fbpx

„Czas na miłość” recenzja – więcej niż komedia romantyczna

„Czas na miłość” recenzja - więcej niż komedia romantyczna
Please Add Photos <br> to your Gallery
Zobacz galerię Zdjęć
fot. materiały prasowe © Universal Pictures

Dziesięć lat po superhicie „To tylko miłość” do kin trafiła nowa komedia romantyczna Richarda Curtisa.

Dziesięć lat po superhicie „To tylko miłość” Richard Curtis wyreżyserował nową komedię romantyczną, „Czas na miłość”. Do kin w Polsce film trafił niespełna 3 tygodnie po brytyjskiej premierze.

Brutalnie wyrwany ze snu po sylwestrowym przyjęciu 21-letni Tim ( Domhnall Gleeson, irlandzki aktor znany m.in. z „Harry’ego Pottera i Insygniów Śmierci”) poznaje sekret rodzinny: wszyscy mężczyźni z rodu Lake’ów mogą podróżować w czasie. Właściwie to jest mu wszystko jedno, jak ojciec (Bill Nighy, pamiętny rockman z „Tylko miłość”) rozwinie ten wątek, bo i tak nie wierzy w to, co usłyszał. Trochę na odczepnego próbuje po raz pierwszy skorzystać ze swojej nadzwyczajnej umiejętności i ze zdumieniem stwierdza, że faktycznie może wrócić do przeszłości. Przyznam, że w tym momencie przeżyłam chwilę zwątpienia, bo przecież to już było! Szczęśliwie, wkrótce okazało się, że reżyser wykorzystuje ten stary kinowy trik umiarkowanie i z dużym poczuciem humoru.

A Tim? Za radą ojca będzie wykorzystywał swój dar w sprawie dla siebie najważniejszej, czyli w poszukiwaniach dziewczyny. Szybko uświadomi sobie jednak, że zabawy z czasem nie gwarantują sukcesu w relacjach. Co więcej, poprawianie przeszłości może przynieść zupełnie nieoczekiwane konsekwencje. Bohater przekonuje się o tym na własnej skórze, gdy po jednej z „wycieczek’ znajduje w domu nie to dziecko, do którego zaistnienia się przyczynił. Tim musi sam doświadczyć ograniczeń w korzystaniu z odziedziczonej umiejętności, zanim zrozumie, że najważniejsze to żyć pełnią „tu i teraz”.

W nowym obrazie Curtisa odnajdujemy to, co gwarantuje sukces komedii romantycznej: dobry scenariusz, elementy humoru, spełnioną miłość. Jest jednak w tym filmie coś, co sprawia, że jest bardziej przekonujący niż cała masa typowych produkcji. Podobnie jak w „Tylko miłość” reżyser (i scenarzysta zarazem) nie szczędzi widzowi i smutnych wzruszeń: nie zawsze w życiu „wychodzi”, nie wszystkie marzenia się spełniają… Niekwestionowaną zaletą „Czasu na miłość” jest też jego kameralność, której nie traci ani podczas szerokich plenerów w Kornwalii, ani na zatłoczonych ulicach Londynu. W efekcie bohaterowie jakby dopuszczają widza do swojej prywatności jako gościa – bez prawa głosu, ale jednak – a nie podglądacza. Wdzięczna za to zaproszenie, przymykam więc oko na męczący dydaktyzm w końcówce filmu i wpisuję go na moją listę antydepresantów

„Czas na miłość”, reż.Richard Curtis, Wielka Brytania, 2013

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze