Agnieszka Cegielska: Pochwała pozytywności

Agnieszka Cegielska nie chce tracić życia na niezdrowe jedzenie, stresującą pracę i niewłaściwych doradców. Jej dom to jej twierdza.

Agnieszka Cegielska
archiwum prywatne

Żyje pani w zgodzie ze sobą?

Gdy przekroczyłam wiek chrystusowy, przewartościowało się moje życie. Od tego, magicznego dla mnie, momentu wiem już, czego chcę. Chcę być zdrowa, szczęśliwa, chcę mieć siłę do opiekowania się swoim dzieckiem i mężem. Żeby tak było, muszę o siebie dbać. I na tym etapie życia wiem już, jak to robić.

Gdy jesteśmy młodzi, mamy prawo szaleć i czujemy się z tym dobrze, mamy też czas na popełnianie błędów. W późniejszym wieku też mamy do tego prawo, tylko już dostrzegamy konsekwencje. Bardziej cenimy sobie spokój i bezpieczeństwo. Szkoda nam życia na niezdrowe jedzenie, stresującą pracę, niewłaściwego partnera życiowego czy złych doradców. Pragniemy każdą chwilę celebrować. Im mniej nam czasu zostało, tym lepiej to rozumiemy…

Co jest na pierwszym miejscu w pani świecie?

Dom. To moja twierdza. Czuję się tu bezpiecznie, tu doładowuję baterie i jestem szczęśliwa. Tu mogę posłuchać ciszy i cudownych dźwięków: „Mamo, już jesteśmy, wróciliśmy…”. Tu gotuję obiady i te chwile też są dla mnie bezcenne, na przykład gdy wrzucam główki czosnku na patelnię i czuję rozchodzący się aromat… Myśl o powrocie do domu daje mi siłę i wytchnienie podczas intensywnej pracy. Wyobrażam sobie, że zobaczę na stole piękne cięte kwiaty, które kupuję

w każdy piątek, moją kuchnię, moje przyprawy i rondelki… O każdej rzeczy, na jaką patrzę, myślę: „Jakie to piękne…”.

Piękne rzeczy poprawiają pani nastrój?

Tak, ale najbardziej relaksują mnie zakupy spożywcze. Traktuję jako luksus to, że mogę pozwolić sobie na kupowanie dobrego jedzenia i nie zastanawiam się, czy makaron orkiszowy jest droższy od zwykłego. Wyznaję zasadę, że jesteśmy tym, co jemy, więc jedzenie jest dla mnie ogromnie ważne. I tak jak gotowanie mnie relaksuje, tak stresuje mnie jedzenie w restauracjach. Zastanawiam się, czy mięso było świeże i czy sałata nie była krojona od razu na tej samej desce…

Mamy niedaleko domu delikatesy, w których szczęśliwym trafem mój telefon gubi zasięg. Czasem spędzam tam godzinę między regałami, wybierając sproszkowany imbir i chleb z suszonymi

pomidorami… Dużo większą frajdę sprawiają mi takie zakupy niż para nowych czerwonych szpilek. Odkąd mam dziecko, wolę inwestować w dresy. Zresztą, zawsze ceniłam wygodę. I ciszę. Coraz bardziej jej potrzebuję. Skończyłam szkołę muzyczną i muzyka jest ważna w moim życiu, ale po ośmiu godzinach pracy w hałasie i z odsłuchem w uchu nie chcę mieć włączonego telewizora ani radia. Chcę tylko ciszy. To dla mnie najpiękniejsza muzyka.