Życie za granicą: jak zadbać o relacje rodzinne?

fot. iStock

Największym wyzwaniem emigracjirelacje z bliskimi. Jak się o nie zatroszczyć i co zrobić, żeby wyjazd z kraju nie stał się źródłem rodzinnych komplikacji – zastanawia się terapeuta BENEDYKT PECZKO.

Emigrować? Wyjechać? Zostać? Słychać te pytania jak kraj długi i szeroki.

Na pewno wyjeżdżać.

Wyjeżdżać?

Podróżować, poznawać inne kraje, nawiązywać relacje, dowiadywać się, pytać. To nas wzbogaca, poszerza horyzonty. Możemy poczuć się integralną częścią większej całości, ludzkiej rodziny. Mamy doświadczenie, lepiej orientujemy się, co słychać w świecie, jak ludzie żyją, jak sobie radzą. Wtedy łatwiej wybierać to, co dla nas właściwe. Rozpoznajemy teren, mentalnie przymierzamy się do zmiany.

Globalna wioska kusi lepszym życiem gdzie indziej.

Są mężczyźni, którzy narzekają na wszystko; że w kraju mało słońca, morze daleko, a do tego zimne i zanieczyszczone. Że nie ma gór i morza obok siebie. Że dziki kapitalizm i niskie zarobki. Te narzekania odzwierciedlają głęboką ludzką potrzebę bezpieczeństwa, poczucia stabilizacji i spokoju.

Wyobrażamy sobie, że gdzieś jest raj.

Że raj jest na zewnątrz nas.

Emigracja bywa z wyboru, nie z przymusu.

Tak, jadę, ponieważ jestem ciekawy świata i ludzi. Mam ambicje, a XXI wiek i otwarty świat dają możliwości, aby żyć gdziekolwiek. Są nowoczesne technologie, które sprawiają, że mogę być nieustannie w kontakcie z bliskimi i rodziną. Taki wybór daje wolność. To inna sytuacja niż przymus i presja związane z koniecznością emigracji: muszę szukać pracy, ponieważ w kraju nie radzę sobie z utrzymaniem rodziny, spłatą alimentów czy długów. Zdarzają się też młodzi mężczyźni, którzy uciekają od problemów.

Co jest największym wyzwaniem emigracji?

Relacje z bliskimi. Znam wielu mężczyzn, którzy tracili kontakt z partnerką, z żoną, z dziećmi. Gdy ojca nie ma w domu, gdy dzieci dorastają bez niego, ich rozwój emocjonalny może zostać zaburzony. Dla dzieci ma znaczenie, gdy ojciec codziennie wraca do domu, nawet jeśli jest zmęczony, przepracowany. Szczególnie dla małych dzieci. Nastolatki chodzą już własnymi drogami. Gdy proszą ojca, aby coś im kupił, on może powiedzieć, że musi na to zapracować, dlatego nie ma go w domu. Małe dzieci tego nie rozumieją. Bardzo tęsknią.

Chociaż, oczywiście, może być i tak, że ojciec myśli, dba, troszczy się, telefonuje, przyjeżdża na weekendy i jest obecny, oddany, zaangażowany. Taka ojcowska miłość przezwycięża zagrożenia wynikające z rozłąki.

Jeśli mężczyzna wyjeżdża sam, bez rodziny, romans wisi w powietrzu…

Często tak bywa. Wiele rodzin rozpada się z tego powodu. Tęsknota za domem, za kobietą jest tak dojmująca, że mężczyźni nieświadomie zaczynają szukać bliskości i mogą nie zauważyć, kiedy znajomość przeradza się w coś więcej. Zostają za granicą, zakładają nową rodzinę. W terapii pracuję z synami i z córkami takich ojców. Czują ogromny żal. Czują się porzuceni i winni. Dzieci mają tendencję, żeby brać na siebie to, co dzieje się w rodzinie. Myślą, że to ich wina, że nie były wystarczająco dobre, żeby tata mógł zostać: „Tam znalazł dom”; „Przy mnie i przy mamie nie mógł być szczęśliwy”. Ujawnia się wiele komplikacji rodzinnych z tym związanych. Dobrze, gdyby mężczyźni byli świadomi, że ich wybory mają konsekwencje.

Że taka decyzja ma cenę.

Każda decyzja ma cenę. Decyzja o pozostaniu także. Wiele zależy od tego, jak określimy swoje priorytety. Mężczyźni czasem mówią swoim partnerkom, że są nieszczęśliwi, ponieważ nie wyjechali. Na pytanie, dlaczego tego w końcu nie zrobili, odpowiadają: „Rodzina, dzieci… Tak to bywa, gdy człowiek jest odpowiedzialny!”. Kreują się na oddanych mężów i ojców, a jednocześnie grają w grę, która w psychologii nazywa się: „Gdyby nie ty…”. „Gdyby nie ty, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej!” To dlatego tak ważna jest świadomość, na czym naprawdę mi zależy, co jest dla mnie ważne.

Jeśli już decyduję się zostać, nie zrzucam winy na bliskich.

Tak, to moja decyzja. Wiem, że rezygnuję ze swoich planów, ambicji, marzeń, celów. Ponieważ wybieram świadomie, rozumiem, że właśnie bycie tutaj ma dla mnie największą wartość. Podejmuję taką decyzję i najlepiej, jak potrafię, przeżywam radość z tego, co mam, o co zadbałem. Troszczę się, pielęgnuję i afirmuję swój wybór.

Partner czy mąż pracujący za granicą to również niełatwy temat dla kobiet. Mimo że mamy tanie linie lotnicze, dobre autostrady i mężczyzna może być w domu często.

Kobietom na ogół jest bardzo trudno. Czują się samotne, przemęczone. Niestety, nie zawsze wprost wyrażają swoje niezadowolenie, ponieważ chcą chronić mężczyzn, którzy ciężko pracują. Mężczyzna przyjeżdża na weekend, a kobieta nie jest w stanie ucieszyć się z tego święta. Górę bierze irytacja, że nie ma go na co dzień.

On czuje to napięcie.

Jednak na ogół nie reaguje. Myśli, że zaraz jej przejdzie. Zagaduje. Stara się poprawić atmosferę. Pyta, jak tam dzieci, jak w szkole, czy rachunki popłacone. To, oczywiście, ważne sprawy. Jednak temat najważniejszy starannie się omija. Nie rozmawiamy o nas: jak radzimy sobie z tą rozłąką, jak się czujemy? Rozmawiamy przez Skype’a, telefonujemy: czy jednak to nam wystarcza? Zainteresowanie wyrażane przez mężczyznę w taki sposób, choć nie rozwiązuje problemu, wiele zmienia. Kobieta ma możliwość wypowiedzieć swój żal, opowiedzieć o sobie. Widzi i czuje, że mężczyzna troszczy się o relację.

To wyzwanie szczególnie dla panów niecierpliwych, zadaniowych.

„Skoro już raz coś ustaliliśmy, po co do tego wracać”. Ogromny błąd w myśleniu. Do takich rozmów trzeba koniecznie wracać. Sprawdzamy, jak nasze przeszłe ustalenia mają się teraz, co się zmieniło, w jaki sposób zajmiemy się nowymi sprawami. Takiego wyjaśniania, sprawdzania, wyrażania uczuć, wątpliwości, oczekiwań, formułowania na nowo celów, priorytetów bardzo kobietom brakuje. Brakuje także mężczyznom, tylko nie zawsze są tego świadomi. Obawiają się również, że zepsują sobie spotkanie trudnymi rozmowami; wszyscy się tylko niepotrzebnie zdenerwują. Jednak paradoksalnie to, co wyrażone, przestaje być groźne, nie psuje skrycie atmosfery, możemy głębiej odetchnąć, choć trochę się odprężyć.

Kobiety potrzebują także częstych sygnałów, że mężczyzna pamięta, że już nie może doczekać się rozmowy i spotkania.

Mężczyźni na ogół nie doceniają drobnych gestów, prezentów, które są wyrazem miłości, uznania i uwielbienia. Nie wystarczy po prostu „kocham”. Dobrze byłoby także, gdyby mężczyzna opowiadał o swoich doświadczeniach: jak sobie radzi albo nie radzi. Co przeżywa, co go niepokoi, a co cieszy. Czego się uczy. Wtedy kobieta nie ma poczucia, że przepada jej znaczna część życia partnera, że jest od niego oddzielona, że tak niewiele o nim wie. Lepiej go poznaje, lepiej rozumie. I docenia wysiłek, jaki wspólnie podjęli dla dobra rodziny.

Jakiej wewnętrznej jakości potrzeba szczególnie, aby emigracja się udała?

Elastyczności. Jeśli tylko to możliwe, dobrze byłoby, gdyby za granicę wyjechała cała rodzina. Żadna decyzja nie jest nieodwracalna. Jeśli okaże się, że dzieci czy partnerka źle znoszą tę zmianę, możemy zastanowić się, co dalej. Sprawdziliśmy, wracamy. Albo rodzina wraca, a mężczyzna zostaje. Taka elastyczność wymaga otwartości, zaufania, troski o siebie nawzajem, nieulegania konfliktom, złości. Ta wspólna rodzinna próba zwykle przynosi wiele dobrego, ponieważ uczy uważnej, troskliwej komunikacji. Jeśli rodzina zadecyduje, żeby mężczyzna został jeszcze na jakiś czas, wtedy dzieci wiedzą, gdzie jest tata, czym się zajmuje. Dla partnerek to także łatwiejsze i bezpieczniejsze, gdy czują się oswojone z sytuacją; wiedzą, w jakich warunkach mężczyzna żyje, z czym się mierzy. Jeśli prawdziwie zależy nam na rodzinie – a wielu mężczyznom zależy – dążymy do szczerych rozmów, zgadzamy się na zmiany. A także traktujemy wyzwania jako szansę na wzmocnienie nas samych i relacji z bliskimi.

EMIGRACJA W LICZBACH

W 2002 roku przebywało za granicą 786 tys. mieszkańców Polski, z czego 626 tys. ponad rok. W 2015 roku liczba emigrantów wzrosła do 2397 tys. Od 2011 roku (po trzyletnim spadku) stale rośnie (w ciągu 2015 roku o 77 tys.).

Najwięcej osób przebywa w krajach UE:

  • w Wielkiej Brytanii 720 tys.,
  • w Niemczech 655 tys., w Holandii 112 tys.,
  • w Irlandii 111 tys.
  • we Włoszech 94 tys.
  • Poza Europę w 2015 roku wyjechało 299 tys. osób.
  • Szacuje się, że około 80 proc. czasowych emigrantów z Polski przebywa za granicą co najmniej rok.

(Źródło: GUS Informacja o rozmiarach i kierunkach czasowej emigracji z Polski w latach 2004–2015).

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »

Otrzymujesz tę wiadomość ponieważ Twój adres został zapisany w naszej bazie osób zainteresowanych informacjami z Wydawnictwa Zwierciadło. aby nie otrzymywać wiadomości z grupy mailingowej Zwierciadlo.pl, wypisz się z niej, odwiedzając ten link