Czujność: twoja nowa supermoc

Możesz wszystko. Ale czy wszystko musisz? Czy istotą szczęśliwego życia jest wykorzystywanie każdej okazji, czy może raczej selekcja, a czasem wręcz odcięcie się od świata? Psychoterapeutka Zofia Milska-Wrzosińska wyjaśnia, że wszyscy potrzebujemy działania i odpoczynku, a w przełączaniu się między jednym a drugim pomaga czujność na siebie i świat. Jak ją opanować?

Po sloganach „możesz więcej, niż ci się wydaje” oraz „wykorzystaj swój potencjał”, w rozwojowych trendach przyszedł czas na hasła zgoła przeciwne: „zatrzymaj się”, „wsłuchaj się w siebie”. Modne stają się wyjazdy odosobnienia, warsztaty medytacyjne oraz pochwała nicnierobienia. Ja tę zmianę postrzegam bardzo pozytywnie. A pani?

To, że czasem wycofujemy się z aktywnego udziału w otaczającym zgiełku, może mieć bardzo pozytywny wymiar, ale jako psychoterapeutka chcę najpierw przypomnieć o drugiej stronie. Bo brak aktywności może wynikać nie tylko z mądrego dbania o siebie i rozwojowych decyzji, ale – przeciwnie – z trudności, niemożności albo nawet cierpienia. Wtedy nie tyle jest naszym wyborem, ile koniecznością. Wyrazistym przykładem jest depresja – człowiek w depresji nie jest aktywny, ale nie oznacza to, że w tym braku aktywności twórczo się rozwija. Inny przykład – ludzie, którzy z powodu wysokiego poziomu lęku wycofują się z życia, nie mając siły lub odwagi, by realizować to, na czym im zależy. Nie uczestniczą w tym, jak niekiedy mówią, wyścigu szczurów czy opętańczym tańcu, ale to nie zawsze jest ich wybór. Czasem boją się, że gdyby w to weszli, to i tak by nie wygrali, albo wolą się nie angażować, bo przewidują, że i tak zostaną odrzuceni.

Podsumowując, to, że ktoś nie jest aktywny w jakimś momencie życia, może być świadomym wyborem konkretnych wartości, niechęcią wobec trendu, by spędzać produktywnie każdą minutę swojego życia, ale z drugiej strony może oznaczać, że ktoś widzi przed sobą trudną do przekroczenia barierę i jego wycofanie jest rodzajem ucieczki.

Dlatego nie da się jednoznacznie powiedzieć, że u każdego i w każdej sytuacji duża aktywność jest zła, a spokojna bierność dobra. Tak jak zauważył wybitny psycholog amerykański John Norcross: „Nie patrz na to, jaką ma pacjent chorobę, tylko patrz, jaki pacjent ma chorobę”. Gorączkowa aktywność czy zdystansowane spowolnienie u różnych osób i w odmiennych momentach życia może być równie dobrze wartością, jak i niepokojącym sygnałem.

Może wszyscy jako ludzie mamy coś w rodzaju atawistycznego lęku przed bezczynnością. Może jest w nas siła witalna, która zachęca do tego, by korzystać z życia i przejawiać się aktywnie w świecie.

Ciekawa uwaga, ma pani rację, to może wiązać się z naszą witalnością. Jeśli spojrzymy, jak ludzie odchodzą z tego świata – wtedy, gdy dzieje się to powoli i spokojnie – to zauważymy, że ich obszar zainteresowań, kiedyś bardzo szeroki, stopniowo się zawęża. To naturalny proces przygotowywania się do kończenia, zamykania, gaśnięcia. Dlatego wycofanie, wyciszenie może wzbudzić lęk, jeśli przeżywamy to jako sygnał, że już nie dajemy rady, że coś się kończy i jesteśmy na przykład w ostatniej ćwiartce życia. Wtedy zryw aktywności da nam poczucie – prawdziwe lub złudne – że jednak
żyjemy pełną piersią. Pewnie wszyscy znamy ludzi, którzy są aktywni non stop. I mało tego, że mają grafik wypchany po brzegi, to trudno im nawet nie tyle zatrzymać się w tym pędzie, co pobyć dłużej w bliskim kontakcie z kimś, na przykład w spokojnej rozmowie.

(…)

Więcej w sierpniowym numerze magazynu SENS.

Wydanie 08/2018 dostępne jest także w wersji elektronicznej.