W męskim gronie: co dają męskie spotkania?

fot.123rf

Potem wykonują ćwiczenia w parach lub w grupie. Zaczynają od bardziej spokojnych, kontemplacyjnych zadań, które mają ich umieścić w „tu i teraz”, zatrzymać w codziennym biegu. Stopniowo coraz trudniejsze zadania pozwalają uczestnikom pokonywać własne granice, bariery. Odnajdywać wewnętrzną siłę mężczyzny. Wojownika, świadomego siebie oraz swojej mocy i wolnego od potrzeby rywalizacji. Chociaż są też ćwiczenia, w których muszą zmierzyć się z przeciwnikami, zawalczyć o swoje. Jest dużo zabawy i ruchu. Są rytuały wojownika i męskie próby, ale też łzy i przyjacielskie gesty.

Drugiego dnia przy świetle księżyca odbywa się najważniejsze i najtrudniejsze zadanie. Rodem ze świata survivalu. – Dla wielu mężczyzn taki weekend to pierwsza okazja, by wyluzować. I to na trzeźwo – puentuje Michał Pyziak.

Podczas drugiego etapu warsztatów uczestnicy uczą się odwagi bycia sobą. Wsłuchiwania się w to, co im w duszy gra. I gotowości do tego, by iść za swoim głosem. W szamanizmie nazywa się to „ścieżką serca”, odnalezieniem swojej misji.

Mężczyzna, a nie chłopiec

Prowadzący twierdzą, że uczestnicy przekraczają swoje mentalne granice. Blokady, które uniemożliwiają im realizację życiowych celów, choćby w relacjach z kobietami. Stają się bardziej stabilni, mogą więcej wnieść do związku, dać solidniejsze oparcie partnerce, okazać swoją wrażliwość. Wyrzucają z siebie frustrację, mają więcej energii.

Patryk Lange, który w Krakowie prowadzi także krąg męski, potwierdza, że „Czułość i moc” pomaga w budowaniu relacji z innymi. On miał z tym problemy. W życiu osobistym i zawodowym. I odczuł duży progres po warsztatach. – Mam większą odwagę, lepiej poznałem siebie. Mój sposób myślenia, działania. Odnalazłem kontakt sam ze sobą. I poczucie siły, tożsamości jako faceta. To wzmacnia charakter – dodaje.

Maciej, inny uczestnik: – Dowiedziałem się, co jest moją mocną stroną, a z czym sobie nie radzę.

Tomek: – Nie do końca pojmuję rozumem, co tam się wydarzyło, ale na poziomie duchowym wiem, że była to bardzo ważna wyprawa w głąb siebie. Wróciłem z niej silniejszy. Pewniejszy.

Krzysztof: – Wcześniej byłem jak chorągiewka, dostosowywałem się do tego, co inni o mnie mówili. Teraz jestem sobą. Nie interesuje mnie opinia innych. Może poza najbliższymi. Czuję się, jakbym przed warsztatami długo przebywał w ciemnym pomieszczeniu. A każde kolejne ćwiczenie wprowadzało do niego coraz więcej światła.

Andrzej Rubaj, zanim zaczął prowadzić warsztaty, sam brał udział w podobnych. – Moja żona powiedziała mi po nich: „w końcu mieszkam z mężczyzną, a nie z chłopcem” – wyznaje.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »