Wilków nie trzeba się bać: fakty i mity o wilkach

fot. iStock

Przez wieki przyprawialiśmy im gębę diabelskich zwierząt i do nich strzelaliśmy. Dziś to wilki mają problem z nami: na widok człowieka uciekają gdzie pieprz rośnie.

tekst IZABELA MEYZA

Mężczyzna jest w średnim wieku. Ma przy sobie turystyczny plecak i lornetkę, przez którą wpatruje się w górski szczyt. Za nim stoi grupa młodych ludzi. Wszyscy – wyposażeni w aparaty fotograficzne i notesy – przygotowują się do długiej wyprawy. Tym najbardziej gorliwym z kieszeni wystają linijki. Po co im one? – Do mierzenia długości wilczych łap – odpowiada mi mężczyzna z plecakiem. Nazywa się Chris Young, wykłada na wydziale biologii Uniwersytetu w Wolverhampton (Anglia) i razem ze studentami przyjechał w Beskid Żywiecki właśnie na poszukiwania wilków. Pomaga im w tym dr Sabina Pierużek-Nowak, badaczka tych drapieżników i prezeska Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”.

Zanim studenci przyjechali do Polski, zwiedzili z nim pół świata (w RPA szukali nosorożców, w Indiach – tygrysów), ale na myśl o spotkaniu z polskim wilkiem widać błysk w ich oczach. Nic dziwnego. W Wielkiej Brytanii te zwierzęta wybito 500 lat temu. Do XIX wieku pozbyły się ich także inne kraje Europy Zachodniej. Za to można je spotkać w Polsce. Sabina Pierużek-Nowak szacuje, że mamy ich w kraju około 1500. To najwięcej od zakończenia drugiej wojny światowej.

– Nie panikujcie, nie hałasujcie. Cokolwiek się stanie, słuchajcie przewodników – tłumaczy dr Young, kiedy mijamy ostatnie zabudowania wsi. – Grupa wilków nazywa się Halny i właśnie weszliśmy do części centralnej jej terytorium – mówi dr Sabina Pierużek-Nowak. A ja na wszelki wypadek trzymam się blisko niej.

Strzały w odwecie

W strachu nie jestem osamotniona. Cała Europa od wieków boi się wilka, który zjadł Babcię, nastraszył Czerwonego Kapturka i próbował zdmuchnąć domki Trzech Świnek. Lęk przed wilkami jest jednak starszy niż te bajki. Jego ślady widać w judaizmie i zaratusztrianizmie, a potem w chrześcijaństwie.

Za strachem poszły prześladowania, które zintensyfikowały się w średniowieczu. To wtedy Europejczycy zaczęli na dużą skalę wycinać lasy. W efekcie wilkom nie tylko ubywało siedlisk, lecz także pokarmu (podobnie jak ludzie wilki polowały na sarny, jelenie i dziki). Próbując zdobyć pożywienie, atakowały więc zwierzęta hodowlane. W odwecie mieszkańcy kontynentu do nich strzelali, jednocześnie przyprawiając gębę nieczystych istot (św. Augustyn utożsamiał wilka z diabłem). Także polskich wilków nie ominęły prześladowania, które trwały aż do okresu powojennego. Do lat 70. władze pozwalały na trucie wilków i wybieranie szczeniąt z gniazd. Wygląda jednak na to, że zanim zaczęliśmy wycinać lasy, by przygotować ziemię pod uprawę, nasze współżycie z tym drapieżnikiem układało się całkiem nieźle.

Funkcjonowanie społeczności łowiecko-zbierackich bardzo zresztą przypomina życie wilczych grup rodzinnych, choćby poprzez częste wędrówki w obrębie zajmowanego obszaru – podkreśla dr Pierużek-Nowak. – Prawdopodobnie właśnie wtedy wilcze szczenięta zabierano z lasu i wychowywano na towarzyszy zabaw oraz pomocników w polowaniach, co doprowadziło do powstania psów.

To tylko wilk

Kiedy oddalamy się od wiejskich zabudowań, trafiamy na trop.

– Były tu niedawno. Drzewo zostało oznaczone – mówią z nadzieją Anglicy. Studenci z Wolverhampton wyciągają linijki, żeby zmierzyć długość wilczych łap. Mnie przechodzą ciarki, bo jeszcze nigdy nie widziałam wilczych tropów.

Widział ich natomiast mnóstwo dr Karol Zub z Białowieży. Właśnie do niego na początku lat 90. trafia młody wyjęty z gniazda szczeniak Kazan. Miał dużo szczęścia. Ktoś – zamiast wrzucić go do rzeki – postanowił sprzedać na lokalnym bazarze. Wilka kupuje rodzina z Hajnówki. Kiedy ze słodkiego szczeniaka zmienia się w dorosłego samca o ostrych zębach, nie wiedzą, co z nim robić. Ostatecznie wilk trafia właśnie do Karola Zuba, który na co dzień pracuje w Instytucie Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży.

Tam dostaje ocieplaną budę i codzienne dostawy świeżego mięsa. I choć często przechadza się z opiekunem po puszczy, nigdy nie próbuje uciec. – Wbrew pozorom wilki nie są samotnikami, ale żyją w rodzinach. Dla Kazana rodziną byłem ja i zapewne nie przeszło mu przez myśl, żeby odejść.

Kiedy spotkane osoby odsuwają się od nich, Zub zagaja: „Spokojnie, to tylko wilk”. Ludzie się uśmiechają, przechodzą bez strachu. Myślą, że to żart? Najtrudniejsze są powroty do klatki. Najpierw wchodzi do niej Zub. Siada, prosi, patrzy na Kazana błagalnym wzrokiem. Nieraz spędza tam kilka godzin, zanim wilk wejdzie do środka. Kto chciałby rezygnować z wolności?

W czasie, gdy Kazan mieszka w Białowieży, w Polsce wciąż można do wilków strzelać. Ekolodzy i badacze próbują przebić się do opinii publicznej, pokazując ich prawdziwą twarz. Odnoszą sukces: w 1998 roku wilki zostają objęte całkowitą ochroną. Mimo to dr Sabina Pierużek-Nowak szacuje, że tylko w zachodniej Polsce za sprawą człowieka umiera aż kilkadziesiąt z nich rocznie. Najczęściej wpadają pod koła samochodów, giną też od kul lub wpadają we wnyki.

– Wciąż mamy w głowach stereotypy na temat tych drapieżników – podkreśla badaczka. – Wiele pochodzi stąd, że wiedzę o ich zachowaniach czerpaliśmy z obserwacji zwierząt zamkniętych w niewoli, np. w zoo. To tak, jakby rekonstruować życie społeczne ludzi na podstawie obserwacji więźniów. Pozbawione swoich rodzin, stłoczone na niewielkiej powierzchni, obce sobie wilki walczą o przetrwanie. Stąd wzięły się te wszystkie opowieści o brutalnych samcach i samicach alfa oraz nieustannej walce o dominację, które nie mają nic wspólnego z życiem tych drapieżników w środowisku naturalnym. Jakie więc wilki są naprawdę?

Rodzina jest najważniejsza

Niektórzy mówią na nie „wataha”. Inni wolą nazywać „rodziną”. Zanim on i ona się zeszli, sprawdzali, czy to drugie to dobry materiał na partnera. Pomylić się nie można, bo wilki zostają ze sobą na całe życie. Żeby znaleźć odpowiednią partnerkę, on przebywa nieraz setki kilometrów (to jedyny czas w życiu wilka, kiedy jest samotny). Być może ona obwąchiwała drzewa, które znakował, sprawdzając, czy jego zapach ją pociąga. Być może on wył nocami, żeby zwrócić na siebie jej uwagę.

Kiedy wreszcie się spotkają, wspólnie znajdują nowe terytorium. Chodzą na wyprawy, na których zabawiają się jak małe szczeniaki: gonią się, podgryzają. Potem leżą blisko siebie i wzajemnie iskają zmierzwioną sierść. Seks? Dopiero po bliższym poznaniu. Wilcze pary kochają się w lutym. W maju rodzi im się potomstwo, najczęściej szóstka. Kiedy ona zajmuje się dziećmi, on chodzi na polowania, przynosząc rodzinie kawałki zdobyczy. Szczeniaki piszczą z radości na widok ojca. A on? Choć niejeden człowiek dostałby palpitacji na widok jego kłów, szczypie je nimi po grzbiecie, a potem liże po pełnych brzuszkach. Choć niejeden uciekałby przerażony na widok jego silnych łap, on rozkłada je bezwolnie w obliczu atakującej go czeredy malców.

Opiekuńcze, rodzinne i wierne – skoro takie właśnie są wilki, to czy powinniśmy się ich bać? Im dalej idziemy w las, tym więcej mam wątpliwości.

Dr Sabina Pierużek-Nowak: – Z mojego doświadczenia wynika, że wilki nie zagrażają ludziom. Są ponadto sprzymierzeńcami lasu i leśników. Polując, zmniejszają populację dzikich zwierząt kopytnych, których nadmierna liczba potrafi być zabójcza dla lasu.

A ataki wilków na ludzi? – dopytuję. – Oczywiście, zdarzają się na świecie, ale bardzo sporadycznie. Wielokrotnie więcej jest przypadków zabicia ludzi przez psy, w Polsce co najmniej jeden w roku. W naszym kraju po drugiej wojnie światowej nie stwierdzono, by zdrowy wilk zaatakował ludzi. Przy granicy z Ukrainą zdarzały się sytuacje, gdy wilk zarażony wścieklizną próbował atakować, ale szybko był zabijany.

Kiedy zmęczeni schodzimy na obiad do leżącej nieopodal Żabnicy, wita nas pani Teresa, właścicielka agroturystyki. Na wieść o tym, że tropimy wilki, z rozmarzeniem patrzy w stronę gór: – Ja sama, choć mieszkam w okolicy od urodzenia i jestem po pięćdziesiątce, widziałam wilka tylko dwa razy. Pierwszy raz dawno temu, nie zapomnę go nigdy. To było zaraz po moich 18. urodzinach. We wsi wszyscy wiedzieli, że grasują u nas wilki. Nieraz się widziało ślady łap przy samej chałupie. Z miasteczka trzeba było iść do nas przez las, dlatego zawsze trzymałam się z koleżanką. Jednego razu strasznie się posprzeczałyśmy. A że obie musiałyśmy wrócić do domu, to co było robić. Ze strachu szłyśmy jedna obok drugiej, ale nie odzywałyśmy się ani słowem. Już bliżej miałyśmy niż dalej, kiedy zauważyłam wystające zza drzewa żółte ślepia. „Wilk” – wrzasnęłam wniebogłosy, by ostrzec koleżankę. Wtedy ona zaczęła krzyczeć jeszcze głośniej.

Co się dalej stało? – dopytuję.

– O mało nie umarł!

– Kto?

– No wilk! Ze strachu! Uciekł tak szybko, że mało się o własne łapy nie przewrócił. Potem widziałam wilka jeszcze raz. To było 30 lat później. Wtedy się już nie bałam. Sięgnęłam do plecaka po aparat, ale on usłyszał szelest i już go nie było.

Wilcza moc w człowieku

Tu, w Beskidzie, ludzie nie mają wątpliwości, że gdyby Czerwony Kapturek naprawdę spotkał wilka, ten pierwszy wyszedłby z tej sytuacji bez szwanku. Wiedzą jednak także, że wilk wcale nie chciałby Kapturka (ani nikogo z nich) oglądać.

Ale czy nie ma aby ziarna prawdy we wszystkich tych bajkach, którymi od wieków karmimy europejskie dzieci? Co ze zjedzoną Babcią? Z biednymi Trzema Świnkami, których domki zostały zniszczone? Albo nękanymi Siedmioma Koźlątkami?

– Świnki? Kiedyś, gdy wypasano świnie na pastwiskach, mogło się to zdarzać. Dzisiaj nie ma już szczęśliwych świń. Chyba że chodzi o te dzikie – na nie rzeczywiście wilki polują. Za to rolnicy powinni być im wdzięczni, bo dziki dokonują dużych zniszczeń w uprawach. Babcia? Jej by nie ruszyły. Przyczyna jest prosta: wilki naprawdę się starają, żeby nie mieć z człowiekiem do czynienia, bo się nas po prostu boją. Poza tym pachniemy jak coś w ich mniemaniu niejadalnego – podkreśla dr Pierużek-Nowak. – Tylko koźlątka mogłyby się bać. Hodowcy bydła czy owiec to jedyna grupa, której niechęć do wilków jest uzasadniona, choć i oni, stosując lepszy nadzór nad stadem, mogą istotnie ograniczyć szkody.

W takim razie skąd wzięły się bajki o złych wilkach?

– Przyprawiliśmy tym zwierzętom gębę, chcąc usprawiedliwić to, że je zabijamy – uważa Maciej Romański, badacz życia wilków z Wigierskiego Parku Narodowego. – Strzelając do wilków będących symbolem wolności, niezależności i dzikiej natury, pokazujemy swoją kontrolę nad przyrodą. Poza tym zbyt dosłownie interpretujemy bajki o wilkach. Obecność tych drapieżników w fabule często symbolizuje jakąś część ludzkiej natury. Świetnym przykładem jest „Czerwony Kapturek” – przypowieść o niebezpieczeństwie, jakie grozi młodym dziewczętom ze strony rozpustnych mężczyzn – podkreśla dr Sabina Pierużek-Nowak. Amerykańska terapeutka Clarissa Pinkola Estés w książce „Biegnąca z wilkami” przypomina natomiast, jak ważnym psychologicznym symbolem jest wilk. Proponuje, by podążać za częścią naszej wilczej – kierującej się instynktem i głęboką mądrością – natury.

– Poza tym oprócz bajek, w których wilki są oprawcami, mamy też piękne obrazy tych drapieżników w mitach i opowieściach – przypomina Maciej Romański. – Dla dużej części plemion indiańskich wilk był nauczycielem, symbolem lojalności i współpracy. Jedno z nich – Szoszoni – uważało wręcz wilka (lub kojota – w mitologii trudno to rozdzielić) za stwórcę świata. Ten, komu trudno uwierzyć, że wilki są troskliwe, niech przypomni sobie chociażby legendę o Romulusie i Remusie, chłopcach, którzy zostali wykarmioni przez wilczycę i od których początek wzięła rzymska cywilizacja.

Polskie wilki podbijają Europę

Trop tym razem wiedzie przez strumyk. Próbujemy – śladem wilków – przedostać się na drugą stronę po rozrzuconych wokół kamieniach. Trafiamy na wilczą kupę, a potem na miejsce, gdzie ślady zbaczają w las i znów wracają na ścieżkę. Wtedy ze zdumieniem odkrywam, że o wilkach nie myślę już ze strachem, lecz z ekscytacją.

Dr Young raz po raz przykłada do oczu lornetkę. Czy liczy na to samo, co ja? Że gdzieś w oddali mignie mu na chwilę wilcza sierść? Że uda się wzrokiem uchwycić choć fragment ogona? Już nie śmiemy marzyć o spotkaniu z drapieżnikiem twarzą w pysk – to byłoby zbyt wielkie szczęście. – Europa zazdrości wam tego, że macie tyle wilków. Przyjazd do Polski to dla studentów fantastyczna okazja, by poznali te drapieżniki z innej strony niż ta przedstawiana przez braci Grimm – uśmiecha się Chris Young.

Zresztą wilki same ruszyły do akcji, by pokazać się rodakom braci Grimm z prawdziwej strony. W latach 90. polska para wybiera się na zachód, do niemieckiej Saksonii, gdzie przez ostatnich kilkadziesiąt lat tych drapieżników nie było. To ona daje początek całej populacji niemieckich wilków, które wędrują teraz do innych zachodnio-europejskich krajów. Pozostaje mieć nadzieję, że ich nocne wycie zacznie się wreszcie Europejczykom kojarzyć nie z zastraszonym Kapturkiem, ale z troską, miłością i współpracą.

Wilki w polsce w liczbach

  • 12-16 tyle lat przeciętnie żyje wilk.
  • 4-6 osobników liczy w Polsce wataha.
  • 150 km kw. to średni obszar zajmowany przez wilczą rodzinę.

W skład watahy wchodzi:

Samiec (basior), samica (wadera) oraz ich potomstwo z dwóch kolejnych miotów. Wędrujące stado wilków zostawia tylko jeden ślad. Samiec waży od 40 do 60 kg, samica od 30 do 50 kg. Siła nacisku wilczej szczęki może wynieść nawet 15 kg na cm kw. Codziennie wilk zjada ok. pięciu kilogramów mięsa. Najwięcej tych drapieżników żyje w województwach: podkarpackim, małopolskim i podlaskim.

Więcej ciekawostek na stroniem iłośników wilków www.wilki.pl

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »