1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Bajka o bardzo głodnej gąsienicy

Bajka o bardzo głodnej gąsienicy

Materiały wydawnictwa
Materiały wydawnictwa
Zachwycającą, kultową od lat książeczkę o "Bardzo głodnej gąsienicy" wydało właśnie Wydawnictwo Tatarak

Zawsze współczułam mamom, których dzieci po raz 20 powtarzały: Mamo, przeczytaj raz jeszcze tę bajkę. No bo ile razy można czytać tę samą historię w ciągu jednego wieczoru? Ile?

Tymczasem w moje ręce wpadła książeczka, do której mogłabym co chwila zaglądać. Opowiada ona o tygodniu z życia pewnej malutkiej ale bardzo głodnej gąsienicy, która cały czas je, je i je coraz więcej, aż w końcu staje się wielką gąsienicą. Je wszystko, co napotka na drodze, a  codziennie jest to coś nowego. Je aż do finału, a ten zawsze mnie zachwyca, tym bardziej, że cała historia zawiera się w kilkunastu uroczych rysunkach.

W dodatku ta gąsienica, to nie jest jakaś tam sobie zwykła gąsienica, tylko celebrytka, która w tym roku kończy 43 lata! Jej autor, Eric Carle, stworzył ją w 1969 i jak dotąd opowieść przetłumaczono na 47 języków i sprzedano w prawie 30 milionach egzemplarzy. Skąd taki sukces? Z jednej strony cudowny, prosty i zrozumiały dla małego dziecka język, z drugiej doskonałe rysunki, wreszcie - nieoceniony walor edukacyjny. Przy tej książeczce uczymy się dni tygodnia, nazw owoców, a także prostego procesu biologicznego, jaki przechodzi gąsienica, by zamienić się w motyla.

Zapraszam do zapoznania się z najciekawszą gąsienicą, jaką znam, w książeczce wydanej przez Wydawnictwo Tatarak

"Bardzo głodna gąsienica", Eric Carle, Wydawnictwo Tatarak

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Kicia Kocia - seria oczami autorki Anity Głowińskiej

Anita Głowińska, autorka serii książeczek
Anita Głowińska, autorka serii książeczek "Kicia Kocia". (Fot. Paweł Klein)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Jej książeczki uwielbiają i dzieci, i ich rodzice. Nie tylko za sympatyczną mordkę głównej bohaterki, ale przede wszystkim za to, że o istotnych sprawach opowiada się tu w genialnie prosty sposób. – Mam marzenie, żeby dzieci wychowane na Kici Koci były lepszymi dorosłymi – mówi autorka i ilustratorka kultowej serii dla najmłodszych Anita Głowińska.

Rozgryzłaś już, na czym polega fenomen Kici Koci? Bo nie będziesz chyba zaprzeczać, że fenomenu nie ma?
Jestem już na tym etapie, że przestaję się krygować [śmiech]. Chociaż ciągle słyszę w tyle głowy, że nieładnie się chwalić, dziewczynki powinny być skromne… Ale rzeczywiście czasem zastanawiam się, jak to się stało, że nawet w jednym z kryminałów przywołana jest „Kicia Kocia”, że do czytania jej swoim dzieciom przyznają się też politycy…

No i?
Pierwsza książeczka była pisana, a właściwie rysowana, dla mojej dwuletniej wówczas córeczki (która teraz ma 18 lat).

Czyli stworzona z serca.
I może właśnie to czują dzieci? Nawet przez myśl mi nie przemknęło, że to zostanie wydane. Córeczka uwielbiała koty. Rysowałam je więc i przywieszałam nad łóżkiem. A ona upodobała sobie kotkę z wielkimi oczami. Domagała się, byśmy opowiadali o niej historie. Czasem nazywała kotkę Kicia, czasem Kocia, potem jej się mieszało – i tak powstała Kicia Kocia. Malowała ze mną tę kotkę, to znaczy popychała moją rękę i tak się bawiłyśmy. Dlatego książki wyglądają tak, a nie inaczej. One są odpowiedzią na potrzeby mojego dziecka.

Jak w takim razie zawędrowały do innych domów?
Natchnął mnie do tego mąż. Przeprowadziliśmy się z Torunia, gdzie oboje studiowaliśmy, do mojego rodzinnego miasta, Gdańska. Kończyłam konserwację zabytków, ale nie pracowałam w zawodzie, pomagałam mężowi w prowadzeniu firmy.

I książki dla dzieci nie były w ogóle w orbicie twoich zainteresowań?
Nie tylko książki, lecz nawet dziecięcy świat. Odkryłam go dopiero w momencie urodzenia córki. Zaczęłam chodzić do księgarń, kupować, co wpadło mi do ręki, ale wówczas nie za bardzo było w czym wybierać. A ponieważ tęskniłam za aktywnością, która nawiązywałaby do tego, co robiłam przed urodzeniem – pogodziłam potrzeby wynikające z nowej roli z potrzebą tworzenia. Spisałam i zilustrowałam dwie historyjki, a mąż zrobił skład i w formie książeczek wydrukował na domowej drukarce. Córka była zachwycona! Potem jedną z nich podarowaliśmy jej koleżance na urodziny. I to był ważny zwrot, bo okazało się, że inne maluchy podobnie na nią reagują.

Pomyślałaś: „Może warto wydać?”.
Tak. A ściślej to mąż powiedział: „Ja zajmę się Lenką, domem, a ty usiądź, namaluj, napisz i wyślij swoje portfolio do wydawnictwa”. Tak też zrobiłam.

I?
Nikt się nie odezwał.

To cię zniechęciło?
Więcej, to mnie dotknęło, poczułam się odrzucona, przepłakałam parę godzin. Próbowałam to sobie przepracować, mówiąc: „Nie znają się” [śmiech]. Ale i tak dominowała myśl, że moje książki są beznadziejne. Wrzuciłam je więc do szuflady. A potem urodził się nasz syn. Wyjęłam je z powrotem i co widzę? Synek też je uwielbia! Mąż znowu zaczął namawiać: „Spróbuj jeszcze raz, może tam się ludzie wymienili, może mieli wtedy zły humor”. Więc wysłałam, i tym razem trafiłam na wspaniałą redaktorkę Marysię Bosacką z Media Rodziny, która natychmiast odpowiedziała: „Ruszamy z dwiema książkami”. To był 2010 rok.

„Kicia Kocia w mieście, tekst i ilustracje Anita Głowińska „Kicia Kocia w mieście, tekst i ilustracje Anita Głowińska

Od razu sukces?
Poszło przyzwoicie jak na zupełny brak reklamy. To znaczy reklama była oddolna: rodzice polecali sobie książki, jakaś mama napisała o nich na blogu.

A teraz? Pisanie to twój zawód?
Jestem wśród tych szczęśliwych autorów, którzy mogą powiedzieć, że żyją z pisania. Każda książka jest dokładnie przeze mnie przemyślana. Krótka forma nie pozwala na literackie szaleństwa, dlatego każde zdanie ma znaczenie. A ponieważ nie chciałabym przynudzać, tworząc instruktaże zachowania, mam niezłą intelektualną gimnastykę. To mnie uczy dyscypliny. Zależy mi na tym, żeby książki bawiły, ale jednocześnie przekazywały wartości, w które wierzę.

Czyli?
To wszystko, czego pragnę dla moich dzieci: świata pięknego, otwartego, tolerancyjnego, przyjaznego, który traktuje każdego człowieka z szacunkiem, niezależnie od tego, czy ten człowiek ma lat pięć, 50, czy 90, czy ma inny kolor skóry, inną orientację seksualną. Angażuję w pisanie swój intelekt, szukam inspiracji, szperam w poradnikach psychologicznych, ale także odwołuję się do mojej intuicji. Chciałabym, byśmy potrafili zadawać pytania i byli ciekawymi świata oraz drugiego człowieka. Dla mnie słowo „ciekawość” jest kluczowe.

„Kicia Kocia gra w piłkę”, tekst i ilustracje Anita Głowińska „Kicia Kocia gra w piłkę”, tekst i ilustracje Anita Głowińska

Autorzy traktują po macoszemu literaturę dla tak małych dzieci, a to fundamentalny czas w rozwoju. Czy kierowałaś się takim imperatywem, żeby tę lukę wypełnić?
Ja tego wszystkiego dowiedziałam się dopiero po tym, jak zostałam mamą. I pomyślałam, że mogę coś zrobić nie tylko dla syna i córki, lecz także dla pozostałych maluchów. Także dla rodziców, bo przecież moje książki czytane są również przez nich. Oczywiście większość mam i ojców to świetni rodzice, ale czasem „Kicia Kocia” otwiera jakieś drzwi.

Jakie na przykład?
„Kicia Kocia na basenie” powstała dlatego, że moje dzieci potwornie bały się wody. Kicia Kocia na początku też boi się do niej wejść, ale nikt jej nie zmusza. Przyjaciele spokojnie czekają, aż w końcu sama do tego dojrzeje. W przypadku moich dzieci trwało to kilka lat, teraz mój syn jest świetnym pływakiem. Może ta historyjka oswoi dzieci z wodą, a rodziców zainspiruje do cierpliwości?

Pomysły zawsze czerpiesz od swoich dzieci?
Bardzo często, ale też od dzieci naszych znajomych. Śledzę również Internet i historie, które opowiadają sobie rodzice. I jestem zdecydowanie bardziej świadoma tego, co chcę powiedzieć. I tym większą czuję odpowiedzialność, bo zdaję sobie sprawę, że wpływ moich słów już dawno przekroczył próg domu. Marzy mi się, by dzieci wychowane na „Kici Koci” były lepszymi dorosłymi.

U ciebie nie ma złego świata, tylko dobry i piękny. Świadomie idealizujesz?
Tak. Jako dziecko dosyć często się bałam. Moi rodzice mnie kochali, ale mieli taką pracę, że często zostawałam sama, więc żyłam w permanentnym strachu. A bajki to też był strach. I jako dorosła osoba chcę powiedzieć, że świat jest nie tylko okrutny, lecz także piękny, to tylko kwestia tego, na co mamy fokus. Są autorzy, którzy lubią pisać dramatyczne historie, i to jest w porządku. Ja wolę na czym innym skupiać uwagę. Ale też na przykład w książce „Kicia Kocia. To moje!” kotka jest samolubna, nie chce dzielić się zabawkami. Albo w „Nie chcę się tak bawić” opowiadam o koledze Kici Koci, Marcysiu, który tak polubił dziewczynki, że zaczął je przytulać na siłę. Nie wytykam, że tak nie wolno, tylko pokazuję, że nie zawsze to, co sprawia przyjemność nam, jest tak samo atrakcyjne dla innych. W pozytywny sposób chciałam pokazać proste reguły, którymi należy się kierować. Nie bierz niczego siłą, nie zmuszaj, nie ignoruj uczuć drugiego człowieka, pytaj. I to dotyczy nie tylko relacji męsko-damskich.

Kicia Kocia ma braciszka Nunusia”, tekst i ilustracje Anita Głowińska Kicia Kocia ma braciszka Nunusia”, tekst i ilustracje Anita Głowińska

Pobrzmiewają w tych słowach nuty feministyczne.
Nadal tkwimy w patriarchalnych okowach. Sama łapałam się na tym, że czego innego wymagam od syna, a czego innego od córki. Często dyskutujemy z mężem na ten temat i oboje zauważyliśmy, że on jest nieświadomym strażnikiem przywilejów własnych, a ja jestem nieświadomą strażniczką przywilejów męskich. Zresztą trudno, żebym nie była, skoro tak zostałam wychowana. Walczę z tym. Dlatego kiedy moja Kicia Kocia sprząta, to pomaga jej w tym tata. Zależy mi, aby dzieciom od najmłodszych lat pokazywać pozytywne wzorce i żeby widok zmywającego naczynia mężczyzny nie budził w nich zdziwienia. Równouprawnienie powinno polegać nie na tym, że kobiecie dokłada się obowiązków, tylko na tym, że to mężczyzna rezygnuje z przywilejów, które były mu dane wyłącznie z racji jego płci, a nie jakichś szczególnych cech. Jeśli panowie potrafią wbijać gwoździe, poradzą sobie również z odkurzaniem. Inaczej mówiąc, jest sprawiedliwe, gdy mężczyzna zajmuje się domem.

Mówimy: pomaga kobiecie.
No właśnie, nie o to chodzi, żeby pomagał, ale żeby razem z nią wziął odpowiedzialność za wychowanie, dom, za wszystko.

Zawsze byłaś feministką?
Zawsze, ale przez kilka ostatnich lat uświadomiłam sobie, jak byłam ograniczona w swoim myśleniu. Moja optyka była męskim punktem widzenia. Ze wszystkiego się tłumaczyłam, próbowałam dopasować, by zasłużyć na pochwałę, lub przeciwnie – starałam się udowodnić, że jestem silna i skuteczna tak samo jak mężczyźni. I nawet teraz, rozmawiając z tobą, czuję się dziwnie, gdy chwalę się sukcesem. Ale pracuję nad tym i widzę rezultaty. Moja córka całkiem niedawno powiedziała: „Ja takiego problemu nie mam, ty mnie nauczyłaś szanować się jako kobieta”. Mam takie marzenie, żeby dożyć czasów, kiedy chłopiec w spódnicy nie budzi niczyjego lęku czy zdziwienia. Chciałabym, żeby to było tak samo naturalne jak fakt, że dziewczyny noszą spodnie. Bo równouprawnienie cały czas polega na przyzwoleniu, by kobieta goniła męskie wzorce, ale już to, co „kobiece”, mężczyźnie nie przystoi.

Zabrałaś publicznie głos po słowach prezydenta, że „LGBT to ideologia, a nie ludzie”. Napisałaś list otwarty. To był impuls?
Nie, sprzeciw wobec dzielenia ludzi rósł we mnie od dawna. Ale się powstrzymywałam, bo bałam się, że moja reakcja będzie odczytana jak polityczny manifest.  Do tej pory całym sercem wspierałam walkę o równość, chodziłam na marsze, często w tej sprawie dyskutowałam, ale prywatnie. Wydawało mi się, że to wystarczy, że moje książki są odpowiednim świadectwem przyzwoitości i że nie muszę dodatkowo zabierać głosu jako autorka. Jednak przyszedł moment, kiedy nie mogłam dłużej milczeć. To kwestia życia. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, co muszą czuć te wszystkie wykluczane dzieciaki, co czują ich rodzice. Nie mamy prawa zostawiać ich samych i godzić się na ludzką krzywdę. Poza tym rzecz dotyczy przecież wszystkich dzieci. Nawet jeśli staramy się je wychować tak, by szanowały każdego człowieka – co z tego, jeśli będą żyć w atmosferze nienawiści? Mój list to było upomnienie się o podstawowe ludzkie prawa.

Nie żałujesz?
Nie! Jeśli czegoś żałuję, to tego, że zrobiłam to tak późno. I jestem pozytywnie zaskoczona reakcją ludzi w komentarzach – 90 proc. solidaryzowało się z tym, co napisałam. Książki tworzę z myślą o każdym dziecku i staram się, aby wartości, jakie w nich przekazuję, były uniwersalne, niezależne od światopoglądu rodziców. I cieszy mnie, że większość rodziców właśnie to zauważyła. To pokazuje, że polityka idzie swoim torem, a my jesteśmy jednak fajnym, wrażliwym społeczeństwem.

„Kicia Kocia w Afryce”, tekst i ilustracje Anita Głowińska „Kicia Kocia w Afryce”, tekst i ilustracje Anita Głowińska

Co cię zajmuje oprócz pisania?
Ostatnio zaczęłam się uczyć grać na pianinie. Niewykluczone, że w muzyce także bym się spełniła. Nasze dzieci grają na skrzypcach, chodzą do szkoły muzycznej. Mąż też jest muzykalny.

Twój mąż przewija się przez całą naszą rozmowę.
Bo to supergość. To on zauważył moc i siłę, które tkwią w moich książkach, i bardzo mi we wszystkim pomagał. Miałam szczęście, że trafiłam na niego, że się wspólnie odnaleźliśmy. Przeszliśmy razem naprawdę bardzo wiele. Po przeprowadzce do Gdańska stracił klientów, a ja byłam na bezrobociu. To był czas, gdy nasi ojcowie ciężko chorowali, a potem, w półrocznym odstępie, zmarli. Po kolejnym pół roku spaliło się nam mieszkanie. Uciekaliśmy w kapciach, w środku nocy, z malutką córeczką na rękach. Przygarnęła nas mama. Przez kilka lat siedzieliśmy jej na głowie. I tak sobie myślę, że przetrwaliśmy, bo mieliśmy siebie, bo okazało się, że możemy w stu procentach na sobie polegać. Jak myślę o moim mężu, to czuję wzruszenie. Chyba na tym polega miłość.

A powiesz w końcu, na czym polega fenomen Kici Koci?
Może na tym, że dzieci się z nią identyfikują niezależnie od płci – chłopcy traktują ją jako swoją przyjaciółkę, ale czasami też chcą być jak ona, i to jest super. Bo dla dzieci Kicia Kocia to jedno z nich, nie ona czy on. Dzieci nie przyklejają etykietek. I tego my, dorośli, powinniśmy się od nich uczyć.

  1. Psychologia

Kultura zaczyna się od dziecka. Jakie książki czyta twoje dziecko?

Dzieci mają bardzo chłonne i otwarte umysły. Jeśli zaproponujemy im coś wciągającego, np. wspólne czytanie ciekawej książki, to telewizor będzie mieć poważną konkurencję.(Fot. Getty Images)
Dzieci mają bardzo chłonne i otwarte umysły. Jeśli zaproponujemy im coś wciągającego, np. wspólne czytanie ciekawej książki, to telewizor będzie mieć poważną konkurencję.(Fot. Getty Images)
- W konsumpcyjnym świecie rzeczy dla dzieci tworzy się często nie z myślą o nich, lecz o wielkich zyskach. Wykorzystuje się to, że dziecko jest niezwykle podatne na manipulację. Tymczasem dając mu kicz i szmirę, nie wychowamy wrażliwego i twórczego człowieka – mówi pedagog Katarzyna Szantyr-Królikowska.

Coraz więcej rodziców gubi się w wyborze książek, filmów i zabawek dla swoich pociech.
To prawda. Żyjemy w epoce konsumpcjonizmu, która z dziecka uczyniła klienta, przy czym – w odróżnieniu od dorosłych – jest to klient doskonały. Z racji wieku niewiele posiada, więc dużo chce mieć, a do tego jest łatwowierny i kompletnie bezkrytyczny. Stąd taka mnogość wszelkiej maści produktów dla najmłodszych, wyjątkowo tandetnych, często wręcz szkodliwych dla psychiki małego człowieka, ale obliczonych na duży zysk producentów. Ten zysk powstaje w momencie sprzedaży, dlatego tak wielką wagę przykłada się do atrakcyjności opakowania i reklamy. Rodzice, mający coraz mniej czasu na spokojny namysł, kupują to, co wybiera za nich dziecko.

Dlatego coraz więcej reklam kieruje się do dzieci.
Lub wręcz zatrudnia się w nich dzieci, nawet jeśli produkt nie jest przeznaczony bezpośrednio dla nich. W przeciwieństwie do rodziców dziecko ma na ogół sporo wolnego czasu, który spędza przed telewizorem i stąd czerpie wiedzę o świecie. W sferze wszelkich nowości jest zazwyczaj najlepiej poinformowaną osobą w rodzinie.

Ambasadorem marki…?
W konsumpcjonizmie chodzi o coś więcej: dziecko ma być ewangelistą marki! I pozyskiwać dla niej nowych wyznawców. Trzeba pamiętać, że dla małego człowieka najważniejszym punktem odniesienia jest grupa rówieśnicza. Jeśli wśród dzieci panuje kult jakiejś marki, rodzice przeważnie są bezbronni. Nawet ci, którzy sami zostali wychowani inaczej. Z jednej strony mają świadomość, że nie powinni hołdować snobizmom i spełniać kolejnych zachcianek dziecka, ale z drugiej – kochają swoje dziecko, więc nie pozwolą, aby czuło się inne, gorsze. Kupują mu więc to, co akurat jest modne, a tak naprawdę to, co dyktują reklamodawcy.

Nie kupując, naraziliby swoje dziecko na odrzucenie?
Bardzo się tego boją i na tym właśnie polega siła reklamy, która w kleszczach przymusu kupowania trzyma i dzieci, i dorosłych. Tymczasem mądrzy rodzice powinni umieć odmawiać dziecku. Pamiętam, jak w podstawówce marzyłam o prawdziwych dżinsach z Peweksu, bo koleżanki takie miały. Ale nie dostałam ich, ponieważ rodzice uznali, że byłoby to demoralizujące. Takie spodnie kosztowały dwie pensje mojej mamy nauczycielki! Wtedy było mi przykro. Dziś jestem ogromnie wdzięczna za tę stanowczość i konsekwencję, z jaką hartowano mój charakter. Będąc dorosłą osobą, nie boję się podejmować decyzji, nie muszę mieć tego co inni, robić jak inni i myśleć jak inni, by czuć się dobrze. Taka postawa jest rezultatem wychowania, którego częścią było właśnie racjonalne odmawianie.

To ważny przykład: rodzice powinni mówić „nie”, ale muszą wiedzieć, co jest wartościowe. Jednak trudno poruszać się w takim gąszczu propozycji, np. książkowych.
Króluje publishing business. Weźmy choćby obrazkowe książki dla najmłodszych dzieci – są bez treści, za to z brokatem na okładce i pozytywką do kompletu. Produkuje się je przeważnie w Azji w milionowych nakładach i sprzedaje głównie w supermarketach. Nazwałabym je produktami książkopodobnymi, bo na pewno nie są to wartościowe książki, choć bardzo podobają się dzieciom. Często są tańsze niż paczka papierosów, aby rodzice nie mieli przy kupnie żadnych rozterek.

Jak rozpoznać dobrą książkę dla dziecka?
Nie bójmy się sięgać po książki autorów, których nie znamy z własnego dzieciństwa. Literatura dla najmłodszych nie skończyła się na Tuwimie, Brzechwie czy Chotomskiej. Swoich godnych następców wśród ilustratorów ma też Szancer. Wybierajmy książki stworzone z pasją i humorem. Książki z treścią, mądre, które traktują o sprawach istotnych dla dziecka, pomagają oswajać otaczający świat, uczą krytycznie myśleć i wyciągać wnioski. Takie, które budują system wartości małego człowieka oparty na szacunku do innych, kształtują kulturę uczuć i obyczaje. Piękne, żeby wzbogacały słownictwo i poczucie estetyki dziecka. I wreszcie – intrygujące, by mogły konkurować z telewizją i PlayStation.

Takie właśnie są bajki z Bajki, czyli książki, które pani wydaje?
Tak, bo tworzymy je z myślą o dzieciach. Bajka to wydawnictwo pasjonatów, skupia twórców od lat związanych ze „Świerszczykiem” i „Misiem”, zostało założone przez byłych redaktorów naczelnych tych czasopism. Nasze książki są i mądre, i pięknie zilustrowane, i frapujące, ale też dopracowane redakcyjnie i wydrukowane z wykorzystaniem najlepszych materiałów. Uważam, że to, co dajemy dzieciom: książki, filmy czy zabawki, zawsze powinno być najwyższej próby.

Dzieciństwo to fundamentalny okres w rozwoju człowieka, także dla kształtowania jego poczucia estetyki. Nie wolno zapychać dziecku głowy śmieciami.
Dając dziecku kicz i szmirę, nie wychowamy szlachetnego, wrażliwego i – co najważniejsze – twórczego człowieka. Niestety, bagatelizuje się w naszym kraju znaczenie wychowania estetycznego, a przecież światowej sławy twórca teorii takiego wychowania Stefan Szuman był Polakiem. W wychowaniu estetycznym bardzo ważna, niezastąpiona rola przypada książce. Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele zależy od jakości książek i w ogóle kultury dla dzieci. Dokonując pewnego skrótu myślowego, można powiedzieć, że ta jakość przekłada się na przyszły obraz naszych miast, ulic, domów, a nawet na stan przyrody. Dobrze wiedzą o tym Szwedzi. W Szwecji szanuje się w dziecku człowieka. U nas upatruje się w nim prawie wyłącznie małego klienta.

Na wydawcach książek dla dzieci spoczywa więc duża odpowiedzialność.
Prawda jest smutna: niewielu wydawców książek dla dzieci to ludzie z misją i odpowiednimi kompetencjami. Są wydawcy i producenci książek. Warto mieć tego świadomość. Ci ostatni często zaczynają pracę nad książką od… kalkulacji technicznej, to znaczy wyboru formatu, papieru etc. Dopiero potem kombinują, jak i czym te puste strony zapełnić. Jeszcze jako naczelna „Świerszczyka” odbyłam podyplomowe studia edytorskie. Pewien prezes dużego wydawnictwa dokładnie tak przedstawiał produkcję książki. Na koniec dowiedzieliśmy się, kim jest dla niego autor – „dostarczycielem wypełniacza tekstowego”. Powiedział to publicznie, bez cienia żenady. W taki sposób na pewno nie tworzy się wartościowych książek dla dzieci!

Napisała pani w katalogu, że chce przywrócić rangę beletrystycznej książce dla dzieci.
Oprócz wielkiego biznesu na rynku książki dziecięcej jest jeszcze inne, skrajnie różne zjawisko – lilipucie wydawnictwa, które publikują książki bardzo wysublimowane artystycznie. Takich książek dzieci nie chcą, i słusznie, bo dlaczego ośmiolatka ma bawić coś, co śmieszy dwóch panów, którzy mają po 50 lat i abstrakcyjne poczucie humoru? U dziecka myślenie abstrakcyjne wykształca się w pełni w wieku 12 lat. Wydawcy książek dla dzieci powinni posiadać elementarną znajomość psychologii rozwojowej. Ten kompletny brak myślenia o małym czytelniku, lekceważenie jego potrzeb i możliwości poznawczych lub traktowanie przedmiotowo, zarówno z chęci zysku, jak i osobistych ambicji wydawcy, spowodowały w ciągu ostatnich kilkunastu lat utratę znaczenia książki dziecięcej, zwłaszcza beletrystycznej. Czyż literatura dla dzieci nie jest traktowana w naszym kraju jako gorsza w stosunku do literatury dla dorosłych? Czy minister kultury zdołałby wymienić choć pięciu współczesnych twórców dla dzieci? A przecież kultura zaczyna się od dziecka. To myśl przewodnia naszej działalności wydawniczej. Postanowiliśmy wydawać książki według najlepszych wzorców, jakie sami pamiętamy z dzieciństwa, ale oczywiście rzeczy całkiem nowe. Zmienił się przecież świat i inne problemy nurtują dziś dzieci.

Jakimi kryteriami kieruje się pani, wybierając tekst do publikacji?
Po pierwsze, musi być znakomity pod względem literackim. Po drugie, musi mieć walory wychowawcze, uczyć wartości, tłumaczyć świat. Odrzucam banał i stereotypy. Z dziećmi można rozmawiać o bardzo poważnych i trudnych sprawach, nie tylko o radosnych misiach i kolorowych biedronkach. Książka jest po to, żeby wesprzeć małego człowieka we wspinaczce na coraz wyższe szczeble rozwoju. Powinna więc traktować o sprawach istotnych, koniecznie w sposób akceptowalny przez dziecko, czyli przystępnie. Oczywiście bardzo ważny jest humor, żeby dzieci czytały książki z przyjemnością.

Ostatnio panuje moda na bajki pisane przez gwiazdy i tzw. bajki terapeutyczne.
Oba te zjawiska odnoszą się do marketingu książki dziecięcej i potwierdzają tezę o degrengoladzie kultury dla dzieci. Bo nie jest tak, że dla dzieci „pisać każdy może”, że nie potrzeba do tego literackiego kunsztu. Natomiast tzw. bajki terapeutyczne, niestety równie często nieudolnie napisane, są podsuwane rodzicom jako antidotum na wszelkie problemy wychowawcze. Tymczasem każda wartościowa bajka ma charakter terapeutyczny.

Czy książki mogą wygrać z telewizją?
Myślę, że nie muszą z nią przegrywać. Dzieci mają bardzo chłonne i otwarte umysły. Jeśli zaproponujemy im coś wciągającego, np. wspólne czytanie ciekawej książki, zabawę, to telewizor będzie mieć poważną konkurencję. Ale nie wyłączajmy go dziecku przed nosem. Szanujmy w nim człowieka i dajmy możliwość dokonania samodzielnego wyboru. Do nas należy zadbanie o to, aby dziecko miało z czego wybierać.

  1. Psychologia

Prezenty pod choinkę dla dziecka - co powinniśmy kupić i w jakiej ilości?

O prezentach dla dziecka warto pomyśleć z dużym wyprzedzeniem. Prezenty powinny sprawić radość, ale też nie przytłaczajmy dziecka nadmierną ilością. (fot. iStock)
O prezentach dla dziecka warto pomyśleć z dużym wyprzedzeniem. Prezenty powinny sprawić radość, ale też nie przytłaczajmy dziecka nadmierną ilością. (fot. iStock)
Zobacz galerię 7 Zdjęć
Co roku zadajemy sobie dziesiątki pytań co do tego, jakie konkretnie powinny być prezenty na gwiazdkę. Może tym razem warto zadać sobie inne pytanie: ile sztuk prezentów nasze dzieci powinny znaleźć pod choinką?

Pozwolić się bawić czy edukować? Dwie czy osiem sztuk? Dziecko ma się spodziewać, co otrzyma, czy wręcz przeciwnie - podarować mu coś, czego się nie spodziewa? Prezent powinien być oryginalny, zrobiony samemu czy właśnie taki, jaki otrzymają jego koledzy? Prezent ma służyć dobrej zabawie czy rozwijać dziecko? Przed gwiazdką każdy rodzic zadaje sobie tego typu pytania i - w wyniku niemożności podjęcia decyzji - na wszelki wypadek realizuje wszystkie pomysły; nasze dzieci znajdują pod choinką tony przedmiotów. Zaśmiecamy dom zbędnymi przedmiotami i na własne życzenie wychowujemy pokolenie konsumpcyjnie nastawione do życia. Sami uczymy lęku przed pustym miejscem pod choinką. A wystarczy zadać sobie proste pytanie: Ile optymalnie prezentów powinno dostać dziecko? Jest na to pytanie konkretna odpowiedź: dwa.

Prezent na gwiazdkę musi być przemyślany

Kupując dziecku prezent zazwyczaj jesteśmy rozdarci między dwa pomysły: coś, co sprawi mu przyjemność lub coś, co je rozwinie. Dzieci najczęściej dostają za dużo przedmiotów, bo chcemy zaspokoić te dwie strategie wyboru jednocześnie. Zupełnie niepotrzebnie! Prezent ma bowiem sprawiać przyjemność. Żadne małe dziecko nie ucieszy się z kozaków czy nowego fotelika do samochodu. Kupowanie przedmiotów użytkowych, które i tak dziecko by dostało, nie ma żadnego sensu.

Unikaj tak zwanych zabawek edukacyjnych

Kup dziecku coś, czym lubi się bawić, co sprawi mu przyjemność. Prezenty edukacyjne często wcale takie nie są, to tylko haczyk na rodziców. Dzieci intuicyjnie podchwytują, że chcesz je „rozwijać” czy edukować i jak ognia unikają takich zabawek. Kupując zabawki edukacyjne tylko pozornie robimy to dla dzieci. Najczęściej w ten sposób zasypujemy poczucie winy, że nie spędzamy z nim za dużo czasu, że krzyczymy, że się nie bawimy, nie czytamy. Jeśli kupujesz zabawkę, niech służy ona do zabawy - wesołej, takiej, która ucieszy dziecko, angażującej jego uwagę. Błędem jest mieszanie celów. Powiedzmy to jeszcze raz: prezenty edukacyjne rodzice kupują dla siebie, a raczej dla swojego sumienia. Dzieciom kupujmy to, czym mogą się z zaangażowaniem własnej inwencji bawić. Zadajmy sobie dość fundamentalne pytanie: „Do czego służy prezent? Jaka jest jego elementarna rola? Przecież na pewno nie użytkowa! Zatem nie daj się złapać na lep zabawek edukacyjnych.

Rozmowy o prezentach na gwiazdkę…

…wcale nie są łatwe. Jeśli dziecko powie ci, co chce, będzie oczekiwać, że to dostanie.

Jeśli dziecko umie pisać, zachęć je, żeby napisało list do Mikołaja, jednak powiedz, że nie wypada prosić o dużo rzeczy. Niech poprosi o jedną. W ten sposób uczysz je dokonywania wyborów. Niech się spokojnie zastanowi, co jest dla niego najważniejsze. Oczywiście takie życzenie trzeba spełnić. Dlatego optymalna liczba prezentów to dwa: jeden, którego dziecko się spodziewa i drugi - niespodzianka.

Uwaga z dziećmi starszymi: jeśli odkryją zasadę, że zawsze dostają to, o co prosiły w liście do Mikołaja, poproszą cię o tarantulę lub zestaw do budowania bomby.

Kolega dostał więcej prezentów na święta

Jeśli twoje dziecko powie, że kolega dostał więcej prezentów, zmartw się, kiwaj współczująco głową i całkiem serio zapytaj, jak teraz będzie się bawił nimi wszystkimi jednocześnie. Zadaj dziecku pytanie: „I jak on poradzi sobie z tym kłopotem?” Tego konkretnie sformułowania użyj.

To, że dziecko mówi ci z wyrzutem, że inne dzieci dostały więcej, absolutnie nie świadczy o gwałtownym obniżeniu samooceny dziecka czy o tym, że czuje się gorsze. To tylko zwykła chęć dowiedzenia się, dlaczego tak się stało. Powiedz dziecku otwarcie, że dużo zabawek to tylko duży kłopot i obciążenie - bo tak w istocie jest.

Prezenty od Mikołaja: ile sztuk?

Większość rodziców ma dylemat jak sprawić dziecku radość, ale jednocześnie nie zepsuć go prezentem. Tu także obowiązuje złota zasada dwóch przedmiotów. Dwa nie popsują żadnego dziecka.

Nie wiem, co kupić dziecku

Kochamy swoje dzieci, są dla nas najważniejsze na świecie, a jednocześnie dość często nie mamy żadnego pomysłu, co mogą chcieć na gwiazdkę. Zasada jest taka: im więcej czasu spędzasz z dzieckiem, tym mniejszy masz problem z wyborem prezentu dla niego, bo je znasz. Jeśli nie wiesz kompletnie, co ono może chcieć, co je ucieszy, potraktuj to jako mocny sygnał ostrzegawczy: jesteś zbyt daleko od swojego dziecka. Spędź z nim kilka godzin, pobaw się, porozmawiaj, a natychmiast będziesz wiedzieć, o czym marzy, co jest mu potrzebne, czym lubi się bawić najlepiej. Oczywiście nie zabieraj dziecka do sklepu, żeby ci pokazało, co mu się marzy, bo to jest już akt ostatecznej rodzicielskiej desperacji.

Zatem, jakie prezenty od Mikołaja podarować:

  • Takie, które uaktywnią twoje dziecko - instrumenty muzyczne (ale nie elektroniczne przyciskacze).
  • Takie, które zmuszą do swobodnej kreatywności - tory kolejowe, wiadukt do samodzielnego zbudowania, akcesoria do zabawy w lekarza.
  • Te, które dadzą ogromne pole do popisu - klocki, ciastolina, czy limateria, z której można zrobić wszystko.
  • Te, które są dobrej jakości - nie obciążaj dziecka tym, co się szybko uszkodzi, bo to dla niego ogromna przykrość.

Zanim kupisz prezent na gwiazdkę…

… zadaj sobie pytanie:„Dlaczego ja mu to kupuję?”
  • Bo boję się, co ono zrobi, gdy nie znajdzie tego, co chce
  • Bo chcę mu wynagrodzić brak mojego czasu
  • Bo ja sama chciałabym to mieć
  • Bo inne dzieci na pewno to dostaną
  • Bo tym się zajmie, a ja potrzebuję chwili spokoju
Każda z tych odpowiedzi eliminuje przedmiot jako dobry prezent.

Kilka dobrych rad na świąteczne prezenty

  • Jeśli kupujesz czteroletniej dziewczynce lalkę, to nie od razu ze wszystkimi akcesoriami. Dokupuj stopniowo, powoli.
  • Dziecko uczy się podczas każdej zabawy. Nie kieruj się walorami edukacyjnymi. Aktywnie spędź z dzieckiem dwie godziny - to zastąpi kilka zabawek edukacyjnych.
  • Niech wasze dziecko dostanie tyle prezentów, ile każdy dorosły człowiek z rodziny. Inne postępowanie jest niewychowawcze i „psuje” dzieci.
  • Jedynym wyjątkiem od zasady dwóch prezentów jest klasyka literatury z pięknym wpisem. Dziecko bardzo się ucieszy z takiego prezentu… co prawda za piętnaście lat, ale to dobrze! W końcu dzieci wychowujemy dla przyszłości.

  1. Kultura

Książki na Dzień Dziecka poleca szefowa działu kultury "Zwierciadła"

Jan Brzechwa, „Śmiechu warte” (fot. materiały prasowe Wydawnictwa Warstwy)
Jan Brzechwa, „Śmiechu warte” (fot. materiały prasowe Wydawnictwa Warstwy)
Zobacz galerię 9 Zdjęć
Książka to najbardziej trafiony prezent na zbliżający się Dzień dziecka. Bo nawet jeśli w pierwszej chwili przegra z wymarzonymi zabawkami, to – pod warunkiem, że jest dobrze wybrana – przejdzie próbę czasu i zostanie z nami na dłużej. Będzie kształtować wyobraźnię, wrażliwość i pozwoli twojemu dziecku lepiej zrozumieć otaczający je świat i samego siebie. Czytajmy więc dzieciom i zachęcajmy je do czytania. Tylko co wybrać?

Niezapomniana podróż

Najnowsze dzieło małżeństwa Aleksandry i Daniela Mizielińskich. Autorów takich wydawanych na całym świecie bestsellerów, jak „Mapy” czy obrazkowa seria o miasteczku Mamoko, ale też błyskotliwego przewodnika dla dzieci po współczesnej architekturze „D.O.M.E.K”. „Którędy do Yellowstone? Dzika podróż po parkach narodowych” łączy rozwiązania i pomysły, z których autorzy są znani. To spora dawka pożytecznych informacji podana w niezwykle atrakcyjnej formie: to trochę atlas przyrodniczy, trochę przewodnik z wyrysowanymi w charakterystycznym dla Mizielińskich stylu mapami, plus idealnie wyważona porcja ciekawostek i historii. Ale „Którędy do...” to także coś więcej – komiks. Opowiadający o trójce przyjaciół, wiewiórce Uli, żubrze Kubie i gołębiu Filipie, którzy ruszają z Białowieży w świat, tropem parków narodowych w Stanach Zjednoczonych, Peru, Chinach, Namibii, Nowej Zelandii, Indonezji, Grenlandii. Akcja płynie tu wartko, a dzieciaki mimochodem chłoną wiedzę. Słowem: rozwiązanie idealne.

Aleksandra i Daniel Mizielińscy, „Którędy do Yellowstone? Dzika podróż po parkach narodowych”, wyd. Dwie Siostry, str. 128. Kategoria wiekowa: 7+

Poznajcie Gucia

„Gucio nie może zasnąć” i „Gucio się obraża” to jedne z najnowszych z serii książeczek dla najmłodszych, dzięki którym dzieci uczą się, jak radzić sobie z własnymi emocjami. Pomysłodawczyni serii mieszkająca we Francji rysowniczka Aurélie Chien Chow Chine, kiedy sama została mamą, zainteresowała sięsofrologią, czyli nauką o technikach relaksacyjnych, które uwalniają od stresu i poprawiają koncentrację. W każdej książeczce o Guciu znajdziecie zresztą zestaw ćwiczeń oddechowych (akurat w tych dwu przypadkach na „odpędzenie obrazy” i na lepszy sen). Ale w pomyśle autorki najważniejsze jest, żeby uczucia umieć rozpoznać i nazwać, to warunek, żeby potem móc nad nimi pracować. Rozpoznaje i nazywa je tytułowy Gucio, jednorożec z różnokolorową grzywą, a na co dzień przedszkolak z typowymi dla tego wieku problemami. Seria równie pożyteczna co rozczulająca. Wystarczy tylko spojrzeć na Gucia!

Aurélie Chien Chow Chine „Gucio nie może zasnąć” i „Gucio się obraża”, wyd. Debit, str. 32. Kategoria wiekowa: 2+

Ach, ci rodzice!

Dzieci bywają nieznośne? A co powiecie o rodzicach?! Weźmy taką oto sytuację: tata nie może oderwać się od swojego laptopa, jest wpatrzony w ekran od śniadania aż do wieczora, kiedy to niby z mamą oglądają razem film, tylko że on nieustannie zerka a to na prognozę pogody, a to na finanse, a to na media społecznościowe. Nic dziwnego – tu cytat z książki – że „ostatnimi czasy między mamą i tatą panuje chłód”. Brzmi znajomo? No właśnie. Pamiętajmy, że dzieci i tak wszystko widzą. I tatę ślęczącego bez przerwy przed komputerem i mamę z obsesją odchudzania. Te urocze dwie książeczki (może już nie najświeższe nowości, ale niezmiennie na topie) swoim milusińskim powinni kupić rodzice z poczuciem humoru i dystansem do siebie. Oba tytuły zostaną z wami na dłużej, bo i „Tata w sieci” i „Mama na diecie” są tak dowcipne, że jeszcze długo będziecie się z nich (wspólnie!) śmiać.

Philippe de Kremmeter „Tata w sieci” i „Mama na diecie”, wyd. Muchomor, str. 28. Kategoria wiekowa: 3+

Spójrz jej w oczy

Powieść dla nastolatków? Trudna sprawa. Z jednej strony chodzi o to, żeby historia podsuwana nastoletniemu dziecku była wiarygodna, dobrze oddawała realia życia „gimbazy” (a właściwie, w naszych nowym poreformowych czasach, uczniów ostatnich klas podstawówki). Z drugiej: ma być wystarczająco barwna, żeby nastoletniego czytelnika wciągnąć. No i jeszcze trzeci czynnik: my, rodzice, życzylibyśmy sobie, żeby książka niosła jednak za sobą jakieś pożyteczne treści. Taka jest właśnie ta powieść, której bohaterką jest tytułowa Ruby Redfort. Ponadprzeciętna trzynastolatka, specjalistka od łamania kodów. Sama zresztą stworzyła kod, którego nie potrafili złamać nawet mądrale z Harvardu. Ruby w czasie wolnym namiętnie ogląda też telewizyjne programy poświęcone pracy detektywa i policji. Przez swoje ponadprzeciętne zdolności dziewczyna zostaje wciągnięta w intrygę, której autorce tej książki Lauren Child pozazdrościliby scenarzyści najlepszych filmów szpiegowskich. Dla tych, którzy się w tę historię wciągną, mam dobrą wiadomość. W przygotowaniu są kolejne tomy.

Lauren Child „Ruby Redfort. Spójrz mi w oczy”, wyd. Dwie Siostry, str. 392. Kategoria wiekowa: 10+

Brakująca połowa dziejów

Coś się wreszcie ruszyło. Coraz więcej jest książek opowiadających o (cytując tytuł wydanej nie tak dawno „dorosłej” pozycji autorstwa Anny Kowalczyk) „brakującej połowie dziejów”. Czyli o tej połowie, w której głównymi bohaterkami są kobiety. Zamiast historii ludzkości gęsto wypchanej opisami dzielnych młodzieńców, królów i wojowników, mamy tu więc historię dzielnych dziewcząt, wojowniczek, matek, królowych, kapłanek, aktywistek, artystek, sufrażystek. Świetnie zilustrowaną, od czasów jaskiniowych do współczesności. Dowiecie się na przykład, że w starożytnym Egipcie kobieta zachowywała po ślubie swój majątek i prawo do decydowania o sobie. Ale też, że we Francji jeszcze w latach 60. XX wieku żona bez zgody męża nie mogła otworzyć konta w banku ani uzyskać prawa jazdy. Czym w średniowieczu zajmowały się sądy miłosne? Kiedy pojawiły się pierwsze zawodniczki startujące w nowożytnej olimpiadzie? Co wniosła do historii równouprawnienia Coco Chanel? Są tu odpowiedzi na te i na wiele innych pytań.

Katarzyna Radziwiłł „Historia kobiet”, ilustracje Joanna Czaplewska, wyd. Muchomor, str. 44. Kategoria wiekowa: 6+

Brzechwa, jakiego (nie) znacie

Pierwsze wydanie (z trochę mniej i bardzo znanymi wierszami, m.in. „Jak rozmawiać trzeba z psem” czy „Ciaptak”) ujrzało światło dzienne w roku 1964. Ponad pół wieku później ukazuje się ta wersja. Z doskonałymi, wyróżnionymi prestiżową nagrodą Polish Graphic Design Award rysunkami. Ich autor to Paweł Mildner, wrocławski malarz, który sam także jest autorem książek obrazkowych. Zilustrowane przez niego najnowsze wydanie Brzechwy zyskało nowy wymiar, stało się jeszcze bardziej przyjazne dla najmłodszych czytelników. A co z samymi wierszami? Czy one się przypadkiem nie zestarzały? Jeśli napiszę, że nie, będą to tylko puste słowa. Wolę więc coś zacytować, na przykład fragment „Talerza”: „Kto zgłębi z was, jak należy, Czy talerz stoi, czy leży? Odrzecze stół: – Drodzy moi, Kto nie ma nóg, ten nie stoi. Urażać nie chcę talerzy, Lecz talerz na stole leży. Zawołała karafka: – Ależ, Ja nie wiem, czy stoi talerz, Znam za to zwyczaje swoje: Choć nie mam nóg, jednak stoję! [...]”. No i jak tu nie kochać Brzechwy?

Jan Brzechwa „Śmiechu warte”, ilustracje Paweł Mildren, wyd. Warstwy, str. 56. Kategoria wiekowa: 3+

  1. Kultura

Książki dla dzieci - godne polecenia, najpiękniej ilustrowane

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Zobacz galerię 18 Zdjęć
Co robić z dziećmi w domu podczas kwarantanny? Czytać książki! Podpowiadamy, po jakie nowości wydawnicze warto sięgnąć na podstawie nominacji  w konkursie „Przecinek i Kropka”.

Konkurs na Najlepszą Książkę Dziecięcą „Przecinek i Kropka” odbywa się już od 10 lat. To pierwszy na polskim rynku plebiscyt dotyczący książek dla najmłodszych, który łączy opinie ekspertów z wyborami czytelników – rodziców i dzieci. Jury konkursu w składzie: dr Aleksandra Piotrowska – ekspert z zakresu psychologii dziecięcej, Ewa Świerżewska – promotorka kultury dziecięcej, tłumaczka i współautorka ponad 20 książek, Ewa Gruda – kierownik Muzeum Książki Dziecięcej, Dorota Koman – przewodniczącą jury, poetka redaktorka, krytyczka literacka oraz Ewa Solarz – historyk sztuki, kuratorka wystaw, autorka książek dla dzieci, nominuje najlepsze książki, na które następnie głosują czytelnicy.

Konkurs promuje twórczość najlepszych polskich pisarzy oraz ilustratorów tworzących dla najmłodszych czytelników. W tegorocznej edycji zostaną nagrodzone książki dla dzieci w trzech kategoriach wiekowych: do lat 5, 6-8 lat oraz 9-12 lat. Jurorki konkursu wybrały nominowane tytuły spośród pozycji, które po raz pierwszy ukazały się na polskim rynku drukiem i miały swoją premierę w 2019 roku. Oto książki nominowane w tegorocznej edycji konkursu.

Kategoria: Książki dla dzieci do 5 lat

Eoin McLaughlin "Czy mogę się przytulić?"

'Czy mogę się przytulić?', Eoin McLaughlin, ilustracje: Polly Dunbar, Wydawnictwo Mamania, cena: ok. 35 zł "Czy mogę się przytulić?", Eoin McLaughlin, ilustracje: Polly Dunbar, Wydawnictwo Mamania, cena: ok. 35 zł

„Czy mogę się przytulić?” to książka o potrzebie bliskości i akceptacji, która łączy wszystkich: tych kolczastych, jak Jeż, i tych w skorupie, jak Żółw. A także – choć nie jest to powiedziane wprost – ładnych i brzydszych, zdrowych i chorych, tych o jaśniejszej i o ciemniejszej karnacji. Jeż i Żółw, bohaterowie książki, cierpią z tego powodu, że żadne zwierzątko nie chce się do nich przytulić. Czują wielką radość, kiedy w końcu spotykają siebie nawzajem i bez obaw mogą rzucić się sobie w ramiona. Historyjka kończy się happy endem, ale czy wcześniejsze niepowodzenia były konieczne? Mądra książka do czytania wspólnie z dzieckiem. (Recenzja Ewa Gruda)

Mikołaj Pasiński „ART. Balonowa 5”

'ART. Balonowa 5', Mikołaj Pasiński, ilustracje: Gosia Herba, Wydawnictwo Egmont Art, cena: ok. 40 zł "ART. Balonowa 5", Mikołaj Pasiński, ilustracje: Gosia Herba, Wydawnictwo Egmont Art, cena: ok. 40 zł

Autorzy zabierają małych czytelników na pełen wrażeń spacer po kamienicy przy Balonowej 5. Podczas tego obchodu poznajemy mieszkańców – stworzenia wielu pasji, solistów i zespoły, którzy szykują się do wyjścia na cotygodniowy bal, organizowany na tarasie. Nie może na nim zabraknąć nikogo i każdy ma okazję zaprezentować swoje talenty i umiejętności. Wielką wartością tej książki jest nie tylko historia, którą opowiada, ale też szata graficzna. Gosia Herba po mistrzowsku oddała wygląd i charakter postaci. Stworzyła równoległą, ciekawą i bogatą w szczegóły opowieść. Dzięki połączeniu dwóch planów – literackiego i graficznego, otrzymujemy pogodną, piękną wizualnie historię o tym, jak dobrze spędzać czas w gronie przyjaciół i mieć sąsiada, nawet jeśli tak bardzo się od nas różni. (Recenzja Ewa Świerżewska)

Maria Dek „Przeplatalińscy”

'Przeplatalińscy', Maria Dek, ilustracje: Maria Dek, Wydawnictwo Dwie Siostry, cena: ok. 35 zł "Przeplatalińscy", Maria Dek, ilustracje: Maria Dek, Wydawnictwo Dwie Siostry, cena: ok. 35 zł

Bohaterowie Marii Dek zmieniają się jak w kalejdoskopie – a główka małego (i dużego) czytelnika pracuje! Ta książka to spełnienie marzeń każdego, kto lubi wymyślać niesamowite historie i niebywałych bohaterów. Czytelnicy, czytając i oglądając Przeplatalińskich, tworzą ich sami, zmieniając ułożenie przeciętych na trzy, grubych kart książki. Każdy ruch to wybuch śmiechu! Bo zmienia się zarówno obraz, jak i krótki opis postaci, po każdej zmianie inny, ale zawsze śmieszny. Na taką zabawę, rozwijającą wyobraźnię i poczucie humoru (często cudnie absurdalne), nigdy nie jest za wcześnie. Ani za późno! (Recenzja Dorota Koman)

Patrick George „Uratuj Ziemię”

'Uratuj ziemię', Patrick George, ilustracje: Patrick George, Wydawnictwo Bajka, cena: ok. 40 zł "Uratuj ziemię", Patrick George, ilustracje: Patrick George, Wydawnictwo Bajka, cena: ok. 40 zł

„Uratuj Ziemię” to książka, która uświadamia dzieciom, że ich codzienne wybory i zachowania mogą sprzyjać Ziemi lub stanowić dla niej zagrożenie. To kolejna (po „Uratuj mnie”) książeczka Patricka George’a, wprowadzająca dzieci w świat ekologii i mądrego stylu życia, sprzyjającego przetrwaniu naszej planety i życia na niej. Autor uświadamia dzieciom, że ich codzienne zachowania i wybory mogą sprzyjać Ziemi lub stwarzać dla niej zagrożenie. Podaje zamknięte w kilku słowach wskazówki, zrozumiałe nawet dla najmłodszych przedszkolaków: gaś zbędne światło, sprzątaj i segreguj śmieci, jedz więcej warzyw i mniej mięsa, pomagaj pszczołom, dawaj przedmiotom drugie życie, oszczędzaj wodę. Dodatkową atrakcję stanowi wykorzystanie transparentnych przekładek, dzięki którym każda wprowadzana przez autora sytuacja pokazywana jest zarówno we właściwej wersji, jak i w tej niekorzystnej dla naszej planety. (Recenzja Aleksandra Piotrowska)

5. Barbara Castro Uri „Kotki idą spać

'Kotki idą spać', Barbara Castro Uri, ilustracje: Barbara Castro Uri, Wydawnictwo Adamada, cena: ok. 43 zł "Kotki idą spać", Barbara Castro Uri, ilustracje: Barbara Castro Uri, Wydawnictwo Adamada, cena: ok. 43 zł

Już czas na sen. Kolorowe koty wracają do swojego białego domu. Przez wycięte drzwiczki, jako pierwszy wchodzi czerwony i widzimy pierwsze kwadratowe okienko. Strona po stronie pojawiają się kolejne śpiące kotki i kolejne wycięte okienka. Kiedy już wszystkie kotki śpią w domu, dwanaście kolorowych okienek zdradza, gdzie mieszkają. Prosty, zabawny i z wielkim urokiem zrealizowany pomysł na kartonową książkę dla najmłodszych. Uczy spostrzegawczości, kolorów, liczb. To idealna książka na dobranoc. Kociaki zdobyły nagrodę Bologna Ragazzi Award 2019 - najważniejszą światową nagrodę za książkę ilustrowaną. Nasze dzieci zasługują na najlepsze! (Recenzja Ewa Solarz)

Kategoria: Książki dla dzieci w wieku 6-8 lat

Roksana Jędrzejewska-Wróbel „Pracownia Aurory

'Pracownia Aurory, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, ilustracje: Jona Jung, Wydawnictwo Bajka, cena: ok. 30 zł "Pracownia Aurory, Roksana Jędrzejewska-Wróbel, ilustracje: Jona Jung, Wydawnictwo Bajka, cena: ok. 30 zł

Aurora w swojej wyjątkowej pracowni przez lata naprawiała złamane serca, ale teraz nie czuje się już potrzebna ludziom i postanawia przejść na emeryturę. Kiedyś miała wielu klientów, dziś jednak posiadacze zranionych serc częściej szukają ukojenia w przestrzeni wirtualnej i w atrakcjach, które podsuwa im współczesny świat, niż w skromnej pracowni starszej pani, dysponującej jedynie empatią i przekonaniem, że „wszystko jest możliwe, jeśli wierzy się w to, co się robi”. Czy dziewczynka, która niespodziewanie odwiedza pracownię, zdoła wpłynąć na zmianę decyzji Aurory? Na imię ma przecież Nadzieja... (Recenzja Ewa Gruda)

Klaus Hagerup „O dziewczynce, która chciała ocalić książki

'O dziewczynce, która chciała ocalić książki', Klaus Hagerup, ilustracje: Lisa Aisato, Wydawnictwo Czarna Owca, cena: ok. 35 zł "O dziewczynce, która chciała ocalić książki", Klaus Hagerup, ilustracje: Lisa Aisato, Wydawnictwo Czarna Owca, cena: ok. 35 zł

Książka o książkach. W nieoczywisty sposób pokazuje, że nic tak nie rozwija wyobraźni i nic nie wnosi w życie dziecka tak dużo, jak ciekawa lektura. Gdy Anna dowiaduje się od pani bibliotekarki, że książki, których od dawna nikt nie wypożycza zostaną zniszczone, za wszelką cenę stara się znaleźć sposób, by tak się nie stało – bo przecież wtedy musieliby zniknąć ich bohaterowie, czyli jej przyjaciele… „O dziewczynce, która chciała ocalić książki” to propozycja, w której metafora i poetyckość języka odgrywają ważną rolę. Przyciąga nie tylko interesującą fabułą, ale też ilustracjami. Jest w nich misternie oddany nastrój opowieści – miłość do książek, smutek związany z wizją ich niszczenia i tajemnica. (Recenzja Ewa Świerżewska)

Justyna Bednarek „Pan Stanisław odlatuje

'Pan Stanisław odlatuje', Justyna Bednarek, ilustracje: Paweł Pawlak, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, cena: ok. 32 zł "Pan Stanisław odlatuje", Justyna Bednarek, ilustracje: Paweł Pawlak, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, cena: ok. 32 zł

Niezwykła, metaforyczna opowieść o odchodzeniu – o żegnaniu się Pana Stanisława z bliskim sobie światem, o pamięci, w której młodość sąsiaduje ze starością, o spełnieniu i sensie życia – synu i wnuku. Ale też historia o wielkiej tajemnicy, a może wręcz przygodzie poznawania nieznanego i nieprzewidywalnego... tamtego świata. Przed odlotem Pan Stanisław zatroszczył się o swoich bliskich – zadbał o swego psiaka Znajdka-Kręciołka, który trafił pod opiekę wnuczka Franka, by wspólnie mogli oswoić się... ze stratą. A dwoje wybitnych artystów zadbało o małych (i dorosłych) czytelników, oswajając ich z tak trudnym tematem, jakim jest pożegnanie na zawsze. (Recenzja Dorota Koman)

Devide Cali „Top Car”

'Top Car', Davide Cali, ilustracje: Sebastien Mourrain, Wydawnictwo Kinderkulka, cena: ok. 35 zł "Top Car", Davide Cali, ilustracje: Sebastien Mourrain, Wydawnictwo Kinderkulka, cena: ok. 35 zł

Marcel jest właścicielem niezawodnego, ale niewielkiego i dość już wiekowego samochodu. Pod wpływem reklamy zaczyna pragnąć zmiany pojazdu na nowszy i większy. I kiedy – po dłuższym czasie, w pełni wypełnionym dodatkową pracą – stać go na zrealizowanie marzenia, widzi reklamę jeszcze większego, nowszego i wspanialszego samochodu. Książka pokazuje dzieciom, jak absurdalne jest uleganie rozbudzanym  przez reklamy pragnieniom posiadania coraz to nowszych rzeczy – pragnieniom niemożliwym do zaspokojenia, bo przecież ciągle produkowane są nowe auta, ubrania, zabawki… Świetnym uzupełnieniem tekstu są ilustracje – delikatne, łączące wyraźną kreskę ołówka z ciepłym humorem, pokazujące biednego Marcela miotającego się w swoich konsumpcyjnych dążeniach i pragnieniach. (Recenzja Aleksandra Piotrowska)

Magdalena Miecznicka "Tosia i tajemnica geodety"

'Tosia i tajemnice geodety', Magdalena Miecznicka, ilustracje: Weronika Tarka, Wydawnictwo Dwie Siostry, cena: ok. 26 zł "Tosia i tajemnice geodety", Magdalena Miecznicka, ilustracje: Weronika Tarka, Wydawnictwo Dwie Siostry, cena: ok. 26 zł

Ledwie Tosia wprowadza się do nowego mieszkania, a już wie, że w okolicy będą działy się dziwne rzeczy. Dlaczego geodeta obserwuje pobliski bank? Czy szykuje się napad z bronią? Zwykła kradzież? Podkop? Jak potoczy się akcja detektywistycznej opowieści? Czy ktoś uwierzy w podejrzenia Tosi? A może Tosia, jak mówią dorośli, ma zbyt bujną wyobraźnię? Niewielki format, wspaniałe ilustracje utalentowanej Weroniki Tarki i wciągająca intryga, gwarantują młodszym czytelnikom wspaniałą lekturę. Warto, żeby po książkę sięgnęli też starsi, „bo świat jest znacznie dziwniejszy, niż się wydaje dorosłym”. (Recenzja Ewa Solarz)

Kategoria: Książki dla dzieci w wieku 9-12 lat

Małgorzata Strękowska-Zaremba "Liliana"

„Lilana”, Małgorzata Strękowska-Zaremba, ilustracja okładkowa: Daniel de Latour, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, cena: ok. 30 zł „Lilana”, Małgorzata Strękowska-Zaremba, ilustracja okładkowa: Daniel de Latour, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, cena: ok. 30 zł

Powieść „Liliana” jest pełna tajemnic, podobnie jak kraina o tej nazwie i jak kobiece bohaterki książki: Natalia, Aniela – jej mama i Kobieta z mgły. Wszystkie mają swoje tajemnice, a ich życiu towarzyszą wielkie emocje: własne lub cudze. W tej powieści nic nie jest jednoznaczne: rzeczywistość miesza się z fantazją, a losami ludzi w niepokojący sposób kieruje prastara legenda. Czy jednak mamy do czynienia tylko z baśnią? Czy może za fantastycznymi przygodami dwóch dziewczynek kryje się coś jeszcze? Na przykład głęboka prawda o potrzebie posiadania szczęśliwej rodziny i o tragediach wynikających z jej braku... Mistrzowski styl opowieści sprawia, że jest ona lekka w czytaniu, a mimo to poruszająca i skłaniająca do refleksji. (Recenzja Ewa Gruda)

Katherine Marsh „Chłopiec znikąd

'Chłopiec znikąd', Katherine Marsh, Wydawnictwo Widnokrąg, cena: ok. 44 zł "Chłopiec znikąd", Katherine Marsh, Wydawnictwo Widnokrąg, cena: ok. 44 zł

Poruszająca książka o spotkaniu dwóch nastolatków z różnych światów, którym przyjaźń i zaufanie pozwalają zachować nadzieję w świecie zmagającym się z terroryzmem i islamofobią. Książka przedstawia spotkanie dwóch nastoletnich rozbitków – młodego Amerykanina, który przenosi się z rodziną na rok do Brukseli i syryjskiego uchodźcy, który po stracie rodziny samotnie próbuje ocaleć w obcym świecie. Elementy realistycznych odniesień do historii, ale i do świata sztuki, umiejętnie zostały połączone z wartką, trzymającą w napięciu akcją. Bez nachalnego moralizowania i pouczania autorka przekonuje, że życzliwość i chęć pomocy potrafią pokonać strach, a odwaga, otwartość i szacunek dla innych to wartości, które pozwalają światu mieć nadzieję. (Recenzja Aleksandra Piotrowska)

Anne Goscinny „Lukrecja”

'Lukrecja', Anne Goscinny, ilustracje: Catel, Wydawnictwo Znak, cena: ok. 40 zł "Lukrecja", Anne Goscinny, ilustracje: Catel, Wydawnictwo Znak, cena: ok. 40 zł

Wygląda na to, że talent można odziedziczyć. A nawet jeśli nie, to dzieciństwo spędzone w domu jednego z bardziej rozpoznawalnych autorów książek i komiksów dla dzieci, robią swoje. Dowodem na to jest Anne Goscinny, córka słynnego twórcy postaci takich jak: Mikołajek, Lucky Luke czy Asteriks i Obeliks. I być może właśnie w kontrze do męskich bohaterów, dominujących w twórczości Goscinnego, Anne powołała do życia Lukrecję – nastolatkę z krwi i kości, która pomysłami i zaradnością bije na głowę Mikołajka. Stworzony przez autorkę świat nastolatki jest autentyczny, atrakcyjny dla rówieśników. Wciąga i każe z niecierpliwością czekać na kolejne tomy. (Recenzja Ewa Świerżewska)

Marcin Szczygielski „Pomylony narzeczony”

'Pomylony narzeczony', Marcin Szczygielski, ilustracje: Magda Wosik, Wydawnictwo Bajka, cena: ok. 40 zł "Pomylony narzeczony", Marcin Szczygielski, ilustracje: Magda Wosik, Wydawnictwo Bajka, cena: ok. 40 zł

To już piąty tom bestselerowej sagi o Majce i Ciabci, ze znakomitymi ilustracjami Magdy Wosik. Wszystko, jak zawsze, zaczyna się od katastrofalnych anomalii pogodowych. Tym razem nasz kraj nękają grudniowe upały. Jaki interes rozkręca panna Eliza Kręciołek? Kim jest najpotężniejsza żyjąca czarownica? Kto blokuje magię? Czyim narzeczonym jest uroczy Dębomił i dlaczego jest pomylony? Czy Nina odnajdzie kwiat paproci? Poczucie humoru, dyskretne nawiązania do polskiej rzeczywistości politycznej, słowiańska mitologia z utopcami, Perunem, Skarbnikiem i syrenami to tylko niektóre zalety książki Szczygielskiego. (Recenzja Ewa Solarz)

Marcin Wicha „Wielka księga Klary

'Wielka księga Klary', Marcin Wicha, ilustracje: Zosia Dzierżawska, Wydawnictwo Mamania, cena: ok. 50 zł "Wielka księga Klary", Marcin Wicha, ilustracje: Zosia Dzierżawska, Wydawnictwo Mamania, cena: ok. 50 zł

Ta książka kipi humorem! Dziewięcioletnia Klara skrupulatnie notuje w swoim pamiętniku wszystko, co ją dziwi i zastanawia, a jej bystremu oku nic nie umknie. Cudnie opowiada i równie cudnie puentuje. Aż chciałoby się powiedzieć: „No bo co w końcu, kurczę blade!”, jak jej starszy literacki kolega Mikołajek, nie mniej często zaskakiwany paradoksami codziennego życia. A zaskoczyć może wszystko: i szkoła (od „przerabiania śmieci” po nietypowe jasełka), i wczasy (z typowo polskim szwedzkim stołem), i Młodszy (mianowicie brat). Szkoda tylko, że skończył się zeszyt... bo zarówno młodzi, jak i dorośli czytelnicy będą tęsknić za ostrym długopisem Klary. (Recenzja  Dorota Koman)