1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Styl Życia
  4. >
  5. Po prostu napij się herbaty

Po prostu napij się herbaty

Wyrafinowany sposób parzenia herbaty, zwany gong fu cha (herbata pracochłonna), pochodzi z południowo-wschodnich Chin. (Fot. iStock)
Wyrafinowany sposób parzenia herbaty, zwany gong fu cha (herbata pracochłonna), pochodzi z południowo-wschodnich Chin. (Fot. iStock)
Ta codzienna czynność może być rytuałem, sztuką i głębokim przeżyciem. Filiżanka herbaty to świetny sposób na odnalezienie spokoju ducha.

Chińczycy parzą herbatę od tysięcy lat. Rozróżniają picie herbaty - he cha i jej kosztowanie - pin cha. Pijąc, zaspokajasz pragnienie, ale aby jej naprawdę skosztować, zatrzymaj się, poddaj temu urokowi.

Popatrz na suche liście - zauważ ich kolor, zwinięcie, potem wrzuć je do rozgrzanego czajniczka i wąchaj przed zalaniem wrzącą wodą. Zaparz kilkakrotnie. Sącząc gorący płyn, zwracaj uwagę na jego kolor, zapach i smak. Na koniec wyjmij liście na talerzyk i obejrzyj raz jeszcze. Jeden pęd herbaciany to zwykle jeden pąk xin i trzy liście ye. Xin to po chińsku także serce.

Sztuka herbaty

Wyrafinowany sposób parzenia herbaty, zwany gong fu cha (herbata pracochłonna), pochodzi z południowo-wschodnich Chin. Podstawowe przybory używane do jej przygotowania to tzw. cztery skarby: duży ceramiczny czajnik do gotowania wody, piecyk opalany węglem drzewnym, czajniczek do parzenia z purpurowej kamionki i porcelanowe lub kamionkowe czarki.

Pierwsze parzenie: jeżeli trwa krótko, zaledwie kilka sekund, nazywane jest „budzeniem herbaty”. Napar z niego można wylać, a jeśli tego nie robimy, dajmy herbacie więcej czasu (co najmniej 30 sekund). Najsilniejszym i najwartościowszym jest z reguły napar z drugiego parzenia. Kolejne powinny być dłuższe, ponieważ herbata staje się coraz słabsza.

Kosztowanie herbaty może prowadzić do cha yi (biegłości, doskonałości warsztatowej), dalej do cha dao (sztuki, tworzenia piękna), by w końcu stać się drogą do samodoskonalenia i duchowego rozwoju.

Cztery obszary tej sztuki to: mei - piękno naczyń oraz innych towarzyszących ceremonii dzieł oraz otoczenia, jian - zdrowie, zarówno duszy, jak i ciała, xing - kształtowanie charakteru i moralności, oraz lun - podtrzymywanie kontaktów międzyludzkich. Są one podstawą harmonijnego życia.

Piękno codzienności

Herbata pomaga oderwać się od trosk, doświadczyć spokoju i dostrzec piękno rzeczy małych. Ma też dobroczynny wpływ na zdrowie. Jeśli nauczymy się pić herbatę w skupieniu, będziemy umieli w skupieniu zajmować się również innymi sprawami. Wtedy nawet krótkie spotkanie przyniesie dobrą zmianę. Bo herbata mówi: „zatrzymaj się”. Przywraca naturalny porządek rzeczy, pokazując, jak niewiele potrzeba, by takim się stał. Wystarczą woda, liście, czajniczek i czarka.

Usiądź i napij się herbaty. Nie rób nic innego. Skup się na tej chwili. Zaproś przyjaciół, przygotuj ładne naczynia i nastrojową muzykę. Herbatę dobrze jest kosztować godzinę po jedzeniu lub pół godziny przed, tak, by w pełni jej posmakować. Zadbaj, by była to herbata dobrej jakości, ładne naczynia, piękne otoczenie i przyjazne osoby.

Jeśli cieszysz się taką chwilą w samotności, rozgrzej najpierw wrzątkiem czajniczek i kubek, filiżankę lub czarkę. Powąchaj suche liście, zobacz, jakie mają kolory i kształty. Potem wylej wrzątek, a do gorącego czajniczka (lub kubka z zaparzaczem) wrzuć liście. Zamknij go i po chwili sprawdź, jak się zmienił ich zapach. Następnie zalej herbatę lekko przestudzoną wodą (odpowiednio do rodzaju herbaty: zieloną - ok. 70 st. C, białą - 80, żółtą - 85, turkusową – 85-90, czerwoną - 90, czarną - 95). Odczekaj około pół minuty (czas zależy od rodzaju herbaty, ilości liści, temperatury wody i tego, jaką moc naparu chcemy otrzymać). Przelej  płyn do naczynia, zobacz, jaki przybrał kolor, poznaj jego smak i zapach. Pomyśl, z czym miłym ci się kojarzy. Gdy wypijesz, zalej tę samą herbatę ponownie wodą. Powtarzaj wszystkie czynności parzenia tak długo, jak długo będziesz mieć na nie i na smak herbaty ochotę.

 

Herbata a filozofia

Jako pierwsi herbatę zaczęli uprawiać mnisi buddyjscy. Cenili ją za to, że orzeźwiała, rozpraszała senność i pomagała wytrwać w medytacjach. Z czasem niektóre jej właściwości zaczęto traktować jako symbole wyrażające pewne myśli buddyjskiej filozofii. Jej gorzki smak kojarzył się z cierpieniem i goryczą, nierozerwalnie związanymi z ludzką egzystencją, a spokój i skupienie, towarzyszące rytuałowi picia herbaty, były podobne do stanu umysłu podczas medytacji.

Prawdziwe kosztowanie herbaty wymaga oderwania myśli od trosk codziennego życia, od przeszłości i przyszłości, od wszystkiego, co może nas rozpraszać. Istnieje nawet takie powiedzenie: „medytacja i herbata mają ten sam smak”. Bo tak jak początkowo gorzki napar zmienia się po chwili w słodki, tak i w medytacji - choć wydaje się trudna i niezrozumiała - można się po pewnym czasie rozsmakować.

Wyraźny wpływ na estetykę herbaty wywarło taoistyczne umiłowanie natury i prostego piękna. Taoiści postulowali dążenie do zatarcia różnicy między „ja” a światem zewnętrznym, co pomagało osiągnąć jedność z naturą. Ta postawa wu ji stała się jedną z najważniejszych myśli związanych ze sztuką parzenia herbaty, która jest towarzyszeniem jej w ciągłych przemianach. Uważana była przez taoistów za drogę do harmonii z naturą, a także za panaceum na wszelkie choroby, a nawet za środek zapewniający nieśmiertelność.

Sztuka parzenia herbaty jest związana z konfucjańską koncepcją „drogi środka”, szukania umiaru i niepopadania w skrajności. Była ulubioną rozrywką wielu konfucjanistów, towarzyszyła spotkaniom artystów i uczonych. Ceniono ją między innymi za to, że nie prowadziła do upojenia. Rytuał picia herbaty sprzyjał także podtrzymywaniu więzi międzyludzkich, kształtował charakter, uczył lojalności, troskliwości, przyjaźni i wzajemności.

6 rodzajów herbaty

Zielone - niefermentowane. Ich liście zachowują zielony kolor i właściwości najbardziej zbliżone do świeżych liści herbacianych. To najstarszy i najpopularniejszy rodzaj herbaty w Chinach.

Białe - lekko fermentowane. Wytwarzane przeważnie z najmłodszych liści i nierozwiniętych pąków liściowych, pokrytych drobnym, białym puszkiem, któremu zawdzięczają swoją nazwę. Ich napar ma słomkowy kolor, delikatny smak i zapach.

Żółte - lekko fermentowane w specjalnym procesie, zwanym fermentacją nieenzymatyczną. Bardzo rzadkie, produkowane wyłącznie w Chinach.

Turkusowe (nazywane też wulongami) - różnorodna grupa herbat częściowo fermentowanych: od lekko fermentowanych o właściwościach zbliżonych do herbaty zielonej, po mocno fermentowane podobne do herbaty czerwonej. Najbardziej popularne w Chinach południowo-wschodnich i na Tajwanie.

Czerwone - całkowicie fermentowane, na Zachodzie zwane czarnymi. Najpowszechniejszy obecnie na świecie rodzaj herbaty pochodzącej z Chin. Wytwarza się ją również w krajach Azji, Afryki i Ameryki Południowej.

Czarne - na Zachodzie nazywane niekiedy czerwonymi. Są to herbaty dojrzewające, poddawane procesowi fermentacji, który nadaje im bardzo ciemny, niemal czarny kolor i specyficzny ziemisty smak. Najbardziej znaną z tej grupy jest herbata Pu’er.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Jak dobrze wypocząć w długi weekend?

Nie musimy nigdzie wyjeżdżać, choć warto. Ważne, żebyśmy spędzili ten wolny czas inaczej niż zwykle - dla dobra naszej psychiki i umysłu. (fot. iStock)
Nie musimy nigdzie wyjeżdżać, choć warto. Ważne, żebyśmy spędzili ten wolny czas inaczej niż zwykle - dla dobra naszej psychiki i umysłu. (fot. iStock)
Co dają nam długie weekendy? Czy podczas tak krótkiego „urlopu” naprawdę można wypocząć? - Kilka wolnych dni wybija nas z rytmu codziennego stresu, dzięki czemu łatwiej nam regenerować siły – zapewnia Agnieszka Mościcka-Teske, psycholożka z Uniwersytetu SWPS.

Długie weekendy pozwalają nam zmienić rytm codziennej aktywności, spędzić czas inaczej niż zwykle. Taka zmiana z kolei pomaga zmniejszyć poziom napięcia, które generuje codzienny stres, kiedy to nawarstwiające się dzień po dniu napięcie zaczyna utrzymywać się na stałym, podwyższonym poziomie. Dlatego właśnie warto zmienić ten rytm chociaż na kilka dni i w wolnym czasie oddać się aktywnościom odbiegającym od tych codziennych. Jeśli siedzimy w pracy za biurkiem, warto podjąć jakąś aktywność fizyczną. Nie musi to być intensywny wysiłek, wystarczy pójść na dłuższy spacer. Ważne jednak, aby ta aktywność była dla nas przyjemna (czyli niekoniecznie wiązała się z domowymi obowiązkami, takimi jak sprzątanie).

Czy warto wyjeżdżać „na chwilę”?

Uważa się, że im dłuższy odpoczynek od pracy i codziennych zajęć, tym lepiej jesteśmy zregenerowani. Warto by więc było raz w roku udać się na 3-tygodniowy urlop. W naszej pamięci mamy świeże ślady dotyczące spraw, w które jesteśmy zaangażowani. Dlatego pierwszy tydzień służy powolnemu odrywaniu myśli od rzeczywistości zostawionej w pracy i w domu (niezałatwione sprawy, bałagan etc). Drugi tydzień służy adaptacji do nowych warunków. Wypracowujemy sobie nowy tryb życia i mini-przyzwyczajenia. Trzeci tydzień z kolei to czas na prawdziwy wypoczynek i wybieranie już tylko tych aktywności, miejsc i sytuacji, w których czujemy się najbardziej komfortowo.

Niestety, na taki urlop nie każdy może sobie pozwolić. Zwykle szukamy okazji, żeby wyjechać chociaż na przedłużony weekend i wykorzystać jak najmniej dni z puli całego urlopu. Czy jednak takie krótkie wyjazdy dają nam jakąś korzyść?

- Warto zmienić miejsce pobytu, bo to dostarcza nam nowych bodźców, co jest odświeżające dla umysłu – wyjaśnia psycholożka Agnieszka Mościcka-Teske – A poza tym zmiana otoczenia wymusza również pewne zmiany w trybie życia, np. w chacie bez elektryczności zasypiamy i budzimy się „z kurami”, z kolei na wybrzeżu, gdzie panuje nastrój imprezowy, przerzucamy się na życie nocne, co też pozwala wyjść z pewnych rutynowych torów, w które wpadamy na co dzień.

Pamiętajmy jednak, że jeśli decydujemy się na weekendowy wyjazd to warto zwrócić uwagę na czas i jakość podróży. Droga do celu nie powinna nam zabrać więcej czasu niż sam pobyt. Miejmy na uwadze, że organizm musi się fizjologicznie przystosować do nowych warunków otoczenia: wilgotności, naświetlenia, temperatury, etc. i potrzebuje na to trochę czasu.

- Lepszy jednak krótszy urlop niż żaden – zapewnia psycholożka - Czasami troszcząc się o samochód oddajemy go do warsztatu i myjni… warto też pomyśleć z troską o sobie samym - nie wystarczy nam jedynie codzienne dolewanie benzyny, od czasu do czasu wskazana jest głębsza regeneracja i temu właśnie służy urlop.

Agnieszka Mościcka-Teske - dr n. hum., psycholożka, psychoterapeutka, kierownik Zakładu Psychologii Klinicznej i Zdrowia w Instytucie Psychologii Uniwersytetu SWPS w Poznaniu. Zajmuje się problematyką stresu i radzenia sobie z nim oraz czynnikami, które chronią człowieka przed negatywnymi skutkami stresu.

  1. Zwierciadło

Zdrowe, orzeźwiające wody smakowe, które podnoszą poziom energii – nie tylko na piknik

5 przepisów na wiosenne wody smakowe (fot. z książki
5 przepisów na wiosenne wody smakowe (fot. z książki "Zdrowe wody")
Zobacz galerię 6 Zdjęć
Pysznie i energetycznie to dwa słowa, którymi z powodzeniem można opisać każdą z moich wiosennych wód. Od ciebie zależy, którą wybierzesz, a i tak każdy wybór będzie właściwy.

Składniki:

  • grejpfrut (1 sztuka mała - 220g)
  • cynamon (laska)
  • rozmaryn (2 gałązki)
  • woda (2 szklanki - 500 ml)

Sposób przygotowania: Grejpfruta nie obieramy, jedynie szorujemy porządnie szczoteczką pod bieżącą wodą. Pokrojonego w plastry wrzucamy do dzbanka. Dodajemy gałązki rozmarynu i laskę cynamonu. Całość zalewamy wodą średniozmineralizowaną. Pozgniatamy wszystkie składniki drewnianą łyżką i dokładnie mieszamy. Po dziesięciu minutach woda smakowa jest już gotowa.

5 przepisów na wiosenne wody smakowe (fot. z książki 'Zdrowe wody')5 przepisów na wiosenne wody smakowe (fot. z książki "Zdrowe wody")

Składniki:

  • cytryna (1 sztuka duża - 130g)
  • mięta cytrynowa (11 świeżych listków)
  • pokrzywa (11 świeżych listków)
  • woda (2 szklanki - 500 ml)

Sposób przygotowania: Cytryna chociaż wcale nie jest liderem wśród cytrusów pod względem zawartości witaminy C, to bogata jest w witaminy z grupy B, potas, wapń, o czym nie każdy wie. Oczywiście dzięki zawartej w niej witaminie C moja orzeźwiająca woda smakowa ma moc energetyzującą, natomiast dzięki witaminom z grupy B, takim jak B3, czyli niacynie i witaminie B6, czyli pirydoksynie, usprawnia pracę układu nerwowego i wzmacnia układ immunologiczny. Zalecam celebrowanie święta cytryny nie tylko pod koniec zimy w miasteczku Mentona, ale dużo, dużo częściej.

Składniki:

  • kawa (2 łyżeczki mielonych ziaren)
  • grejpfrut (1/3 sztuki - 90g)
  • limonka (1 sztuka - 100g)
  • mięta cytrynowa (10 świeżych listków)
  • woda (2 szklanki - 500 ml)

Sposób przygotowania: Kawa znalazła się w mojej wodzie smakowej nie tylko ze względu na zawartość kofeiny. Oczywiście jej właściwości pobudzające są najbardziej znane, co nie oznacza, że kawa nie może się też pochwalić innymi. Pozwólcie, że wymienię niektóre jeszcze przed wypiciem mojej wody smakowej: poprawia perystaltykę jelit, wzmacnia pamięć, przyspiesza metabolizm. Nie wymieniając dodatkowo zalet grejpfruta, limonki i mięty, czyli reszty składników mojej mieszanki, zapewniam, że jest to woda smakowa bardzo zdrowa.

Składniki:

  • zielona herbata (2 łyżeczki suszu)
  • pomarańcza (1/2 małej sztuki - 100g)
  • mięta cytrynowa (10 świeżych listków)
  • woda (2 szklanki - 500 ml)

Sposób przygotowania: Do dzbanka wsypujemy zieloną herbatę i zalewamy średniozmineralizowaną wodą o temperaturze 80 stopni. Czekamy, aż napar wystygnie i dodajemy listki mięty i plastry pomarańczy. Mieszamy całość drewnianą łyżką, rozgniatając plastry pomarańczy, a po chwili woda smakowa jest już gotowa.

Składniki:

  • czarny bez (2 łyżki soku z owoców)
  • ogórek gruntowy (3 sztuki - 90g)
  • mięta zwyczajna (6 świeżych listków)
  • woda (2 szklanki - 500 ml)

Sposób przygotowania: Ogórki myjemy pod bieżącą wodą i kroimy je w plastry, nie obierając ze skórki. Pokrojone warzywa wrzucamy do dzbanka i wlewamy dwie łyżki stołowe bezcukrowego, ekologicznego soku z czarnego bzu. Dodajemy listki mięty i całość zalewamy wodą średniozmineralizowaną. Mieszamy składniki drewnianą łyżką. Woda smakowa jest gotowa po 10 minutach od zamieszania.

Zdjęcia z książki „Zdrowe wody. Pyszne wody smakowe i izotoniki” Anety Łańcuchowskiej-Jeziorowskiej. Więcej przepisów na wody na każdą porę roku znajdziecie w książce dostępnej w naszym sklepie internetowym.

  1. Psychologia

Potęga nicnierobienia - zamiast liczyć minuty, delektuj się nimi

Najlepszym pierwszym krokiem do powolnego, leniwego życia jest zmiana przekonań. Zrozumienie, że życie to nie wyścig, a czas to nie pieniądz. (Fot. iStock)
Najlepszym pierwszym krokiem do powolnego, leniwego życia jest zmiana przekonań. Zrozumienie, że życie to nie wyścig, a czas to nie pieniądz. (Fot. iStock)
Próżnowanie – szczególnie w promieniach słońca i na łonie natury – ma swoje dobre strony. Pozwala doładować baterie, co ma ogromne znaczenie dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Na czym polega „zdrowe” lenistwo?

Carl Honoré – dziennikarz, pisarz, jeden z twórców ruchu Slow i jego rzecznik na całym świecie

Lenistwo czy nicnierobienie w naszym szybkim, uprzemysłowionym świecie jest postrzegane jako grzech. „Powolny” to pejoratywne określenie, synonim do „gnuśny”, „bezwolny”, a także... „głupi”. Dlatego nawet jeśli głęboko w kościach czujemy, że mocne przyhamowanie wyszłoby nam na dobre, boimy się to zrobić. A jeśli się już to zdarzy, zwykle mamy poczucie winy. Tymczasem próżnowanie ma swoje dobre strony. Jest okazją do odreagowania, uspokojenia myśli. Gdy zwalniamy, nasz umysł może swobodnie wędrować, a to jest warunkiem wszelkiej kreatywności. Leniuchując, zapominamy o troskach dnia codziennego i możemy udać się na poszukiwanie odpowiedzi na tak ważne pytania, jak „Kim jestem?” czy „Jaki sens ma moje życie?”. W takich pozornie mało znaczących momentach docieramy do sedna swojej istoty.

Ruch Slow nie nawołuje do robienia wszystkiego w zwolnionym tempie, tylko do robienia wszystkiego z odpowiednią prędkością. Namawia raczej do delektowania się godzinami i minutami zamiast ich liczenia. Do robienia wszystkiego tak dobrze, jak to możliwe, a nie tak szybko, jak to możliwe. Do przedkładania jakości nad ilość. Innymi słowy – jest zarówno „zdrowa”, jak i „niezdrowa” powolność. Podobnie jak jest „zdrowe” i „niezdrowe” lenistwo.

Najlepszym pierwszym krokiem do powolnego, leniwego życia jest zmiana przekonań. Zrozumienie, że życie to nie wyścig, a czas to nie pieniądz. Potem musisz zdobyć się na odwagę – by zgodnie ze zmianą przekonań zmienić swoje życie – oraz samodyscyplinę, by nie zejść z obranej drogi. I ćwiczyć, dużo ćwiczyć. Dobrze też brać przykład z ludzi, którzy robią wszystko w swoim czasie i nie mają z tego powodu wyrzutów sumienia.

Nie musisz nic robić

Większość konwencjonalnych metod psychologicznych i duchowych ścieżek przyjmuje, że uwolnienie negatywnych emocji, które powodują, że życie jest niesatysfakcjonujące, wymaga pracy i wysiłku: głębokiego wglądu w rodzinną przeszłość, przeżycia jej na nowo, przebaczenia i wyzwolenia przez katharsis (albo pewnych kombinacji wszystkich tych elementów). W kontraście do nich podejście niedualne, wywodzące się z dzogczen (buddyzmu tybetańskiego) i zen (buddyzmu, który swą rozwiniętą formę uzyskał w Chinach, Korei, Japonii), zakłada, że spod władzy zakłócających spokój emocji można wyzwolić się przez nierobienie niczego.

Naucz się kontemplować

Praktyka ta jest odpowiednia dla każdego niezależnie od tego, czy kiedykolwiek medytował. Kontemplacja, zwana także „samym siedzeniem”, polega na: odcięciu się od silnych zewnętrznych stymulacji, takich jak towarzystwo innych ludzi, telewizja, książki czy komputer, siedzeniu lub leżeniu we względnie nieruchomej pozycji, pozostawaniu w ciszy i byciu świadomym, codziennie około 20 minut. Przede wszystkim zapewnij sobie spokój – to najważniejsze. Możesz siedzieć na krześle, kanapie albo poduszce medytacyjnej. Możesz nawet leżeć na plecach. Jedynym wymogiem jest pozostawanie w jednym miejscu około 20 minut. Wybierz wygodną pozycję i bądź przytomna. Stosując się do tych wymogów, po prostu rób to, co zwykle robisz. Myśl, co myślisz, odczuwaj, co odczuwasz, doświadczaj tego, czego doświadczasz. Możesz obserwować oddech, mówić mantrę czy modlitwę, ale nie musisz. Nie jest też konieczne, abyś swoją percepcją podążała za myślami. Oczy możesz mieć zamknięte lub otwarte. Nie ma też znaczenia, czy jesteś skoncentrowana, czy rozproszona. Nie ma możliwości popełnienia błędu.

  1. Styl Życia

Lekarstwo i choroba są w nas – co mówi buddyzm na temat samouzdrawiania?

Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. (Fot. iStock)
Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. (Fot. iStock)
Chorujemy, kiedy tracimy prawdziwy kontakt z samym sobą – tłumaczy Tenzin Wangyal Rinpocze, mistrz tradycji bon, rdzennej religii Tybetu, założyciel i duchowy przewodnik Instytutu Ligmincza, autor książki „Prawdziwe źródło uzdrowienia”. W rozmowie z Katarzyną Kazimierowską wyjaśnia, że lekarstwo na ból, tak jak i sam ból, jest już w nas.

Jak pan rozumie ból, cierpienie? Bo to o cierpieniu jest właśnie pana książka.
Ból może być objawem fizycznej choroby, a może być też reakcją na to, że nasze uczucia są zablokowane, bo nie mamy szansy siebie wyrazić. Z perspektywy filozofii, ale też religii – ból to manifestacja braku połączenia z samym sobą. Jeśli jesteśmy w pełni świadomi siebie, mamy poczucie wewnętrznej realizacji, to ból nie pojawi się, nie uderzy.

Co to znaczy, że możemy zerwać połączenie z samym sobą, utracić kontakt? W czym to się przejawia?
Jako ludzie stoimy wszyscy przed jednym pytaniem, a przynajmniej wydaje nam się, że przed nim stoimy. To pytanie dotyczy szczęścia, bo przecież wszyscy go szukamy. Ludzie próbują znaleźć je w związkach, w bogactwie, w pięknie, w przedmiotach – nigdy w sobie samych, zawsze gdzie indziej. Zapominają, że równowaga nie płynie z zewnątrz, tylko ze środka. To wewnętrzne piękno, bogactwo nazywam wewnętrznym źródłem. Kiedy nie korzystamy z naszych zasobów, kiedy o nich zapominamy, wtedy tracimy kontakt ze sobą, z naszą duszą. W efekcie nie czujemy się pewnie sami ze sobą, nie mamy poczucia stałości i bezpieczeństwa w pracy czy relacji z drugą osobą. Jeśli ponownie połączymy się z naszą duszą, odzyskamy siebie, naszą stabilność.

Co odciąga nas od tego wewnętrznego źródła?
Na pewno kultura, w jakiej żyjemy, która bardzo koncentruje się na świecie materialnym. Nawet duchowość stała się bardzo materialistyczna, wiąże się z siłą, władzą, kontrolą i bogactwem. Nie tylko na Zachodzie tak się dzieje. Także na Wschodzie rozumienie duchowości, jej waga zmieniły się na niekorzyść. Wiąże się to z tym, że coraz rzadziej korzystamy z tradycyjnego wsparcia, jakie zawsze dawali nam mentorzy, nauczyciele, przyjaciele, ludzie, których obdarzaliśmy zaufaniem.

Pisze pan, że to również wina fałszywych tożsamości, jakie często nieświadomie przyjmujemy. Jak odróżnić fałszywą tożsamość od prawdziwej?
To głęboki filozoficzny koncept, który spróbuję wyjaśnić w jak najprostszy sposób. Kiedy jesteś całkowicie sobą, nic nie może cię dotknąć, wpłynąć na ciebie. Ale kiedy próbujesz być kimś innym, wtedy to wymaga od ciebie ogromnego nakładu energii i pracy nad utrzymaniem tej innej tożsamości. Jedno kłamstwo pociąga kolejne, bo musisz wkładać wiele wysiłku w to, by utrzymać, obronić i uwiarygodnić to pierwsze. A te kłamstwa nie tyle dotykają ciebie, co wszystkich dookoła.

Dziś mówi się o epidemii depresji. Jakie są jej źródła według pana?
Myślę, że depresja historycznie zawsze była obecna w społeczeństwie i w jednostkach, z różnych powodów, ale dziś poziom jej intensywności jest dużo wyższy. Jedną z przyczyn może być to, że ludzie są bardziej zagubieni i zmęczeni – nie tylko szukaniem drogi wyjścia, ale też niewiedzą o tym, czego szukają. Są także zmęczeni różnymi bodźcami, które non stop wysyła świat zewnętrzny. Kolorowe magazyny bez przerwy podpowiadają, jaką markę samochodu kupić, żeby poczuć się lepiej, jak wyglądać, kogo przypominać, jak żyć i w jakim otoczeniu. Ale nikt nie mówi, że to ty sam jesteś bogactwem, ty jesteś pięknem. Kiedy spojrzymy trzeźwym okiem na nasze wyimaginowane potrzeby, to okaże się, że nie stać nas na taki samochód czy dom i nie możemy wyglądać jak ktoś inny, bo przecież jesteśmy sobą. Ci wszyscy, którzy próbują mieć to co inni, wyglądać jak inni, być jak inni, byle być lepszymi, są w beznadziejnej sytuacji.

Jak się uleczyć? Wspomina pan, że ważne jest otwarcie na ból, na trudne emocje, także na cierpienie.
Trudno jest zaprosić do siebie ból, ale przecież on już w nas jest, po prostu ignorujemy jego obecność. Dlatego zawsze powtarzam: jeśli masz z kimś trudną relację, nie ignoruj tego, działaj, bo to może być ostatnia szansa na rozwiązanie czegoś, naprawienie. Zaakceptuj ten problem, dostrzeż go, pogódź się z tym, bo wtedy właśnie go uwalniasz. Wyzwalasz się z tego.

Namawia pan do bliższego i częstszego kontaktu z przyrodą. Mieszkańcy dużych miast mają trochę utrudnione zadanie.
Jeśli dla kogoś priorytetem jest kontakt z naturą, to nie będzie szukał wymówki. Gdy byłem kiedyś w Arizonie, spotkałem człowieka z Szanghaju. Przebył długą drogę tylko po to, by zobaczyć Wielki Kanion i przez pięć dni wędrować po okolicy. Czyli można. Natura jest święta, drzewa są święte, ziemia jest święta. Mój przyjaciel zawsze opiera swój rower o drzewo, zamiast przypinać go do barierki – mówi, że drzewa lepiej zadbają o jego rower, bardziej im ufa.

Jest pan też zwolennikiem... nicnierobienia.
Kiedy ktoś nas pyta, co robimy, a my odpowiadamy: „nic” – zwykle spotykamy się z ogromnym zaskoczeniem. Za to jeśli mówimy, że jesteśmy bardzo zajęci, odpowiedź spotyka się z aprobatą – wszyscy zgadzają się, że kiedy coś robimy, możemy uznać swoje życie za dobre i wartościowe. Ludzie nie doceniają prawdziwej wartości nicnierobienia. Mówiąc „nicnierobienie”, mam na myśli bycie spokojnym, wyciszonym, ale też niewykonywanie żadnej aktywności. Chodzi o to, żeby nic nie robić i naprawdę się tym cieszyć, dać sobie prawo do wyciszenia, ucieczki od szumu, który nas otacza. Dopiero wtedy mamy szansę usłyszeć siebie. Pójdźmy do kawiarni i napijmy się kawy w samotności, w spokoju, i po prostu przeżyjmy dobry dzień.

Ludzie nie cenią zwykłych rzeczy, bo uważają, że istnieją jedynie poprzez innych, są widzialni tylko poprzez uwarunkowania towarzyskie. A nasze prawdziwe „ja” objawia się w ciszy i spokoju, dopiero wtedy jesteśmy w stanie wejść w to bycie, kiedy nasz umysł jest otwarty, ale niebodźcowany w sytuacjach towarzyskich czy społecznych. A tak wygląda na co dzień nasze życie. Ludzie jadą na wakacje, by nic nie robić i odpocząć, ale są tak zestresowani tą sytuacją, że zachowują się tak jak zawsze, czyli gonią od jednej atrakcji do drugiej.

W swojej książce pisze pan o tzw. trzech cennych pigułkach. To cisza, przestrzeń i bezruch.
Odczucie bezruchu ciała to drzwi do wewnętrznej przestrzeni. Dzięki połączeniu się z ciszą łączymy się z głębszym odczuciem spokoju i spełnienia. A poprzez doświadczenie przestrzeni otwieramy drzwi wewnętrznego ciepła i radości, wewnętrznego schronienia, czyli schronienia bezwarunkowego. Nie jesteśmy naszym ciałem. Gdy dotyka nas ból, to dotyka on naszego ciała, nie przestrzeni w środku nas. A właśnie tej przestrzeni w nas każdy potrzebuje i każdy ją ma. Na pewno warto jak najczęściej zażywać trzy pigułki, ale wystarczy też po prostu usiąść na 10–15 minut, zwłaszcza wtedy, kiedy czujemy, że się zgubiliśmy i potrzebujemy pomocy. Pamiętajmy, że zawsze możemy sami sobie pomóc, bo wszystko, czego potrzebujemy, jest już w nas.

Fot. materiały prasowe z Kursu organizowanego w Polsce w 2016 roku przez Ośrodek Cziamma Ling.Fot. materiały prasowe z Kursu organizowanego w Polsce w 2016 roku przez Ośrodek Cziamma Ling.

Tenzin Wangyal Rinpocze, mistrz tradycji bon, rdzennej religii Tybetu. Założyciel i dyrektor Instytutu Ligmincza. W Polsce jego uczniowie skupieni są w Związku Garuda. Autor m.in. „Cudów naturalnego umysłu“, „Przebudzenia świętego ciała“ i „Prawdziwego źródła uzdrowienia”.

Poniżej wykład mistrza Rinpocze na temat spontanicznej kreatywności:

  1. Moda i uroda

Nowe kosmetyki Ritualia – odprężająca moc rytuału piękna od OnlyBio

Dzięki produktom z serii Ritualia stworzysz prawdziwie relaksujący rytuał pielęgnacyjny, a także zadbasz o swoje zewnętrzne i wewnętrzne piękno. (Fot. materiały prasowe)
Dzięki produktom z serii Ritualia stworzysz prawdziwie relaksujący rytuał pielęgnacyjny, a także zadbasz o swoje zewnętrzne i wewnętrzne piękno. (Fot. materiały prasowe)
Rytuały self care nie tylko budują naszą codzienność, ale też wprowadzają do naszego życia odrobinę piękna i przyjemności. Przełamują rutynę oraz wprawiają w dobry nastrój. Dzięki nowej serii kosmetyków Ritualia marki OnlyBio stworzysz prawdziwie rozpieszczający rytuał pielęgnacyjny, który rozbudzi nie tylko twoje ciało, ale również zmysły.

Pora na współczesną opowieść o emocjach i kobiecej wrażliwości. Ritualia od OnlyBio to luksusowa seria kosmetyków do pielęgnacji w duchu spa i mindfulness, stworzona z potrzeby piękna i miłości do natury, z której możemy czerpać przyjemność, dbając jednocześnie o nasze ciało i zmysły. Tematem przewodnim serii są pozytywne emocje, które wyzwalają jej poszczególne linie produktowe. Zawierające aż 98% składników pochodzenia naturalnego kosmetyki zapewniają najwyższą skuteczność, a kremowe formuły i uwodzące zapachy sprawią, że poczujesz się naprawdę wyjątkowo. Zwolennicy naturalnych składów, przyjemnych dla ciała konsystencji i uwodzicielskich nut zapachowych z pewnością nie będą zawiedzeni. Poczucie wyjątkowości i luksusu potęgują natomiast stylowe, zaprojektowane z dbałością o każdy detal opakowania.

Serię tworzą cztery kompleksowe linie odpowiadające konkretnym emocjom: Tranquility (spokój), Joy (radość), Mindfulness (medytacja) oraz Delight (rozkosz). Ostatnia z nich, inspirowana zmysłowością i zachwytem nad drobnymi przyjemnościami, zawiera produkty, które zapewnią ciału prawdziwe uczucie błogości oraz luksusowe rozświetlenie. Znajdują się w niej rozświetlający olejek do ciała oraz brązujący krem do ciała i twarzy, a więc kosmetyki idealne na lato.

Rozświetlający olejek do ciała zachwyca przede wszystkim nowoczesną, wegańską formułą. To pierwsza na rynku mieszanka składająca się wyłącznie z naturalnych olejów odżywczych, m.in. ze słodkich migdałów, orzechów brazylijskich i macadamia, brzoskwini, awokado i baobabu. Kompozycję wzbogacono również o witaminę E, ekstrakt z maliny nordyckiej oraz miliony złotych drobinek, które nadają skórze wyrafinowanego rozświetlenia. Drobniejsze z nich odpowiadają za efekt mokrej skóry, a większe dodają diamentowego blasku. Produkt doskonale pielęgnuje, regeneruje oraz odżywia ciało zapobiegając utracie wody, a konsystencja gęstego, suchego olejku zamkniętego w szklanym opakowaniu z pompką zapewnia komfortową aplikację. Aby cieszyć się idealnie rozświetloną i zdrowo wyglądającą skórą, wystarczy wmasować produkt w ciało okrężnymi ruchami. Drogocenne składniki produktu wpłyną zbawiennie na twoją skórę, a jego uwodzicielski zapach rozbudzi zmysły.

Rozświetlający olejek do ciała z linii Delight (cena i pojemność: 36,99 zł/150 ml)Rozświetlający olejek do ciała z linii Delight (cena i pojemność: 36,99 zł/150 ml)

Naturalny blask i efekt skóry muśniętej słońcem zapewnia również brązujący krem do ciała i twarzy, który dzięki swojemu kuszącemu, orientalnemu zapachowi przywołuje na myśl beztroskie wakacje. To pierwszy taki produkt na rynku z czystym składem. Innowacyjna kompozycja na bazie olejów, m.in. z awokado, lnianego, migdałowego, sezamowego oraz canola, odżywia i nawilża skórę, dając jej uczucie przyjemnego komfortu, natomiast olej z baobabu i masło kakaowe zapobiegają przesuszaniu skóry, także tej wrażliwej. Delikatna formuła lekkiego kremu zadba, aby była nasze ciało było piękniejsze z każdym dniem. Od teraz błyskawicznie uzyskasz trwałą, złocistą opaleniznę bez mało estetycznych plam i smug. Ponadto produkt jest niezwykle wydajny i pozwala stopniować odcień opalenia, bez konieczności nadmiernej ekspozycji na słońce. Można więc bez przeszkód stosować go codziennie, aż do uzyskania pożądanego efektu. Wystarczy wmasować w skórę ciała i twarzy niewielką ilość kremu, a po aplikacji dokładnie umyć dłonie. Rytuał nakładania przynosi wiele przyjemności, a efekty są naprawdę zdumiewające.

Brązujący krem do ciała i twarzy z linii Delight (cena i pojemność: 36,99 zł/250 ml)Brązujący krem do ciała i twarzy z linii Delight (cena i pojemność: 36,99 zł/250 ml)

Produkty z linii Ritualia są dostępne wyłącznie w sklepie online OnlyBio oraz w drogeriach Rossmann stacjonarnych i online.