ten Sylwii Hanff) wykorzystywane są dziś w psychoterapii, w edukacji, do pracy z dziećmi (choćby z ADHD), do zabawy... Można je spotkać w parkach, szkołach, korporacjach, więzieniach, w centrach medycznych, ośrodkach medytacyjnych, w kościołach i przed kościołami. Zjawisko to, którego początki sięgają lat 90., odnotowano jako Światowy Ruch Labiryntowy. – W Pradze taki labirynt zrobiony z kostki jest w parku, w Edynburgu – na uniwersytecie. Można chodzić po nim dla higieny psychicznej, relaksu – mówi Sylwia Hanff. – W szpitalach jest cennym narzędziem dla pacjentów, ich rodzin, lekarzy. W firmach pomaga zbudować zespół, skupić go wokół jakiegoś celu, bo labirynt to współpraca, nie wyścig. Niektórzy organizują w tej przestrzeni koncerty muzyki uzdrawiającej, pracują z ciałem, ćwiczą.

Można celebrować tu ceremonie (np. spalać to, co wymaga pożegnania). Przeprowadzać rytuały: dla dziewczynek, które przechodzą pierwszą miesiączkę, dla kobiet kończących 60. rok życia. Ale też śluby, powitanie nowego człowieka na świecie, nawet pożegnania... – Niektórzy wykorzystują wzór z Chartres, inni prostsze formy, choćby labirynt klasyczny, siedmiozwojowy. Ja sama miałam w ogródku mały labirynt trzyzwojowy – przyznaje Sylwia Hanff. Klasyczne labirynty zbudowała w Polsce – w Górach Izerskich i na Warmii. Teraz odprawia się tam ceremonie, również w Międzynarodowy Dzień Labiryntu (pierwsza sobota maja).

Odrodzenia labiryntów, jak twierdzi Jeff Saward, jeden z ich największych znawców, mają miejsce wtedy, kiedy „kultury ponownie definiują same siebie”, kiedy następuje ważne przewartościowanie. – Właśnie jesteśmy w takim momencie dziejowym: cywilizacja intelektu z jej rewolucją techniczną przestała nam wystarczać, doszliśmy do ściany, trzeba szukać nowych rozwiązań. Równowagi między energią męską i żeńską, między osiągnięciami Wschodu i Zachodu – twierdzi Hanff. Samo praktykowanie labiryntu może przybierać różne formy. Jedna z nich to po prostu kontemplowanie wzoru. Inna – wodzenie po nim palcem czy długopisem. Ciało też tu bierze udział, kontaktuje się ze wzorem. Sylwia Hanff znalazła w Polsce człowieka – Sławomira Taranowicza z Bartoszyc – który podjął się rzeźbienia takich osobistych labiryntów w drewnie. Ale najmocniej działa wejście do przestrzeni labiryntu, bycie w niej całym ciałem.

Dojść, pobyć, wrócić

Pierwszy etap podróży to droga do wewnątrz, czas na otwarcie, wyciszenie umysłu. – Chodzi o to, żeby zwolnił, nie skakał: a wczoraj, a dzisiaj, a szef, a mąż... Możemy odpocząć, zostawić to, co utrudnia nam kontakt z samym sobą: pośpiech, głosy miasta, wszystkie bodźce zewnętrzne – twierdzi Hanff. Potem jest dotarcie do centrum, wejście do własnego wnętrza. Refleksja, uświadomienie, obudzenie swojego potencjału, kreatywności. Różne komunikaty mogą płynąć... No i wyjście – droga powrotna do świata. Wychodzisz z tym, co odkryłaś, żeby to uzewnętrznić, nadać temu formę, wyrazić siebie w świecie. Na tym etapie integrujemy doświadczenie, informacje, jakie się pojawiły, żeby po wyjściu móc się tym podzielić.

Dla wielu ważny jest też moment przygotowania, jeszcze przed wejściem, ustalenie, z czym się przychodzi. Może to być intencja, konkretny problem życiowy, szukanie odpowiedzi. – Ale można też przyjść bez intencji i po prostu doświadczyć tego, co się dzieje. Labirynt jest szkłem powiększającym, bardzo wrażliwym lustrem; pokazuje to, co w danym momencie jest ważne, gdzie jesteś, czego naprawdę pragniesz – dodaje Sylwia Hanff. – Pomaga to zobaczyć, usłyszeć, poczuć. Umysł zaczyna inaczej pracować, uruchamia się praca psychiki na głębokim poziomie, pojawiają się skojarzenia, myślenie obrazami, symbolami. Przychodzą rozwiązania, bez potrzeby łamania sobie głowy.

Sylwia Hanff pamięta kobietę, która przyszła na medytację labiryntu przypadkowo, bo odwołano jej zajęcia: – Nie miała żadnego wyobrażenia, żadnych oczekiwań. Po doświadczeniu labiryntu podeszła do mnie i wyznała, że nagle dostała odpowiedź na jedno z najważniejszych pytań. Chodziło o problem, którego nie potrafiła rozwiązać od pięciu lat! Moja przyjaciółka, widząc labirynt, zdziwiła się, skąd tyle zamieszania wokół „obrusu”. Potem przyznała, że przejście po nim było jednym z najważniejszych doświadczeń w jej życiu.

Odrodzenie, odświeżenie, odnowa

Nie ma dwóch takich samych przejść przez labirynt, każde spotkanie z nim to niespodzianka. Nie tylko dlatego, że oprawa może być inna (czasem muzyka na żywo, a czasem z taśmy – sakralna, medytacyjna, gongi). Zazwyczaj za każdym razem przychodzi się z czym innym, inaczej przemierza tę samą trasę. Zdarza się, że ktoś skraca sobie drogę, od razu zmierza do centrum. – Często przyciąga nas jakaś część labiryntu, płatek czy półksiężyc. Koniecznie chcemy na nim stanąć. Zawsze jednak zachęcam, żeby zacząć od początku ścieżki – mówi Sylwia Hanff. – Niektóre osoby mają opór przed podążaniem wyznaczoną trasą. Buntują się: „dlaczego wszyscy mają iść tą samą drogą?”. Labirynt jest symbolem ścieżki życia, wszyscy nią idziemy, czy chcemy, czy nie, bo wszyscy się narodziliśmy i wszyscy umrzemy. Ale przemierzamy ją na swój sposób – możesz zwolnić, stanąć, usiąść, iść tyłem, bokiem, tańczyć, wyprzedzać innych, spotykać się z ludźmi, patrzeć im w oczy albo i nie...

Bo w labiryncie nie jesteś sama, widzisz też tych, którzy chodzą razem z tobą. Ktoś przyciąga twoją uwagę, ktoś ci się podoba, a ktoś wręcz przeciwnie, to wszystko są tematy do pracy. Podczas przejścia możesz odczuwać różne odcienie emocji, zmiany w temperaturze ciała, jakieś nagłe poruszenie. – W Chartres zdarzyło mi się, że nie chciałam wyjść z labiryntu – wspomina Sylwia Hanff. – Czułam się jak w brzuchu bogini, matki, nie chciałam go opuszczać. Zaczęłam to sprawdzać: dochodziłam do centrum i wychodziłam z niego, żeby się dowiedzieć, co się dzieje, gdzie nie chcę pójść... W tę i z powrotem, przez godzinę. Bolał mnie bok, płakałam. Aż oświeciło mnie: nie chciałam wrócić do domu, nie dostrzegałam, że nie daję już rady funkcjonować tak, jak do tej pory. To doświadczenie pozwoliło mi zmienić życie. Labirynt otwiera nas na własną siłę, na spotkanie ze sobą. Daje odwagę do zmiany. Możesz uświadomić sobie, że czegoś bardzo chcesz. Albo wręcz przeciwnie. Przypomnieć sobie o czymś ważnym, co porzuciłaś, bo tak bardzo się bałaś, że wolałaś tego nie tykać. Mogą odpaść różne zapory, może się okazać, że były iluzją.

Dużo osób mówi, że nie chce wyjść z centrum, tak im tam dobrze... – A przecież to nasza wewnętrzna przestrzeń – możemy ją zapamiętać, wziąć ze sobą, pozostać z nią w kontakcie. Nie chodzi o to, żeby siedzieć w labiryncie, tylko żeby przenieść to doświadczenie do własnego życia – tłumaczy Hanff. – Centrum rzeczywiście uważane jest za łono bogini, stąd symbolika związana odrodzeniem, regeneracją. Może to być odświeżenie, gdy ktoś jest zmęczony, ale też regeneracja życia...

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Medytacja z Nityą - przyjrzyj się relacjom, które najbardziej cię bolą

W relacjach najwyraźniej można zobaczyć, jak tworzy się i manifestuje identyfikacja osobowa. To też najlepszy sposób weryfikacji naszych przywiązań i mechanizmów. (Fot. iStock)
W relacjach najwyraźniej można zobaczyć, jak tworzy się i manifestuje identyfikacja osobowa. To też najlepszy sposób weryfikacji naszych przywiązań i mechanizmów. (Fot. iStock)
Relacje to najlepszy sposób weryfikacji naszych przywiązań i mechanizmów. Potrafią dobitnie pokazać w co wierzymy i jakim przekonaniom podlegamy. Nauczycielka medytacji Nitya Patrycja Pruchnik proponuje by przyjrzeć się tym, które najbardziej bolą.

Tworzenie "osoby"

W relacjach bodaj najwyraźniej można zobaczyć, jak tworzy się i manifestuje identyfikacja osobowa. To dzięki nim na przykład możesz się przyjrzeć mechanizmowi projekcji, kiedy przerzucasz własne wyobrażenia i oczekiwania na kogoś, kto nie potrafi im sprostać. Czyli tworzysz jakąś „osobę” podług swojego konceptu, a następnie obwiniasz ją o to, że wcale tą „osobą” nie jest. To właśnie w związkach ujawnia się też mechanizm kryjący się za byciem ofiarą bądź katem, czyli niemal automatycznego przybierania postawy osoby poszkodowanej lub atakującej. Nieświadomie reagujemy pod dyktando tych mechanizmów. Bezrefleksyjnie wierzymy, że świat przydarza się nam jako oddzielnym jednostkom, co pociąga za sobą konieczność bronienia się albo karania. Mechanizm tworzy nawyk, który bardzo głęboko zakorzenia się w naszym ciele i umyśle. Uważamy, że odzwierciedla on nas samych, utożsamiamy się z nim, jemu podporządkowane są nasze zachowania. Ale czy to naprawdę nasza tożsamość? Obsesyjnie podążamy za zaspokojeniem wewnętrznego poczucia braku i niekompletności na zewnątrz, na przykład w partnerze. W związkach znajduje odzwierciedlenie wiara w to, że druga „osoba” z definicji „powinna” zaspokajać nasze potrzeby. Nieświadomie żądamy od niej określonego zachowania, a jeśli się to nie udaje, odchodzimy, obrażamy się, manipulujemy czy też stosujemy przemoc. Wszystko to nieświadomie wymuszamy, próbując zaspokoić potrzebę bycia kochanym, bezpiecznym, docenionym, ważnym. Czasem popadamy z tego powodu w ogromną frustrację, smutek, a nawet w depresję.

A teraz…

Chciałabym, abyś świadomie przyglądał się temu, co kontakt z drugim człowiekiem w tobie uruchamia. Jeśli nie jesteś teraz w relacji partnerskiej, nie szkodzi; zadanie to dotyczy każdej relacji i każdego człowieka z twojego otoczenia: szefa, podwładnego, rodziców, siostry, nauczyciela, sąsiada itd. Zwróć uwagę na takie momenty, w których reagujesz odruchowo, czujesz automatyczne pobudzenie myśli i emocji. Nie chodzi mi o analizowanie zdarzeń, lecz wyłącznie o nieoceniającą samoobserwację. Spróbuj przyglądać się sobie w taki sposób przez cały dzień. Gdy pojawią się silne emocje bądź oceny, zapytaj, „kto”, „co” czuje się tak źle bądź dobrze. „Co” doświadcza tychże myśli bądź emocji? Zauważ reakcję na ludzi, którzy nie wiedzieć czemu nagle przyprawiają cię o ból głowy, zauważ, kiedy próbujesz nadmiernie przypodobać się innym. Przypatrz się, jaka narracja pojawia się wówczas w twojej głowie. Jaką przyjmujesz postawę, czego próbujesz bronić, jak chcesz być postrzegany? Obserwuj w szczególności niewygodne momenty, w których nagle usłyszysz w głowie oceniający głos. Zauważ, jak reagujesz, kiedy usłyszysz od kogoś komplement, a jak wtedy, gdy jego słowa lub czyny sprawiają ci przykrość.

Praktyka pochodzi z książki: „Oświecenie 24h na dobę. Praktyki i kontemplacje na cały rok”, Nitya Patrycja Pruchnik, Manana Chyb, wyd. ToCoJest 2020.

Nitya Patrycja Pruchnik, nauczycielka duchowa, od kilku lat dzieli się – z inspiracji swojego mistrza Mooji’ego – rozpoznaniem prawdziwej natury rzeczywistości.

  1. Styl Życia

Medytacja na wyczerpanie psychiczne

Joga kundalini oferuje wiele medytacji, które pomagają odświeżyć umysł. Używamy w nich precyzyjnych ruchów, oddechu, koncentracji po to, aby wpłynąć na podwzgórze mózgu, które z kolei bezpośrednio oddziałuje na system nerwowy, wzmacniając go, i na układ dokrewny, regulując wytwarzanie hormonów. (Fot. iStock)
Joga kundalini oferuje wiele medytacji, które pomagają odświeżyć umysł. Używamy w nich precyzyjnych ruchów, oddechu, koncentracji po to, aby wpłynąć na podwzgórze mózgu, które z kolei bezpośrednio oddziałuje na system nerwowy, wzmacniając go, i na układ dokrewny, regulując wytwarzanie hormonów. (Fot. iStock)
Trudno o jakiekolwiek pozytywne nastawienie, gdy czujemy się wyczerpani psychicznie, zawodzi nas pamięć, przerasta rozwiązywanie problemów. To symptomy zmęczonego mózgu. Jak wysłać głowę na urlop – mówi Iwona Kozak, nauczycielka jogi kundalini i terapeutka reiki.

Im większy stres i im dłużej trwa, tym trudniej przychodzi nam prawdziwa relaksacja i głęboki odpoczynek. Wpadamy w błędne koło: brak odpoczynku zwiększa stres, a coraz większy stres utrudnia odpoczynek. Jak się z niego wyrwać?

Medytując i ćwicząc jogę – tak od tysięcy lat utrzymują jogini, a od niedawna również naukowcy. Przeprowadzone na uniwersytecie w Bostonie badania potwierdziły, że regularna praktyka jogi przyczynia się do zwiększenia ilości kwasu gamma-aminomasłowego (GABA) w mózgu (co – upraszczając – pozwala nam dobrze spać, zrelaksować się oraz zwiększa sprawność umysłową). Z kolei uczeni z uniwersytetów Harvarda, Yale i z Instytutu Technologii w Massachusetts wykazali, że mózgi osób, które regularnie medytują, są… większe.

Joga kundalini oferuje wiele medytacji, które pomagają odświeżyć umysł. Używamy w nich precyzyjnych ruchów, oddechu, koncentracji po to, aby wpłynąć na podwzgórze mózgu, które z kolei bezpośrednio oddziałuje na system nerwowy, wzmacniając go, i na układ dokrewny, regulując wytwarzanie hormonów. Choć medytacje te mogą się wydać na początku skomplikowane, nie wymagają od nas żadnego doświadczenia, a ich pozytywne efekty odczuwamy już po kilku dniach. Wystarczy kilkanaście minut dziennie, odrobina koncentracji i chęci, by poprawić jakość swojego życia.

Ćwiczenie na umysłowe wyczerpanie

Na umysłowe wyczerpanie proponuję medytację złożoną z czterech etapów. W czasie każdego z nich siedzimy w wygodnej pozycji z wyprostowanym kręgosłupem. Oczy są zamknięte i skupione na punkcie między brwiami. Oddychamy przez nos.

Ramiona zginamy w łokciach, dłonie wysuwamy do przodu. Wnętrze prawej dłoni kierujemy do dołu, lewej – do góry. Każdy wdech składa się z ośmiu krótkich wdechów, każdy wydech – z ośmiu krótkich wydechów. Wykonujemy ruch rękoma wyprostowanymi od łokcia do dłoni, tak jakbyśmy na przemian odbijali piłkę prawą i lewą ręką. Gdy podnosimy prawą dłoń, lewą opuszczamy. Dłonie podnoszą się na wysokość ok. 20 cm. Każdy taki ruch jest skoordynowany z krótkim wdechem lub wydechem. Utrzymujemy szybkie, rytmiczne tempo (czas trwania: 3 min).

Wykonujemy taki sam ruch rękoma, ale wnętrze prawej dłoni jest skierowane do góry, a lewej – do dołu (czas trwania: 3 min). Powtarzamy pierwszy etap (czas trwania: 3 min). Opuszczamy ramiona, kładziemy dłonie na kolanach. Oddychamy spokojnie i głęboko. Oczy są zamknięte (czas trwania: 5 min).

  1. Styl Życia

Pranajama w jodze - na czym polega ten rodzaj medytacji?

Pranajama nie jest ćwiczeniem oddechowym, ale rodzajem medytacji. (fot. iStock)
Pranajama nie jest ćwiczeniem oddechowym, ale rodzajem medytacji. (fot. iStock)
Wybitny indyjski mistyk Hazrat Inayat Khan pisze: „Mój nauczyciel powiedział mi kiedyś: 'Ludzie mówią, że jest wiele różnych grzechów i cnót, ale ja myślę, że jest tylko jeden grzech." Gdy zapytałem co jest owym grzechem, odpowiedział: 'Pozwolić, by choć jeden oddech pozostał nieświadomy'”.

Oczywiście mistrz Inayata Khana – szejk-al-maszejk Abu Hashim Madani – używa tu terminu „oddech” nie w znaczeniu potocznym, a w rozumieniu mistycznym, gdzie oddech jest traktowany jako nośnik myśli, nastawienia, świadomości, energii. Oddech nieświadomy to brak kontroli nad treścią świadomościową, energetyczną, którą przenosi. Oddech świadomy z kolei oznacza pełną kontrolę nad naszym funkcjonowaniem.

Świadomość oddechu odgrywa ważną rolę w każdym systemie medytacyjnym. Nie inaczej jest w jodze. Patańdżali, autor Jogasutr, czyni koncentrację na wydłużonym oddechu (anantasamapatti) jednym z 4 istotnych czynników konstytuujących asanę (pozycję jogi). Z kolei w praktyce pranajamy już bardzo wyraźnie odnosi się do powiązań między oddechem a koncentracją umysłu, o czym napiszę w dalszej części artykułu.

Czym jest praktyka pranajamy?

Patańdżali definiuje ją w sutrze II.49: „Będąc w doskonałej (stabilnej i wygodnej) pozycji, zatrzymanie niekontrolowanego ruchu umysłu podczas wdechów i wydechów jest pranajamą“.

Termin pranajama składa się z dwóch części: prana i jama. Jama oznacza kontrolę; prana – siłę witalną. Pranajama jest zatem praktyką „kontroli przepływu prany (siły witalnej)”. Czasem ten termin rozbija się językowo nieco inaczej: na prana i ajama – rozszerzanie się. Wówczas termin ten przetłumaczylibyśmy jako „rozszerzanie prany”. Z początku te dwa przekłady wydają się sprzeczne, ale tak w rzeczywistości nie jest, gdy tylko wgłębimy się w istotę znaczenia terminu „kontrola” w jodze. Kontrola nie oznacza wypierania, tylko kierowanie w odpowiednim kierunku.

W ostatnim rozdziale Jogasutr (JS IV.3) Patańdżali opisuje przepływ prany (siły witalnej) używając następującej metafory: Jeśli rolnik uprawia ryż na polach tarasowych, nie musi nosić wody w wiadrach do każdego zakątka pola – wystarczy, że usunie tamę u szczytu tarasów i wówczas woda nawodni całkowicie pola bez jakiegokolwiek wysiłku rolnika.

W pranajamie podejmujemy pracę nad usunięciem przeszkód umysłowych (blokad), by prana nie była rozproszona i mogła biec odpowiednimi torami.

Warto zastanowić się czym jest prana. Żeby nie wchodzić w głębokie filozoficzne rozważania i analizy tekstów filozofii sankhji i jogi, zaznaczmy tutaj jedynie, że z punktu widzenia indyjskiej tradycji medytacyjnej możemy postawić znak równości między terminami „prana” a „świadomość”.

Wracając do głównego wątku naszych rozważań, musimy podkreślić, że samo kontrolowanie przepływu wdechów i wydechów nie jest określane przez jogę jako pranajama. Obserwacja oddechu, wyrównywanie go, synchronizowanie oddechu z ruchem jest częścią praktyki asan. Rzeczywista pranajama sprowadza się do połączenia oddechu z określoną koncentracją. Należy zaznaczyć, że charakterystyczne dla lwiej większości technik pranajamy jest także wprowadzenie zatrzymania oddechu (po wdechu lub po wydechu).

Jak praktykować pranajamę? Co nam to daje?

W sutrze II.50 Patańdżali porusza ten temat, pisząc w niej m.in.,, że „[pranajamy] regulowane są pod względem miejsca, czasu i liczby”. Termin miejsce (deśa) odnosi się do przedmiotu koncentracji w pranajamie i jest najważniejszym elementem praktyki (stąd też Patańdżali wymienia miejsce jako pierwsze). Zależnie od szkół praktyki, przedmiotem koncentracji może być dźwięk oddechu (w nozdrzach lub krtani), mantra, miejsce w ciele, określona myśl lub wyobrażenie etc. Pranajama ma również być regulowana pod kątem czasu (kala), tj. czasu trwania oddechu i proporcji między poszczególnymi częściami oddechu (wdech, zatrzymanie po wdechu, wydech, zatrzymanie po wydechu). Ostatnim istotnym czynnikiem jest liczba (sankhja), która wyraża się w odpowiednio dobranej ilości powtórzeń. Ze względu na fakt, że pranajama ma zmieniać nasze uwarunkowania i wzorce aktywności umysłowej, jakości miejsca, czasu i liczby muszą być odpowiednio dobierane z uwzględnieniem tempa procesu wysubtelniania się świadomości empirycznej.

W kolejnych dwóch sutrach Patańdżali objaśnia efekty praktyki pranajamy. W sutrze II.52 stwierdza: „W wyniku tego [praktyki pranajamy] zostają zniszczone przeszkody zakłócające jasność poznania”, co Wjasa – pierwszy komentator Jogasutr – podsumowuje w następujący sposób (Jbh. II.52): „U jogina ćwiczącego pranajamy ginie karman, przysłaniający poznanie rozróżniające. (…) Nie ma wyższej ascezy od pranajamy, przy jej pomocy usuwa się całkowicie zanieczyszczenia umysłu i osiąga światło poznania”. W kolejnej sutrze – II.53 – przeczytamy: „[Dzięki pranajamie] umysł osiąga zdolność do koncentracji”.

Maciej Wielobób jogą i medytacją zajmuje się od 1994 roku. Podczas prowadzonych przez siebie warsztatów i seminariów przekazuje głębię tradycyjnych ścieżek mistycznych w sposób praktyczny, zrozumiały i użyteczny dla współczesnego człowieka, tak by uczniowie mogli uwalniać się od napięcia, doświadczać spokoju, uczyć się uważności.

Poniżej proste ćwiczenie (dla początkujących), w którym wykorzystujemy mudry:

Ważne: czas oddechu - jakie zachować proporcje?

(Fragment od redakcji, na podstawie wykładu Pranajama i proporcja 1:4:2(:1) - Maciej Wielobób YT):

Istotne jest nie tylko samo skupienie na pracy z oddechem. Dla wielu wiodących joginów najbardziej kluczową rzeczą w praktyce pranajamy jest proporcja podawana w wielu pismach: 1:4:2 lub 1:4:2:1 - nazywana przez niektórych świętą proporcją lub świętym rytmem. Oznacza ona proporcję między poszczególnymi częściami oddechu (wdechem, zatrzymaniem oddechu po wdechu i wydechem lub: wdechem, zatrzymaniem oddechu po wdechu, wydechem i zatrzymaniem oddechu po wydechu). Czyli przykładowo: 4 sek. wdech, 16 sek. zatrzymanie oddechu po wdechu, 8 sek wydech, 4 sek. (ewentualnie) zatrzymanie oddechu po wydechu. Oczywiście nie stosuje się tego na początku praktyki (u początkujących adeptów). Ta proporcja pokazuje jednak, jakie aspekty pranajamy są najważniejsze, czyli aspekt pranajamy jako czegoś energetyzującego (dlatego najpotężniejszą częścią jest zatrzymanie oddechu po wdechu), a także puszczenie, rozluźnienie, relaks (z tego powodu wydech jest właśnie na drugim miejscu, jeśli chodzi o czas).

Od czego zaczynamy pracę z ustalonymi rytmami oddechu? Np. od proporcji 1:1:1. Zawsze musi się zgadzać czas wdechu i wydechu. Gdy ktoś czuje, że ma opanowane te rytmy to wówczas może przejść do rytmów 1:1:2, a później do 1:2:2. Do proporcji 1:4:2 dochodzimy stopniowo. Ale, jak podkreśla Maciej Wielobób: Pranajama nie jest czymś wyczynowym, nie chodzi o to, żeby mieć jak najdłuższy oddech, czy najwięcej powtórzeń. Chodzi o to, żebyśmy weszli jak najgłębiej w tę praktykę. Nie chodzi o robienie rekordów fizycznych.

Opanowanie fizyczności pozwala wejść w głębszą medytację.

Warto też zapoznać się z wykładem na temat różnic między pranajamą, medytacją, a ćwiczeniami oddechowymi:

  1. Styl Życia

Medytacje podczas chodzenia

Medytacje w trakcie chodzenia są ciekawą grupą technik uzupełniającą podstawowe praktyki medytacyjne. (Fot. iStock)
Medytacje w trakcie chodzenia są ciekawą grupą technik uzupełniającą podstawowe praktyki medytacyjne. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Ciekawą grupą technik, która uzupełnia podstawowe praktyki medytacyjne, są medytacje w trakcie chodzenia: kontemplacja chodzenia i medytacje chodzone.

Kontemplacja chodzenia

Wybieramy sobie miejsce, w którym możemy spokojnie spacerować bez narażania się na niebezpieczeństwo (np. przez bliskość ulicy czy drogi rowerowej) ani na dziwne spojrzenia gapiów. W zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby taka medytacja była wykonywana w jakimś większym pomieszczeniu w domu czy w pracy, ale niewątpliwie przebywanie na zewnątrz ma więcej walorów. Spacerujemy wolniejszym krokiem niż zwykle i podejmujemy praktykę, pamiętając, że medytacja chodzenia ma być formą praktyki uważności.

Najpopularniejsze są następujące formy:

1. Z powolnym świadomym wdechem stawiamy jeden krok, z powolnym świadomym wydechem stawiamy kolejny. Kroki stawiamy w sposób jak najbardziej świadomy, świadomie powoli układając stopę na ziemi, ale będąc obecnym w tym doświadczeniu stawiania stopy, chodzenia całym ciałem, oddechem i umysłem. Istotne jest, aby uważność, obecność nie zmieniły się w analizowanie, interpretowanie i nazywanie doświadczeń.

2. Po rozpoczęciu medytacyjnego spaceru licz w myślach oddechy od 1 – 5 (potem znów od jednego do pięciu itd.). Przed rozpoczęciem praktyki decydujemy, czy liczymy przy kolejnych wdechach, czy przy wydechach.

3. Można również medytacyjnie spacerować, skupiając się na uważności doświadczeń tylko z jednego zmysłu (np. słuchu). Wówczas świadomie spacerujemy, nie doszukując się doświadczeń dźwiękowych, ale będąc otwartym na nie, a gdy się pojawią, przyjmujemy je takimi, jakie są, bez analizy, oceny lub też nadawania im jakichkolwiek etykiet.

Medytacje chodzone

Czasami praktykuje się również medytacje chodzone, które mają nieco inny charakter niż wyżej opisane techniki związane z kontemplacją chodzenia. Wówczas również uważnie i świadomie stawiamy kroki, ale istotne jest tu zogniskowanie naszej uwagi na jakimś przedmiocie koncentracji, najczęściej na mantrze lub sentencji powtarzanej w myślach. Tutaj najczęściej spacerujemy w bardzo powolnym tempie, jeden krok na wdech, jeden na wydech, jednocześnie na wdechu powtarzamy w myślach mantrę (lub jedną część mantry albo sentencji, jeśli są dłuższe), a na wydechu to samo lub drugą część. Czasami w trakcie medytacji chodzonej praktykuje się powtarzanie mantr na głos, wówczas rytm intonowania jest zsynchronizowany z rytmem kroku. Często medytację chodzoną z danym przedmiotem koncentracji kończymy w ten sposób, że siadamy i kontynuujemy daną medytację już na siedząco.

Fragment pochodzi z książki „Uważność w praktyce. Tradycyjne techniki uważności i medytacji dla współczesnego człowieka”, Maciej Wielobób (maciejwielobob.pl), Wydawnictwo Sensus 2016, s. 192.

  1. Zdrowie

Wiosenne oczyszczanie - jak może wyglądać dzień na detoksie?

O czym warto pamiętać, gdy chcemy skutecznie oczyścić swój organizm? – Przede wszystkim o tym, żeby podejść do tematu bardziej holistycznie. Pomyśleć nie tylko o jedzeniu, ale też o wyciszeniu, masażu, czy właściwym oddychaniu. (fot. iStock)
O czym warto pamiętać, gdy chcemy skutecznie oczyścić swój organizm? – Przede wszystkim o tym, żeby podejść do tematu bardziej holistycznie. Pomyśleć nie tylko o jedzeniu, ale też o wyciszeniu, masażu, czy właściwym oddychaniu. (fot. iStock)
Detoks nie jest wymysłem naszych czasów. Ludzkość zna go od wieków i nazywa postem. Nowością jest to, że nie musi być serią wyrzeczeń i trwać 40 dni, a ledwie dzień lub tydzień. Efekty? Szczupłe ciało, lepsze samopoczucie. Podstawowa zasada? Powtarzalność.

Rutyna nigdy nie kojarzyła mi się dobrze: kanapa, ciepłe kapcie i serial o 20.00. „Moje życie nigdy nie będzie tak wyglądało!” − obiecywałam sobie. Wszystko, co powtarzalne, przewidywalne, co nie budzi lęku, nie wywołuje charakterystycznego skurczu w brzuchu, wiązało się z nudą. Ale w moim życiu pojawiły się joga, medytacja i techniki oddechowe. Podstawowym założeniem tych praktyk jest zaś powtarzanie. Codziennie rano te same lub podobne asany i techniki oddechowe. W medytacji uwagę przenosi się na ten sam oddech, te same części ciała i ośrodki energetyczne w ciele. A jednak prawie za każdym razem te same, powtarzalne asany, pranajamy i medytacje są inne. Wyjątkowe w swej powtarzalności. Wywołują odmienne emocje i wrażenie w umyśle oraz ciele. Choć pozornie nic się nie dzieje, dzieje się wiele.

Tak samo, a jednak inaczej

Ja i Maciek też mamy wrażenie, że się powtarzamy. Piszemy o akceptacji siebie, o obserwowaniu, a nie wypieraniu emocji... Na warsztatach oczyszczających mówimy o tych samych mechanizmach i uwarunkowaniach. Opowiadamy o podobnych produktach. Często nawet powołujemy się na te same historie. I choć każdy nasz detoks, każda odnowa jest do siebie na tym najbardziej elementarnym poziomie podobna, to jednak okazuje się zupełnie inna. To prawda, że na warsztaty składają się podobne techniki i podobne oczyszczające jedzenie. Z grupą pracują najczęściej ci sami prowadzący. Zmieniają się jednak nasze smaki, doświadczenia i inspiracje, ale też (choćby nieznacznie) przyprawy, produkty i przepisy, z których korzystamy. A przede wszystkim zmieniają się uczestnicy. Ich doświadczenia, problemy, kompleksy, mocne i słabe strony. Wszystko to nadaje powtarzalności nowy wymiar.

Powtarzalna i stała jest nasza warsztatowa, oczyszczająca rutyna. Powstała po to, by detoks działał kompleksowo. Aby oddziaływał nie tylko na ciało, lecz również na umysł i emocje. Komponujemy go wielopoziomowo. Korzystamy z medycyny Wschodu i współczesnej dietetyki, z jogi, psychodietetyki i pranajam. Krok po kroku pomagamy uwolnić latami gromadzone w ciele złogi oraz toksyny mentalne. Nie wszystkie naraz. Tyle, na ile jesteśmy gotowi. Do granicy przyjemnego bólu.

Co zrobić, aby granica nie przesunęła się ku bólowi nieprzyjemnemu? Trzymać się powtarzalności. Nawet w trakcie najdelikatniejszego oczyszczania. Oczywiście najlepiej i najprościej przeprowadzać detoks podczas urlopu, lecz moje doświadczenie podpowiada, że 30 minut rano i 30 po południu na oczyszczające rytuały można wygospodarować także, chodząc do pracy.

Jak może wyglądać dzień na detoksie?

Między 6.30 a 7.00 − pobudka, a następnie 10−15-minutowy automasaż podgrzanym (ale nie gorącym) olejem sezamowym (jesienią i zimą oraz wczesną wiosną) lub kokosowym (w ciepłe, letnie dni) albo ich mieszanką (w trakcie okresów przejściowych z umiarkowaną temperaturą). Masuj całe ciało od czubka głowy aż po stopy. Wykonuj ruchy podłużne na rękach czy nogach, a okrężne na brzuchu i w okolicach stawów. Po masażu obmyj wodą całe ciało pod prysznicem. W ten sposób pozbędziesz się toksyn.

Między 7.00 a 7.30 − rozciągnij ciało. Wykonaj kilka delikatnych asan jogi, np. wolnych powitań słońca lub innych ćwiczeń rozciągających. Wystarczy nawet 10−15 minut. Rozbudzisz się i pobudzisz obieg energii w całym ciele. Następnie możesz zrobić prostą technikę oddechową, np. oddychanie naprzemienne, a po nim krótką medytację. Najłatwiejszą metodą na sprowadzenie umysłu do chwili obecnej i zwiększenie uważności jest przenoszenie uwagi na oddech.

Nadi Shodhan Pranayama, czyli oddychanie naprzemienne, to jedna z najbardziej znanych technik oddechowych wywodzących się z jogi. Równoważy ona m.in. pracę prawej i lewej półkuli mózgu. Trzeba usiąść w siadzie skrzyżnym, lotosie lub na krześle, z wyprostowanym kręgosłupem i zamknąć oczy. Lewą dłoń położyć na lewym kolanie. Jej wnętrze powinno być odwrócone do sufitu. Kciuk i palec wskazujący dotykają się. Pozostałe trzy palce powinny być wyprostowane. Palec wskazujący i środkowy prawej dłoni należy położyć w okolicy tzw. trzeciego oka (między brwiami). Kciukiem zasłaniamy prawą dziurkę nosa. Robimy wydech, a następnie głęboki, powolny wdech. Teraz serdecznym palcem zasłaniamy lewą dziurkę, a prawą odsłaniamy. Robimy wydech, a następnie głęboki wdech. Czynność powtarzamy przez 9 pełnych cykli.

3 posiłki − w książce „Jak oczyścić swój organizm, czyli detoksy dla zdrowia i urody” pisaliśmy, że ajurweda doprecyzowuje godziny jedzenia poszczególnych posiłków. Ustalenie takiego rytmu dnia jest szczególnie ważne w trakcie oczyszczania. I tak, śniadanie powinniśmy jeść między 7.00 a 9.00. Obiad w godzinach południowych (od 12.00 do 14.00). Kolację w opcji idealnej powinniśmy zjeść przed zachodem słońca. Możemy jednak przyjąć, że optymalna pora będzie między godziną 17.00 a 19.00 i najpóźniej 3 godziny przed położeniem się spać.

Między 18.00 a 21.00 − wieczorna relaksacja lub medytacja. Nieważne, czy pracujesz, czy oczyszczasz się w domku za miastem. Twoje ciało i umysł w trakcie detoksu potrzebują spokoju i odpoczynku. Poza snem (śpij, kiedy tylko możesz i poczujesz ochotę) warto ich dostarczyć również za pomocą medytacji. Po powrocie z pracy lub przed kolacją usiądź i „wyczyść” głowę ze zbędnych myśli. Możesz tak jak przed śniadaniem zrobić w pierwszej kolejności oddychanie naprzemienne, a następnie zamknąć oczy i przenieść uwagę na oddech.