1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Kultura
  4. >
  5. O „Księgach Jakubowych…” Olgi Tokarczuk opowiada Jan Peszek

O „Księgach Jakubowych…” Olgi Tokarczuk opowiada Jan Peszek

Zobacz galerię 4 Zdjęcia
Olga Tokarczuk 10 października dołączyła do listy polskich noblistów w dziedzinie literatury. Pisarka, eseistka, autorka scenariuszy, poetka od lat nagradzana jest za swoją twórczość. Literacka Nagroda Nobla to największe możliwe wyróżnienie, które pozwala umieścić autorkę obok takich nazwisk jak Sienkiewicz, Reymont, Miłosz i Szymborska. O jej twórczości opowiada Jan Peszek.

Książka z podpisem i dedykacją Jana Peszka wystawiona na aukcję w Książka z podpisem i dedykacją Jana Peszka wystawiona na aukcję w

Książka ma swój zapach, dotyk, dźwięk i ciężar. Nie wyobrażam sobie, żebym czytał literaturę z jakichkolwiek innych „transporterów”, po których ślizga się palcem, są niezmysłowe, sterylne, odarte z szelestu kartek, zawierają tysiąc książek, w związku z czym są takie jakieś bezpieczne, a bezpieczeństwo nie przynosi dreszczu emocji, którego potrzebuję, by żyć.

W moim rodzinnym domu zawsze się czytało, a książki były żywymi stworami, które mieszkały z nami pod jednym dachem. Dziś w moim krakowskim domu na wielkim strychu, gdzie jest dużo miejsca i święty spokój, mam całą bibliotekę. Są tam książki z dzieciństwa, młodości, prezenty od rodziców, przyjaciół, i półki. Jest półka Szekspira, którego wszystkie dzieła dostałem od ojca, będąc licealistą. Jest półka gombrowiczowska, z pierwszymi wydaniami, jeszcze z komuny, które otworzyły mi świat, choć wtedy tego nie rozumiałem. Jest półka Słowackiego, tego w granatowej oprawie, Wańkowicz szeptany kiedyś po domach, wszystkie dzieła Conrada, w którym zaczytywała się cała moja rodzina i w ten sposób zostałem zainfekowany i ja, co uważam za swoje wielkie życiowe szczęście. I jest też półka Olgi Tokarczuk, ze wszystkim jej wydanymi książkami, ale i pismami, które nigdy nie wyszły, a które dostaliśmy z córką od autorki w prezencie.

Pisarstwo Tokarczuk działa na mnie jak narkotyk, a ją samą uważam za kogoś absolutnie wybitnego. Gdyby jej nie było, czułbym jakiś nieuświadomiony straszny brak. To jest moim zdaniem pisarka totalna, a dotyczy to jej języka, erudycji, poglądu, filozofii, jakiegoś niezwykłego, nieobciążonego żadną oceną spojrzenia na nas, Polaków.

Nic więc na to nie poradzę, że „Księgi Jakubowe...” uważam za najważniejsze dzieło ostatnich lat. Dzieło, na które niecierpliwie czekałem, gdy tylko dowiedziałem się, że się ukaże. A gdy już było? Wiedziałem, że chcę powstrzymać moją pazerność, że nie chcę tego czytać na raz, bo z każdą przeczytaną stroną będzie mi żal, że książka topnieje, a ja chcę dawkować ten piękny język, który się przede mną otwiera w pełnej urodzie, kartka po kartce, wieczór po wieczorze. I faktycznie czekałem na te spotkania z księgami jak lis z „Małego księcia” na kroki przyjaciela. I tak było najlepiej. Pamiętam też taki moment, kiedy wziąłem to niemal dwukilogramowe wielkie dzieło z sobą do pociągu i nagle poczułem silne spojrzenie na sobie. Podniosłem głowę, a tam grupa młodych Hiszpanów patrzyła na mnie z ogromnym zdumieniem, że nie mam czegoś tak ogromnego po prostu w tablecie. Kazałem im więc wziąć te „Księgi Jakubowe...” do rąk, dotknąć i powąchać.

Wysłuchała Hanna Halek

Polecamy wywiad z Olgą Tokarczuk, laureatką Literackiej Nagrodę Nobla za 2018 rok.

JAN PESZEK rocznik 1944. Aktor w swoim dorobku ma role u Jerzego Grzegorzewskiego, Mikołaja Grabowskiego, Krystiana Lupy, Michała Zadary, Grzegorza Jarzyny. Zagrał m.in. w filmach: „Łabędzi śpiew”, „Ubu król”, „Pożegnanie jesieni”, „Ferdydurke”. Otrzymał Srebrny i Złoty Medal Zasłużony Kulturze Gloria Artis. Wykłada w krakowskiej PWST.

[caption id="attachment_92461" align="aligncenter" width="600-->

Książka z podpisem i dedykacją Jana Peszka wystawiona na aukcję w Książka z podpisem i dedykacją Jana Peszka wystawiona na aukcję w
Książka z podpisem i autografem Jana Peszka wystawiona do licytacji w ramach akcji Biblioteka Dobrych Myśli.[/caption]

Niemal tysiąc stron, kilkadziesiąt wątków i postaci — Księgi Jakubowe imponują literackim rozmachem, wielością poziomów i możliwych interpretacji. Olga Tokarczuk pełnymi garściami czerpie z tradycji powieści historycznej, poszerzając jednocześnie jej granice gatunkowe. Z ogromną dbałością o szczegóły przedstawia realia epoki, architekturę, ubiory, zapachy. Odwiedzamy szlacheckie dwory, katolickie plebanie i żydowskie domostwa, rozmodlone i zanurzone w lekturze tajemniczych pism. Na oczach czytelników pisarka tka obraz dawnej Polski, w której egzystowały obok siebie chrześcijaństwo, judaizm, a także islam.

Księgi Jakubowe to nie tylko powieść o przeszłości. Można ją czytać również jako refleksyjne, momentami mistyczne dzieło o samej historii, jej zakrętach i trybach, które decydują o losach całych narodów. To właśnie w połowie XVIII wieku, u progu Oświecenia i przed rozbiorami, wybitna pisarka poszukuje odpowiedzi na pytania o dzisiejszy kształt naszej części Europy.

źródło opisu: www.wydawnictwoliterackie.pl

Materiał powstał w ramach akcji Biblioteka Dobrych Myśli. Zebrane środki z licytacji książek trafiły do Oddziału Bajka – Wędrującej Szpitalnej Biblioteki. Akcja, zainicjowana przez miesięcznik Zwierciadło, wspierana była przez Fundację „Serdecznik” w zakupie książek dla dziecięcych oddziałów. Każdy mógł wylicytować książkę na aukcji charytatywni.allegro.pl i wspomóc dzieci.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Kultura

Antonia Lloyd-Jones - kim jest tłumaczka książek Olgi Tokarczuk?

Antonia Lloyd-Jones, Rafał Dutkiewicz i Olga Tokarczuk podczas wydarzenia Booker we Wrocławiu, 2018 r. (Fot. Krzysztof Cwik/Agencja Gazeta)
Antonia Lloyd-Jones, Rafał Dutkiewicz i Olga Tokarczuk podczas wydarzenia Booker we Wrocławiu, 2018 r. (Fot. Krzysztof Cwik/Agencja Gazeta)
Jest jedną z najwybitniejszych tłumaczek polskiej literatury. Antonia Lloyd-Jones przekładała na angielski m.in. Jarosława Iwaszkiewicza, Pawła Huelle, Olgę Tokarczuk. Podarowała światu Polskę w jej najlepszym wydaniu. Tłumacząc, staje się agentką autorów. A także w jakimś sensie każdym z nich.

Jak poznałaś Olgę Tokarczuk?
Na progu jej domu w Krajanowie. Powitała mnie, wręczając szczoteczkę do zębów, piżamę i jednorazowe papierowe majtki, bo straciłam w podróży walizkę. Do dzisiaj te majtki są dla nas zagadką. Był rok 1996. Ad van Rijsewijk, założyciel holenderskiego wydawnictwa De Geus – ma żonę Polkę, mówi po polsku, bardzo dużo wie o polskiej literaturze i był agentem kilku polskich autorów – zaprosił mnie do domu w Kotlinie Kłodzkiej, który niedawno kupił. Niewinnie pomyślałam: „Jadę”. Odebrał mnie z Wrocławia, ale w drodze wyjaśnił, że dom nie nadaje się jeszcze do zamieszkania. Zawiózł mnie pod dom Olgi, bo mieszkała w pobliżu. Zorganizowała mi nocleg u sąsiadów, sama akurat miała pełno gości. Nie wiedziałam jeszcze, jak ważny okaże się ten adres, że będę tłumaczyła jej książkę „Dom dzienny, dom nocny”, inspirowaną i tym domem, i okolicą. Mieszkałam u bardzo fajnych ludzi, mieli burego kota Czesława. Bardzo się z nim polubiłam. Kiedy wróciłam do nich po latach, już nie żył, ale pojawił się kolejny, identyczny, również Czesław. Prawie co roku przyjeżdżałam do Olgi. Na jej wiejskiej klaczy, która nazywała się Halina, jeździłam po okolicy. Wspaniale było. Wieczorami z Olgą, jej rodziną, ich przyjaciółmi gadaliśmy, piliśmy, śpiewaliśmy. Któregoś wieczora Olga mówiła po angielsku taki śmieszny wiersz Gelletta Burgessa o fioletowej krowie: I never saw a Purple Cow,/I never hope to see one;/But I can tell you, anyhow,/I’d rather see than be one [Nie widziałam fioletowej krowy/I nie liczę na widok takowy,/Ale mogę już teraz dać słowo:/Wolę widzieć niż sama być takową.]. Nazajutrz dosiadłam Halinę i pokłusowałyśmy po łagodnych wzgórzach. Nagle widzę fioletową krowę. Była posmarowana jodyną. W domu nikt mi nie uwierzył.

W Polsce czujesz się jak w domu?
O, to musi być długa opowieść. Mając 18 lat, jechałam pociągiem z Londynu do Moskwy, gdzie w czasie igrzysk olimpijskich pracowałam jako opiekunka do dzieci u pewnego dyplomaty. Jechałam w wagonie sypialnym. Obudziłam się wcześnie rano, za oknem pola, płasko, mgła. Wyobrażałam sobie, że z tej mgły wyłonią się zaraz polscy kawalerzyści, galopując na koniach. Bardzo romantyczny obraz mglistego pola bitwy. Kiedy wracałam, Polacy postawili na torach traktor, żeby wykoleić radziecki pociąg. Doszło do wypadku. Straciłam przytomność, bo nie można było otwierać okien z jednej strony. Na korytarzu było otwarte tylko jedno, małe. Było potwornie duszno. Przypadkowo byli tam irlandzcy mistrzowie olimpijscy. Jechali pociągiem, bo jeden z nich bał się latać. Zaopiekowali się mną. Mówili: „Potrzebujesz tabletki z solą, jak nasz biegacz, też stracił przytomność”. To było moje pierwsze doświadczenie z Polską, kiedy Polacy wykoleili pociąg.

Brzmi symbolicznie. Kiedy tu przyjechałaś?
Pierwszy raz latem 1983 roku, był jeszcze stan wojenny. Miałam we Wrocławiu znajomych, to byli bracia, którzy w czasie karnawału Solidarności wyjechali do Berlina, do pracy. Tam ich poznałam. Maciek był trochę starszy ode mnie, Piotrek młodszy. Korespondowaliśmy, wiedziałam, co się w Polsce dzieje. Przesyłałam im płyty, ciuchy, czasami ginęły na granicy. Nie mówiłam po polsku, tylko po rosyjsku, bo studiowałam rusycystykę. Tu stan wojenny, ja jadę do Polski, mogąc się porozumieć wyłącznie po rosyjsku, bardzo się krępowałam. Nikt nie chciał uwierzyć, że jestem Angielką. Bo co by tu miała robić Angielka? Polacy byli pewni, że jestem Rosjanką, jeszcze te moje kości policzkowe! Kolega studiował rolnictwo, miał z kumplami opiekować się stadem krów w Kotlinie Kłodzkiej. Wyjechaliśmy na wieś. Usiadłam w polu z podręcznikiem „Naucz się polskiego”. Pierwszym słowem, jakiego Anglik miał się z niego nauczyć, było „kochać”. Słuchaliśmy muzyki. Piotrek miał obsesję na punkcie Stinga i The Police. Dali mi kasety, na których były nagrane ich ulubione polskie hity. Wśród nich Martyny Jakubowicz „Żagle tuż nad ziemią”: Lokomotyw dym senne żagle wzdyma/Tuż nad ziemią/świat udaje kolorowy film/A tutaj tylko ciemność. Piosenki Maanamu, Lady Pank. Pamiętam koncerty na wyspach we Wrocławiu. Chłopaki mieli też obsesję na punkcie reggae. Oszaleli, kiedy zagrał brytyjski zespół Misty in Roots. W pociągach parowych w Kotlinie Kłodzkiej ciągle śpiewaliśmy Boba Marleya: Rastaman vibration, yeah, positive. Piotr chciał zostać rastamanem, ależ to były fajne czasy! Chcieliśmy się upijać, imprezować, kochać. To, co inni młodzi.

Ilustracja Studio ABC Ilustracja Studio ABC

Uczyłaś się Polski? 
To był dar od losu, że trafiłam do tej rodziny. Pochodzili z Kresów – mama z Pińska, ojciec z Łucka, był AK-owcem. Mając 14 lat, wyszedł z domu bez butów ze starą zepsutą bronią, by walczyć na Wołyniu. Jego starszy brat też był partyzantem, utopił się w rzece podczas ucieczki. On to widział. Po wojnie umiał pisać o swojej walce, ale przez wiele lat nie mógł opisać śmierci brata… Był pierwszym Polakiem, który tłumaczył mi historię Polski.

Rozumiałaś stan wojenny, to, co się wtedy działo?
U nas wszyscy wiedzieli, kim jest Wałęsa. Byłam uprzywilejowaną, bardzo dobrze wykształconą Angielką, ale to był inny świat. Mimo to instynktownie rozumiałam, co się dzieje. Pamiętam, chciałam przedłużyć wizę. Musiałam chodzić po urzędach, pójść na komisariat milicji, dużo papierów, pieczątek... Kolega pokazał więzienie, w którym siedział. Wszyscy walczyli z milicją na ulicy i siedzieli w jakimś więzieniu. Spotkaliśmy Amerykanina. Krzyczał: „Ci głupi ludzie nic nie rozumieją!”. Tłumaczyłam, że to on powinien zrozumieć kraj, który ma swoje kłopoty, że dla Polaków nic nie jest proste. Ale on był wściekły. Gdyby Piotrek go zrozumiał, toby go pobił. Stale pytał: „Co on mówi, co on mówi?!” „Za chwilę ci powiem”. Kiedy wyszliśmy z tego biura, wyjaśniłam. Chciał wracać. W innym spotkaliśmy drugiego Amerykanina, bardzo Polakom współczuł. Opowiadał, że nauczył się polskiego na statku… Tak więc w tamtym czasie spotkałam we Wrocławiu dwóch obcych – wściekłego i sympatycznego. Co tam robili, nie wiem.

Ale dlaczego Polska?
Olśnienie? Intuicja? Poczucie, że odnalazłam nareszcie to, czego szukałam, że jestem w domu i tu powinnam być. Nie wiem, jak to wyjaśnić.

Jak wyglądało twoje życie wcześniej?
Wyrosłam w Oksfordzie. Mój ojciec był profesorem literatury starogreckiej, słynnym badaczem. Zdobyłam prawdopodobnie najlepsze możliwe wykształcenie. Najpierw uczyłam się w męskiej Dragon School w Oksfordzie, na 500 chłopaków było pięć dziewczyn. Byłam jedyną dziewczyną na roku. Grałam w rugby, krykieta, piłkę. Kiedy trafiłam do szkoły dla dziewcząt, nie umiałam się odnaleźć, w ogóle ich nie rozumiałam. No, a potem była druga ważna po Eton szkoła w kraju, bardzo stara, Westminster, znów męska, dziewczyny uczą się w niej ostatnie dwa lata.

Co by było, gdyby ojciec nie czytał ci Turgieniewa?
Zawsze dużo razem czytaliśmy, na głos. Do śmierci ojca. „Pierwszą miłość” Turgieniewa czytał mi, kiedy miałam 11 lat, byłam pod wielkim wrażeniem, bo domyślałam się, kto naprawdę miał romans z Zinaidą. W Dragon School była klasa, w której można było się uczyć rosyjskiego. Chciałam tę książkę przeczytać kiedyś w oryginale, więc poszłam na lekcje. Mój ojciec był wspaniałym lingwistą. Mówił płynnie w kilku językach.

Ale nie po polsku?
Ani po polsku, ani po rosyjsku. Urodziłam się z talentem do języków, ale podświadomie wybrałam te, których nie znał. Mógł być ze mnie dumny, bez krytykowania. Miał wysokie standardy i zawsze wszystkich poprawiał. To zniechęcające dla dziecka. A z drugiej strony – ośmielał: „Po prostu mów, zrobisz błędy, trudno, ale jeżeli nie będziesz mówić z obawy, że zrobisz błędy, nigdy się nie nauczysz. Ludzie cię polubią, jak będziesz robiła błędy w ich języku”. Zrozumiałam to, kiedy na przyjęciu u Antoniego Libery rozmawiałam z pewną Amerykanką, nie mówiła po polsku. Wyjęła z torebki papierosa, ale nie miała zapalniczki. Zapytałam, czy poprosić kogoś o ogień. Zwróciłam się do mężczyzny, który siedział najbliżej, a ponieważ tego dnia słuchałam na iPadzie piosenek Okudżawy po rosyjsku, nałożyły mi się języki. „Czy mogę pana prosić o ogon?” – zapytałam. Był zachwycony.

Słyszałem cię czytającą po angielsku „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk. Słusznie myślę, że czytasz głośno przekłady, pracując nad nimi?
Tłumacz powinien słyszeć tekst. Kiedy zaczynam przekładać, często słucham audiobooka. Bywa, że więcej można z niego zrozumieć. W tej chwili tłumaczę opowiadania Lema, są arcytrudne. Całe szczęście jest wspaniały audiobook w interpretacji Miłogosta Reczka. Odnalazłam go na Facebooku i chciałam podziękować, niestety, dowiedziałam się, że ciężko choruje. Życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia.

Nie chciałaś być pisarką?
Marzyłam o dziennikarstwie, nie o tłumaczeniu. Ale lubię swoją pracę. Czasem mówię pisarzowi, którego tłumaczę: „Widzę, że dla ciebie ważne jest to słowo…” „Tak? Naprawdę?”. Zdarza się, że pytam Olgę, co znaczy coś, co napisała. Odpowiada: „No, to moja poezja”. „Ale musi coś znaczyć” – drążę. Teraz wspólnie z Zosią Krasodomską-Jones tłumaczę „Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii” Małgorzaty Rejmer. To bardzo literacki reportaż, miejscami poezja. Głos tej książki jest mocny. Trzeba go poczuć. Nie lubię tłumaczyć dwóch książek równocześnie, bo chcę czuć jeden głos.

Kiedy przyjeżdżałaś do komunistycznej Polski, myślałaś, że się kiedyś zmieni?
Byłam przekonana, że do końca mojego życia będzie arcyponura komuna. Chciałam zostać dziennikarką, by pisać o tym, co się w Polsce dzieje, i w ten sposób pomóc znajomym. Nikt u nas wtedy nie rozumiał, jak wiele pokolenie rodziców moich polskich przyjaciół straciło przez wojnę i komunizm i jak beznadziejne jest życie moich rówieśników. Mogli wyjechać do Kanady, tak w pewnym momencie zrobił Maciek, albo zostać bez perspektyw. Dlatego tak mnie teraz rozczarowuje to, co się w Polsce dzieje.

Co robiłaś po powrocie do Anglii?
Chciałam zostać na uniwersytecie i uczyć się polskiego, nie dostałam na to pieniędzy. Moje pierwsze słowniki były rosyjsko-polskie, czytałam polskie powieści, mając otwarte ich przekłady, porównywałam. Polskiego nauczyłam się sama. Kiedy masz 21 lat, wszyscy zadają ci głupie pytanie: „A czym się zajmujesz?”. Nie miałam pracy, odpowiadałam: „Uczę się polskiego”. Zatrudniłam się we wspaniałej księgarni Mandarin Books w Notting Hill Gate w Londynie. Przychodzili do niej pisarze. Była niedaleko BBC, więc filmowcy, producenci telewizyjni zaglądali, szukając książek do adaptacji. Mavis, właścicielka księgarni, miała wielki wpływ na to, jakie seriale oglądali Anglicy.

Kiedy zaczęłaś przekładać?
Po pięknych czasach Solidarności jakby się znów wszystko cofnęło. Dostałam pracę u wspaniałego Polaka, Leopolda Łabędzia, wyjechał z Rosji z wojskiem Andersa, studiował we Włoszech i zamieszkał w Londynie. Był bliskim znajomym Zbigniewa Brzezińskiego. Prowadził pismo o polityce świata komunistycznego. „Trochę znasz polski, przełóż to” – mówił, dając mi teksty. Próbowałam tłumaczyć ze słownikiem. Przez niego poznałam Janka Chodakowskiego, prowadził wydawnictwo Polonia i założył wydawnictwo Puls. W 1988 roku pojechałam do Glasgow na festiwal kultury polskiej, w kawiarniach były takie okrągłe stoliki; „O, to jest Polsce potrzebne” – mówiłam. Przyjechali Antoni Libera, Paweł Huelle, Bronisław Maj, byli jak niewolnicy egipscy w operze, jakby wyszli z jaskini do świateł, bo w końcu mogli wydostać się z kraju. Janek miał świetny pomysł – wydać dobre powieści z centralnej Europy w tłumaczeniu na angielski. W Polsce dopiero co wyszedł „Weiser Dawidek” Pawła Huellego, zyskał rozgłos. Poznałam słynnego tłumacza z rosyjskiego Michaela Glenny’ego, uczył mnie przygotowywania materiałów o książce tak, by chciał ją kupić brytyjski wydawca. Przełożyłam fragmenty „Weisera...”, to był mój pierwszy przekład. Michael przekonał Liz Calder, królową brytyjskich wydawców, do zakupu praw. Zaproponowała mi przełożenie całej książki. „Ale skąd, nie jestem tłumaczką. Nie za dobrze znam polski” – broniłam się. „Ale świetnie przełożyła pani fragmenty”. Moja współlokatorka namawiała: „Co ty?! Spróbuj”.

Twoi znajomi mówią, że jesteś jak Holly Golightly ze „Śniadania u Tiffany’ego”, ciągle w podróży.
No i mam rudego kota. Rok zaczęłam w Portugalii, potem byłam w Polsce, ale przez epidemię nie podróżowałam od lutego. Tęsknię za Polską, bo prawie co miesiąc przyjeżdżam. Dużo podróżuję do Stanów. Jestem energiczna. Po przejściach, więc trochę wytarta. Może już nie tak energiczna jak dawniej, ale w ruchu.

Jakie światło jest w Polsce, a jakie na Alasce? Jak tam w ogóle trafiłaś?
Mieszkałam na Alasce pięć lat. Miałam partnera biologa. Mieszkaliśmy też w Nowej Zelandii. Ale… To inny rozdział mojego życia. Na początku, nikogo nie znając, bałam się. Zaraz ci powiem, jak sobie można poradzić na świecie. Po pierwsze, wszędzie są Polacy. Na Księżycu są Polacy. Na Marsie też. Na Alasce student mojego partnera miał żonę Polkę, Ewę. Poznała mnie ze środowiskiem polskich biologów. Poznałam też Polaków, którzy mieli parafie wśród Eskimosów, Inuitów, latali między tymi parafiami małymi samolotami. Po drugie, przydaje się jazda konna. Bardzo łatwo zaprzyjaźnić się z koniarzami. Na Alasce jest dużo koni. Po trzecie, robienie na drutach. W każdym nowym mieście szukam sklepu z wełną. Nie muszę znać języka. Naszym wspólnym językiem są druty. Wielu ludzi tak poznałam. Na Alasce jest wspaniała wełna z piżmowołu. Mieszkaliśmy w lesie, pod miastem. Zimą światło księżyca pada między drzewa, jest niebieskie, niesamowite. Latem… Osiki, których rośnie tam tak wiele, mają małe liście, szeleszczą na wietrze. Przekładałam „Brzezinę” Iwaszkiewicza, jest tam obłędny opis szelestu liści. Usłyszałam go na Alasce. Wreszcie dokładnie zrozumiałam, co opisał.

To dla ciebie ważny pisarz?
Uwielbiam go. „Brzezina” napisana jest jak koncert. Są różne tony, crescenda, diminuenda. Jest dwóch braci – ponury Bolesław, zmarła mu żona, nie wie, co począć, ale fizycznie jest w pełni sił; i Staś, który uwielbia życie, ale fizycznie umiera. Jest kontrast między słowami „pokój” i „niepokój”. Nawet nie zauważamy, jak na nas działają. Miałam trudność, aby w angielskim znaleźć odpowiednie słowa. Chciałam, żeby ich echo było niezauważalne.

Jaki masz plan, kiedy już uda ci się przyjechać do Polski?
Natychmiast pojadę do Puszczy Białowieskiej, do Adama Wajraka. Chcę tłumaczyć jego wspaniałą książkę o wilkach. Reklamuje mi puszczę jako małą Alaskę. Przysyła filmiki z wilkami, żubrami, zdjęcia. Wszystko, co pisze o tym miejscu, bardzo mnie przyciąga. To w tej chwili moje marzenie. Mam kolejkę wspaniałych książek do tłumaczenia. Pewni polscy pisarze piszą jak anioły. A przy tym są tacy różni. Nie tylko ich książki są w moim życiu, również oni. Ta praca to wielka odpowiedzialność, i jaka frajda! Mogę być trochę każdym z nich.

Antonia Lloyd-Jones, przekładała również: Jacka Dehnela, Mariusza Szczygła, Joannę Olczak-Ronikier, Wojciecha Tochmana, Wojciecha Jagielskiego, Jacka Hugo-Badera, Witolda Szabłowskiego, Żannę Słoniowską, kryminały Zygmunta Miłoszewskiego i Maryli Szymiczkowej (czyli duetu Jacek Dehnel–Piotr Tarczyński), Janusza Korczaka, Ryszarda Kapuścińskiego, Józefa Czapskiego, Józefa Wittlina, Juliana Tuwima. Laureatka nagród: Found in Translation (dwukrotnie), Stowarzyszenia ZAiKS, Transatlantyku. „Prowadź swój pług przez kości umarłych” Olgi Tokarczuk w jej przekładzie był na krótkiej liście Man Booker Prize 2019. Mieszka w Londynie. 

  1. Kultura

"Erotica 2022" - pierwszy polski film Netflixa

Premiera filmu
Premiera filmu "Erotica 2022" jest zapowiedziana na jesień 2020 roku. (Fot. materiały prasowe Netflix)
Netflix zapowiedział premierę pierwszego polskiego filmu na ich platformie streamingowej. "Erotica 2022" to film o kobietach stworzony przez kobiety - pięć reżyserek i pięć pisarek (m.in. Olga Tokarczuk) opowiedziało historię pięciu kobiet, żyjących w surrealistycznym świecie. 

"Erotica 2022" trafi na platformę streamingową Netflix już jesienią bieżącego roku. Jest to film stworzony przez pięć wyjątkowych polskich reżyserek: Olgę Chajdas ("1983", "Nina"), Annę Jadowską ("Dzikie róże"), Katarzynę Adamik ("1983", "Pokot") Jagodę Szelc ("Wieża. Jasny dzień") oraz Annę Kazejak ("Obietnica"). Reżyserki podjęły się przeniesienia na ekran historii autorstwa pięciu uznanych polskich pisarek: Gaję Grzegorzewską, Grażynę Plebanek, Joannę Bator, Ilonę Witkowskę i laureatkę Nagrody Nobla Olgę Tokarczuk.

Pierwszy polski film Netflixa to opowieść o świecie podobnym do tego, w którym obecnie żyjemy, ale znacznie bardziej opresyjnym wobec kobiet i surrealistycznym. Kobiety w nim są produktami, ich seksualność jest tłamszona, a macierzyństwo staje się obowiązkiem. Pięć bohaterek stawia czoła rzeczywistości pełnej absurdów, niezdrowych relacji, braku prawdziwych emocji i samotności. Obraz przedstawiony w filmie z jednej strony jest sztuczny, a jednocześnie niesamowicie wiarygodny.

(Fot. materiały prasowe Netflix) (Fot. materiały prasowe Netflix)

W "Erotica 2022" zagrają m.in.: Małgorzata Bela, Agnieszka Żulewska, Julian Świeżewski, Agata Buzek, Andrzej Konopka, Sebastian Stankiewicz, Monika Pikuła, Ignacy Liss, Sara Celler Jezierska i Sebastian Pawlak. Jego producentką jest Marta Lewandowska ze studia filmowego Friends with Benefits.

  1. Styl Życia

Ruszyła licytacja bestselleru Olgi Tokarczuk z jej osobistą dedykacją

Olga Tokarczuk wspiera zbiórkę na budowę domu dla nastoletnich matek i ich dzieci, zorganizowaną przez Fundację UNAWEZA. (Fot. Andrzej Hulimka/Forum)
Olga Tokarczuk wspiera zbiórkę na budowę domu dla nastoletnich matek i ich dzieci, zorganizowaną przez Fundację UNAWEZA. (Fot. Andrzej Hulimka/Forum)
Olga Tokarczuk postanowiła wesprzeć Fundację Martyny Wojciechowskiej UNAWEZA w zbiórce na budowę domu dla nastoletnich i usamodzielniających się matek i dzieci. Noblistka przekazała na licytację swoją bestsellerową powieść z osobistą dedykacją. 

"Dobrej Duszy, która wsparła budowę domu dla matek z małym dzieckiem. Dziękuję!" - napisała laureatka Nagrody Nobla Olga Tokarczuk w dedykacji na pierwszej stronie jej powieści "Księgi Jakubowe", którą przekazała na licytację Fundacji UNAWEZA. Dochód z licytacji zostanie przeznaczony na zorganizowaną przez fundację Martyny Wojciechowskiej zbiórkę pieniędzy na wybudowanie domu dla nastoletnich matek i ich dzieci, który ma być dla nich pomocą w radzeniu sobie z trudami macierzyństwa. "Księgi Jakubowe" z dedykacją Olgi Tokarczuk można wylicytować na portalu internetowym Allegro.pl.

Choć istnieją w Polsce Domy dla Samotnych Matek, to okazuje się, że nie powstał jeszcze dom dla nastoletnich i usamodzielniających się matek i ich dzieci. A jest to niezwykle potrzebna inicjatywa, zapełniająca istotną lukę w systemie pomocy społecznej, z której niewiele osób zdaje sobie sprawę. Dlatego też Martyna Wojciechowska wraz ze swoją Fundacją UNAWEZA postanowiła wesprzeć inicjatywę wybudowania takiego domu, która została zainicjowana przez Fundację po DRUGIE. Domu, dzięki któremu nastoletnie matki nie będą już musiały się obawiać tego, że zostaną rozdzielone ze swoim dzieckiem. Otrzymają również w nim odpowiednie wsparcie w dorastaniu do najważniejszej i najtrudniejszej roli w życiu – bycia matką.

https://www.facebook.com/podrugie/videos/553352532044157/

Te dziewczyny nie mają edukacji seksualnej, czasem nie rozumieją co się dzieje z ich ciałami, jakie są konsekwencje ich decyzji. A co, kiedy zachodzą w ciążę? Kiedy nastolatka rodzi dziecko to nie może się nim zajęć, bo nie ma władzy rodzicielskiej. A nie zawsze może liczyć na wsparcie rodziny. Wtedy noworodek trafia do rodziny zastępczej, a młoda Mama jest pozostawiona sama sobie. Napiętnowana i odrzucona. Z kolei Dziecko pozbawione jest na starcie tego, czego każdy potrzebuje najbardziej – bliskości i czułości Mamy, której nie zastąpi nic na świecie. Oboje przepadają w bezdusznym systemie. Czuję niesprawiedliwość i żal, że ten świat został przez nas dorosłych tak urządzony. I nie mam na to zgody - napisała Martyna Wojciechowska.

Według informacji podanych na stronie Fundacji UNAWEZA, nieletnia dziewczyna, która zaszła w ciążę, po urodzeniu dziecka nie ma władzy rodzicielskiej. Opiekę nad maluchem może sprawować jej rodzina. Jeśli pochodzi z patologicznego domu, na którego pomoc nie może liczyć lub została z niego wyrzucona przez ciążę, może się zdarzyć, że młoda mama straci dziecko i zostanie ono umieszczone w rodzinie zastępczej. To samo dzieje się w sytuacji, kiedy matkami zostają dziewczyny z domu dziecka lub zakładu poprawczego. Nawet jeśli matka deklaruje chęć zatrzymania malucha i jego wychowania. Jej zdanie w tej sytuacji może nie być wzięte pod uwagę.

W domu dla nastoletnich i usamodzielniających się matek i ich dzieci ma jednorazowo mieszkać maksymalnie sześć kobiet. Każda z matek będzie mogła mieć swój pokój, łazienkę oraz osobny pokój dla dziecka. Będzie tam również wspólna kuchnia, jadalnia, salon, miejsce dla opiekunów, pralnia i magazyn. Dom powstaje w Warszawie, ale będzie przyjmował dziewczęta z całej Polski.

Celem zbiórki jest zebranie 500 tys. złotych. Pieniądze można wpłacać na stronie Fundacji UNAWEZA. Fundacja UNAWEZA jest Parterem tej inicjatywy, realizowanej z Fundacją po DRUGIE, która w Warszawie pracuje z młodzieżą i młodymi dorosłymi zagrożonymi wykluczeniem społecznym.

  1. Kultura

Jak się ma czytelnictwo w Polsce? Raport za 2019 rok

(Fot. iStock)
(Fot. iStock)
Biblioteka Narodowa opublikowała najnowszy raport dotyczący stanu czytelnictwa w Polsce. W 2019 roku czytaliśmy więcej, do czego przyczyniła się między innymi Nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk.

 

W 2019 roku stan czytelnictwa w Polsce nie pogorszył się, a nawet, względem poprzednich lat, uległ delikatnej poprawie. 39 proc. Polaków zadeklarowało przeczytanie przynajmniej jednej książki. Według informacji zawartych w raporcie Biblioteki Narodowej jest to wynikiem dobrej koniunktury, która pozwoliła ludziom na zakup nowości książkowych oraz pogłębiania zainteresowań czytelniczych dzięki powstającym ekranizacjom książek, serialom i grom komputerowym. Co więcej, dużą rolę we wzroście czytelnictwa w Polsce miała również Nagroda Nobla dla Olgi Tokarczuk.

Po książki których autorów sięgaliśmy najczęściej w 2019 roku? Po raz pierwszy od 2012 roku na czele najczęściej wymienianych autorów książek znaleźli się sami pisarze współcześni: Remigiusz Mróz, Olga Tokarczuk i Stephen King, wśród których to Remiugiusz Mróz okazał się być tym najpopularniejszym. Warto podkreślić wysoką pozycję Olgi Tokarczuk, która po raz pierwszy znalazła się w czołowej trójce, choć od momentu debiutu jej książki zawsze były wymieniane przez respondentów. Czytelnicy najczęściej sięgali po te jej pozycje, które otrzymały Literacką Nagrodę „Nike”, czyli „Biegunów” (aż 2,5 proc. ogółu czytelników) i „Księgi Jakubowe” (2 proc. czytelników).

W 2019 roku czytelnicy najczęściej sięgali po literaturę gatunkową: kryminalną, sensacyjną, a przede wszystkim thriller psychologiczny. I tutaj również wysokie pozycje, już od kilku sezonów, trzymają polscy autorzy, m.in.: Remigiusz Mróz, Katarzyna Bonda, Joanna Chmielewska i Marek Krajewski. Wśród obcych autorów kryminałów wysoko utrzymują się: Harlan Coben, Stephen King i Agatha Christie.

W raporcie znajdziemy także informacje dotyczące pochodzenia książek, które w 2019 roku czytaliśmy najczęściej. Zatem, podstawowym źródłem zdobywania książek przez czytelników jest: zakup (41 proc.), pożyczenie od znajomego (35 proc.), prezent (31 proc.), wypożyczenie z biblioteki (27 proc.) i księgozbiór domowy (20proc.).

Ciekawe są również dane odnoszące się do korzystania czytelników z różnych formatów książek. Książki papierowe wciąż dominują - 98 proc. czytelników (czyli 39 proc. w całej populacji) przyznało, że korzysta z tradycyjnej formy książek. Natomiast 6 proc. (2,5 proc. w całej populacji) zadeklarowało korzystanie z e-booków, słuchanie audiobooków 3 proc. w całej populacji, a 6 proc. czytelników łączy czytanie ze słuchaniem.

Badanie czytelnictwa książek w Polsce realizowane jest cyklicznie od 1992 roku. W 2019 roku przeprowadzono je w listopadzie, a podstawą analiz były połączone wyniki trzech niezależnych sondaży sporządzonych na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie osób w wieku co najmniej 15 lat, co dało łącznie 3 tys. respondentów. Wszystkie trzy sondaże przeprowadzono metodą CAPI (Computer Assisted Personal Interview), wykorzystywaną w poprzednich edycjach badania.

Źródło: Raport Biblioteki Narodowej dotyczący stanu czytelnictwa w Polsce w 2019 roku. 

 

  1. Kultura

Wirtualne spotkanie z Olgą Tokarczuk - słuchajmy noblistki

(Fot. Wikimedia Commons; materiały prasowe)
(Fot. Wikimedia Commons; materiały prasowe)
Unia Literacka, stowarzyszenie pisarek i pisarzy, zorganizowała w czasie epidemii wirtualny festiwal literacki "UL z książkami". Wkrótce do UL-a przyleci sama Królowa, czyli ni mniej nie więcej Olga Tokarczuk.

Podczas trwającego do 5 kwietnia wyjątkowego festiwalu literackiego "UL z książkami" literatki i literaci czytają, opowiadają o swojej pracy i odpowiadają na pytanie Internautów. W tygodniu dla dorosłych, a w weekendy dla młodszych czytelników. Wszystko odbywa się w przestrzeni wirtualnej na Facebooku. Można było już posłuchać między innymi pisarki Grażyny Plebanek, ilustratorki Iwony Chmielewskiej, czy Maxa Cegielskiego. Czekają nas jeszcze spotkania z twórcami książek  dla dzieci Grzegorzem Kasdepke i Joanną Olech, no i oczywiście wyjątkowe spotkanie z Olgą Tokarczuk.

3 kwietnia o godz. 19 zasiądźmy przed monitorami komputerów i zamieńmy się w słuch. Olga Tokarczuk przeczyta swoje stare opowiadanie, sprzed 22 lat, zatytułowane „Próba generalna”. Jak sama mówi ten krótki tekst dziwnym trafem stał się dziś bardzo aktualny.

https://www.facebook.com/unia.literacka/videos/907268889728969/UzpfSTE0Nzk0MjEyMTk6MTAyMTYxNDIwMzIyNTE3NTg/?__tn__=K-R&eid=ARABtK4cr0-3HEs9OCleeCeoGI_cI0pLgETFeptpZLmobAXXdF7Uo1BAuWpBn0EnxSS2rzgsDcJxRbTP&fref=mentions&__xts__[0]=68.ARDPrAfkaaIOnuLWcivpDBdF6I1er7MUjENlUW6QfMVQYsEA8egCdzbydRjrzRZvPeC0IIlhoedD6QJrIGrb-NSu5yHr1p4ArTQO6rZ8eYB6waG--RgnSe-DDs71ArfV1xlFfcm2hqtGC1lfDcoC-wXE3svGLL-yEj7muJe8cwi65buTx_EtffRMPumS6V8Shcdzax0xBthlSDYzn1IUKMNHgEVxquCxtRtgYVX8vJphEjJv6x0uzpqck6IxzWPh8icQpvfl4mYgSxtIjtZaEwznps6sm70gAeoQJ_5I3CMERLmVL290AMm1WHCJ6lJ8XveZ13dWpfuUAYvPjRkCyRw