1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zwierciadło
  4. >
  5. Dasz radę

Dasz radę

Wykształcone, młode, piękne, często dobrze sytuowane. Mogłyby żyć jak w bajce, a przeszły przez piekło. Bo doświadczenia przemocy fizycznej i psychicznej spotykają nie tylko kobiety bez wykształcenia i te, które ledwo wiążą koniec z końcem. Na szczęście każdy  może wyjść na prostą. I to nawet z najbardziej ostrego zakrętu. Musi tylko otworzyć się na pomoc.

 

Iza G., 30 lat, inżynier ochrony środowiska, magister ekonomii, dekoratorka wnętrz i terapeutka. Zawsze słyszała, że jej wszechstronność to wada. Dopiero ostatnio, już na prostej, dowiedziała się, że to jednak zaleta.

Wyrzucił mnie z życia jak mebel

Zaczęło się pięknie – wielka miłość, motylki w brzuchu, poczucie wszechogarniającego szczęścia. Nic nie wróżyło katastrofy. Kiedy oznajmił, że chce natychmiast z nią zamieszkać, pomyślała: „Ależ mnie kocha”. Po pół roku była w ciąży. Wszyscy pytali, kiedy ślub, ale ona niczego nie chciała robić na siłę. Była przekonana, że ten moment tylko odsunie się w czasie. Teraz gorzko stwierdza: – Wyszło nam to na dobre, bo nie musimy ciągać się po sądach.

Do dzisiaj nie rozumie, jak można z tak wielkiej miłości przejść do takiej wrogości. Przecież tyle ich łączyło: ciekawość świata, chęć podróżowania, potrzeba aktywności, także to, że oboje są silnymi osobowościami. Jednak gdy ona uczyła się kompromisu, on wymagał totalnego podporządkowania. W przypływie szczerości mawiał: – Muszę postawić na swoim, nawet jeżeli wiem, że masz rację.

Ciąża okazała się zagrożona. Więc szpital, zero ruchu, depresja. Z osoby pomagającej wszystkim stała się osobą potrzebującą, przede wszystkim wsparcia i czułości. On tego nie rozumiał, co w jej oczach wcale go nie dyskwalifikowało, bo ilu mężczyzn rozumie kobiety w zagrożonej ciąży?! Za to z narodzin syna cieszył się jak każdy prawdziwy facet. Wziął nawet dwutygodniowy urlop, potem przez jakiś czas wcześniej wracał do domu. Jednak po kilku tygodniach znudziła mu się zabawa w dom, zmęczyło go powtarzalne, monotonne życie: spacerki, zupki, kupki. Coraz częściej się wkurzał. Że ona go angażuje, zawraca głowę. Że domaga się na przykład wspólnego spaceru, zamiast pójść z dzieckiem sama. On wolał basen i wieczory z kolegami. Jak się dostosowywała, była zgoda. Jak buntowała – awantura. Miał dwa oblicza – fantastyczne i trudne do zniesienia. – Cieszyłam się z tego, co dostaję. Trochę na zasadzie: ciesz się z tego, co masz. Wszystko przesłaniała euforia bycia mamą – opowiada Iza.

Wierzyła, że jakoś się ułoży, że dojdą do porozumienia, jeżeli tylko będą dużo rozmawiać. Parła więc do rozmowy o każdej porze dnia i nocy. Już niby się dogadali, a następnego dnia wszystko wracało do normy. Krzyczał z byle powodu. Trzaskał drzwiami. Walił pięścią w szybę samochodu. Ale kiedy przyjeżdżała jego rodzina, był do rany przyłóż. Pokazywał, jaki to on szczęśliwy.

Po jednej z takich wizyt doszło do kłótni. Przez tydzień o tym dyskutowali. Miała wrażenie, że z tej dyskusji rodzi się coś konstruktywnego. A on któregoś dnia po powrocie do domu zapytał: – Jesteś moją przyjaciółką? Ona: – Jestem. On: – No to się wyprowadź.

– To była ostatnia rzecz, jakiej się spodziewałam. Tym bardziej że kilka tygodni wcześniej mówił, jak bardzo mnie kocha, jak jest fajnie, gdy się nie kłócimy. Jak się cieszy, że mnie spotkał, bo dzięki temu stał się lepszym człowiekiem. I z dnia na dzień wyrzucił nas ze swego domu i życia. Potem okazało się, że na moje miejsce wprowadziła się inna kobieta. Poczułam się jak mebel wyrzucony na śmietnik.

Iza długo się łudziła. Tłumaczyła go: – Zdenerwował się, miał zły okres, był zmęczony. Walczyła do końca, ale bez skutku. Wyprowadziła się z synkiem do drugiego mieszkania. Nic to nie dało, ono też należało do niego. Po nocach wyła z bólu. Wciąż była zdana na jego łaskę i niełaskę. Wciąż kontrolował jej życie. W tym czasie przeżyła kolejną tragedię – spalił się rodzinny dom, w którym spłonął jej ojczym. To – paradoksalnie – pomogło jej na chwilę zapomnieć o własnej sytuacji. Zamieszkała razem z mamą, wspierały się nawzajem. I któregoś dnia mama podsunęła jej gazetę z ogłoszeniem o programie Od NowA realizowanym przez Stowarzyszenie OPTA.

Wmawiał: jesteś gruba,brzydka, aż w to uwierzyła

Natalia L., lat 28, po anglistyce, z perfekcyjnym francuskim (jako dziecko mieszkała z rodzicami w Afryce Zachodniej, Turcji, studiowała we Francji). Poznała go na imprezie, zaraz na początku studiów w Paryżu. Mieli po 19 lat. Różniło ich wszystko: pochodzenie (ona Polka, on Francuz), charaktery (ona spokojna, on nerwus), stosunek do nauki (nie widział w studiowaniu sensu, nie miał nawet matury, już pracował), domy rodzinne (jego rodzice, z którymi nie miał dobrego kontaktu, uważali, że studia nie są do niczego potrzebne). Ale był miły, zabiegał o nią. Zakochała się. Po dwóch miesiącach przeprowadził się do jej wynajmowanego mieszkania.

Na początku było super. Prawił jej komplementy, dbał o nią. Gdy się spóźniała, denerwował się, mówił, że już miał dzwonić na policję. Myślała: „Pewnie jest zazdrosny, ale zazdrość to przecież przejaw miłości”. Na początku nawet jej się to podobało. Potem był zazdrosny o wszystko: telefony, wyjścia do kina z koleżankami. Po dwóch latach zorientowała się, że straciła większość przyjaciół. Przyjaciółka powiedziała jej wprost: – Uważam, że powinnaś go rzucić, bo stosuje przemoc psychiczną. Tego samego dnia pożaliła się przez telefon bratu. Był tak zdruzgotany, że aż się popłakał. Odłożyła słuchawkę i pomyślała: „Dlaczego ja tak męczę bliskich mi ludzi”.

Nicolas miał jedno wytłumaczenie – źle się układa przez nią. Było dobrze, kiedy robiła to, co on chciał. A chciał, żeby siedziała w domu, gotowała, sprzątała, prała, prasowała. A i tak było źle, bo jak coś ugotowała, to było za słone albo za mało słone, za twarde albo rozgotowane. Jedna z największych awantur wybuchła o to, że nie kupiła świeżego chleba. Wrzeszczał, aż bębenki w uszach pękały. Ten jego krzyk był dla niej nie do zniesienia. Potrafił rzucić talerzem, walnąć butem.

