Molestowanie: Bez winy i wstydu

Molestowanie: Bez winy i wstydu
fot. iStock

Producent z Hollywood, dziennikarz z Polski i… możemy tu dopisać szefa czy kolegę. 80 procent z nas doświadczyło molestowania: od niewybrednych żartów po gwałt. Jak z tym walczyć – zastanawia się psycholożka doktor Agnieszka Mościcka-Teske.

Na imprezie znajomy zaczął mnie dotykać, obejmować, komplementować. Zesztywniałam zaskoczona, a mój partner zapytał go, czy będzie mnie rzeźbił. Ten zawstydził się i przeprosił za to, że „dotykał jego kobietę”. Partner zastanawiał się potem, czy dobrze zareagował. Co właściwie powinien zrobić?

Nie wiem, co powinien zrobić pani partner. Wiem, co ja zrobiłam w podobnej sytuacji. Mój kuzyn troszkę za bardzo lubi się przytulać, obejmować, dotykać. Powiedziałam mu, że mi to nie odpowiada. Pomogło. Mężczyzn do takich zachowań popychają natura, instynkt, chęć zdobywania kolejnych partnerek. Żyjemy między instynktem a kulturą. A teraz mężczyźni uczą się, jak realizować swoje potrzeby w nowy, szanujący kobiece granice sposób. W nowy, bo mimo zmian społecznych, nawet gwarancji równości wobec prawa, świat nadal jest patriarchalny. Widać to choćby w tym, że przeprasza się mężczyznę za to, co zrobiło się „jego kobiecie”. Powiedzmy sobie jasno: nadal dominuje model gloryfikujący mężczyznę i zezwalający mu na prawie wszystko.

Ale nie musimy się na to godzić. Ja dziwię się sobie, dlaczego nie zaprotestowałam. Może powodem jest nietrwałość związków? Nie stawiam się mężczyźnie, któremu się podobam, bo może kiedyś będziemy razem? To nowy powód naszej bierności?

Nowy? To instynkt podpowiada kobiecie, że jak będzie cicha i potulna, to mężczyzna się nią zaopiekuje. Obroni, da jedzenie i picie oraz dach nad głową. Kiedyś byłyśmy zależne od mężczyzn i choć dziś już same zarabiamy, nadal ten atawizm jest silny. Kultura równości szepcze nam jednak do ucha, że już nie musimy być uległe, że nawet nie powinnyśmy, zwłaszcza gdy tego nie chcemy. Jesteśmy więc rozdarte, podobnie jak mężczyźni, między naturą a kulturą. Dlatego jeśli nie znamy siebie, swojej seksualności, nie czujemy się pewnie w związku, a jeszcze mamy za sobą trudne doświadczenia, to takie sytuacje mogą w nas budzić lęk, gniew, wstyd, niepewność. Dlatego trzeba uczyć się siebie – dowiedzieć się, czego chcę w relacji z mężczyznami, a czego nie chcę. A z psychiką jest jak z ciałem – żeby sobie radzić w trudnych sytuacjach, trzeba ćwiczyć reakcje. Nie da się raz na zawsze ukształtować dobrej sylwetki ani wyrobić sposobu reagowania na molestowanie.

Pani to umie?

Teraz już widzę swoje granice, ale też długo się ich uczyłam. Pracowałam wiele lat w służbie zdrowia i poznałam świat, w którym mężczyźni dominują. Musiałam nauczyć się mówić: „Proszę, nie opowiadaj przy mnie takich kawałów”, widzieć te zniesmaczone i skonsternowane miny. Słuchać komentarzy, że jestem „nieżyciowa i nie mam poczucia humoru”. Ale wytrzymałam i teraz jestem z wieloma z tych mężczyzn w dobrych relacjach. Z mojego doświadczenia i wiedzy wynika, że kobiety nie protestują, bo funkcjonują w środowisku, które zezwala na molestowanie. Uważa za normalne może nieoficjalnie, może tylko w prywatnych rozmowach i w niepotępianiu, ale to wystarczy. Takie środowisko gasi lekceważeniem chęć buntu, ośmiesza próby nazwania tego czymś złym.

Dlaczego opinia ludzi ma takie znaczenie?

Potrzebujemy ich wsparcia, by w sytuacji, gdy normy dopiero się kształtują, mieć siłę bronić siebie. I dlatego, że każdy, kto doświadcza nadużycia seksualnego, odczuwa wstyd. Wstydowi towarzyszy poczucie winy, bo jako osoby dorosłe czujemy się odpowiedzialne za siebie, za to, co nas spotyka. Do tego, gdy jesteśmy molestowane, nasze poczucie wartości kruszy się jak uderzona pięścią szyba: ktoś potraktował nas jak przedmiot. Powstaje więc splot trudnych emocji, który uniemożliwia działanie. Wejdźmy na chwilę w buty kobiety, która została obmacana, nazwana wulgarnie. Jak ma oskarżyć sprawcę, skoro usłyszała, że jej spodenki były za obcisłe? Pomyśli raczej: „Mogłam inaczej się ubrać”. Ale jeśli koleżanka powie: „No weź! To nie ty masz się wstydzić, ale facet, który ci to zrobił”, to znajdzie siłę do obrony. Wsparcie to podstawa, żeby wyjść z poczucia winy i wstydu.

Czym tak naprawdę jest molestowanie?

Każde niechciane i nieakceptowane zachowanie o charakterze seksualnym, które powoduje, że druga osoba czuje się poniżona, ośmieszona. Ponieważ tak ważne jest to, co mówi środowisko, warto na przykład w regulaminie wewnętrznym firmy umieścić zapis precyzujący, jak, gdzie i komu zgłosić takie przekroczenie. Już samo to minimalizuje możliwość nadużyć, bo nazywa takie zachowanie złym. Dobrze też, gdy kobiety są przeszkolone, jak reagować na każdy wątpliwy i zawstydzający komplement. Wiedzą, że proste i jasne „nie” może zatrzymać eskalację molestowania. Sytuacja więc nie rozwinie się do takiej, w której konieczne będzie składanie oficjalnej skargi.

Jak reagować na obmacywanie czy wątpliwe komplementy?

Pamiętać o spójności reakcji, czyli i w tonie głosu, i w spojrzeniu, i w gestykulacji pokazać niechęć do takiego zachowania. Nie pochylać się w kierunku molestującego, ale zrobić dwa kroki w tył. Podeprzeć się pod bok, bo taka pozycja nas wzmacnia. To pokaże, gdzie są moje granice. Jeśli dajemy niespójne komunikaty – mówimy, że nam się to nie podoba, ale chichoczemy czy poprawiamy włosy, nasze gesty nie zgadzają się ze słowami.

Wtedy zaczynamy brać udział w erotycznej grze?

Tak, a przez molestowanie na poziomie werbalnym mężczyzna sprawdza, jak daleko może się posunąć w stosunku do tej kobiety. Czy aż do seksu? Jeśli ona nie reaguje, kolejne próby mogą bardziej naruszać jej granice. Mężczyzna może być zdziwiony, bo wydawało mu się, że jej się jego „adorowanie” podoba. Pamiętajmy, że i kobiety, i mężczyźni uczą się, czym jest molestowanie, dlatego najlepiej od razu stanowczo, ale spokojnie powiedzieć: „Proszę tak do mnie nie mówić”. Za drugim razem ostrzej: „Nie życzę sobie takich słów”, a za trzecim zapowiedzieć sankcje: „Jeśli to się powtórzy, złożę na ciebie/pana skargę”. I po kolejnym razie złożyć.

Wszędzie dostępna pornografia oswaja z tym, co było tabu. Facebook i inne portale naruszają naszą intymność. Kamery patrzą na nas ze wszystkich stron. Może przesadziliśmy z akceptacją wolności obyczajowej i seksualnej, zacierając granice tego, co uchodzi, i dlatego molestowanie kwitnie?

Nie zgadzam się, że winna jest wolność seksualna. Prawdą jednak jest, że rewolucja cyfrowa wyprzedziła ewolucję zasad. Sprawiła, że wszystko staje się informacją, a my nie mamy jeszcze wyrobionej normy, która informacja może być udostępniana, a która jest tylko dla mnie. Uczymy się, jak mówić o seksie i ciele w sposób otwarty, bez tabu, ale nie naruszając granic. Akcje takie jak #MeToo pomagają wytyczyć nowe granice intymności. To jednak wymaga czasu.

Nie zgadzam się więc z tym, że wyzwolenie seksualne kobiet ma minusy. Także dlatego, że możemy głosować dopiero od stu lat, czyli dopiero od tego czasu funkcjonujemy w przestrzeni publicznej, zawodowej. Dopiero się tego uczymy. Dobrze, że zaczynamy otwarcie mówić o kobiecej seksualności, o ciele, dobrze, że odrzucamy związane z tym tabu. Ale bywa, że robimy to jak słonie w składzie porcelany i czasem sami naruszamy swoje granice. Dzieje się tak, gdy na przykład kobieta zamieszcza na portalach społecznościowych swoje nagie zdjęcia po to, by zdobyć czyjeś uczucie czy uwagę.

Normy obyczajowe stały się elastyczne, a może wręcz zanikły. I dlatego nie wiemy, jakie zachowanie jest dopuszczalne?

Świadomość społeczna dopiero się kształtuje, ale specjaliści dobrze wiedzą, co jest normą. Bezsporne jest dla nas to, że wszystkie epitety czy zwroty, które mają deprecjonować drugą osobę, są molestowaniem. Pielęgniarka, która słyszy: „Cipeńko, podaj mi kartę pacjenta spod okna”, jest molestowana. Wszystkie określenia, które uprzedmiotawiają, sprowadzają człowieka do jakiejś części ciała, porównują do przedmiotu albo do zwierzęcia, także zdrobnienia – są przekroczeniem granic. W pracy nie powinniśmy do siebie mówić zdrobnieniami, bo dorośli używają pełnej formy imion. To możne niuans, ale bywa wstępem i narzędziem obniżenia czyjejś pozycji.

Czy wyzwalamy się z uprzedmiotawiania, traktując na przykład taniec na rurze jako rodzaj fitnessu?

Skrajnie instrumentalne podejście do ciała nie jest kobiece. Jeśli nie wiemy, czy mamy pozwalać łapać się za pupę, to sygnał, że musimy się nauczyć siebie. Dowiedzieć się, co ja jako kobieta lubię, a czego nie. Pierwszy krok to mówienie o tym, co czuję. Nawet jeśli na początku będzie nieporadne. Warto też pamiętać, że w każdej grupie, a więc i kobiet molestowanych, zdecydowana większość doświadczyła tego, o czym mówi. Kilka procent zapewne nadużyło tego pojęcia. Czasem z niewiedzy, czasem z chęci odniesienia korzyści materialnej. Będą też takie, które doświadczyły szczególnie traumatycznych form molestowania. Może się też okazać, że ktoś kłamie czy się pomyli, ale to nie znaczy, że pozostali również.

Kobiety zaczynają mówić o tym, co je spotyka. Na jednym ze spotkań tematem było to, że córka gospodarza od jednego z gości usłyszała: „Ale z ciebie dupa”. Ojciec dziewczyny zapowiedział, że da koledze w mordę. Matka – że trzeba córkę uczyć samoobrony…

Dobrze, że taka sprawa została omówiona. Wyciągnięto na światło dzienne to, co było zamiatane pod dywan. A to pierwszy krok, by takim zachowaniom się przeciwstawić. Tak uczymy siebie i innych, czym jest molestowanie, pokazujemy, że go nie akceptujemy. Jednak reakcja ojca tylko eskaluje przemoc. Lepsza byłaby próba wyjaśnienia, czyli bezpośrednia rozmowa ze sprawcą. Bo, paradoksalnie, molestujący często nie zdają sobie sprawy z tego, co robią.

Ojciec ma opanować złość i uświadomić molestatora?

Nie powiedziałam tego. Nie da się ocenić instynktownej reakcji obrony bliskiej osoby. Często jest ona dobra. Ale „danie w mordę” przekracza zasady. Molestowanie najlepiej stopować profilaktyką, czyli właśnie budowaniem środowiska, które nie popiera łamania zasad, poprzez szkolenie, czym jest molestowanie i jak się należy zachować, gdy jest się molestowanym. Bo, jak już mówiłam, do molestowania dochodzi w systemach, gdzie jest ku temu przyzwolenie.

Ale argumentem bywa: „Sama tego chciałaś!”. Sto znanych Francuzek, w tym Catherine Deneuve, podpisało list, w którym uznają szukanie winnych molestowania za polowanie na czarownice…

Catherine Deneuve mogła nie doświadczyć molestowania i dlatego trudno jej sobie wyobrazić, co czuje ofiara. Co się dzieje z emocjami, z ciałem. Zakłócona zostaje zdolność do logicznego myślenia, pamięć płata figle. Są kłopoty z oddychaniem, a więc i z mówieniem. Porównanie do polowania na czarownice pokazuje, że nie rozumiemy, czym właściwie jest molestowanie. Co wolno, a czego nie wolno. I dlatego jeśli dziś zapytamy mężczyzn, czemu kobiety są molestowane, to często usłyszymy, że same tego chciały. Są nawet seksuolodzy, którzy publicznie mówią, że kobietom najpierw się podoba zachowanie seksualne, a potem – po latach – się wycofują. Takie opinie to efekt niezrozumienia tego, jak funkcjonuje ofiara. Bo ona jest poddana dominacji. W relacjach zawodowych, jak między reżyserem czy producentem a aktorką, między trenerem a sportowcem, między szefem a podwładną – tak jak i między rodzicem a dzieckiem – zawsze jest sytuacja nierówności sił. A wówczas odpowiedzialność spoczywa na osobie dominującej.

 

Agnieszka Mościcka-Teske psycholożka, psychoterapeutka, ekspertka w sprawach o mobbing i molestowanie seksualne w pracy, wykładowczyni Uniwersytetu SWPS w Poznaniu.

 

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze