1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. Jak przegonić nudę z sypialni i mieć udany seks?

Jak przegonić nudę z sypialni i mieć udany seks?

O czym świadczy nuda w sypialni? Jakich problemów u siebie i w związku nie zauważamy? (fot. iStock)
O czym świadczy nuda w sypialni? Jakich problemów u siebie i w związku nie zauważamy? (fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Bardzo często nuda w sypialni to przykrywka dla problemów w innej sferze. Może się za nią kryć kryzys, zdrada, stres. Warto dotrzeć do prawdziwej przyczyny. Historię 35-letniej Wioli komentuje sex coach Marta Niedźwiecka.

Monotonia w łóżku może oznaczać, że tematem seksu po prostu się nie zajmujemy. Jeżeli para kocha się sporadycznie, zazwyczaj gdy dzieci nie ma w domu albo tylko po alkoholu – nie jest to prawdziwe kultywowanie życia erotycznego. O dobry seks trzeba się postarać. To oznacza podejmowanie działań, żeby było coraz lepiej. Zaangażowanie, pomysłowość, regularne oddawanie się czułościom – niespieszne i uważne. Co się dzieje, jeśli to zaniedbujemy?

Warto najpierw przyjrzeć się konkretnej sytuacji. Wiola, 35-letnia menedżerka, przyszła na konsultację do sex coach’a. Jak przebiegał dialog?

Wiola: W naszym małżeństwie jest taki problem, że jesteśmy znudzeni seksem. Coach: My to znaczy kto? Ja jestem znudzona. Po prostu nie mam ochoty. Miała pani ochotę wcześniej? Tak, gdy byliśmy zakochani. A czego teraz by pani chciała? Nie wiem, nigdy się nie zastanawiałam... Może, żeby było jak kiedyś. W jakich sytuacjach kiedyś czuła pani pobudzenie? Jak tylko myślałam o spotkaniu z moim przyszłym mężem. A teraz odczuwa pani pobudzenie? Nie wiem... A silniejszy stan – podniecenie? Nie wiem... A o czym pani fantazjuje? Czasem wspominam Roberta, kolegę, który bardzo mi się kiedyś podobał. Z Robertem byłoby fajniej? Nie wiem. Ja nie wiem, kiedy jest fajnie tak naprawdę. A porządna kobieta może lubić seks? Nie wiem. Raczej nie...

Pytania, jakie podczas wstępnej rozmowy zadaje Wioli sex coach, są kluczowe dla poznania przyczyn monotonii i stagnacji w jej życiu erotycznym, pozwalają bowiem poznać strukturę własnego podniecenia. U każdego człowieka można zaobserwować następujące po sobie fazy rozwoju podniecenia seksualnego, począwszy od ekscytacji i pożądania, aż po wystąpienie fizjologicznego podniecenia. Każda z nich może być impulsem do zainicjowania seksu, problem w tym, że kobiety nieczęsto je u siebie rozpoznają. Kochają się z poczucia obowiązku, same rzadko dążą do zbliżenia, i to wszystko przykrywają pojęciem „nuda”, pod którym kryje się niewielkie zainteresowanie seksem i nieumiejętność rozbudzenia w sobie pragnień. Ale idźmy dalej.

Jak się okazuje po dłuższej rozmowie, Wiola tak naprawdę nigdy nie weszła w świat dojrzałej seksualności – w liceum uprawiała petting, na studiach miała kilka przygód seksualnych, potem w pracy poznała swojego męża. Gdy była zakochana, wszystko działało samo. Potem zapragnęli powiększyć rodzinę i seks stał się bardziej drogą do niż celem samym w sobie, a gdy pojawiły się dzieci, zupełnie zszedł na dalszy plan. Prawda jest taka, że małżonkowie nigdy nie dbali o tę sferę. Ale można to zmienić!

Uśpiona kobiecość

Każdy człowiek rodzi się seksualny. Seks, podobnie jak mowa, jest podstawową ludzką kompetencją. Tyle że do rozwoju ośrodka mowy jesteśmy stymulowani od dzieciństwa... a sfera erotyki bardzo często jest zostawiana na boku. Wiele kobiet, podobnie jak Wiola, nosi w sobie przekonanie, że w związku powinny koncentrować się na emocjach, nie na seksie. W efekcie często nie wiedzą, co je podnieca, co im sprawia przyjemność, czego chcą. Dlatego w przypadku Wioli ważne jest to, aby postarała się odkryć swoją seksualność i przestała postrzegać seks jako obowiązek małżeński albo romantyczne marzenie. Powinna też rozprawić się z przekonaniem, że seks jest grzeszny i brudny, dzięki temu zyska całą paletę wrażeń, o których do tej pory nie miała pojęcia.

Jeżeli Wiola postanowi wejść na ścieżkę samopoznania, dobrze, żeby na początku odpowiedziała sobie na następujące pytania: „Czy chcę zacząć odkrywać siebie jako istotę seksualną?”, „Czy chcę dowiedzieć się, co mnie podnieca?”, „Czy chcę stwarzać sytuacje inicjujące seks?”. I odwrotnie – „Czy chcę nauczyć się odmawiać, jeśli nie pragnę zbliżenia?”. Nieodzownym etapem dojrzewania do seksualności jest odzyskanie kontaktu z własnym ciałem. Dobrym sposobem będzie postawienie na aktywność fizyczną. Mogą to być różne formy ruchu, bieganie, terapia ruchem Pięć Rytmów, taniec, joga. Aktywności pobudzające zarówno ciało, jak i zmysły. Równocześnie może otwierać się na swoje odczucia zmysłowe, bodźce z zewnątrz, w tym reakcje na innych ludzi, sytuacje, wrażenia.

Nie warto pomijać czy odrzucać masturbacji, bo jest ona wielkim laboratorium naszej seksualności. Daje szansę sprawdzania rzeczy, na które nie ma miejsca w seksie z partnerem. Szczególnie w przypadku, gdy kobieta kładzie duży nacisk na zadowolenie partnera. Dlatego dobrze jest przeczytać parę książek na ten temat, jeśli trzeba, wspomóc się gadżetami. Na początku jednak najlepiej by było, gdyby Wiola skupiła się na sobie, zauważyła, że sfera seksualności jest dla niej wciąż nieodkrytym lądem. Wtedy dopiero nastąpi etap poszukiwania odpowiedzi na kolejne pytania, m.in. o to, czy Darek, jej mąż, ją podnieca i czy ona podnieca Darka.

Męska porno-nuda

W rozmowie z coachem Wiola napomknęła, że Darkowi zdarza się wchodzić na strony pornograficzne. To ważna informacja, bo nawet jeżeli mężczyzna nie jest uzależniony od pornografii, to może mieć sformatowane przez nią reakcje seksualne i sposób myślenia o tej sferze. Żeby mógł zdać sobie sprawę, jak bardzo jest ulepiony z tego, co ogląda, potrzebna będzie abstynencja. Nie chodzi o to, żeby już nigdy więcej nie oglądał filmów porno, tylko żeby miał świadomość, że nadmiar tego typu bodźców fatalnie wpływa na życie seksualne. Darek potrzebuje abstynencji również po to, żeby poznać swoje prawdziwe reakcje seksualne. Będzie mógł zobaczyć, co w jego żonie go podnieca. Czego naprawdę potrzebuje.

Przed obojgiem sporo pracy. Startują z zupełnie innych punktów, ale mają podobne zadanie – rozpoznać swoją seksualność. Dla Darka oznacza to rezygnację z ciągłych nowości, które dostarcza pornografia. Ale dzięki temu może wiele zyskać – zacznie coraz dłużej utrzymywać erekcję, będzie mógł kochać się z większą uważnością.

Seks na nowo

Załóżmy, że Wiola już wie, co ją podnieca, i potrafi o siebie zadbać. A kiedy słyszy „nie”, nie czuje się odrzucona, bo jej potrzeby są zaspokajane, a odmowa nie jest wymówką, tylko komunikatem, który można przyjąć. Umie też zawalczyć o przestrzeń dla siebie – np. o czas wstrzemięźliwości od seksu. Dzięki temu ma szansę na spotkanie z samą sobą i uwolnienie się od presji małżeńskiego seksu. A to wymaga dojrzałości i stanowczości w kwestii określania granic; powiedzenia: „Teraz pracuję nad sobą i potrzebuję od ciebie zrozumienia”.

Załóżmy, że Darek nie ma dużego problemu z pornografią i także on nawiązał na nowo kontakt ze swoim ciałem. Zauważa też plusy seksu w realu – od ejakulacji do orgazmu upływa coraz więcej czasu, i ten czas jest coraz bardziej nasycony wspaniałymi bodźcami. Jeżeli oboje próbują różnych rzeczy i zaczynają mieć odczucie, że życie erotyczne przynosi im satysfakcję, to po paru miesiącach mogą wejść w taki rytm, że seks, który wcześniej pomijali ze względu na zmęczenie i brak ochoty, stanie się najlepszym zwieńczeniem nawet bardzo wyczerpującego i trudnego dnia. Teraz mogą być ze sobą blisko, bo są emocjonalnie razem, widzą się i to daje im zastrzyk energii. Kiedyś mówili: „Nie, nie dziś, bo padam na twarz”, teraz mówią: „Zróbmy to, bo jestem zmęczony i chcę być blisko”.

Teraz możemy spojrzeć na Wiolę i Darka i zobaczyć, jak długą drogę przeszli małymi krokami. Przez rozpoznanie swojej seksualności, poprawienie komunikacji doszli do prawdziwej intymności w związku. Nie są już parą złączoną tylko kredytem, dziećmi i zadaniami – utrzymują więź emocjonalną i seksualną.

I pamiętajmy, że jeżeli jesteśmy w miarę zadowoleni z naszego życia seksualnego, ale chcemy więcej fajerwerków, trzeba się o to postarać. Zacząć od prostych pomysłów, typu świeczka do masażu czy wspólna kąpiel, i stopniowo wprowadzać nowe. Seksem trzeba zająć się jak oddzielnym bytem. Lepiej czasem zostawić zmywanie czy pracę na później i pójść razem do łóżka.

Marta Niedźwiecka coach relacji intymnych, seksualności i związków

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Seks

Seksualne pragnienia i zabawy – jakie są granice?

Czym są dla nas seksualne normy? (fot. iStock)
Czym są dla nas seksualne normy? (fot. iStock)
Gdy w życiu seksualnym pojawia się potrzeba zmiany, przygody, to ważny sygnał o naszym związku. Nie można go ignorować. Bo nawołuje do przyjrzenia się swoim najgłębszym pragnieniom i potrzebom – mówi terapeutka Olga Haller.

Co to jest norma w seksie? To chyba zależy od czasu, miejsca na ziemi, w końcu od naszej osobowości. Co kiedyś było uznawane za zboczenie, np. seks oralny, pozycje inne niż klasyczna, dzisiaj stało się powszechne, jest więc normą.
Mówi się, że w seksie dopuszczalne jest wszystko, na co zgadzają się odpowiedzialni partnerzy. Nie musimy na szczęście wyznaczać norm i zasad. Popatrzmy na seks z indywidualnej perspektywy właśnie pod kątem rozwiązywania dylematu komfort – ryzyko. Zgadzam się, że to, jak zapatrujemy się na nowe doświadczenia w sferze erotyki, zależy od dotychczasowych doświadczeń i od naszych potrzeb. Literatura, kino i zwyczajne życie pełne są przykładów, jak ludzie zagospodarowują ten teren. Dla jednego nowym doświadczeniem, budzącym obawy i wymagającym dyscypliny, będzie budowanie jednej relacji z deklaracją wierności. Dla innej osoby nowe będzie wypowiedzenie w łóżku swoich pragnień lub niezgoda na coś, co stało się rutyną. Znam pary, które świadomie uczą się wstrzemięźliwości, dawkują sobie intymność seksualną, starają się szanować swoje granice. A to dla nich nowe doświadczenie. I pary, które podejmując zabawy seksualne z inną parą w celu urozmaicenia życia, prowokują ostry kryzys. Znam też sytuacje, kiedy dla jednego z partnerów seks poza związkiem jest wyzwalającym doświadczeniem, prowadzącym do dojrzałości, a także – paradoksalnie – katalizującym przemianę i rozwój związku.

Mimo zwiększenia swobody seksualnej zdrada nadal jest eksperymentem i ryzykiem?
Jest ryzykownym eksperymentem dla wszystkich zaangażowanych pośrednio i bezpośrednio. Jeśli jednak w życiu seksualnym pojawia się potrzeba zmiany, przygody, tęsknota za odmiennością, to ważny sygnał o naszym związku. Nie można go ignorować. Bo nawołuje do skontaktowania się ze swoimi najgłębszymi pragnieniami i potrzebami oraz podjęcia świadomych, odpowiedzialnych decyzji. Wtedy łatwiej nam znaleźć odwagę, by zrobić coś inaczej, albo powstrzymać się i docenić to, co jest. Łatwiej oszacować sytuację, w tym ewentualne ryzyko.

Zanika pojęcie grzechu, ale na szczęście nie zanika pojęcie smaku. Moralność była kiedyś pilnowana przez religie, teraz dla wielu zostają tylko wolna wola i sumienie, jak się okazuje – dosyć słabe. I są potrzeby seksualne, a w tej sferze kultura nie zawsze harmonijnie łączy się z naszą naturą, na którą składają się też demony, marzenia, czasami fantastyczne i perwersyjne...
Zakazy, restrykcje i strach przed karą na dłuższą metę nie uregulują skutecznie ludzkiego życia, a tym bardziej nie okiełznają seksualności. Mądra pomoc rodziców, wychowawców, autorytetów moralnych, duchowych itd. jest potrzebna, abyśmy mogli wziąć odpowiedzialność za swoje działania w tej sferze. Kiedy pomocy nie ma, a popędowość napiera, wielu z nas spycha do podziemi seksualne uczucia, potrzeby i zaczyna żyć podwójnym życiem. Na pokaz jedno, a w ukryciu drugie. Kiedy strażnik moralności jest na zewnątrz, jesteśmy w stanie zrobić wiele, by go oszukać.

Na ile powinniśmy realizować marzenia seksualne? Czy mówią prawdę o nas, o naszych potrzebach?
Głównym celem fantazji erotycznych nie jest przeniesienie ich do życia. One pozwalają nam ominąć lęki, zahamowania i przeżyć „zakazane” uczucia. Np. częsta fantazja kobiet o gwałcie pozwala doświadczyć rozkoszy bez winy, a o seksie z nieznajomym – rozkoszy bez zobowiązań. Mapa erotycznego reagowania tworzy się w nas od początku życia, odbijając się w treści i fabułach fantazji, choć oczywiście nie wprost. Często oddajemy się im na pograniczu świadomości, co pozwala uniknąć poczucia winy, ale też refleksji.

Współczesny świat zachęca i kusi: spróbuj, zanim będzie za późno.
No właśnie, popkultura i komercja zrobiły z seksu towar eksploatowany bez umiaru. Seksualny wizerunek i zachowania stają się sposobem na dobre samopoczucie, na atrakcyjność, zabicie nudy, oderwanie od problemów, popularność. Na dodatek dostęp do tego wspaniałego środka ma teoretycznie każdy. Wystarczy trochę wydatków i zabiegów – wyzywające ciuchy, fryzura, makijaż, kolczyk, tatuaż tu i tam, gadżety i używki. Z tym wszystkim w odpowiednim miejscu – na dyskotece, w pubie, klubie, na skwerze czy imprezie integracyjnej albo w galerii handlowej – można poczuć się gwiazdą, aktorem w blasku świateł, kimś pożądanym, jeśli nie dziś, to jutro. W tym czy innym łóżku. Świat seksualnych kontaktów wygląda ekscytująco, obiecuje szybką nagrodę i co więcej, na poziomie fizjologicznym na ogół ją daje. Działa to w prosty sposób – narastanie podniecenia, rozładowanie i ulga. Trudno się dziwić, że młodzi, dorastający ludzie rzucają się na seks jak na łatwo dostępny, upragniony deser. Nie tylko oni. W życiu człowieka są dwa krytyczne okresy, kiedy jest bardziej prawdopodobne, że bez opamiętania odda się on seksualnym ekscesom. Pierwszy to czas dorastania i wczesnej młodości, kiedy nagle dostajemy „nowe zabawki”. A potem jest ten okres przejściowy, kiedy się starzejemy i zaczynamy czuć, że zabawki zaraz nam odbiorą.

U niektórych ten krytyczny okres trwa przez cały czas. Ale jest też w życiu przypadek, nagłe okazje, impulsy i pokusy...
Bywają okoliczności życiowe, w których możemy rzucać się na seksualne eksperymenty, jakby były ostatnią deską ratunku. Powodem jest dojmujący niedobór w jakiejś dziedzinie życia w związkach, który dotyczy poczucia własnej wartości, ale też kontaktu ze sobą. Uprawiamy wtedy seks z wielu powodów, czasami zupełnie nieseksualnych. Używamy siebie i innych jak przedmiotów dla swoich celów, nieświadomi prawdziwych uczuć i potrzeb, dorabiając do tego jakąś ideologię: poświęcenia, wolnej miłości, nowoczesności, nihilizmu itd. Zarówno świętoszkowatość, jak i rozwiązłość to dwie strony tego samego problemu – braku kontaktu ze swoją seksualnością.

Jakoś nie żałuję swoich szaleństw, no, może czasami. Częściej zmarnowanych okazji, przeoczeń, zagapień...
Ja też nie żałuję niczego, nawet traumatycznych doświadczeń, bo wszystko to mnie budowało. Przez lata dzięki pracy przetransformowałam doświadczenia na zasoby, choć jasne, że poniosłam też koszty. Ożywczą moc miało odkrycie na nowo sytuacji z przeszłości, którym przypięłam etykietki „ekscesów”. Zrobiłam z nimi, co mogłam – zrozumiałam mechanizmy, odżałowałam i spisałam na straty. Aż nagle po latach pod tym wszystkim znalazłam, naprawdę jak diament w popiele, moją żywą kobiecą seksualność! I wyrastające z niej uczucia, potrzeby w samej swojej istocie niewinne i uprawnione!

Na ile więc powinniśmy realizować swoje seksualne fantazje? Seks grupowy, uwiedzenie listonosza, seks w windzie. Ach, można sobie pohulać...
Znane mi są przypadki, kiedy zrealizowane fantazje nie przyniosły niczego dobrego, tylko niesmak i poczucie winy. Fantazje mogą nam pokazać drogę do rozkoszy, pomóc poznać meandry naszych upodobań, zahamowań, lęków. To intymna sfera, więc jeśli mamy ją z kimś dzielić, odkrywać nasze tajemnice, odważyć się wyrazić pragnienia, to tylko wtedy, kiedy naprawdę chcemy podjąć to ryzyko. I znowu – dzielenie się tą intymnością może budować relacje, przekraczanie granic może służyć miłosnemu związkowi. Z drugiej strony to paradoks – w bliskiej relacji partnerskiej z kochaną osobą na ogół trudniej wyjść z roli. Często fascynacja seksualna inną osobą czy podniecające marzenia o seksie z nowym partnerem tak naprawdę wyrażają nasze pragnienie bycia kimś innym w łóżku. Marzymy o uwolnieniu się ze zbyt ciasnych ram – o puszczeniu, rozluźnieniu, lataniu i lekkości w łóżku. Brzmi to kusząco, ale i groźnie. Nie przypadkiem określenia „puszczać się”, „rozwiązłość”, „osoba lekkich obyczajów”, „latawica” nadają pejoratywne znaczenie swobod-nym zachowaniom seksualnym, szczególnie w odniesieniu do kobiet.

Na razie skupiliśmy się bardziej na niebezpieczeństwach eksperymentowania w seksie, na zagrożeniach i przestrogach. A bywa, że nowość to jest coś!
Czasami jest to sięganie po nowe możliwości. W związku tworzenie relacji seksualnej to jak wyprawa w świat i poznawanie nowych lądów, oswajanie przestrzeni. Opanowujemy terytorium, poznajemy je, eksploatujemy, a kiedy się już nim nacieszymy albo gdy czegoś nie wystarcza, pojawia się impuls, by szukać dalej. Częsty kłopot to rozbieżność – jedno chce zmiany i nowości, a drugie nie.

Bo w tym cały jest ambaras, aby dwoje chciało naraz. Unikać więc ekscesów seksualnych czy nie?
Na szczęście nie wszystko da się w życiu zaplanować, skontrolować, przewidzieć. Takie ekscesy, które nam się przydarzają i które nas zaskakują, mogą nam uświadomić, czego chcemy, a czego nie. Eksperymentować, poszukiwać nowego czy zadowolić się tym, co jest? Zmiana jest częścią życia, a więc balansowanie pomiędzy jednym a drugim to rozwój. Na jednym krańcu stałość, pewność i bezpieczeństwo, wszystko wiadome, przewidywalne i ze mną, i z partnerem. Na drugim – zmienność, nowe możliwości, nowi partnerzy, nowe doznania, ekscytująca niepewność, podniecające niebezpieczeństwo. A pomiędzy tyle możliwości. Jeśli odważymy się je zobaczyć!

I oto my, ludzie liberalni, niechętni konserwatyzmowi, zamieniamy się nagle w moralizatorów. Problem w tym, że bez norm i zasad rozpadnie się nasza cywilizacja.
Z jednej strony jako humanistce „nic, co ludzkie, nie jest mi obce”. Wszystko może się zdarzyć w naszym ludzkim doświadczeniu. Mamy prawo przeżywać, odczuwać, eksperymentować i błądzić, mieć potrzeby, pragnienia, fantazje. I różne doświadczenia, nawet związane z ekscesami. Ważne, co z tym zrobimy, jak skorzystamy z tego majątku. Nic nie zwolni nas z konsekwencji naszych wyborów. Warto więc wziąć odpowiedzialność za własny seks. I zacząć go „uprawiać” jak prawdziwy, własny, cenny ogród, z miłością.

Newsletter

Psychologia, związki, seks, wychowanie, świadome życie
- co czwartek przegląd najlepszych artykułówZapisz się

  1. Psychologia

Pieniądze między nami - co mówi o naszych relacjach stosunek do pieniędzy?

Żeby uniknąć poważnych konfliktów możemy pytać siebie nawzajem, jakie miejsce w hierarchii naszych wartości zajmują pieniądze. Im szybciej takie pytanie się pojawi, tym lepiej. (Fot. iStock)
Żeby uniknąć poważnych konfliktów możemy pytać siebie nawzajem, jakie miejsce w hierarchii naszych wartości zajmują pieniądze. Im szybciej takie pytanie się pojawi, tym lepiej. (Fot. iStock)
Kobieta, która przekracza budżet, czyści konto, nie jest do końca świadoma, że dokonuje zemsty. Tak jak mężczyzna, który traktuje pieniądze jako narzędzie władzy i dominacji. Co tak naprawdę dzieje się między nami? Co mówi o nas i o naszych relacjach stosunek do pieniędzy – tłumaczy psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Kłócimy się w parach głównie o pieniądze, seks i dzieci. Badania pokazują, że najczęściej o pieniądze.
Te kłótnie rzadko dotyczą samych pieniędzy. Pokazują napięcia i konflikty w relacji.

Jestem zła, bo nie zachwycasz się mną, więc będę suszyć ci głowę, że na nic nie starcza pieniędzy…
Gorzej: będę się mścić, uprzykrzę ci życie. Wyobraźmy sobie parę: on zarabia, ona wychowuje małe dzieci, dba o dom. On jest przepracowany, wraca późno. Może ma problemy z szefem. Przestaje zauważać i doceniać kobietę, jej starania, jej piękno. W pierwszych latach związku, gdy byli ze sobą blisko, czule, gdy zaspokajali nawzajem swoje potrzeby, pieniądze nie stanowiły żadnej kwestii; sprawnie ustalali, na co je przeznaczyć. Teraz to się zmienia. Kobieta widzi, że mężczyzna jest bierny, nie stara się. Próbuje więc – nieświadomie – zwrócić jego uwagę poprzez to, że wydaje j e g o pieniądze. Dużo wydaje, robi – jak to się fachowo mówi – niezbilansowane zakupy. Produkty tylko z górnej półki, luksusowe i dużo.

Ma satysfakcję!
Niejako wydobywa w taki sposób coś dla siebie, przynajmniej tyle zyskuje. „Jak ty jesteś taki, to ja wydam wszystkie pieniądze, wyczyszczę konto i teraz się martw, jesteś facetem, prowadzisz firmę, poradź sobie”. On orientuje się, że konto pustoszeje. To dla niego stres, zmartwienia. „Jesteś rozrzutna i nie mogę ci ufać!” Tak nakręca się spirala przemocy, biernej agresji, uprzykrzania sobie życia.

Często to mężczyzna nie może dobić się o uwagę, troskę i czułość.
I gdy nie dostaje tego, czego chce, wprowadza restrykcje, wycofuje finansowanie. Szybko znajduje racjonalne wyjaśnienie: w tym miesiącu nie mam na te wydatki, nie możesz tego kupić. To rodzaj kary, ponieważ jest zły, rozżalony.

Za co?
Często za brak seksu. To bardzo niebezpieczna sytuacja, ponieważ przeradza się w relacji w płatny seks: „Dasz, to i ja dam!”. Karanie za pomocą pieniędzy to forma rozliczenia, wyrównania. Nie mówię, o co mi chodzi, nie poruszam tego, co kluczowe, za to dokonuję rozliczenia na poziomie finansowym. „Jesteś skąpy!” „A ty nie liczysz się z pieniędzmi!” Karanie to nie wprost wyrażona złość.

„Ja zarabiam, więc ja decyduję o wydatkach!”. Kolejny przejaw dominacji i władzy.
Podkreślanie: „Nie zarabiasz, nie masz pieniędzy, chyba że ci dam”. Nieznoszące sprzeciwu stwierdzenia: „Będę ci przekazywał pewne sumy, a ty będziesz się rozliczać”. To, oczywiście, poważne nadużycie w sytuacji, gdy kobieta zajmuje się dziećmi i zarządza firmą, jaką jest dom, czyli ciężko pracuje. Mężczyźni, którzy utrzymują rodzinę, często zwalniają siebie z jakichkolwiek domowych obowiązków. To kolejne nadużycie. Najczęściej nie mają pojęcia, ile czasu i energii wymagają ogarnięcie rodzinnych wątków, organizacja różnych zadań, zarządzanie czasem, troska o dom i rodzinę. Wielu takich mężczyzn chce decydować, jak ma wyglądać życie rodzinne, jak powinna funkcjonować żona, co ma kupować, a czego nie.

Taka przemoc zdarza się niejednokrotnie także wtedy, gdy i kobieta zarabia. Mężczyzna w dalszym ciągu zarządza, decyduje…
To wszystko informacje na temat ich relacji. Ostatnio pracowałem z małżeństwem, które walczyło ze sobą o to, jakie przywileje powinny przysługiwać z racji zarobków. Oboje zarabiali dużo, ona bardzo dużo, trzykrotnie więcej od męża. A więc nie musieli walczyć o przetrwanie, a jednak walczyli ze sobą. Pieniądze były tylko widocznym przejawem głębszych konfliktów, niezaspokojonych potrzeb i frustracji.

Wtedy wyraźnie widać, że walka o pieniądze to strata czasu, właściwie pogłębia konflikty. Nie jesteśmy tego świadomi?
Tak, kobieta, która przekracza budżet, czyści konto, nie jest do końca świadoma, że tak naprawdę dokonuje zemsty. Albo chce w ten sposób pozyskać uwagę mężczyzny. Co tak naprawdę dzieje się między nami? O co nam chodzi, gdy wykorzystujemy pieniądze do dominacji czy karania? Bez tej świadomości sprawy bardzo się komplikują, coraz trudniej o otwarte rozmowy. „Jesteś jak twoja matka!” „Wszyscy faceci są tacy sami!” Równia pochyła.

Istnieje – jak się wydaje – podstawowa kwestia dotycząca przyczyn nieporozumień wokół pieniędzy. To wzorce wyniesione z domów rodzinnych. Pochodzimy z różnych środowisk. Doświadczenia naszych rodziców, dziadków i poprzednich pokoleń mają na nas ogromny wpływ. Jak ten wpływ rozpoznać?
Przede wszystkim słuchać. Jakich metafor używa partner, partnerka? Co mówią o pieniądzach? Pieniądze nie rosną na drzewach? Nie leżą na ulicy? Pieniądze szczęścia nie dają? Nie ma sensu oszczędzać, trzeba wydawać, bo tracą wartość? Żaden pieniądz nie śmierdzi? Masz pieniądze, masz szacunek? Za pieniądze kupisz wszystko?

To są mocno wdrukowane programy, których najczęściej nie jesteśmy świadomi. A jednak działają. Często działają bezwzględnie precyzyjnie. Jeśli mężczyzna jest przekonany, że pieniądze zdobywa się ogromnym wysiłkiem i wyrzeczeniem, będzie stale napięty w relacji z nimi.

A gdy zwiąże się z kobietą, która ma gest, jest spontaniczna i wyznaje zasadę „raz się żyje”, problemy gotowe.
Albo on lubi mieć oszczędności, planuje, nie wydaje na głupoty. A ona kocha życie, podróże, zakupy… Mają odmienną filozofię życia. „Pieniądze są po to, aby przetrwać” kontra „pieniądze służą radości, celebrowaniu obfitości”.

Co z tym robić?
Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Jakie wzorce wynieśliśmy z domu rodzinnego? Jaką wartość przypisywano pieniądzom? Mają znaczenie wszelkie pokoleniowe doświadczenia, upadłości majątkowe, nietrafione inwestycje, wyłudzenia, bankructwa, kradzieże, przegrane w grach losowych, finansowe walki w rodzinie. Te wszystkie wstydliwie ukrywane historie rzutują na nasz stosunek do pieniędzy. Kiedy o nich mówimy, poznajemy tło dziedziczonych przekonań. Łatwiej wtedy zrozumieć zachowania, reakcje, emocje. Łatwiej zrozumieć, że nasze zachowania niekoniecznie są wynikiem głupoty czy złośliwości, ale uwarunkowań. Świadomość rozświetla ciemności umysłu. To, co uświadomione, możemy zmienić, jak mówią psychoterapeuci: odkryć programy, a potem je zaktualizować.

Najlepiej, gdybyśmy takie rozmowy prowadzili już wtedy, gdy decydujemy się być razem.

Mocno nieromantyczne…
Unikamy w ten sposób wielu rozczarowań. Możemy pytać siebie nawzajem, jakie miejsce w hierarchii naszych wartości zajmują pieniądze. Im szybciej takie pytanie się pojawi, tym lepiej. Może się okazać, że dla niego pieniądze są zbyt ważne. Albo ma problem z rozstawaniem się z nimi, co wróży, że będzie w rodzinie finansowym tyranem. Kobieta z kolei może mieć w stosunku do partnera bardzo wyśrubowane wymagania. Gdy mężczyzna to wie, może zadać sobie pytanie, czy da radę sprostać tym oczekiwaniom. Jeśli w związku z takimi odkryciami pojawia się w nas niepokój, może sygnalizować nieporozumienia i problemy w przyszłości. Już na starcie mogą więc pojawić się rozbieżności. W jaki sposób poradzimy sobie z nimi? Intuicyjnie dobieramy się tak, żeby się porozumieć. Jednak nie zawsze to się udaje. A wtedy dochodzi do dramatycznych sytuacji w kwestii na przykład podziału majątku; sprawy w sądach, dzieci wzywane na świadków. Mnóstwo cierpienia.

Osobne konta. Albo jedno wspólne obsługujące rodzinny budżet, a nadwyżka finansowa na dwóch indywidualnych – do jej i jego wyłącznej dyspozycji. Takie mamy w parach pomysły na unikanie finansowych nieporozumień.
Dobrze sprawdzać, co w naszym przypadku działa. Z mojego terapeutycznego doświadczenia wynika, że najwięcej szkody robi nielojalność, ukrywanie, niekonsultowanie decyzji finansowych. Na przykład mąż wyprowadza z rodzinnej firmy dużą sumę pieniędzy na realizację nowego projektu. Nie uzgadnia tego z żoną. Projekt przepada, co mocno podkopuje finanse firmy. Ale co gorsze – podkopuje zaufanie w relacji, kobieta czuje się – co zrozumiałe – pominięta, zlekceważona. Zastanawia się, co dalej z małżeństwem, ponieważ przestała czuć się bezpiecznie.

Inny przykład: mężczyzna pożyczył bratu dużą kwotę pieniędzy bez konsultacji z partnerką. Brat nie oddaje, przeciąga spłatę, kłamie, lawiruje. „Problemy finansowe brata są dla ciebie ważniejsze niż naszej rodziny” – mówi rozżalona kobieta. Mężczyzna tłumaczy, że czuje się zobowiązany…

…że trzeba sobie pomagać, że było mu niezręcznie odmówić. Wszyscy chyba, niestety, znamy te uwikłania.
Kobieta mówi: „Rozumiem, że znalazłeś się w trudnym położeniu, tym bardziej trzeba było mi powiedzieć, zapytać”. Ta, wydawałoby się z początku, drobna nielojalność położyła się cieniem na relacji tej pary. W kwestii pieniędzy – jak w każdej innej – potrzebujemy być ze sobą szczerzy, uczciwi, otwarci i odpowiedzialni. Bo tylko w ten sposób możemy zbudować mocną, pełną zaufania więź.

Rozmawiamy o pieniądzach

  • Co najmniej raz w tygodniu znajdźmy czas, aby omówić bieżące sprawy finansowe, zaplanować wydatki, oszczędności, inwestycje,
  • Niech to będzie przyjemny czas – zaplanujmy go przy kawie, gdy już dzieci pójdą spać, czy w niedzielny poranek,
  • Nie obawiajmy się mówić, co myślimy o pieniądzach w ogóle; o ich wydawaniu i oszczędzaniu oraz o swoich marzeniach,
  • Im częściej będziemy dyskutować na temat pieniędzy, tym te rozmowy staną się przyjemniejsze i tym łatwiej będzie nam podejmować finansowe decyzje,
  • Wkrótce zauważymy, że rozmawiając o finansach, zbliżamy się do siebie, coraz lepiej siebie rozumiemy, uczymy się współpracować i dbać o przyszłość.

Benedykt Peczko jest psychologiem, trenerem, psychoterapeutą.

  1. Seks

Poplotkujmy o seksie

Pogaduchy od serca są bowiem nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, ale też odstresowują, pomagają uporządkować myśli i emocje oraz budują bliskość. (Fot. iStock)
Pogaduchy od serca są bowiem nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, ale też odstresowują, pomagają uporządkować myśli i emocje oraz budują bliskość. (Fot. iStock)
W babskim gronie plotkuje się cudownie. O znajomych, dzieciach, pracy, modzie… O seksie? A jakże! Aby czerpać z tych zwierzeń jak najwięcej radości, dobrze jednak nie mówić za dużo.

Psychologowie nie mogą się nachwalić kobiecego upodobania do zwierzeń. Podkreślają, że dzięki intymnym rozmowom z przyjaciółkami kobiety rzadziej lądują na kozetce u terapeuty. Pogaduchy od serca są bowiem nie tylko przyjemnym sposobem na spędzenie wolnego czasu, ale też odstresowują, pomagają uporządkować myśli i emocje oraz budują bliskość.

– Przegadując różne problemy, przekonujemy się, że na wszystko można spojrzeć z odmiennej perspektywy – potwierdza Anna Gawkowska, psycholog i terapeutka. – A to wzbogaca nas, nasz świat i poszerza spektrum jego przeżywania.

A jeśli tematem pogaduszek staje się rzecz tak intymna jak seks? Koleżanka płynnie przechodzi od problemów w pracy do narzekania na oziębłość partnera albo opowiada z detalami o wczorajszej szalonej nocy… Jak zareagować? Odwzajemnić jej otwartość? A może skierować rozmowę na inne tory?

Pięć razy „tak”

– Na pytanie, czy rozmawiać o seksie w gronie przyjaciółek, odpowiadam: oczywiście, że tak! – mówi psycholog. – Ale radzę, by opowiadać tylko o sobie. Co lubisz, czego nie lubisz; jakie masz fantazje, jakie doświadczenia; czego się boisz, co cię pociąga, a co niepokoi. Wtedy pozostaniesz lojalna wobec swojego partnera, a jednocześnie będziesz mogła skorzystać z wszystkich profitów, jakie płyną z takich pogaduszek.

A jest ich sporo…

1. Przełamują tabu

Większość z nas pochodzi z rodzin, w których się o seksie nie rozmawiało. W niektórych nawet rodzice się nie przytulali na oczach dzieci. Jeśli zostałaś wychowana w atmosferze seksualnego tabu, prawdopodobnie masz ogromne problemy z odkrywaniem, nazywaniem i ujawnianiem swoich cielesnych potrzeb. Rozmawiając z przyjaciółkami o seksie, oswajasz ten temat, uczysz się otwartości, przełamujesz opór przed rozmowami na łóżkowe tematy.

– Plotkując o seksie, nabierasz swobody w tym temacie oraz ćwiczysz słownictwo. Pozwoli ci to później lepiej komunikować się z partnerem – uważa Anna Gawkowska. – Wiele kobiet zwykle nie wie, jak ubrać w słowa swoje sugestie czy uwagi, tym bardziej że właśnie z partnerem rozmawiać jest najtrudniej – boisz się odrzucenia albo tego, że on poczuje się zraniony. Im większy ładunek emocjonalny, tym gorzej dla takich rozmów. Z przyjaciółką jest prościej: ona wysłucha, zrozumie, przytuli. I – co chyba najważniejsze – pomoże nazwać problem.

2. Dostarczają wiedzy

Opowieści przyjaciółek są nieocenionym źródłem wiedzy o seksie. Bo skąd masz ją czerpać? Filmy? Literatura? Przedstawiają zbyt wyidealizowany obraz erotyki. Pornografia? Jednowymiarowa, bo nakierowana głównie na mężczyzn. W dodatku pokazuje fizjologiczną i psychologiczną nieprawdę. Poradniki? Czemu nie, tyle że to nadal martwy przekaz, nie możesz o nic dopytać. – Poza tym poradniki opowiadają o anonimowych osobach, a przyjaciółki o sobie, czyli o kimś realnym, kogo znasz i do kogo możesz odnieść swoje zachowania czy uczucia – dodaje Gawkowska. Relacja innej kobiety bywa na wagę złota.

3. Oswajają lęki

Twój partner ma wybujałe libido. Zaczynasz się więc obawiać, czy nie jesteś oziębła. Ale kiedy usłyszysz od przyjaciółek, że w ich związkach jest podobnie – poczujesz ulgę, pomyślisz: „nie jestem sama”.

– Nie ma nic gorszego, niż żywić jakąś obawę czy lęk i dźwigać je w samotności – mówi psycholog. – Tym bardziej że seks to dziedzina, która w dużym stopniu wpływa na naszą samoocenę. Gdy przeżywasz wątpliwości tylko wewnątrz siebie, one ogromnieją. Skonfrontowane z życiem innych, nabierają właściwych proporcji.

4. Podsuwają rozwiązania

Przyjaciółki mogą podpowiedzieć, jak one sobie z czymś radzą, na przykład jak tłumaczą partnerowi, co je najbardziej kręci, a co nie, nie raniąc przy tym jego dumy i nie zrywając bliskości. Albo co dodają do sypialnianego repertuaru, żeby znów się zrobiło ciekawie. I często podrzucają rozwiązania, na które sama byś nie wpadła.

5. Otwierają na nowe

Rozmowy to także krok w kierunku większej swobody w łóżku: pomagają przesuwać granice. Na przykład mąż namawia na seks oralny, a żona uważa, że to nie mieści się w pojęciu „normalny seks”. Jeśli podzieli się swoim oporem z koleżanką, może od niej usłyszeć: „Ja to uwielbiam, ale musiałam się przekonać”. I jeśli nawet nasza bohaterka nie zgodzi się od razu ochoczo na propozycję męża, to na pewno zacznie myśleć: „A więc to nie jest zboczenie, ludzie się tym cieszą”.

– Pod wpływem zwierzeń innych kobiet zaczynasz patrzeć na nowe pełna ciekawości, a nie obaw. Zastanawiać się nad nowymi sposobami dostarczania sobie nawzajem rozkoszy – tłumaczy Anna Gawkowska. – W sytuacjach, w których kiedyś automatycznie mówiłaś „nie!”, myślisz: „a może?”. Zaczynasz inny etap: najpierw próbujesz. Nie odmawiasz już dla zasady, ale wtedy, gdy coś ci się rzeczywiście nie spodoba.

Ostrożnie z radami

W intymnych zwierzeniach kryją się jednak i pułapki. Pierwszą z nich jest groźba, że seks z partnerem – w zestawieniu z opowieściami koleżanek – niesłusznie zacznie ci się wydawać nudny.

– Powszechnie wiadomo, że jednym z powodów niezadowolenia z życia jest skłonność do porównywania się z innymi – ostrzega psycholog. – Mam coś, co wydaje mi się fajne. Ale cóż to? Koleżanka ma fajniejsze! I już moje wydaje mi się mniej atrakcyjne, przestaje cieszyć. To dotyczy także seksu. Nie dość, że media kreują nierealne wzorce idealnego kochanka i kochanki, to presja dorównania lub nawet przebicia doświadczeń przyjaciółek może popsuć całą przyjemność uprawiania seksu.

Uważaj też, kogo obsadzasz w roli punktu odniesienia. Bo jeśli swoje obawy powierzasz dość pruderyjnej koleżance, prędzej dodatkowo cię w nich utwierdzi, niż je rozwieje, a nawet wepchnie w irracjonalne poczucie winy czy wstydu. Z drugiej strony zbyt wyzwolona powierniczka może zacząć cię przekonywać do eksperymentu, na który w ogóle nie będziesz miała ochoty, no ale jak tu dyskutować z „ekspertem”?! Zresztą, z radami bywa tak, że najtrafniejsze są w stosunku do osoby, która ich udziela. – To, co sprawdziło się w innych związkach, nie musi zadziałać w twoim – ostrzega Gawkowska. – Każdą radę warto przefiltrować przez to, jaka jesteś, jaki jest twój związek, twój partner oraz czego chcesz w łóżku.

Wszyscy mamy swoje upodobania i wszystkie są jednakowo dobre, musisz tylko zastanowić się, które są odpowiednie dla ciebie.

Bohater drugoplanowy

Nie przesadzaj z uskarżaniem się na partnera w gronie koleżanek. Zwłaszcza takich, które go znają! Może się bowiem okazać, że twoje opowieści wpłyną na sposób, w jaki będą go postrzegać.

– Jeśli zbyt często opowiadasz, że jest kiepski w łóżku, za mało czuły, nieudolny lub, co gorsza, relacjonujesz ze szczegółami jego niepowodzenia – znajome zaczną widzieć twojego męża czy chłopaka jako skończonego fajtłapę i darzyć mniejszym szacunkiem także w innych dziedzinach życia – mówi Anna Gawkowska.

„Może zamiast negatywów skupić się na pozytywach” – myślisz. – „Cóż złego w tym, że pochwalę się wirtuozerią mojego kochanka w gronie wspólnych przyjaciółek?”. Bądź ostrożna, bo zbyt częste opowiadanie o waszych łóżkowych wyczynach niepotrzebnie zbuduje wokół twojego ukochanego erotyczną atmosferę. W konsekwencji niejedna przyjaciółka może spojrzeć na niego innym, łaskawszym okiem.

I nie ufaj bezgranicznie kobiecej dyskrecji. Zwłaszcza jeśli twoje przyjaciółki to jednocześnie żony kumpli twojego partnera! Nawet proszone o dyskrecję, mogą nie oprzeć się pokusie powtórzenia twoich rewelacji swoim mężom albo nawet palnąć jakieś głupstwo w obecności twojego ukochanego. Jak pewna kobieta, która po kilku drinkach żartem powiedziała do męża znajomej „o, samochód też masz malutki…”. Towarzystwo wybuchło śmiechem, a mąż obraził się śmiertelnie. Na żonę na długo, na jej przyjaciółkę na zawsze.

– Ujawnianie intymnych szczegółów na temat twojego związku i partnera bywa ryzykowne – mówi Anna Gawkowska. – W końcu jest to coś, co powinno być waszą prywatną sprawą i nie wykraczać poza próg sypialni. Zwłaszcza zdradzanie łóżkowych wpadek kochanka świadczy o nielojalności wobec niego. Dlatego zawsze z dużym wyczuciem opowiadaj o problemach, które nie dotyczą tylko ciebie samej.

W męskiej szatni

Kobiety, rozmawiając o seksie, zwykle mówią prawdę, bo w takich rozmowach poszukują bliskości. Są też przeważnie na tyle wstydliwe, że poruszają temat, kiedy naprawdę potrzebują pogadać. Mężczyźni odwrotnie: o seksie rozmawiają z łatwością. I jest to ich ulubione pole do głoszenia własnej chwały. Szczycą się ilością, różnorodnością i częstotliwością kontaktów seksualnych. Lubią być podziwiani i by im zazdroszczono. Często, by nie stracić w oczach kolegów, chcą się wykazywać osiągnięciami, nawet jeśli nie są prawdziwe. Trudniej też przychodzi im rozmawianie o problemach w łóżku. Mężczyzna prędzej pójdzie po leki do specjalisty, niż przyzna się kumplowi do swojej niemocy.

  1. Seks

Brak seksu – jakie korzyści można czerpać z abstynencji seksualnej? Do czego kiedyś służyła?

Abstynencja seksualna, wstrzemięźliwość, tobiaszowe noce - temat znany od starożytności. Do czego służyły ludziom wyrzeczenia seksualne? Jak można ukierunkować tę potężną energię? (fot. iStock)
Abstynencja seksualna, wstrzemięźliwość, tobiaszowe noce - temat znany od starożytności. Do czego służyły ludziom wyrzeczenia seksualne? Jak można ukierunkować tę potężną energię? (fot. iStock)
W świecie przepełnionym seksem zwyczaje, które każą z niego rezygnować, wydają się dziwactwem, bawią, budzą lęk. Okazuje się jednak, że abstynencja seksualna ma swój sens!

Bawi nas dziś stary zwyczaj tobiaszowych nocy związany z wiarą w demony. Inny, wcale nieprzebrzmiały, syndrom dziwki i madonny budzi protest lub zdziwienie. Trudno zrozumieć współczesnemu człowiekowi celibat, bo uważamy, że rezygnacja z seksu niczemu nie służy. Tymczasem okazuje się, że to, co postrzegamy jako naiwne, mogło przynosić korzyści, to, od czego się odżegnujemy, dotyczy często i nas, a to, co uważamy za zbędne, może mieć głęboki sens.

Tobiaszowe noce - brak seksu, który przynosi korzyści

Biblijny Tobiasz umknął gniewowi demona Asmodeusza, powstrzymując się od seksu ze swą żoną Sarą przez kilka nocy po ślubie (Asmodeusz uśmiercił wcześniej jej siedmiu mężów, którzy powstrzymać się nie zdołali). Tobiaszowe noce oznaczają seksualną wstrzemięźliwość praktykowaną przez młodych małżonków podczas nocy poślubnej lub przez kolejne noce – różnie w różnych kulturach. Chrześcijaństwo wysoko ceni erotyczną ascezę.

Synod w Kartaginie w 398 r. jako okres wstrzemięźliwości ustalił noc poślubną, lecz z czasem obyczaj objął trzy noce – przy czym każda z nich była poświęcona kolejnej postaci z religijnego panteonu: Chrystusowi, Matce Boskiej i św. Józefowi. Na przykład w mitologii germańskiej spotyka się przekonanie, że prawo do dziewictwa kobiety ma bóstwo i to ono powinno podczas poślubnej nocy posiąść ją i zapłodnić, a zatem mąż musi poczekać przynajmniej przez tę jedną noc.

W Estonii i Persji wierzono z kolei, że podczas kilku pierwszych nocy po ślubie mężczyzna jest zagrożony – zazdrosne demony mogą go zabić, ponieważ kobiecość wiązana była ze złymi siłami, które nie chciały dobrowolnie oddać swej własności. Zdarzało się więc, że małżeństwo zaczynało uprawiać seks sporo czasu po ślubie. Zwyczaj „opóźnionego seksu” znany był także w Indiach i innych krajach Dalekiego Wschodu, lecz tu nie łączono go z lękiem, ale raczej z możliwością oswojenia się małżonków ze sobą.

– To był doskonały pomysł – uważa Katarzyna Platowska, psycholog i terapeuta. – Tym bardziej że małżeństwa były aranżowane i ślub zawierali ludzie, którzy nie mieli szans na wcześniejsze poznanie się. A kiedy dodatkowo kochankowie nie dysponują żadnym doświadczeniem, stosunek z reguły ma przebieg nieudany i jest dla obu stron rozczarowujący. Stopniowe oswajanie się partnerów ze sobą sprawia, że pojawia się między nimi więź, która złagodzi i osłodzi to rozczarowanie. Obcowanie bez seksu służyło stopniowemu budowaniu intymności, bliskości i zaufania, które sprawiało, że kobieta mniej bała się swego pierwszego razu.

W innych kulturach obyczaj nakazywał małżonkom leżeć obok siebie bez dotykania się i pieszczot. Czasem musieli kłaść między sobą coś, co ich rozdzielało, np. obnażony miecz. Ale nawet tak wstrzemięźliwa forma tobiaszowych nocy miała zdaniem psychologów swój sens. Służyła kumulacji napięcia seksualnego. Jeśli partnerzy muszą czekać, a potrzeba seksualna nie jest rozładowywana przez kolejne noce – rośnie. W efekcie, gdy już dojdzie do zbliżenia, będzie ono gwałtownym i niezapomnianym przeżyciem, nawet jeśli technicznie nie było majstersztykiem.

– Satysfakcja z seksu płynie nie tylko z faktu złapania króliczka, ale też pogoni za nim – mówi Platowska. – Tobiaszowe noce były rodzajem gonienia króliczka, dlatego gratyfikacja była potem większa.

Szacunek dla bóstwa, które ma prawo do dziewictwa kobiety czy poświęcanie kolejnych nocy świętym, nadawał małżeńskiemu seksowi specjalnego znaczenia.

– To połączenie ziemi z niebem, pierwiastka cielesnego z duchowym – tłumaczy psycholog. – Ofiara dla bóstw nadawała innego wymiaru współżyciu małżeńskiemu – zmieniała je ze zwykłej kopulacji w wydarzenie o duchowym wymiarze.

Abstynencja seksualna - triumf woli nad biologią

Celibat? Przed oczyma jawi się wizerunek kapłana w sutannie. Asceza – wyobraźnia przywołuje postać półnagiego jogina poskręcanego w dziwnej pozycji. I słusznie. Celibat, czyli bezżeństwo, rezygnacja z życia seksualnego, rzeczywiście jest częstym wymogiem stawianym wobec duchownych różnych formacji religijnych. Dotyczy księży katolickich, ale zobowiązani do niego byli też kapłani wielu innych wiar, np. wyżsi rangą mnisi i mniszki buddyjskie, westalki w starożytnym Rzymie, kapłani bogini Demeter, wróżbitki z Delf itp. Decyzję o życiu w czystości świadomie podejmowali też ludzie świeccy – w XIX w. prawie jedna trzecia ludności buddyjskiej żyła w celibacie – bardziej skupiona na życiu duchowym niż ziemskim poszukiwaniu przyjemności.

W wielu kulturach szamani i czarownicy decydowali się na czasową abstynencję seksualną, by wzmocnić dar przewidywania przyszłości albo wejść w lepszy kontakt ze światem duchowym; także w konfucjonizmie z okazji ważnych świąt zachowuje się do dziś wstrzemięźliwość płciową.

– Z życia płciowego rezygnowali przedstawiciele kultur, które większą wagę przykładały do spraw ducha niż spraw ciała – uważa Platowska. – Nie chcieli zaprzątać sobie głowy sprawami przyziemnymi, energię kierowali ku wyższym rejonom. Człowiek uprawiający seks jest rozbudzony i myśli o seksie, postrzega rzeczywistość pod kątem seksu: widzi miejsca, które mogłyby służyć uprawianiu seksu, jego wzrok przyciągają ozdabiające ciało detale. To, co nam chodzi po głowie, manifestuje się częściej w świecie zewnętrznym. Celibat i seksualna asceza to triumf woli nad biologią.

Nie zawsze abstynencja seksualna musi mieć związek z religią. Są takie chwile, kiedy rezygnacja z seksu wydaje się czymś naturalnym. Doświadczają tego ludzie, którzy są w coś zaangażowani całą duszą: tworzą, piszą, malują albo okrążają świat na jachcie. Kiedy ogarnia ich pasja, liczy się tylko ona, seks wypada poza krąg zainteresowań, znika reszta świata. Także wielu sportowców zachowuje wstrzemięźliwość płciową przed ważnymi rozgrywkami, by utrzymać koncentrację na tym, co w danym momencie najważniejsze.

– Ważna jest dobrowolność rezygnacji z seksu i świadomość tej decyzji – tłumaczy Platowska. – Jeśli seks jest tłumiony, może „wypłynąć” w najmniej odpowiednich monetach. Ale ktoś dobrowolnie wybierający celibat i świadomy, jakie są tego konsekwencje, może wykorzystać ascezę do swojego rozwoju. W kontekście religijnym można ją porównać z postem: wyrzeczenia czemuś służą, otwierają nasze wewnętrzne oko na sposób funkcjonowania świata i nas samych, pozwalając sięgać do głębi różnych zjawisk.

Ekonomia sprawiła, że w Polsce okresowo celibat praktykuje dziś wielu! Statystyki podają, że kilkaset tysięcy Polaków wyjechało za granicę w poszukiwaniu pracy. Większość z nich zostawiła w kraju rodziny. Zarówno osoba, która wyjechała, jak i ta, która pozostała, decyduje się na życie w celibacie (oczywiście przy tym, że zakładamy wierność małżeńską).

Syndrom dziwki i madonny, a brak seksu w małżeństwie

Idealizowanie ukochanej osoby jest romantyczne i piękne, ale... do pewnych granic. Człowiek dotknięty syndromem dziwki i madonny przekracza te granice, idealizuje ukochaną do tego stopnia, że ją całkowicie odrealnia. Stawia na piedestale, wynosi na ołtarz, kocha, podziwia, wielbi i... nigdy jej nie dotknie. Mężczyzna nie chce i nie może podejść do niej na tyle blisko, by zobaczyć, że jest zwykłą śmiertelniczką.

– Syndrom dziwki i madonny sprawia, że człowiek dzieli kobiety na dwie kontrastowe kategorie: święte i ladacznice, madonny i dziwki – tłumaczy Platowska. – Z tymi pierwszymi seksu uprawiał nie będzie, bo są na to za czyste, idealne, święte. Co więcej, może się okazać, że bardzo kocha swoją wybrankę, ale w intymnej sytuacji nie będzie mieć erekcji. Z tymi drugimi będzie mógł się kochać, ale nie będzie ich szanował, nie będzie chciał takiej kobiety za stałą partnerkę.

Psychologowie uważają, że syndrom ten ma funkcję obronną: wymuszają go nieuświadomione lęki spowodowane przeżyciami z wczesnego dzieciństwa; przeżyciami, które otarły się o molestowanie seksualne lub inne emocjonalne nadużycia. Dotknięte nim osoby nie chcą łączyć bliskości emocjonalnej i seksualnej, unikają kontaktu z bolesnymi wspomnieniami.

– Taki człowiek deklaruje, że bardzo kocha żonę, ale rzadko lub bardzo rzadko z nią współżyje (czasem wcale), natomiast korzysta z usług prostytutek. Dla dotkniętego syndromem dziwki i madonny jest to jak najbardziej logiczne: nie potrafi postrzegać seksualnie osoby, z którą łączy go więź emocjonalna, ale bez większego trudu wchodzi w niezobowiązujące, oparte tylko na seksie przygody – tłumaczy psycholog.

Uważa, że seks jest czymś brudnym, raniącym i złym, nic więc dziwnego, że wierzy, że nie można uprawiać go z kimś kochanym, bo to go kala, obraża. Do seksu nadaje się tylko ktoś, kogo się nie ceni, nie szanuje i kim można gardzić. To klasyczny przypadek dotyczący pewnej grupy ludzi dotkniętych bolesnymi doświadczeniami. Ale cząstka syndromu dziwki i madonny, wyrażana w łagodniejszej formie, ujawnia się w wielu związkach. Nie dotyczy seksu w ogóle, lecz na przykład pewnych jego obszarów. Znakomitym przykładem jest postać grana przez Roberta De Niro w „Depresji gangstera”. W pewnym momencie wyznaje swojemu terapeucie, że wybiera się do burdelu, bo ma ochotę na seks oralny. Terapeuta pyta, dlaczego nie zrobi tego ze swoją żoną, na co De Niro z oburzeniem odpowiada: „Zwariowałeś? Przecież ona potem całuje moje dzieci!”.

– Wielu mężczyzn uważa, że pewnych rzeczy nie robi się z własną żoną – dodaje Platowska. – Nie dlatego, że ona odmawia np. seksu analnego czy oralnego. On jej tego nawet nie proponuje, bo takie zachowania seksualne z kobietą „szanowaną” nie mieszczą się w jego systemie wartości.

Izolowaniu się od kobiety, z którą się uprawia seks, sprzyja jeszcze jedno zjawisko: lęk kastracyjny. Taki pierwotny lęk od tysięcy lat budzi w mężczyźnie partnerka seksualnie wyzwolona i żyjąca w zgodzie ze swoimi potrzebami. Mężczyźni boją się, że przy takiej kobiecie stracą swoją męskość. Erotycznie wyzwolona kobieta budzi w nich niepewność, uosabia pierwotny mit o pochwie pochłaniającej członek. Nieskrępowana kobieca seksualność zagraża męskiej, zwłaszcza gdy facet ma niskie poczucie własnej wartości albo nie jest tak wyzwolony. A w naszych czasach – obyczajowych i społecznych przemian – o niepewnych swej roli i pozycji mężczyzn nietrudno…

  1. Seks

Problemy seksualne kobiet – skąd się biorą?

Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Seksualność jest na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. (Fot. iStock)
Do niedawna seksualność kobieca w społeczeństwie była tematem tabu. Kobietom nie przysługiwało prawo do czerpania radości i satysfakcji z seksu, do osiągania orgazmów czy zmiany partnerów seksualnych. Seks był tematem, o którym porządna, szanująca się kobieta nie powinna mówić. Dziś słowo seks pojawia się na większości okładek prasy dla kobiet. Wraz z wyzwoleniem kobiecej seksualności, zaczęto mówić o trudnościach, jakie w tej sferze się pojawiają. Trudnościach po części wynikających z wpływu przeszłości negatywnie traktującej seksualność kobiety, po części związanych z innymi czynnikami.

Wyzwolone kobiety pragną czerpać radość z seksu, okazuje się jednak, że przyzwolenie na przyjemność nie zawsze wystarcza do tego, by prowadzić satysfakcjonujące życie seksualne. Z tego powodu do gabinetu seksuologa zgłasza się wiele kobiet, cierpiących z powodu różnych dysfunkcji seksualnych, pragnących zmienić swoją sytuację.

Najczęstsza dysfunkcja seksualna, którą zgłaszają kobiety to brak lub utrata potrzeb seksualnych. Kobieta cierpiąca na to zaburzenie nie odczuwa chęci odbywania stosunków seksualnych, często pomimo tego, iż ma partnera, którego kocha i z którym chciałaby współżyć. Niektóre kobiety twierdzą, iż nigdy nie czuły potrzeb seksualnych. Są też takie, u których utrata libido pojawiła się nagle na pewnym etapie życia. Ta sytuacja często powoduje u nich cierpienie i obawy o to, że niezaspokojony seksualnie partner opuści je i znajdzie kobietę, która spełni jego oczekiwania.

Bolesność narządów płciowych podczas współżycia, zwana dyspareunią, to kolejna trudność, z którą borykają się kobiety. Ból bywa tak silny, że uniemożliwia odbycie stosunku, pomimo ochoty na seks i pojawiającego się podniecenia. Dyspareunii często towarzyszy pochwica, polegająca na silnym zaciśnięciu mięśni okołopochwowych, uniemożliwiającym wprowadzenie penisa, a czasem nawet palca do pochwy.

Problemy seksualne zgłaszają również kobiety, które mają ochotę na seks, czują podniecenie i nie odczuwają bólu podczas współżycia. Pomimo tego z jakichś przyczyn nie potrafią czerpać przyjemności z seksu oraz nie są wstanie osiągnąć orgazmu.

Skomplikowana i zawiła seksualność kobieca powoduje, iż odkrycie przyczyny ich trudności bywa bardzo trudne. Z tego też powodu seksuolog nierzadko musi przeprowadzić bardzo dogłębną analizę problemu. Wiele pacjentek, udających się do gabinetu seksuologa idzie tam z nadzieją, że dostanie cudowną pigułkę, która je wyleczy. Niestety nie jest to takie proste. Zaburzenia seksualne u kobiet zdecydowanie częściej pojawiają się na tle psychologicznym niż biologicznym. Te drugie mogą wiązać się z niektórymi chorobami, takimi, jak cukrzyca, nadciśnienie, zaburzenia hormonalne czy choroby neurologiczne oraz przyjmowaniem niektórych leków. Czynniki psychologiczne natomiast mogą dotyczyć bardzo wielu obszarów. Brak ochoty na seks często spowodowany jest problemami w relacji z partnerem. Na kłótnie i nieporozumienia z mężczyzną kobieta bardzo często reaguje utratą zainteresowań seksualnych. Jeżeli nieporozumienia są przejściowe, zostają w odpowiedni sposób rozwiązane i nie pozostawiają urazy, ochota na seks z partnerem powraca. Jeśli jednak partnerzy nie mogą się porozumieć i nie potrafią ze sobą rozmawiać, żal i pretensje do partnera mogą stale obniżać zainteresowanie seksem. Jeśli dodatkowo kobieta w takiej sytuacji będzie kochać się z mężczyzną „na siłę”, co nie przyniesie jej przyjemności, niechęć może się utrwalić.

Szalenie istotne jest również postrzeganie swojego ciała przez kobietę. Jeżeli ma niską samoocenę, nie akceptuje swojego wyglądu i nie lubi siebie, prawdopodobnie trudno będzie jej czerpać przyjemność z życia seksualnego. Seksualność jest natomiast na tyle ważną sferą naszego życia, że jej zaburzenia mogą wpływać na całokształt naszej osoby, na relację z partnerem a nawet z przyjaciółmi. Dlatego nie bójmy się mówić otwarcie o tak ważnym elemencie życia i w razie potrzeby prośmy o pomoc.