Któregoś dnia nie wytrzymała i też go uderzyła. On jej oddał. I spirala zaczęła się nakręcać. Największy żal miała jednak do siebie – że pozwoliła mu zaszczepić w sobie uczucie nienawiści, które wcześniej było jej obce. Opuszczała zajęcia na uczelni, zawalała rok za rokiem (w sumie studiowała prawie 10 lat). Zaniedbała się, przytyła. Przestała nie tylko spotykać się ze znajomymi, ale w ogóle wychodzić z domu. Bała się ludzi, czuła się jak zastraszone zwierzątko. Powtarzał, że nikt jej nie lubi, że poza rodzicami nie ma nikogo. Wmawiał, że jest brzydka, gruba, i ona myślała, że wszyscy wokół tak sądzą. Czuła się potwornie samotna, nawet jak ją przytulał. Coraz bardziej się zamykała . Dlaczego nic z tym nie zrobiła, nie kazała mu się wyprowadzić?! Natalia uśmiecha się: – Sama tego dziś nie mogę pojąć. Przyzwyczajenie, strach, że zostanę sama. Jednego dnia mówił, że mnie kocha, chce, żebyśmy całe życie spędzili razem, innego straszył, że się wyprowadza. I tak przez osiem lat.

Nie miała pomysłu co dalej ani odwagi, żeby jednym ruchem wszystko przeciąć. Pojechała na ferie zimowe do rodziców. Pamięta: Słuchała długiego monologu matki (która nigdy wcześniej się nie wtrącała) i dotarło do niej, że może liczyć na rodziców. Widzieli go tylko raz, na wakacjach w Polsce. Nie krytykowali, ale Natalia wyczuła, że się nie spodobał. Po feriach zadzwoniła do ojca, żeby po nią przyjechał. Wtedy myślała jeszcze, że odpocznie i wróci. Ale zabrała wszystkie rzeczy, rozliczyła się z urzędami. Tak jakby gdzieś w głębi duszy przeczuwała, że wyjeżdża na zawsze.

 

Z doktoratami, ze złotych klatek

Polskie prawo (art. 2 Ustawy o przeciwdziałaniu przemocy) mówi wyraźnie, co to jest przemoc – może być fizyczna, seksualna, psychiczna. Ale w świadomości ludzi nadal pokutuje przekonanie, że tylko przemoc fizyczna jest przestępstwem. Dlatego tak wiele kobiet przez lata znosi upokorzenie i poniżenie. Większość z nich żyje w przekonaniu, że nikt nie jest w stanie im pomóc. Tak myślą, o zgrozo, zwłaszcza kobiety wykształcone i dobrze sytuowane. Według nich do udzielania wsparcia powołane są ośrodki pomocy społecznej, a one biedne nie są, więc nie mają czego tam szukać.

Stowarzyszenie OPTA wychodzi do takich kobiet z propozycją pomocy. Większość z nich nie zgłosiłaby się do programu Od NowA, bo wstydzą się doświadczanej przemocy. Dlatego w zaproszeniach akcentuje się trudności na rynku pracy i aktywizację zawodową. – Wtedy kobiecie łatwiej jest zrobić pierwszy krok i zgłosić się po pomoc – przyznaje Katarzyna Przyborowska, prawniczka Stowarzyszenia.

Marta Lewandowska, wiceprezeska: – Nasze doświadczenie uczy, że jest ogromna grupa kobiet, które nie stanowią klientek placówek pomocy społecznej, a też znalazły się w poważnych tarapatach. To kobiety dobrze sytuowane, wykształcone. Jak wynika z podsumowania pierwszej edycji programu Od NowA, prawie 70 procent uczestniczek to kobiety z wyższym wykształceniem. Ich bezradność sprawia, że sytuacja, w której się znajdują, nie różni się od sytuacji kobiet o wykształceniu średnim (20 procent) i zawodowym (10 proc.). Pamiętam kobiety z doktoratami i takie ze złotych klatek, w których tkwiły przez długie lata, aż mąż odszedł do młodszej, umarł albo – to najrzadziej – aż same przejrzały na oczy.

Katarzyna Przyborowska: – Lata pracy w organizacjach przeciwdziałających przemocy pokazały mi, że działaniom prawnym musi towarzyszyć działalność interwencyjna. Bezradność pa  zgłaszających się po pomoc jest czasem tak wielka, że oczekują prowadzenia za rękę. Wymyśliłam więc, że warto by było, zamiast oferować tylko porady konsultanta, stworzyć w jednym miejscu kompleksową pomoc. Bo często przemocy towarzyszy alkoholizm w rodzinie, a skoro jest alkoholizm, to i współuzależnienie, i samotne macierzyństwo, i wiele innych problemów, od których kobiety muszą się uwolnić nie tylko w sensie prawnym, ale także psychologicznym. A wszystko po to, żeby mogły na nowo nauczyć się normalnie żyć.

Kobiety doznające przemocy funkcjonują w powtarzalnym schemacie i – paradoksalnie – to jest dla nich bezpieczna sytuacja, bo jedyna, jaką znają. Dlatego Katarzyna Przyborowska wie z doświadczenia (a pracuje 11 lat), że tym, które nie podejmują terapii, jest potem znacznie trudniej, bo wchodzą w inne związki oparte na tym samym schemacie.

Iza i Natalia miały szczęście, bo w porę trafiły do programu Od NowA OPT-y. Na początku każdą z szukających pomocy kobiet zajmuje się tutorka, która diagnozuje problem i kreśli scenariusz dalszych działa . Kobiety mają do dyspozycji psychologa, prawnika, doradcę zawodowego i kilka grup wsparcia: dla poszukujących pracy, samotnych matek, współuzależnionych, doznających przemocy. Tym, które już są na to gotowe, proponuje się różne treningi, na przykład aktywizująco motywujące. Natalia uważa, że dla niej najważniejszy okazał się trening autoprezentacji, bo pomógł zrzucić pancerz, pod jakim ukrywała się przed światem.

– Nasz trening autoprezentacji polega nie na tym, żeby uczyć, jak usiąść, ubrać się czy uczesać, ale na tym, jak znaleźć wewnętrzną siłę – wyjaśnia Marta Lewandowska.

Katarzyna Przyborowska: – Kobiety muszą być gotowe na konkretne szkolenie i w ogóle na przyjęcie pomocy, muszą wcze-śniej przyznać same przed sobą, że mają problem. To dotyczy zwłaszcza ofiar przemocy – one bronią się przed terapią. Mówią: „Przecież jestem zdrowa, to jego trzeba leczyć”. Tymczasem to są naczynia połączone – zazwyczaj alkoholizmowi męża towa-rzyszy współuzależnienie członków rodziny. Podobnie jest z przemocą. Pojawia się tak zwana wyuczona bezradność – wystarczy, że sytuacja przemocy się powtarza i że osoba, która się w niej znajduje, jest przekonana, że nie ma wyjścia, bo wcześniejsze jej działania nie przyniosły żadnego rezultatu. Wiele kobiet, choć są utytułowane, znają języki, na pytania: „W czym jesteś dobra?”, „Co byś chciała robić?”, odpowiada: „Nie wiem”. Stąd pomysł szkolenia Spadochron, na którym kobiety mają rozpoznać swój potencjał.

– Na początku cała praca polega na dokopywaniu się do tego potencjału, wcale niezwiązanego z certyfikatami, szkołami, ale z wrodzonymi umiejętnościami, które posiada każda kobieta – mówi Marta Lewandowska. – Mam przyjemność witać i żegnać grupy „spadochronowe”. Na początku nie odróżniam uczestniczek szkolenia, są tak skulone, no a ostatniego dnia widzę grupę barwnych postaci z wysoko podniesionymi głowami. Czasem dzwonią mężowie z awanturami, bo nie poznają żon. Część z nich zakłada potem firmy, niektóre zmieniają swoje priorytety – rzucają pracę w komercyjnych firmach i zakładają stowarzyszenia, inne utwierdzają się w przekonaniu, że ich miejsce jest przy dzieciach. Zdecydowana większość kończy program Od NowA zmotywowana do zmiany.

Wszystko jest możliwe

– Czuję się jak nowo narodzona – mówi Iza. – Jestem szczęśliwa, że przestałam się bać, że odzyskałam wiarę w siebie i radość z życia – mówi Natalia. Iza jest teraz zadbaną, atrakcyjną dziewczyną. Ma odwagę, żeby rozłączyć się, jak dzwoni były partner i na nią krzyczy. Nie pozwala mu już sprawować kontroli nad swoim życiem, ale też nie podsyca w sobie uczucia nienawiści. Czuje się wolna – daje sobie prawo do doświadczania radości, ale też złości. Dba o dobre kontakty ojca z synem i ma na tym polu sukcesy. Odbudowała relacje z rodziną. Zdecydowała, że na razie nie wróci do pracy, daje sobie na to rok, dopóki synek nie pójdzie do przedszkola (ma niespełna dwa latka). Zrobiła certyfikat z nurkowania, bo zawsze o tym marzyła. Fotografuje. Pokochała chodzenie po górach, chce zdobyć patent żeglarski. Marzy jej się pełna rodzina, ale nic na siłę. Na razie spłaca dług – pomaga innym kobietom. Wie, jak ważne jest wsparcie w cierpieniu, jak dużo daje kobieca solidarność, odnalezienie cząstki siebie w innych.

– Największa lekcja, jaką dało mi życie, jest taka: Z każdej sytuacji istnieje jakieś wyjście. Trzeba tylko przestać się bać, przestać zaciskać zęby i udawać, że same sobie poradzimy. I nie izolować się od innych kobiet. Czasem wystarczy jedno zdanie: Dasz radę. Kiedy otworzymy się na pomoc, wtedy ona na pewno nadejdzie. Bo najgorsze, co możemy zrobić, to zamknąć się w sobie.

Natalia jest wyciszona, spokojna. Taka jak przed ośmioma laty. Wykreśliła kontakt do Nicolasa z notesu, telefonu, komputera. Już nie musi słuchać i czytać jego nawoływań do powrotu, wyrzutów, że jest egoistką, użalania się, jaki to on czuje się samotny i opuszczony. Wcześniej uwolnienie od tego człowieka wydawało jej się niemożliwe. Kiedy tata przyjechał po nią do Paryża, wyrzucał sobie: – Dlaczego wcześniej cię stąd nie wyrwałem. Natalia odpowiedziała mu: – Nawet gdybyś to zrobił i tak bym do niego wróciła. Musiałam sama do tego dojrzeć. Znalazła w Polsce pracę (jako tłumaczka), którą bardzo lubi. Po latach rozłąki znów mieszka z rodzicami i bratem.

– Teraz nawet jeśli jestem zmęczona, mam ochotę krzyczeć, jak mi dobrze. Wszystkie drzwi się otworzyły, wszystko jest możliwe. Jednak nie jestem tak beznadziejna, jak myślałam. Poznałam w Opcie fantastyczne kobiety, z którymi się zaprzyjaźniłam. Odżyłam, odnalazłam się. Schudłam.

Czasami zatęskni za przyjazną męską duszą, ale to nie mężczyzna jest teraz dla niej priorytetem. Priorytetem jest własny rozwój, nauka, praca, rodzina, kontakt z innymi ludźmi. Zdarzają się jej uczucia, których dawno nie przeżywała. Na przykład duma z siebie samej. Co mogłaby powiedzieć kobietom stojącym na zakręcie? – Że nie wolno się bać zrobić parę kroków do przodu. Bo za tym zakrętem czekają wspaniali ludzie i fantastyczne życie.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze