1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Ciesz się jedzeniem, zmień swoje nastawienie, czyli rola psychiki w leczeniu zespołu jelita nadwrażliwego

Ciesz się jedzeniem, zmień swoje nastawienie, czyli rola psychiki w leczeniu zespołu jelita nadwrażliwego

fot. iStock
fot. iStock
Zespół jelita nadwrażliwego jest chorobą przewlekłą, która choć nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla życia, może w znacznym stopniu, w zależności od przebiegu i nasilenia objawów oraz współwystępowania innych czynników (m.in. niezdrowego trybu życia), pogorszyć jego jakość.

Osoby cierpiące na ZJN mogą doświadczać trudności dotyczących głównych dziedzin życia, w tym w prowadzeniu życia zawodowego, rodzinnego i towarzyskiego w związku z charakterystycznymi dla tej choroby objawami, szczególnie w okresie jej zaostrzenia. Przykładowo, zdarza się, że osoby chore rezygnują z podejmowania czynności zawodowych związanych z częstymi podróżami czy odbywaniem długich spotkań biznesowych, w związku z konicznością częstych wizyt w toalecie lub wymagających realizacji zadań pod presją czasu, co jest stresogenne i sprzyja zaostrzeniu objawów. W skrajnych przypadkach mogą borykać się z obawą utraty pracy, czy być zmuszone do podjęcia trudnej decyzji o konieczności przekwalifikowania się. Osoby chore mogą mieć również kłopoty z nawiązywaniem nowych i podtrzymywaniem dotychczasowych relacji towarzyskich, ze względu na tendencję do ukrywania objawów z powodu poczucia skrępowania i wstydu, a w konsekwencji częstego rezygnowania ze spotkań. Osoby cierpiące na ZJN, gdy ich dolegliwości i ograniczenia lokują się na pierwszym planie, mogą mieć również problemy z poznaniem partnera i założeniem rodziny. W rodzinach pacjentów może dochodzić również do konfliktów spowodowanych brakiem zrozumienia istoty ich choroby czy specyfiki jej leczenia lub trudnościami w pogodzeniu roli chorego i np. opiekuna rodziny. Często osoby chore podkreślają, że czują bezsilność i brak poczucia własnej skuteczności w radzeniu sobie z objawami choroby, tak jakby to choroba przejmowała kontrolę nad ich życiem. Co więcej, mogą mieć również trudności związane z realizacją zaleceń lekarskich, które wymagają zazwyczaj reorganizacji dotychczasowego życia, w tym uwzględnienia czasu i energii na ich wdrażanie, jednocześnie nie zapewniając komfortu całkowitego wyleczenia a jedynie okresy remisji.

Nie ma więc wątpliwości, że trudna sytuacja osoby chorej na ZJN nie ogranicza się jedynie do doświadczania nieprzyjemnych objawów, choroba wpływa bowiem w istotny sposób na jej codzienne funkcjonowanie. W związku z tym poszukiwanie zarówno przyczyn tej choroby, jak i sposobu jej skutecznego leczenia jest niezwykle istotne.

W toku podejmowanych przez naukowców badań mających na celu określenie etiopatogenezy (przyczyn) oraz patofizjologii (zmian i zaburzeń w pracy komórek, narządów i układów organizmu będących wynikiem choroby) zespołu jelita nadwrażliwego, zwraca się uwagę na możliwy udział czynników psychospołecznych (m.in. zaburzenia psychiczne, traumatyczne wydarzenia), jednak jak dotąd, rozważania te nie były rozstrzygające. Badacze i klinicyści nie mają jednak wątpliwości, że czynniki psychologiczne odgrywają istotną rolę w przebiegu i nasileniu objawów ZJN. Uważa się, że biorą one udział w interakcji pomiędzy systemami odpowiedzialnymi za utrzymanie równowagi (homeostazy) organizmu, tj. między układem nerwowym (centralnym i autonomicznym) oraz systemem immunologicznym oraz endokrynnym, jak również mogą wpływać na przepływ informacji między ośrodkowym układem nerwowym (OUN) a jelitowym układem nerwowym (ang. enteric nervous system, ENS).

Z perspektywy psychologicznej, doświadczanie objawów zarówno jelitowych jak i pozajelitowych typowych dla ZJN może wpływać na pojawienie się u chorych dysfunkcji i trudności na poziomie zachowania (behawioralnym), myśli (poznawczym) i emocji (afektywnym). One zaś wtórnie mogą sprzyjać pojawieniu się lub nasileniu doświadczanych objawów w mechanizmie błędnego koła (dodatniego sprzężenia zwrotnego). Przykładowo, nasilona biegunka może sprawić, że osoba chora będzie zmuszona do częstszych niż zazwyczaj wizyt w toalecie (zachowanie), częste pobyty w toalecie mogą sprzyjać nadmiernemu skupianiu się przez osobę chorą na analizie tego, czy otoczenie zwróciło na to uwagę (myśli) i pojawieniu się poczucia wstydu z tego powodu (emocje). Jednocześnie skupienie się na doświadczanych trudnościach sprzyja ich nasileniu. Szczególnie istotne z tej perspektywy wydają się czynniki takie jak: stres, lęk, napięcie, obniżony nastrój, depresja i ból.

Stres jest zjawiskiem złożonym, jednak w uproszczeniu można powiedzieć, że jest to każde rzeczywiste lub subiektywnie odczuwalne zaburzenie równowagi organizmu, wynikające ze stosunku między wymaganiami a możliwościami ich spełnienia. Czyli, tak jak powiedział rzymski filozof Epiktet „nie denerwują nas rzeczy czy zdarzenia, ale nasze spojrzenie na nie”. Stresorem (czynnikiem, który wywołuje stres) może być więc zarówno pojawienie się biegunki/zaparcia (stresor fizjologiczny), jak i strach związany z możliwością pojawienia się takich objawów na ważnym spotkaniu zawodowym czy towarzyskim (stres psychologiczny). U osób z ZJN obserwuje się występowanie stresu o charakterze przewlekłym, wywołanego zwykłymi życiowymi wydarzeniami, co związane jest z podwyższoną wrażliwości na wewnętrzne i zewnętrzne stresory. Stąd też istotne jest, by określić i scharakteryzować stresory, które mogą nasilać objawy ZJN u danego chorego i spróbować je ograniczyć, przy jednoczesnej pracy nad sposobami radzenia sobie ze stresem, ponieważ w dzisiejszych czasach nie ma możliwości, by wszystkie stresory całkowicie wyeliminować. Liczne badania potwierdzają wpływ stresu na nasilenie objawów ZJN, warto więc pamiętać, że sama choroba to także sytuacja stresowa o różnym natężeniu, w zależności od jej etapu (diagnoza, zaostrzenie, remisja).

Ponadto osoby cierpiące na ZJN często żyją w ciągłym lęku przed zaostrzeniem choroby oraz napięciu w związku z nieprzewidywalnością wystąpienia objawów i zakładaniem negatywnych konsekwencji ich pojawienia się lub nasilenia. Sprzyja to tendencjom unikowym, bierności i izolacji chorego. Co więcej, zazwyczaj wyobrażenia dotyczące przeczuwanych trudności mają tendencję do rozgrywania się przede wszystkim w umyśle, co podobnie jak brak konfrontacji z wyobrażeniami potęguje odczuwany stres i lęk. Zjawisko to dobrze obrazuje wypowiedź Marka Twaina „przeżyłem wiele okropnych rzeczy – na szczęścia większość z nich nigdy się nie zdarzyła”. Rozwijanie więc umiejętności radzenia sobie z określonymi wewnętrznymi i zewnętrznymi wymaganiami, związanymi z chorobą, ocenianymi przez tę osobę jako obciążające lub przekraczające jej możliwości, zmniejsza ich wzajemne napędzanie się. Szczególną formą radzenia sobie, korzystną w sytuacji choroby przewlekłej jest tzw. skoncentrowanie na znaczeniu, którego istotą jest zjawisko przewartościowania. Uważa się, że forma ta pozwala na adaptację do przewlekłej choroby i odnalezienie się w niej przez chorego. Charakterystyczne dla tej formy radzenia sobie ze stresem jest:

  • urealnienie priorytetów w sytuacji spowodowanej chorobą – adaptacyjne
  • przeformułowanie celów
  • znajdowanie korzyści w doświadczeniach stresowych
  • nasycenie zwykłych zdarzeń pozytywnym znaczeniem
  • kreowanie (zamierzone i niezamierzone) pozytywnych zdarzeń.
Zalecana jest próba wdrażania powyższych strategii w codziennym życiu osoby chorej na ZJN.

Przez cały czas trwania choroby towarzyszą jej emocje o zmieniającej się intensywności i treści. Choroba wiąże się z wieloma negatywnymi emocjami (szczególnie w momencie diagnozy, pogorszenia stanu zdrowia, konieczności dokonania zmian czy pojawiających się ograniczeń), sprzyjającymi ucieczce przed nimi, która jednak przynosi tylko chwilową ulgę. Zrozumienie mechanizmu powstawania emocji, tzw. ABCD emocji, może pozwolić na zmniejszenie doświadczania emocji negatywnych związanych z chorobą. Pojawienie się emocji poprzedza pojawienie się aktywującego zdarzenia (A), następnie przychodzą do głowy określone myśli i przekonania na temat tego zdarzenia (B), te zaś prowadzą do pojawienia się odczuć emocjonalnych (C) z których wynika dalsze działanie jednostki (D). Interwencja nakierowana na przeformułowanie pojawiających się myśli i przekonań (B) prowadzi do zmiany emocji związanych z wydarzeniem (C) a tym samym do zmiany zachowania (D). Przykładowo, zaobserwowanie u siebie kruczenia w brzuchu może przywołać myśli i przekonania, że za chwilę nasilą się one i pojawi się ból brzucha. Myśli te sprzyjają pojawieniu się obaw i strachu, że dojdzie do pojawienia się bolesnych objawów a tym samym sprawić, że osoba chora zaobserwuje u siebie nasilenie się objawu i będzie np. wolała zostać w domu niż wyjść ze znajomymi do kina, rezygnując z możliwości doświadczenia przyjemności. Natomiast uznanie zaobserwowanego kruczenia w brzuchu jako nadmiernej aczkolwiek tolerowanej reakcji organizmu po zjedzeniu posiłku może sprzyjać pojawieniu się negatywnych emocji o mniejszym natężeniu i w konsekwencji sprzyjać realizacji innych niż dotychczasowe zachowań – w tym przypadku wyjścia ze znajomymi.

Często emocje negatywne wiążą się z doświadczaniem przez chorego obniżonego nastroju i objawów depresyjnych. W przypadku wystąpienia wyraźnych objawów zaburzeń psychicznych lub nasilenia objawów lękowych i depresyjnych, które w znaczący sposób upośledzają codzienne funkcjonowanie chorego wskazana jest konsultacja psychiatryczna i rozpoczęcie leczenia równoległego związanego z tymi zaburzeniami. Leczenie farmakologiczne objawów lękowo- depresyjnych może mieć bowiem znaczący wpływ na remisję objawów ZJN, dlatego nie należy zbyt pochopnie zrezygnować z tej formy leczenia jeżeli została zaproponowana przez lekarza. Wskazaniem do konsultacji psychiatrycznej jest również nasilenie objawów somatycznych (cielesnych), które nie mają stałego wzorca, charakterystyki czy umiejscowienia i mogą wskazywać na to, że zostały wywołane lękiem przed ich wystąpieniem.

W zespole jelita nadwrażliwego cechą charakterystyczną jest również zgłaszany ból i dyskomfort o charakterze przewlekłym. Ból jest zjawiskiem złożonym, który uwarunkowany jest biologicznie i psychospołecznie. W związku z tym w terapii bólu poza farmakoterapią wykorzystywane są również metody psychologiczne.

Wszystkie powyższe aspekty składają się na specyfikę trudności doświadczanych przez osoby cierpiące z powodu zespołu jelita nadwrażliwego. Kluczowe więc znaczenie w terapii ZJN odgrywa nauka sposobów radzenia sobie ze stresem, bólem i lękiem (szczególnie związanymi z objawami choroby), pomagających zaakceptować chorobę (i występowanie jej objawów) oraz wypracowanie korzystnych wzorców funkcjonowania, m.in. właściwej diety i systematycznej aktywności fizycznej. W terapii ZJN warto również uwzględnić aspekt pracy z ciałem: relaksację, ćwiczenia oddechowe, medytację, jogę, tai chi, pilates, terapię biofeedback, a także zadbać o higienę snu.

Nie można zapomnieć o sile wsparcia, wadze pielęgnowania relacji i więzi rodzinnych oraz towarzyskich, które pozwalają uniknąć samotności i poczucia izolacji, stanowią znaczną pomoc szczególnie w okresach zaostrzenia choroby, jak również o znaczeniu dla procesu leczenia wspierającej relacji lekarz – pacjent, opartej na zrozumieniu i zaufaniu.

Podsumowując, dla chorych cierpiących z powodu zespołu jelita nad- wrażliwego niezbędne jest podejmowanie wielowymiarowej terapii mającej na celu podniesienie jakości funkcjonowania nie tylko na poziomie somatycznym, ale również psychicznym oraz działań na rzecz podwyższenia jakości życia w chorobie.

Prawidłowa dieta to jedna z największych radości życia, nie tylko paliwo mające dostarczyć pewnych składników odżywczych. Jak można sobie pomóc:

  1. Nie zmieniaj nic gwałtownie, spisuj przez parę dni, co jadasz, spróbuj wyłapać błędy i zastanowić się, z czego będzie Ci najłatwiej zrezygnować, co zmienić, a może coś dodać. Może Ci w tym pomóc dietetyk.
  2. Spróbuj regularności – to klucz do sukcesu, ale nie uzależniaj się od pory posiłku co do minuty, tego po prostu nie da się zrobić.
  3. Planuj posiłki. Jeżeli w porze posiłków wychodzisz z domu, zabierz je ze sobą lub zorientuj się wcześniej, gdzie będziesz mógł je spożyć tak, aby były zgodne z dietą.
  4. Staraj się przygotowywać posiłki samodzielnie, ale jeżeli masz zaplanowaną służbową kolację lub po prostu biegasz po mieście, wejdź do sklepu czy restauracji – zawsze znajdziesz coś zdrowego.
  5. Wszystko jest dla ludzi, ale w ograniczonych ilościach. Jesteś łakomczuchem i nie wyobrażasz sobie dnia bez czegoś słodkiego? Niestety, stosując diety eliminacyjne, zwykle należy zrezygnować ze słodyczy. Podczas biegunek możesz pozwolić sobie na gorzką czekoladę, która działa zapierająco, a podczas zaparć na tolerowane słodkie owoce.
  6. Pamiętaj o wodzie!
  7. Nie wpadaj w monotonię, szukaj nowych smaków, przepisów, połączeń, nie idź schematem: codziennie na śniadanie kanapka z chudą wędliną, a na obiad gotowane mięso z warzywami. To bardzo nudne i istnieje ogromne ryzyko, że nie wytrzymasz na takiej diecie eliminacyjnej. Naprawdę musisz się do niej wcześniej przygotować.
  8. Nie trzymaj niezdrowych i niezalecanych produktów w domu.
  9. Zadbaj o aktywność fizyczną, wybierz to, co sprawia ci przyjemność i na spokojnie zwiększaj czas i częstotliwość aktywności. Jeżeli masz gorszy dzień, idź po prostu na spacer – to też ruch.
  10. Znajdź kompana w diecie eliminacyjnej. W Internecie jest wiele grup zrzeszających osoby z problemem zespołu jelita nadwrażliwego. Zawsze możesz się poradzić i czuć wsparcie.
(...)

 

Wszystko, co musisz wiedzieć o zespole jelita nadwrażliwego oraz 140 przepisów na pyszne i niepodrażniające przewodu pokarmowego posiłki.

Książka do kupienia na stronie https://zwierciadlo.pl/produkt/jelito-drazliwe i w dobrych księgarniach

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Zdrowie

Oczyszczanie? Naturalnie!

Trzeba pić wodę, aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie. (Fot. iStock)
Trzeba pić wodę, aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie. (Fot. iStock)
Wiosną wszyscy chcemy się oczyszczać. Detoksykować. Rozważamy głodówki, niekiedy kuriozalne diety. Chcemy łyknąć pigułkę, ewentualnie wypić jakiś napar i mieć to oczyszczenie za sobą.

W duchu miłości do naszego ciała i wiary w moc organizmu oraz jedzenia zaproponuję jednak oczyszczanie spokojniejsze. Warto sobie przypomnieć, że nasze ciała są teoretycznie samowystarczalne. Wiadomo – czasem sami im szkodzimy aż nadto, pijąc alkohol, paląc, zjadając za dużo leków lub suplementów diety. Generalnie jednak ludzki organizm jest w stanie oczyścić się z większości szkodliwych substancji (chyba że przesadzimy z dawką). Ale ja dziś zajmę się normalnym życiem przeciętnego człowieka. Tych, którzy zjedli muchomora, odsyłam w trybie pilnym do lekarza.

Za oczyszczanie odpowiadają nerki oraz wątroba – choć i poprzez jelita pozbywamy się części niechcianych składników. Wątroba pełni w naszym organizmie kilka funkcji – tu zajmę się jedynie tematem filtrowania. 80 proc. krwi, która trafia do wątroby, dopływa żyłą wrotną (pozostałe 20 proc. pochodzi z tętnicy wątrobowej). To właśnie w żyle wrotnej są i składniki wchłonięte w przewodzie pokarmowym, i te „zebrane” z narządów. Co można, zostanie zneutralizowane, rozłożone i unieszkodliwione, po czym trafi ponownie do krwi, a z nią z kolei do nerek. One między innymi tworzą mocz. To nie tylko sposób na pozbycie się nadmiaru wody, tak również usuwane są z organizmu metabolity. Osocze krwi przepływającej przez naczynia włosowate kłębuszków nerkowych jest filtrowane, a co w organizmie niepotrzebne, trafia do ich środka (światła, jak to się fachowo nazywa) w związku z różnicą ciśnień. Część substancji transportowana jest jeszcze w mechanizmie pinocytozy (przenoszenie pojedynczych substancji). Dlatego tak zachęcam do picia wody oraz do radości wynikającej z siusiania. Im częściej, tym lepiej!

Ale to nie koniec. Błonnik w jelitach wiąże różne niepotrzebne nam substancje – załatwiając się, wydalamy je z organizmu. Dlatego należy pić wodę (tak, wiem, znowu to samo), aby błonnik mógł pęcznieć i wędrować przez przewód pokarmowy. Pamiętajmy o tym, że każdy dzień powinniśmy zaczynać od napoczęcia półtoralitrowej butelki wody, którą późnym popołudniem napełnimy ponownie! I jedzmy warzywa, pełnoziarniste produkty zbożowe i rośliny strączkowe. To powtarzane kolejny raz zalecenie, ale jakże ważne. One dostarczają nam antyoksydantów, które także chronią organizm przed szkodliwymi substancjami!

Dodam jeszcze do listy ruch. Dla detoksu, a i owszem! Jeżeli pobudzimy limfę w organizmie (uprawiając aktywność fizyczną, masując ciało czy chociażby szczotkując je), to również przyspieszy pozbycie się tego, co szkodliwe. Ruch pomaga w oczyszczaniu organizmu także poprzez zwiększenie wydzielania potu, wraz z którym wydalane będą niepożądane substancje.

A na koniec zasugeruję, że może warto zrobić sobie rachunek sumienia. I zastanowić się, z czego chcemy się oczyścić. Dobrze przeprowadzić analizę własnych poczynań i przyzwyczajeń. Ile z rzeczy, które jadamy, to produkty wysokoprzetworzone, w których składzie znajdują się barwniki, aromaty, konserwanty? To ich właśnie powinniśmy unikać – szczególnie w okresie detoksykacji.
Proszę, sprzątajmy nasze ciała, ale delikatnie, powoli, bez brutalnych działań. 

Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyczka kliniczna, psychodietetyczka. Autorka bloga kachblazejewska.pl, współautorka książki „Kobiety bez diety. Rozmowy bez retuszu”, Burda Media Polska.

  1. Zdrowie

Migrena – trzeba ją leczyć. Są na to sposoby

Ktoś ma jeden napad migreny w miesiącu. Mało. A co, jeśli ten ktoś jest aktorem i musi wyjść na scenę? Migrenę trzeba leczyć. (Fot. iStock)
Ktoś ma jeden napad migreny w miesiącu. Mało. A co, jeśli ten ktoś jest aktorem i musi wyjść na scenę? Migrenę trzeba leczyć. (Fot. iStock)
Tak wygląda mózg migrenika. Jedna sucha gałązka może wywołać wybuch płomieni. Trzeba dojść, co dla ciebie jest tą gałązką – mówi dr Anna Błażucka, neurolog zajmująca się leczeniem migren.

Czym właściwie jest migrena?
Migrena to cierpienie. Ciężka choroba. Jeden z częstszych i najsilniejszych bólów głowy, słabszy tylko od bólów klasterowych. Nasila się podczas zwykłych codziennych czynności. Chory w trakcie napadu myśli tylko o tym, by położyć się w cichym, ciemnym pomieszczeniu i żeby wszyscy dali mu spokój. Nie sposób otworzyć oczu, bo ból się nasila. Towarzyszą mu nudności, czasami wymioty, światłowstręt, nadwrażliwość na dźwięki i zapachy. Ból ma charakter pulsujący, rozdzierający, jakby ktoś walił nas po głowie 50-kilogramowym młotem. Najczęściej obejmuje połowę głowy, choć wraz z rozwojem napadu może się rozszerzać na całą. Napad może trwać kilka dni, nawet jeśli ból po lekach ustępuje; migrena ma cztery fazy, ból to tylko jedna z nich. Problemem jest to, że migrena nie jest postrzegana jako ciężka choroba przez osoby, które same nie chorują albo nie mają chorych w otoczeniu. Dużo złego zrobiły tu naleciałości kulturowe.

Choroba „histeryczek”...
Pamiętamy z „Nad Niemnem” Emilię Korczyńską z jej „globusem”. Każdego normalnego człowieka boli głowa, a migreny mają arystokraci – taka jest utrwalona kulturowo opinia. Migrena bywa traktowana jako ucieczka przed pracą, przed życiem. Każdego kiedyś bolała głowa i jeśli był to ból typu napięciowego, czyli o niewielkim natężeniu, na cudzy ból patrzymy przez pryzmat swojego. Myślimy: „Przesada, to się przecież da wytrzymać”.

A w rzeczywistości to choroba, która wyłącza z życia. Nie można nic zaplanować, urlop kończy się tym, że wszyscy chodzą na palcach, bo mama leży z migreną. Nie zawsze da się pojechać tam, gdzie chcemy, bo na przykład w górach osoby z migreną gorzej się czują. Zmiana stref czasowych to także ryzyko napadu. No i praca. Nie każdy pracodawca zrozumie, chory często bierze urlopy, bo trudno przy każdym napadzie migreny iść do lekarza. A nawet jeśli do pracy przyjdziemy, a czasem po prostu inaczej nie można, niewiele jesteśmy w stanie zrobić. Osoby chore częściej też zapadają na depresję. W dodatku rujnują sobie zdrowie, bo bez przerwy biorą leki przeciwbólowe. Błędne koło.

I życie w stresie…
Tak, w oczekiwaniu na kolejny napad.

Czy każdą migrenę poprzedza tak zwana aura?
Migrena przebiega w czterech fazach, ból głowy to trzecia z nich. Faza druga, poprzedzająca ból głowy, to aura, występuje u 30 proc. pacjentów. Najczęściej jest aura wzrokowa – migoczące mroczki, zniekształcenia obrazu, zmniejszenie albo powiększenie otaczających przedmiotów. Może być aura czuciowa – drętwienie zaczynające się od palców, obejmujące całą kończynę, twarz i język. Zdarzają się też niedowłady, zaburzenia mowy, co jest dla pacjentów przerażające – boją się, czy to nie udar. Aura trwa od pół godziny do godziny, potem zaczyna się ból. Czasami aura i ból dobę czy dwie wcześniej poprzedzone są objawami zwiastującymi. To pierwsza faza migreny: niepokój, rozdrażnienie, coś, co przypomina zespół napięcia przedmiesiączkowego. Natomiast po bólu głowy jest faza ponapadowa – pacjenci często wiążą ją z lekami i może tak być, ale to czwarta faza migreny: uczucie zmęczenia, słabości, senności.

Znamy przyczyny migreny?
Bóle głowy dzielimy na pierwotne i wtórne. Pierwotne to takie, których przyczyny nie znamy. Wtórne powstają w przebiegu innych chorób, internistycznych czy neurologicznych. Migrena i napięciowe bóle głowy zaliczamy do pierwotnych. Przyczyna oczywiście jest, ale my dostępnymi narzędziami nie potrafimy jej zbadać. Na dziś wiemy, że migrena to wielogenowa choroba genetyczna.

Przyczyn migreny nie znamy. Ale wiemy, co może ją wywołać?
Tak, są czynniki prowokujące. U osoby chorej na migrenę wywołają napad, u zdrowej nie spowodują żadnych zmian samopoczucia. Tych czynników znamy wiele i od razu podkreślę: chory nie jest podatny na wszystkie. Są czynniki niezależne od nas – takie jak pogoda. Migrena jest chorobą sezonową, nasila się wiosną i jesienią. Mówi się, że wywołuje ją halny w górach – ale tu nie o wiatr chodzi, lecz o gwałtowne zmiany ciśnienia. Są też czynniki, które zależą od nas, w tym od tego, co jemy. Do sztandarowych pokarmów wysokiego ryzyka należą: żółte sery, czerwone mięso, glutaminian sodu, orzechy, czekolada, alkohole – najczęściej czerwone wino. Ale u każdego może być co innego, także cokolwiek spoza tej grupy. A bywa i tak, że żaden pokarm napadu nie wywołuje. Są osoby chore na migrenę, które mogą pić czerwone wino, są i takie, które powąchają alkohol i mają napad. Problemem może być odwodnienie. Głodzenie – migrena go nie lubi. Stres, ale i odpoczynek po stresie. Zmiany rytmu dobowego, stref czasowych, zbyt krótki albo zbyt długi sen. Jest tak zwana migrena weekendowa związana ze zbyt długim spaniem właśnie. Nieodpowiedni, zbyt intensywny wysiłek fizyczny albo odpoczynek po wysiłku. U kobiet może też być cykl hormonalny, okres okołoowulacyjny albo okołomiesiączkowy.

Migrena to choroba nieuleczalna. Jednak możemy sobie pomóc. Jak?
Migreny nie zlikwidujemy, ale możemy skutecznie ją kontrolować. Leczenie ma na celu doprowadzić do tego, że napady ustąpią albo będzie ich mniej, albo będą słabsze, albo będą dobrze reagowały na leki przerywające ból.

Od czego pani zaczyna, kiedy przychodzi pacjent i mówi, że ma napady migreny?
Przede wszystkim muszę się dowiedzieć, czy to rzeczywiście migrena. Czyli: charakterystyka samego bólu głowy, jego lokalizacja i charakter, objawy towarzyszące. Czy migrena występuje coraz częściej, czy jest stabilna. Czyli czy napad jest jeden, czy dwa w ciągu miesiąca i od kilku lat tak samo, czy, powiedzmy, od pół roku więcej. A może zaczęła się gorsza reakcja na leki? Może napady coraz dłużej trwają?

Migreny dzielimy na epizodyczne i przewlekłe. Ważne, ile jest napadów w ciągu miesiąca, jak długo trwają, ile dni z bólem w ciągu miesiąca, czy występuje tylko jeden rodzaj bólów głowy. W jaki sposób napady bólu głowy są leczone, w jakich dawkach, czy leki przerywają napad, czy tylko zmniejszają natężenie bólu na kilka godzin. Jakie było leczenie w przeszłości. Często pacjent mówi: „Ja już byłem leczony wszystkim”. Ale kiedy się dopytuję, to okazuje się, że nie były to leki właściwe dla leczenia migreny. Albo stosowane w zbyt małych dawkach, takich, które nie mają prawa pomóc. W zależności od tych wszystkich danych zaczynamy rozmawiać o leczeniu.

Czy zaleca pani na przykład tomografię, żeby wyeliminować inne ewentualne przyczyny bólu, jak torbiele czy guzy?
W zaleceniach nie ma konieczności wykonywania tomografii ani rezonansu, migrena jest pierwotnym bólem głowy, więc my nic w tej głowie nie znajdziemy. Czasami w rezonansie opisane są drobne zmiany naczyniowe – ale u osób zdrowych też się takie zdarzają. Przyznam się jednak, że ja, jeśli pacjent badań obrazowych nie miał, na ogół je zlecam. Bo jeśli kogoś często i mocno boli głowa, to po prostu boi się, czy nie ma guza. I wynik badania go uspokoi.

Wywiad – i co dalej?
Wyjaśniam, jakie są możliwości i zasady leczenia. To ważne, bo inaczej leczymy, kiedy są jeden, dwa czy trzy napady w ciągu miesiąca, inaczej, jeśli jest ich więcej, a w dodatku takich, które nie ustępują pod wpływem leków. Dysponujemy leczeniem przerywającym napad migreny i leczeniem profilaktycznym. Przy małej liczbie napadów możemy zastosować tylko leczenie przerywające napad bólu – poszukać leków, pod których wpływem ból ustępuje w ciągu godziny, a najdalej trzech. Ważne też, by przyjąć leki od razu, kiedy tylko pojawia się ból. I w odpowiedniej dawce. Zazwyczaj w dolegliwościach bólowych zalecane jest dawkowanie dwa czy trzy razy dziennie po tabletce. W migrenie jest inaczej – na samym początku dwie, trzy tabletki, w zależności od preparatu. No i kwestia, jaki to powinien być lek. Ludzie często biorą leki z kodeiną. A ona nie jest wskazana – choć w danej chwili zadziała, prowokuje następne bóle głowy. Ułatwia też przejście migreny w przewlekłą oraz w powstanie polekowych bólów głowy.

Trudność zwiększa to, że pacjent poza migreną może mieć „zwykłe” bóle głowy, takie, które, jak mówi, „same przechodzą”. I wtedy na początku bólu nie wie, czy to migrena, czy nie. A czekanie, w jaki sposób ból się rozwinie, to już opóźnienie leczenia. To jedna pułapka. A druga – nadużywanie leków przeciwbólowych, które powoduje powstanie polekowych bólów głowy oraz transformację migreny w przewlekłą, czyli występującą przez co najmniej 15 dni w miesiącu, z czego osiem to migrena. Uważa się, że przy bólach głowy można przyjmować osiem do dziesięciu tabletek miesięcznie. Jeśli bierzemy leki z powodu bólu kolana, to nie wyindukujemy sobie polekowych bólów kolana. A u osób z migreną leki przeciwbólowe wywołują polekowe bóle głowy. Po jakimś czasie przychodzi pacjent i mówi, że głowa boli go codziennie i codziennie bierze kilka tabletek, a i tak jest coraz gorzej. Bierze, bo musi, inaczej nie jest w stanie funkcjonować. I koło się zamyka.

Chorzy na forach migrenowych piszą, że biorą dziennie opakowanie leków...
Kiedy człowiek jest młody, nie myśli, że w dłuższej perspektywie jest to niebezpieczne dla wątroby, nerek, serca, układu krwiotwórczego. Oczywiście organizm ma zdolności do regeneracji. Jednak gdy bierzemy leki miesiącami czy latami, to prędzej czy później doprowadzimy do jego uszkodzenia.

Leczenie migreny epizodycznej polega, jak pani powiedziała, na przerywaniu napadu. Ale jest i leczenie mające na celu niedopuszczanie do napadów. Co to takiego?
To leczenie profilaktyczne, które polega na codziennym przyjmowaniu leków. Pacjenci często się tego boją, bo to między innymi leki przeciwpadaczkowe i przeciwdepresyjne. W powszechnej opinii „ogłupiają, otępiają, uzależniają”. Oczywiście, każdy lek może wywołać objawy uboczne, ale to nie chemioterapia choroby nowotworowej, szukamy więc odpowiednich leków dla konkretnego pacjenta, skutecznych i dobrze tolerowanych. Mamy w czym wybierać, jeśli odpowiednio je dobierzemy, będą pozwalały normalnie żyć.

Trudność polega na tym, że efektów nie widać od razu. Trzeba dojść do odpowiedniej dawki, co trwa kilka tygodni, następnie odczekać co najmniej miesiąc, by ocenić, czy leczenie działa, czy trzeba szukać innych środków.
Leczenie profilaktyczne jest obowiązkowe w przypadku dużej liczby napadów i w migrenie przewlekłej. Najlepiej zaczynać je wcześnie, gdy w ciągu miesiąca występują trzy, cztery, pięć napadów migreny. Później – to kiepska wiadomość – będzie ono mniej skuteczne, bo już mamy migrenę rozwiniętą, oporną na leczenie.

Czasem decyzja o leczeniu profilaktycznym to indywidualna kwestia. Powiedzmy, że ktoś ma jeden napad migreny w miesiącu. Można z tym żyć. Ale ten ktoś jest, dajmy na to, sędzią albo aktorem teatralnym. I musi przyjść na rozprawę albo wyjść na scenę, czy boli, czy nie. To, moim zdaniem, może być wskazaniem do włączenia terapii.

A jeśli działa, to jak długo trwa kuracja?
Co najmniej rok. Później możemy próbować odstawiać albo zmniejszać dawkę. To leczenie jest bezpieczne. Z kolei lekami, które z definicji przeznaczone są do stosowania przewlekłego, jak padaczka czy depresja – tu często terapia trwa do końca życia. Nie zawsze jest tak, że napady ustaną, ale będą zdecydowanie rzadsze albo krótsze, albo leki przeciwbólowe będą skuteczniejsze. Bo jedno drugiego nie wyklucza – jeśli w trakcie leczenia profilaktycznego mamy napad, możemy stosować leki przeciwbólowe.

Ale poza tabletkami mamy też inne możliwości?
Tak. Leczenie botoksem. Toksyna botulinowa jest skuteczna nawet u 50 proc. osób po pierwszym podaniu. Pierwsze efekty obserwujemy po dwóch tygodniach do miesiąca. Szybciej niż przy farmakoterapii. Pierwsze trzy dawki podajemy co 12 tygodni, potem w zależności od potrzeb raz na rok, pół roku lub co trzy miesiące.

Toksyna jest stosowana w medycynie estetycznej. Jaki jest jej mechanizm działania w leczeniu migreny?
Nie ma to nic wspólnego ze zmniejszaniem napięcia mięśniowego, co wykorzystuje się w medycynie estetycznej i w neurologii, w leczeniu dystonii. Tam rozłącza się nerw od mięśnia, tu wykorzystuje się przeciwbólowe działanie toksyny. Znamy kaskadę zdarzeń napadu migreny: z ośrodka bólu w głębi mózgu propagacja na obwód, na opony mózgowe i naczynia. Rozszerzenie naczyń i tak zwane neurogenne zapalenie naczyń powoduje ból. Tak jakby w środku mózgu rozpalało się nam powoli ognisko. Napad migreny wynika z pobudzenia nerwu trójdzielnego unerwiającego całą głowę, to główny nerw czuciowy, jego zakończenia wychodzą na skórę. Toksynę podajemy w okolice zakończeń nerwu trójdzielnego, żeby transportem wstecznym wzdłuż nerwu wyłączyć „generatorek bólu” w środku mózgu.

Dla kogo jest taka kuracja?
Toksyna jest zarejestrowana do leczenia migreny przewlekłej, uważa się też, że może być skuteczna w migrenie epizodycznej z dużą częstotliwością napadów. Leczenie botoksem jest bezpieczne, ma mało ograniczeń. Substancja działa miejscowo, nie wchłania się, a po 12 godzinach od podania jest rozkładana. Problem to niewłaściwe leczenie toksyną stosowane w wielu gabinetach. Na rynku istnieją co najmniej trzy toksyny i to są trzy różne leki. Tylko jedna – toksyna botulinowa typu A – zarejestrowana jest w leczeniu migreny. Podawać ją trzeba w określony sposób. To schemat PREEMP, od 155 do 195 jednostek – od 1,5 do 2 ampułek. Niestety, lekarze robią to według uznania, na przykład podają według schematu stosowanego w medycynie estetycznej, w złej, czyli zbyt małej, dawce. Albo stosują inny preparat. To rzadko bywa skuteczne, ale chory nie jest w stanie tego zweryfikować. Efekt: nie pomogło. I w świat idzie informacja, że botoks nie działa. Warto pytać lekarza o rodzaj preparatu i dawkę oraz o certyfikat umiejętności podawania toksyny, każdy z nas taki otrzymał.

Są jeszcze jakieś metody leczenia?
Przeciwciała monoklonalne. I jest to na dziś najskuteczniejsze. U osób z migreną stwierdzono w mózgu wysokie stężenie białka CGRP, a w momencie napadu migreny następuje jeszcze wyrzut tego białka. Przeciwciała monoklonalne blokują ten nadmiar. Zastrzyk podaje się raz w miesiącu. Pierwsze efekty są po dwóch tygodniach do miesiąca. Problemem jest cena.

Leczenie nie jest refundowane?
Żadne leczenie migreny nie jest refundowane. Ministerstwo Zdrowia odrzuciło właśnie wnioski. Argument: nie wiemy, ilu jest chorych, bo nie ma spójnych badań epidemiologicznych, migrena to choroba, „której nie da się zmierzyć”, trudno też ocenić skuteczność leczenia. A koszty są wysokie. Toksyna to 2–2,5 tysiąca złotych co 12 tygodni, przeciwciała – 2–3,5 tysiąca złotych co miesiąc. To za dużo dla przeciętnego pacjenta. Tymczasem w migrenie przewlekłej, „uzłośliwionej”, tak naprawdę nie ma innej terapii, bo leki są mało skuteczne.

Jak możemy sobie pomóc trybem życia?
Mózg migrenika to mózg uporządkowany. Lubi regularny sen, pobudki o jednej porze, regularne posiłki, unikanie pokarmów prowokujących napady, pilnowanie nawadniania organizmu. To pomaga, ale nie gwarantuje, że napadów unikniemy. Na początku leczenia wskazane jest prowadzenie dzienniczka. Zapisywanie, co się zjadło, co się wypiło, czy bolała głowa, ile czasu, jakie braliśmy leki, co się wydarzyło poprzedniego dnia. Są specjalne aplikacje, nie musimy notować w zeszycie. Możemy w ten sposób znaleźć prawidłowość, z której nie zdawaliśmy sobie sprawy.

Mózg migrenika możemy porównać do żarzącego się ogniska. Napad migreny to wybuch płomieni. W leczeniu chodzi o to, żeby jak najsłabiej się żarzyło. Bo jeśli żar jest duży, to nawet jedna gałązka może sprawić, że płomienie skaczą do góry. Każdy musi sam dojść do tego, co u niego jest tą gałązką.

Czy każdy lek przeciwbólowy jest w migrenie skuteczny?
Na jednych działa paracetamol, na innych ketoprofen, kwas acetylosalicylowy, ibuprofen czy naproksen. U niektórych skuteczny będzie paracetamol z kofeiną, u innych kofeina nasili ból. Kodeina przerywa napad, ale na dłuższą metę nie jest wskazana. No i są tryptany – mamy ich pięć. I nie jest tak, że jeśli dla kogoś jeden lek z tej grupy będzie nieskuteczny, to żaden nie zadziała. Trzeba wypróbować wszystkie.

Migreników przybywa?
Na pewno zaczyna się coraz więcej mówić o migrenie, więc nie wiadomo, czy przybywa chorych, czy precyzyjniej ich diagnozujemy. Nowe sposoby leczenia znane są od niedawna. I ciągle jeszcze funkcjonuje przekonanie: „Taka już pani/pana uroda”. To błędne myślenie. Migrenę trzeba leczyć.

Dr n. med. Anna Błażucka, specjalista neurolog, kierownik Instytutu Diagnostyki i Leczenia Bólu w Warszawie, zajmuje się między innymi leczeniem bólów głowy, polineuropatii, fibromialgii, bólów kręgosłupa.

  1. Zdrowie

Jak spożywać pestki i nasiona, żeby przyswoić z nich to, co najcenniejsze?

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. (fot. iStock)
Pestki dyni są znane ze swojego działania przeciwpasożytniczego oraz pozytywnego wpływu na gospodarkę hormonalną kobiet. Wszystkie pestki są źródłem antyoksydantów oraz witamin, które mogą być cennym wsparciem zdrowia. Warto jednak pamiętać, że małe pestki, takie jak chia czy siemię lniane, nie są trawione przez nasz układ pokarmowy i po prostu przez niego przelatują, a ich rolą jest po prostu oczyszczenie jelit. Można je również zmielić, by cieszyć się większą ilością składników odżywczych, natomiast nie do końca jest to zgodne z naturą człowieka – pisze Iwona Wierzbicka, autorka książki „Jak wzmocnić odporność”.

Moczenie pestek

Moczenie nasion i pestek zaleca się ze względu na zawartość w nich kwasu fitynowego. Jest to antyodżywcza substancja, która odpowiada za chelatację, czyli wiązanie minerałów, takich jak: żelazo, magnez, wapń i cynk, co znacznie utrudnia ich wchłanianie przez organizm. Ta informacja może okazać się cenna dla osób, których dieta obfituje w nasiona oraz pestki. Przed zjedzeniem należy je namoczyć przez minimum 12 godzin. Rekomenduje się moczenie nasion w samej wodzie, lecz można także dodać do niej sok z cytryny, ocet jabłkowy lub sól, by przyśpieszyć neutralizację kwasu fitynowego. Nie musimy moczyć nasion, jeżeli dziennie spożywamy ich niewiele (20–30 gramów), ponieważ taka ilość kwasu fitynowego nie będzie negatywnie wpływała na nasz organizm. Wręcz przeciwnie, kwas fitynowy spożywany w umiarkowanych ilościach wiąże metale ciężkie, które zatruwają organizm.

Stosunek omega-3 do omega-6

Przy spożywaniu nasion i pestek powinniśmy pamiętać o dążeniu do prawidłowego stosunku kwasów tłuszczowych omega-3 do omega-6, który powinien wynosić 1:2 (maksymalnie 1:4, przykład wspomnianego już orzecha włoskiego). Jeśli sięgasz po pestki dyni, nasiona słonecznika oraz sezamu, a także wybierasz mąkę dyniową i inne tego typu alternatywne produkty, to zwiększasz spożycie wielonienasyconych kwasów tłuszczowych omega-6 o działaniu prozapalnym, co z czasem staje się niebezpieczne, bo może nasilić stany zapalne. Jedz pestki z umiarem!

Jak piszą Małgorzata Białek i Jarosława Rutkowska (Znaczenie kwasu γ-linolenowego w profilaktyce i terapii, „Postępy Higieny i Medycyny Doświadczalnej” 2015):

„Wyniki badań epidemiologicznych wskazują na wzrost zachorowań na nowotwory w populacjach, w których zwiększyło się spożycie kwasów z rodziny omega-6, co spowodowało podwyższenie stosunku kwasów omega-6 do omega-3. Zbyt duży udział kwasów z grupy omega-6 w diecie sprzyja powstawaniu głównie nowotworów jelita grubego, piersi i stercza. Wyjątkiem w tej grupie związków jest GLA (kwas gamma-linolenowy, frakcja antyzapalna kwasu omega-6), który działa hamująco na proces karcinogenezy (nowotworzenia). Kwas GLA znajdziemy na przykład w oleju wiesiołka czy ogórecznika”.

Nie praż pestek!

Prażenie, na przykład pestek dyni lub nasion słonecznika, lub smażenie na oleju lnianym, a także wykorzystywanie mąki dyniowej do pieczenia prowadzi do stanów zapalnych, choroby miażdżycowej, chorób nowotworowych oraz autoimmunologicznych. Tego typu produkty spożywcze nie nadają się do obróbki termicznej i należy korzystać z nich na surowo. Warto także pamiętać o przechowywaniu olejów roślinnych obfitujących w kwasy tłuszczowe omega-3 (na przykład olej lniany) w ciemnej butelce oraz w lodówce, co zapobiega ich utlenianiu.

Najzdrowszymi tłuszczami roślinnymi są tłuszcze nierafinowane. Należy je zawsze przechowywać w lodówce (wyjątek oliwa i olej kokosowy, mogą stać poza lodówką) i zużyć przed upływem terminu ważności.

Terapia pestkowa dla kobiet

Terapia pestkowa może pomóc uregulować gospodarkę hormonalną i poprawić regularność cyklu menstruacyjnego. Warto jednak pamiętać, że zdrowa gospodarka hormonalna jest zależna od wielu różnych czynników…

Terapia pestkowa

  • Od 1. do 15. dnia cyklu spożywaj pestki dyni i siemię lniane (po dwie łyżki, możesz zmielić).
  • Od 16. do 28. dnia cyklu jedz sezam i pestki słonecznika (po dwie łyżki, możesz zmielić).

Tę terapię stosuje się również w chorobach autoimmunologicznych, aby wyrównać estrogen i progesteron. Jeśli cykl jest nieregularny lub brak miesiączki, można zacząć przyjmować w dowolnym momencie, zaczynając od etapu pierwszego. Po etapie pierwszym następuje drugi i tak regularnie od 3 do 6 miesięcy.

Pestki dyni przeciw pasożytom

Dzięki zawartej w nich kukurbitacynie stają się naturalnym sprzymierzeńcem w walce z niechcianymi mieszkańcami naszego organizmu. Kukurbitacyna ponadto wykazuje działanie przeciwbakteryjne oraz przeciwnowotworowe. W pestce dyni znajduje się tuż pod łupiną, to ta zielona otoczka pestki. Najwięcej tej dobroczynnej substancji jest w pestkach świeżo łuskanych.

Jak przeprowadzić kurację u dzieci i dorosłych?

  • Przez dwa tygodnie zjada się garść świeżo łuskanych pestek dyni (u dzieci około 10–15 pestek lub wielkość ich garści).
  • Do tego powinno być kilka suszonych fig lub śliwek (chodzi o przyśpieszenie perystaltyki jelit).
  • Zamiennikiem pestek może być olej z pestek dyni tłoczony na zimno, dodaje się go do sałatek (nie wolno podgrzewać).

Badania naukowe dowodzą ponadto, że kukurbitacyna ma działanie redukujące stany zapalne w organizmie, wspomaga leczenie nowotworów, bóli stawów i cukrzycy. Ponadto blokuje działanie enzymu 5-alfa reduktazy, dzięki czemu ma oddziaływanie antyandrogenne. Pestki dyni i olej z nich może mieć zatem spektakularne zastosowanie w łysieniu androgennym kobiet i mężczyzn, jak również w PCOS i insulinooporności.

Fragment książki Iwony Wierzbickiej „Jak wzmocnić odporność”.

  1. Zdrowie

Jak dobrać soczewki kontaktowe?

Fot. materiał partnera
Fot. materiał partnera
Niezależnie od tego, czy korzystasz już z soczewek kontaktowych, czy dopiero rozpoczynasz z nimi swoją przygodę, wybierając je musisz wziąć pod uwagę różne czynniki. Należy dokonać wyboru w oparciu o wygodę, koszty, styl życia i korzyści zdrowotne. To najważniejsze czynniki, które należy uwzględnić podczas wyboru takich soczewek kontaktowych, które idealnie skorygują konkretną wadę wzroku, a jednocześnie umożliwią komfortowe i bezpieczne użytkowanie.

Wybór soczewek kontaktowych - na co musisz zwrócić uwagę?

Oczywistą kwestia, którą należy uwzględnić podczas wyboru soczewek kontaktowych jest wada wzroku - jej rodzaj oraz stopień zaawansowania. Dzięki soczewkom kontaktowym sferycznym możliwe jest korygowanie krótkowzroczności i dalekowzroczności, także tej bardzo zaawansowanej. Soczewki toryczne pozwalają na skorygowanie astygmatyzmu, a soczewki multifokalne przywracają ostrość wzroku osobom mającym prezbiopię.

Duże znaczenie podczas wyboru soczewek kontaktowych ma styl życia i częstotliwość wymiany soczewek. Te jednorazowego użytku wymagają używania świeżej pary soczewek kontaktowych za każdym razem, gdy je zakładamy i wyrzucania ich za każdym razem, gdy je zdejmujemy. Codzienne jednorazowe soczewki kontaktowe są naprawdę wygodne, ponieważ nie muszą być czyszczone ani przechowywane przez noc. Są pakowane w poręczny blister, pozwalający na przechowywanie poszczególnych soczewek w roztworze soli fizjologicznej. Codzienne soczewki kontaktowe nigdy nie powinny być ponownie stosowane. Po otwarciu blistra soczewkę należy natychmiast nałożyć na oko. Większość ludzi nosi swoje codzienne soczewki kontaktowe bezpiecznie i wygodnie przez 10 - 12 godzin dziennie. Noszenie soczewek kontaktowych dłużej niż jest to zalecane może spowodować zaczerwienienie, dyskomfort i zwiększone ryzyko infekcji. Ważne jest również, aby pamiętać, że codzienne jednorazowe nie są przeznaczone do noszenia podczas snu, chociaż nie wyklucza się ucięcia w nich krótkiej drzemki.

Po soczewki jednodniowe sięgają osoby noszące soczewki sporadycznie oraz te osoby, które nie mają możliwości ich czyszczenia i przechowywania. Z kolei soczewki wielokrotnego użytku, z których najpopularniejsze są miesięczne, są idealne dla osób noszących soczewki stale oraz pracujących w systemie zmianowym. Soczewki wielokrotnego użytku należy czyścić codziennie po ich usunięciu. Należy je delikatnie przepłukać preparatem do soczewek i przechowywać w świeżym roztworze przez noc. Roztworu dezynfekującego nigdy nie należy ponownie używać ani uzupełniać wodą lub świeżym roztworem. Pojemniczek do przechowywania soczewek powinien być wymieniany co miesiąc.

Czy samodzielny zakup soczewek to dobry pomysł?

Fot. materiały prasowe partneraFot. materiały prasowe partnera

Przed zakupem soczewek kontaktowych zawsze warto skonsultować się ze specjalistą, np. okulistą czy optometrystą. Oczywiste jest, że osoba zauważająca u siebie problemy ze wzrokiem musi być poddana diagnostyce - konieczne jest określenie rodzaju wady wzroku oraz jej wielkości. Także osoby już noszące okulary korekcyjne powinny przed zakupem soczewek skorzystać z pomocy specjalisty - nie zawsze moc optyczna okularów odpowiada mocy optycznej soczewek kontaktowych – mówi nam optometrysta Kyciak, współpracujące ze sklepem BezOkularow.pl. Oferuje on szeroki wybór profesjonalnych soczewek kontaktowych najwyższej jakości, w tym soczewek próbnych. Ponadto każdy klient może liczyć na fachowe poradnictwo, rozwianie wszelkich wątpliwości dotyczących wyboru soczewek oraz praktyczne wskazówki dotyczące użytkowania soczewek.

Zawsze należy mieć na uwadze, że kwestia dopasowania odpowiednich soczewek dotyczy nie tylko trybu użytkowania soczewki. Ogromne znaczenie ma materiał, z jakiego wykonana jest soczewka, jej kształt, parametry optyczne, indywidualny stan zdrowia. Wszystkie te czynniki uwzględnić może jedynie specjalista. Konsultacja z fachowcem może odbyć się bezpośrednio w salonie optycznym, ale także za pośrednictwem Wirtualnego Gabinetu, opcji opisanej na stronie https://www.bezokularow.pl/wirtualny-gabinet . Bez wychodzenia z domu można uczestniczyć w konsultacji z optometrystą. Dzięki temu możliwe jest dokonanie trafnego, w pełni udanego zakupu soczewek kontaktowych, dopasowanych do indywidualnych predyspozycji każdego klienta.

  1. Zdrowie

Smutek i lęk, czyli alergie według Tradycyjnej Medycyny Chińskiej

Coraz więcej osób skarży się na alergie. Dr Ruediger Dahlke, niemiecki lekarz i autor książek, uważa, że odzwierciedlają one prowadzący do wojny konflikt pomiędzy agresją i wrażliwością. (Fot. iStock)
Coraz więcej osób skarży się na alergie. Dr Ruediger Dahlke, niemiecki lekarz i autor książek, uważa, że odzwierciedlają one prowadzący do wojny konflikt pomiędzy agresją i wrażliwością. (Fot. iStock)
Jak wskazują statystyki, coraz więcej osób skarży się na alergie. Powodów tego szukamy zwykle w nadmiarze chemii w otoczeniu oraz zanieczyszczonym powietrzu. Tymczasem Tradycyjna Medycyna Chińska widzi ich przyczynę w zablokowanych emocjach.

Doktor Ruediger Dahlke, niemiecki lekarz i autor książek, który łączy kwestie fizyczne z duchowymi, uważa, że alergie odzwierciedlają prowadzący do wojny konflikt pomiędzy agresją i wrażliwością. Żyjemy zestresowani, w ciągłej gotowości bojowej i nadmiernie reagujemy na domniemanych wrogów, chociażby pyłki olchy czy składnik kremu do rąk. Alergicy, według Dahlkego, nie potrafią wyrażać złości, projektując ją na otoczenie. Dlatego żyją w niepewności, w lęku, na przykład przed witalnością wiosny z jej rozwijającymi się pączkami roślin i pyłkami wypełniającymi powietrze. Zgadzają się z tym również specjaliści Tradycyjnej Medycyny Chińskiej, którzy poszczególnym organom przypisują określone emocje.

Jeśli z dolegliwościami alergicznymi zwrócimy się po pomoc do jednego z nich, jej fizycznej przyczyny będzie dopatrywał się m.in. w osłabieniu energii Qi nerek oraz płuc, zablokowanym Qi wątroby i atakującym wietrze. Qi jest podstawą chińskiego rozumienia medycyny. Mówi się, że jest to energia witalna, energia wewnętrzna, strumień energii. Qi nas porusza, ogrzewa, chroni przed chorobami. Zapewnia sprawne funkcjonowanie organów ciała, rozbudza też świadomość i intelekt. Zaburzenia jej przepływu prowadzą do niedomagań somatycznych (i może być to spowodowane zarówno niedoborem Qi, jak i nadmiarem). Od jej przepływu przez płuca, nerki, a także wątrobę oraz od powiązanych z nimi emocji zależy nasza podatność na alergie.

Specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej Alicja Kowalska-Dorscheid w swojej książce „Najskuteczniejsze Terapie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej” pisze, że płuca słabną od długotrwałego smutku i żalu, ponieważ uczucia te powodują szybkie i gwałtowne nabieranie powietrza po krótkim wydechu. W efekcie zasoby naszej energii maleją. Smutek wywołuje zmęczenie, a w końcu obojętność. Brakuje nam wtedy zdrowej ekscytacji i zaangażowania w życie, a na poziomie ciała może dojść do reakcji alergicznych. Lęk nerek z kolei, który może przełożyć się na alergie, często wiąże się z życiem w ciągłym poczuciu zagrożenia, np. w niepewności finansowej, w obawie, że zabraknie jedzenia. Na reakcje alergiczne mogą mieć wpływ lęki egzystencjalne, przed śmiercią, a także przeżycie nagłego szoku czy traumy.

– Osłabienie nerek wręcz uniemożliwia spotkanie z życiem – dodaje autorka w rozmowie. – Lęk przed domniemanym obcym (alergeny) hamuje działanie. Słaba wola, brak motywacji uniemożliwiają doświadczanie sukcesu. To wszystko prowadzi do frustracji i bezsilności i może być przyczyną przewlekłych alergii.

Zgodnie z naukami TMC, Qi bywa uszkodzone przez wiatr – jedną z pięciu przyczyn chorobotwórczych, które mogą stać za alergiami. Chińczycy przypisują mu duży wpływ na człowieka. Alicja Kowalska-Dorscheid wyjaśnia, że wiatr wkrada się do organizmu najczęściej przez głowę i kark, osłabiając układ immunologiczny. – Nadmiar emocji, zwłaszcza niewyrażonej złości i gniewu, nie służy wątrobie, Chińczycy nazywają go wiatrem wewnętrznym. Często stoi on za wysypkami i swędzeniem skóry, również na tle alergicznym – mówi dalej.

Koło się zamyka

Alergie, które dokuczają wiosną i wczesnym latem, najbardziej związane są z przepływem Qi płuc. Jej zadaniem jest rozprowadzenie energii ochronnej Wei Qi. Zdrowe Wei Qi błyskawicznie reaguje, chroniąc przed zewnętrznym niebezpieczeństwem, a gdy jest osłabione – wiatrowi czy niskiej temperaturze bez problemu udaje się dotrzeć do naszego wnętrza.

– Słabe płuca nieadekwatnie reagują na czynniki docierające do nas z zewnątrz, na przykład na alergeny. Przyjmują je, co objawia się katarem siennym albo kaszlem, dusznością, lękiem, a nawet paniką towarzyszącą atakom astmy, czyli emocjom nerek – mówi Alicja Kowalska-Dorscheid. – Słaba energia obronna objawia się nadwrażliwością, która charakteryzuje często ludzi cierpiących na choroby atopowe. Skóra jest granicą, a jej dolegliwości pokazują, że coś z nią jest nie tak.

TMC uczy, że poszczególne organy silnie na siebie oddziałują, zasilając się energią. Niedobór Qi płuc uniemożliwia doprowadzenie Wei Qi na powierzchnię ciała i zajęcie się jego ochroną. A najczęściej jest to spowodowane niedoborem Qi nerek. Słabe Qi nerek nie ma czego wysyłać płucom, a słabe płuca nie są w stanie przyjąć energii wysyłanej im przez nerki. Koło się zamyka. Odporność słabnie, organizm atakują coraz częstsze infekcje oraz alergie. Energia Yang nerek rozprowadzana meridianem (kanałem energetycznym), który w pewnym fragmencie przechodzi dokładnie przez środek twarzy i nosa, związany jest z katarem siennym. Towarzyszy mu kichanie, a często zaczerwienione piekące oczy i skóra. Według medycyny chińskiej to efekt tego, że zablokowane z powodu wiatru, wilgoci i gorąca Qi płuc nie może się rozproszyć po całym ciele, więc próbuje się wydostać przez kichanie, niedające żadnego zresztą efektu.

Ekspertka tłumaczy, że bardzo często sami sobie szkodzimy, bo jemy zbyt dużo produktów oziębiających organizm. Słabe nerki nie tylko nie wysyłają organom ciepła koniecznego do ich prawidłowego funkcjonowania, ale mają także ogromny wpływ na psychikę: stajemy się przewrażliwieni i zalęknieni. Nie bierzemy odpowiedzialności za nasze życie, brakuje nam wytrwałości pozwalającej na dotarcie do celu.

Alicja Kowalska-Dorscheid, specjalistka i praktyk Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Ukończyła Instytut für Phytotherapie oraz Heilpraktikerschule w Berlinie, gdzie zdobyła kompleksową wiedzę m.in. na temat ziołolecznictwa, diagnozy z tęczówki oka i homeopatii. Mieszka w Berlinie, prowadzi prywatną praktykę.

Katar sienny – objawy i sposoby na wiosenną alergię

Jeśli przyczyną jest atak wiatru i zimna na płuca (tak zdarza się w chłodniejszych miesiącach czy dniach) zalecenia są takie same, jak przy osłabionym Qi płuc. Najczęściej jednak katar sienny wywołany jest osłabieniem płuc przez wiatr i gorąco. Wówczas w nasileniu choroby powinno się unikać jedzenia produktów z grilla; peklowanego, ostro smażonego, wędzonego; dziczyzny, jagnięciny i baraniny; bazylii i ostrych przypraw: chili, curry, imbiru, czosnku, kurkumy, pieprzu, owoców jałowca; oregano, rozmarynu, tymianku, cebuli, chrzanu, pora; tłustych wędlin; kawy, też zbożowej, kakao i alkoholu; produktów mlecznych i produktów z soi; cukru oraz zbyt obfitych i dostarczających dużo białka dań.

W czasie wzmożonego gorąca zalecane są lekko ochładzające produkty: brokuły, cukinia, marchew, ogórek i pomidor, ale lekko uduszone; szpinak, rzodkiewka; świeże zioła, takie jak mięta, pietruszka, rzeżucha; kasza jaglana, jęczmienna, gryczana, ryż; algi; gruszki lekko duszone; herbata miętowa, herbata zielona, woda mineralna.

Polecamy książkę: 'Najskuteczniejsze terapie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Sposoby na współczesne dolegliwości, z którymi nie radzi sobie medycyna akademicka', Alicja Kowalska-Dorcheid, wyd. Vital, 2019.Polecamy książkę: "Najskuteczniejsze terapie Tradycyjnej Medycyny Chińskiej. Sposoby na współczesne dolegliwości, z którymi nie radzi sobie medycyna akademicka", Alicja Kowalska-Dorcheid, wyd. Vital, 2019.