1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie

Zaburzenia odżywiania – skąd się biorą i na czym polega regulowanie emocji w niezdrowy sposób?

Jedzeniu towarzyszy bardzo silny kontekst emocjonalny. Czasami służy ono regulowaniu emocji. (Fot. FollowTheFlow/Getty Images)
Jedzeniu towarzyszy bardzo silny kontekst emocjonalny. Czasami służy ono regulowaniu emocji. (Fot. FollowTheFlow/Getty Images)
Jeszcze łyżeczkę za mamusię… Marsz do siebie, za karę nie dostaniesz kolacji… Takie hasła robią z jedzenia narzędzie wpływu, które zagubiony nastolatek może wykorzystać przeciw sobie, by poczuć, że jest sprawczy i panuje nad swoim życiem. Na czym polega regulowanie emocji w ten niezdrowy sposób – wyjaśnia psycholożka Sonia Ziemba-Domańska kierująca Ogólnopolskim Behawioralnym Telefonem Zaufania Instytutu Psychologii Zdrowia.

Jedzenie to jedna z podstawowych potrzeb fizjologicznych, ale spełnia ono dużo więcej funkcji niż odżywienie organizmu. Weźmy przykład babć czy mam, które wyrażają w ten sposób swoją miłość do nas. Mamy również wspomnienia związane z jedzeniem... Zmierzam do tego, że jedzeniu towarzyszy bardzo silny kontekst emocjonalny, wręcz czasami służy ono regulowaniu emocji.
Dzieciom mówi się, że dostaną coś słodkiego, jeśli zjedzą obiad. Albo odwrotnie: brak deseru jest na przykład formą kary za niezjedzoną zupę. Jeśli dziecko przewróci się i płacze, jeśli boli je zastrzyk – dostaje czekoladkę, lizaka. Podobny przekaz jest adresowany do dorosłych. Jesteś zła? Chodź, pójdziemy na ciacho. Smutno mi – kupię sobie lody, będę jeść i płakać.

Zatem tak, jedzenie to oczywiście potrzeba biologiczna, bo bez niego umrzemy, ale jest i formą karania, i formą nagradzania, i pocieszenia… Nie jesteśmy świadomi, jak duży ma to na nas wpływ.

Do tego dochodzą szeroko dyskutowane trendy jedzeniowe.
Tak, diety podlegają modom. Raz jest to dieta eliminacyjna, innym razem śródziemnomorska, potem keto, paleo i kolejne. To słyszymy, żeby nie wychodzić z domu bez śniadania, to, żeby się nie zmuszać, jeśli rano nie mamy apetytu. Mało jest komunikatów o tym, że dieta to element całego stylu życia, łącznie z higieną snu, aktywnością fizyczną, odpoczynkiem. Za modami żywieniowymi idzie presja standardów wyglądu. Dziś mamy szczęśliwie powrót do pewnego naturalizmu w wyglądzie, w reklamach widać różne sylwetki, rozmiary, ktoś depiluje nogi, ktoś inny nie. Jednak przez lata byliśmy programowani, że tylko szczupła sylwetka jest akceptowalna społecznie.

Skoro teraz presja szczupłej sylwetki jest mniejsza, to wydaje się, że problem zaburzeń odżywiania powinien maleć. Tymczasem w jednej z naszych wcześniejszych rozmów powiedziała pani, że zaburzenia odżywiania wyrastają na drugi po depresji problem młodych.
Tak, na podstawie tego, co słyszymy w telefonie zaufania, jestem o tym przekonana. Na początku mieliśmy przede wszystkim sygnały od rodziców, że córka – bo zaburzenia odżywiania to głównie domena kobiet, szacuje się, że wśród wszystkich osób z zaburzeniami odżywiania może ich być nawet 90 proc. – nie chce jeść, odmawia jedzenia, nie chce wychodzić z pokoju, kiedy jest wołana na posiłki. Potem zaczęli dzwonić bezpośrednio młodzi ludzie, z tym że oni zauważają zwykle problem bardzo późno, kiedy nie są w stanie wyjść ze znajomymi, bo nie jedzą i już mają dość tłumaczenia. Albo widzą skutki fizyczne, jak wypadanie włosów, kompletny brak siły, zaburzenia cyklu miesiączkowego. Wtedy potrzebna jest już terapia, farmakologia, a czasem nawet leczenie szpitalne.

To choroba, która się świetnie maskuje. Często współistnieje z depresją i można się zastanawiać, co było pierwsze. Jednak, jak większość uzależnień, zaburzenia odżywiania wiążą się z brakiem zdrowej emocjonalności, wsparcia, zaopiekowania, bycia zauważonym, z życiem pod presją, której ktoś nie umie – albo środowisko mu na to nie pozwala – regulować. A jedzenie z całym tym kontekstem emocji, o którym mówiłyśmy, to umożliwia, i jest łatwo dostępne.

Jak wygląda mechanizm, zaczynając od początku?
Problem zwykle pojawia się w jakiejś sytuacji kryzysowej czy w jakimś sensie przełomowej. Jedni mogą mieć wtedy kompletnie zaciśnięty żołądek i nie są w stanie nic przełknąć albo mogą być tak skoncentrowani na jakimś zadaniu, na zasadzie „jeszcze to muszę”, że zwyczajnie zapominają o posiłkach, inni będą przyjmować nadmierną ilość pokarmów – a to z kolei może uruchomić w nich poczucie winy: „objadłam się jak prosię” albo nawet chęć oczyszczenia, czyli dana osoba bierze środki przeczyszczające, wymiotuje i wraz z jedzeniem „wyrzyguje emocje”. Pojawia się ulga, ale trwa ona jedynie moment, bo zaraz przychodzi dyskomfort, poczucie porażki, słabości.

Wróćmy jeszcze do sytuacji, że ktoś nie może nic przełknąć ze stresu.
Tutaj wkrótce pojawia się nawet pewna motywacja: jestem szczuplejsza, inni mnie komplementują, dobrze się z tym czuję, jestem doceniana, a nie krytykowana. A jeśli szczupłość robi się nadmierna, to łatwo ją przesłonić ubraniem. Anoreksję trudniej odkryć, przyznać się do niej. Może się ona też wiązać nie tyle z brakiem łaknienia, co być narzędziem kary: odmawiam sobie jedzenia, bo na razie na nie nie zasługuję. Zjem, kiedy rozwiążę zadanie, skończę rozdział w podręczniku, napiszę esej. Albo z poczuciem kontroli nad swoim życiem: jestem dorosła, dorosły, kiedyś rodzice ciągle kazali mi to czy tamto, a teraz wreszcie to ja podejmuję decyzję za siebie i widzę jej efekty.

Zaburzenia odżywiania wynikają z nieumiejętnego regulowania emocji. Podobną funkcję pełnią inne uzależnienia od zachowań, w czym zatem „lepsze” są zaburzenia odżywiania, że rozwijają się w takiej skali?
Przede wszystkim jedzenie funkcjonuje jako wspomniany system nagród: dobrze ci poszło, upiekłam ciasto, które tak lubisz, i kar: dopóki nie zjesz kotleta, nie dostaniesz lodów – a jesteśmy biologicznie zaprogramowani do jedzenia, to konieczna potrzeba. Jesteśmy po prostu uzależnieni od jedzenia, owszem, wiele osób jest uzależnionych również na przykład od Internetu, ale bez Internetu można żyć, a bez posiłków nie. Co innego, kiedy rodzic przestrzega „zobaczysz, odetnę cię od Internetu”, a co innego „idź do siebie, za karę nie dostaniesz kolacji”. Rodzic nie poda dziecku czegoś trującego czy popsutego do jedzenia, jeśli zatem pozbawia go jedzenia, odmawia mu czegoś, co uważa za dobre, bezpieczne. Zwłaszcza że ta kolacja bywa niekiedy jedynym momentem, gdy rodzina zbiera się w całości, przez cały dzień wszyscy są rozproszeni. Uczymy się, że jedzenie jest wyrazem uczuć, ale też zwykłej przyjemności, bo wywołuje uwalnianie dopaminy. Sygnał trafia do mózgu natychmiast, już w ustach, przełyku.

Wreszcie, zaburzenie odżywiania może być rozpaczliwym wołaniem o bycie zauważonym – jeśli dziecko nie je albo je, jednak w trakcie obiadu idzie do łazienki i słychać, że wymiotuje, albo po powrocie dziwnie wygląda, to już trzeba się zainteresować, bo przecież musi jeść, żeby żyć.

Jak rodzice mogą czuwać nad tym, żeby u dziecka nie pojawiły się zaburzenia odżywiania? To znaczy jak nie robić z jedzenia wielkiej sprawy, a jednocześnie czy można pozwolić, by dziecko samodzielne regulowało swoje odżywianie?
Już od wczesnego dzieciństwa pozwolić mu na dużą swobodę. Nie chce jeść? Nie wpychajmy mu łyżki do ust mimo sprzeciwu. Pozwolić mu układać na talerzu górki, robić dodatkowe dziury w serze, jeść we własnym tempie, nie strofować: siedź prosto, nie wierć się. Niektóre dzieci muszą być cały czas w ruchu, ograniczając je, hamujemy ich naturalny rozwój. Coś się wylało? Trudno, kilkulatek nie będzie się sprawnie posługiwać sztućcami, tego można oczekiwać po nastolatku. Warto też pamiętać, ze wybiórczość jedzeniowa może się na przykład wiązać ze spektrum autyzmu.

A w starszym wieku przede wszystkim obserwować, jak dziecko się odżywia, reagować na sytuację, gdy na przykład dziewczynka przegląda się w lustrze i mówi, że ma za duży brzuch, bo to może być sygnał, że porównuje się z innymi. A wtedy dobrze wyjaśniać, że wszyscy jesteśmy różni, każde ciało jest inne, a tak naprawdę to narzędzie, które pozwala nam żyć, chodzić, bawić się i dobrze, by je akceptować, takim jakie jest. Że wygląd nie jest wyznacznikiem jakości naszego funkcjonowania. Generalnie w głowie rodzica powinna zaświecić się czerwona lampka, jeśli u dziecka pojawia się jakaś zmiana żywieniowa albo zmiana w zachowaniu, np. ciagle ćwiczy czy zaczyna ubierać się tak, że nie widać jego sylwetki.

Poza rozmawianiem z dzieckiem bardzo ważne jest, żeby rodzice przyglądali się sobie i swoim zachowaniom. Co takiego być może robię, że moje dziecko zachowuje się właśnie w taki sposób? Może to moja nadmierna troska, wręcz zawłaszczenie, może krytykowanie albo ciągłe instrukcje: zrób to tak, nie rób tego? Nie ma też co za bardzo dociskać: dlaczego nie jesz? Co ci nie smakuje? Czasami tak jest, że mamy na coś ochotę, a innym razem nie, trudno to wyjaśnić, a młodemu człowiekowi tym bardziej ciężko to zrobić.

To, w jaki sposób zareagujemy, pozwala ocenić, na ile jesteśmy otwarci i gotowi do skonfrontowania się z sytuacją. A dorosłym czasem łatwiej składać wszystko na karb dojrzewania albo roszczeniowości dzieci, wtedy nie trzeba się angażować. Tymczasem jeśli spróbujemy się dowiedzieć, o co chodzi, to mamy szansę wzmocnić dziecko, na przykład opowiadając, jak sami sobie radzimy z napięciem, ze stresem. Stawiamy się wtedy na równym poziomie, na zasadzie „też czasami zupełnie nie wiem, co zrobić, ale na przykład…” – nie ma w tym oceniania, a szczerość i zainteresowanie.

Sonia Ziemba-Domańska, psycholożka, neuropsycholożka, certyfikowana specjalistka TSR oraz biofeedback; badaczka, wykładowczyni akademicka; kieruje Ogólnopolskim Behawioralnym Telefonem Zaufania Instytutu Psychologii Zdrowia.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze