1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Czy jesteśmy przebodźcowani? Co „powiedziałyby” nasze zmysły?

Każdemu wedle potrzeb – okazuje się, że w przypadku bodźców najlepiej sprawdza się „złoty środek”. Kiedy zatem warto odciąć się od świata? (Fot. iStock)
Nadmiar bodźców wzmaga stres, jednak ich niedobór także nie jest korzystny. Ogranicza rozwój dziecka, a dorosłych może doprowadzić nawet do halucynacji. Terapeutka Aleksandra Charęzińska wyjaśnia, jak znaleźć złoty środek.

Czym jest deprywacja sensoryczna?
To stan, w którym mózg otrzymuje ograniczoną liczbę bodźców sensorycznych z konkretnych układów zmysłowych lub nie otrzymuje ich wcale. Obecnie to pojęcie bywa najczęściej używane w kontekście metody R.E.S.T. – nazywanej „floatingiem” i stosowanej w medycynie alternatywnej. Jej pierwotna nazwa to właśnie deprywacja sensoryczna, a polega ona na czasowym odcięciu człowieka od większości bodźców sensorycznych i ma sprzyjać relaksowi.

Drugim kontekstem używania pojęcia jest metoda integracji sensorycznej – jednej z najpopularniejszych w Polsce metod terapeutycznych pracy z dziećmi. W tym wypadku w deprywacji sensorycznej okresu prenatalnego oraz wczesnego dzieciństwa upatruje się jednej z przyczyn powstawania zaburzeń sensorycznych u dzieci.

Właśnie – niektórzy twierdzą, że deprywacja to metoda lecząca wszelki ból i skomplikowane zaburzenia rozwoju, inni – że prowadzi do powstania zaburzeń psychicznych. Jak jest naprawdę?
Deprywacja sensoryczna była przedmiotem wielu eksperymentów badawczych, zwłaszcza w latach 60. ubiegłego wieku. Badaczy interesowało, jak mózg zareaguje na sytuację ograniczenia lub odcięcia od bodźców. Okazało się, że dłuższa izolacja prowadzi do uczucia niepokoju, odrealnienia, utraty poczucia czasu, przestrzeni i ciała, omamów oraz halucynacji. Pomimo gratyfikacji finansowej uczestnicy badania nie byli w stanie wytrzymać zbyt długo w takich warunkach i dość długo dochodzili do pełnej sprawności percepcyjno-motorycznej po zakończeniu eksperymentów.

Ale istnieją również eksperymenty i badania naukowe potwierdzające, że R.E.S.T. może wpływać na obniżenie poziom stresu (redukcja kortyzolu) i działać relaksująco, zmniejsza chroniczny ból, a także działa pozytywnie na przywspółczulny układ nerwowy. Pamiętajmy jednak, że środowisko naukowe jest dość sceptyczne wobec tych badań, ponieważ nie wykonano ich na szeroką skalę.

Czyli z jednej strony źródło poważnego dyskomfortu, z drugiej – metoda lecznicza…
Sama deprywacja sensoryczna jest narzędziem, które w zależności od tego, jak jest stosowane, może wywołać różne skutki u różnych osób. Znaczenie mają m.in.: czas jej trwania, stan zdrowia, kondycji psychicznej i wieku osoby, która jest jej poddawana. W sytuacji kontrolowanej, krótkotrwałej i dobrowolnej – może pomagać, ale oczywiście jest to kwestia bardzo indywidualna. Na pewno wiemy, że w sytuacji przymusu czy zbyt długiego przebywania w odcięciu od bodźców wystąpią negatywne skutki.

Czym różni się częściowa deprywacja sensoryczna od pełnej?
Częściowa deprywacja sensoryczna to odcięcie od bodźców pochodzących z jednego układu sensorycznego. Taką deprywacją będzie zgaszenie światła lub zasłonięcie oczu w celu regeneracji. Podobnie jak odcięcie się od bodźców dźwiękowych poprzez włożenie stoperów lub słuchawek wyciszających. Może być celowa, kiedy sami odcinamy się od bodźców, którymi czujemy się przeciążeni, lub przypadkowa, jak całkowita utrata zmysłu węchu, smaku – jak dzieje się u wielu osób chorujących na COVID-19.

Pełnej deprywacji sensorycznej tak naprawdę nie da się osiągnąć; nawet jeśli odetniemy zewnętrzne bodźce pochodzące z takich układów sensorycznych jak wzrok czy słuch, pozostaną bodźce związane z ciałem oraz czuciem wnętrza siebie: proprioceptywne – czucie części ciała i jego ruchu, czy interoceptywne – czucie somatyczne. W kontrolowanych warunkach można ograniczyć dostęp bodźców sensorycznych o 80 czy 90 proc.

W leczeniu jakich dolegliwości może pomóc deprywacja sensoryczna?
Kluczowe jest, by podkreślić, że może, nie musi – floating cały czas jest rozpatrywany w kategoriach medycyny alternatywnej. Sven-Åke Bood, psycholog z Uniwersytetu Karlstad w Szwecji, w swojej rozprawie doktorskiej potwierdza, że relaks w kabinie deprywacyjnej wpływa pozytywnie na organizm. Już po 12 zabiegach osoby cierpiące z powodu chronicznego bólu poczuły się znacznie lepiej. Zabiegi pomogły w takich dolegliwościach, jak bóle związane z urazami kręgosłupa szyjnego, fibromialgia, depresja czy długotrwały ból związanym ze stresem.

Ciekawa jest analiza przypadku 36-letniej kobiety, która cierpiała na ADHD oraz miała zdiagnozowany zespół Aspergera, w związku z czym stale doświadczała stresu oraz stanów depresyjnych. Po roku sesji floatingowych pacjentka zauważyła poprawę w zakresie samoregulacji, przetwarzania bodźców sensorycznych, funkcjonowania poznawczego i emocjonalnego. W jej przypadku metoda deprywacji sensorycznej została uznana za znaczącą formę terapeutyczną.

Czy możemy sami sobie zafundować odcięcie od bodźców, które zadziała leczniczo?
Sami możemy sobie zafundować częściową deprywację sensoryczną polegającą na wyłączeniu na jakiś czas zmysłu wzroku lub słuchu. Dla przeciążonego układu nerwowego odcięcie od trudnych bodźców jest podstawą powrotu do homeostazy. Pełniejsza deprywacja jest możliwa podczas głębokiej medytacji, modlitwy lub właśnie w komorze floatingowej. Jest to kapsuła wypełniona roztworem siarczanu magnezu, tzw. solą Epsom, o temperaturze zbliżonej do temperatury ludzkiego ciała. Możemy się w niej prawie całkowicie odciąć od bodźców dzięki ciemności, ciszy i unoszeniu się na wodzie.

Pozostaje jeszcze drugi kontekst deprywacji sensorycznej, czyli zaburzenia sensoryczne u dzieci. Prowadzi Pani diagnozę i terapię integracji sensorycznej – na czym to polega?
Integracja sensoryczna to proces neurologiczny, w którym mózg dziecka uczy się odbierać i przetwarzać różnorodne bodźce sensoryczne, tak by mogło na nie adekwatnie reagować. Jest to swoista nauka świata oraz samego siebie, ponieważ odbieramy zarówno bodźce zewnętrzne, jak i te związane z naszym ciałem. Proces przebiega w bardzo naturalny sposób, zwykle go nie zauważamy do momentu, aż coś pójdzie nie tak.

Terapia jest przeznaczona dla dzieci, które mają zaburzenia przetwarzania sensorycznego. Przebiega w specjalnie przystosowanej do tego sali, wyposażonej w różnego rodzaju sprzęt podwieszany, platformy, huśtawki, materace, piłki, deskorolki oraz inne pomoce służące do stymulacji zmysłów. Na terapię składają się także odpowiedni plan dnia, dieta sensoryczna i, co niezwykle ważne, stworzenie dziecku przyjaznego sensorycznie środowiska.

