fbpx

Sens przyjemności

Corbis

Pyszne jedzenie, seks, muzyka, masaż aromatycznymi olejkami. Przyjemności. Żyć bez nich się nie da, zatracić się łatwo. Jak się w tym znaleźć? Jest sposób!
Dziś mam ochotę na czekoladę! Tort czekoladowy z wiśniami, murzynek, sernik na czekoladowym spodzie? Co wybrać?! A niech tam, tort! Zamawiam, płacę. Pierwszy kęs – marzenie, drugi – rozkosz, trzeci, czwarty… Już? Wyskrobuję resztki, zastanawiam się, nad dokładką. Taki mały sernik na czekoladowym spodzie… Po krótkiej chwili jest wspomnieniem. Uczucie sytości ustępuje powoli niesmakowi… Po co był mi ten drugi kawałek?! Na widok pozostałych ciast i ciasteczek zaczyna mnie mdlić. Uciekam z kawiarni, mijam wystawy, z których spoglądają szczupłe manekiny w kusych spódniczkach… Teraz dochodzą wyrzuty sumienia. No bo ile będę musiała namęczyć się na siłowni, żeby spalić te kalorie?

Miłe a niebezpieczne

Oto cały problem z przyjemnością. Paul Martin, autor książki „Seks, narkotyki i czekolada, mówi: „Przyjemność to śliska bestia. Poznajemy ją, kiedy ją odczuwamy. To, żeby chcieć więcej, wydaje się oczywiste. Jednak co z kłopotliwymi konsekwencjami? Z obżarstwem, pijaństwem, otyłością, poczuciem winy? Z przerażającą wizją zamiany przyjemności w nałóg – z tym ześlizgnięciem się z „to miłe” do „to mnie niszczy, ale nie mogę przestać”. Czyżby przyjemność była prostą drogą do złego?

Niekoniecznie. Biolodzy na przykład widzą w niej jeden z dwóch podstawowych impulsów, które mają wpływ na ewolucję ludzkiego gatunku. To ból i przyjemność. Ból powstrzymuje przed robieniem sobie krzywdy, a przyjemność zachęca do działania korzystnego biologicznie. Ale zatracenie się w przyjemnościach rzeczywiście potrafi być bardzo szkodliwe, wręcz niszczące. Wówczas zapominamy bowiem o całym świecie i zaniedbujemy bardziej istotne potrzeby, chociażby te związane z codziennym życiem, a w konsekwencji z przetrwaniem.

Gdyby nasi przodkowie pogrążali się trwale w rozkoszy, nie byliby w stanie zająć się swoim potomstwem czy światem dookoła. Dlatego przyjemność – żeby spełniała swoją rolę ewolucyjnego motywatora – musi być krótkotrwała. I taka też jest.

Na szczęście natura pomyślała i o tym. Gdyby nasi przodkowie pogrążali się trwale w rozkoszy, nie byliby w stanie zająć się swoim potomstwem czy światem dookoła. Dlatego żeby przyjemność spełniała swoją rolę ewolucyjnego motywatora, musi być krótkotrwała. I taka też jest.

Zastrzyk z poczucia winy

„Cierpimy za nasze przyjemności” – pisze Paul Martin. – „Ilekroć pozwalamy sobie na odrobinę hedonizmu, czujemy się w obowiązku jakoś to uzasadnić, żeby tylko nie przyznać, że chodzi o przyjemność. Robimy więc pewne rzeczy, żeby zmniejszyć stres lub w ramach rozwoju osobistego, ale nigdy po prostu dlatego, że są fajne”.

Robimy to trochę na własne życzenie, a trochę, bo tak zostaliśmy wychowani. – Wpaja się nam przekonanie, że przyjemność to strata czasu, coś grzesznego – mówi Adriana Klos, psycholog z Ośrodka Rozwoju i Psychoterapii „Strefa Zmiany”. – Słyszymy: „Żeby coś osiągnąć, trzeba ciężko pracować”, „Nie trać czasu. Leżenie przez cały dzień na kanapie to rozpusta” – takie przekonania otrzymujemy już w rodzinnym domu. Ta postawa prowadzi do kuriozalnych czasem wniosków, że nie warto robić czegoś tylko dla przyjemności, na przykład pracować. Kto nie słyszał choć raz: „Praca ma dawać pieniądze, prestiż i stabilizację”?

– Na pewno taki cel takiego komunikatu ma wiele wspólnego z troską, ale jest krzywdzący – komentuje Adriana Klos. – W trakcie nauki dziecko przekonuje się też, że dla rodziców bardziej liczą się oceny niż to, który przedmiot jest jego ulubionym. To wynik błędnego myślenia, że przyjemność jest nieproduktywna. Błędnego, bo wiele przyjemności tak naprawdę pomaga ludziom w życiu, chroni choćby przed wypaleniem zawodowym, apatią, spadkami nastroju. A przecież o to chodzi, żeby żyć szczęśliwie i nie cierpieć zanadto.

Sprawianie sobie przyjemności często jest mylone z egoizmem, a ten jest społecznie bardzo źle widziany. Adriana Klos wspomina pacjentkę, która za każdym razem, kiedy jedzie ze swoim chłopakiem w góry, ma wyrzuty sumienia. Czuje się winna, bo sprawia sobie przyjemność, podczas gdy jej matka przez całe życie poświęcała się dla niej i nawet nie marzyła o tym, by odpocząć. Dlatego teraz ona, gdy robi sobie wolne, czuje się jakby zdradzała matkę, nie odwdzięczała się jej za lata wyrzeczeń.

To postawa charakterystyczna dla pokoleń wychowanych w czasach, kiedy nie było łatwo, gdy po wszystko trzeba było stać w kolejkach, a luksusy były poza zasięgiem przeciętnego człowieka, czyli – dobrych kilkudziesięciu ostatnich lat. Ugruntowała w nas przekonanie, że w życiu nie może być za dobrze, za łatwo, za przyjemnie.

– Tak jakby pomidor na kanapce to było już za dużo – mówi Adriana Klos. – To bardzo unieszczęśliwiające przekonanie, które ogranicza nas w oddychaniu pełną piersią i czerpaniu radości z życia.

Jak się go pozbyć? – Poprzez ciągłe porównywanie tego, jak nasze przekonania mają się do rzeczywistości – odpowiada psycholog. – Bo czy ludzie wyjeżdżający w góry naprawdę robią coś złego?

Sprytny hedonista

– Gdy nie potrafimy korzystać z przyjemności, mamy kłopot. Grozi nam depresja, osamotnienie, udręka i frustracja – mówi Adriana Klos. – Ale paradoksalnie do tego samego może prowadzić brak umiaru w przyjemnościach. Czyli źle rozumiany hedonizm.

Skoro intensywność każdej ziemskiej przyjemności po krótkim czasie słabnie, człowiek wyrusza w poszukiwaniu kolejnej, i kolejnej, i kolejnej… Tak tworzy się błędne koło.

Jak więc być umiarkowanym, mądrym hedonistą? Paul Martin radzi, by przyjemności serwować sobie w niewielkich dawkach, ale za to tak często, jak to jest możliwe. Pisze: „Sprytny hedonista przyjmuje strategię »mało, ale często«. Oznacza to skupienie się na Drobnych Przyjemnościach życia codziennego, tych, które zbyt często traktujemy jako coś oczywistego; chodzi o przyjemności łatwo osiągalne, które można często powtarzać, legalne, ani nazbyt wstydliwe, ani nieestetyczne i niepowodujące poważnego uszczerbku na zdrowiu. Mogą też być tanie lub nawet dostępne za darmo”. Wśród nich wymienia na przykład uprawianie ogródka, spacer czy sen.

Philippe Delerm w bestsellerze „Pierwszy łyk piwa i inne przyjemności”, też pisał o tym, jak drobne czynności potrafią odmienić życie. Stawiał np. na czytanie na plaży, gazetę przy śniadaniu czy pierwszy łyk piwa właśnie.

Amelia Poulain, tytułowa bohaterka filmu Jeana-Pierre’a Jeuneta, lubiła przebijać łyżką twardą powierzchnię crème brûlée, puszczać kaczki po rzece czy zanurzać rękę w worku z ziarnami żyta. Jej życie wypełniały małe rozkosze i chciała sprawiać przyjemność innym.

Mało, ale często. Liczą się tylko Drobne Przyjemności. Spróbujmy.

Oto moja krótka lista prywatnych przyjemności na nadchodzący weekend: naleśniki z nutellą i bananem, leżenie w słońcu na trawie, spacer z psem, rower, Agatha Christie, kino w dobrym towarzystwie, piwo, migdały w cynamonie, kąpiel, sen

A Twoja?

Adriana Klos psycholog i psychoterapeuta z warszawskiego Ośrodka Rozwoju i Psychoterapii „Strefa Zmiany“.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>