1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kuchnia
  4. >
  5. Nigella Lawson - domowa kucharka

Nigella Lawson - domowa kucharka

Nigella Lawson uwielbia jeść i karmić innych. (Fot. materiały prasowe)
Nigella Lawson uwielbia jeść i karmić innych. (Fot. materiały prasowe)
Zobacz galerię 8 Zdjęć
Tak właśnie mówi o sobie Nigella Lawson: „Jestem domową kucharką, która pisze o jedzeniu”. Uwielbia jeść, co zawsze podkreśla, gotować i karmić innych.

Co się na co dzień dzieje przy twoim stole?
Wszystko po trochu. Jem przy nim, pracuję – bo stół kuchenny służy mi też za biurko. Śmieję się, że na jego krańcu „siedzi” nieład, piętrzy się tam sterta książek i papierów. Ale przed jedzeniem zbieram wszystko, co jest związane z pracą.

Stół w domu to coś więcej niż mebel?
Oczywiście, stół to nie tylko mebel, a jedzenie nie stanowi wyłącznie źródła energii. Rozmowy, które prowadzimy przy stole, atmosfera, jaka wokół niego panuje – i napięcia, i radości – sprawiają, że emocje związane z posiłkami są tak mocne. Kiedy spoglądam wstecz w moje życie, widzę ludzi siedzących wokół stołu. Są tam również ci, którzy odeszli. Dzięki jedzeniu i czasowi, który dzieliliśmy, te wspomnienia są też radosne.

Życie jest skomplikowane, ale gotowanie wcale nie musi takie być, napisałaś we wstępie książki. Gotowanie to twoja odskocznia od problemów?
Chodziło mi o coś innego. Życie jest dziś tak skomplikowane – te wszystkie oczekiwania, codzienne problemy, szaleńcze tempo – więc gdy gotujesz, nie musisz od razu rzucać się na wymagające, czasochłonne potrawy. Często proste jedzenie najbardziej smakuje. Utalentowani szefowie kuchni czy uczestnicy kulinarnych reality show tworzą potrawy wymagające zręczności, wiedzy i ogromnej koncentracji. Można i tak. Ale gotowanie w domu jest inne, nie musi być skomplikowane – i najlepiej gdy takie nie jest!

Może być nawet relaksujące.
Pewnie. Proste czynności, takie jak siekanie czy mieszanie w garnku, mogą być wspaniałym sposobem na relaks. Ale dzieje się tak tylko wtedy, gdy nie będziemy starali się sprostać nie wiadomo jakim wymaganiom ani nie będziemy do gotowania zmuszani. Uwielbiam karmić ludzi, ale najbardziej relaksuje mnie, gdy pichcę dla siebie lub rodziny.

To właśnie dlatego napisałaś 15 lat temu swoją pierwszą książkę kucharską, która zresztą od razu stała się bestsellerem? I z tego samego powodu wydałaś tę najnowszą, już 11.?
Nigdy nie myślałam, że napiszę książkę kucharską. Aż kiedyś trafiłam na przyjęcie w domu przyjaciółki. Serwowała jedno przepyszne danie za drugim, ale była tym potwornie zestresowana, w pewnej chwili usłyszałam jej szloch dobiegający z kuchni. Wtedy poczułam, że gotowanie nie powinno tak wyglądać. Zapragnęłam pokazać ludziom, że można przygotować pyszne jedzenie w sposób, który nie przyprawi cię o załamanie nerwowe. Warto dodać, że w tamtym czasie gotowanie było zdominowane przez zawodowych szefów kuchni i ludzie sądzili, że gotując w domu, powinni ich naśladować, a swoim gościom zapewnić jedzenie na poziomie tego podawanego w restauracjach. Tymczasem w restauracjach szef kuchni ma całą brygadę ludzi do pomocy i masę sprzętów! Poza tym zawsze byłam zafascynowana językiem i chciałam zobaczyć, jak mogę nim wyrazić smaki i tekstury. Napisanie książki kucharskiej było dla mnie literackim przedsięwzięciem. Ale istniał również aspekt osobisty: chciałam napisać o jedzeniu z mojego domu rodzinnego, o tym, co gotowałam i jadłam z matką i siostrą. Obie zmarły młodo i czułam, że kiedy piszę, to jakbym z nimi rozmawiała. A co do mojej ostatniej książki ("Przy moim stole. Świętowanie codzienności", przyp. red) – wciąż odczuwam potrzebę dzielenia się entuzjazmem, mówienia o tym, w jaki sposób gotuję i jakie znalazłam sposoby na ułatwienie sobie życia w kuchni. Uwielbiam to, co robię.

No właśnie, co sprawia, że tak bardzo lubisz gotować?
Nie wiem, czemu uwielbiam gotować, ale powiem ci, co najbardziej mnie w gotowaniu cieszy. Na początku muszę się przyznać, że jestem łakomczuchem i mam obsesję na punkcie jedzenia. Czerpię też ogromną satysfakcję z karmienia innych. Gotowanie dla moich dzieci sprawia, że jestem szczęśliwa. Przyjaciele żartują, że nawet majster przychodzący do naprawy kotła opuszcza mój dom z wałówką. Z pewnością często wciskam jedzenie listonoszowi.

Skoro tak, to chętnie zatrudnię się na twojej poczcie!
[Śmiech]. Ale nie chodzi tylko o to, jak bardzo sama lubię jeść lub karmić innych. Uważam, że jedzenie i gotowanie są stymulujące intelektualnie. Fascynują mnie zależności między kulturą a jedzeniem, wędrówki składników po całym świecie. Do tego dochodzi estetyczna przyjemność, jaką daje mi gotowanie. Piękno miski pełnej cytryn lub kontrast różu z zielenią, gdy bekon i pory lekko skwierczą na patelni. I jeszcze te zapachy i dźwięki! To dlatego nigdy nie gotuję przy muzyce, wolę „orkiestrę jedzenia”. Poza tym głęboko wierzę, że prosta kreatywność jest potrzebna do szczęścia. Nie umiem malować ani rysować, ale kiedy otwieram lodówkę i widzę, jakie wspaniałości tam czekają, mam błysk w oczach. Zrobienie prostej kolacji nie stanowi może wielkiego powodu do chwały, ale jest cudownie twórcze. Daje masę satysfakcji.

No właśnie, otwierasz lodówkę i… Co w niej zawsze masz?
Przeraża mnie myśl, że czegoś mi zabraknie, więc moja lodówka jest zawsze niebezpiecznie wypełniona, i każdy, kto ją otwiera, ryzykuje to, że coś mu spadnie na głowę! Zawsze mam: smalec wołowy i wieprzowy, masło, tłuszcz gęsi, boczek, szynkę, pancettę, jajka, wędzonego łososia, różne rodzaje kiełbas (w tym polskie kabanosy!) i całą zbieraninę słoików pełnych pikli. Są też sery: parmezan, halloumi, feta, cheddar i comté, śmietana, crème fraîche, maślanka, jogurt grecki i jogurt z mleka kokosowego.

W szufladach na warzywa mam teraz jarmuż, kalafior, kilka rodzajów sałaty, marchewkę, czosnek, cebulę, szalotkę, czerwoną cykorię, pietruszkę, kolendrę, koperek, estragon, bazylię, pieczarki, ogórki, cukinie, fenkuł, owoc granatu, rzodkiewki, cytryny, limonki, słój sosu miętowo-cytrynowego i sporo czekolady. Poza tym zawsze muszę mieć makaron, pomidory w puszce, anchois, oliwki, oliwę, olej sezamowy, sos sojowy, ocet jabłkowy, musztardę, chleb i ziemniaki. I przyprawy – ale ich wymienienie trwałoby wiecznie.

Sporo tego. Jak zaczęła się twoja jedzeniowa przygoda? W dzieciństwie byłaś łakomczuchem czy niejadkiem?
Bardzo lubiłam jeść u mojej babci. Była surowa wobec swoich dzieci, ale mnie pozwalała na więcej. Jeżeli zażyczyłam sobie na obiad szpinak i kubek gorącej czekolady, właśnie to dostawałam.

A kiedy tak naprawdę pokochałaś jedzenie i gotowanie?
Kiedy jako nastolatka zaczęłam rozumieć, co lubię jeść, i uczyłam się, jak to przyrządzać. Czytałam o kuchni, marzyłam o tym, co ugotuję i co zjem. Zaczęłam gotować jako dziecko, po prostu pomagając w kuchni. Wtedy nie myślisz o gotowaniu jak o teście lub występie. Jestem wdzięczna matce – dzięki niej ufam instynktowi. Dużo dało mi też podróżowanie. W szkole w ramach wymiany mieszkałam u rodzin we Francji i w Niemczech, ucząc się przy okazji gotować ich potrawy. Potem pojechałem do Florencji na kurs włoskiego i tam odkryłam nowe podejście do kuchni: Włosi gotują proste i pełne smaku potrawy. A ja uczyłam się włoskiej kuchni od samych Włochów.

Był moment, w którym nazywano cię królową zupy cebulowej.
[Śmiech]. To było na uniwersytecie, kiedy odkryłam, jaką przyjemność sprawia mi karmienie innych. Miałam ograniczony budżet, kupowałam więc worek cebuli i robiłam nieskończone wariacje na temat zupy cebulowej. Kupowałam najtańsze kawałki mięsa, które wymagały długiego, powolnego gotowania, uczyłam się, jak wyciągać ile się da z dostępnych produktów. Od tamtej pory mówię, że są dwa główne składniki gotowania: pieniądze i czas. Gdy masz mały budżet, musisz spędzić nad garnkami więcej czasu. Drogie produkty można przygotować szybko, bez wielkiego wysiłku osiągając świetny efekt.

Przepisy, które prezentujemy poniżej, pochodzą z książki "Przy moim stole. Świętowanie codzienności", wyd. Filo

Curry z dynią piżmową i batatem

To curry wyraziste kolorystycznie i smakowo. Gęste, słodkie i sycące, z kwaskowatymi pomidorami, które równoważą smak dania, i bezkompromisowo ognistą pastą curry. Oczywiście, chili bywają różne, więc jeśli wolisz oszczędzić swoje zatoki, weź dwa, a nie trzy strąki. Smak będzie jeszcze łagodniejszy, gdy usunie się pestki. Zalecam, by dodać najpierw gęstą część mleka kokosowego, ale często niechcący otwieram puszkę dnem do góry, więc nie przejmujmy się tym za bardzo. Najpierw wmieszajmy do pasty część mleka, a potem dolejmy resztę.

4–6 porcji) 1 obrana i pokrojona czerwona cebula, 2–3 czerwone chili bez szypułek, pokrojone na 3 części, 50 g świeżego imbiru, obranego i pokrojonego na grube plasterki, 2 ząbki czosnku, obrane i przekrojone na pół, 15 g świeżej kurkumy, obranej i posiekanej (lub 1 łyżeczka kurkumy w proszku), 1 łyżeczka mielonej kolendry, 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu, 1 łyżeczka soli morskiej w płatkach, 2 łyżki oleju kokosowego lub innego, 1 puszka mleka kokosowego, 350 ml bulionu warzywnego, 1 puszka krojonych pomidorów, 500 g batatów, obranych i pokrojonych w dużą kostkę, 1 dynia piżmowa (1–1,25 kg), obrana, bez pestek, pokrojona w dużą kostkę. Dodatki: ryż, świeża kolendra, limonki.
Cebulę, chili, imbir, czosnek, kurkumę, mieloną kolendrę, cynamon i sól miksujemy ręcznym blenderem na pastę. Rozgrzewamy olej w szerokim żeliwnym garnku z pokrywką i przesmażamy pastę przez minutę, stale mieszając. Nie używajmy drewnianej łyżki, jeśli nie chcemy, by kurkuma zafarbowała ją na żółto. Otwieramy puszkę z mlekiem kokosowym, zdejmujemy z wierzchu gęstą śmietankę, dodajemy do pasty i starannie mieszamy na ogniu przez minutę. Dodajemy resztę mleka, bulion, krojone pomidory oraz bataty i dynię. Mieszamy i doprowadzamy do wrzenia, po czym zmniejszamy płomień i dusimy pod przykryciem 40–50 minut (zacznijmy sprawdzać po 30), aż bataty i dynia staną się miękkie. Próbujemy, ewentualnie doprawiamy i odstawiamy garnek na 10 minut. Podajemy do curry miskę ryżu, posiekaną kolendrę do posypania i cząstki limonek do skropienia porcji.

Górna zrazowa z karmelizowaną cebulą

Marynowanie wołowiny przez noc sprawia, że mięso – niestety, często twardawe – staje się cudownie soczyste. Oczywiście, ważne też, by nie piec go za długo. Stopień wypieczenia mięsa najlepiej sprawdza się specjalnym termometrem z sondą. Krwista wołowina ma 52 stopnie Celsjusza, a średnio krwista – 60.

(4 PORCJE) 1 kg wołowiny (górna zrazowa). Marynata: 125 ml oliwy, 2 łyżeczki soli morskiej w płatkach (i trochę do posypania), 6 gałązek tymianku (i trochę do posypania), 4 duże ząbki czosnku, lekko rozgniecione płazem noża i wyjęte z łupin, 1/2 łyżeczki suszonych płatków chili, 1 cytryna (drobno otarta skórka i sok). Karmelizowana cebula: 2 łyżki oliwy, 4 czerwone cebule (około 650 g), obrane i pokrojone na cienkie plasterki, 1 łyżeczka soli morskiej w płatkach, 1 łyżka jasnego cukru trzcinowego, 1 łyżka syropu z granatów. 
Wkładamy wołowinę i wszystkie składniki marynaty do dużej torby strunowej, zamykamy, ugniatamy, by mięso pokryło się marynatą, i wstawiamy na noc do lodówki. Robimy karmelizowaną cebulę (gdy wołowina się marynuje albo dochodzi do temperatury pokojowej przed upieczeniem): rozgrzewamy oliwę w szerokim rondlu z grubym dnem, wrzucamy pokrojoną cebulę, posypujemy solą i smażymy 7 minut na średnim ogniu, aż zmięknie. Często mieszamy, żeby się nie przypaliła. Trzeba wmieszać cukier, zmniejszyć płomień do minimum i dusić cebulę 45 minut, mieszając od czasu do czasu, aż zgęstnieje i zacznie się rozpadać. Jeśli będzie się przypalać, dolewamy trochę wody. Zdejmujemy rondel z ognia i dodajemy kwaskowaty syrop z granatów. Jeśli przygotowujemy cebulę zawczasu, przełóżmy ją do miski, by ostygła. Jeśli nie, odstawiamy rondel do chwili podania. Około 1,5 godziny przed pieczeniem wyjmujemy wołowinę z lodówki. Rozgrzewamy piekarnik do 220 stopni Celsjusza (200 stopni z termoobiegiem).

Tłuczone ogórki z rzodkiewką

(4–6 PORCJI) 3 łyżki octu ryżowego, 1 łyżeczka soli morskiej w płatkach, 2 łyżeczki drobnego cukru, 1 duży ząbek czosnku, obrany i zmiażdżony, 1 łyżeczka drobno startego świeżego imbiru, 2 średnie ogórki prosto z lodówki, 350 g rzodkiewek, przekrojonych na połówki, 1 łyżeczka oleju z prażonego sezamu, 1 łyżeczka czarnego sezamu.

W dużej misce mieszamy ocet, sól, cukier, czosnek i imbir. Obieramy ogórki w paski – najlepiej obieraczką do warzyw, tak by ogórki były na przemian jasno- i ciemnozielone – a następnie przekrawamy je wzdłuż i wydrążamy pestki czubkiem łyżeczki. Kroimy połówki ogórków na kawałki długości około 4 cm. Rozkładamy je na desce przekrojoną stroną w górę i tłuczemy na przykład kolczastą stroną tłuczka do mięsa, ale puszka pomidorów też się sprawdzi. Większość kawałków popęka. Nie przesadzajmy jednak, bo ogórki zaczną strzelać na wszystkie strony. Robimy to w sposób zdecydowany, a nie szaleńczy. Wkładamy ogórki do dressingu, starannie obtaczamy i zostawiamy na 15–20 minut. Na koniec dodajemy połówki rzodkiewek, olej sezamowy i nasiona sezamu, mieszamy i od razu podajemy.

Marchewka i fenkuł  z harissą

(4–6 PORCJI) 500 g marchwi, obranej i pokrojonej w słupki długości 4 cm, 500 g bulw fenkułów, przyciętych, przekrojonych wzdłuż na pół i pokrojonych w centymetrowe plastry, 2 łyżki harissy, 2 łyżki oliwy, 1 mandarynka (drobno otarta skórka i 2 łyżki soku), 1 łyżeczka soli morskiej w płatkach (lub do smaku).

Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni Celsjusza (160 z termoobiegiem). Pokrojone marchewki i fenkuły wkładamy do dużej miski. Dodajemy harissę, oliwę, skórkę i sok z mandarynki oraz łyżeczkę soli i dokładnie mieszamy. Przekładamy warzywa na blachę, zbierając soki z przyprawami ze ścianek miski. Rozkładamy równomiernie na blasze i pieczemy 40–50 minut (po 30 minutach trzeba przemieszać), aż marchewka przestanie chrupać, a fenkuł zmięknie.

Smażone pomidory z grzankami

(2 PORCJE) 100 ml oliwy, 2–3 grube kromki chleba bez skórki, pokrojone w kostkę, 1 obrana i pokrojona w cienkie półplasterki szalotka bananowa, szczypta soli morskiej w płatkach, 1 ząbek czosnku, obrany i zmiażdżony, 3 średnie pomidory, pokrojone na kawałki, 2 łyżeczki sosu worcestershire, szczypta świeżo mielonego pieprzu, 2 łyżki drobno posiekanego szczypiorku.
Wykładamy talerz dwoma kawałkami papierowego ręcznika. Rozgrzewamy oliwę w woku lub na patelni z grubym dnem. Żeby sprawdzić, czy jest dość gorąca, wrzućmy kawałek chleba; jeśli zaskwierczy, można smażyć. Gdyby jednak chleb od razu mocno się zrumienił, zdejmujemy patelnię z ognia, by oliwa przestygła. Ostrożnie wrzucamy pokrojony chleb do gorącej oliwy i smażymy minutę lub do chwili, gdy grzanki smakowicie się zezłocą. W razie potrzeby zamieszajmy, by równo się zrumieniły. Przekładamy je na talerz z papierowym ręcznikiem i wylewamy większość oliwy, zostawiając na patelni około 2 łyżek. Zmniejszamy płomień, dodajemy szalotkę, posypujemy solą i smażymy 5 minut, często mieszając, aż cebulka zmięknie i delikatnie zrumieni się na brzegach. Następnie wmieszajmy czosnek. Zwiększamy płomień, dodajemy pomidory i mieszamy, aż miąższ się rozpadnie, a skórka zmięknie. Szczerze, byłabym zachwycona, gdyby to potrwało nieco dłużej niż 2 minuty. Dodajemy sos worcestershire, sporo świeżo mielonego pieprzu, połowę posiekanego szczypiorku i szybko mieszamy. Dokładamy chrupiące grzanki, jeszcze raz mieszamy i rozkładamy na dwa talerze. Posypujemy resztą szczypiorku i zajadamy.

Młode kurczęta faszerowane kuskusem

(2 PORCJE) 2 młode kurczęta (ok. 500 g każde), 50 g pełnoziarnistego kuskusu, 1 łyżeczka całych nasion kminu, łyżeczka suszonej mięty, 1/2 łyżeczki suszonego tymianku, 1/4 łyżeczki mielonego cynamonu, 1/4 łyżeczki mielonej kurkumy, 1 łyżeczka soli morskiej w płatkach i trochę do smaku, drobno otarta skórka z 1 cytryny, 2 miękkie suszone morele, pokrojone na kawałki, 100 ml wrzątku i trochę do zdeglasowania brytfanki, 1 dymka, rozcięta wzdłuż i cienko pokrojona, 2 łyżki uprażonych pinioli, 1 łyżka miękkiego masła, kilka łodyżek świeżego tymianku. Do podania: cykoria lub inne gorzkawe liście.
Wyjmujemy kurczęta z lodówki, by nie były zmarznięte. Kuskus mieszamy w misce z kminem, miętą, suszonym tymiankiem, cynamonem, kurkumą, 1 łyżeczką soli morskiej w płatkach, otartą skórką z cytryny i morelowym konfetti. Wlewamy 100 ml wrzątku. Mieszamy, przykrywamy talerzem i odstawiamy na 10 minut. Gdy kuskus spęcznieje, dodajemy dymkę, piniole i łyżeczkę masła. Przemieszajmy, by masło się roztopiło. Kurczęta faszerujemy kuskusem, ubijając go. Trzeba zostawić trochę miejsca, bo nadzienie spęcznieje. Układamy kurczęta w płytkiej brytfance, smarujemy resztą masła i pieczemy 40–45 minut w 200 stopniach Celsjusza (w 180 z termoobiegiem). Przekładamy na dwa talerze. Dolewamy odrobinę wrzątku do brytfanki i mieszamy, zeskrobując przypieczone kawałki z dna, aż sos będzie gładki. Polewamy nim pękate kuskusczęta i ozdabiamy je świeżym tymiankiem.

'Przy moim stole. Świętowanie codzienności.' Nigella Lawson. Wydawnictwo Filo (Fot. Materiały prasowe) "Przy moim stole. Świętowanie codzienności." Nigella Lawson. Wydawnictwo Filo (Fot. Materiały prasowe)

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Kwiaty jadalne – przepisy Kasi Bellingham, propagatorki ekoogrodnictwa

Kasia Bellingham, projektantka ogrodów, propagatorka ekoogrodnictwa, autorka podcastów „Naturalnie o ogrodach” i programu „Grunt to ogród” w Domo+. (Fot. Agnieszka MAjewska)
Kasia Bellingham, projektantka ogrodów, propagatorka ekoogrodnictwa, autorka podcastów „Naturalnie o ogrodach” i programu „Grunt to ogród” w Domo+. (Fot. Agnieszka MAjewska)
Stokrotki na kanapki, bratki do sałatki, a róże w konfiturze! Na kwiaty jest wiele kulinarnych sposobów – mówi Kasia Bellingham, projektantka ogrodów, propagatorka ekoogrodnictwa, autorka podcastów „Naturalnie o ogrodach” i programu „Grunt to ogród” w Domo+.

Kasia chętnie jada kwiaty. W jej kuchni bratek, róża, nasturcja czy pysznogłówka to codzienność. Inni szukają kulinarnej egzotyki na krańcach świata, a ona znajduje ją w ogrodzie, na łące pełnej chwastów, pod płotem...

Czy zdarza Ci się, że patrząc na piękną rabatę szukasz na niej kwiatów dobrych na sałatkę?
Na ozdobnych rabatach raczej nie uprawiam kwiatów, które zamierzam jeść. Sadzę je lub wysiewam pomiędzy warzywami, w ogródku kuchennym. Po prostu chcę, żeby mój warzywnik był piękny. Poza tym wolę nie ogałacać ogrodu z kwiatów. Oczywiście często, patrząc na nie, planuję jakąś sałatkę. Z kwiatów można przecież przyrządzać przeróżne rzeczy. Najprościej jeść je na surowo w sałatce lub po prostu położyć stokrotki na kanapce.

Dziś dania z kwiatami można znaleźć w menu restauracji. Czy to nowy trend czy powrót do korzeni zarezerwowany dla pasjonatów?
W Polsce floks czy bratek na talerzu to wciąż kulinarne przeżycie. A gdy już się na nim znajdą, często ich nie jemy, traktując jak ekscentryczną dekorację (śmiech). Z drugiej jednak strony kiedyś smażyło się kwiaty akacji i ponadczasową konfiturę z róży, piło się wino z chabrów i syrop z kwiatów mniszka (tzw. majowy miodek). A za czasów cesarza Franciszka Józefa zajadano się naleśnikami z kwiatami czarnego bzu. We Włoszech zaś smażono kwiaty cukinii w panierce, dodawano je do risotto. Wojny sprawiły, że trochę o jadalnych kwiatach zapomniano. Dopiero od niedawna zaczęły się pojawiać w restauracjach i na wypiekach w cukierniach. Na domowych talerzach wciąż są jednak rzadkością.

Ale zajadamy się pączkami z różanym nadzieniem, i to nie tylko w tłusty czwartek
Kwiaty rzeczywiście są w naszej diecie, ale nie zawsze zdajemy sobie sprawę, że są nimi kalafiory czy karczochy. A w Niemczech lawendę je się w ziołach prowansalskich.

Dlaczego kwiaty wyszły z kulinarnego obiegu?
Bo prawdę mówiąc są postrzegane jako fanaberia, ich konsumpcja po prostu nie przychodzi nam do głowy. Poza tym wciąż niewiele wiemy o ich smakowych walorach, skupiamy się na warzywach i owocach. No i są mało kaloryczne, trzeba ich naprawdę dużo zebrać, żeby się najeść. Zdecydowanie inaczej jest z ukochanym schabowym (śmiech).

Może problem leży też w trudnym dostępie do zdrowych, nie pryskanych kwiatków? Nie każdy ma ogród, czy choćby balkon.
Zawsze można się wybrać na działkę przyjaciół, na spacer na łąkę czy do lasu. I wrócić z bukietem kwiatów. Byleby rosły 100 metrów od ulicy. Można też umówić się na dostawy z lokalnym rolnikiem. A najlepiej zaplanować sobie w ogrodzie rabatę, skrzynię czy kilka donic z jadalnymi kwiatami – będziemy mieć pewność, że są bez chemicznych dodatków w bonusie.

Przez lata pracowałaś w angielskich ogrodach, a Twoim pracodawcą był sam książę Karol. W Anglii kwiatowe dania są bardziej popularne?
Anglicy kochają ogrody. Tam każdy ma większy lub mniejszy ogródek, a programy ogrodnicze są emitowane w piątkowe wieczory, w porze najwyższej oglądalności. W Anglii więcej osób uprawia „jedzenie”, a po kolację wybiega do ogródka, nie do Biedronki. Nic dziwnego - u nas większość ogrodów kuchennych zniknęła przez wojny, a w Anglii niektóre mają po 500 lat! W kilku z nich pracowałam, m. in. u księcia Karola w Highgrove. A on jest patronem ekologicznych angielskich ogrodów, w których uprawia się to, co się je – również kwiaty. Groszki pachnące, goździki brodate, nasturcje, ogóreczniki były dostępne na wyciągnięcie ręki, ale tylko na użytkowych grządkach, gdzie rosły obok warzyw. Rabat ozdobnych się w Anglii nie rusza – one są święte. Anglicy uprawiają jadalne kwiaty w miejscach, z których nie szkoda ich zrywać.

Jakie kwiaty były przysmakiem księcia Karola?
Kwiaty nasturcji, w liściowych sałatkach. One są bardzo popularne w Anglii i w Kanadzie. Mają bardzo wyrazisty smak, zbliżony do rzodkiewki czy rzeżuchy. A pracownicy ogrodu, łącznie ze mną, zajadali się ogórecznikami.

Czy pamiętasz swój pierwszy schrupany kwiat?
Był nim właśnie ogórecznik w Highgrove. Byłam w szoku, że ta pospolita roślina, rozsiewająca się jak chwast, ma tak mocny, orzeźwiający smak podobny do ogórka. Poza tym jego błękitne kwiatki są prześliczne! Zrywaliśmy je, wsypywaliśmy do butelek i zalewaliśmy zmrożoną wodą. Wychodził z tego orzeźwiający napój – lemoniada ogórecznikowa. W wersji ekskluzywnej kwiatki można mrozić w kostkach lodu.

Teraz ogórecznik niestety jeszcze nie kwitnie. Jakie smaczne kwiatki można zrywać w maju w ogrodzie?
Bratki, fiołki, mniszki lekarskie… Tulipanów nie próbowałam, ale słyszałam, że z ich płatków można robić sałatkę Festa di Tulipani, popularną w miasteczku Praformo nieopodal Turynu. Płatki tulipana są jadalne, w przeciwieństwie do cebuli, której konsumpcja może się skończyć płukaniem żołądka. Z mniszków robię syrop, ale raczej dla zdrowia, nie dla smaku. Choć z dodatkiem cukru może służyć za słodzik do herbaty.
Maj to zbyt wczesna pora dla ogórecznika, ale nie dla farbownika lekarskiego, o równie ładnych (nawet bardziej niebieskich) i smacznych kwiatkach. Mogę się założyć, że niewiele osób go zna. W Polsce dziko rośnie, ale można kupić nasiona i wysiać go w ogrodzie.

Który kwiat najbardziej spodobał się Twoim kubkom smakowym?
Zdecydowanie kwiat czarnego bzu! To według mnie najsmaczniejszy kwiat na świecie! Zresztą niedługo zakwitnie. Można go panierować w cieście naleśnikowym i smażyć jak kwiaty cukinii. Ale najpyszniejszy jest bzowy kordiał (syrop) z cytryną i pomarańczami. Gdy go pijesz, nawet zimą masz przed oczami lato. Zaraz podam przepis. Czarny bez to najbardziej niedoceniana roślina - ludzie wycinają go na działkach i traktują jak chwast.

A który kwiat był największym rozczarowaniem?
Liliowiec. Nie należy do małych, jest więc na czym zawiesić ząb (śmiech). I chrupie jak sałata. Ale kompletnie nie ma smaku. Dodaje sałatkom urody i koloru, ale kusi mnie tylko efektem chrupania.

Czy smak idzie w parze z zapachem? Jak coś ładnie pachnie, to i dobrze smakuje?
Gdy wąchamy pięknie pachnący kwiat budzą się nasze kubki smakowe. Przecież słodko pachnący kwiat powinien też słodko smakować! To się sprawdza u róż, fiołków wonnych i wielu innych kwiatów. Ale u czarnego bzu niekoniecznie - jego kwiaty pachną… kocimi siuśkami (śmiech). Za to aksamitka pachnie tak, jak smakuje – czyli ostro. Ja akurat bardzo lubię jej woń, bo przypomina mi dzieciństwo.

Nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele kwiatów można jeść…
W ogrodzie codziennie przechodzi się obok pysznych kwiatów – począwszy od róż, dalii, cynii, floksów, poprzez malwy i prawoślazy, a skończywszy na funkiach i jukkach ogrodowych. Jadalne i smaczne są kwiaty cykorii, bobu i wielu innych roślin uprawianych w tunelach foliowych dla liści. Również kwiaty roślin dyniowatych (np. cukinii, kabaczka) i niektórych drzew (np. akacji, klonu) idealnie nadają się do smażenia – wcześniej zanurza się je w roztrzepanym białku, obtacza w bułce tartej czy parmezanie. Śmiało można powiedzieć, że większość kwiatów jest jadalna.

Czy kwiatami można się zatruć? To się często zdarza?
Raczej nie. Kwiaty manifestują swe niecne zamiary szczypaniem w język, gorzkim smakiem. Trujących kwiatów jest naprawdę mało. Stokrotki, ogórecznik, bratki, nasturcje, róże, fiołki możemy wcinać jak krowy na łące. I nic nam nie będzie. Poza tym nawet jeśli liście, łodyga czy korzeń zawierają toksyczne substancje, nie znajdziemy ich w płatkach. Tak jest u tulipana, ale konwalia cała jest trująca!

W kwiatach tkwi duży kulinarny potencjał. Jak je przyrządzać?
Można nimi dekorować potrawy, dodawać je do sałatek, aromatyzować dania (np. różą, bergamotką, fiołkiem), przyrządzać soki, syropy, nalewki, konfitury. Kto nie zna smaku konfitury z róż, ręka w górę! A te o mocnym zapachu, jak lawenda, aksamitki, róże można suszyć – zachowają swój aromat. Większość (np. nasturcje, bratki, fiołki) najlepiej spożywać na surowo, zaraz po zbiorze. Są tak delikatne, że prawie zanikają po przetworzeniu.

Kwiatowa rabata to bukiet pełen nie tylko słodkich, ale i ostrych smaków.
Pikantne są fioletowe kwiaty czosnku szczypiorku, białe czosnku bulwiastego i czosnku niedźwiedziego. Te ostatnie są łagodniejsze w smaku i bardzo zdrowe. Czosnek niedźwiedzi kwitnie wiosną, kiedy najbardziej potrzebujemy witamin. Jego kwiaty dają nam kopa po zimie. Wiedzą o tym misie i zajadają się nimi dla odzyskania formy po śnie zimowym. Jedzmy więc jego kwiatki i listki, siekajmy je i surowe dorzucajmy do sałatki. Często robię z nich omlet - dodaję do jajka przed wrzuceniem na patelnię.

Większość kwiatów służy jednak głównie do ozdoby?
T
ak, zwłaszcza te ładne, ale bez smaku, np. fiołki, bratki, nagietki, liliowce. Ale z niektórymi (np. nasturcji, aksamitki) trzeba uważać, bo naprawdę są wyraziste w smaku. Do pikantnych należą też kwiaty rukoli, musztardowca, roślin kapustnych. Warto je mieszać z kwiatami ogórecznika, które, podobnie jak ogórek, łagodzą ostrość. Wszystkie kwiaty dają efekt odświeżający – są dobre na upały.

A lawenda? Moja siostrzenica kocha lawendowe muffiny.
Ja za nimi nie przepadam. Owszem, lawenda jest w kuchni bardzo uniwersalna, można nią przyprawiać desery i mięsa, można ją znaleźć w ziołach prowansalskich. Ale dla mnie jest zbyt aromatyczna. Kiedyś piekłam z nią ciasta, piłam lawendową herbatę. Ale przestałam. Jej mentolowy smak i zapach bardziej pasuje do kosmetyków, niż do potraw.

Czy kwiaty są zdrowe?
Dla mnie one są czymś pośrednim pomiędzy warzywem a ziołem, skrywają w sobie wiele cennych składników, np. przeciwutleniaczy, glikozydów, soli mineralnych, olejków eterycznych.. Róża jest świetnym przeciwutleniaczem i zwalcza wolne rodniki. O czosnku niedźwiedzim już mówiłam. A aksamitka świetnie wpływa na wzrok. Pod warunkiem, że jest świeżutka, prosto z krzaczka. Można ją dodać do sałatki lub przerobić na macerat z olejem lub z octem.

Zjadłabyś bukiet kupiony w kwiaciarni?
To zależy w jakiej. Niektóre zaopatrują się w gospodarstwach ekologicznych, u lokalnych dostawców. Ale jest ich niewiele, więc raczej nie zjadłabym takiego bukietu, nawet z róż. Bałabym się, że pochodzą z Argentyny, a ich w życiu nie wzięłabym ich do ust, bo nie pachną. Zdecydowanie wolę te zebrane w ogrodzie lub kupione na targu u pana Mietka.

Kiedy zbierać kwiaty, żeby były najsmaczniejsze?
Ja wychodzę po nie do ogrodu w słoneczne dni, między godziną 11 a 15. Często zabieram ze sobą ogromną michę, oprócz kwiatów wrzucam do niej liście sałaty i innych warzyw liściowych. Z takiej mieszanki zwykle robię surówki. To, co zostanie przechowuję w lodówce - w torebce foliowej lub w spinerze do sałaty. Bratki, róże, stokrotki przechowuję nawet przez tydzień. Czasami robię z kwiatów smaczne bukiety i wstawiam je do wazonu.

Który kwiat polecisz początkującemu smakoszowi?
Na pewno nasturcję. Jest łatwa w uprawie, wyrazista w smaku. Trzeba tylko pamiętać, żeby ją wysiać dopiero po Zimnej Zośce, bo inaczej może przemarznąć. Oprócz kwiatów i liści ma też jadalne nasiona – można je zamarynować, smakują jak „kapary”.

A kwiatowe pesto? Z czego je zrobić?
Na pewno z kwiatów nasturcji. Mieszam je z natką pietruszki, czosnkiem i zmielonymi orzechami włoskimi zamiast pinii. Dolewam oliwy, doprawiam solą, pieprzem i gotowe. Takie pesto jest pyszne, ale nie jest zielone.

Czy słyszałaś o konfiturze z maków, mizerii z tulipanów, pasztecie z aksamitek czy o schabowym lawendowym?
Owszem, można eksperymentować. Ale na niektóre dania i kwiaty wolę popatrzeć, nie wszystkie bym zjadła. No, może jako rozbitek na bezludnej wyspie? (śmiech). Wydaje mi się, że warto być wiernym tradycyjnym jadalnym kwiatom, rodem z babcinego ogródka. Róża, nasturcja, fiołek, nagietek, ogórecznik, bez czarny… To dla mnie najpyszniejszy zestaw.

Potrawy z kwiatów - przepisy Kasi Bellingham

Kordiał z kwiatów czarnego bzu (przesłałam zdjęcie krok po korku)

  • 24 kwiatostanów czarnego bzu
  • 4 pomarańcze umyte i pokrojone w plastry
  • 2 cytryny umyte i pokrojone w plastry
  • 50 gr cukru
  • 1,5 l przegotowanej wody

Fot. iStockFot. iStock

Wkładamy wszystkie składniki do dużej miski i mieszamy aż do rozpuszczenia się cukru i kwasku cytrynowego. Zostawiamy pod przykryciem na 48 godzin – raz na dzień mieszamy. Całość przelewamy (przez drobne sitko) do butelek i bardzo szczelnie (!) zakręcamy. Syrop najlepiej smakuje rozcieńczony z niegazowaną lub gazowaną wodą mineralna z dodatkiem

Placki akacjowe z ricottą i smażonymi truskawkami

  • 1 szklanka mleka,
  • 1,5 szklanki mąki,
  • 250 g sera ricotta
  • ¼ łyżeczki proszku do pieczenia,
  • 1,5 łyżki cukru,
  • sok z ½ limonki
  • 1 jajko
  • około 10-15 „kiści kwiatowych’ akacji
  • cukier puder do posypania

Miksujemy mleko, mąkę, cukier, jajko, ser, proszek do pieczenia, dodajemy sok z limonki. W gotowym cieśnie maczamy liście akacji i układamy na rozgrzanym oleju. Placuszki smażymy z obu stron do zrumienienia. Na wierzch kładziemy konfiturę truskawkową, można posypać cukrem pudrem.

Sałatka kwiatowa z tulipanami i fiołkami

  • kilka płatków tulipanów i fiołków
  • ogórek
  • kostka sera pleśniowego
  • sałata
  • szpinak
  • sos vinaigrette
  • sól

Fot. iStockFot. iStock


Ogórek kroimy, sałatę rwiemy w palcach. Skrapiamy sosem, oprószamy solą. Ser rozdrabniamy rękami i dodajemy pozostałe składniki. Podajemy z pieczywem.

Napój fiołkowo-lawendowy

  • 4 litry wody gazowanej
  • 2 cytryny
  • 1 szklanka cukru
  • 2 laski wanilii
  • 4 łyżki suszonej lawendy
  • 400 ml syropu fiołkowego

Fot. StockFot. Stock

Gotujemy półtorej szklanki wody z 1 szklanką cukru, dodajemy wanilię przekrojoną wzdłuż na pół. Gorącym syropem zalewamy 4 łyżki lawendy i odstawiamy pod przykryciem do wystudzenia. Wyciskamy sok z cytryn, dodajemy syrop fiołkowy. Całość zalewamy wodą mineralną. W wersji dla dorosłych połowę wody mineralnej można zastąpić białym winem.

Kruche ciasteczka pomarańczowe z kwiatami czarnego bzu

  • 2,5 szklanki mąki
  • 4 łyżki cukru
  • 1 kostka margaryny lub masła
  • 1 łyżka oliwy (lub 1 żółtko)
  • 1 łyżka soku z pomarańczy
  • 1 łyżeczka startej skórki pomarańczowej
  • 4 kwiatostany dzikiego bzu (bzu czarnego) lub 4 łyżki suszonych kwiatów bzu (do kupienia w sklepach zielarskich)


Ze świeżych kwiatostanów czarnego odrywamy same kwiatuszki. Wszystkie składniki szybko zagniatamy w gładkie ciasto. Rozwałkowujemy raczej cienko podsypując mąką i wycinamy ciasteczka. Pieczemy w 200°C przez 10-12 minut.

Sałatka z ogórecznikiem

  • 200 g mieszanych sałat
  • 3 pomidory
  • 2 łyżki posiekanych liści ogórecznika
  • 5 kwiatków ogórecznika
  • sos winegret

Fot. iStockFot. iStock

Liście sałat dzielimy na kawałki, wsypujemy do miski. Dodajemy pokrojone w cząstki pomidory. Wrzucamy liście i kwiaty ogórecznika. Dodajemy sos winegret. Sałatka świetnie smakuje z plackami z cukinii.

Muffiny z lawendą

  • 1,5 szklanki mąki (375 ml)
  • 2/3 szklanki cukru (160 ml)
  • 4 g kwiatów lawendy
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 1/2 szklanki mleka (125 ml)
  • 1/3 szklanki oleju (82 ml)
  • 1 jajko

Fot. iStockFot. iStock

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C. Kwiaty lawendy rozcieramy z cukrem w moździerzu. Miksujemy mokre składniki, dodajemy suche i nadal miksujemy, aż się połączą. Formy do muffinów wyścielone papilotkami wypełniamy uzyskaną masą na wysokość 2/3 foremki. Pieczemy przez około 20-25 minut.

  1. Kuchnia

Botwinka z jajkiem na mleku kokosowym

(Fot.iStock)
(Fot.iStock)
Wiosenna zupa, którą znamy od dziecka, tym razem w egzotycznej wersji z nutą kokosa. Warto spróbować!

Botwinka z jajkiem na mleku kokosowym

2 pęczki botwinki
1 puszka mleka kokosowego
pęczek dymki
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka czerwonej pasty curry
1 łyżeczka mielonych nasion kolendry
1 łyżka oliwy
sól i pieprz do smaku

Do podania:
koperek
2 jajka ugotowane na twardo

Pęczki botwiny dokładnie myjemy, odrzucamy żółte liście i kroimy. Tak samo kroimy cebule ze szczypiorem.

Na patelnię wlewamy oliwę, dodajemy kolendrę i czerwoną pastę curry, mieszamy i podgrzewamy. Dodajemy drobno posiekane czosnek i cebulę i razem podsmażamy.
Wlewamy mleko kokosowe i gotujemy na średnim ogniu, aż ilość płynu zredukuje się o 1/3. Dodajemy posiekaną botwinę i zagotowujemy.
Zdejmujemy z ognia, doprawiamy.
Jajka obieramy ze skorupek i kroimy na ćwiartki.
Botwinkę rozlewamy do misek, dodajemy jajka i koper.

  1. Kuchnia

Fit pizza z patelni – hit czy kit?

Fit pizza z patelni (Fot. materiały partnera)
Fit pizza z patelni (Fot. materiały partnera)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Czego najbardziej brakuje nam na diecie? Wiele osób z pewnością odpowiedziałoby, że pizzy! Na szczęście nawet podczas redukcji zbędnych kilogramów nie musisz całkowicie odstawiać ulubionych dań. Wystarczy przyrządzić je w nieco zdrowszej i lżejszej wersji niż zwykle.

Fit wersje niezdrowych dań – czy warto włączać je do diety?

Czasy, w których niskokaloryczna dieta wiązała się wyłącznie z wyrzeczeniami, dawno odeszły w niepamięć. Coraz więcej mówi się o tym, jak ważne jest holistyczne dbanie o zdrowie i to, by walka ze zbędnymi kilogramami nie odbijała się negatywnie na naszym dobrostanie psychicznym. Restrykcyjne odmawianie sobie wszystkiego, co lubimy, może bowiem doprowadzić do frustracji, szybkiego porzucenia diety lub nawet groźnych zaburzeń odżywiania.

Aby jadłospis na redukcji był nie tylko zdrowy, ale także smaczny, warto poszukać sprytnych sposobów na ograniczenie spożywanych kalorii przy zachowaniu satysfakcjonującego smaku. Przede wszystkim należy czytać etykiety kupowanych produktów: podobne rzeczy mogą różnić się między sobą składem, zawartością substancji odżywczych oraz ładunkiem energetycznym.

Jeśli masz wielką ochotę na coś pozornie „zakazanego”, warto z góry wyznaczyć sobie maksymalną porcję. Garstka chipsów czy kostka czekolady raczej nie zrujnuje twojej drogi do utraty nadwagi, ale regularne zjadanie słodyczy i przekąsek bez umiaru – już tak.

Inną ciekawą metodą jest stosowanie zdrowszych i lżejszych zamienników ulubionych potraw. Jednym z nich z pewnością jest fit pizza z patelni, którą można przyrządzić na kilka różnych sposobów.

Przepisy na fit pizzę z patelni

Fit pizzę warto przyrządzić bez użycia drożdży, żeby ograniczać kalorie (które – nie oszukujmy się – kryją się głównie w cieście i pysznym serze). Jeśli dodatkowo szukasz czegoś, co przyrządza się błyskawicznie i prosto, to mamy dla ciebie przepis idealny. Ciasto, które bardziej przypomina omlet lub naleśnik niż włoską pizzę, ale w połączeniu z pysznymi składnikami, zapewniamy – daje radę.

Nasza druga propozycja to lekko słodkawe, sycące ciasto na pizzę z batata. Nieco bardziej kaloryczne, ale są to same wartościowe kalorie, które bez grama wyrzutów sumienia można dopisać do swojego jadłospisu.

Fit pizza na mące pełnoziarnistej

Składniki:

  • 50 g mąki pełnoziarnistej
  • 3 łyżki mleka
  • jajko
  • 1/3 proszku do pieczenia
  • sól, pieprz i inne ulubione przyprawy (np. chili, bazylia lub zioła prowansalskie)
  • kilka łyżek przecieru pomidorowego
  • wędlina drobiowa w plastrach
  • kilka pieczarek
  • kilka klastrów mozzarelli light lub innego sera
  • pół papryki

Mąkę, mleko, jajko, proszek do pieczenia, sól i pieprz mieszaj do uzyskania jednolitej konsystencji. Najlepiej zrobić to przy pomocy robota planetarnego Kenwood Prospero+, który idealnie wymiesza ciasto samodzielnie – ty możesz w tym czasie przygotowywać składniki na pizzę. Na mocno rozgrzanej, nieprzywierającej patelni rozprowadź ciasto i smaż ok. 2 minut, aż na wierzchniej stronie pojawią się pęcherzyki powietrza. Następnie przewróć placek na drugą stronę, posmaruj passatą wymieszaną z przyprawami i udekoruj ulubionymi składnikami pokrojonymi w plasterki. Smaż pod przykryciem przez ok. 10 min.

Fit pizza z batata

  • batat
  • 70 g mąki owsianej
  • 30 g mąki kukurydzianej
  • łyżeczka oliwy z oliwek
  • sól, pieprz
  • kilka łyżek przecieru pomidorowego
  • włoskie zioła (bazylia, oregano, zioła prowansalskie)
  • starty ser
  • łyżka kukurydzy
  • kilka plasterków szynki
  • pół papryki

Batata obierz i pokrój na plastry, a następnie podsmaż pod przykryciem, aż będzie miękki (ok. 10 min). Usmażone warzywo zmiksuj z dwoma rodzajami mąki, oliwą i przyprawami, używając do tego celu dobrego robota planetarnego, np. Kenwood Prospero+. Z tak otrzymanego ciasta uformuj placek i smaż przez ok. 10 min na suchej patelni. Przewróć pizzę na drugą stronę, używając do tego celu talerza, który zapobiegnie jej rozpadnięciu się. Posmaruj przecierem z ulubionymi przyprawami, obsyp startym serem oraz wybranymi przez siebie dodatkami. Smaż pod przykryciem, aż ser się rozpuści, a następnie zdejmij pokrywkę i smaż jeszcze przez 3-5 min.

Fit pizza – hit czy kit? - infografika Fit pizza – hit czy kit? - infografika

Tradycyjna pizza – czy można ją jeść na redukcji?

Od czasu do czasu mogą się też zdarzyć takie dni, kiedy żadne zdrowsze zamienniki nie zdadzą egzaminu. Kiedy poczujesz, że masz nieodpartą ochotę na zjedzenie swojej ulubionej, kalorycznej potrawy, możesz to zrobić bez wyrzutów sumienia, mając jednak na uwadze kilka istotnych zasad.

Przede wszystkim warto uwzględnić ten „cheat meal” w swoim całodniowym jadłospisie i bilansie kalorycznym (o ile liczysz kalorie). Jeśli wieczorem planujesz spotkanie z przyjaciółmi przy pizzy, najlepiej wcześniej zjeść lekką sałatkę czy zupę krem lub całkowicie pominąć inny posiłek. Alternatywą może być skonsumowanie mniejszej porcji ulubionego dania niż zwykle – dzięki temu zaspokoisz swoją zachciankę bez poczucia, że całą dietę diabli wzięli.

Jeśli jednak chcesz zaszaleć, po prostu to zrób. Trzymanie kalorii w ryzach ma się stać twoim stylem życia na stałe, a nie tymczasową katorgą, po której w końcu wrócisz do jedzenia bez pomyślunku.

W jaki sposób możesz zmniejszyć kaloryczność pizzy, nie pozbawiając jej walorów smakowych? Zanim przejdziemy do przygotowywania dietetycznej wersji tej potrawy, warto zastanowić się nad tym, jakie składniki odpowiadają za jej tuczące właściwości.

Po pierwsze, wiele zależy od ciasta: powinno być jak najcieńsze, a dodatkowo warto zamienić mąkę pszenną na pełnoziarnistą lub orkiszową, która co prawda również jest kaloryczna, ale przynajmniej bardziej wartościowa dla naszego organizmu.

Po drugie, niezwykle ważny jest dobór dodatków. Jeśli przykryjemy cały placek dużą ilością pełnotłustego sera, a na domiar złego udekorujemy go niezdrowymi dodatkami, zapewnimy sobie prawdziwą bombę kaloryczną. Plasterki cheddara warto więc wymienić na mozzarellę light, zaś np. chorizo, boczek lub kiełbasę – na dużą ilość świeżych warzyw.

Przepis na tradycyjną pizzę

Składniki:

  • 20 g mąki pszennej
  • 7 g suchych drożdży
  • 150 ml ciepłej wody
  • łyżka oliwy z oliwek
  • łyżeczka soli, pieprz, inne ulubione przyprawy
  • pół łyżeczki cukru
  • kilka łyżek przecieru pomidorowego
  • ząbek czosnku
  • mozzarella light
  • ulubione dodatki, np. szynka, pieczarki, papryka, feta, pomidory, oliwki itd.

Mąkę, drożdże, wodę, oliwę, cukier i przyprawy wrzuć do misy miksera i wyrabiaj hakiem przez ok. 15 min. Gotowe ciasto przykryj ściereczką i odstaw na 1,5 h. W tym czasie przygotuj sos, mieszając ze sobą przecier, czosnek i wybrane przyprawy. Wyrośnięte ciasto podziel na 2 lub 3 części, uformuj kulę, przykryj ściereczką i odstaw na kolejne 0,5 h. Nagrzej piekarnik do temperatury 20 stopni. Ciasto drożdżowe rozwałkuj na placki, umieść na blaszkach, posmaruj sosem, posyp serem i ułóż wybrane dodatki. Piecz ok. 9-10 min, aż do zarumienienia brzegów.

Co zrobić, by tradycyjna pizza miała mniej kalorii? - infografika Co zrobić, by tradycyjna pizza miała mniej kalorii? - infografika

Robot planetarny – niezbędny gadżet w czasie diety

Dobry robot planetarny stanowi jedno z najbardziej przydatnych urządzeń kuchennych, mogących posłużyć nie tylko do przyrządzenia pizzy, ale także do przygotowania mnóstwa innych, pysznych dań. Szczególnie pomocny może się okazać podczas diety redukcyjnej, kiedy staramy się jak najwięcej gotować w domu, tworząc zdrowsze zamienniki popularnych potraw.

Robot Kenwood Prospero+ przypadnie do gustu wszystkim miłośnikom domowego gotowania oraz ułatwiania sobie codziennej pracy. Urządzenie ma moc 1000 W, a jednocześnie jest stosunkowo niewielkie i poręczne. Robot ma wiele różnych funkcji, do których należą np. mieszanie, ubijanie, zagniatanie ciasta, mielenie mięsa, przypraw i ziół, wyciskanie cytrusów, szatkowanie, blendowanie czy siekanie.

Dzięki wszystkim tym możliwościom przy jego pomocy przygotujesz pyszne koktajle i smoothies, niskokaloryczne spaghetti (funkcja mielenia pozwoli ci na samodzielne zmielenie chudego, drobiowego mięsa lub warzyw na sos), fit ciasta i desery, własne pieczywo, placki, domowe masło orzechowe oraz świeże soki.

  1. Kuchnia

Wiosna na talerzu - 4 zielone przepisy

Spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami. (Fot. Studio Zwierciało)
Spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami. (Fot. Studio Zwierciało)
Zobacz galerię 5 Zdjęć
Nawet jeśli lubimy zimę i niskie temperatury, to mamy już ich dość i z utęsknieniem wypatrujemy prawdziwej wiosny. Może więc spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami? Zdrowo i smacznie zaczepić ją kulinarnie. Skusić szpinakowym smoothie, zaciekawić ogórkowymi roladkami z zielonym groszkiem...

Nawet jeśli lubimy zimę i niskie temperatury, to mamy już ich dość i z utęsknieniem wypatrujemy prawdziwej wiosny. Może więc spróbujmy wywołać wiosnę zielonymi potrawami? Zdrowo i smacznie zaczepić ją kulinarnie. Skusić szpinakowym smoothie, zaciekawić ogórkowymi roladkami z zielonym groszkiem...

Szpinakowy hummus

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

Jest niskokaloryczny – 100 gramów to zaledwie 30 kalorii. Bazą każdego humusu jest roślina strączkowa – ciecierzyca. Jej jasne ziarenka kształtem przypominają orzeszki. Nazywana również grochem włoskim. Stanowi doskonałe źródło białka i węglowodanów. Ciecierzyca zawiera fosfor, potas, cynk, witaminy z grupy B (B9 i B6), a także żelazo, magnez oraz błonnik.

Składniki na 4–5 porcji:

  • 100 g pasty sezamowej tahini,
  • 200 g ciecierzycy z puszki,
  • 2 ząbki czosnku,
  • sok z 1/2 cytryny,
  • 200 g świeżego lub mrożonego szpinaku,
  • 3–4 łyżki oliwy,
  • sól, pieprz.
Czas przygotowania: 20 minut

Szpinak ugotować, a następnie dodać do niego odcedzoną z wody ciecierzycę, pastę tahini, czosnek, oliwę, sok z cytryny. Całość zmiksować, na jednolitą masę. Doprawić pieprzem i solą. Podawać ze świeżym pieczywem.

Roladki z ogórka i pasty z zielonego groszku

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

Zielony groszek jest silnym afrodyzjakiem – zawiera bowiem żelazo, a ono zwiększa poziom libido. Podobno Ninon de Lenclos, wolnomyślicielka, skandalistka i najsłynniejsza francuska kurtyzana, częstowała swoich kochanków zupą z zielonego groszku, rzekomo rozpalającą namiętność.

Składniki na 4 porcje:

  • długi świeży ogórek,
  • 200 g mrożonego zielonego groszku,
  • 2 ząbki czosnku,
  • cytryna,
  • 100 g kwinoa (komosy ryżowej),
  • kilka liści mięty,
  • sól, pieprz.
Czas przygotowania: ok. 30 minut

Kwinoa ugotować do miękkości (jedna porcja komosy na dwie porcje wody). Ugotować zielony groszek, dodać liście mięty, sok z cytryny, poszatkowane ząbki czosnku i całość zmiksować na gładkie piure. Doprawić pieprzem i solą, a następnie wymieszać z ugotowaną komosą ryżową. Ogórek pokroić na bardzo cienkie długie plastry (wzdłuż dłuższego boku). Posolić z każdej strony, nałożyć farsz z groszku i komosy, zawinąć i spiąć wykałaczką.

Kalafior z sosem miętowym

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

W kalafiorze znajduje się związek o nazwie sulforafan, który Pobudza enzymy o działaniu przeciwnowotworowym i dodatkowo zwalcza bakterie Helicobacter pylori.

Składniki na 4 porcje:

  • 4 kalafiory (najlepiej małe),
  • 3 łyżki oliwy,
  • 300 g kwaśnej śmietany lub jogurtu greckiego,
  • 2 ząbki czosnku,
  • 8–10 liści świeżej mięty,
  • cytryna,
  • sól, pieprz.
Czas przygotowania: ok. godziny

Kalafiory umyć, skropić oliwą. Następnie ułożyć na blasze i piec około pół godziny lub dłużej, jeśli są większe, w 200 stopniach Celsjusza (powinny być na wpół miękkie). Do śmietany lub jogurtu dodać liście mięty, poszatkowany czosnek, sok z cytryny. Całość zmiksować. Doprawić solą i pieprzem. Polać sosem upieczone już warzywo.

Smoothie ananasowo-szpinakowe i bananowo-sałatowe

(Fot. Studio Zwierciadło) (Fot. Studio Zwierciadło)

Składniki na 4 porcje:

Ananasowo-szpinakowy:

  • świeży ananas lub ananas z puszki,
  • 10 liści świeżego szpinaku,
  • 2 brzoskiwinie,
  • 1 cm świeżego imbiru,
  • 3 łyżki wiórków kokosowych.
Bananowo-sałatowy:
  • 2 banany,
  • 200 g zielonych winogron,
  • 100 g sałaty (np. roszponki),
  • 5–6 łyżek syropu z agawy,
  • cytryna.
Czas przygotowania: 20 minut

Ananas obrać, pokroić na kawałki. Dodać szpinak, brzoskwinie, imbir oraz wiórki kokosowe i zmiksować. Jeśli napój jest zbyt gęsty, można wlać trochę wody i jeszcze raz zmiksować. Aby uzyskać smoothie bananowo-sałatowe, należy zmiksować banany, winogrona (bez pestek), sałatę, sok z cytryny. Doprawić syropem z agawy.

Natasza Socha dziennikarka, pisarka i blogerka. 

  1. Kuchnia

Pieczone orzechy włoskie z rozmarynem

Pieczone orzechy włoskie z rozmarynem. (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Pieczone orzechy włoskie z rozmarynem. (Fot. Oliver Barth/ Wydawnictwo Zwierciadło)
Tak przygotowane orzechy pasują niemal do wszystkiego – mogą być podawane jako samodzielna przekąska lub stanowić przepyszne uzupełnienie niesłodkich dań. Gdy zdrowe tłuszcze z orzechów połączą się z leczniczymi właściwościami rozmarynu, otrzymamy prostą, ale jakże mocarną strawę dla mózgu.

Przepis pochodzi z książki „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć.”, Julie Mooris

Składniki na 2 szklanki/8 porcji

2 łyżki oleju kokosowego, roztopionego 11/2 łyżki świeżego rozmarynu, posiekanego 1/2 łyżeczki soli morskiej 1/4 łyżeczki pieprzu cayenne 1 łyżka cukru kokosowego 2 szklanki surowych połówek orzechów włoskich

Przygotowanie:

1. Rozgrzej piekarnik do temperatury 170–180°C. Wyłóż blachę do pieczenia papierem do pieczenia. 2. W średniej misce wymieszaj olej kokosowy, rozmaryn, sól, pieprz cayenne i cukier kokosowy. Wsyp orzechy i mieszaj tak długo, aż będą dokładnie obtoczone tłuszczem i przyprawami. Rozłóż je na blasze i piecz przez 10–15 minut lub do czasu, aż orzechy zrobią się złotobrązowe i aromatyczne. Pozwól im wystygnąć przed podaniem. 3. Pieczone orzechy można przechowywać kilka tygodni w temperaturze pokojowej w pojemniku próżniowym, jednak lepiej trzymać je w lodówce, dzięki czemu na dłużej zachowają wartościowe tłuszcze.

Warto wiedzieć - już samo wąchanie rozmarynu sprawia, że do organizmu dostaje się acetylocholina, która wspomaga pamięć i prawidłową pracę mózgu.

Nootropowy zastrzyk dla mózgu: Przed wsypaniem orzechów do miski z olejem i rozmarynem, wymieszaj je z 1 łyżeczką reishi w proszku.

Więcej smacznych i zdrowych roślinnych przepisów znajdziesz w książce: „Smart Plants. Jak wykorzystać naturalne nootropiki, by usprawnić myślenie, koncentrację i pamięć” Julie Morris.