Panuje przekonanie, że do rozwoju potrzebna nam jest stymulacja. A jednak nadmiar stymulacji, bodźców, doznań, dźwięków, słów, ludzi – może być szkodliwy…
Wiele badań potwierdza, że bez odpowiedniej stymulacji sensorycznej dziecko nie będzie się prawidłowo rozwijać. Musimy jednak pamiętać, że kluczem jest stymulacja podstawowych systemów zmysłowych, czyli dotyku, równowagi i propriocepcji [zmysł orientacji ułożenia części własnego ciała – przyp. red.] oraz zwrócenie uwagi na liczbę i jakość pozostałych bodźców: wzrokowych, słuchowych i węchowych. Współczesny świat oferuje bardzo dużo, a układy nerwowe dzieci zwyczajnie nie wyrabiają.

Co więcej, każdy z nas może różnić się progiem pobudzenia − są osoby bardziej wrażliwe na bodźce, podwrażliwe oraz te ich poszukujące. Kiedy przekroczymy barierę wytrzymałości swojego układu nerwowego, czyli próg pobudzenia, bodźce zaczynają szkodzić. Stają się wówczas stresorami powodującymi wzrost kortyzolu, co łączy się często z nadmiernym pobudzeniem i aktywacją układu współczulnego, mobilizującego organizm do działania, aktywizującego pracę narządów wewnętrznych – czyli brakiem homeostazy. Taki stan przeciążenia sensorycznego może prowadzić do problemów z regulacją emocji, problemów w codziennym funkcjonowaniu, trudności w szkole czy w funkcjonowaniu w grupie.

Czy osoba bez zdiagnozowanych zaburzeń i chorób psychicznych może skorzystać na odcięciu się od bodźców?
Z moich obserwacji wynika, że pomaga zrelaksować się osobom wysoko wrażliwym. Głównym efektem opisywanym zarówno w badaniach, jak i podawanym przez uczestników tego rodzaju sesji jest głęboka relaksacja oczyszczająca ciało i umysł. Skutkuje obniżeniem poziomu kortyzolu, a doświadczający floatingu często opisują swoje doznania jako niezwykle intensywne i dogłębne.

Wśród znajomych, którzy skorzystali z tego rodzaju sesji, znaczna większość podkreślała niezwykły stan relaksu, odprężenia i wyzerowania umysłu. Jedna osoba doświadczyła nudy, inna rozczarowania, bo spodziewała się lepszych efektów, a jeszcze inna sygnalizowała negatywne odczucia związane ze zbyt małą liczbą bodźców i brakiem wygody w kapsule.

A co by Pani poleciła komuś, kto chciałby stworzyć dla samego siebie bezpieczne i kojące warunki deprywacji sensorycznej?
Po pierwsze, musimy wiedzieć, jakie bodźce sensoryczne nas męczą i przestymulowują, a co nas relaksuje. Postarajmy się raz na jakiś czas odciąć to, co sprawia trudność – poprzez wyłączenie lub przyciemnienie światła, założenie słuchawek czy stoperów. Można bujać się w hamaku, położyć na materacu lub łóżku. Jeśli lubimy śpiewać – śpiewajmy z zamkniętymi oczami, kołysząc się na boki. Podobne efekty dają mindfulness, medytacja, joga, relaksująca kąpiel w wannie czy spacer po lesie. Warto przy tym nasłuchiwać wnętrza − ono podpowie, czy czujemy się kojąco i bezpiecznie.

Aleksandra Charęzińska: pedagożka speacjalna, terapeutka integracji sensorycznej, specjalistka diagnozy i terapii pedagogicznej, wykładowczyni akademicka. Twórczyni programu zajęć sensorycznych dla niemowląt i dzieci Smyko-Multisensoryka.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze