1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Debata: cały ten seks!

Debata: cały ten seks!

fot. Rafał Masłow
fot. Rafał Masłow
Erotyka jest wszechobecna na billboardach, w filmach i w sieci. Z kolei w domach i szkołach ten temat jest zamiatany pod dywan. O tym, jak mądrze oswajać dzieci z seksualnością i nie dać się presji bycia sexy 24 godziny na dobę, rozmawiają Joanna Olekszyk i jej goście: Alicja Długołęcka, Małgorzata Ohme i Andrzej Depko.

Niedawno hucznie obchodziliśmy 25 lat wolności. Czy to było również 25 lat wolności seksu? Coś w tej sferze wygraliśmy? Jesteśmy bardziej wolni w seksie?

Alicja Długołęcka: Zajmuję się edukacją seksualną dzieci
, zresztą właśnie od 25 lat, i mam wrażenie, że jeśli coś się w niej zmienia, to na gorsze. Gdy prowadzę zajęcia z nauczycielami i psychologami, to za wzór stawiam im Polskę lat 80., mimo że nie należę do osób, które wspominają te lata z sentymentem.

Jest aż tak źle?

Małgorzata Ohme: Wiele rzeczy zamiata się pod dywan, a tymczasem temat seksu jest obecny w mediach, dzieciaki mają do niego dostęp, w związku z tym powstaje ogromna rozbieżność między tym, że z jednej strony jest dużo powierzchownej wiedzy na temat seksu w Internecie
, na dodatek okraszonej przemocą i wulgaryzmami, a z drugiej jest ta przerażająca cisza, z którą dzieciaki się stykają w domach i w szkołach.

Andrzej Depko: Nie sposób nie zgodzić się z Alicją, że jeśli chodzi o edukację seksualną, to można powiedzieć, że staliśmy nad przepaścią i zrobiliśmy duży krok do przodu. To smutne, bo tak jak powiedziała Małgosia, jednocześnie następuje niewyobrażalna seksualizacja społeczeństwa
. W społeczeństwie, w którym dyskurs o seksualności jest bardzo spłycony, a wręcz nawet nie istnieje, młodych ludzi seksualizuje się na każdym kroku: w mediach, literaturze, natomiast oni nie są przygotowani do odbioru tych treści, do należytej socjalizacji tej seksualności. Dochodzi do spłycenia tematu i instrumentalizacji drugiej osoby. Efekt będzie taki, że w społeczeństwie nastąpi katastrofa. Zapłacimy za to wysoką cenę w relacjach.

Czyli rola edukatorów seksualnych, psychologów polega właściwie na naprawianiu?

A.D.: Tylko że pewnych rzeczy nie da się naprawić. Wychowanie seksualne, jego zasadnicza część, odbywa się w domu, i to w pierwszych latach życia. Nie będę demonizować, że w pierwszych trzech, ale na pewno w pierwszych jedenastu, czyli do fazy przedpokwitaniowej, kiedy dziecko się zamyka w sobie, autonomizuje psychicznie, również seksualnie. Późniejsze oddziaływanie na poziomie szkoły ma oczywiście jakiś wpływ, ale nie formuje postaw. Ja mogę co najwyżej edukować mądrze rodzica
, aby on świadomie kształtował pozytywną postawę dziecka wobec szeroko pojętej seksualności. Resztę może uzupełnić szkoła, wyposażając w rzetelne informacje.

M.O.: Może i nie może, ja uważam, że rola edukatorów seksualnych
jest bardzo trudna. W tym całym szkolnym zbiorowisku znajdują się dzieci z różnych domów, które mają różnych rodziców, a ci wyznają różny światopogląd i wiarę, mają różne doświadczenia seksualne, co się przekłada na to, jak mówią o seksie.

A.D.:
Zauważyłam, że sama młodzież jest znudzona tym, że my, dorośli, tak o ten seks się kłócimy. Młodzi nie rozumieją, o co chodzi.

An.D.: Młodzi nie rozumieją, bo dla nich seks to po prostu pukanko. Zupełnie oddzielają go od uczuć i odpowiedzialności. Gdy ten młody człowiek dorośnie, nawiąże jakąś relację, która mu się potem posypie, to może pojawi się w nim refleksja i trafi do gabinetu terapeuty. Jako społeczeństwo pracujemy na to, żebyśmy mieli nasilenie epidemii rozpadu związków
, samotności albo wręcz niechęci do zakładania związków.

A.D.:
Użyję mocnego przykładu. Rozmawiałyśmy przed chwilą z Małgosią i obie odkryłyśmy, że w klasach 1–3 w słowniku dzieci „gwałt” jest tożsamy ze słowem „seks”. Prawdopodobnie bierze się to z tego, że dzieciaki oglądają w telewizji te wszystkie prymitywizujące obraz życia programy typu „Ukryta prawda” czy „Pamiętniki z wakacji” i z nich czerpią wiedzę o świecie i relacjach. Podczas gdy my, edukatorzy, jesteśmy odsądzani od czci i wiary, że chcemy dzieciaki mądrze uświadamiać.

M.O.: Tymczasem w podręczniku do przyrody z czwartej klasy szkoły podstawowej mamy dość zabawny opis, że nasienie przedostaje się przez nasieniowody, wydostaje się na zewnątrz i jest wprowadzane do organizmu kobiety lub nie. I jest to podane bez żadnego komentarza. Więc mój syn się pyta, jak jest wprowadzane i co się z nim dzieje, gdy nie jest wprowadzane. Szkoła tego nie wyjaśnia
. Nie towarzyszy temu żadna informacja dotycząca relacji, emocji. A to przecież idealny moment, by o tym porozmawiać.

A.D.:
Powiedziałabym nawet, że to jeden z ostatnich momentów.

M.O.: Wielu rodziców strasznie boi się dziecięcej seksualności
. Na przykład temat masturbacji dziecka wprawia ich w stan kompletnego przerażenia. Pamiętam mamę 11-letniego chłopca, która po wyjściu swojego syna spod prysznica wąchała mu stopy. Chciała sprawdzić, czy on się tam onanizuje, czy tylko kąpie. Jakie to straszne przekroczenie granic, jaka ingerencja!

An.D.: Rodzice nie są wzorcem, który potrafi przekazać wiedzę o tak istotnym zagadnieniu jak seksualność, a z drugiej strony swoim zachowaniem zaczynają tworzyć wokół tego tematu tabu. Uruchamiają też w dzieciach pewien rodzaj sprytu, bo ten chłopak i tak będzie kombinował, i jak nie w łazience, zrobi to na strychu czy w piwnicy. Część mediów wspiera zresztą rodziców w tworzeniu tabu na temat seksu
, na zasadzie „jak będę rozmawiać z córką o seksie, to zaraz wróci z brzuchem”.

M.O.:
Owszem, ale jest też pokaźna część rodziców, którzy są indoktrynowani, że właśnie muszą rozmawiać o seksie z dziećmi, i są tym przerażeni.

A.D.:
Wiem, że to może zabrzmieć fatalnie, ale dobrze znaleźć sobie taką fajną ciocię, wujka, starszą kuzynkę, nianię, to może być czasem nawet babcia. Mam na studiach podyplomowych babcie, które, wydaje mi się, będą mogły być superedukatorkami. Mają mniej uprzedzeń niż ich korporacyjne, zapracowane córki. Chodzi o to, żeby ta dobra ciocia czy babcia była taką zaufaną osobą, której dziecko będzie mogło powiedzieć o swoich obawach związanych z seksualnością, spytać się o coś. Jako rodzice nie musimy wszystkiego wiedzieć, i to jest bardzo zdrowe, że ktoś zdejmie z nas ten obowiązek. Rodzice nie są obiektywni i zwykle chcą chronić dziecko, zamiast mówić mu prawdę. A nasze dziecko ma być autonomicznym, samodzielnie funkcjonującym człowiekiem w każdej sferze, a w tej szczególnie.

Czy jednym ze sposobów na to, by nie rozmawiać o seksie, nie jest aby ten nieszczęsny gender? Temat zastępczy, odciągający od prawdziwego problemu.

A.D.: Wielkie i groźne gender, dużo wokół niego emocji, a mało zrozumienia. Podoba mi się uproszczona definicja gender, która mówi, że jest to dziedzina i naukowa, i społeczna, i polityczna, dotycząca sprawiedliwości płciowej
zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Tymczasem nastąpiło totalne pomylenie tego tematu. Na co dowodem jest podawanie przykładu Conchity Wurst.

An.D.:
Debata o gender nie może być wycinkowo traktowana w kontekście transmisji Eurowizji. Proszę mi wskazać, w którym medium zaproszono specjalistów do dyskusji na ten temat…

Nie przypominam sobie takiej debaty.

An.D.:
Bo próba wyjaśnienia tego społeczeństwu mogłaby się okazać nie w smak osobom, które gender przykryłyby warstwą ziemi.

A.D.:
Ale, Andrzej, czego ludzie się aż tak boją? Ja z perspektywy feministycznej postrzegam to jako pewną formę walki płci w rękawiczkach.

An.D.: Żyjemy w społeczeństwie, które w 90 proc. deklaruje, że jest katolickie, obszar naszej kultury jest formowany przez tradycję kultury judeochrześcijańskiej, a rola kobiety
jest całkowicie zmarginalizowana. Dlaczego w Kościele katolickim kobieta może pełnić funkcje posługowe, a nie może być kapłanką? Przecież kobiety we wszystkich wielkich cywilizacjach były kapłankami! A u nas są nieczyste, niegodne. W tym kontekście rozmowa o gender, o tym, że jednostka ma prawo do decydowania o szeregu obszarów swojej aktywności, że istnieje prawo równości płci – właściwie rozwala system.

Z jednej strony straszą nas gender, z drugiej w mediach aż bucha od seksualności. Czy naprawdę wszystko można reklamować nagim kobiecym biustem?

A.D.:
Nie wiem, co Andrzej sądzi na ten temat, ale ja czasem sobie zadaję pytanie: czy to na pewno jest seksualność? Czy raczej jakaś jej nieudana podróbka? I tworzenie kolejnego obszaru, w którym mamy być niewolnicami, ciągle pracować nad swoją formą, nie wiadomo w sumie po co, bo z takim nieustannie kontrolowanym ciałem jesteśmy tak zablokowane, że trudno nam czerpać radość z seksu.

An.D.: Wracając do pytania otwierającego naszą dyskusję, media także zrobiły duży krok naprzód, ale nie w kierunku przepaści, a wolności słowa. Pozwolę sobie przypomnieć, że w poprzednim systemie przywiezienie „Playboya” do kraju graniczyło z próbą wysadzenia systemu w powietrze. Po ’89 przeżyliśmy wielki boom kolorowych pisemek, epatujących seksualnością, głównie genitalną. To w pewnym momencie się przejadło, ale nastąpił rozkwit Internetu, który stał się podstawowym medium przekazywania treści erotycznych
, pojawiły się kanały tematyczne, filmy DVD. To spowodowało otwarcie na nagość, na mówienie o tym.

Tylko czy nie nastąpiło przegięcie w drugą stronę?

An.D.:
A owszem, nastąpiło. Objawem tejże degeneracji jest korzystanie z nagości, niezależnie od tego, czy jest potrzebna, czy nie, na wszelkiego rodzaju billboardach, bo producenci wciąż mają przeświadczenie, że jeśli się pokaże kawałek nagiego ciała, to ludzie będą chcieli kupić wiertarkę albo system kominowy. Nie sądzę, żeby seks sprzedawał wszystko, ten czas już minął, po prostu są osoby, które nadal trzymają się tego myślenia.

A.D.:
A ja myślę, że jak tak dalej pójdzie, to dojdzie do absurdu i dożyjemy takich czasów, że zacznie się robić reklamy, które będą nas zachęcać do seksu.

M.O.:
Jednak mimo wszystko nadal najlepiej się sprzedają okładki, co widać po niektórych tygodnikach i dziennikach, które mają być kontrowersyjne, perwersyjne, wzbudzać uwagę w szybkim tempie, krótkim czasie.

An.D.:
Ale czym innym jest okładka w tabloidzie. Ona ma zaspokoić zupełnie inną naszą potrzebę – potrzebę podglądania. To jak wściubienie nosa do sypialni sąsiada, podpatrzenie, jak to robi Natalia Siwiec czy Borys Szyc. Ja tych dwóch rzeczy bym nie łączył.

Co nie zmienia faktu, że seks jest wszechobecny. Dla wielu kobiet, a przypuszczam, że także dla mężczyzn, fakt, że nie uprawiają seksu bądź nie robią tego tak często jak inni, jest powodem do wstydu.

A.D.: Pamiętam, jaka była konsternacja, jak się ukazała rozmowa ze mną w „Wysokich Obcasach” dotycząca fal pożądania. Powiedziałam tam, że pożądanie przychodzi falami i jest uzależnione od bardzo wielu czynników, przede wszystkim od tego, jak postrzegamy tę drugą osobę, i wcale nie chodzi o to, że musimy być wciąż w fazie zakochania, bo ta fala może się pojawiać w bardzo różnych fazach związku. Może być skorelowana ze stanem depresji, przemęczenia lub braku sukcesów w życiu
, a więc z poziomem samooceny, samopoczuciem fizycznym itd. Są fale wznoszące seksu i są te opadające, i to jest zupełnie normalne. Posypały się listy do redakcji, bo jak to mogę twierdzić, że kobiecie może się nie chcieć współżyć przez dwa lata i to jest normalne? To przecież hiperzaburzenie!

M.O.:
My z kolei zrobiliśmy kiedyś w „Gadze” okładkę, na której była Patrycja Woy-Wojciechowska nago ze swoim dzieckiem, które też było nagie. Wszystko to było pokazane w bardzo subtelny i estetyczny sposób, ale listy też się posypały. To jest właśnie ten chory polski strach wokół nagości dzieci.

Wracając do pytania, jest obecnie taki społeczny przymus, żeby uprawiać seks i być stale sexy. Myślę też, że z tej presji bierze się zagubienie współczesnej młodzieży. Naoglądają się tych wszystkich filmów pornograficznych, a potem konfrontują te wydumane oczekiwania ze swoim życiem. I jest wielki rozdźwięk między tym, co widzą, a tym, co mają. Dlatego sedno problemu z mówieniem dzieciom o seksie tkwi w tym, że skupiając się na jego technicznym wymiarze, gubimy to, co jest najważniejsze. Seks ma być fajny, przyjemny. To ci się należy w życiu, jak orgazm się należy kobiecie.

A.D.:
Ja mówię, że orgazm jest przy okazji. Albo się pojawia, albo nie.

M.O.:
Ale to mężczyzna ma zadbać o to, żeby ona miała orgazm. Mężczyźni mają prosty aparat, im jest łatwiej.

A.D.:
Jak to: mają zadbać? Bez przesady. Kobieta też musi się postarać. Tu chodzi o pracę własną i nie mam tu na myśli jedynie zachowań masturbacyjnych, ale to, że bazą jest poznanie samego siebie i mężczyzny. Zanim wejdziemy w relację, warto bez lęku i uprzedzeń przyjrzeć się sobie, zarówno warstwie emocjonalnej, jak i świadomości ciała w zakresie seksualności. To jest olbrzymia praca, bo już małym dziewczynkom wdrukowuje się, że mają być czyste…

An.D.:
Że ich ciało jest niedoskonałe…

A.D.:
…i brudne. Zresztą mężczyźni też nie mają lepiej, bo tutaj chodzi o poziom frustracji związany ze sprawczością. Czują, że są odpowiedzialni za jakość seksu, do tego muszą mieć śmiałość, pokonać strach, a może i obrzydzenie, żeby to zrobić.

An.D.:
I doprowadzić do tego, żeby kobieta przeżywała orgazm tak spektakularnie jak na filmach. Inaczej albo są niewydolni, albo trafili na złą partnerkę.

Czyli nic nie wiemy o swoim ciele, a potem ni stąd, ni zowąd mamy mieć superseks.

An.D.:
W przypadku kobiety szczególnie istotna jest świadomość własnego ciała. Orgazm jest pewnego rodzaju przeżyciem psychicznym, które może zajść wtedy, kiedy poziom napięcia w ciele migdałowatym się obniży. A jak ma się obniżyć, jeśli przez cały czas kobieta myśli, czy tej fałdki aby nie widać?

A.D.:
Przeżywanie orgazmu można porównać do medytacji. Dlatego w seksie najważniejsza jest obecność.

Mówiliśmy, że seks i nagość sprzedają pewne rzeczy, ale czy czasem sami nie handlujemy swoją seksualnością? Godzimy się na rzeczy, na które nie mamy wewnętrznej zgody, czasem nadmiernie eksponujemy swoje ciało.

An.D.:
Nadmierna seksualizacja powoduje, że przestajemy być podmiotem seksualności. Uprzedmiotowiamy siebie. Widząc, że pozorna otwartość w tej sprawie pozwala osiągnąć więcej, zaczynamy manipulować sobą, przesuwać granice. I płacimy za to cenę. Uprzedmiotowianie siebie powoduje coraz większy ból. W pewnym momencie trzeba zacząć być sobą i te wszystkie skrywane kompleksy, które rekompensowaliśmy sobie, nadmiernie się obnażając, wychodzą na światło dzienne.

M.O.:
Ale ta refleksja przychodzi później. Na razie mamy pokolenie X-Factor, które widzi, że Frytka przespała się z Kenem i zrobiła karierę, inna pokazała cycki na stadionie i jest celebrytką. Dla młodych ludzi to jest rodzaj autoprezentacji, narzędzie, którego mogą użyć. Nigdy nie zapomnę, jak kiedyś prowadziłam zajęcia w jednym z katolickich gimnazjów i tamtejsze dziewczyny, ubrane w mundurki, nieumalowane, potem zapraszały mnie na Facebooka. Powiem wam, że nigdy nie widziałam tak rozseksualnionych sweet foci.

A.D.:
Jako „stara pani profesor” mogę potwierdzić, że teraz coraz rzadziej studenci wiedzą, jak mają na imię ich koledzy z roku, nie spotykają się, nie ma życia studenckiego. Czują się samotni, mimo że mają chłopaków i dziewczyny. Chcą wejść w głębszą relację, ale nie wiedzą jak. To jest coś, co przynajmniej potrafią nazwać słowami. Nie przeszli tego treningu społecznego, czyli podwórkowego wychowania i demokratyzacji na poziomie szkoły.

M.O.:
Dzisiaj mamy coraz więcej narzędzi do autoprezentacji…

A.D.:
…a coraz mniej do budowania relacji.

Kurczę, może coś optymistycznego powiemy na koniec?

An.D.: Optymistycznego? Proszę bardzo. Pięcioletni chłopiec wchodzi do sypialni rodziców w momencie, kiedy są zajęci sobą i zaspokajają się w pozycji 6/9. Mały Jaś patrzy, patrzy, patrzy i mówi z wyrzutem: „A wy mi dłubać palcem w nosie zabraniacie?”.

Alicja Długołęcka doktor nauk humanistycznych, edukatorka seksualna, prowadzi zajęcia z podstaw psychoterapii i rehabilitacji seksualnej. Autorka licznych książek i artykułów, m.in. zbioru wywiadów „Seks na wysokich obcasach” (z Pauliną Reiter), a ostatnio „Zwykłej książki, o tym skąd się biorą dzieci”.

Małgorzata Ohme psycholog dziecięcy i rodzinny, psychoterapeutka, zajmowała się także edukacją seksualną. Wykładowczyni w Strefie Młodzieży SWPS. Redaktor naczelna magazynu dla rodziców „Gaga”.

Andrzej Depko doktor nauk medycznych, specjalista seksuolog, specjalista neurolog, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej. Autor licznych książek, najnowsza to „Chuć, czyli normalne rozmowy o perwersyjnym seksie” napisana wspólnie z Ewą Wanat, z którą prowadzi audycję w radiu RDC.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Styl Życia

Młodzi zawalczą o swoje prawo do educkacji seksualnej

Anja Rubik z SEXEDpl i marka Levi’s połączyły siły, by edukacja seksualna w Polsce stała się normą. (Fot. materiały prasowe)
Anja Rubik z SEXEDpl i marka Levi’s połączyły siły, by edukacja seksualna w Polsce stała się normą. (Fot. materiały prasowe)
Fundacja SEXEDpl to multimedialna platforma edukacyjna, której założycielką jest modelka i aktywistka Anja Rubik. Wspólnie z marką Levi’s, znaną ze swoich działań na rzecz tolerancji, równości i wolności, startuje z akcją na rzecz edukacji seksualnej młodych Polaków.

Celem akcji jest zachęcenie młodych ludzi do walki o swoje prawo do rzetelnych informacji o seksualności. Inicjatywa zachęca do działania i wzięcia sprawy w swoje ręce. Dlatego do udziału w akcji zaproszeni są młodzi ludzie, którzy chcą mieć wpływ na otaczającą ich rzeczywistość oraz mają pomysł jak tę rzeczywistość mogą zmienić.

Niezależnie od tego, czy pochodzicie z dużego czy małego miasta w Polsce, zachęcam wszystkich młodych ludzi do wzięcia udziału w rekrutacji i działania na rzecz lepszego dostępu do edukacji seksualnej. Bądź głosem w walce o swoje prawa. - powiedział Jeremy Leaf, prezes East Cluster, Levi Strauss & Co.

Ogromnie cieszę się na wspólną akcję z marką Levi’s. Wierzę, że zaangażowanie młodych ludzi do tego projektu pomoże nam jeszcze szerzej dotrzeć z rzetelnymi informacjami na temat edukacji seksualnej. Jak badania pokazują głównym źródłem wiedzy o seksualności są rówieśnicy! - mówi Anja Rubik, założycielka Fundacji SEXEDpl i dodaje - Myślę, że jest to bardzo ważna akcja dla młodych ludzi, ponieważ zachęca i motywuje ich do działania i zmiany otaczającej nas rzeczywistości.

Film promujący projekt #SEXEDpl i Levi’s ma motywować potencjalnych działaczy i działaczki do wzięcia udziału w warsztatach. Buntowniczy, pełen energii duch, przemawiający przez bohaterów video, ma konkretny przekaz: Młodzi, bierzcie sprawy w swoje ręce. Macie wpływ na otaczającą was rzeczywistość. Działajcie, a my #SEXEDpl i Levi’s Wam w tym pomożemy!

Zwieńczeniem projektu będą trzydniowe warsztaty, podczas których wybrana grupa będzie miała możliwość szkolić się pod okiem najlepszych specjalistów i specjalistek z dziedziny psychologii i seksuologii, organizacji wydarzeń specjalnych czy znanych aktywistów. Podczas warsztatów uczestnicy i uczestniczki nauczą się podstaw edukacji seksualnej. Poznają również narzędzia, dzięki którym będą mogli podzielić się zdobytą wiedzą z innymi osobami w ich społecznościach lokalnych. Rolą SEXEDpl będzie profesjonalne wsparcie w realizowaniu ich pomysłów. Po edukacyjnym zlocie działacze i działaczki pod skrzydłami SEXEDpl będą szerzyć zdobytą wiedzę - zarówno podczas lokalnych aktywności, jak i internetowych przekazów.

 

Kto może wziąć udział w warsztatach? Młodzi działacze i działaczki w wieku 15-20 lat. Aby wziąć udział w warsztatach, należy odpowiedzieć na kilka pytań, które znajdują się w formularzu zgłoszeniowym zamieszczonym w zakładce na stronie www.sexed.pl. Zapisy potrwają od 21 stycznia do 17 lutego 2021 roku. Spośród zgłoszeń zostanie wybranych 20 osób, które w najciekawszy i najbardziej kreatywny sposób podejdą do tematu propagowania edukacji seksualnej w swoich lokalnych społecznościach.

  1. Seks

Trzy mity na temat masturbacji

Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice. (Fot. iStock)
Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice. (Fot. iStock)
Dlaczego warto tropić mity i fałszywe przekonania, które dotyczą tak intymnej sfery życia, jaką jest masturbacja? Ponieważ fałszywe przekonania mają dużą siłę i uniemożliwiają nam poznawanie. Wiemy, że coś jest niewłaściwe, więc nawet o nie myślimy. A okazać się może, że niewłaściwe jest jak najbardziej stosowne.

Masturbacja szkodzi kobietom?

Faceci się masturbują i w większości nie mają z tego powodu poczucia winy. Nikt tez ich jakoś nie posądzą, że stracą ochotę na seks albo się uzależnią. Masturbują się nawet płody w łonie matki, czego dowodzą badania amerykańskich neurologów związane z wielogodzinną obserwację płodów w usg. Masturbacja jest naturalna i nie prowadzi do zahamowań ani nie rozbudza w złym tego słowa znaczeniu. Jest wręcz odwrotnie - dla kobiet to sumienie popędu seksualnego wiąże się z poważnymi konsekwencjami nie tylko natury erotycznej, ale też emocjonalnej.

Masturbacja nie przynosi szkody naszej psychice, oprócz takiej, jaką same możemy sobie wyrządzić - na przykład przez utrzymywanie poczucia winy z tego powodu.  Jeśli używamy jej świadomie, aby zwiększyć kontakt ze swoim ciałem, nauczyć się rozpoznawać sygnały z niego płynące, swoje potrzeby i warunki fizjologiczne -  służy naszemu rozwojowi i budowaniu kontaktu z ciałem.

Oczywiście istnieje ciemna strona masturbacji, gdy jest używana jako środek zaradczy na poczucie osamotnienia, przedłużający się stres, kłopoty w związku. Jeśli masturbujemy się kompulsywnie, nawykowo, nerwowo możemy uzależnić się od niej tak, jak od każdej rzeczy niosącej pozorną ulgę.

Uzależnienie od wibratora?

Wibrator + masturbacja kompulsywna = kłopoty.

Nie można uzależnić się od wibratora, ponieważ wibrator sam w sobie jest czymś obojętnym, neutralnym. Problem może pojawić się w użytkowniczce, gdy popadnie w masturbację kompulsywną, czyli taką, która służy nie przyjemności, a rozładowaniu napięcia. Podobnie jak nadużywanie alkoholu, seks z przygodnie poznanymi partnerami i inne ryzykowne zachowania, tak i masturbacja bywa sposobem na niewłaściwe podejście do stresów i napięć. W dobrej masturbacji, czyli tej prowadzonej świadomie, z uwagą wobec swojego ciała, wibrator jest tylko zabawnym gadżetem lub urządzeniem intensyfikującym doznania. Nie staje się fetyszem czy jedyną drogą do uzyskania zaspokojenia seksualnego.

Spadek zainteresowania normalnym seksem z powodu masturbacji?

Będziesz miała jeszcze większą ochotę nas seks, jeśli będziesz się masturbować. Deborah Sundah w swojej świetnej książce „Kobieca ejakulacja i punkt G. Orgazmy, jakich nie miała twoja babcia" mówi o bardzo ciekawych badaniach. Dowodzą one, że w kobiecym ciele po seksie z człowiekiem (kobietą lub mężczyzną) dochodzi do wyzwolenia dużej ilości dopamin - hormonów szczęścia. Natomiast po masturbacji, niezależnie od sposobu jej prowadzenia, dopamin wydziela się znacznie mniej, dużo natomiast testosteronu - męskiego hormonu odpowiedzialnego m.in. za aktywizację libido. Dodatkowo dobra masturbacja, skierowana na przyjemność, kontakt z ciałem zwiększa twoją wiedzę o potrzebach i reakcjach ciała. Dlatego: im więcej dobrej masturbacji, tym większy apetyt na seks.

  1. Seks

Nie ma seksu bez rozmowy – mówi seksuolog Andrzej Depko

O bieżących problemach powinniśmy rozmawiać otwarcie, ale czy dzielić się wszystkimi doświadczeniami z przeszłości? To już sprawa dyskusyjna. (Fot. iStock)
O bieżących problemach powinniśmy rozmawiać otwarcie, ale czy dzielić się wszystkimi doświadczeniami z przeszłości? To już sprawa dyskusyjna. (Fot. iStock)
Jednym z warunków udanego seksu jest otwarta i szczera komunikacja. Dlatego tak ważne jest, by umieć mówić o swoich potrzebach, o tym, co nas cieszy w seksie, a co można udoskonalić. Seksuolog Andrzej Depko tłumaczy, jak nie narazić intymności na szwank.

Gdy nie jesteśmy w stanie powiedzieć o czymś partnerowi, bo się wstydzimy albo boimy się go urazić, nie przekazujemy bardzo ważnego komunikatu o tym, że należałoby coś zmienić. A gdy poziom frustracji sięgnie zenitu i w końcu o tym powiemy, druga strona może poczuć się urażona („Tyle lat było dobrze i teraz mi to mówisz?”).

Czy mówić o przeszłości?

O bieżących problemach powinniśmy rozmawiać otwarcie, ale czy dzielić się wszystkimi doświadczeniami z przeszłości? To już sprawa dyskusyjna. Po pierwsze, trzeba zastanowić się nad własną motywacją: Czy nie jest tak, że poprzez intymne wyzwanie chcę się od czegoś uwolnić? Po drugie – czy druga strona faktycznie chciałaby taką informację poznać? I czy jest na to przygotowana? Czy jest w stanie udźwignąć ten ciężar. Wyobraźmy sobie dziewczynę, która miała bardzo bogate życie seksualne, eksperymentowała i spróbowała wszystkiego, czego w seksie można spróbować. I nagle zakochała się w chłopaku, który nie miał żadnych doświadczeń seksualnych – był zahamowany i wylękniony i nie mógł uwierzyć, że ta piękna, doświadczona kobieta wybrała właśnie jego. A ona, chcąc mu pomóc, powiedziała: „Nie martw się, spróbowałam wszystkiego i wszystkiego cię nauczę”. Nie pomyślała, że jeżeli on nie był doświadczony i miał różne lęki, to takie wyznanie może zadziałać jeszcze bardziej blokująco. Chłopak zaczął się zastanawiać: „Czy podołam? Czy będę równie dobry, jak poprzedni? Czy ona nie pozostanie otwarta na doświadczenia z innymi?”. Ona dla tej miłości gotowa była zmienić swoje dotychczasowe życie seksualne, ale jej szczerość całkowicie go „wykastrowała”.

Każdy człowiek posiada indywidualną wrażliwość i zanim zechcemy podzielić się z kimś swoją przeszłością, musimy dobrze poznać jego typ osobowości. Możliwe, że ktoś namawia nas do wyznań z czystej ciekawości, ale może usłyszeć rzeczy, o których wcale nie chce wiedzieć. Bo z tą wiedzą trzeba sobie potem poradzić. Zawsze lepiej powiedzieć mniej, a najlepiej poczekać, poznać się dobrze i wtedy wysłać próbne sygnały typu: „miałam taki sen, że kochamy się analnie” albo: „miałam taką fantazję, że kochamy się w samochodzie”. Możemy wtedy poznać reakcję partnera i to też nie oznacza, że musimy o takim swoim doświadczeniu opowiedzieć. Bo jeżeli partner powie: „Świetnie, zróbmy to!” i będzie wspaniale, to po co psuć to uczucie zadowolenia, że zrobiliśmy razem coś fajnego i że zrobiliśmy to po raz pierwszy? Jeżeli partner nie będzie chciał podjąć takiej próby, to nie poradzi sobie również ze świadomością, że partnerka ma takie doświadczenia z przeszłości.

Wylewność nie popłaca

Nadmierna szczerość wcale nie służy budowaniu związku. Niektóre osoby domagają się szczegółowych opowieści, a potem zadręczają się swoimi wykreowanymi na tej podstawie wyobrażeniami. Rozpamiętywanie przeszłości nie jest nikomu do niczego potrzebne. Liczy się nasza teraźniejszość. Jeżeli ktoś się domaga od nas takiej szczerości, dobrze jest zbadać jego motywację, zadając pytanie: „Po co ci taka wiedza, skoro najważniejsza jesteś ty tu i teraz? A moje doświadczenia są skromne, bo czekałem na ciebie”. Do przeszłości nie ma powrotu, należy żyć teraźniejszością i przyszłością, a nie rozpamiętywaniem, co każde z nas robiło wtedy, gdy się jeszcze nie znaliśmy.

Przykładem na to, jak pragnąc przejrzystości, można zaprzepaścić przyszłość, jest historia pewnej pary. On namówił ją do zwierzeń, a gdy opowiedziała mu o swoim życiu seksualnym, nie mógł sobie poradzić z tym, że jest dwunasty. Gdyby był szósty, toby jej wybaczył. A tak wychodzi, że miała jednego partnera na pół roku i to, jego zdaniem, było za dużo. Jeden na rok byłby do zaakceptowania, więcej nie. Można powiedzieć, że zachował się niedojrzale. Najpierw namawiał na zwierzenia, udając, że ma to służyć budowaniu związku, ale ostatecznie nie chciał poznać partnerki naprawdę, wolał swoje wyobrażenie.

Osoby dojrzałe nie są zainteresowane przeszłością, mają silne przekonanie, że spotkały drugiego człowieka w odpowiednim momencie i od tej chwili chcą budować coś razem. Ci mniej dojrzali drążą przeszłość z powodu swoich lęków i niskiej samooceny.

Na imprezie, po drinku

W sprawach seksu lubimy się radzić zaufanych przyjaciół, chcemy polegać na ich doświadczeniu, czasem wydaje się to łatwiejsze niż pójście do specjalisty. Jednak zdradzanie tajemnic własnej alkowy może obrócić się przeciwko nam. Nie ma żadnego powodu, żeby chwalić się swoimi seksualnymi doświadczeniami przed przyjaciółmi. Przyjaźń jest wspaniała, ale rzadko wieczna. Po co przyjaciółce wiedza o naszym życiu seksualnym? Zwłaszcza że może kiedyś poczuje potrzebę ujawnienia naszych sekretów. Warto pamiętać, że system wartości znajomych może okazać się zupełnie inny. Mogą też silnie zareagować ze względu na głęboko skrywane podobne potrzeby. Tak jak to było w przypadku pewnej pary, która na imprezie po alkoholu zwierzyła się towarzystwu, że byli trzy razy w klubie dla swingersów i świetnie się bawili. I nagle okazało się, że w systemie wartości ich znajomych nie ma miejsca na takie zachowania. Usłyszeli komentarze typu: „Jak zwierzęta!”. Para zrobiła coś, co w powszechnej ocenie było nie do przyjęcia i straciła grono przyjaciół.

Inny przykład: dziewczyna rzuca na imprezie pomysł odwiedzenia klubu go-go. Ktoś pyta: „Byłaś tam z mężem?”. Ona odpowiada: „Tak, i było fajnie, chodźcie, zobaczycie”. Liczyła, że wesprą ją zwłaszcza mężczyźni i że taka propozycja ze strony kobiety ułatwi wszystkim jej przyjęcie. A okazało się, że panowie przyjęli sztywną pozycję, a jeden, który ją poparł, szybko się z tego wycofał. Od tej pory dziewczyna przestała być zapraszana na wspólne wyjścia.

Pozostaje jeszcze kwestia lojalności wobec partnera – jeżeli opowiadam przyjaciółce o swoim życiu seksualnym, niejako „zdradzam” partnera. Chyba że próbuję wiele razy rozmawiać z nim o naszych problemach i wciąż czuję się odrzucona i bezradna. Wtedy pozostaje jeszcze do rozstrzygnięcia kwestia, czy przyjaciółka jest w stanie udźwignąć taki ciężar i czy nie lepiej pójść z tym do osoby neutralnej, jaką jest terapeuta. Bo przyjaciółka może chcieć pomóc, ale niechcący namiesza ci w głowie, twierdząc, że skoro on unika seksu, to na pewno kogoś ma. A twoje reakcje pod wpływem takich przekonań z pewnością negatywnie wpłyną na waszą relację. Przyjaciółka może też zostać przeciążona problemem i poczuć potrzebę podzielenia się nim z kimś innym (w największej tajemnicy).

Chodźmy do lekarza

Tak jak z bolącym żołądkiem idziemy do gastrologa, z problemem komunikacji udajemy się do terapeuty. Jeżeli rozmowa z partnerem nie wychodzi, to nie czekajmy pół roku czy dłużej, lecz zajmijmy się tematem. To dojrzałe i odpowiedzialne podejście do związku. Nie chowajmy głowy w piasek, tylko rozwiązujmy problem. Terapeuta, czyli trzecia osoba, może nam pomóc zrozumieć, dlaczego poziom komunikacji w naszym związku jest słaby, jakie tkwią w nas ograniczenia. Pomoże nam się otworzyć, zwerbalizować problem i w efekcie go usunąć. I należy pamiętać, że jeżeli pojawiają się kłopoty w sferze seksualnej, nie znaczy, że są natury seksualnej. Najczęściej powodem jest problem komunikacyjny i bagaż negatywnych doświadczeń. Gdy te sprawy się rozwiąże, dylemat w sferze seksualnej najczęściej znika.

Niewiele można zrobić, jeżeli jedna strona nie chce dobra związku. Bo decyzja o podjęciu terapii jest dowodem na to, że komuś na związku zależy. Nie potrafimy przezwyciężyć trudności, ale relacja stanowi dla nas taką wartość, że chcemy o nią zawalczyć. Odmowa podjęcia terapii może świadczyć o tym, że problem faktycznie jest poważny – partner może mieć zupełnie inne wyobrażenia i plany na temat swojej przyszłości. Dobrze jest wtedy zapytać: „Dlaczego nie chcesz iść? Jaką masz motywację? Może ja tracę czas? Może nic już nie da się uratować?”.

Autoterapia nie jest dobrym rozwiązaniem. Nie pomożemy sobie, czytając poradniki na temat naprawy związku, bo z przeczytania jednej książki nic nie wynika. Nikomu się w głowie od tego nie rozjaśni, a nawet może to jeszcze bardziej zaciemnić obraz sytuacji. Konkretną lekturę podsunąć może terapeuta, który fachowym okiem oceni, czego nam potrzeba. I choć jest w nas taka Zosia-Samosia, to ona sama najpewniej postawi chybioną diagnozę, z której trzeba będzie się dodatkowo leczyć. Bo to nie jest zadanie dla Zosi, lecz terapeuty.

Jak rozmawiać o seksie w parze?

  • Nie przechwalaj się swoimi doświadczeniami, zwłaszcza liczbą partnerów i rozmaitymi eksperymentami.
  • Nie rozmawiaj o przeszłości, dopóki nie poznasz dobrze motywacji drugiej strony.
  • Nie krytykuj i nie rób wyrzutów – jeżeli długo tłumiłaś swoje potrzeby, nie wylewaj nagle wszystkich żali, bo to uruchomi mechanizmy obronne, które uniemożliwią porozumienie.
  • Unikaj postawy roszczeniowej, bo wywoła ona zamknięcie się partnera.
  • Mów jak najwięcej o wspólnych seksualnych radościach, wzmacniając relację z partnerem.
  • Proponujcie nawzajem, co jeszcze radośniejszego możecie razem zrobić: Jak się pieścić? Gdzie się dotykać? Jakich technik spróbować?

Andrzej Depko, dr n. med., seksuolog, neurolog, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej, certyfikowany seksuolog sądowy, autor książek.

  1. Psychologia

Jak przygotować dzieci do życia seksualnego? Nie bądźmy głusi na pytania

Wychowanie seksualne to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia. (Fot. iStock)
Wychowanie seksualne to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia. (Fot. iStock)
Seksualność człowieka jest wartością, źródłem szczęścia i radości, a także atrybutem i prawem każdego. Powinniśmy jednak uczyć dzieci także wyznaczania granic seksualności. Bo tam, gdzie realizują się pragnienia seksualne jednego człowieka, może dziać się krzywda drugiemu – mówi seksuolożka i terapeutka Maria Beisert.

Teoretycznie wiemy, że dzieci trzeba uświadamiać, ale w praktyce nam to nie wychodzi. Dlaczego?
Prawdopodobnie dlatego, że traktujemy wychowanie seksualne jako coś osobnego. Tymczasem to nie jest oddzielny proces, tylko część wychowania w ogóle, a nawet część rozwoju człowieka i naszego życia.

Od kiedy zaczynać?
Tak jak nie da się określić punktu startowego wychowania, tak nie można określić początku wychowania seksualnego. Zaczyna się już w momencie, gdy dwoje ludzi decyduje się na dzieci, a w sensie duchowym nawet wcześniej – gdy młodzi ludzie podejmują kontakty seksualne i może pojawić się dziecko.

Znam rodziców, którzy niczego przed dziećmi nie ukrywają, także własnej nagości. To dobrze?
Wszystkie sposoby wychowania mają swoje zalety i wady. W tym pozytywne jest to, że dziecko, blisko dopuszczane do intymności innych ludzi, dosyć wcześnie i swobodnie porusza się po zagadnieniach seksualnych. Ta sfera nie łączy mu się poza tym z negatywnymi uczuciami, takimi jak wstyd, złość, lęk. Seks jest czymś dobrym, naturalnym i przynależnym każdemu człowiekowi. Wady – to mało wyraźne granice stawiane dziecku, co powoduje, że ma mało informacji, dokąd mu wolno dojść, lub nie ma ich wcale, bo rodzice uważają, że ciekawość dziecka jest wielką wartością, którą należy promować. Konsekwencje tego mogą być takie, że dziecko nie bardzo wie, co jest dobre, a co złe, dokąd może się posunąć, a gdzie zaczyna się obszar, na który nie powinno wkraczać. I to jest bardzo groźne na przyszłość.

Dlaczego?
Po pierwsze dziecko może samo przekraczać cudze granice niechcący, bez złej woli, mając szlachetne pobudki, jak chęć poznania czyjegoś ciała. Ale czyjeś ciało to nie krzesło czy drzewo, tylko prywatna własność, i żeby je eksplorować, trzeba mieć pozwolenie. Wszystkie kultury podkreślają, że istnieją części ciała dostępne dużej grupie osób i takie dostępne wyłącznie partnerowi. Jeśli dziecko przekracza wyznaczone w danej kulturze granice, rodzice mówią: stop.

Powinni wyjaśnić, dlaczego nie wolno?
Dwulatkowi mówią tylko stop. Pięciolatkowi tłumaczą, że tych części ciała nie wszyscy mogą dotykać. Nastolatkowi należy się dokładniejsza informacja z wyjaśnieniem, że tylko w intymnym kontakcie można mieć do tych obszarów dostęp. Konsekwencją pozwalania dzieciom na wszystko jest to, co słyszę potem od dorosłych pacjentów. Na przykład: człowiek powinien być otwarty, tymczasem blokują go bariery kulturowe zabraniające uprawiania seksu z dziećmi czy ze zwierzętami. W takim dorosłym słyszę dziecko, które w wieku pięciu lat było zachęcane do eksperymentów z przekraczaniem granicy intymności, któremu nie udzielano wskazówek, co wolno. Wychowanie przyzwalające na wszystko wyrządza podwójną krzywdę – dziecku i otoczeniu, które potem będzie musiało sobie z nim radzić.

U nas dominuje opresyjne wychowanie seksualne. Jakie mogą być konsekwencje tego modelu?
Seks obciążony zostaje lękiem, wstydem, gniewem, złością, czyli wszystkim tym, co kojarzy się z przykrymi przeżyciami, co jest negatywnie wartościowane, brzydkie, brudne, z czym porządni ludzie woleliby nie mieć do czynienia, a jeśli już, to szybko, byle jak i ewentualnie jak najkrócej. Seks to też to, co jest dozwolone tylko w celu prokreacyjnym.

Dlaczego w Polsce wychowanie seksualne budzi tyle emocji?
Duży wpływ na wychowanie w ogóle ma jedna religia, która w dodatku traktuje seksualność jako coś nieczystego, a ponadto istnieje wzorzec matki Polki, który kładzie akcent tylko na jeden aspekt płciowości, czyli na bycie matką, tak jakby matki brały się z wiecznego zatrudniania bocianów, a nie z seksualności. Tymczasem należy podkreślać, że seksualność człowieka jest wartością, źródłem szczęścia i radości, a także – atrybutem i prawem każdego. Powinniśmy też jednak uczyć, że eksploracja seksualności – naszej i innych ludzi – musi mieć granice. Bo tam, gdzie realizują się pragnienia seksualne jednego człowieka, może dziać się krzywda drugiemu.

Jakie to granice?
Po pierwsze seksualność powinna być realizowana bez przemocy, manipulacji, przymusu, zawsze z pozwoleniem. Brak przyzwolenia jest sprzeczny z istotą seksualności. Po drugie formy realizacji seksualności powinny być wzajemnie akceptowane i uzgodnione. Po trzecie nie mogą szkodzić zdrowiu. A po czwarte realizując naszą seksualność, nie możemy nią atakować innych.

Ważne są pewnie nie tylko wskazówki, ale i własny przykład.
Nie łudźmy się, że uda się nam wychować dzieci, dając im spójne wskazówki. Rodzice wyuczeni wiedzą, że dziecku należy się informacja, więc siadają z nim do rozmowy, oddychając głęboko, jakby zamierzali skoczyć do wody. Dziecko to widzi. Z jednej strony otrzymuje komunikat, że należy mu się informacja, a z drugiej – jakiż to ciężki obowiązek! Oczywiście rodziców nikt nie uczył, jak rozmawiać o seksualności, więc nie ma sensu czynić im wyrzutów, że tego nie potrafią. Chwała im za to, że próbują.

Lepiej się przyznać przed dzieckiem, że mamy z tym problem?
Oczywiście. Lepiej powiedzieć: „Porozmawiajmy, ale weź pod uwagę, że to dla mnie trudne, że robię mnóstwo błędów, choć się staram”.

Kiedy rodzice zabierają się do tej najważniejszej rozmowy z nastolatkiem, on na ogół macha ręką: „Nie wygłupiajcie się, ja to wszystko już wiem”.
Otóż to. Nadal pokutuje w rodzicach przekonanie, że trzeba odbyć tę jedną rozmowę, która nagle ustawi dziecko na całe życie. Nieprawda! Z dzieckiem trzeba rozmawiać od małego. I jak trzyletni Jaś pyta mamę, czemu nie ma siusiaka, to mama powinna odpowiedzieć: „dlatego, że mam coś zupełnie innego – małą cipkę, którą mają tylko dziewczynki, bo ja jestem kobietą”. A gdy córka dziwi się: „o, mama połknęła piłkę”, rodzice powinni wyjaśnić: „w mamy brzuchu jest twoja siostrzyczka, która wzięła się tam stąd, że się kochamy”. Takie rozmowy sprawiają, że nie będzie potrzebna ta przełomowa z nastolatkiem.

A jeśli dziecko nie pyta?
Na ogół pyta, tylko jesteśmy głusi na jego pytania, zniechęcamy go albo nie ma nas pod ręką. Oczywiście są dzieci mniej zainteresowane sferą seksualną. Ale bardzo ważne jest wychwytywanie pytań, bo dziecko nie mówi przecież: proszę o uświadomienie. Raczej powie: Czy ty wiesz, że ja czasami mam siusiaka, a czasami kijek? Mama, która odburknie „aha”, zamyka temat. Ta, która nie ucieka od tematu, powie: To nadal twój siusiak, tylko raz może być miękki, a raz twardy. Czasami dziecko nie pyta, a jednak prosi o informację. Trzeba podążać za nim, być czujnym, a czasem trzeba podać pewne informacje, nie czekając na pytania. Czekanie jest niedobrą strategią. Dziecko musi być przygotowane do tego, że jego seksualność może być wykorzystywana i powinno wiedzieć, jak się obronić. Nie możemy czekać, aż zapyta, czy to dobrze, że ktoś dotykał jego narządów płciowych.

Do jakiego stopnia wtajemniczać dzieci w nasze intymne kontakty?
Już dwu–trzyletnie dzieci muszą wiedzieć, że rodzice mają prawo do intymności. Robimy to przez drobne fakty, które uczą granic, na przykład prosząc o pukanie do sypialni.

Dziecko wchodzi do sypialni w trakcie aktu seksualnego. Jak reagować?
Zależy, ile ma lat i co widzi. Jeżeli trzylatek widzi jedną głowę na górze, drugą na dole, a zawsze widział je obok siebie, to znaczy, że niewiele zobaczył. Ale kiedy widzi dwa golasy w trakcie aktu penetracji, w dodatku od tyłu, może sądzić: „w konia się bawią”. Czternastolatek pewnie powie: „coś okropnego”. Reakcja dziecka na seks rodziców jest różna w zależności od tego, jakie kontakty obserwuje między nimi w dzień i co słyszy na temat seksu. Jeżeli matka mówi o seksie jako o „świństwie, za które idzie się do piekła”, po czym to świństwo uprawia, to córka, która przyłapie na tym matkę, jest zszokowana i zrozpaczona, że mamusia pójdzie do piekła. To wymaga poważnej rozmowy z dzieckiem – że rodzice są dorośli i okazują sobie czasami uczucia inaczej niż dzieci i obcy ludzie. Ale mało prawdopodobne, żeby taką rozmowę przeprowadziła matka źle wyrażająca się o seksie i konsekwencje tej sytuacji będą się za dzieckiem ciągnąć. W jeszcze trudniejszej sytuacji jest dziecko, które w dzień widzi między rodzicami przemoc, wrogość, poniżanie, a w nocy zobaczy kontakt seksualny. Seks może kojarzyć mu się z kontynuacją przemocy („znowu ją bije”), co potrafi fatalnie zaważyć na stosunku dziecka do tej sfery życia. W przyszłości dziewczynka może podjąć decyzję: nigdy nie pozwolę się nikomu dotknąć, albo: trzeba mamie pomóc. I na przykład ucieka w chorobę, wymyśla różne strategie po to, żeby odciągnąć ją od ojca.

Co to znaczy: dobrze przygotować dzieci do życia seksualnego?
Przygotować do różnorodności, do wyboru. Popatrz, jacy ludzie są różni. Na religii siostra mówi, że współżycie przed ślubem jest grzechem, a twoja babcia urodziła mnie, zanim wyszła za mąż za dziadka. Jedni mają taki system wartości, inni siaki, ciebie będzie czekał wybór. To jest jeden z poglądów, bo oczywiście można powiedzieć: istnieje jeden jedyny słuszny. Ja wolę patrzeć na świat jak na propozycję różnorodności. I z niej czerpać siłę.

Maria Beisert prof. dr hab., kieruje Pracownią Seksuologii Społecznej i Klinicznej w Instytucie Psychologii UAM oraz Podyplomowym Studium Pomocy Psychologicznej w Dziedzinie Seksuologii działającym przy Instytucie. Prowadzi własną praktykę terapeutyczną. Autorka książek, m.in.: „Seks twojego dziecka”, „Seksualność w cyklu życia człowieka”, „Kazirodztwo. Rodzice w roli sprawców”, „Rozwód. Proces radzenia sobie z kryzysem”.

  1. Psychologia

Pierwsza, przedszkolna miłość

Pierwsze miłości mają miejsce już w przedszkolu. (Fot. Getty Images)
Pierwsze miłości mają miejsce już w przedszkolu. (Fot. Getty Images)
Kiedy mówimy o miłości młodego człowieka, staje nam przed oczami najczęściej nastolatek. Wiek 12-14 lat uważamy zwyczajowo za czas pierwszych miłości. Niesłusznie, ponieważ to czas drugich miłości.

Pierwsze zauroczenia mają bowiem miejsce już w przedszkolu. Okres przedszkolny to czas częstego zafascynowania płcią przeciwną. Większość z nas, mimo szeroko promowanej edukacji seksualnej, nadal ma ogromne kłopoty ze swoją i cudzą seksualnością, nie mówiąc już o seksualności własnego dziecka, na którą zazwyczaj nie jesteśmy w ogóle przygotowani. Tymczasem twoje dziecko właśnie w przedszkolu, mając zaledwie kilka lat, odkrywa, że dzieci innej płci są inaczej zbudowane.

Wzorowa manifestacja uczuć

Czy kilkuletnie dziecko może być zakochane? Nawet jeśli jego stan uczuć nie mieści się w twojej definicji tego uczucia –  może. Kilkuletnie zakochane dziecko kocha inaczej niż człowiek dorosły. Gdyby przyjrzeć się takiemu uczuciu z bliska, to dziecko kocha idealnie – mocnej i szlachetniej niż młodzież i dorośli:
  • chce cały czas spędzać ze swoją sympatią (nie walczy o zachowanie własnej przestrzeni w związku);
  • jest załamane, rozbite, rozdrażnione, nie może sobie znaleźć miejsca, gdy sympatia nie przyszła do przedszkola (nie ma potrzeby odpoczynku od ukochanej osoby);
  • chce jej ofiarować cały świat, wszystko, co ma: swoją kanapkę, scyzoryk zabrany tacie, ładny kamyk i wszystkie pieniądze, jakie posiada;
  • chce siedzieć zawsze z nią, stać w parze, występować razem (wierzy, że ta druga osoba to naprawdę jego druga połówka);
  • nazywa rzeczy po imieniu, nie kręci i nie zwodzi („To moja narzeczona”; nie uważa, że relacje z sympatią są skomplikowane);
  • planuje przyszłość jednoznacznie, jest ufne i wierzy, że chcieć to móc – „ożenimy się i będziemy razem” (nie zakłada nigdy innej możliwości);
  • nie wstydzi się swoich uczuć, nie utajnia ich; wręcz przeciwnie – wszystkim z miejsca opowiada o swojej narzeczonej czy narzeczonym, chce żeby cały świat wiedział o ich szczęściu;
  • wchodzi w „nowy związek” bez obciążeń i zaszłości. Zamyka za sobą drzwi poprzedniego uczucia, zanim zakocha się ponownie (nikt nie musi go pocieszać po poprzednim związku).
  • nie buduje swojego uczucia na biologicznej fascynacji fizycznej ani nie odkłada bliskości fizycznej na później – ale buduje ją zdrowo, bo jednocześnie z bliskością psychiczną.
Jeśli uda ci się pokonać strach, poczucie winy i przyjrzysz się miłości swojego dziecka, zobaczysz, że jest ona idealna. Możemy się uczyć od małych dzieci, jak wzorowo kochać.

Aspekty fizyczny

Miłość dzieci nas śmieszy, czasem wzrusza. Potrafimy nawet wznieść się na wyżyny tolerancji i przyznać dziecku prawo do posiadania sympatii w przedszkolu, ale tylko tyle. Dotyk już nas przeraża. A przecież jeśli ktoś jest dla nas szczególnie bliski, dotyk jest wyrazem naszej sympatii, elementem budowania więzi, symptomem bycia kimś szczególnym, wręcz uwiarygodnieniem miłości. Zakochany kilkulatek w spectrum zachowań związanych z wyrażaniem miłości do przedszkolnej narzeczonej czy narzeczonego, ma kontakt fizyczny. Dzieci lubią się dotykać, trzymać za ręce, przytulać, całować (to jeszcze od biedy jesteśmy w stanie znieść); przedszkolaki dotykają również się w miejscach intymnych oraz pokazują je sobie. Jeśli masz z w historii swojego życia epizod „pokazywania” innym dzieciom swoich części intymnych, będzie ci łatwiej zmierzyć się z tym tematem. Doświadczenie osobiste – „ja też to robiłam, ale wyrosłam i teraz jestem normalna” – pomoże. Gorzej mają mamy, które nigdy nie brały udziału w zabawie w „pokazywanego”. One bardziej boją się jej i demonizują zarówno przyczyny, jak i skutki.

Pokazywanie

Małe dzieci, czy nam się to podoba czy nie, pokazują sobie swoje intymne części ciała. Pokazywanie budzi przerażenie dorosłych – kojarzy nam się bowiem z przemocą seksualną, z wykorzystywaniem i molestowaniem. Niesłusznie.

Jeśli to się zdarzy

Każda mama może „nakryć” swoje dziecko na pokazywaniu. Ty również. Zabawa w pokazywanego nie jest charakterystyczna tylko dla dzieci z rodzin patologicznych, zaburzonych czy niewydolnych wychowawczo. Jeśli jesteś kochającą, mądrą mamą:

  • Zareaguj spokojnie. Chociaż to trudne do akceptacji, to normalna faza rozwoju. Dziecko poznaje świat, a jednym z elementów wiedzy jest obejrzenie sobie płci przeciwnej (a czasem też własnej) „na żywo”.
  • Porozmawiaj o tym z dzieckiem. Przede wszystkim zapobiegnij kłopotom. Powiedz, że części intymne są bardzo wrażliwe. Nie wolno ich szarpać, wykręcać, dotykać brudnymi rękami ani niczego, absolutnie niczego do nich wkładać. Dzieci dość często, wiedzione ciekawością i naturalną chęcią eksperymentowania, próbują wetknąć w swoje intymne części ciała kredki, żywność, a nawet zabawki, patyki czy piasek. Robią to zawsze z jednego powodu: z ciekawości.
  • Nie denerwuj się. Twoje dziecko nie zaczęło uprawiać seksu. Nie jest zaburzone ani zboczone. Nie myśl w ten sposób.
  • Nic złego się nie stało. Twoja reakcja może wyrządzić większe szkody. Nie wolno dziecka zawstydzać („To było obrzydliwe, wstrętne”), karać („Za to, co zrobiłaś, nie dostaniesz prezentu, nie pojedziesz do cioci” itp.), odrzucać („Nie chcę takiego synka), zastraszać („Od tego się umiera. to straszny grzech”). Przesadzona i nadmiernie emocjonalna rekcja mamy sprawi, że dziecko zrozumie, że pokazywanie to doniosłe wydarzenie, a zyskasz tylko tyle, że następnym razem starannie zadba, żebyś nigdy się o tym nie dowiedziała.
  • Nie wypytuj, nie przenoś dziecka do innego przedszkola. Etap „pokazywania” i dziecięcych narzeczonych trwa bardzo krótko i kończy się wraz z rozpoczęciem edukacji szkolnej. Dzieci zajęte nauką porzucają zainteresowanie płcią przeciwną i własnym ciałem na rzecz zabaw w środowisku własnej płci rówieśniczej.
Kiedy się martwić

Przedszkolna miłość – pokazywanie, fascynacja i chęć bycia nieustannie razem – nie jest groźna, chyba że działa destrukcyjnie na inne sfery rozwoju. Dopóki twoje dziecko rozwija się normalnie, jest wesołe, lubi być aktywne, chętnie podejmuje wyzwania i czyni postępy w rozwoju, nic złego się nie dzieje. Dopiero gdy pokazywanie staje się dziecięcą obsesją, warto zabrać dziecko do dziecięcego psychologa i zobaczyć, czy nie potrzebuje ono wsparcia w rozwiązaniu problemu.