1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia

Mentalizacja – poprawia komfort życia. O to, czym jest i jak ją stosować, pytamy prof. dr hab. Annę Zajenkowską, psychoterapeutkę

Mentalizacja w psychologii - co to za umiejętność? Przykłady zastosowania (Ilustracja: Julia Błaszczyk/half of time)
Mentalizacja w psychologii - co to za umiejętność? Przykłady zastosowania (Ilustracja: Julia Błaszczyk/half of time)
Mentalizacja poprawia komfort życia, dzięki niej lepiej radzimy sobie ze złością, rozumiemy, co się wokół nas dzieje, i tworzymy więzi z innymi ludźmi. Mentalizacja to zdolność do refleksyjnego spojrzenia na siebie i innych. Psychoterapeutka prof. dr hab. Anna Zajenkowska podpowiada, jak można ją rozwijać.

Kilka lat temu współprowadziła pani program resocjalizacji w zakładzie karnym w Opolu Lubelskim, który miał pomóc osadzonym w walce o zmianę na lepsze. Podobny program wdrażała pani w kobiecym zakładzie karnym na warszawskim Grochowie. Co to były za programy?
Na podstawie istniejących badań oraz pracy klinicznej wyszliśmy z założenia, że większe rozumienie swoich stanów wewnętrznych oraz tego, jak się jest postrzeganym przez innych, ale też stanów emocjonalnych innych ludzi wpłynie na obniżenie agresywnych reakcji. W kontekście więźniów to dosyć istotne, bo wcześniejsze badania wykazały, że takie umiejętności są czynnikiem, który istotnie obniża wrogość i agresję. Dlatego właśnie postanowiliśmy przeprowadzić warsztaty z mentalizacji z osadzonymi.

Program w Opolu Lubelskim był krótki, tylko sześć spotkań, ale nawet po tak krótkim czasie można było zaobserwować różnicę w zachowaniu uczestników. Część osadzonych zaczęła zauważać, że na ich własne reakcje na innych ma wpływ to, jak oceniają ich zachowanie, jakie intencje im przypisują, ale też to, że nie muszą wcale iść za swoją pierwszą oceną, bo ona jest często nawykowa i może być pełna agresji. Pojawiła się więc w ich myśleniu refleksyjność, takie zatrzymanie: „Stop. Dlaczego ja w taki sposób pomyślałem o współwięźniu?!”.

Mentalizacja w psychologii - co to za umiejętność?

To nas zbliża do definicji pojęcia „mentalizacja”. Mówi się, że to jest zdolność do myślenia o czyimś umyśle.
A mówiąc bardziej szczegółowo, mentalizacja to umiejętność interpretowania myśli, uczuć, intencji, motywacji do działania zarówno u siebie, jak i w przypadku innych ludzi. Polega na widzeniu siebie i innych od wewnątrz i jednocześnie od zewnątrz. Jak patrzę na siebie od wewnątrz, to mam świadomość tego, co mi się tam w środku dzieje, co przeżywam, w jaki sposób reaguję. Jak patrzę od zewnątrz, to mam refleksję na temat tego, jak inni ludzie mogą mnie odbierać, bo to, że ja myślę o sobie w określony sposób, nie oznacza, że ktoś inny myśli podobnie. Wyobraźmy sobie, że wracam do domu, siadam w fotelu i zjadam cztery tabliczki czekolady. Kiedy się zastanawiam, dlaczego tak się zachowałam, odpowiadam sobie: „A, zachciało mi się słodyczy, bo jest zimno”. Mówię to, chociaż miałam fatalny dzień, stresujące spotkanie w pracy i za pomocą tej czekolady rozładowałam swoje napięcie. No ale jeśli nie widzę siebie od wewnątrz, to nie dojdę do tej motywacji. Podobnie to wygląda w przypadku myślenia o innych ludziach – mogę mieć różne pomysły na to, dlaczego ktoś się zachowuje w określony sposób, ale to, że coś myślę o innej osobie, nie oznacza, że ona to w tym momencie przeżywa.

Poproszę o przykład, który pozwoli nam prześledzić, jak wyglądałaby mentalizacja, dobre mentalizowanie, a jak jego brak w interakcji.
Wyobraźmy sobie, że dziecko wraca do domu po ośmiu godzinach nauki w szkole. Jest zmęczone, siada na kanapie i sobie odpoczywa, oglądając telewizję. Wpada ojciec i jak widzi dziecko przed telewizorem, wścieka się, że ono się leni, i zaczyna na nie krzyczeć. Można powiedzieć, że ojciec nie mentalizuje, nie widzi kontekstu, tylko swoją złość. Nie widzi tego, że wrócił z pracy zmęczony i napięty, że sam chciałby odpocząć, ale nie może, bo musi skończyć ważny projekt. Nie widzi też tego, że oglądać telewizję można nie tylko z lenistwa, ale też dlatego, żeby oderwać się od intelektualnego wysiłku, odpocząć. Wtedy wchodzi matka i mówi: „Wydaje mi się, że jesteś zmęczony, odsapnij, uspokój się”. Na co ojciec: „Nie jestem zmęczony, jak mam się nie wściekać, gdy nasze dziecko jest takim leniem”. Matka namawia wtedy ojca, by poszli razem do kuchni, pomaga mu stać się w tej sytuacji obserwatorem. Radzi mu, żeby usiadł, napił się herbaty i ochłonął, zauważył, co się właśnie stało. Ojciec zaczyna opowiadać, jaki miał ciężki dzień, jaki jest wściekły, i cały czas wraca do tego, że dziecko się leni. A ona mówi: „Nasze dziecko było osiem godzin w szkole, potrzebuje odpocząć”. To matka w tej sytuacji mentalizuje, jeśli będzie w rozmowie z mężem zastanawiać się, dlaczego jego interakcja była taka intensywna, to w ten sposób będzie uczyć go mentalizacji. Powodów jego gwałtownej reakcji może być wiele, na przykład to, że sam jako dziecko był ciągle zapracowany i nie dawał sobie przestrzeni na leniuchowanie.

Spotkałem się z porównaniem mentalizacji do czytania w myślach, ale im dłużej rozmawiamy, tym bardziej wydaje mi się, że jest wręcz przeciwnie. Dzięki mentalizacji zdajemy sobie sprawę, że czytanie w myślach jest niemożliwe.
Dokładnie. Mogę mieć różne przypuszczenia na pana temat na podstawie swoich wcześniejszych doświadczeń. Ale ja wiem, że to tylko przypuszczenia wymagające weryfikacji. Mentalizacja to bardzo dynamiczny proces. Na podstawie pana mimiki czy zachowania mogę pomyśleć, że jest pan znudzony naszą rozmową, ale to nie oznacza, że tak jest. Wraz z upływem czasu dostaję wciąż nowe dane i one weryfikują to, co myślę na ten temat.

Czy umiejętność do mentalizacji jest wrodzona?
Generalnie wszyscy mamy zdolność mentalizacji w jakimś stopniu. Średnia jest taka, że jak jesteśmy spokojni, niezestresowani, nie odczuwamy silnych emocji, mamy zaspokojone podstawowe potrzeby, to jesteśmy w stanie się zatrzymać na swoich myślach i zobaczyć, skąd one się w ogóle biorą. Mentalizacja jest uwarunkowana zarówno genetycznie, neurobiologicznie, jak i środowiskowo. Prawie wszyscy mamy neurobiologiczny potencjał, ale to nie wystarcza, bo musimy się jeszcze tej kompetencji nauczyć. I niektórym z nas będzie trudniej. Każdy ma jakiś temperament, jeśli jesteśmy bardziej wrażliwi na bodźce, bardziej skłonni do silniejszych reakcji emocjonalnych, takich jak strach czy niepokój, to trudniej będzie nam mentalizować. Żeby mentalizacja mogła się rozwijać, opiekun musi nauczyć dziecko rozpoznawania emocji, musi je przyjmować i odzwierciedlać, czyli wyraźnie pokazywać, że go interesują, poruszają oraz że stara się je rozumieć i nazywać. Jak bobas się cieszy, rodzic również się uśmiecha, mówi: „Ojej, widzę, że się cieszysz, że jesteś wesoły”. A jak dziecko jest starsze, rodzic zadaje pytania na temat jego samopoczucia, emocji, rozmawia z nim. Uczy mentalizacji poprzez dialog, zadawanie pytań. Jeśli wszystko w tej parze opiekun – dziecko układa się dobrze, to dziecko internalizuje ten sposób myślenia, z czasem nie potrzebuje już mamy ani taty lub innego opiekuna, żeby odkryć, że krzyczy na kumpla dlatego, że jest głodne, a nie dlatego, że ma mu coś za złe.

Co w przekazywaniu umiejętności mentalizacji może pójść nie tak?
Na YouTubie można sobie obejrzeć eksperyment kamiennej twarzy Edwarda Tronicka. Na filmie obserwujemy interakcję niemowląt i matek, potem zresztą zrobiono także wersję tego eksperymentu z ojcami. W zwykłym kontakcie matki żywo reagują na mimikę i gestykulację dziecka, odzwierciedlają je. W pewnym momencie są proszone, żeby przez kilkanaście sekund nie wyrażały żadnych emocji, zastygły. Dzieci najpierw próbują wywołać ich zainteresowanie, machają rączkami, a potem się niepokoją, płaczą. Jednak gdy po tej krótkiej przerwie matka znów wchodzi w interakcję, dziecko się uspokaja. Tak się nie dzieje w relacjach, w których opiekunowie byli depresyjni. W takich przypadkach dzieci nie wracają już do tego samego poziomu interakcji, odsuwają się, wycofują. W wersji eksperymentu z lustrem są bardziej zainteresowane swoim odbiciem niż matką. Jeśli twarz opiekuna nie odzwierciedla, wydaje się niebezpieczna, wywołuje jakiś dyskomfort, to dziecko zaczyna polegać bardziej na swoim wnętrzu, nie ma mentalizacji na swój temat, tylko chaos. Jeżeli w okolicy nie znajdzie się inny dorosły, który będzie w stanie ten deficyt bezpiecznego kontaktu zrekompensować, dziecko nie będzie wiedziało, w jakim jest stanie emocjonalnym.

Wyobraźmy też sobie lękliwe, nadwrażliwe dziecko i rodzica, który ma zupełnie inny temperament, więc na emocjonalność dziecka nie odpowiada. To nie muszą być od razu traumatyczne doświadczenia, wystarczy brak dopasowania między opiekunem a dzieckiem. Albo weźmy przykład sytuacji, w której rodzic jest nadopiekuńczy i zanim dziecko zakomunikuje o swoich potrzebach, na przykład, że jest głodne, właściwie zanim poczuje głód, rodzic podtyka mu pod nos coś do jedzenia. Takie dziecko zatraca umiejętność łączenia swoich reakcji z potrzebami, co może skutkować problemami z mentalizacją. Tutaj pojawia się pole do refleksji dla opiekuna – dlaczego nie mogę znieść tego, że dziecko przez chwilę jest głodne? Co to we mnie powoduje, a może jest to związane z moją zdolnością do tolerowania frustracji?

Jak się zachowuje dorosła osoba z deficytami mentalizacyjnymi?
Zaburzenia mentalizacji mogą na przykład polegać na tym, że będę miała tendencję do wychwytywania negatywnych emocji z ludzkiej twarzy bez zwracania uwagi na te pozytywne. W efekcie będzie mi się często wydawało, że inni mnie nie lubią albo się ze mnie śmieją. Będę myśleć: „Kurczę, ten facet kiwa głową, jak nic mnie lekceważy”. I to wywoła we mnie takie emocje, tak mnie wytrąci z równowagi, że nie będę w stanie tego zweryfikować. Może być też tak, że jakaś osoba jest tak bardzo przy swoich emocjach, że nie dostrzega, gdy swoim zachowaniem rani innych ludzi. Nie rozumie, dlaczego ci inni się odsuwają, czuje się odrzucona. To tylko przykłady, bo nie ma jednego wzorca braku mentalizacji. W zależności od trudności, jakich doświadczymy w życiu, kłopoty z mentalizacją będą się manifestować na różne sposoby. Świat osoby, która ma jakieś deficyty mentalizacyjne, może być bardziej zero-jedynkowy, czarno-biały, bo nie ma w nim miejsca na wiele interpretacji, na wiele możliwości odpowiedzi. To upraszczanie świata wynika z doświadczeń tej osoby, często trudnych. Powiedzieliśmy, że to nie musi być trauma, to mogą być zaniedbania wychowawcze, jeśli jest ich zbyt dużo. Skutkiem braku mentalizacji mogą być nawet objawy lękowe albo depresyjne wynikające z nierozumienia sytuacji społecznych.

A po czym poznać, że ktoś świetnie sobie radzi z mentalizacją?
Dobrze się z takim kimś czujemy. W relacji z tą osobą mamy przestrzeń na siebie, na różne swoje stany emocjonalne. Nie musimy się obawiać, że jak się wkurzymy albo się czegoś przestraszymy i będziemy o tym mówić, to zostanie to źle odebrane. Taka osoba jest w stanie być z nami w różnych naszych stanach emocjonalnych, także trudnych. Nie trzeba się o nią troszczyć ani jej obawiać. Mentalizacja jest bardzo ważna w codziennym życiu, umożliwia rozumienie tego, co się wokół nas dzieje, i tworzenie więzi z innymi ludźmi. Poprawia komfort życia, może decydować o naszym zdrowiu, dzięki niej lepiej sobie radzimy z frustracją czy niejednoznacznością sytuacji, w których się znaleźliśmy.

Pani badania są dowodem, że mentalizacji można się uczyć nie tylko w procesie wychowania.
Może w tym pomóc funkcjonowanie w zdrowej relacji – związek, w którym jest przestrzeń na rozmowę o emocjach i wzajemnych potrzebach. Problem jest tylko taki, że im głębiej zaburzona jest mentalizacja, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że wejdziemy w zdrową relację. Pozostaje jeszcze psychoedukacja, warsztaty i terapia. W Centrum Terapii Dialog, gdzie pracuję, wdrażamy właśnie pilotażowy program w ramach grantu z Narodowego Centrum Nauki, w którym będziemy proponować trening mentalizacyjny. To będzie 12 spotkań wyjaśniających, czym jest mentalizacja, ich uczestników zaprosimy potem do grup terapeutycznych, gdzie wspólnie będziemy analizować m.in. ich funkcjonowanie w relacjach i rozwijać umiejętność mentalizacji.

Skoro mentalizacja nie tylko poprawia nasz dobrostan, ale też pomaga dobrze społecznie funkcjonować, może powinno się jej uczyć w szkołach?
Takie warsztaty sprawdziłyby się w szkołach średnich, bo to jest moment, kiedy rozwija się struktura osobowości, poza tym środowisko, w którym żyjemy, to wszechobecne przestymulowanie bodźcami, może powodować osłabienie funkcji mentalizacyjnych. Ale zanim mentalizacja stanie się obowiązkowym przedmiotem w szkole, zapraszam wszystkich chętnych na warsztaty, które od 10 lat prowadzę w ramach projektu „Polska na kozetce”. Spotykamy się w różnych miastach Polski, w marcu odbędzie się spotkanie w Bielsku-Białej, w maju – w Toruniu. To są nieodpłatne, kilkugodzinne spotkania, podczas których staramy się rozmawiać i zobaczyć, jak w kilkudziesięcioosobowej grupie uczestników odbijają się procesy społeczne.

My w Polsce mamy duże trudności z mentalizacją, wystarczy spojrzeć na silną polaryzację, której jesteśmy świadkami w ostatnich latach. Ten podział na dwa zwalczające się plemiona, czarno-biały świat to dowody braków mentalizacji na poziomie społecznym.

Szkoda, że edukacja nie opiera się na rozwoju kompetencji mentalizacji. Zbyt często brakuje nam refleksji, że ktoś na tę samą sprawę może patrzeć inaczej niż my, bo ma na przykład inne doświadczenia, i to wcale nie znaczy, że się myli albo robi to przeciwko nam. Generalnie jeden z aspektów mentalizacji to otwarcie na inną perspektywę, słuchanie drugiej osoby w taki sposób, żeby skupić się nie na tym, w czym się myli, ale na tym, w czym może mieć rację.

Prof. dr hab. Anna Zajenkowska, psycholożka, analityczka grupowa, psychoterapeutka psychodynamiczna. Od 10 lat zaangażowana w projekt „Polska na kozetce”, w ramach którego organizowane są konferencje i warsztaty. Pracuje w Centrum Terapii Dialog oraz w Akademii Ekonomiczno--Humanistycznej w Warszawie.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze