fbpx

Thriller samochodowy

Chociaż odwiedzam świat rzadko, to od czasu do czasu świat przychodzi do mnie. A przyprowadzają go przyjaciele, znajomi, a czasami mężczyzna, który rozwozi paczki. Czuję się zakleszczona pomiędzy czterema ścianami w znacznym stopniu z winy własnej. Zamknęłam na kilka dobrych miesięcy poczciwe czternastoletnie twingo w garażu i wciąż nie mogę podjąć wyzwania przekręcenia kluczyka w stacyjce.

Już wiem, jak ciąża potrafi zamknąć kobietę w szczelny kombinezon lęków i oblepić pajęczyną obaw. I rozumiem, że depresja poporodowa nie jest tylko modnym stanem, o którym należy pisać w magazynach poświęconych problemom kobiet w połogu. Jest niebezpiecznym plastikowym kaftanem, czasem tak ciasnym, że pozbawiającym krążenia chwile, które powinny być najpiękniejsze. Na szczęście można go rozerwać. Potem zostają jeszcze lęki – szarości, przez które wolniej przebija się słońce. Słońce do naszego gniazda przedziera się nieśmiało, samochód w dusznym garażu prosi o odrobinę powietrza.

Za to moja przyjaciółka Irena stała się doskonałym kierowcą. Przez pół roku jeździła samochodem służbowym, teraz zamierza kupić własny. A ponieważ musi być perfekcyjnie przygotowana do każdej życiowej inwestycji, przywiozła poradnik „Jak kupić używany samochód”. Muszę przyznać, że ze względu na zadziwiającą zawartość tej książki w ostatniej chwili zmieniłam treść felietonu…

Autor, zwracając się we wstępie do odbiorców „Drogi Czytelniku”, dodaje taki oto przypis: „Skrywany we mnie szowinizm pozwala mi zakładać, że jesteś mężczyzną, jednak gdybym się mylił – witam cię tym serdeczniej i pozwól, że dla uproszczenia będę się zwracał do ciebie w tej formie”. No cóż, Irena zamierza kupić używany samochód, zatem postanowiłyśmy pogodzić się z formą i czytać dalej. Dowiedziałyśmy się jeszcze na tej samej stronie, że czeka Irenę wyzwanie niemal rodem z amerykańskich filmów. Bo „kupując używany samochód, stajesz się uczestnikiem gry o bezlitosnych, twardych regułach”. Uff… Faktycznie, wyzwanie to dla prawdziwego twardziela. Atmosfera grozy rosła, gdy okazało się, że autor jest nie tylko znawcą sekretów motoryzacji, ale i specjalistą od natury ludzkiej: „Wiem, że każdy człowiek powinien mieć sumienie bądź też inną formę samokontroli, ale… nie licz na to. Prawda jest okrutna. Niestety”. Zaczęłyśmy się już bać nie na żarty.

Okazuje się, że kupno używanego samochodu jest konfrontacją nie tylko z własnymi obawami, niewiedzą dotyczącą mechaniki, ale też z mroczną stroną człowieczeństwa. Na szczęście jest autor, który wyciąga rycerską dłoń: „Pomogę ci, przygotuję – choćby w jakimś stopniu – żeby cię nie oszukano. Ja na to nie pozwolę”.

Oto duchowy przewodnik po giełdzie samochodowej i mapie komisów. Może i dalsze strony podpowiadałyby szczerze i rozsądnie, ale śmiech nie pozwolił na kontynuowanie lektury tego thrillera motoryzacyjnego. Wygląda na to, że łatwiej wygrzebać się z zakotwiczonych w jakiejś złej emocji lęków i rozszerzyć świat za pomocą sprzęgła i gazu, niż w pełni sił duchowych zapewnić sobie przedmiot, który bezpiecznie pokona odległości.

No nic. Tak czy inaczej warto jeździć samochodem. Szczególnie gdy mieszka się w małym miasteczku i ma się malutką córeczkę. I wówczas, gdy coraz trudniej jest radzić sobie z tęsknotą za miejscami, które udomowiło się prawie tak mocno jak gniazdo. A także za tymi, które nieznane są jeszcze, ale kuszące.
 
Mój lęk podtrzymuje – paradoksalnie – jeszcze to, że jeżdżę ostrożnie. Docieram z miasteczka do miasta, nie łamiąc przepisów, i chyba jest to nietypowe, bo klaksony gryzą mnie od tyłu i po bokach. Obkleiłam się cała zielonymi listkami i rysunkami małego bobasa przypiętego do siedzenia. Na nic. Wszystkim się spieszy. Myślę, że mogą wiele nie zauważyć. Na przykład plastikowych kaftanów duszących żony albo błysku w oku nieuczciwego handlarza.