1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. 4 nowe sposoby na kreatywność

4 nowe sposoby na kreatywność

Każdy może obudzić w sobie kreatywność. Warto trenować. (Fot. iStock)
Każdy może obudzić w sobie kreatywność. Warto trenować. (Fot. iStock)
Masz wrażenie, że twoje pomysły są mało oryginalne, a pokłady inwencji dawno się wyczerpały? Poznaj cztery sprawdzone techniki na aktywowanie kreatywności

Trudno być kreatywnym 24 godziny na dobę. Do tego skuteczność popularnych metod pobudzania szarych komórek jest zazwyczaj znikoma... Jeśli takie powszechnie znane strategie jak Mind Mapping (mapowanie myśli) czy burza mózgów nie prowadzą cię do niczego innego jak zużywania ton samoprzylepnych karteczek, to znak, że pora spróbować czegoś nowego. Ostatnie badania opublikowane w „Psychology Today” dowodzą, że możesz zwiększyć swoją kreatywność, gdy:

  1. ...jesteś senna. Jeśli zazwyczaj jesteś rannym ptaszkiem, spróbuj za zadania wymagające twórczego myślenia zabrać się wieczorem. Gdy twoja zdolność koncentracji osiąga punkt krytyczny - taki, w którym trudność sprawia nawet rozwiązanie prostego równania matematycznego - zaprzęgnięcie umysłu do kreatywnego działania wymusi niestandardowe myślenie. Kiedy twój mózg jest zmęczony, pojawiają się nieoczywiste skojarzenia, które mogą naprowadzić cię na nowatorskie pomysły - wynika z ostatnich badań dla „Thinking and Reasoning”.
  1. ...planujesz naprzód. Eureka? Nagłe olśnienie? No cóż, inspiracja rzadko kiedy przychodzi znienacka. Jak dowodzą badania przeprowadzone na Technical University of Crete w Grecji, na poprawę kreatywności najlepiej wpływa... dobre zarządzanie czasem. Zdaniem greckiego naukowca Leonidasa Zampetakisa, wydzielenie stałego przedziału czasowego w ciągu dnia na twórcze myślenie i szukanie nowych inspiracji redukuje stres i tworzy przestrzeń, w której mogą rodzić się naprawdę dobre pomysły!
  1. ...stawiasz czoła problemom. Nie bój się sytuacji konfliktowych. Jak się okazuje, burzliwa kłótnia często wyzwala niestandardowe myślenie. Aby zrozumieć ten paradoks, musisz spojrzeć na sprawę z innej strony. – Zamiast skupiać się na stresie i negatywnych emocjach towarzyszących ostrej wymianie zdań, spróbuj wyciągnąć sens ze sprzeczności i odmiennych stanowisk – zachęca Francesca Gino, ekspertka od negocjacji z Harvard University.
  1. ...stronisz od ciszy. Hałas pobudza kreatywność - tak wynika z ostatnich badań opublikowanych w „Journal of Consumer Research”. Ale nie ustawiaj od razu telewizora czy radia na cały regulator: chodzi o niewielkie natężenie dźwięku, gdyż zbyt duże zakłócenia zmniejszają zdolność przyswajania informacji. Aby pobudzić abstrakcyjne myślenie, potrzebujemy delikatnych zakłóceń – idealny będzie kawiarniany gwar lub przytłumiony szum ulicy dochodzący zza okna.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Kreatywność w pracy - co to znaczy i jak być kreatywnym na swoim stanowisku?

Kreatywność jest nam dzisiaj potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Zwłaszcza w sferze zawodowej. (Fot. Getty Images)
Kreatywność jest nam dzisiaj potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Zwłaszcza w sferze zawodowej. (Fot. Getty Images)
Kreatywność jest nam dzisiaj potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Zwłaszcza w sferze zawodowej. Na szczęście każdy może uwolnić w sobie wewnętrzne zasoby innowacyjnego myślenia. Czego potrzebujemy, żeby do nich dotrzeć – wyjaśnia psycholożka dr Lidia D. Czarkowska. 

Nieznana sytuacja, w której znaleźliśmy się w wyniku pandemii, wymaga dużej zmiany myślenia, zwłaszcza, że nie wiemy, co jeszcze nasz czeka w najbliższych miesiącach. Na czym będzie polegała ta nowa kreatywność?
Kreatywność ma swoje fundamenty, reguły i zasady, które są zawsze aktualne, natomiast wydaje mi się, że dziś powinniśmy przede wszystkim jeszcze mocniej rozwijać elastyczność, prężność (zwaną rezyliencją) i odporność psychiczną. Wszyscy znamy powiedzenie: „potrzeba jest matką wynalazków”, i wiele prawdy jest w tym, że sytuacja, w której musimy reagować w sposób przekraczający dotychczasowe zasoby czy strategie, motywuje do poszukiwania nowych rozwiązań – jednak pod warunkiem że zadbamy o swoje poczucie bezpieczeństwa. Kiedy doświadczamy lęku, niepokoju, trudno jest mieć szeroką perspektywę i myśleć innowacyjnie. Umysł skupi się raczej na zamartwianiu się i mnożeniu czarnych scenariuszy.

Jak się przed tym uchronić?
Dobrze sprawdzają się techniki antystresowe: oddechowe, medytacja uważności, praca z ciałem. Ważny dla naszego mózgu limbicznego jest ciepły, bezpieczny kontakt fizyczny, więc korzystajmy z możliwości przytulania się z domownikami. A na dłuższą metę po pierwsze, nie rezygnujmy z ruchu, nawet jeżeli miałoby to być parę ćwiczeń na macie na podłodze w salonie; po drugie, szukajmy w sobie czegoś, co pozwala na twórczą ekspresję, niekoniecznie związaną z pracą zawodową, jak malowanie czy muzyka; wreszcie po trzecie, dbajmy o kontakt z naturą, odcinając się od elektronicznych gadżetów. Dobry stan psychofizyczny jest kluczowy, dopiero potem przychodzi czas na stymulujące techniki mentalne, które pomagają rozszerzać perspektywę.

Kreatywność zawsze kojarzyła mi się z pracą zespołową, która dziś jest ograniczona. Czym więc zastąpić model burzy mózgów, do którego jesteśmy przyzwyczajeni?
Jest wiele narzędzi, które stymulują indywidualną kreatywność, także model indywidualnej burzy mózgów, który pozwala przejść przez cały proces zgodnie z regułami sztuki. Tak jak w klasycznym zespołowym modelu Osborna rozpoczyna się od fazy „zielonej” generatywnej, czyli tworzenia i zapisywania jak największej liczby pomysłów, nawet bezsensownych, z pilnowaniem, aby autokrytyk nam w tym nie przeszkadzał. Zatem jeśli mamy jakiś problem, wyzwanie albo zadanie do rozwiązania, to wypisujemy na kartce wszystko, co tylko przyjdzie nam do głowy, korzystamy ze skojarzeń bliskich i dalekich, modyfikujemy, rozwijamy i uzupełniamy już zapisane idee.

Robimy listę pomysłów?
Nie, nie robimy listy ani w żaden inny sposób nie porządkujemy myśli. Kładziemy przed sobą kartkę papieru, najlepiej poziomo, co wynika z kształtu pola naszego widzenia, i w środku zapisujemy główny temat – a jeszcze lepiej symbolicznie rysujemy to, nad czym chcemy pracować. Następnie dookoła tej centralnej myśli w przypadkowej kolejności notujemy wszystkie pomysły, idee, skojarzenia. Pierwsze trzy do pięciu będą z gatunku oczywistych, jednak trzeba je wyrzucić z siebie i zapisać, żeby uwolnić zdolność do tworzenia nowych pomysłów, tych bardziej kreatywnych, innowacyjnych. Po wygenerowaniu kolejnych czterech–siedmiu możemy mieć poczucie wyczerpania, że już więcej nic nie przyjdzie nam do głowy − jednak trzeba to przetrzymać i założyć, że wypiszemy co najmniej 25−30 pomysłów. I dobrze jest podnosić sobie poprzeczkę, więc kiedy osiągniemy ten cel – dołożyć jeszcze kilka nowych. Następnie z tej puli, na przykład około 30 propozycji, niektóre rozwijamy, modyfikujemy, dodajemy.

Taka sesja kreatywnego myślenia powinna potrwać 20–30 minut, jednak nowe pomysły mogą nam przyjść do głowy po tzw. fazie inkubacji, czyli kilka godzin później, podczas snu, odpoczynku czy nazajutrz. Dlatego w klasycznym modelu burzy mózgów jest czas na ich późniejsze zgłaszanie (skrzynka na idee), natomiast w przypadku procesu indywidualnego dobrą praktyką jest druga sesja kreatywna, także około dwudziestominutowa, kiedy na przykład po dwóch dniach wracamy do kartki i notujemy nowe rozwiązania. I dopiero wtedy jest czas na tzw. fazę „czerwoną” z modelu Osborna, czyli analizę krytyczną i eliminowanie pomysłów nieużytecznych, nieadekwatnych, nierealnych.

Jakie inne narzędzia możemy wykorzystać w pracy indywidualnej? 
Bardzo ciekawą techniką jest tzw. stół mistrzów. Polega ona na wyobrażonym zaproszeniu do stołu po kolei dowolnej liczby znanych nam osobiście lub nie osób, a nawet postaci fikcyjnych z książek czy filmów, i poproszeniu każdej z nich o trzy złote rady dotyczące problemu, który mamy rozwiązać. Wśród wirtualnych gości może być nasz autorytet z dzieciństwa, ulubiony nauczyciel, osoba, która jest ekspertem w danej branży, rezolutny pięciolatek czy mistrz kung-fu albo Yoda z „Gwiezdnych wojen”. Ta technika należy do często używanych i budzących kreatywność narzędzi coachingowych.

Coraz więcej osób pracuje zdalnie, jedni są bardziej zdyscyplinowani, inni zarywają noce, bo rano trudno im się zebrać... Czy godziny pracy mają znaczenie dla kreatywności?
Zdaję sobie sprawę z różnic indywidualnych, osobistych preferencji oraz wymogów otoczenia, bo nie zawsze jesteśmy panami swojego czasu – dowiedziono jednak, że jeśli zaśniemy o 22 i wstaniemy o 5.30, to przez kilka porannych godzin będziemy bardziej kreatywni. Proces koncentracji koncepcyjnej przebiega w cyklach czasowych, okres efektywnej pracy wynosi 90 minut i jest to tzw. tryb ultradialny. I jak wskazują badania długoterminowe z udziałem osób, które pracują w zawodach twórczych – od programistów po artystów – optymalnie jest zrobić trzy cykle półtoragodzinne przed południem, potem półtora-, dwugodzinną przerwę ze spacerem lub aktywnością, która kompletnie odrywa nas od wcześniejszego działania, i jeśli jest taka potrzeba, to maksymalnie jeszcze dwa cykle po południu. Jednak popołudniowa intensywna praca nie powinna być standardem, bo efektywnie możemy pracować przez pięć, sześć godzin i lepiej nie przeciążać systemu. Po południu dobrze jest wykonywać rzeczy rutynowe, na przykład odpowiadać na maile.

Jak przebiega ten 90-minutowy cykl?
Tryb ultradialny składa się z około kwadransa rozruchu, godziny bardzo dobrej aktywności i kwadransa kończącego, który warto wykorzystać na przejrzenie tego, co zrobiliśmy, czy drobną korektę. Pierwsze siedem do 15 minut może się nam wydać jałowe, jednak w tym czasie mózg wyznacza ogólną wizję działania. Niektórzy przygotowują plan w punktach, inni po prostu myślą o tym, co będą robić, ale nic konkretnego na monitorze czy na papierze nie powstaje. Potem zaczynamy pracować i wpadamy w stan głębokiej koncentracji, do tego stopnia, że tracimy subiektywnie poczucie upływu czasu. To tzw. flow, który przeważnie trwa między 60 a 70 minut. Kiedy kątem oka sprawdzamy, która godzina i uświadamiamy sobie, ile czasu minęło, to jest to pierwszy znak spadającej koncentracji. Jednak utrzyma się ona na wysokim poziomie jeszcze przez 10–15 minut, więc mamy dość czasu, by skończyć myśl, dopisać akapit, coś poprawić.

Po upływie 90 minut koncentracja zdecydowanie maleje, ponieważ mózg zużył tlen i węglowodany. Potrzebujemy przerwy. Z badań fizjologicznych wynika, że optymalnie powinna ona trwać około 20 minut. W tym czasie trzeba poruszać się, pooddychać głębiej, żeby uaktywnić krwiobieg, dostarczyć do mózgu substancje odżywcze oraz dotlenić się. To jest również czas, żeby coś zjeść, jednak nie co półtorej godziny, bo to zdecydowanie za często. Dobrze też zrobić gimnastykę oczu, czyli choćby popatrzeć w przestrzeń za okno. Po takiej przerwie możemy aktywnie i płodnie pracować przez  kolejne 90 minut.

Podobno rutyna zabija kreatywność, jednak wielu twórców przyznaje się do starych rytuałów. Na czym to polega?
To bardzo indywidualna sprawa, bo rzeczywiście niektórzy mogą się skoncentrować na pracy tylko wtedy, kiedy mają na sobie marynarkę albo spięte włosy z tyłu lub podciągnięte rękawy koszuli. Są też tacy, którzy nawet siedząc samemu przed komputerem, zmieniają ubranie do pracy, a potem przebierają się w domowy strój, żeby symbolicznie rozdzielić te dwie sfery. Inni wypracowują sobie z kolei mały gest na początek i na koniec cyklu pracy, może to być podniesienie rąk do góry czy po porostu klepnięcie dłonią w biurko. To działa na zasadzie skojarzeń, jako rodzaj bodźca kinestetycznego. Jeśli w sposób naturalny tworzymy pewne rytuały, żeby się czuć komfortowo i bezpiecznie, to może nam to pomóc. Jednak nie jest to konieczne i jeżeli umiemy skoncentrować się, zaangażować, być uważnym, zmotywowanym bez takich zewnętrznych atrybutów, to nie ma co tworzyć „niepotrzebnych bytów”. Zawsze warto mieć na biurku pod ręką wodę mineralną w bezpiecznym kubku „niekapku” – często pracując w twórczym zapale, zapominamy o odpowiednim nawadnianiu organizmu.

Takie "niepotrzebne byty" to dla niektórych także nieporządek na biurku. Inni bronią się argumentem, że twórczy bałagan im pomaga. Po której stronie tego starego sporu stoi nauka?
Z perspektywy klasycznego podziału temperamentów na przykład sangwinicy naturalnie otaczają się wielością rzeczy, choć według innych może to sprawiać wrażenie chaosu. Oni nazywają to właśnie twórczym bałaganem. Sangwinicy w takich warunkach nie czują się zagubieni i zasadniczo nie tyle wiedzą, co czują, gdzie co jest. Przynajmniej dopóki nie wpadną w panikę, gdy muszą szybko odnaleźć jakiś ważny dokument. Natomiast szczególnie melancholicy przez porządkowanie otoczenia porządkują też swój stan psychiczny. To ich uspokaja i przywraca poczucie sprawstwa, komfortu. Potrzebują nawet jakiegoś systemu: porządkują kolorami, fakturą, wielkością...

Zatem z jednej strony jest to kwestia indywidualna, z drugiej jednak dowiedziono, że nadmiar przedmiotów na biurku może dawać efekt przytłoczenia i rozpraszać uwagę niezależnie od temperamentu. Jestem więc zwolenniczką tezy, żeby w przestrzeni bezpośredniej pracy mieć wyłącznie przedmioty związane z tym, czym się zajmujemy w danej chwili, żeby mózg nie uciekał do innych spraw.

No właśnie, ostatnio jesteśmy mocno bodźcowani, także dlatego, że wiele spotkań odbywa się w trybie online. Jak to wpływa na twórcze możliwości umysłu?
Uważam, że jeżeli ktoś jest dobrze połączony ze sobą na poziomie somatycznym i nie ignoruje sygnałów płynących z ciała, to będzie umiał ochronić się przed takim przeciążeniem. Po kilku spotkaniach online może na przykład wprost organicznie poczuć niechęć do oglądania wieczorem webinaru, nawet potencjalnie rozwojowego. Poczuje, że ciało prowadzi go do ogródka czy na spacer, żeby złapać równowagę. Jeśli natomiast nie nauczyliśmy się szanować komunikatów organizmu, to możemy faktycznie nie dostrzec przesytu, aż w końcu ciało zacznie reagować na przewlekły stres bólami, napięciem mięśni, problemami skórnymi, zaburzeniami snu czy łaknienia. W tym miejscu wracamy do podstaw, od których zaczęłyśmy, czyli że bez zadbania o wewnętrzną równowagę trudno rozbudzić w sobie pokłady kreatywności.

Lidia D. Czarkowska (fot. archiwum prywatne) Lidia D. Czarkowska (fot. archiwum prywatne)

Dr Lidia D. Czarkowska, psycholożka, trenerka, mentorka i coach. Od ponad 20 lat wspiera rozwój ludzkiego potencjału. Założycielka i dyrektorka w latach 2010-2018 Centrum Coachingu i Mentoringu Akademii Leona Koźmieńskiego, obecnie kierownik studiów podyplomowych "Coaching Profesjonalny" w ALK.

  1. Styl Życia

Małżeństwo seniorów z Tajwanu zachwyca świat swoją kreatywnością i luzem

Na zdjęciach Chang Wan-ji i Hsu Sho-er - najbardziej znana para seniorów z Tajwanu. (Fot. montaż ujęć z instagramowego profilu Want Show As Young)
Na zdjęciach Chang Wan-ji i Hsu Sho-er - najbardziej znana para seniorów z Tajwanu. (Fot. montaż ujęć z instagramowego profilu Want Show As Young)
Tajwańskie małżeństwo osiemdziesięciolatków znalazło kreatywny sposób na przypomnienie klientom swojej pralni o nieodebranych ubraniach. Przy okazji zdobyli ogromną popularność w mediach społecznościowych. 

Ona ma 84 lata, on 83. Są właścicielami pralni na Tajwanie. Zostali gwiazdami Instagrama, gdy w mediach społecznościowych opublikowali kilka zdjęć, na których pozują w ubraniach zalegających od wielu lat na zapleczu ich pralni. W ciągu miesiąca zdobyli pół miliona fanów. Dzięki akcji Want Show As Young jeden klient odebrał swoje rzeczy, które zostawił do czyszczenia ponad rok temu.

Wirtualne szaleństwo na punkcie małżeństwa osiemdziesięciolatków zaczęło się ponad trzy tygodnie temu. W połowie lipca instagramowy profil Want Show As Young obserwowało dziesięć tysięcy osób . To imponująca liczba, zważywszy zarówno na zaawansowany wiek seniorów (gdy średnia wieku użytkowników tej platformy to 18-34 lata), jak i liczba opublikowanych na ich profilu zdjęć (zaledwie dziewiętnaście). Kilka dni temu liczba obserwatorów wzrosła do pond 600 tysięcy!

https://www.instagram.com/p/CDJZ4GWntZ2/?utm_source=ig_web_button_share_sheet

Chang Wan-ji i Hsu Sho-er to najbardziej znana para seniorów z Tajwanu. Na co dzień pracują we własnej pralni Wansho, a po godzinach pozują w nieodebranych przez klientów ubraniach, których przez lata zebrało się całkiem sporo.

Pomysłodawcą instagramowego projektu Want Show As Young jest Reef Chang, nieoficjalnie stylista, a prywatnie wnuk tajwańskiego małżeństwa osiemdziesięciolatków.

W czasie lockdownu spowodowanego pandemią koronawirusa, dziadkowie pana Chang trochę się nudzili. Wtedy pojawił się pomysł na niezwykłą sesję zdjęciową, która jednej strony miała uprzyjemnić czas seniorom, z drugiej w zabawny sposób przypomnieć klientom pralni o nieodebranej przez nich odzieży i niezapłaconych rachunkach za usługę. Na zapleczu Wansho zaczęło brakować już miejsca. W stertach piętrzą się setki ubrań, niektóre z nich czekają na swoich właścicieli od ponad dziesięciu lat.

Okazało się, że osiemdziesięciolatkowie zachowują się wyjątkowo swobodnie przed obiektywem aparatu i pozują jak zawodowi modele. Ich zdjęcia z powodzeniem mogłyby pojawić się na łamach znanych modowych miesięczników o modzie. Także dlatego, że małżonkowie wyglądają doskonale w ubraniach wyciągniętych z magazynu pralni, a stylizacje przygotowane przez ich wnuka idealnie wpisują się w najgorętsze trendy sezonu.

Na jednym z opublikowanych zdjęć pan Wan-Ji (160 cm wzrostu) ma na sobie obszerną marynarkę w kratę, biały T-shirt, do tego szare spodenki przed kolano i sportowe buty. Pani Sho-er (155 cm wzrostu) w plisowanej spódnicy maksi zestawionej z musztardową marynarką oraz z zielonymi dodatkami ( modna torebka nerka oraz beret) wygląda jak prawdziwa influencerka z Instagrama. Na fotografii, która zebrała ponad osiemdziesiąt tysięcy polubień, seniorzy pozują w oversizeowych beżowych garniturach (najmodniejsza barwa wakacyjnego sezonu) i czarnych Conversach.

Małżeństwem seniorów z Tajwanu zachwycił się cały świat. Popularność, którą zyskali przede wszystkim dzięki publikacjom na łamach The New York Times oraz BBC, niezmiernie ich zaskoczyła. Reef Chang nie spodziewał się międzynarodowego sukcesu, ale nie ukrywa, że bardzo cieszy go zainteresowanie jego dziadkami. Po pierwsze dlatego, że zaczęli otrzymywać mnóstwo pozytywnych wiadomości z całego świata. Po drugie, osoby, które odwiedzają pralnię zatrzymują się w niej chwilę dłużej, aby porozmawiać z seniorami. Po trzecie państwo Chang mają nadzieję, że zainspirują tym samym starsze osoby na Tajwanie i całym świecie do większej aktywności. To lepsze niż siedzenie przed telewizorem czy drzemka - powiedział w wywiadzie dla The New York Times pan Chang - Może się starzeje, ale na pewno nie czuję się staro!

Kilka dni temu pralnię Wansho odwiedził człowiek, który ponad rok temu zostawił do wyczyszczenia swoje ubrania. Odebrał rzeczy, o których zapomniał i w końcu uregulował zaległy rachunek. W magazynie zostało jeszcze mnóstwo sukienek, garniturów, spodni i koszul, które czekają na swoich właścicieli. Zanim zostaną odebrane, na profilu państwa Chang może pojawić się jeszcze dużo inspirujących stylizacji i świetnych zdjęć.

  1. Psychologia

Energia z kamienia – na czym polega litoterapia?

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. (Fot. iStock)
Śpiewając, że brylanty są najlepszymi przyjaciółkami kobiety, Marilyn Monroe myślała prawdopodobnie o ich pięknie. Średniowieczna mniszka Hildegarda z Bingen przypisywała im jednak także działanie lecznicze.

Szlachetne kamienie od zarania dziejów budzą silne emocje, przypisuje im się także działanie medyczne. Najbardziej znana jest dziś praca Hildegardy z Bingen, w której średniowieczna mniszka polecała m.in. szmaragd na atak padaczki czy silne bóle głowy. Historycy przywołują również zapiski Pliniusza Starszego, powstałe w I wieku naszej ery.

Litoterapia, czyli leczenie kamieniami (od lithos – kamień i therapeuo – leczenie, pielęgnacja) opiera się na zasadzie przepływu energii. Kamienie pochodzenia mineralnego zawierają te same pierwiastki co ciało człowieka i mogą uregulować biochemiczny niedobór albo nadmiar w organizmie.

Terapeutyczne działanie kamieni, odrzucane przez medycynę akademicką jako naukowo niepotwierdzone, ma jednak wielu zwolenników. „Dlaczego na przykład korale bledną, gdy osoba je nosząca choruje na niedokrwistość, a odzyskują barwę, gdy wraca do zdrowia?” – pyta prezes polskiej filii światowej federacji medycyny alternatywnej Zbyszko Patyk i zwraca uwagę, że z przeprowadzonych kiedyś badań wynikło, że ułożone wokół głowy kryształy zmieniają zapis encefalogramu.

Mimo niechęci naukowców do litoterapii (która być może wzięła się po części stąd, że sama nazwa powstała w kręgach newage'owskich w latach 70. XX wieku) ma ona jednak wielu praktyków, którzy rozwijają ją jako uzupełnienie medycyny zachodniej.

Jak stosować litoterapię?

Zwolennicy metody radzą, żeby wybrać kamień, który do nas przemówi, i stworzyć własne rytuały z jego udziałem: przytrzymać co rano przez kilka chwil w dłoni czy przykładać do punktów energetycznych na ciele.

Ważna jest również odpowiednia pielęgnacja kamienia, trzeba go czyścić zgodnie ze wskazówkami, czasem w czystej wodzie, w innych przypadkach np. w roztworze soli.

Terapeutyczne znaczenie będzie miało ponadto noszenie biżuterii z wybranym kamieniem czy nawet postawienie go w swoim pokoju.

O kilka wskazówek poprosiliśmy prowadzącą sesję terapii kryształami Alicję Radej (@alicja_radej). Oto, co poleciła na nękające nas często schorzenia fizyczne i psychosomatyczne:

  • na bezsenność: ametyst, celestyn, czaroit, howlit, hematyt, lapis lazuli, sodalit, malachit;
  • na otyłość: czarny onyks, turmalin, kamień księżycowy, cytryn;
  • na wzmacnianie odporności: heliotrop, ametyst, czarny turmalin, zielony kalcyt, karneol, kwarc;
  • na bóle miesiączkowe: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menstruacją: serpentyn, tygrysie oko, bursztyn, miedź, chryzopraz;
  • na problemy z menopauzą: cytryn, granat, lapis lazuli, perła, kwarc różowy, rubin, heliotrop.

Wszystkie te kamienie są do kupienia w Polsce.

Kamienie lecznicze wg Hildegardy z Bingen

  • szmaragd
  • hiacynt
  • onyks
  • beryl
  • sardoniks
  • szafir
  • sard
  • topaz
  • chryzolit
  • jaspis
  • praz
  • chalcedon
  • chryzopraz
  • karbunkuł
  • ametyst
  • agat
  • diament
  • magnetyt
  • liguriusz
  • kryształ
  • perła rzeczna
  • karneol
  • alabaster
  • wapień
  1. Psychologia

Przyszłość małżeństwa – monogamia symetryczna

Małżeństwo symetryczne zakłada równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. (Fot. iStock)
Małżeństwo symetryczne zakłada równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. (Fot. iStock)
Pisze się o zdradach, rozwodach, poliamorii itp. Czy jest więc sens zastanawiać się nad monogamią i wiernością albo nad spełniającym te kryteria małżeństwem? Tak, Helen Fisher, amerykańska antropolożka i badaczka miłości, przepowiada im wielką przyszłość. Nowy rodzaj związku nazywa symetrycznym.

Gdyby kobieta żyjąca w monogamii symetrycznej miała opowiedzieć o swojej seksualności, to co by powiedziała? Jak brzmiałoby jej wyznanie? Zainspirowane przez Helen Fisher, amerykańską antropolożkę, napisałyśmy z Izabelą Jąderek, warszawską seksuolożką i psychoterapeutką, wyznanie takiej kobiety: Naga? Jestem otwarta i naturalna w miłości. Nie wstydzę się swojego ciała. Lubię je. Piersi za małe, pupa za duża? Akceptuję swój wygląd, niedoskonałości nie spędzają mi snu z powiek. Jestem taka, jaka jestem. A jeśli coś mi przeszkadza, czuję zawstydzenie czy zakłopotanie, to przyglądam się temu. Zastanawiam się: „Czy tego nie chcę, czy może uważam, że nie powinnam chcieć, bo tak mnie wychowano?”. Naga w seksie, ale też naga w emocjach, w marzeniach, w fantazjach, w pragnieniach: uległości czy dominacji nad tobą. Nie czuję się zmuszona do bierności! Inicjuję seks bez obawy, że powiesz: „Jesteś zbytnio wyzwolona”, albo nawet: „wyuzdana!”. Oddaję ci się też bez wstydu, jeśli tylko mam takie pragnienie. W łóżku mogę śmiać się, krzyczeć albo śpiewać. To zależy, co czuję i jak przeżywam miłość. Mam oczekiwania i chcę, byś je spełnił. Spotkałam cię po kilku bardziej lub mniej nieudanych związkach i nareszcie mogę być sobą, będąc z mężczyzną. Ufam ci. Dajesz mi poczucie bezpieczeństwa.

Cudne? Ba! Ale czy takie pogodzenie ze swoją cielesnością i seksualnością to dla wielu kobiet nie utopia? Czy każda z nas, jeśli tylko zachce, może stać się kimś takim?

Poznaj samą siebie

Myślimy, że serce i miłość to synonimy, mówimy: „Oddałam mu serce”; „Złamał mi serce”. Izabela Jąderek przekonuje, że najważniejsze jest zbudowanie relacji z samą sobą. Poznając siebie, kobieta odkrywa, jak chce się kochać, i znajduje w sobie śmiałość, by właśnie tak to robić. Czy jednak każda z nas może zacząć kochać i żyć w zgodzie ze swoją zmysłowością, seksualnością? I czy jest to aż tak ważne? – W moim osobistym przekonaniu każda może i ma do tego potencjał – stwierdza Izabela Jąderek. – Oczywiście, napotka na tej drodze mnóstwo wybojów, ale kluczem jest słowo „chcieć”: przyglądać się sobie po to, by zrozumieć siebie i swoje potrzeby również w tym aspekcie, jakim jest seksualność. Potem można ją przyjąć albo coś w niej zmienić.

A czy to ważne? Tak, jeśli marzy nam się symetria we dwoje, a nawet małżeństwo symetryczne. Zakłada ono równość obojga w kochaniu, w ekspresji seksualnej. Żeby być równą mężczyźnie w realizacji swoich pragnień, kobieta musi wiedzieć, jakie one są, czego chce od kochanka. A to wcale nie jest takie oczywiste, nawet dla niej samej. Dlaczego? Związek monogamiczny dziś oznacza często tradycyjny podział ról i zależności. Wynika to z wychowania, a często i ekonomii. – Kobieta ekonomicznie zależna bywa też zależna mentalnie – wyjaśnia Jąderek. Powściąga się w łóżku i dostosowuje do partnera, i to w sposób całkiem bezwiedny.

Nie zawsze tak jest, ale jeśli mamy wątpliwości, czy realizujemy swoją seksualność, warto się zastanowić, jak nas wychowano. Czy moi rodzice okazywali sobie nawzajem czułość? Czy ja lubię swoje ciało? Czy potrafię wskazać, gdzie pojawiają się w nim uczucia? A może chcę się upodobnić do modelek, aby poczuć się atrakcyjna? A seks? Czy kojarzy mi się z przyjemnością, czy ze skrępowaniem? To pomoże nam odnaleźć drogę do zrozumienia swojej seksualności i do ewentualnej erotycznej zmiany siebie.

Szczęśliwi we dwoje

Równość ekonomiczna jest ważna, bo zdaniem badaczy monogamia symetryczna to powrót do archaicznego związku, w którym panowało partnerstwo! W czasach łowców i zbieraczy, a więc przed wynalezieniem pługu, kobieta i mężczyzna wnosili tyle samo do wspólnej spiżarni. Czyli byli ekonomicznie równi i dlatego mieli równe prawa erotyczne. Małżeństwo symetryczne wraca, bo kobiety stają się na powrót równe swym partnerom. Ale też mężczyźni mają dziś do wykonania wewnętrzną pracę. Do gabinetu seksuologów trafiają ci, którym przeszkadza, że żona zarabia więcej lub po prostu dużo. Mężczyzna chce czuć się potrzebny, mieć co dać kobiecie. Nie muszą to jednak być pieniądze. A co? Warto nad tym pomyśleć.

Dziś ludzie są ze sobą z różnych powodów i na różnych zasadach. Ale jeśli łączy ich miłość romantyczna (prawie 90 proc. par), czują się sobie równi także w seksie i są wierni, taki rodzaj związku to właśnie monogamia symetryczna. Sposób na szczęście we dwoje. Trwałe szczęście.

To zachęcające! Gdyby więc chcieć stworzyć taki związek, to od czego zacząć? Od udanego seksu? A co jeśli do tej pory seks nie był naszą mocną stroną? Nie wszystkie kobiety nawet go lubią. Można odblokować ukrytą, nawet przed samą sobą, energię seksualną.

– Pomagają w tym rytuały niemające wiele wspólnego z seksem – mówi Izabela Jąderek. – Bo też radość w łóżku znajdziemy, jeśli wejdziemy do niego prowadzeni intymnością i uczuciem. Miłością. Staroświeckie? Może, ale skuteczne – dodaje seksuolożka. Czerpanie radości z seksu opiera się na intymności. Udany seks nie wydarzy się bez udanej relacji, dlatego to, co wzmacnia bliskość, uwalnia także seksualną energię. Kobieta i mężczyzna czasem jej nie odczuwają tylko dlatego, że nie łączy ich intymność.

Miłosne rytuały

Siadamy naprzeciw siebie na łóżku czy dywanie. Dłonie kładziemy w okolicach serca partnera. Próbujemy dostosować oddech do jego oddechu: z jego wydechem bierzemy wdech, tworząc oddechowe koło. Patrzymy sobie w oczy.

– Jedno i drugie z dużą dozą prawdopodobieństwa może się rozpłakać, bo też rzadko kiedy ludzie okazują sobie czułe zainteresowanie przez kilka minut, bez przerwy patrząc na siebie – mówi psychoterapeutka. Po tym czasie, jeśli poczują taką potrzebę, mogą się przytulać, całować, ale nie kochać. Chodzi o odczucie bycia razem blisko, ale bez seksu. To doświadczenie intymne. Czułe bycie razem zbliża bardziej niż seks i przygotowuje do seksu, który buduje intymność. Bo też często brakuje nam właśnie tej czułości. Dlatego taki rytuał czasem wystarczy, by kobieta, która uważała, że nie ma libido, odczuła nagle ochotę na seks. Uważność mężczyzny jako afrodyzjak? Ochota na seks maleje wskutek jej braku. Odwrotnie działa poczucie bycia widzianą. Samo jednak ćwiczenie nie wystarczy.

– Potrzeba uważności w codziennym życiu – dodaje Jąderek. – Ale i na to jest sposób: nauka uważnej komunikacji. Ona lub on mówią przez trzy do pięciu minut. Drugie słucha bez przerywania, a potem powtarza to, co usłyszało, własnymi słowami. „Czy o to chodziło?” Następnie zamieniają się rolami.

– Para dodatkowo może skorzystać z rytuałów, które oparte są już na kontakcie cielesnym, ale nie seksualnym. Dzięki nim można doświadczyć tego, że w seksie nie chodzi o sam mechaniczny akt – dodaje Jąderek.

Kobieta opiera nogi na biodrach partnera, on wprowadza członek do jej pochwy. I tu podobieństwa do stosunku seksualnego się kończą. Bo oboje są tak spleceni przez pięć do dziesięciu minut. Patrzą sobie w oczy. Dłonie trzymają na klatce piersiowej, oddychają w podobnym tempie. A potem on wychodzi z niej i ją przytula. Mówią, co czują. Z seksu lepiej na tę chwilę zrezygnować, a zyska się coś, co będzie pomagało i w nim, i w byciu razem, i w miłości… Genitalia nie służą tylko do seksu, ale też byśmy poczuli, co to znaczy być Jednym. To już jest bardziej emocjonalny czy duchowy wymiar seksu. Przekroczenie jednostkowego bytu.

Mężczyzna w monogamii

– I tu jest sedno sprawy – mówi Izabela Jąderek. – Kobieta żyjąca w monogamii symetrycznej może tak się zachowywać, ponieważ spotkała właściwego mężczyznę – takiego, przy którym czuje się bezpiecznie i do którego ma zaufanie. Tworzą związek partnerski, począwszy od podziału obowiązków domowych, poprzez opiekę nad dziećmi, jeśli je mają, a skończywszy na seksie. To, jacy jesteśmy, ma związek z relacjami, jakie tworzymy.

A gdyby tak dla odmiany miał się nam zwierzyć mężczyzna żyjący w monogamii symetrycznej, to jak brzmiałoby jego wyznanie? Puśćmy znów wodze wyobraźni: Pożądam cię, kiedy masz ogień w oczach. Jesteś pełna energii. A więc kiedy zajmujesz się tym, co cię pasjonuje. Pożądam cię, gdy robimy razem coś nowego, niecodziennego. Jedziemy do jaskiń obejrzeć nietoperze, gotujemy mule na ognisku, a nigdy tego nie robiliśmy. Pragnę cię, kiedy czuję, że mogę się przy tobie swobodnie zachowywać. Chcę cię zdobywać. Zgadywać, kim jesteś. Chcę, byś ciągle wzbudzała moją ciekawość.

Gdy pokochamy i poczujemy się kochane – nie rezygnujmy więc ze swoich pasji. Z siebie. A często tak robimy. Bardziej zajmują nas nowe rolety niż to, co pasjonowało przed ślubem, na przykład taniec współczesny. – Pożądanie karmi się innymi emocjami niż stabilność – dodaje Izabela Jąderek.

Pozwalajmy więc sobie na świeżość, ekscytację, tajemniczość – tam mieszka pożądanie. Pożądanie związane jest z poziomem dopaminy, a ta wydziela się, gdy robimy rzeczy nierutynowe. Dopamina zaś odpowiada za doświadczanie orgazmu, a ten stymuluje przepływ oksytocyny i wazopresyny, budzących uczucie przywiązania. Dlatego udany seks jest elementem szczęśliwej i trwałej miłości. Utrwala on wierność, która wydaje się nieoceniona w związku symetrycznej pary.

Wierność otwiera ciało

Kobieta, która wierzy, że jej partner jest wierny, mogłaby powiedzieć coś takiego: Jesteś dla mnie najważniejszy, ja dla ciebie – jedyna. To pozwala mi przeżywać naszą bliskość wyjątkowo. Moje ciało przed nikim tak się nie otwiera jak przed tobą. Kiedy się kochamy, jesteśmy jednym ciałem i duchem… A tu nagle: trzask! W twoim telefonie zdjęcie nagiej kobiety i SMS: „Będę jutro w porze lunchu”. Zdradziłeś mnie?! A więc nie jestem jedyną, na którą tak patrzysz? Jest jeszcze ktoś, kto stał się ode mnie atrakcyjniejszy, ważniejszy. Ciało się zamyka. Serce się zamyka. Czuję wstyd, lęk przed oceną, porównywaniem. Już nie patrzę na ciebie z miłością. Patrzę z lękiem i złością. Zastanawiam się, kim ty jesteś, kim ja jestem.

Zdaniem belgijskiej psychoterapeutki i badaczki Esther Perel, kiedy kochamy romantycznie, symetrycznie, zdrada bywa ostateczna właśnie dlatego, że sięga naszej tożsamości, poczucia tego, kim jesteśmy. Kiedy kochamy, wierność jest konieczna. Kiedy jesteśmy z kimś dla złotej karty, nie ma ona takiego znaczenia. Ale też trudniej wtedy o to upragnione szczęście we dwoje. Symetryczna miłość daje głębsze możliwości realizowania siebie we dwoje, ale więcej też wymaga.

Przyszłość małżeństwa

Dla wielu to żart. Wzrasta akceptacja dla rozwodów, ba, pojawił się nawet nowy rodzaj wstydu – związany z tym, że nie odchodzimy od kogoś, kto jest nie taki, jak powinien. Nie sprzyja monogamii także stawianie na siebie.

– Mimo to, a może właśnie z tego powodu, monogamia jako swoista przeciwwaga powraca – stwierdza seksuolożka. Kultura konsumpcyjna, oderwanie seksu od miłości nawet jeśli dają przyjemność, to także nużą. Coraz częściej widać chęć powrotu do takich wartości, jak miłość, partnerstwo, czułość. Zmianie ulega tylko definicja związku i potrzeb z nim związanych. Nie rezygnujemy ze ślubu. Mamy po prostu inną strategię szukania partnera czy partnerki – czekamy, aż będziemy pewni. A pewni bywamy zazwyczaj po kilku związkach. Bliżej 40. niż 20. urodzin. Nadal jednak chcemy kochać i być kochani.

  1. Psychologia

Władza a podległość – jak zmieniają ludzi?

Sprawowanie kontroli, zarządzanie innymi nasila skłonność do działania, wzmacnia dążenie do celu i wytrwałość, podnosi kreatywność, a obniża konformizm. (fot. iStock)
Sprawowanie kontroli, zarządzanie innymi nasila skłonność do działania, wzmacnia dążenie do celu i wytrwałość, podnosi kreatywność, a obniża konformizm. (fot. iStock)
W jaki sposób miejsce w hierarchii służbowej wpływa na kreatywność? O decyzyjności, zarządzaniu i ich oddziaływaniu na pełnienie ról społecznych w organizacji mówi dr Dorota Wiśniewska-Juszczak, psycholożka społeczna z Uniwersytetu SWPS, ekspertka od zagadnień związanych z władzą i przywództwem.

Zrób prosty eksperyment. Narysuj kredką literę „E” na własnym czole. Wykonaj tę czynność i dopiero wtedy zacznij dalej czytać ten tekst. Już? Jeśli na co dzień sprawujesz władzę, to prawdopodobnie narysowałeś literę „E” z kreskami poziomymi skierowanymi w lewo.

No cóż, nie ułatwiłeś zadania obserwatorom. Nic dziwnego. Osoby zarządzające innymi koncentrują się na sobie i swojej perspektywie. Gdy w laboratorium badacze poprosili o narysowanie „E” uczestników, u których za pomocą wspomnień aktywizowano władzę lub podwładność, to aż trzy razy więcej osób kierujących personelem rysowało ją z własnego punktu widzenia. Badacze pod przewodnictwem Adama Galinsky’ego z Columbia Business School udowodnili, że sprawowanie funkcji kierowniczej znacząco podwyższa egocentryzm i zniechęca do patrzenia na rzeczywistość z innej perspektywy niż własna. Osoby uprawnione do kontroli podwładnych (nawet przez chwilę wzbudzoną w badaniach) automatycznie przyjmują założenie, że inni mają taką samą wiedzę, jak oni i taki sam dostęp do informacji. Gdyby przeanalizować sytuację osób pełniących role związane z władzą to często efekt „czołówki E” występuje w codziennej pracy i może prowadzić do uprzedmiotowienia podległych pracowników, niezauważania potrzeb innych oraz realizowania osobistych celów. Władza nie tylko obniża empatię. Prowadzi do wzrostu pewności własnych opinii i ogranicza skłonność do uwzględniania rad innych. Kierując innymi tracimy motywację do tego, aby ich rozumieć. Jak wykazały amerykańskie badaczki Jennifer Overbeck i Bernadette Park, staramy się zrozumieć inne osoby dopiero wówczas, gdy uświadamiamy sobie, że bez ich pomocy nie osiągniemy założonych celów zawodowych.

Podwładność zabija kreatywność

Władza to jednak nie tylko duże ego. Jedną z najbardziej poszukiwanych i najważniejszych kompetencji szefa jest umiejętność wprowadzania zmian i innowacji w firmie. Do tego również potrzebne jest poczucie mocy i wpływu, a przy tym takie postępowanie, by inni nie czuli się podwładnymi. Sprawowanie kontroli, zarządzanie innymi nasila skłonność do działania, wzmacnia dążenie do celu i wytrwałość, podnosi kreatywność, a obniża konformizm. Pozwala widzieć świat czy cele z lotu ptaka, z pominięciem nieważnych szczegółów. Jak z kolei wykazali Keltner, Gruenfeld i Anderson psychologowie społeczni z Uniwersytetu Stanforda przyjmowanie roli podwładnego uruchamia system hamowania, który prowadzi do skupienia na analizie detali, blokuje kreatywne myślenie i utrudnia działania, a tym samym wprowadzanie zmian w swoim otoczeniu.

Dobry kierownik

Aby rozwijać ludzi trzeba znać ich potrzeby i dobrze rozpoznać potencjał. Wiedzieć, do czego ten proces ma doprowadzić w dłuższej perspektywie szefa i jego pracowników. Wtedy pojawia się prawdziwa współzależność celów. Władza jest dobra i warto ją mieć, by skutecznie zarządzać zespołem. Przywództwo też jest ważne, by inni widzieli, że wiesz dokąd i po co razem zmierzacie. Warto pamiętać o słowach Monteskiusza, który mawiał, że „By dokonać wielkich rzeczy, nie trzeba być wielkim geniuszem, nie trzeba być ponad ludźmi, trzeba być z nimi", Najważniejsze jest zarządzanie, które sprawia, że jesteś blisko ludzi, ich problemów.

Jak to osiągnąć w praktyce? Oto kilka rad wynikających z wielu badań. Przede wszystkim nie przestawaj zarządzać, czyli planować, delegować, egzekwować. Bądź blisko ludzi, pamiętaj o ich zawodowej codzienności i ich potrzebach. Nie jesteś sam. Masz zespół. Gdy go budujesz nie rób tego tylko dla siebie, ale też dla jego członków. Przywództwo uwodzi, bo szef lub kierownik czuje, że staje ponad innymi, czuje się lepszy i ważniejszy, co powoduje, że zaczyna myśleć, że może pozwolić sobie na więcej. Uważa, że ma większe prawa, co może prowadzić do łamania norm lub działań niezgodnych z zasadami. To zasługa systemu dążenia, który włącza się w sytuacji sprawowania władzy. Dlatego, gdy pojawi się poczucie wyższości, dla dobra zatrudnionych ludzi warto natychmiast wyjść z gabinetu i pójść do stołówki dwa piętra niżej, by posłuchać jakie problemy mają członkowie zespołu, co ich trapi, co interesuje. Warto dać się wypowiedzieć swoim ludziom i posłuchać o tym jakie mają pomysły. Wziąć pod uwagę perspektywę innych i szukać rozwiązań, które naprawdę wychodzą naprzeciw zgłaszanym przez nich potrzebom. Poddawać się ocenie i reagować konstruktywnie na otrzymywane komunikaty zwrotne. To ochroni szefa przed egocentryzmem, efektem „czołówki E”, przed upadkiem i wreszcie przed samą utratą władzy. Badania pokazują, że zespoły działają najlepiej – to oznacza także efektywność w realizacji zadań - gdy energia, którą daje zwierzchnictwo, połączona jest z treningiem przyjmowania perspektywy – u szefów, nie u podwładnych.

Gdy zatem słyszę, że menedżer zarządzający zespołem twierdzi, że nie chce sprawować władzy, to zaczynam się martwić o jego ludzi. Pozycja w firmie, która umożliwia kierowanie pracą ludzi, daje możliwość wywierania wpływu, a bez tego nie ma skutecznego zarządzania. Władza sprawowana z odpowiedzialnością za innych ma sens.

Dr Dorota Wiśniewska-Juszczak w pracy naukowej koncentruje się na zagadnieniach związanych z władzą i przywództwem. Prowadzi badania nad konsekwencjami stosowania różnych strategii wpływu w relacji z osobami poddanymi władzy. Jako praktyk – trener i konsultant – specjalizuje się w budowaniu efektywnych zespołów i komunikacji w ich obrębie. Jest autorką innowacyjnej metody pomiaru potencjału przywódczego menedżerów, akredytowanym trenerem Insights Discovery oraz trenerem najwyższego stopnia terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach.

Materiały prasowe SWPS