Camilla Läckberg: Trzeba zacząć od siebie

"Uważa się, że kobiety powinny żyć wedle norm. Gdy tylko od nich odchodzimy, jesteśmy srogo oceniane. Mężczyźni nie. "(fot. BEW)

Camilla Läckberg kurs pisania dostała w prezencie. Po pierwszej książce poczuła, że jest tam, gdzie zawsze chciała być. Została królową kryminału. Szwedzkiego, ale na jej powieści czekają czytelnicy na całym świecie. Matka czwórki dzieci, żona młodszego męża, feministka. – Dużo zawdzięczam różnym wspaniałym kobietom. Teraz spłacam długi – twierdzi.

Myślisz, że my, kobiety, mamy problem, że jesteśmy za miłe? Tak jak była, choć do czasu, bohaterka twojej książki „Złota klatka”?

Żyłoby się nam lepiej, gdybyśmy tyle nie akceptowały i na tyle się nie godziły. Tymczasem tak właśnie się nas wychowuje! Już małe dziewczynki słuchają tłumaczeń: „Ale on wcale tego nie chciał, a to, że cię przewrócił czy pociągnął za włosy, to tak naprawdę znaczy, że cię lubi:. Która z nas tego nie zna!? A potem takie myślenie ciągnie się za nami przez całe życie. Włazi jako niechciany bagaż w nasze relacje z mężczyznami – zarówno w pracy, jak i w związkach.

Kiedy po raz pierwszy poczułaś, że twoje życie zależy od ciebie, że to ty masz sprawczość, że możesz decydować o sobie?

Dopiero w okolicach trzydziestki. Moja kariera pisarska ruszyła z kopyta i mniej więcej w tym samym czasie – po 12 latach małżeństwa – rozwiodłam się. Paradoksalnie to mnie umocniło i po raz pierwszy poczułam, że stanęłam na własnych nogach. Wcześniej byłam grzeczną dziewczynką, adaptowałam się do sytuacji i robiłam to, czego ode mnie oczekiwano.

Rozwód kojarzy się raczej z czymś, co niszczy, a nie umacnia.

Ludzie traktują rozwód jako porażkę i słabość. Ja wręcz przeciwnie – jako siłę. Może i całe szczęście, bo rozwodziłam się już dwa razy. Dla mnie oznacza on, że byłam wystarczająco silna, by nie tkwić w relacji, w której nie chciałam już być. Że wzięłam odpowiedzialność za swoje życie i szczęście. No i za dzieci. Nie było to łatwe, ale pokazało mi, że gdy konfrontujesz się z czymś, co cię przeraża, okazuje się, że nie jest to wcale takie straszne, jak ci się wcześniej wydawało. Przy okazji można się wiele o sobie dowiedzieć. Dzięki temu dorosłam do swojej skóry.

Co masz na myśli?

Znasz te chińskie psy rasy shar pei, które rodzą się z „za dużą” skórą, więc jako szczeniaki są całe pomarszczone? Dopiero z wiekiem do swojej skóry dorastają. Dokładnie tak jak ja. Przed trzydziestką byłam jak taki szczeniak. Wcześniej, jako nastolatka, nie czułam się dobrze sama ze sobą. Później, studiując ekonomię i pracując w marketingu, jeszcze gorzej. Dopiero pisanie naprowadziło mnie na właściwy tor. Po pierwszej książce poczułam, że wreszcie jestem tam, gdzie zawsze chciałam być. Im jestem starsza, tym jest mi lepiej. Cieszę się na 45. urodziny, które obchodzę w tym roku. Moje życie stało się teraz bardziej niezwykłe.

Wyobrażasz sobie, że mogłabyś przestać pracować i poświęcić się wychowaniu dzieci jak bohaterka „Złotej klatki”?

Ludzie czasem pytają, po co nadal pracuję, skoro całkiem nieźle udało mi się na książkach zarobić. A ja odpowiadam im pytaniem, co im zdaniem powinnam robić całymi dniami. Karmić gołębie? Oglądać Netflixa? Może to i fajne przez miesiąc, dwa czy trzy. Tylko że ja uwielbiam tworzyć. Może nie tyle pisać, bo to męka, ale być pisarką, już jak najbardziej. Podoba mi się to, że mój głos liczy się w publicznej debacie, że mogę coś w czyimś życiu swoim pisaniem zmienić. Uwielbiam swoją pracę.

Tymczasem w Polsce zmroziły nas badania, z których wynika, że aż 49 procent Polek nie pracuje.

I to, niestety, sprawia, że są totalnie zależne od swoich mężów.

W najnowszej książce mówisz kobietom wyraźnie: zatroszczcie się o siebie.

Jeżeli kobieta chce zostać w domu z dziećmi, ma do tego pełne prawo. Podobnie zresztą jak mężczyzna. Ale podejmując taką decyzję, powinniśmy zawczasu zatroszczyć się o przyszłość. Wdrożyć system bezpieczeństwa na wypadek, gdyby sytuacja się zmieniła. W Szwecji 50 procent par się rozwodzi. Dlaczego więc właściwie zakładamy, że nas to nie spotka? A co, jeśli on zbankrutuje, zdradzi cię, odejdzie od młodszej i, jak bohaterka „Złotej klatki”, wylądujesz na bruku bez butów? Powinnyśmy zatroszczyć się o swoje finanse. Chociażby założyć konto, na które mąż będzie przelewał ustaloną sumę pieniędzy, a te na przykład zainwestować albo chociażby włożyć na lokatę. Jednym słowem – jeżeli decydujesz się zostać w domu, świetnie, ale zabezpiecz się.

Mówisz o takiej „poduszce”, która pozwoli nam dokonywać wyborów niepowodowanych uzależnieniem finansowym od mężczyzny?

Dokładnie. Świetne porównanie. Jak wsiadasz do samochodu, to twoją odpowiedzialnością, nie twojego męża, jest zapięcie pasów. Ale gdy go poprosisz o pomoc w ich zapięciu, powinien to zrobić. Pora zdać sobie sprawę, że brak niezależności finansowej zabiera nam wolność. Stajemy się zależne. Nic w tym fajnego.

Masz czwórkę dzieci – dwie dziewczynki i dwóch chłopców. Myślisz, że trzeba się skupić na tym, by zacząć inaczej wychowywać dziewczynki? Czy może na tym, by od małego przygotowywać chłopców do bycia dla nich partnerami?

Jako matka czuję ogromną odpowiedzialność za wychowanie dzieci. Staram się uczyć synów, jak traktować kobiety, jak je szanować, jak uczestniczyć we wspólnym życiu. Moja najstarsza córka ma 15 lat i muszę bardzo uważać, by cały czas jej nie wrabiać w bycie opiekunką najmłodszej, trzyletniej, tylko prosić o to raz ją, raz jej brata. On sobie świetnie radzi, i co więcej, bardzo to lubi.

Camilla Läckberg – ur. w 1974 roku w Fjallbace, miejscowości, która stała się akcją jej wszystkich książek. Zasłynęła cyklem kryminałów z pisarką Eriką Falck, teraz zaczyna kolejny. (fot. BEW)

Z polskiej perspektywy Szwecja wygląda jak równościowy kraj. Wedle raportów ONZ znajduje się ona w czołówce państw z największym stopniem równouprawnienia w Europie.

Jesteśmy bardzo uprzywilejowani, to prawda, oraz zaawansowani w równościowych działaniach. Ale nie należy tego mylić z zupełną równością pomiędzy mężczyznami a kobietami. W Szwecji wciąż jest masa nierówności. Niby mamy takie same prawa, ale w praktyce to mężczyźni trzymają władzę.

Wciąż zarabiają więcej niż kobiety?

Tak. Zdaje się, że o dziesięć procent. To jeden z absurdów. Jak widzisz, ciągle mamy przed sobą daleką drogę. Niedawno założyłam z przyjaciółką firmę inwestycyjną, bo dowiedziałam się, że w Szwecji tylko jeden procent kapitału, jaki jest inwestowany – chociażby w start-upy – trafia w ręce kobiet. Jeden z „męskich” argumentów: nie ma wystarczającej liczby kobiet przedsiębiorczyń ani ciekawych pomysłów biznesowych, bo kobiety chcą zakładać firmy zajmujące się głównie włosami i paznokciami. A to – za przeproszeniem – gówno prawda. Po prostu faceci inwestują w facetów. I my, kobiety, również powinnyśmy inwestować w kobiety. I tyle. Nikt tego za nas nie zrobi. Naszą firmę nazwałyśmy Invest in Her.

Kurs pisania kryminałów, w którym wzięłaś udział – był to prezent gwiazdkowy od twojej rodziny, po którym napisałaś debiutancką „Księżniczkę z lodu” – był skierowany do kobiet, bo wydawnictwo uznało, że jest za mało autorek kryminałów i czas to zmienić. Wygląda na to, że się udało. Dziś jesteś nazywana królową szwedzkiego kryminału.

Działanie napędza robotę. Denerwuje mnie, gdy ludzie mówią: „Ale przecież nic się nie da zrobić!”. Trzeba po prostu zacząć od siebie. Pisać kryminały albo robić coś innego. Chociaż ja miałam też wiele szczęścia w życiu, bo zawsze otaczały mnie fantastyczne kobiety, od których dostałam masę wsparcia. I teraz czuję, że muszę spłacić dług. Gdyby każdy tak robił, dobro cały czas by krążyło i zmieniało coś w świecie.

Jak wyglądało to kobiece wsparcie?

Z przyjaciółkami pomagałyśmy sobie, gdy nasze najstarsze dzieci były malutkie – to był najtrudniejszy czas. Gdy widziałyśmy, że któraś już z dzieciakami wariuje, zabierałyśmy je na wakacje, żeby ich mama mogła się chociaż wyspać. Brzmi banalnie, ale to była nieoceniona pomoc. Dziś Christina moja najlepsza przyjaciółka, jest dyrektorem mojej firmy. To na niej spoczywają wszelkie sprawy biznesowe. Gdybym sama miała negocjować kontrakty, dałabym wszystkim moje książki za darmo albo wręcz dopłaciła, byleby tylko je drukowali. Christina jest świetną negocjatorką. Wyobrażasz sobie, że gdy zaczynałyśmy pracować razem 13 lat temu, na okrągło nam powtarzano, że ani się spostrzeżemy, jak weźmiemy się za łby i zaczniemy kłócić. „Dlaczego?- pytałam. – Tylko dlatego, że jesteśmy kobietami?” Między innymi Christinie zawdzięczam bezpieczeństwo finansowe.

No właśnie. Masz dużą rodzinę, kwitnącą karierę, sprzedałaś 23 miliony książek w ponad 60 krajach świata. Jak to wszystko godzisz, jak żonglujesz rolami?

Zawodowo otacza mnie zespół specjalistów, a rodzinnie świetnie zorganizowana struktura – z moją mamą na czele. Poza tym moi byli partnerzy i ich rodziny oraz mój obecny mąż angażują się w wychowanie dzieci. Ale muszę przyznać, że jakkolwiek świetnie bym sobie radziła, to ciągle jestem poddawana fali krytyki ze strony innych matek. „Jak możesz tyle pracować, mając czwórkę dzieci? Jak możesz jechać na dwa dni na Targi Książki do Paryża, gdy twoja córka ma zaledwie sześć miesięcy?”. I tak dalej. Gdyby to jej ojciec wyjechał na dwa, trzy dni, ba, nawet gdyby zniknął na trzy tygodnie, nikt by nic nie powiedział. A tymczasem ja wciąż muszę udowadniać innym, że można być dobrą matką i mieć udane życie zawodowe. Mimo to nie boję się podejmować tej debaty, tym bardziej że wiele kobiet ugina się pod wpływem krytycznych głosów i nie robi rzeczy, na które miałoby ochotę – na przykład nie wraca do pracy. To okropne, że my, kobiety, bywamy swoimi najgorszymi wrogami i krytykami. Przecież mogłybyśmy podbić świat, stając ramię w ramię. Tymczasem wolimy udowadniać sobie, która jest lepszą matką.

Twój partner pomaga ci przy dziecku?

Bardzo. Ale on jest młodszy niż ja.

13 lat – dodajmy.

I widzę ogromną, pokoleniową wręcz, różnicę pomiędzy nim a mężczyznami w moim wieku. Moja generacja cały czas gubi się w równości pomiędzy płciami. Tymczasem on obserwował swojego ojca i innych wokół, jak się zajmują dziećmi, i od małego brał udział w pracach domowych. Gdy na niego patrzę, widzę przyszłość w jaśniejszych barwach.

Twój związek z młodszym partnerem również stał się przedmiotem publicznej debaty?

Ku mojemu zdziwieniu w Szwecji zrobiło się wokół naszej różnicy wieku wielkie zamieszanie. Nie mogłam w to uwierzyć, bo wokół mnie zawsze było wiele facetów mających dziewczyny w wieku swoich córek. Zresztą ja o moim partnerze zwykłam mówić w żartach, że to najmłodszy starzec w Szwecji. Owszem, jest wysportowany, bo to zawodnik i mistrz MMA, ale jest też dość staroświecki – lubi chodzić w trzyczęściowych garniturach a la lata 40. i kapeluszach. Teraz marzy o tym, żeby sobie kupić monokl. Tym bardziej mnie śmieszy debatowanie nad jego młodym wiekiem. Poza tym nie mieści mi się w głowie, że mamy początek XXI wieku, a ludzie przejmują się tym, że mój partner jest ode mnie o 13 lat młodszy. Przecież jest już pełnoletni!

No właśnie. Sytuacja odbita w lustrze nikogo by nie zdziwiła.

Uważa się, że kobiety powinny żyć wedle norm. Gdy tylko od nich odchodzimy, jesteśmy srogo oceniane. Mężczyźni nie. Iluż to aktorów publicznie zachowuje się jak ostatnie dupki: kobiety, narkotyki, zdrady, alkohol i jeszcze te głupoty, które wygadują, a ich popularność rośnie. Tymczasem gdy aktorka zrobi jedną głupotę, jest skończona. Wszyscy ją krytykują. Niestety, wciąż mamy podwójne standardy.

Nadal wierzysz w siłę kobiet? Pomimo konfrontowania się z krytyką z ich strony?

Oczywiście, zresztą i tak dostaję więcej słów uznania i dowodów sympatii niż słów krytyki. Mój Facebook to istna bomba miłości. Ludzie podchodzą na ulicy, żeby powiedzieć mi coś miłego. Albo mówią, że mój wywiad sprzed ponad dziesięciu lat o depresji poporodowej, której doświadczyłam, coś zmienił w ich życiu, bo oni, ich partnerki też to przeżyli. I nagle okazało się, że nie są z tym sami.

W najnowszej książce pokazujesz siłę kobiet i poniekąd feministyczną wersję siebie. Czujesz się feministką?

Moja najstarsza córka zaraz wkroczy w dorosły świat, więc zaczęłam się zastanawiać, co ją tam czeka. Chciałabym, by ten świat był lepszy. Ale nie lubię słowa „feministka”, bo przez lata obrosło kliszami. Nie chodzi przecież o to, że masz nie golić nóg czy palić staniki, ale o to, by opowiadać się za równością płci. W obcasach i z makijażem na twarzy tłumaczyłam najstarszej córce, ze jak chce mieć różowe ciuchy, to proszę bardzo, jeśli tylko będą się nadawały do chodzenia po drzewach. I ona w tych różowych dresach wspina się na najwyższe gałęzie, a brat pilnuje pnia i boi się wejść na najniższą gałąź. Ale istotą równości nie są łażenie po drzewach, kolor ubrania i golenie nóg. Chodzi o to, byśmy miały prawo być takimi kobietami, jakimi tylko zechcemy. To dla mnie esencja feminizmu.