1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Wybaczanie to proces. Co zrobić, by nie trwać w żalu?

Wybaczanie to proces. Co zrobić, by nie trwać w żalu?

Wybaczenie przynosi wolność. Nieraz jednak towarzyszy nam przekonanie, że nie wszystko można przebaczyć, bo rany są zbyt głębokie. Czy tak jest naprawdę? (fot. iStock)
Wybaczenie przynosi wolność. Nieraz jednak towarzyszy nam przekonanie, że nie wszystko można przebaczyć, bo rany są zbyt głębokie. Czy tak jest naprawdę? (fot. iStock)
Dookoła przebaczania narosło wiele nieporozumień a także mitów związanych z niewłaściwym podejściem do tematu. Dr David Stoop, amerykański psycholog, psychoterapeuta i doradca rodzinny wyjaśnia je w zrozumiały dla każdego sposób. Na początek warto sobie uświadomić, że przebaczenie dla nikogo nie jest proste.

Z jakimi przekonaniami na temat przebaczania warto się rozstać?

Nieporozumienie nr 1 - Nie można wybaczyć, zanim winowajca nie okaże skruchy. Nieporozumienie nr 2 - Kiedy wybaczasz - musisz zapomnieć. Nieporozumienie nr 3 - Zawsze musisz pojednać się z człowiekiem, któremu przebaczyłeś.

Co właściwie sprawia, że pewne rzeczy są niewybaczalne?

Gdy człowiek dokonuje rozrachunku ze swoją przeszłością i zmaga się ze swymi zranieniami, jako niewybaczalne określa zazwyczaj te czyny, które są dalekie od normalności i łamią podstawowe zasady moralne - występują przeciwko najsilniej ugruntowanym przekonaniom i są zadane nam przez kogoś, kogo obdarzaliśmy zaufaniem i miłością. Osoba, która dopuściła się takiego czynu, nawet jeśli już nie żyje, znajdzie się na naszej czarnej liście z powodu tego, co zrobiła lub zaniedbała. Morderstwo, molestowanie seksualne, zdrada małżeńska, aborcja, gwałt, rozwód, znęcanie się fizyczne, porzucenie - to przykłady, które wyraźnie łamią zasady społeczne.

Przebaczenie a konflikt wartości

Przebaczenie zawsze dotyczy moralnego wymiaru życia. Odnosi się do naszej świadomości dobra i zła, uczciwości i sprawiedliwości. Wiąże się także z uprzytomnieniem sobie, czym jest miłość, współczucie i litość. Gdy ktoś rani nas swym czynem, który pojmujemy jako niewybaczalny, przynajmniej kilka z tych wartości zostało sponiewieranych. Doświadczamy wtedy wewnętrznego konfliktu. Gdy kochana osoba nas zdradza, domagamy się satysfakcji. Doznajemy także wewnętrznego rozdarcia, ponieważ inna część naszego bytu uczuciowo wiąże się z tą osobą, współczuje jej znalezienia się w takiej sytuacji i pragnie dla niej litości. Nieuchronnie rodzi się w nas złość wywołana napięciem między tymi dwoma sposobami rozumowania, nieustająco rywalizującymi o przewagę. Jeśli skłaniamy się ku przebaczeniu, czujemy że musimy zaprzeczyć naszej wizji sprawiedliwości i uczciwości. Jednakże nie przebaczając, zaprzeczamy naszemu zrozumieniu miłości i współczucia. Nie ma łatwego wyjścia z tej niewygodnej sytuacji. Gdy ktoś nas rani i znieważa, nie chodzi tylko o złamanie jakichś norm, ale czujemy, że coś niezwykle ważnego uległo unicestwieniu - nasze poczucie niewinności. Nasze serce rozdziera pytanie - jak coś takiego mogło się wydarzyć? Wtedy naturalne pragnienie sprawiedliwości kieruje się w stronę rewanżu, który może nas tylko zostawić z nawracającym poczuciem pustki.

Rewanż nigdy nie przyniesie satysfakcji, gdyż nigdy nie może zastąpić tego, co zostało utracone. Stare chińskie przysłowie mówi: „Ten, kto szuka odwetu, powinien wykopać dwa groby.”

10 prawd o przebaczeniu

  1. Gdy wybaczasz, nie musisz zapomnieć.
  2. Dobrze jest poczuć gniew, kiedy wybaczasz.
  3. Powinieneś przestać żywić negatywne uczucia wobec osoby, której wybaczasz.
  4. Nie musisz starać się przebaczać natychmiast i zupełnie.
  5. Przebaczenie nie dokonuje się samo. Ból sam nie zniknie. Musi być poprzedzone wyborem, który prowadzi nas poprzez ten proces. Czas nie uleczy rany, tylko ją na trochę znieczuli.
  6. Kiedy przebaczasz, trzeba się przyznać do uczucia nienawiści do osoby, która nas zraniła. Wtedy można to uczucie uwolnić z siebie. Jeśli mu zaprzeczasz, tkwi w tobie.
  7. Przebaczając, nie pobłażamy szkodliwym czynom i złu. Głębia naszego smutku i gniewu bezpośrednio odnoszą się do rozmiaru niesprawiedliwości, z jaką przyszło nam się zmierzyć. Tylko rozpoznając nasz ból, smutek i gniew, jesteśmy gotowi posunąć się naprzód na drodze przebaczenia. Wybaczenie w żadnym wypadku nie zwalnia z odpowiedzialności sprawcy. Jedynie umożliwia nam umorzenie długu, jaki jest nam ten ktoś winien. My sami stajemy się przez to uwolnieni od oczekiwań wynagradzania nam strat, które ponieśliśmy.
  8. Przebaczenie jest zarazem decyzją i procesem. Wymaga czasu.
  9. Warto wybaczyć, nawet jeżeli druga osoba nie jest skruszona. Jeśli twoje wybaczenie zależy od woli skruchy drugiej osoby, jesteś zamknięty w pozycji ofiary, a druga osoba trzyma kontrolę nad tą sytuacją.
  10. W procesie przebaczania warto otworzyć się na perspektywę duchową.

Pułapki braku przebaczenia - droga do stania się zgorzkniałym

Trwanie w żalu, gniewie, poczuciu winy, które powodują przewlekły stres - wiąże się z niemożnością wybaczenia sobie lub innym. Można tu wymienić kilka objawów
  1. Emocjonalne zamknięcie
  2. Depresja
  3. Obwinianie się i zaprzeczanie
  4. Oskarżanie i usprawiedliwianie
  5. Obsesja na punkcie zdarzenia
  6. Zawstydzenie
  7. Poszukiwanie rewanżu
  8. Izolacja i wycofanie

Co dzieje się z naszym ciałem, kiedy nie wybaczamy?

Żyjemy wówczas w ciągłym stresie, prowadzącym zdecydowanie do wypalenia, zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego. Kiedykolwiek odczuwamy przedłużający się stres lub napięcie i zmagamy się z długotrwałym gniewem, podwyższony poziom hormonów ma wpływ na serce, układ nerwowy i odpornościowy organizmu, co w konsekwencji czyni nas bardziej podatnymi na nowotwory. Objawami tego we wczesnej fazie są bóle głowy, skurcze mięśni, problemy ze snem, trawieniem, wrzody oraz oczywiście depresja. Według raportu Duke University Mediacal School z 1995 roku, zabójcą numer jeden w USA nie był rak, choroby serca, AIDS ani żadna ze zwykle cytowanych przyczyn śmierci. Zamiast koncentrować się na chorobach, naukowcy badali postawy i emocje, a jako zabójcę numer jeden określili skłonność do nieprzebaczania.

Prawdopodobnie największą korzyścią płynącą z przebaczenia, jest okazja do odnowienia związków międzyludzkich. Przebaczenie jest podstawowym warunkiem do osiągnięcia sukcesu i zadowolenia. Lekarze, terapeuci i uczeni widzą w przebaczeniu skuteczne narzędzie terapii, które przynosi bardzo pozytywne efekty.

Na podstawie książki „Wybaczyć niewybaczalne”, David Stroop, Wydawnictwo WAM, Kraków 2002.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Moc zaklęta w gniewie - wypieranie „trudnych” uczuć pozbawia nas energii

Gdy tłumimy swoją prawdziwą moc i pozwalamy innym, by mieli nad nami władzę, ogarnia nas słuszny gniew (fot. iStock)
Gdy tłumimy swoją prawdziwą moc i pozwalamy innym, by mieli nad nami władzę, ogarnia nas słuszny gniew (fot. iStock)
Jedną z najczęstszych trudności, z jakimi spotykam się w pracy terapeutycznej, jest niezrozumienie własnych uczuć. Większość z nas nie ma pojęcia, że nie przeżywając i nie wyrażając ich, zamykamy przepływ życiowej energii. Nie rozumiemy, dlaczego życie przestaje dawać nam radość, dlaczego odczuwamy emocjonalny i fizyczny dyskomfort.

Często nie pozwalamy sobie na doświadczanie tak zwanych „negatywnych emocji” - smutku, gniewu, rozpaczy - z obawy, że zostaniemy przez nie zagarnięci. Tymczasem właśnie przeżycie w pełni jakiegoś uczucia odblokowuje energię i sprawia, że znika. Terapia pomaga nam przeżyć w pełni zablokowane emocje i odzyskać utracony spokój.

Złość i gdziew budzą strach

Złość jest emocją, której najbardziej się boimy i którą najczęściej tłumimy, bo kojarzy nam się z agresją, z zadawaniem ran. Ale właśnie zabraniając sobie czuć złość, stajemy się agresywni wobec siebie. Ważne, aby oprócz przeżywania złości, umieć odczuć i wyrazić także lęk przed nią, wtedy nie będziemy musieli atakować czy oskarżać siebie lub innych. Wyrażona złość staje się dla nas źródłem energii do działania, wnosi autentyczność, siłę.

Pragniemy bliskości i namiętności w związkach, a nie mamy świadomości, że związek umiera, gdy ludzie przestają wyrażać uczucia. Tłumiąc złość, pozbawiamy się mocy, przyjmujemy rolę ofiary. Nasze ciała wyrażają tę słabość poprzez odrętwienie. Gdy tłumimy swoją prawdziwą moc i pozwalamy innym, by mieli nad nami władzę, ogarnia nas słuszny gniew. Dlatego nawiązywanie kontaktu z własną złością umożliwia nam odzyskanie własnej mocy. Tylko w ten sposób może powrócić do nas siła i energia.

To cudowne patrzeć jak ludzie, którzy czasem przez dziesiątki lat skrywali bolesne uczucia, pozbywają się ich w kilka chwil. Bardzo istotne jest nauczyć się rozumieć i akceptować swoje uczucia w momencie, gdy się rodzą, bo wtedy pozwalamy im swobodnie płynąć, zmieniać się. Taka postawa sprawia, że jak dzieci czerpiemy z życia, z naszych zmieniających się uczuć pełną radość.

Zgubne ideały

A co z tak zwanym pozytywnym myśleniem? Jeśli przeszkadza nam ono w pełnym i prawdziwym przeżywaniu naszego życia, może wcale nie jest takie pozytywne. Jeżeli myślimy „pozytywnie”, żeby nie przyznać się do strachu, bólu, złości, to okłamujemy siebie i innych. Życie może być piękne pod warunkiem, że je przeżywamy. Lubimy mieć ideały, próbujemy nawet nimi żyć, zapominamy jednak, że one „nie akceptują” życia. Dlatego zawsze warto zapytać siebie, czy żyjemy naszym prawdziwym życiem, czy naszymi idealnymi ideałami? W życiu lepiej być sobą, nieidealnym, ale szczęśliwym. Lepiej wiedzieć, co rzeczywiście czujemy i czego chcemy, niż to, co wydaje nam się, że byłoby idealnie czuć czy chcieć.

Potrzeba ideałów wyrasta z nieakceptacji rzeczywistości. Im mniej kochamy siebie, tym większą odczuwamy potrzebę bycia idealnymi. Chcemy być idealnymi dziećmi, kochankami, partnerami. W ten sposób pragniemy zdobyć akceptację i miłość. Uwierzyliśmy, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy tacy, jacy jesteśmy, więc zaczynamy udawać. Boimy się mówić o swoich oczekiwaniach, bo nie chcemy być postrzegani jako egoiści. Nie potrafimy wyrazić naszego bólu, bo nasz partner miał ciężkie dzieciństwo i pomyśli, że „czepiamy się” jak jego matka. Kneblujemy sobie usta, narzucamy sztuczne miny, przyklejamy sztuczne uśmiechy, żeby utrzymać dobrą opinię o sobie, wywrzeć dobre wrażenie. Tylko, gdzie w tym wszystkim jesteśmy my?

Jeżeli nie potrafimy nawiązać kontaktu ze sobą, ze swoimi uczuciami, to nie pomoże nam czytanie książek o duchowości czy wykonywanie najwspanialszych praktyk religijnych. Ze wszystkiego możemy uczynić mechanizm represji. Nawet w jogę możemy wejść jak do wojska.

Możemy wykonywać ćwiczenia, kontrolować ciało, śpiewać mantry, odmawiać dziesiątki różańców, koronek i nigdy nie doświadczyć poruszenia serca, nie poczuć miłości. Bo niemożliwe jest medytowanie chwili obecnej, jeżeli są w nas niezagojone rany z przeszłości. Jeżeli nie możemy pokazać ich komuś bliskiemu, odsłonić się, przyznać się do bólu, złości, wyrazić gniew, przerażenie. Dopiero wtedy, gdy poczujemy się bezpiecznie sami ze sobą, gdy nauczymy się bez strachu wyrażać wszystkie swoje uczucia, będziemy mogli odczuwać tę błogość, o której piszą duchowi mistrzowie. I nie ważne, czy siedząc, leżąc, albo skacząc, delektować się własnym oddechem i chwilą obecną.

Hanka Bondarenko: poetka, aktorka, reżyserka, psychoterapeutka.

  1. Psychologia

Najstraszniejsze słowa świata

Słowa mają moc,zwłaszcza jeśli padają z ust bliskich. Mogą dodawać skrzydeł, albo je podcinać. (Fot. iStock)
Słowa mają moc,zwłaszcza jeśli padają z ust bliskich. Mogą dodawać skrzydeł, albo je podcinać. (Fot. iStock)
Powinnaś, powinieneś... w tych słowach pobrzmiewa „wina”. Czy jest to wyrzut stawiany przez kogoś, kto do ciebie mówi: „jesteś mi coś winien?” A może to słowo oznacza: „jeśli nie zrobisz tego, czego od ciebie oczekuję, będziesz czuł się winny?

Wróćmy na chwilę do czasów dzieciństwa. Ktoś - być może nauczyciel, być może rodzic, a być może twój rówieśnik, powiedział: „powinieneś być w tym dobry”. I nie ma znaczenia czy chodziło o matematykę, pobicie rekordu w biegu na sto metrów, czy zdobycie akceptacji innych. A co, kiedy nie udało ci się to, co „powinno” ci się udać? Czy wraz z tym, że się „nie udało”, nie pojawiło się czasem poczucie winy?

„Powinieneś", czy też „powinnaś" to, moim zdaniem, jedno z najstraszniejszych słów świata. To, kiedy je słyszymy jest tak samo ważne jak to, od kogo. Bo cóż ono bowiem oznacza? To, że ktoś wie lepiej, co jest dla nas dobre. Co powinniśmy robić, a czego nie. W czym powinniśmy być dobrzy, a za co nie powinniśmy się zabierać.

Warto się przyjrzeć temu co się kryje pod spodem. Moim zdaniem jest to za każdym razem projekcja - ludzie projektują na nas swoje własne lęki i ograniczenia. Obdarzają nas swoimi własnymi wzorcami kulturowymi, kreując mniej czy bardziej udane kopie samych siebie. „Nie powinnaś tak wyglądać” mówi matka do córki, szykując ją do udziału w konkursie kilkuletnich miss, co odbiera tej dziewczynce dzieciństwo pełne brudu za paznokciami, przytulania przypadkowo napotkanego kota i zrolowanych podkolanówek. „Nie powinnaś” zachowywać się jak Pippi Långstrump, a „powinnaś” jak księżna Monaco. „Nie powinieneś” zachowywać się jak chcesz, a powinieneś tak, jak przystało na syna adwokata, lekarza czy szanowanego w dzielnicy pana Stasia.

Powyższy model wtłacza nam w głowę dwubiegunowy schemat: oto są rzeczy dla nas odpowiednie i nieodpowiednie. I nagle ten, wydawałoby się niewinny i słuszny edukacyjno-społecznie schemat, odwraca się przeciwko nam, kiedy jako czterdziestolatkowie z pewnym przerażeniem konstatujemy, że to, czemu poświęciliśmy swoje zawodowe życie nie jest nawet namiastką tego, czym powinniśmy się zajmować. Ja na przykład - by obnażyć przed tobą drogi Czytelniku to, że i mnie ten mechanizm nie oszczędził - „powinienem” zostać inżynierem. Tak mi podpowiadali rodzice i nauczyciele przedmiotów ścisłych, do których podobno miałem spory talent. No i co z tego, że dokładnie trzydzieści lat temu zdałem celująco pisemną oraz ustną maturę z matematyki? Czy sięgnąłem do tej dyscypliny w swoim życiu choć raz? A przecież „powinienem” sięgnąć! Tyle, że jakoś przez następnych trzydzieści lat nie byłem i wciąż nie jestem tym „sięgnięciem” zainteresowany!

Zwróć uwagę jak często ten mechanizm gości w naszym życiu. Od marketingowego: „powinien pan skorzystać z naszego ubezpieczenia”, po społeczny dyktat: „by potwierdzić swoją użyteczność, powinien pan założyć rodzinę, wybudować dom i posadzić drzewo”. A kiedy odpowiesz „może ja nie chcę sadzić drzew?” usłyszysz: „powinieneś wiedzieć, dlaczego w naszej kulturze to nie może być dobra odpowiedź"…

 Jarosław Gibas, coach, trener

 

  1. Psychologia

Jak spełniać marzenia? Metoda: Radykalna Manifestacja Marzeń

Autorem Radykalnej Manifestacji Marzeń jest Colin C. Tipping, znany głównie za sprawą metody Radykalnego Wybaczania. (Fot. iStock)
Autorem Radykalnej Manifestacji Marzeń jest Colin C. Tipping, znany głównie za sprawą metody Radykalnego Wybaczania. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Chcesz czegoś bardzo. Przywołujesz, wizualizujesz – bo wierzysz w prawo przyciągania. I nic… Może w twojej podświadomości tkwi jakiś sabotujący program? Spróbuj Radykalnej Manifestacji Marzeń.

Autorem metody jest Colin C. Tipping, znany głównie za sprawą metody Radykalnego Wybaczania. Wybaczenie to ważny krok, żeby oczyścić się z trudnych emocji: złości, żalu, poczucia krzywdy, winy, wstydu. Uwalniając się od świadomości bycia ofiarą, otwieramy się na nowe doświadczenia, na przyjmowanie „darów losu”.

Więc załóżmy, że wybaczyłaś, a dawne urazy nie blokują już twojej manifestacji. Twoje świadome intencje są jasne – wiesz, czego chcesz. Przeszłość została odkreślona grubą kreską, wszystko gotowe na stworzenie wymarzonej przyszłości. A mimo to twoja twórcza moc wydaje się mało skuteczna... Frustrujące, prawda?

Rzecz w tym, że jest jeszcze podświadomość, wypełniona różnymi informacjami na temat otaczającego świata i nas samych. Jeśli tkwią w niej takie przekonania jak: „nie zasługuję”, „nie jestem w tym dobra”, „nie starczy dla innych”, to sprawy znacznie się skomplikują. Co zrobić? Możesz zacząć nurkować w głąb, odkrywać kolejne sabotujące przekonania i zamieniać je na bardziej wspierające. Ale możesz też ominąć podświadomość i pójść dalej! Wcześniej jednak poznaj teorię dwóch światów. Sprawdź, w który bardziej wierzysz...

Na jakim świecie żyjesz?

Zdaniem Colina Tippinga żyjemy obecnie pomiędzy dwoma modelami świata. Przejmujemy stopniowo niektóre idee nowego modelu, ale stary wciąż mocno się trzyma... Więc odczuwamy euforię, nadzieję, zaczynamy wszystko od nowa, po czym coś ściąga nas w dół. O co chodzi z tymi modelami?

Colin Tipping twierdzi, że większość ludzi próbuje wykorzystać prawo przyciągania do zdobycia tego, czego im brakuje, a to jest właśnie myślenie przynależne staremu modelowi. Opiera się on na świadomości niedostatku. Zdaniem autora Radykalnej Manifestacji Marzeń poczucie braku tworzone jest celowo – żeby podnieść wartość różnych rzeczy. Tak działa system gospodarczy. Dlatego tak trudno nam przyjąć inną perspektywę, uwierzyć w nieograniczoną obfitość wszechświata, o której zapewniają nauczyciele duchowi (przejście do nowego modelu zwykli oni nazywać „przebudzeniem”).

Stary model każe walczyć, nowy zachęca, by ufać. Stary oparty jest na podziałach, dualizmach, na obwinianiu, lęku, konfliktach. Nowy – na jedności, miłości, na przekonaniu, że wszechświat działa w sposób doskonały. Że nie ma czego wybaczać, bo świat zewnętrzny jest jedynie projekcją naszego świata wewnętrznego. Że wszystko dzieje się po coś – wciąż zmierzamy do podniesienia jakości życia, do uzdrowienia. I choć fizyka kwantowa dostarcza dowodów na poparcie nowego modelu, stosujemy go w dość ograniczonym zakresie – w około 10 proc. sytuacji, jak uważa Tipping. Ale nie ma powodu przeskakiwać do niego na siłę czy wyrzucać sobie, że zostajemy z tyłu. Paradoksalnie, możliwe jest funkcjonowanie w obu modelach i korzystanie – w zależności od okoliczności – z tego, co proponują. Jeśli więc czujesz zew walki i wiesz, że to jedyny sposób, żeby dopiąć swego – walcz! A potem medytuj, proś i dziękuj. Jedno nie wyklucza drugiego. Ważna jest świadomość, jakiego wyboru dokonujesz w danym momencie.

To dzieje się teraz

A wracając do marzeń i przekonań blokujących ich realizację... – Jeśli chcesz wiedzieć, jakie są te ostatnie, co tkwi w twojej podświadomości, po prostu przyjrzyj się uważniej swojemu życiu, temu, co ci się przydarza – podpowiada Tipping. Za najbardziej szkodliwe (i absurdalne) uważa przekonania dotyczące niezasługiwania.
Wszechświat jest całkowicie neutralny, nie ocenia, nie przesądza, czy jesteśmy czegoś warci.
To jedno z podstawowych założeń Radykalnej Manifestacji Marzeń: przestajesz zajmować się osądami, kolekcjonować urazy i zasługi. Rezygnujesz z usprawiedliwiania się i krytykowania innych. I wciąż dbasz o podnoszenie poziomu wibracji: o to, by odczuwać akceptację, miłość, radość, spokój...

Nowy model rzeczywistości ma w dużej mierze charakter metafizyczny i zakłada istnienie inteligencji duchowej. I to jest właśnie sposób na poradzenie sobie z zapisanymi w podświadomości programami. Świadomy umysł z najszlachetniejszymi intencjami zwykle okazuje się za słaby. To dlatego często skarżymy się, że afirmacje nie działają... Podświadomość odrzuca zapewnienia w rodzaju „kocham siebie”, „jestem bogata” i realizuje stary program. W starciu dwóch umysłów – świadomego i podświadomego – musimy liczyć się z tym, że wygra ten drugi. Chyba że włączymy do procesu manifestacji inne jakości – serce, ducha...

Jak to wygląda w praktyce?

  • Przede wszystkim uświadom sobie potrzebę. Czego chcesz i dlaczego to dla ciebie takie ważne? Co ma z tego wyniknąć? Na ile to pragnienie jest prawdziwe, czy nie jest tylko chwilową zachcianką?
  • Kiedy już wybrałaś to, co chcesz zamanifestować, nadaj swojemu pragnieniu formę. Po prostu nazwij rzecz po imieniu – niezależnie od tego, czy ma to być rower, ogródek, nowa praca czy partner. Napisz na kartce, zadbaj o niezbędne szczegóły. Nie pisz: „chcę”, tylko np.: „mam”. Używaj czasu teraźniejszego – jakby manifestacja już nastąpiła – a jednocześnie wyznacz limit czasowy. Może gramatyka na tym ucierpi, ale zdanie „cieszę się ze znalezienia idealnej dla mnie pracy do końca roku” da się chyba zaakceptować...
  • A teraz wypowiedz swoje pragnienie na głos. Tak, to ważne – w ten sposób nadajesz mu moc. Może też zechcesz przeczytać te słowa komuś życzliwemu – to dobry sposób na podniesienie energii życzenia. Dobrze, jeśli temu „odpalaniu rakiety” towarzyszą emocje. Zaufaj im, to dobry nośnik...
  • I jeszcze obraz, czyli wizualizacja. Wprowadź do niej elementy, które już są w twoim życiu – niech twoja wizja mówi: „to dzieje się teraz”. Poczuj radość, wdzięczność, zachwyt...
  • A teraz krok, który przez wielu jest pomijany – przejście na poziom wiary, nowego modelu, duchowej inteligencji. Co robisz? Dziękujesz za wsparcie podświadomości i przekazujesz sprawę odpowiednio „wyżej”. Ufasz, odpuszczasz kontrolowanie procesu. Oczywiście, pozostajesz współodpowiedzialna za tworzenie twojego życia, ale bez wymuszania, oczekiwania. Nie przywiązujesz się do rezultatu.

Ruch i otwartość

Najważniejsze więc to wyruszyć w podróż, a deklarując światu potrzebę zmiany, właśnie w tę podróż wyruszyłaś. Tipping przywołuje na tę okoliczność termin „precesja”, ukuty przez amerykańskiego konstruktora i filozofa Buckminstera Fullera. Chodzi o to, że – kiedy do poruszającego się obiektu przyłożymy siłę – powstaną inne ruchy, być może również niespodziewane. Wyruszamy więc z punktu A do B, a po drodze przydarza nam się C. I być może to właśnie C, którego wcześniej nie braliśmy pod uwagę, o którego istnieniu być może nie wiedzieliśmy, jest prawdziwym celem naszej podróży... Żeby go jednak odkryć, trzeba być w ruchu. Trzeba czegoś chcieć!

W Manifestowaniu Marzeń Tipping zaleca taktykę małych kroków. Na początku możesz nie wierzyć, że to działa – po prostu udajesz. Tak długo, aż stanie się prawdą. Może zechcesz codziennie rano postawić sobie za cel zamanifestowanie czegoś – niekoniecznie zaraz wielkiego marzenia, ale czegoś, co sprawi ci przyjemność. Niektórzy potrafią „wyczarowywać” sobie w ten sposób miejsca parkingowe, inni – ludzką życzliwość. Oczywiście, liczy się też realistyczne podejście – jeśli jeździsz do pracy metrem, raczej mało prawdopodobne jest, że spotkasz po drodze wiewiórkę...

Uważaj, żebyś sama nie zaczęła sabotować swoich manifestacji, np. zniecierpliwieniem i sprawdzaniem, tworzeniem czarnych scenariuszy, rozmową z nieodpowiednimi (sceptycznie nastawionymi) ludźmi czy tłumaczeniem własnych sukcesów jako zwykłego zbiegu okoliczności. Najważniejsze, żeby utrzymać wysokie wibracje. Otwartość i pogodę ducha. Nikt nie twierdzi, że jest to łatwe. Ale na pewno jesteś jedną z tych osób, które przekonały się już, że to możliwe.

  1. Psychologia

Wyrzuty sumienia - co zrobić, gdy zatruwają nam życie?

By wyrzuty sumienia nie blokowały naszej miłości do siebie i innych, i abyśmy mogli je dostrzec, powinniśmy pamiętać, że wszystko, czego pragniemy dla innych, musimy najpierw dać sobie, życzyć sobie jak najlepiej. (Fot. iStock)
By wyrzuty sumienia nie blokowały naszej miłości do siebie i innych, i abyśmy mogli je dostrzec, powinniśmy pamiętać, że wszystko, czego pragniemy dla innych, musimy najpierw dać sobie, życzyć sobie jak najlepiej. (Fot. iStock)
Spotkałam się kiedyś ze stwierdzeniem, że wyrzuty sumienia to głos duszy, który podpowiada nam, że zrobiliśmy coś nie tak, jak powinniśmy lub, że czegoś nie zrobiliśmy, a poczuwaliśmy się do powinności. Czy wyrzuty sumienia to konstruktywny drogowskaz, czy raczej, trzymający nas w szachu, efekt wychowania w jakiejś strukturze społeczno-kulturowej oraz dla tej struktury?

Wyrzuty sumienia to sygnał płynący z naszego układu nerwowego. Sygnał powstaje na skutek stresu wywołanego przez dysonans tego, czego byśmy chcieli, z tym co się stało. Informuje nas, że coś poszło „nie tak”.

Cała nasza siła naprawcza tkwi w odpowiedniej reakcji na tę sytuację dysonansu.

Wyobraźmy sobie sytuację ojca, który spóźnia się na występ dyplomowy swojej córki w szkole muzycznej. Wścieka się na siebie, że zatrzymał się na stacji benzynowej i kupił sobie butelkę wody oraz na to, że nie wybrał dłuższej, ale być może przez to mniej zakorkowanej trasy. Ma wyrzuty sumienia, które odbierają mu całą radość z tego, że jego córka właśnie obroniła dyplom. Pochłaniają go krytyczne myśli na swój temat, przyznaje, że zawiódł samego siebie…. Zawiódł samego siebie… Nastrój udziela się całej rodzinie.

Jak zatem reaguje ojciec? Gniewem, obwinianiem, pretensjami, krytykowaniem samego siebie, przez co utrudnia, wręcz uniemożliwia swój autentyczny kontakt z córką. Córka chce nadal dzielić z ojcem swoją radość, ale ojciec nie jest w stanie dzielić z nią nic innego, jak tylko swój smutek, rozczarowanie. Spotykają się dwa światy… nazwę je, celowo nad wyraz: świat cnoty i świat występku.

Córka pełna radości, dumy i wdzięczności sobie, rodzicom, nauczycielom za swoje muzyczne wykształcenie nie dostaje od ojca tego, na co liczyła. Próbuje uspokoić jego wyrzuty sumienia. Atmosfera jednak odbiega od tej, której życzyłaby sobie cała rodzina.

A gdyby odwrócić reakcję ojca?

Spóźnia się, przyjeżdża w momencie, w którym córka właśnie schodzi ze sceny, ale mimo to postanawia dać jej to, czego ona od niego się spodziewa i czym on sam zdecydował się z nią podzielić. Nie są to wyrzuty sumienia z powodu spóźnienia, nie są to też emocje z tym związane, jak wspomniana złość, rozczarowanie. Ojca rozpiera duma i radość, że może dzielić z córką tak wyjątkową dla niej chwilę. Atmosfera skupia się na celebrowaniu chwili.

Zobaczmy, jak łatwo możemy sterować swoją reakcją na dane wydarzenie, na które mamy większy czy mniejszy wpływ. Wzajemne rozliczanie się ludzi, czy też rozliczanie samych siebie, zwłaszcza poprzez porównania, prowadzi do powstania blokad, które uniemożliwiają harmonijny przepływ cnót, takich jak: dobroć, życzliwość, miłość, troska, opanowanie, łagodność.

Jeśli ktoś czytał List do Galatów z Nowego Testamentu, to jest w nim wyraźnie powiedziane, że przeciw takim cnotom (jak te wyżej wymienione) „nie ma prawa”. Co to oznacza? To znaczy, że jeśli rezultatem danej reakcji będą powyższe cnoty, wówczas żadna zasada nie ma mocy. W tym przypadku ważniejsze było współuczestniczenie w radości dziecka, aniżeli robienie sobie, czy komukolwiek wyrzutów z powodu spóźnienia. Radość, miłość, życzliwość zostałyby podtrzymane i pomnażane.

By wyrzuty sumienia nie blokowały naszej miłości do siebie i innych, i abyśmy mogli je dostrzec, powinniśmy pamiętać, że wszystko, czego pragniemy dla innych, musimy najpierw dać sobie, życzyć sobie jak najlepiej… Tym bardziej, gdy chcemy aby nasze pragnienia miały moc sprawczą, uzdrawiającą i autentyczną.

Kogo cieszy w 100 proc. nawet wielki podarunek od najbliższej osoby, gdy jego ofiarowaniu towarzyszą wypowiedziane z żalem słowa: „mnie się nie udało, mi nikt nie dał, nie pomagał, ale ja Tobie dam”?

Pamiętajmy również o tym, by nie wzmagać wyrzutów sumienia, nie wzmacniać ich mocy poprzez częste powtarzanie ich przeciwko sobie. Jeśli z czymś walczymy, staje się to coraz silniejsze. Tylko akceptacja danego stanu lub faktu (jak spóźnienie w tym przykładzie), refleksja nad intencją (chcę dzielić wraz z córką radość), odpowiednie nastawienie, wybaczenie sobie, pozwala na otwarcie się na uzdrawiającą moc płynącą nie z „prawa”, z zasad, ustaleń, regulaminów, czy planów, ale z miłości do siebie i innych.

Dbając o cnotę dobroci, życzliwości, miłości, opanowania w swoim sercu, wypełniamy nimi serca innych, nie dokładając im trosk.

Po co komuś prawo, które zabija, zamiast dawać lepsze życie? Prawo wypełnia się doskonale w cnocie miłości.

  1. Zwierciadło poleca

Przemoc słowna wobec kobiet – rusza kampania społeczna „#NiePrzesadzam”

O przemocy werbalnej mówimy wtedy, gdy świadomie używamy języka do obrażania, poniżania, nękania lub marginalizowania. Wulgarne wyrażenia, seksistowskie uwagi, mobbing w pracy – to elementy przemocy słownej i języka nienawiści, który w dużym stopniu przeniósł się do Internetu. (ilustr. iStock)
O przemocy werbalnej mówimy wtedy, gdy świadomie używamy języka do obrażania, poniżania, nękania lub marginalizowania. Wulgarne wyrażenia, seksistowskie uwagi, mobbing w pracy – to elementy przemocy słownej i języka nienawiści, który w dużym stopniu przeniósł się do Internetu. (ilustr. iStock)
Język nienawiści? – To zwykle od słowna wszystko się zaczyna. Dlatego nowa kampania ma na celu uświadomienie, że przemoc wobec kobiet to nie tylko przemoc fizyczna. To również zwroty, do których przywykliśmy na co dzień, będące początkiem fizycznej agresji. Twarzą kampanii „#NiePrzesadzam” oraz główną ambasadorką została aktorka, dziennikarka i modelka – Anna Wendzikowska.  

Język nienawiści? – To zwykle od słowna wszystko się zaczyna. Dlatego nowa kampania ma na celu uświadomienie, że przemoc wobec kobiet to nie tylko przemoc fizyczna. To również zwroty, do których przywykliśmy na co dzień, będące początkiem fizycznej agresji. Twarzą kampanii „#NiePrzesadzam” oraz główną ambasadorką została aktorka, dziennikarka i modelka – Anna Wendzikowska.  

Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych wyznaczyło 25 listopada Międzynarodowym Dniem Eliminacji Przemocy wobec Kobiet. Zdaniem ONZ przemoc wobec kobiet ma charakter prawdziwej epidemii, która nie objawia się jedynie w czynach. Każdego roku miliony kobiet i dziewcząt na całym świecie jest obrażanych czy poniżanych. W Polsce, według badań przeprowadzonych na zlecenie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, przemocy psychicznej w rodzinie doświadczyło 27% badanych: 33% kobiet i 21% mężczyzn. Przemoc najczęściej jest stosowana w obrębie jednego gospodarstwa domowego. Warto też zauważyć, że  przemocy  psychicznej  ze  strony  aktualnego lub byłego partnera doświadcza niemal co druga kobieta (43%).

Kiedy możemy mówić o przemocy słownej i psychicznej?

Polacy w swoim otoczeniu najczęściej zauważają przemoc psychiczną - aż 54% respondentów przyznało, że zna przynajmniej jedną rodzinę, w której doszło do takiego aktu wobec kobiet. Według powszechnej definicji, przemocą psychiczną nazywamy takie zachowanie, które prowadzi do umniejszania poczucia własnej wartości ofiary, wzbudzania w niej strachu, pozbawiania poczucia bezpieczeństwa i kontroli nad własnym życiem.

- Przemoc na poziomie języka to niestety bardzo częste zjawisko, które możemy obserwować tak w życiu publicznym, w mediach czy na portalach społecznościowych, ale bywa stosowana także w związku czy rodzinie. Znamy przypadki klientek naszej fundacji, które przychodząc do nas wyrażają powątpiewanie, czy już należy im się pomoc – „on mnie nie bije, ale mnie wyzywa, obraża, szantażuje, grozi mi”… Tłumaczymy wtedy, że takie zachowania to także forma przemocy czy znęcania się, mimo że dzieją się „tylko” na poziomie języka. Tego typu sytuacje są nie tylko bardzo bolesne, ale stanowią również poważne zagrożenie dla zdrowia psychicznego – mówi Urszula Nowakowska, prezeska Centrum Praw Kobiet. - W każdej formie przemocy chodzi o sprawowanie władzy i kontroli, także na poziomie psychicznym. Aktualnie obowiązujące obostrzenia związane z pandemią sprzyjają stosowaniu przemocy, bo rodzą złość, frustrację, niepewność jutra, destabilizują sytuację finansową rodziny. To idealne warunki do gróźb i zastraszania, by wymóc na drugiej osobie posłuszeństwo. Nasze doświadczenia potwierdzają, że takich sytuacji jest w dobie pandemii niestety znacznie więcej.

Do wielu obraźliwych określeń, niestety, przywykliśmy

Słowna przemoc bywa też zawoalowana. Na niektóre określenia, przypisywane tradycyjnie kobietom, większość z nas po prostu nie zwraca już uwagi. Tak bardzo do nich przywykliśmy, że nie zastanawiamy się nad ich znaczeniem. Począwszy od histeryzowania, przez rozdrażnienie spowodowane PMSem, aż po brak zdolności kobiet do podejmowania męskich decyzji (taki język stosują zresztą same kobiety). Wśród społeczeństwa ciągle panuje powszechne przyzwolenie na pewnego rodzaju negatywne frazy, które mogą ranić potencjalnego odbiorcę i przyzwalać na rozwój przemocy. Nie bądź baba! Masz okres, czy co? Dziewczynce nie przystoi. Słaba płeć - to tylko przykłady.

- Nawet jeśli mizoginistyczne i nienawistne teksty czy komentarze są rozpowszechniane pośrednio w tekstach piosenek lub na forach internetowych, wpływają one na samoocenę milionów dziewcząt i kobiet - wyjaśnia Cornelia Lahmann, lingwistka z językowej aplikacji Babbel - Akt mowy, taki, jak np. obraźliwy post w social mediach to na pierwszy rzut oka ciąg słów. Dopiero to jego znaczenie może prowadzić do poważnych szkód emocjonalnych odbiorcy. Język kształtuje percepcję każdego człowieka i prowadzi od uprzedzeń i stygmatyzacji, aż do braku szacunku i agresywnego zachowania. Uznanie, że słowa mogą być źródłem przemocy jest zatem ważnym krokiem w dążeniu do stworzenia miejsca wolnego od przemocy - zarówno w codziennym świecie, jak i wirtualnej rzeczywistości.

Organizatorem tegorocznej kampanii #NiePrzesadzam jest firma Babbel – twórca jednej z najpopularniejszych aplikacji do nauki języków obcych. Partnerem wydarzenia została Fundacja Centrum Praw Kobiet. Organizacja, jak co roku przeprowadza głośną kampanię społeczną, której celem jest szerzenie świadomości poruszanego problemu związanego z przemocą wobec kobiet. W tym roku skupia się na kwestii kobietobójstwa i wszelkich aspektach, które mogą prowadzić do tej tragedii. Organizacja nieustannie wspiera wszystkie kobiety, które potrzebują pomocy. Obecnie, poza doradztwem prawnym obejmuje ona pomoc psychologiczną, asystowanie kobietom w sądach, zapewnienie bezpiecznego schronienia, prowadzenie grup wsparcia i telefonu zaufania, a także pomoc socjalną i doradztwo zawodowe.