fbpx

Przelotni kochankowie – najnowsza komedia Pedro Almodovara

Przelotni kochankowie
Gutek Film

Almodovar zawsze miał ucho do żartów sytuacyjnych i zabaw słownych.

Przelotni kochankowie
Gutek Film/więcej w galerii

Najnowszy film hiszpańskiego reżysera miał być wielkim powrotem do formy oraz do debiutanckich jego filmów. Nie jest jednym ani drugim.

Nie będę ukrywać: nie zachwycili mnie „Przelotni kochankowie”. Po reżyserze formatu Almodovara, twórcy takich obrazów, jak „Volver”, „Złe wychowanie”, „Wszystko o mojej matce” czy „Kobiety na skraju załamania nerwowego” powinno się oczekiwać zdecydowanie więcej niż parodii filmu katastroficznego.

Almodovar zawsze potrafił wyłuskać problemy społeczne, nastroje i głębię psychologiczną swoich bohaterów, miał też ucho do żartów sytuacyjnych i zabaw słownych. Nawet w sceny dramatyczne potrafił włożyć akcent humorystyczny, a w sceny humorystyczne – opanowany do perfekcji rys absurdu, zakrywający niczym puder twarz histeryczki – rozpacz czy desperację jego bohaterów. Nic takiego tu nie znajdziemy. Ale o czym jest ta opowieść?

Rzecz, poza małymi wyjątkami, dzieje się na pokładzie samolotu pasażerskiego, który leci z Madrytu do Meksyku. Szybko okazuje się jednak, że z powodu zepsutego podwozia musi awaryjnie lądować jeszcze na terenie Hiszpanii. Jednak żadne lotnisko – z różnych powodów – nie może przyjąć samolotu, więc nad załogą i częścią pasażerów zawisło widmo katastrofy. Ale pamiętajmy, że jest to film Almodovara, a nie kino grozy. Załoga podaje środki nasenne klasie ekonomicznej, więc cała akcja rozgrywa się w klasie biznesowej – elicie, przynajmniej finansowej, kraju. Stewardzi, przyzwyczajeni do sytuacji kryzysowych wykonują swój popisowy numer – i to jest naprawdę zabawne, choć, umówmy się, niezbyt nowatorskie – czyli taniec do piosenki „I’m so excited” The Pointer Sisters. Pasażerowie umilają więc sobie czas rozmowami swoich mniej lub bardziej haniebnych postępkach, ekscesach seksualnych i finansowych, by – zanim dojdzie do katastrofy – zakończyć ten niemal teatralny spektakl seksualną orgią.

W swojej prostej groteskowej historii Almodovar bardzo ładnie zawiera wątki poważne – polityczne, ekonomiczne i społeczne, czyniąc swój film po części satyrą na kryzys gospodarczy, który kwitnie w Hiszpanii. W jego samolocie ludzie, którzy nie mają najmniejszej świadomości ani wpływu na to co się dzieje – klasa ekonomiczna – śpią odurzeni środkami nasennymi. Tymczasem klasa biznesowa, elita, choć świadoma nadchodzącej katastrofy, nic sobie z niej nie robi. Dzwoni do rodziny, opowiada o przeszłości, przyznaje się do błędów. Jeden z poważnie wyglądających pasażerów, były pilot obecnie biznesmen, ucieka do Meksyku po tym, jak dopuścił się licznych defraudacji i przyczynił do bankructwa inwestycji na madryckim lotnisku. Do Meksyku przenosi się też hiszpański aktor, bo w telenowelach meksykańskich lepiej płacą. Pozostawia po sobie przechodzącą załamanie nerwowe kochankę. Prowadząca agencję towarzyską o światowej sławie Norma, trzyma w garści najważniejsze osoby na świecie, informując ich o swojej kolekcji filmów porno z ich udziałem. Przyszłość świata zależy od ludzi godnych potępienia, na których wszyscy w dodatku polegamy – zdaje się mówić Almodovar. I to jest ładnie pociągnięty wątek, który mocno wybrzmiewa na tle groteskowych scen, z wróżeniem z jąder w kokpicie pilotów na czele. To nie jest wielki powrót Almodovara, ale nie najgorszy w porównaniu z ostatnio wyreżyserowanymi przez niego filmami.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze