1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Moda i uroda
  4. >
  5. Chcesz spowolnić naturalny proces starzenia się skóry?

Chcesz spowolnić naturalny proces starzenia się skóry?

Zobacz galerię 2 Zdjęć
Pierwsze zmarszczki mimiczne, suchość i wiotkość oraz utrata blasku to nieuchronne oznaki starzenia się skóry. Pojawiają się stosunkowo wcześnie, już w okolicach trzydziestego roku życia. Eksperci Biotherm znaleźli sposób na spowolnienie tego procesu.

Poznaj ujędrniającą kurację przeciwzmarszczkową Blue Therapy od Biotherm.

Pierwsze oznaki starzenia się skóry? Poznaj innowacyjny sposób na ich zatrzymanie!
Nowoczesna formuła kosmetyków z serii Blue Therapy to przełom w walce z upływającym czasem. To także odpowiedź na potrzeby młodych kobiet, które widzą na swojej twarzy pierwsze oznaki naturalnego starzenia się skóry. Aby je spowolnić, wystarczy sięgnąć po unikalną formułę zamkniętą w kremie i serum z wyciągiem z Czerwonych Alg i Planktonu Termalnego od Biotherm. Kosmetyki z linii Red Algae Uplift z kompleksem aktywnych składników sprawiają, że już w kilka chwil po zastosowaniu skóra staje się rozświetlona, nawilżona, sprężysta i wyraźnie młodsza.
Czerwona Alga i Plankton Termalny – dwa rewolucyjne odkrycia w kosmetyce
Skuteczna walka z upływającym czasem wymaga zbilansowanej diety, odpowiedniej ilości snu i aktywności fizycznej, ale także dopasowanych do potrzeb cery wysokiej jakości kosmetyków. Wśród nich wyraźnie wyróżnia się seria Blue Therapy z ekstraktem z Czerwonych Alg i Planktonu Termalnego.

Czerwona Alga jest stosunkowo mało znaną rośliną mórz i oceanów, przez lata niesłusznie niedocenianą. Ostatnie badania przeprowadzone w laboratoriach Biotherm wyraźnie dowiodły, że jest ona nieocenionym źródłem młodości. Jej wysoka odporność na zmiany warunków otoczenia, łatwość dostosowania się do nich, a przede wszystkim niezmienna przez lata struktura wewnętrzna, duża elastyczność i wytrzymałość stawiają ją na pierwszym miejscu w kategorii roślin, z których można pozyskać naturalnego pochodzenia ekstrakt skutecznie walczący z procesami starzenia się skóry.

Plankton Termalny jest bogatym źródłem witamin, soli mineralnych i protein. Naukowcy z Biotherm odkryli, że nie tylko wygładza on cerę i łagodzi zaczerwienienia, ale skutecznie przyczynia się do zwalczania wolnych rodników powodujących starzenie się skóry. Odkrycie to jest prawdziwym przełomem w procesie tworzenia najwyższej klasy kosmetyków przywracających skórze twarzy młodzieńczy wygląd.

Kuracja przeciwzmarszczkowa – dwa kroki do młodej cery
Skuteczna formuła zamknięta w kremie i serum z linii Blue Therapy Red Algae Uplift to gwarancja, że twoja skóra stanie się gładsza i pełna blasku, odmłodzona i optymalnie nawilżona.

BLUE THERAPY RED ALGAE UPLIFT CURE to innowacyjne serum do twarzy, które w zaledwie 28 dni wyraźnie poprawia stan cery i nadaje jej świetlisty, promienny wygląd. Serum z wyciągiem z Czerwonej Algi dba także o kontur twarzy i wyraźnie modeluje jego zarys. Ponadto niweluje wiotkość skóry i likwiduje pierwsze objawy jej starzenia się. Jak stosować Red Algae Uplift Cure? Wystarczy zaaplikować sześć kropli, by natychmiast zauważyć efekt poprawionego napięcia skóry.

RED ALGAE UPLIFT CREAM to odpowiedź na pytanie, jak skutecznie wygładzić i dogłębnie nawilżyć skórę twarzy i szyi. Lekka formuła aksamitnego kremu do twarzy została wzbogacona dwoma składnikami naturalnego pochodzenia: ekstraktem z Czerwonej Algi i ekstraktem z Planktonu Termalnego. Ta zintensyfikowana kuracja przeciwzmarszczkowa przynosi niebywale szybkie rezultaty. Wystarczy delikatnie wmasować w skórę twarzy i szyi niewielką ilość kremu, by niemal natychmiast poczuć jego dobroczynne działanie – cera jest wyraźnie nawilżona i pełna blasku. Drobne zmarszczki wygładzają się i stają prawie niewidoczne. Codzienne stosowanie Red Algae Uplift Cream to skuteczny sposób na spowolnienie naturalnych procesów starzenia się skóry i przywrócenie jej młodzieńczej sprężystości.

 

Skuteczność stosowania Blue Therapy potwierdzona w badaniach
Marka Biotherm zaprosiła do współpracy 50 kobiet, które przez 28 dni codziennie stosowały krem przeciwzmarszczkowy i serum z wyciągiem z Czerwonej Algi. Rezultaty testów są najlepszym dowodem na skuteczność działania Blue Therapy. 80% kobiet uznało, że ich skóra jest napięta jak po zabiegu liftingu, 74% kobiet zauważyło wyraźną poprawę zarysu konturu twarzy, a 84% kobiet przyznało, że ich skóra jest bardziej ujędrniona.

Biotherm przeprowadził także testy kliniczne unikalnych kosmetyków z wyciągiem z Czerwonej Algi i Planktonu Termalnego. Wyniki są jednoznaczne – codzienne stosowanie kremu i serum zmniejsza widoczność płytkich zmarszczek o 15% oraz redukuje zwiotczenie dolnych partii twarzy o 9%. Tym samym Biotherm po raz kolejny udowadnia, że zasługuje na miano lidera wśród producentów kosmetyków spowalniających naturalne procesy starzenia i przywracających młodzieńczą jędrność skóry.

Przekonaj się sama! Przetestuj już dziś nowość od Biotherm! Przyjdź do perfumerii Douglas i odbierz swoją próbkę kremu Blue Therapy Red Algae Uplift.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Agnieszka Maciąg - wiecznie młoda

Zmiany w życiu i diecie najlepiej wprowadzić jak najwcześniej, ale zawsze, niezależnie od tego, w jakim wieku jesteśmy, ma to sens. (Fot. Robert Wolański)
Zmiany w życiu i diecie najlepiej wprowadzić jak najwcześniej, ale zawsze, niezależnie od tego, w jakim wieku jesteśmy, ma to sens. (Fot. Robert Wolański)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Geny to tylko 30 proc. tego, co nas czeka, 70 proc. to nasze wybory – mówi Agnieszka Maciąg. A te wybory to, między innymi, dieta. Jaka? Pisze o tym w swojej najnowszej książce „Smak wiecznej młodości”.   

Geny to tylko 30 proc. tego, co nas czeka, 70 proc. to nasze wybory – mówi Agnieszka Maciąg. A te wybory to, między innymi, dieta. Jaka? Pisze o tym w swojej najnowszej książce „Smak wiecznej młodości”.                 

Naprawdę nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę wyglądać jak 20-latka. Ważna jest wewnętrzna młodość – mówi Agnieszka Maciąg. – Po urodzeniu Helenki zrobiłam badania – wtedy od sześciu lat praktykowałam jogę, zdrowo się odżywiałam, urodziłam dziecko, co powinno wyczerpać organizm – i okazało się, że choć miałam metrykalnie 43 lata, mój wiek biologiczny wynosił 28. Kiedy zaczęłam praktykować jogę, jeździć po świecie, spotykałam 80-latków, którzy – miałam wrażenie – byli młodsi ode mnie. Wszystko jest w głowie. Nie jesteśmy skazani na smutną starość, na choroby.

Co więc robić, żeby zapewnić sobie wieczną młodość? Co jest najważniejsze?

Agnieszka Maciąg uważa, że nie sposób określić tego jednym zdaniem. Bo to kombinacja różnych czynników. Rodzaj alchemii. Na pewno ważna jest dieta, ale to za mało. – Zdrowe odżywianie jest niezmiernie istotne, ale jeśli emocje są w chaosie, żalu czy smutku – to, co jemy, nie wystarczy. Musi być specjalna mikstura: zdrowe myślenie i zdrowe odżywianie. Tak jak należy robić co jakiś czas detoks ciała, tak trzeba też robić detoks duszy. Myślenie wpływa na ciało, nauka to udowodniła.

Detoks duszy powinny wesprzeć ruch i medytacja. – U mnie początkiem była joga, ale nie chodzi o robienie nie wiadomo jakich asan, żeby mieć supermięśnie i sześciopak na brzuchu. To stare podejście do ruchu, siłowe, na zasadzie: „Nie lubię siebie, ale jak będę wyglądać inaczej, to polubię”. Ruch ma być harmonijny, dostosowany do możliwości i potrzeb twojego ciała. Nie forsowny wysiłek za wszelką cenę.

I, oczywiście, dieta. To, co Agnieszka proponuje w swoich książkach, m.in. w najnowszej, „Smak wiecznej młodości”, wydaje się trudne – bo różne od tego, co znamy. Choć ona twierdzi, że to nieprawda. – Ta „inność” jest pozorna. Ja w pewnym sensie wracam do korzeni. Do tego, jak kiedyś jedzono w Polsce. Odkryciem były dla mnie rozmowy z ludźmi urodzonymi na wsi. Mówili o tym, co jedli „od zawsze”. Podstawą były kasze: gryczana, jaglana, jęczmienna. Mięso było dla bogatych, dla biednych – tylko od święta. Jedzono kiszonki – ogórki, kapustę, pito zakwas z buraków. Pieczono pełnoziarnisty chleb na zakwasie. Używano olejów, popularne były oleje konopny czy lniany. W diecie była czarnuszka, która wcale nie jest egzotyczna, jest nasza, to prawdziwy skarb. I siemię lniane – kobiety nie potrzebują sztucznych hormonów, jeśli jadają siemię. Kiedyś dodawano je do chleba, robiono też z niego napój o konsystencji kisielu. Dalej: pestki – dyni, słonecznika. Łuska gryki. Żurawina – kiedyś w każdym ogródku.

Wydaje nam się, że podstawą polskiej kuchni zawsze były ziemniaki. A przecież one przyszły do nas z Ameryki, relatywnie nie tak dawno temu. Podobnie jak warzywa psiankowate: pomidory, bakłażany. I, co ciekawe, dziś w testach nietolerancji pokarmowych często stwierdzana jest właśnie nietolerancja psiankowatych…

– Wróćmy do tego, co było tradycyjnym polskim pożywieniem – mówi Agnieszka. – Do roślin strączkowych. Soczewica, fasola, bób, groch, fasolka szparagowa stanowią doskonałe źródło fitoestrogenów i białka. Powinny się znaleźć na naszych talerzach co najmniej trzy razy w tygodniu. Tymczasem jemy je znacznie rzadziej. W której restauracji zamówimy dziś zupę grochową? Ja wracam do tych przepisów. Groch to nie tylko zupa, to też choćby pyszne piure.

Zawsze myśleliście, że wapń jest w mleku i jego przetworach? Agnieszka Maciąg twierdzi, że królową wapnia jest… natka pietruszki. I inne zielone liście. Rukola, roszponka, jarmuż.

A co z mlekiem? – Tego krowiego unikajmy – radzi Agnieszka Maciąg. Alternatywą może być nabiał kozi lub owczy, ale przede wszystkim roślinny. Bo to rośliny powinny być podstawą naszej diety.

Niesłychanie ważne są też tłuszcze. Agnieszka Maciąg utrzymuje, że nie wolno ich unikać. To częsty błąd, kobiety panicznie boją się tłuszczów. – Ja też się bałam, myślałam: zjem tłuste, będę tłusta. Jest całkiem inaczej. Dobre tłuszcze nam służą. Olej lniany, z pestek dyni, z czarnuszki, ostropestu, konopny. A to, co sprawia, że tyjemy, to cukier. Odkryciem dla mnie było, że nie tylko ten z ciast czy cukierków, lecz także ten z owoców. Odczułam to wyraźnie podczas menopauzy. Absolutnie nie namawiam, żeby z owoców rezygnować, jedzmy je, ale w odpowiednich godzinach, od 11 do 14. Wtedy cukier będzie dobrze metabolizowany – radzi.

Kobiety często zajadają emocje słodyczami: nikt mnie nie kocha, to osłodzę sobie życie. – Tymczasem – uważa Agnieszka – musimy najpierw pokochać siebie. Jeśli nie kocham siebie, to choćby kochał mnie cały świat, ja tego nie usłyszę, nie nakarmię się tą miłością. Kochanie siebie to uszanowanie swojego wewnętrznego głosu, dostrzeżenie tego, co dzieje się w moim ciele, co ono mi mówi. Przyjrzyjmy się temu, co nas buduje, co nam służy, po czym mamy energię, dobrze śpimy. Do tego trzeba nawiązać dobrą relację ze swoim ciałem. Często słyszę od kobiet: moje ciało stało się moim wrogiem. Nie. Ciało nigdy nie jest naszym wrogiem. Ono zawsze jest naszym przyjacielem. Chce się z nami komunikować, my musimy się tylko nauczyć, jak nawiązać z nim kontakt. Ciało daje nam znaki przez ból, przez dyskomfort. Jeśli coś boli, to sygnał, że mamy na coś zwrócić uwagę, zatrzymać się w biegu. Często wtedy, zamiast wsłuchać się w siebie, idziemy do lekarza. Szukamy na zewnątrz zamiast w środku. A odpowiedź często jest w nas, w naszych emocjach. Kiedy je przepracujemy, problem znika, wiele razy tego doświadczyłam.

Zmiany w życiu i diecie najlepiej wprowadzić jak najwcześniej, ale zawsze, niezależnie od tego, w jakim wieku jesteśmy, ma to sens. – Potrzebne są wysiłek i zaangażowanie, żadna wartościowa zmiana nie może się dokonać bez wysiłku. Warto go podjąć – zapewnia Agnieszka.

 

 

  1. Styl Życia

Nasz wygląd i to jak się czujemy zależy tylko od nas samych

Dobrze dobrana dieta, mądre zarządzanie stresem i  umiarkowany wysiłek fizyczny mogą zapewnić nam długowieczność. (Fot. iStock)
Dobrze dobrana dieta, mądre zarządzanie stresem i  umiarkowany wysiłek fizyczny mogą zapewnić nam długowieczność. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 1 Zdjęć
Natury nie da się oszukać, ale można z  nią skutecznie współpracować. Choć wiele mówi się o predyspozycjach genetycznych, badania udowadniają, że my sami jesteśmy odpowiedzialni za to, jak wyglądamy, jak się czujemy i  jak się zestarzejemy.

Styl życia, a zwłaszcza odpowiednia dieta, może spowolnić tempo biologicznego starzenia się o kilka do kilkunastu lat, a nawet cofnąć zaistniałe zmiany degeneracyjne. Dobrze dobrana dieta, mądre zarządzanie stresem i  umiarkowany wysiłek fizyczny mogą zapewnić nam długowieczność. Cała tajemnica tkwi w  komórkach naszego ciała. Jeżeli wszystkie będą odpowiednio odżywione, dotlenione i  oczyszczone, będziemy nie tylko wyglądać młodziej, ale przede wszystkim będziemy zdrowsi i  zaczniemy czuć się lepiej. Młodość to nie tylko dobry wygląd – napięta skóra twarzy i zgrabna sylwetka. To przede wszystkim możliwość czerpania radości z życia, optymizm i energia.

Naukowcy z Instytutu Badawczego Medycyny Prewencyjnej Uniwersytetu Kalifornijskiego w  San Francisco pod kierunkiem dr. Deana Ornisha udowodnili, że zmiana stylu życia  może zwiększyć długość telomerów, a  co za tym idzie – wpłynąć spowalniająco na proces starzenia się. Telomer to element strukturalny chromosomu zapewniający mu stabilność. To właśnie długość telomerów uznaje się za wskaźnik określający wiek biologiczny. Długość telomerów w  komórkach skraca się z wiekiem – w  miarę kolejnych podziałów komórkowych. Potwierdzono, że ich długość wyraźnie koreluje ze stylem życia. Ludzie wysportowani mają dłuższe telomery niż ich rówieśnicy nieaktywni fizycznie. Z kolei telomery osób narażonych na stres są krótsze niż u osób prowadzących mniej stresujący tryb życia. Warto zatem pamiętać, że proces starzenia zachodzi w  każdej komórce naszego ciała.

W  pierwszej kolejności w  naczyniach krwionośnych, później w  tkankach miękkich, takich jak narządy wydzielania wewnętrznego (na przykład gruczoły tarczycy, jajniki, jądra). Następnie proces starzenia zachodzi w  błonach śluzowych, nerkach, wątrobie, płucach, skórze oraz w  układzie nerwowym. O  tym, ile naprawdę mamy lat, decyduje tkanka łączna. Pełni funkcje podtrzymujące i ochronne, pośredniczy w  odżywianiu komórek, ma właściwości regenerowania i odnawiania całego ciała. Pojawiające się zmiany skórne to już poważny sygnał niewydolności organizmu, którego nie wolno lekceważyć. Nie łudźmy się, że pomogą tu jakieś maści czy kremy.

Skóra zwierciadłem zdrowia

Zmarszczki, cienie pod oczami, pękające naczynka czy trądzik w wieku dojrzałym – to sygnały alarmowe organizmu. Badania opublikowane w  „Journal of the Academy of Nutrition and Dietetics”, analizujące szereg doświadczeń klinicznych z ostatnich 50 lat, wykazały związek między dietą a trądzikiem. Co więcej, wynika z nich, że nieprawidłowy sposób odżywania może znacząco przyczynić się do rozwoju schorzenia. Szczególnie niekorzystny wpływ na wygląd skóry naukowcy przypisali żywności o  wysokim indeksie glikemicznym (IG) oraz mleku i  jego przetworom. Korzystnym pokarmem dla nieustannie odnawiającej się skóry są białka właściwe, wielonienasycone kwasy tłuszczowe z  rodziny omega-3 i -6, wiele składników mineralnych oraz witaminy – zwłaszcza antyoksydacyjne: E, A oraz C.

Wszystkie te dobroczynne witaminy znajdziemy przede wszystkim w warzywach, owocach, zbożach, kaszach, kiełkach i  orzechach. Polecany jest też olej lniany tłoczony na zimno. Witaminy wchodzą w  skład błon komórkowych, a  nasz organizm sam nie potrafi ich wytwarzać,  muszą więc być dostarczane z  pożywieniem. Pomagają utrzymać skórę gładką, jędrną i  nawilżoną. Jeżeli masz problem z  suchym naskórkiem, to zamiast drogiego balsamu spróbuj oleju kokosowego. Jest on jednym z  najbogatszych źródeł tłuszczów nasyconych. Olej ten zawiera kwas laurynowy, potężny środek antybakteryjny i  przeciwwirusowy, który uchroni cię przed stanami zapalnymi.

Recepta na młodość

Pojawianie się zmarszczek jest nieuniknionym wynikiem zmian w  strukturze skóry związanych z  upływem czasu. Mamy jednak wiele możliwości, by ten proces istotnie spowolnić. Zabiegi kosmetyczne oraz różnego rodzaju kremy to za mało, ponieważ z reguły działają tylko w obrębie naskórka i  nie przenikają do głębszych warstw skóry, gdzie odbywają się właściwe procesy regeneracyjne. Tylko kompleksowe, głębokie działanie, czyli utrzymanie właściwej kondycji tkanki łącznej i  narządów wewnętrznych oraz prawidłowe odżywianie i oczyszczanie komórek skóry, pozwala znacząco opóźnić procesy starzenia się, w tym także skóry.

Podstawą jest likwidacja źródeł przewlekłego stanu zapalnego, powstałego na skutek szkodliwego działania pokarmów. Dzięki temu poprawisz transport tlenu i  składników pokarmowych do komórek i  sprawisz, że toksyczne produkty przemiany materii będą z nich efektywnie usuwane. Dbając o aktywność fizyczną, wysypiając się, unikając stresu, jedząc bogatą w  składniki odżywcze żywność oraz wspomagając naturalne procesy oczyszczania organizmu, naturalnie spowolnisz procesy starzenia.

Co jeść, by zneutralizować szkodliwe działanie wolnych rodników?  

  • Warzywa zielonolistne i  warzywa krzyżowe (brokuły, kalafior, kapustne, rzodkiewki) – chronią przed demencją starczą, utratą masy kostnej i  związanymi z  wiekiem problemami ze wzrokiem.
  • Morele – przyczyniają się do  zachowania zdrowia oczu, skóry, włosów, dziąseł i  gruczołów.
  • Owoce jagodowe – zmniejszają ryzyko rozwoju nowotworów, chorób układu moczowego, a  także poprawiają pamięć.
  • Ogórki – zapewniają dobry stan tkanki łącznej, mięśni, kości, skóry, chrząstek i więzadeł. Mają także dużo wody, która nawilża i  oczyszcza skórę, stawy oraz tkanki.
  • Pomidory – chronią przed szkodliwym działaniem promieni UV, zapobiegając tym samym m.in. tworzeniu się zmarszczek i  nowotworów skóry.
  • Awokado – jest bogatym źródłem składników wpływających na blask skóry, połysk włosów i  zapobiegających zmarszczkom.

  1. Moda i uroda

Jak styl życia wpływa na kondycję naszej skóry?

Pozytywne nastawienie do życia przekłada się na kondycję skóry. (Fot. Getty Images)
Pozytywne nastawienie do życia przekłada się na kondycję skóry. (Fot. Getty Images)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Dlaczego jedne z nas wyglądają zachwycająco młodo, a inne nie mogą oszukać czasu mimo stosowania drogich kremów? wiemy już, że Nie jest to zapisane w genach. Czy młodość można afirmować?

Dlaczego jedne z nas wyglądają zachwycająco młodo, a inne nie mogą oszukać czasu mimo stosowania drogich kremów? Wiemy już, że nie jest to zapisane w genach. Czy młodość można afirmować?

Kilka lat temu marka kosmetyczna Olay przebadała w USA 2,5 tys. kobiet i odkryła, że dziesięć procent z nich starzeje się zaskakująco wolno (badacze nazwali je exceptional agers). Kobiety te wyglądały o dziesięć lat młodziej, niż wskazywała ich metryka. Naukowcy porównali ich geny odpowiedzialne za kondycję skóry i stwierdzili, że część z nich ma wyższy poziom aktywności niż u pozostałych 90 procent kobiet. Dlaczego? Dr Frauke Neuser kierująca badaniami wyjaśnia: „Odpowiedzią jest styl życia. Badania pokazują, że za starzenie się skóry w 20 procentach odpowiadają czynniki wewnętrzne, nad którymi nie mamy kontroli, ale pozostałe 80 procent to rzeczy zewnętrzne, które w dużej mierze możemy kontrolować”.

Trzy najważniejsze to: jak często się opalasz, czy używasz kremu z SPF-em i czy masz pozytywny stosunek do świata (i do siebie). Dwa pierwsze czynniki są oczywiste, ale trzeci – optymizm – jest dość intrygujący.

Niezbadana siła uśmiechu

Po przeczytaniu informacji o wynikach badań marki Olay zaczęłam przeszukiwać Internet i specjalistyczne publikacje, żeby znaleźć jeszcze jakieś naukowe dowody na to, że uśmiech jest ważnym zabiegiem odmładzającym. Znalazłam jeszcze tylko jedno ciekawe badanie. Dr Howard Murad, założyciel pielęgnacyjnej marki Murad, zalecił 40 swoim pacjentkom, żeby codziennie czytały sobie afirmacje i prowadziły pamiętnik. Odkrył, że po zaledwie czterech tygodniach kobiety odczuwały mniejszy stres, miały niższe ciśnienie oraz lepiej nawilżoną skórę (a to klucz do zachowania jej młodości).

„Informacji na temat wpływu pozytywnych emocji na nasz organizm jest niewiele, ponieważ trudno je zbadać. Emocje negatywne łatwiej jest wywołać i dłużej się utrzymują. Wyniki badań są bardziej rzetelne” – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Anna Zalewska-Janowska, specjalistka dermatolog-wenerolog, alergolog, immunolog kliniczny, kierownik Zakładu Psychodermatologii na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi.

„Z pięciu podstawowych emocji – szczęścia, smutku, gniewu, lęku, wstrętu – tylko jedna jest pozytywna. Dlaczego? Bo to te negatywne pozwalały nam przetrwać, gdy jeszcze mieszkaliśmy w jaskiniach. Człowiek nie zmienia się tak szybko jak otaczająca nas rzeczywistość. W codziennych sytuacjach nadal uruchamia się odruch uciekaj – walcz, chociaż nasze życie nie jest bezpośrednio zagrożone” – mówi prof. Zalewska-Janowska.

Złość piękności szkodzi

Skoro negatywne emocje są tak dobrze przebadane, warto wiedzieć, co robią z naszą urodą. Zawsze powtarzam pacjentkom: Życie jest w twojej głowie, twój nastrój ma największy wpływ na to, jak wyglądasz i jak inni cię postrzegają – mówi dr Bartosz Pawlikowski, dermatolog z kliniki Medevac. Złość i smutek uwidaczniają się głównie na twarzy i mogą powodować zmarszczki od częstszego w tym stanie marszczenia brwi i mrużenia oczu. Gniew sprawia, że mięśnie twarzy są bardziej spięte, co potęguje zmarszczki.

Uczucie gniewu może również wpłynąć na regenerację komórek skóry. W badaniu opublikowanym w czasopiśmie „Brain, Behavior, and Immunity” naukowcy podzielili uczestników na dwie grupy: łatwo ulegających gniewowi i spokojnych. Po niewielkim zranieniu skóry uczestników doświadczenia obydwu grup zaobserwowano czterokrotnie wydłużone gojenie u osób nerwowych w porównaniu do osób spokojnych. Naukowcy tłumaczą to zjawisko wysokim poziomem kortyzolu u ludzi, którzy są skłonni do gniewu. Kortyzol hamuje produkcję kolagenu, najważniejszego elementu odbudowy struktury skóry. „W trosce o urodę lepiej jest także porzucić wstyd. To uczucie powstające w mózgu, rodzaj stanu emocjonalnego przewodzonego drogą nerwową do skóry, która w odpowiedzi się czerwieni. Częste i napadowe rumienie mogą w dłuższej perspektywie czasu doprowadzić do powstania trądziku różowatego, który musi być leczony farmakologicznie” – wyjaśnia dr Pawlikowski.

Kobiety mają gorzej

Spośród wszystkich emocji największym wrogiem młodego wyglądu jest stres. „Przewlekły stres powoduje zmniejszenie produkcji lipidów, a bez nich skóra staje się bezbronna. Detergenty łatwiej wnikają w naskórek, powodując uszkodzenia. Pod wpływem stresu dochodzi też do zapalenia neurogennego. Odczyn zapalny w skórze powstaje w wyniku udziału nerwów oraz ich mediatorów – neuropeptydów – ale jest on taki sam jak stan zapalny wywołany przez bakterie” – tłumaczy prof. Zalewska-Janowska. Stres powoduje także wydzielanie wspomnianego wcześniej kortyzolu, hormonu stanowczo niekorzystnego dla zachowania urody. Kortyzol dociera do każdego narządu, powoduje, że naczynia krwionośne stają się bardziej kruche, nowe komórki skóry nie regenerują się tak szybko, a wymiana komórek na młode spada o około połowę. To starzenie się skóry w pigułce. „U mężczyzn poziom hormonów stresu spada, gdy tylko wracają do domu i zamykają za sobą drzwi, ponieważ tym dominującym jest testosteron – hormon walki. Kobiety mają gorzej. Przynoszą stres do domu. Dopiero koło północy poziom hormonów wraca do normy” – mówi prof. Zalewska-Janowska. „Z rozmów z pacjentkami wiem, że w trudnych chwilach łatwiej ulegają pokusie i sięgają po słodycze lub czipsy. Jedzą niezdrowe rzeczy w większych ilościach niż zazwyczaj i piją mniej wody, a więcej alkoholu, co może prowadzić do odwodnienia. Stres zwykle powoduje również zwracanie mniejszej uwagi na rutynową pielęgnację skóry” – uważa dr Pawlikowski.

Wejść w stan ZEN

Najlepiej byłoby porzucić pracę, do dzieci mieć nianię i zmieniać partnera na nowszy model, gdy tylko minie stan zauroczenia. Nie możesz tego zrobić? Porzuć przynajmniej telewizor. „Słuchanie przez pięć minut negatywnych wiadomości uruchamia oś stresu (podwzgórze –przysadka – nadnercza) na ponad sześć godzin! Przez tyle czasu kortyzol jest wyrzucany do organizmu” – mówi prof. Zalewska-Janowska. Znajdź też czas na rozładowanie emocji, najlepiej w ruchu. Idź na fitness, jogę, zumbę, biegaj. Wybierz taką formę aktywności, która będzie ci sprawiała przyjemność, wtedy łatwiej ci będzie iść na zajęcia mimo zmęczenia. Postaw na konstruktywne strategie radzenia sobie ze stresem. Poza postawą uciekaj – walcz masz trzecią opcję – otwartość. To od ciebie zależy, czy będziesz postrzegała daną sytuację jako problem zatruwający życie, czy wyzwanie, jedną z wielu spraw do załatwienia.

Ratunek dla pesymistek

„W badaniu opublikowanym w »Journal of Psychiatric Research« pacjenci bezskutecznie leczeni lekami przeciwdepresyjnymi otrzymali zastrzyki toksyny botulinowej w mięśnie okolicy czoła, które uniemożliwiały marszczenie brwi. Sześć tygodni później depresja obniżyła się średnio o 47 proc. w grupie kontrolnej, a o dziewięć procent w grupie placebo, co sugeruje, że nasze mięśnie twarzy nie tylko wyrażają emocje, ale również regulują nastrój” – twierdzi dr Pawlikowski. To nie znaczy, że namawiamy do leczenia depresji botoksem czy chodzenia do lekarza medycyny estetycznej zamiast do terapeuty (swoją drogą to dość popularny trend, powiększanie ust w ramach poprawy nastroju). To badanie pokazuje, że mózg i mięśnie tworzą pętlę. „Gdy się uśmiechasz, nawet na siłę, do mózgu biegną te same impulsy, jak przy szczerym uśmiechu”, mówi prof. Zalewska-Janowska. Mózg odbiera to jako sygnał do produkcji hormonów szczęścia, co przekłada się na kondycję skóry. Dlatego nawet jeśli widzisz świat w czarnych barwach, wklepując krem, uśmiechaj się do siebie.

3 sposoby na zmniejszenie stresu i zachowanie młodości

  • Gdy zalewają cię emocje, rozum jest odcinany. Racjonalne argumenty są wtedy na nic, ale możesz działać z poziomu fizjologii. Po prostu głęboko oddychaj, to obniża tętno i ciśnienie, a poziom hormonów stresu spada.
  • Mózg potrzebuje 30 minut, żeby się zrelaksować. Najlepiej znaleźć ten czas rano, gdy rusza produkcja kortyzolu. Jeśli nie praktykujesz medytacji, wypróbuj trening relaksacji mięśni wg Jacobsona.
  • Zielona herbata jest bogata w L-teaninę. Aminokwas ten działa uspokajająco, zmniejsza stres i stabilizuje nastrój. Poza tym sama przerwa na herbatę zmniejsza uczucie niepokoju.

  1. Psychologia

Lęk przed przemijaniem

 Ilustracja Magdalena Pankiewicz
Ilustracja Magdalena Pankiewicz
Zobacz galerię 3 Zdjęć
Są w wieku, w którym można zdobywać góry. Zdrowe, wykształcone, atrakcyjne. A one się zamartwiają. Robią wszystko, żeby zatrzymać czas. Mówią, że chcą się nażyć, napodróżować, nacieszyć, zanim przyjdzie to coś strasznego, najgorszego, co, jak myślą, może człowieka spotkać, czyli starość. – Im częściej mówi się o tym, że przemijanie to naturalny proces, tym bardziej redukuje się lęk z nim związany – uważa psycholożka Ewa Jarczewska-Gerc.

Są w wieku, w którym można zdobywać góry. Zdrowe, wykształcone, atrakcyjne. A one się zamartwiają. Robią wszystko, żeby zatrzymać czas. Mówią, że chcą się nażyć, napodróżować, nacieszyć, zanim przyjdzie to coś strasznego, najgorszego, co, jak myślą, może człowieka spotkać, czyli starość. – Im częściej mówi się o tym, że przemijanie to naturalny proces, tym bardziej redukuje się lęk z nim związany – uważa psycholożka Ewa Jarczewska-Gerc. Czy na starość czeka nas coś dobrego? – Tak. Szczęście  – mówi pisarz i dziennikarz Carl Honoré.

Beata, lat 34, socjolożka, żyje na pełnych obrotach. Samodzielnie wychowuje pięcioletnią córkę, pracuje na uczelni, uczestniczy w projektach badawczych, pisze.

– Już teraz jest ciężko, a co będzie w przyszłości? Boję się o zdrowie córki, czy uda mi się zrobić doktorat, spłacić kredyt, ułożyć sobie życie. Frustruje mnie, że nie mieszczę się w spodnie, że słyszę w sklepie: „Ta kolekcja jest dla młodych dziewczyn, nie dla pani”. Starzeję się! Dożyć stu lat? Nigdy w życiu! Pamiętam, jak śmieszyły mnie starsze panie z krzywo umalowanymi ustami, rozmazanym makijażem. Boję się, że za parę lat będę wyglądać tak samo. Ale najbardziej na świecie boję się samotności, zdania na łaskę innych. Wolę umrzeć niż tego dożyć.

Ewa Jarczewska-Gerc z Uniwersytetu SWPS: – Lęk młodych kobiet przed upływem czasu bierze się z antycypacji, czyli przewidywania tego, co jeszcze nie nastąpiło, ale co za ileś lat nastąpi. I na ogół mija wtedy, gdy kobieta wkracza w wiek, którego się bała. Okazuje się, że kiedy się z nim skonfrontujemy, wtedy tak naprawdę zaczynamy lubić siebie i godzimy się z upływem czasu. Skończę w tym roku 40 lat i powiem szczerze, że czuję się bardziej atrakcyjna niż kiedyś, mimo że bez wątpienia świeżość mojej urody nieco wygasła. I nie jestem w tym odosobniona.

Psycholożka wyjaśnia, że dzieje się tak dlatego, że dojrzałość osobowości stabilizuje się pomiędzy 35. a 40. rokiem życia, niezależnie od płci. 20-latkom wszystko nie pasuje: albo są za grube, albo za chude. A kobiety około czterdziestki zaczynają siebie akceptować, rozkwitają seksualnie. Zatem lęk przed przemijaniem, mówiąc językiem naukowym, koreluje z wiekiem.

Psycholożka zauważa, że kiedyś ludzie nie bali się starzenia, bo walczyli o przetrwanie. Zresztą i dzisiaj, w czasach pandemii, lęk przed starzeniem się może zejść na dalszy plan, bo mamy na głowie realne problemy zdrowotne, finansowe, logistyczne. Paradoksalnie, kiedy żyjemy bardziej komfortowo, lęki związane z przemijaniem mogą się nasilać, natomiast gdy przychodzą ciężkie czasy – ustępować… innym lękom.

Ewa Jarczewska-Gerc podkreśla różnicę między lękiem a strachem. Strach to emocja adekwatna do sytuacji, której powinniśmy się bać. Jej celem jest przewidzenie i zaradzenie niebezpiecznym zdarzeniom. To mądry mechanizm ewolucyjny. Natomiast lęki nie są do końca adaptacyjne. Wyolbrzymiają niebezpieczeństwo, są nieadekwatne do sytuacji, paraliżują, powodują, że nie zachowujemy się tak, jak byśmy chcieli.

Mam ograniczony czas

Józefina, lat 39, copywriterka w agencji reklamowej, modelka, wrzuca codziennie na Facebooka fotki ze stylizacjami ubiorów na różne okazje: do pracy, na imprezę w klubie, do teatru, na fitness, jogging. Wszystkie starannie przygotowane, dobrze oświetlone i profesjonalnie sfotografowane przez jej chłopaka.

– Zabawa modą to moja pasja. Wyżywam się w tym, bo zdaję sobie sprawę, że mam ograniczony czas. Już teraz muszę korzystać z Photoshopa, a co będzie później? Strach się bać.

Ilustracja Magdalena Pankiewicz Ilustracja Magdalena Pankiewicz

Ewa Jarczewska-Gerc nie lubi narracji, że kiedyś ludzie nie zwracali uwagi na wygląd, a teraz, za sprawą Instagrama i Facebooka, myślą tylko o tym. – Zwracanie uwagi na wygląd nie jest niczym nowym, to naturalne. Nawet noworodki mają wdrukowane pewne standardy piękna, uśmiechają się do ludzi ładnych, o symetrycznych twarzach i bez wyraźnych oznak zniekształcenia, a brzydkich się boją. Natomiast bez wątpienia to, że dzisiaj każdy z nas może być VIP-em, publikować swoje zdjęcia w Internecie, mieć miliony followersów, wystawia nas, na własne życzenie zresztą, na ocenę. Tak więc możliwość upowszechnienia własnego wizerunku powoduje, że staje się on jeszcze ważniejszy. A lęk przed jego nadwątleniem większy.

Jeszcze nie teraz

Gosia, 36 lat, italianistka, pracuje jako tłumaczka i pilotka wycieczek. Uwielbia podróże, ludzi i oczywiście Włochy. Ciągle na walizkach. A w nich oprócz niezbędnika turystki – witaminy, suplementy, słoiki pierzgi od zaprzyjaźnionego pszczelarza i kapsaicyna zrobiona przez mamę. Przyznaje, że jest przeczulona na punkcie zdrowia. Dlatego jak wraca (na krótko) do domu w Łodzi, chodzi po lekarzach, na zabiegi, robi badania. – Boję się, że się zestarzeję, więc dbam o siebie. Bardzo chciałabym mieć dziecko, ale jeszcze nie teraz. Dziecko to koniec wyjazdów i początek etapu, którego na razie nie chcę zaczynać. Jakiego etapu? Drugiej połowy życia, która wiadomo do czego zmierza. Jeszcze nie jestem na to gotowa.

Takie dylematy młodych kobiet to według Ewy Jarczewskiej-Gerc znak naszych czasów: – Nasze matki i babki nie zastanawiały się, jak się nie zestarzeć, tylko rodziły dzieci, pracowały. Po wojnie był nakaz pracy, a kobiety chciały być matkami, więc nie rozkminiały, jak to godzić, tylko godziły.

Lęki przed upływem czasu są podsycane przez różne narracje społeczne. Młoda kobieta czyta, że najlepiej urodzić dziecko po dwudziestce albo że spokojnie może czekać do czterdziestki. Kiedyś była presja, żeby rodzić wcześnie, teraz – późno.

– Optymalny wiek na urodzenie dziecka, choćbyśmy nie wiem jak zaklinały rzeczywistość, to okres między 25. a 35. rokiem życia – mówi psycholożka. – Możemy dziś rodzić dzieci w wieku 45 lat, ale wiele kobiet mówi, że nie mają wtedy takiej energii życiowej, jaką miały. Mam dwoje dzieci i cieszę się, że są w wieku szkolnym, bo teraz swoją energię mogę przeznaczyć na pracę. Dziecko nie musi ograniczać. Martyna Wojciechowska urodziła córkę i po kilku miesiącach pojechała w ukochane góry. Zrobiła to, co chciała, dziecko jej w tym nie przeszkodziło. Nie patrzyła na to, że jacyś ludzie powiedzą: „Wyrodna matka”. Nie roztrząsała: mieć dziecko czy nie, tylko je ma, kocha i realizuje swoje pasje. Ale, oczywiście, każda kobieta ma prawo do własnych decyzji. Tu nie powinno być reguł narzuconych społecznie. Chodzi tylko o to, żeby kobiety nie żyły w lęku, że życie ucieka. No bo ucieka, i co z tego.

Nic już mi nie pomoże

Iwona, 35 lat. Ma własną kawiarnię na obrzeżach Warszawy, wymuskane mieszkanie i obsesyjny lęk przed starzeniem. Codziennie ogląda się w lustrze od stóp do głów, waży, mierzy. Regularnie chodzi na zabiegi upiększające, manikiur, do fryzjera. I drży, że nadejdzie taki moment, kiedy nic już jej nie pomoże.

– Czy wyobrażam sobie siebie na starość? Nawet o tym nie myślę. Bo niby po co, żeby się dołować? Sorry, ale starość kojarzy mi się z czymś bardzo, ale to bardzo nieprzyjemnym. Brzydotą, zniedołężnieniem, poniżeniem. Jak będę miała dzieci, to im powiem, żeby oddały mnie do domu opieki, bo nie chcę, żeby mnie oglądały.

Może z lęku kobiet przed przemijaniem wynika jednak coś pozytywnego? Na przykład to, że bardziej dbają o siebie, nie tylko o wygląd, ale też o zdrowie, kondycję?

– Do tego samego celu prowadzi wiele dróg – odpowiada Ewa Jarczewska-Gerc. – Bo z jednej strony narracja społeczna jest taka, że trzeba dbać o siebie, a z drugiej – żeby to robić jak najmniejszym wysiłkiem. Coraz młodsze kobiety korzystają z medycyny estetycznej, decydują się na operacje bariatryczne zamiast po prostu upocić się, umęczyć i zrobić to swoim wysiłkiem. Oczywiście, dobrze, jeśli ten lęk przełoży się na konstruktywne formy dbania o siebie. Czyli na dobrą dietę, bo ludzie jedzą, ale się nie odżywiają. Na regularne ćwiczenia, fajne relacje z ludźmi, dbanie o sen, także o wysiłek intelektualny, ponieważ ćwiczenia umysłowe są równie ważne jak fizyczne. Natomiast obawy może budzić to, że coraz młodsze kobiety powiększają sobie usta, przyklejają sztuczne rzęsy, robią sobie liposukcje.

Ilustracja Magdalena Pankiewicz Ilustracja Magdalena Pankiewicz

– Co w tym złego? – pytam.

– No to, że te działania nie zmieniają myślenia ani stylu życia. Życie wymaga wysiłku, nic nie ma za darmo. Jeżeli kobiety sobie tego nie uświadomią, to zyska na tym tylko medycyna estetyczna, która jest dla ludzi, jak najbardziej, ale niekoniecznie dla 20-latki.

Uciekam, zaprzeczam

Psycholożka uspokaja: lęk przed przemijaniem i śmiercią jest naturalny. Problem w tym, że współczesna kultura robi wszystko, żeby nie mówić na ten temat. To ucieczkowy sposób radzenia sobie z tym lękiem.

– Są badania, które pokazują, że kobiety przed wizytą u fryzjera mają większy poziom lęku przed śmiercią niż po wyjściu. W ogóle istnieje hipoteza, że dbanie o siebie, te wszystkie zabiegi urodowe nie tylko mają nam poprawić wygląd, samopoczucie, ale buforują też lęk przed śmiercią. Bo jak wyglądamy ładnie, to mamy poczucie, że nie weźmie nas licho. A jak weźmie, to i tak nas lepiej zapamiętają, staniemy się nieśmiertelni w sensie kulturowym.

Ewa Jarczewska-Gerc na stażu naukowym w Stanach, w Indiana University of Pennsylvania, miała okazję uczestniczyć w kursach związanych z psychologią śmierci. Przytacza badania, które pokazują, że im częściej mówi się o tym, że przemijanie to naturalny proces, tym bardziej redukuje się lęk z nim związany. Tak więc nadanie przemijaniu racji bytu, zgoda na to, że wszystko ma swój początek i koniec, docenianie każdego przeżytego dnia, wdzięczność za to, co mamy, codzienna uważność – to wszystko powoduje, że możemy być szczęśliwsi. Natomiast uciekanie i zaprzeczanie są strategią na chwilę. Bo jak się przed lękami ucieka w dzień, to one będą nam się śnić w nocy.

– Żeby kobiety wyzwoliły się od tych lęków, trzeba już małe dziewczynki uczyć niezależności – uważa psycholożka. – Niezależności od opinii i oczekiwań innych, ale też wytrwałości, stawiania sobie celów, określania marzeń, a potem do nich dążenia. Dobrze byłoby sobie powtarzać: „Nie jestem nieśmiertelna, dlatego każdego dnia robię to, co mnie rozwija, co sprawia, że jestem człowiekiem”. Badania pokazują, co leczy z lęków przed przemijaniem: pasja, aktywność i pięć filarów zdrowego życia, czyli dieta, ruch, sen, dobre relacje z ludźmi, ćwiczenia intelektualne. Mamy wybór – możemy coś dobrego zrobić i dzięki temu dobrze się czuć albo narzekać, bać się starości i czuć się źle.

  1. Zdrowie

Rytuały tybetańskie - krótkie, odmładzające ćwiczenia do codziennej praktyki

</a> Zaleca się, by zaczynać od trzech powtórzeń każdego ćwiczenia i co tydzień dokładać po dwa – aż dojdziesz do 21 (fot.123rf)
Zaleca się, by zaczynać od trzech powtórzeń każdego ćwiczenia i co tydzień dokładać po dwa – aż dojdziesz do 21 (fot.123rf)
Zobacz galerię 2 Zdjęć
Nieskomplikowane, zajmujące niewiele czasu, dobre na wszystko – tak zachwalają ci, którzy wykonują je regularnie. Redukują stres, dają energię na cały dzień, pozwalają zachować młodość i zdrowie.

Rytuały tybetańskie owiane są atmosferą tajemnicy. Na pewno są nią przesiąknięte strony książki „Źródła wiecznej młodości” Petera Keldera. Historia zaczyna się w latach 30. ubiegłego wieku (choć oczywiście jej korzenie tkwią znacznie głębiej w czasie) od parkowej ławki. Miejsce akcji: Kalifornia. Na rzeczonej ławce siedzi Peter Kelder w towarzystwie gazety. Nie protestuje, kiedy przysiada się do niego starszy mężczyzna – jak się okazuje, emerytowany oficer armii brytyjskiej. Zaczynają rozmawiać. Pułkownik Bradford (nazwisko fikcyjne) ma co opowiadać. Przemierzył niemal cały świat. Panowie zaczynają się spotykać, zaprzyjaźniają się. Wreszcie pułkownik decyduje się powiedzieć Kelderowi o czymś bardzo ważnym. Kiedy przed laty stacjonował w Indiach, zainteresował się legendą opowiadaną przez napotkanych tam wędrowców. Twierdzili oni, że w jednym z klasztorów mnisi tybetańscy odkryli sekret wiecznej młodości. Coraz starszy pułkownik nie może przestać myśleć o tej legendzie, narasta w nim pragnienie odnalezienia klasztoru. Wreszcie rusza w drogę. A po czterech latach wraca – odmłodzony o jakieś 30 lat i z gotowym przepisem na zdrowie – rytuałami. Dzieli się wiedzą z przyjacielem, a ten pisze książkę...

Peter Kelder zapewnia, że pułkownik Bradford istniał naprawdę (tyle że nazywał się inaczej) i że cała historia jest prawdziwa. Tak czy inaczej rytuały tybetańskie zostały ściągnięte z wyniosłych Himalajów i trafiły do ludzi na całym świecie. Fakt, nie od razu. Kiedy książka Keldera ukazała się po raz pierwszy (w 1939 r.), świat był jednak nieco inny... Ale niezwykle żywotny autor uaktualnił ją w roku 1985 i wtedy stała się bestsellerem.

Rytuały pomagają odblokować czakry

Raptem pięć ćwiczeń, a tyle dobra. Podobno rytuały tybetańskie wzmacniają kręgosłup i system endokrynologiczny, a właściwie cały organizm. Usprawniają przepływ energii, regulują oddech, pobudzają ciało, wyciszają nerwy. Działają na wielu poziomach: fizycznym, umysłowym, emocjonalnym. Odmładzają.

W książce Petera Keldera znajdziemy szereg entuzjastycznych relacji tych, którzy ćwiczyli i skorzystali. Wygląda na to, że rezultaty mogą być spektakularne: mowa jest o odzyskiwaniu zdrowia i siły. Włosów (albo ich pierwotnego koloru). Traceniu zbędnych kilogramów. Żegnaniu bólu i stresu. Czy to możliwe? Cóż, najlepszą odpowiedzią jest własne doświadczenie. Co sprawia, że rytuały mają taką moc? Rzecz w tym, że stymulują pracę czakramów. Sprawiają, że nasze centra energetyczne wirują na odpowiednich obrotach. W ten sposób zapewniamy sobie dostęp do energii życiowej – chi, a to ona właśnie jest podstawą zdrowia i dobrego samopoczucia.

Lekarze wyjaśniają to różnie: na przykład tym, że usprawnione w wyniku ćwiczeń krążenie przyczynia się do oczyszczenia ciała z toksyn. Że wzmaga się przepływ tlenu do mózgu. Że tak naprawdę chodzi tu o stymulację układu hormonalnego. Wszyscy mają poniekąd rację. W „Tajemnicach źródła wiecznej młodości” Richard Leviton podsumowuje to następująco: „Rytuały przyspieszają wirowanie czakr, koordynują ich obracanie się, harmonizując je, i rozprowadzają czystą energię życiową w układzie hormonalnym, a następnie kierują ją do poszczególnych narządów i części ciała. W efekcie uzyskujemy optymalne zdrowie, werwę oraz młodość”.

Proste ćwiczenia dla każdego

Wykonanie rytuałów zajmuje bardzo niewiele czasu, ale ważna jest regularność. Jeśli więc zdecydujesz się ćwiczyć, zarezerwuj sobie codziennie około 20 minut (docelowo, na początku dużo mniej), najlepiej przed śniadaniem. Zwykle zaleca się, by zaczynać od trzech powtórzeń każdego ćwiczenia i co tydzień dokładać po dwa – aż dojdziesz do 21. To optymalna liczba i nie ma potrzeby poza nią wychodzić ani też przyspieszać całego procesu. Zwłaszcza że na początku organizm może się oczyszczać i nadmierne obciążanie go jest niewskazane. Niektórzy sugerują, by po jakimś czasie rozpocząć drugą sesję, wieczorną, znów zwiększając stopniowo liczbę powtórzeń. Są też tacy, którzy mówią: OK, byle nie po godzinie 18 – to może za bardzo pobudzać. Oczywiście, kluczowe są twoje odczucia, twoja intuicja.

Ćwiczenia może wykonywać niemal każda, w miarę sprawna osoba (w przypadku niektórych chorób zaleca się konsultację z lekarzem). Nie ma tu żadnej ideologii, filozofii. Jak podkreślał pułkownik Bradford, ważne jest jednak stworzenie wyobrażenia siebie jako zdrowej, silnej, młodej osoby. Wszystko zaczyna się od umysłu, od wizji...

Dla tych, którym szczególnie zależy na młodym wyglądzie, pułkownik Bradford zachował dodatkowy sekret – szósty rytuał (dostępny w książce Keldera). To bardzo proste ćwiczenie oddechowe jest mało znane pewnie dlatego, że wymaga trochę poświęcenia. Zarezerwowane jest dla osób, które – odczuwając popęd seksualny – gotowe są zachować wstrzemięźliwość.

I jeszcze jedno: te ćwiczenia nie bez powodu nazywane są rytuałami. Należy wykonywać je powoli, starannie, świadomie. Mają charakter jogiczny (przynajmniej te od drugiego do piątego). Na pewno bliższe są medytacji, relaksacji niż jakiejkolwiek dyscyplinie sportu. Zrezygnuj z nich, kiedy nie czujesz się dobrze, np. masz gorączkę – wtedy nie spożytkujesz właściwie energii. Pamiętaj: nie masz tu nic do udowodnienia! A sporo do zyskania.

Zaleca się, by zaczynać od trzech powtórzeń każdego ćwiczenia i co tydzień dokładać po dwa – aż dojdziesz do 21 (fot.123rf) Zaleca się, by zaczynać od trzech powtórzeń każdego ćwiczenia i co tydzień dokładać po dwa – aż dojdziesz do 21 (fot.123rf)

Pięć ćwiczeń - rytuałów

Rytuał 1.

Stań prosto, rozłóż ręce na boki (w jednej linii z ramionami), dłonie skieruj wnętrzem do podłoża. Zacznij wirować wokół własnej osi, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Oddychaj powoli i głęboko. Stopy podążają za rękoma.

Rytuał 2.

Połóż się na plecach. Nogi proste, ręce wzdłuż tułowia, palce dłoni złączone. Wdychając powietrze przez nos, unieś jednocześnie głowę (przyciągnij ją do piersi) i wyprostowane nogi. Przy wydechu wróć do pozycji wyjściowej.

Rytuał 3. (do wykonania bezpośrednio po drugim)

Uklęknij. Plecy proste, palce stóp podgięte, dłonie na udach, tuż pod pośladkami (ewentualnie na kości biodrowej). Pochylając głowę, przyciągnij brodę do piersi. Następnie odchyl głowę do tyłu, najdalej jak potrafisz. Również ciało przechyla się do tyłu (kręgosłup wygina się w łuk). Pamiętaj o oddechu: głęboki wdech przy wygięciu do tyłu, wydech przy powrocie.

Rytuał 4.

Usiądź na podłodze, dłonie przy pośladkach (palce skierowane ku stopom). Nogi wyprostowane i lekko rozstawione (stopy w linii ramion), głowa przyciągnięta do piersi. Weź wdech i unieś tułów, tworząc rodzaj mostu. Kolana zgięte, ręce wyprostowane, głowa odchylona do tyłu. Na chwilę wstrzymaj oddech. Przy wydechu opróżnij płuca i rozluźnij mięśnie, wróć do pozycji wyjściowej.

Rytuał 5.

Połóż się twarzą do maty. Nogi wyprostowane i podparte na palcach stóp. Stopy na szerokość ramion, dłonie na wysokości klatki piersiowej. Opierając się na rękach, unieś ciało, całkowicie prostując ręce i wyginając kręgosłup w łuk (klatka piersiowa wypięta, głowa jak najdalej do tyłu). W kolejnej fazie ćwiczenia, nadal wdychając powietrze, wygnij ciało w kształt odwróconej litery V. Brodę przyciągnij do klatki piersiowej. Wydech przy powrocie. Ważne jest, by dotykać podłoża tylko dłońmi i stopami.

Warto poszukać na YT filmików, które ułatwią wykonanie ćwiczeń za pierwszym razem. Proponujemy jeden z nich.

https://youtu.be/YjzHyy-hrUE