fbpx

Kiedy idziesz, czas zwalnia – jakie są korzyści ze spacerów?

Kiedy idziesz, czas zwalnia. O korzyściach ze spacerów
każda wędrówka pozwala lepiej poznać świat i samego siebie. (Fot. iStock)

Spacer po okolicy to nie to samo co samotna wyprawa na biegun. Jednak każda wędrówka pozwala lepiej poznać świat i samego siebie. Zdaniem norweskiego podróżnika i autora książek Erlinga Kaggego, chodząc, medytujemy, doświadczamy emocji i więcej dostrzegamy.

Ma pan na koncie między innymi zdobycie pieszo dwóch biegunów i wspinaczkę na Mount Everest. Czy podróżnik z takim dorobkiem mógłby zamieszkać na stałe w dużym mieście, np. w Nowym Jorku?
Mógłbym żyć gdziekolwiek. Ale z mieszkaniem w dużym mieście wiąże się popełnianie największego błędu, jaki my, ludzie, dziś robimy – życie w odcięciu od natury. Matka Ziemia ma już ponad pięć miliardów lat, a nasze pokolenie ma głównie styczność ze środowiskiem stworzonym przez człowieka: drogami, autobusami, metrem, budynkami. Epidemia koronawirusa powinna nas skłonić do większego wsłuchania się w naturę i przypomnienia sobie, skąd pochodzimy. Właśnie dostajemy od niej wskazówkę, by żyć w znacznie prostszy sposób niż dotychczas. Według mnie sekret dobrego życia tkwi w tym, by ono było jak najprostsze – wtedy umiemy cieszyć się z pozornie banalnych rzeczy. Ludzie tak żyli przecież przez tysiące lat.

Czyli ograniczenia, w jakich teraz żyjemy, mogą być okazją do zdobycia nowych doświadczeń?
Praca, biznes i system edukacji skłaniają nas do życia na wysokich obrotach, uzyskiwania coraz wyższych płac, lepszych wyników… Z powodu tej pogoni wielu ludzi zapomniało o zwyczajnym chodzeniu, wędrówkach, które skłaniają do ciszy, refleksji i uspokojenia.

Wrócę jeszcze do myśli o zamieszkaniu w Nowym Jorku. Zaskoczyła mnie ta odpowiedź, bo pańska poprzednia książka mówiła o poszukiwaniu ciszy. Odnalazłby pan ją w wielkim mieście?
Tak, bo najbardziej istotna cisza to ta, która jest w nas. Pana cisza może się różnić od mojej. W wielkim mieście nie można czekać, aż cisza przyjdzie do ciebie, trzeba jej szukać w swoim wnętrzu. Choć w Nowym Jorku, gdzie prawie wszystko jest stworzone przez człowieka, to na pewno trudniejsze.

Na razie nie możemy latać po świecie i być może długo nie będziemy chcieli. Może rozsmakujemy się w spacerach po najbliższej okolicy, co promuje pan w książce „Idź krok po kroku”.
Teraz wielu ludzi nie może lub nie chce jeździć autobusem czy metrem, więc częściej chodzą po mieście. Spacery przeżywają swój renesans. I to jest bardzo dobre nie tylko dla ludzi, ale też dla świata.

Kiedy idziesz, czas zwalnia. O korzyściach ze spacerów
Erling Kagge, „Idź krok po kroku” (Wydawnictwo Muza 2020)

Chodzenie pochłania ogromną ilość czasu. A przecież czas to pieniądz…
(śmiech) Szanuję ludzi, którzy mają zbyt mało czasu na chodzenie, ale jednocześnie wielu z nich spędza co najmniej trzy, cztery godziny dziennie w mediach społecznościowych. Nic więc dziwnego, że skarżą się na brak czasu. Marnujemy swój czas, a przynajmniej jego istotną część, a potem twierdzimy, że życie jest za krótkie. Tymczasem życie jest długie, jeśli się je dobrze wykorzystuje. Gdy chodzisz, to wydłużasz swój czas i przestrzeń. Bo dostrzegasz, słyszysz, dotykasz i czujesz. Kiedy się poruszasz, tak wiele się dzieje, więc masz wrażenie, że czas zwalnia. Jego upływ staje się więc czymś względnym.

Pisze pan, że stawianie jednej nogi przed drugą to jedna z najważniejszych czynności, jakie wykonujemy w życiu. Czy dlatego, że to tak dobre dla zdrowia, jak twierdził już Hipokrates?
Gdyby tylko o to chodziło, to nie napisałbym całej książki na ten temat. Homo sapiens nie wymyślił chodzenia na dwóch nogach, tak robi wiele zwierząt. Jednak przez kilkaset tysięcy lat robiliśmy to z upodobaniem, teraz przestaliśmy. Przez większość dnia siedzimy na tyłku, odkrywając świat poprzez ekran monitora. To nas zmienia jako ludzi.

W poprzedniej książce pisał pan, że chodzenie to bliski partner ciszy. Czy spacery można traktować jako formę medytacji lub ćwiczenie mindfulness?
Zdecydowanie tak. To też powód, dla którego tak lubię wędrówki. Gdybym się urodził w Indiach, to prawdopodobnie uprawiałbym jogę, siedząc w kucki. Ale jestem Norwegiem, który ma dużo przestrzeni do chodzenia, no i ma góry. Dla nas chodzenie to właśnie forma medytacji w ruchu. Nawet podczas spacerów w dużym mieście, choć to trudniejsze. Mieszkam na obrzeżach Oslo i dziś rano poszedłem odebrać swój samochód z warsztatu. Stawiałem krok za krokiem i wsłuchiwałem się w śpiew ptaków, w to, jak bije mi serce… Raptem dwudziestominutowy spacer o poranku bardzo mnie zrelaksował. Kiedy jesteś w ruchu, twój umysł pracuje zdecydowanie lepiej, rodzą się nowe pomysły, pojawiają się emocje. To ma swoje odzwierciedlenie nawet w naszym języku, na przykład po angielsku „motion” oznacza ruch, a emocje to „emotion”. Podobnie jest w norweskim czy sanskrycie. Niektórzy to czują podświadomie – gdy chcą coś wymyślić albo odbyć ciekawą rozmowę przez telefon, to spacerują.

O głębsze refleksje pewnie łatwiej na samotnych wyprawach niż spacerze po mieście i najbliższej okolicy.
W mieście, z dala od natury, jest na pewno inaczej, ale zasada „w ruchu umysł lepiej działa” nadal obowiązuje. Może to frazes, ale bardzo wiele interesujących rzeczy znajdziesz na swoim podwórku. Zdecydowanie warto wędrować po okolicy.

Proszę mnie przekonać do takiej mikropodróży.
Mieszkam w tym samym miejscu od 21 lat i nadal znajduję coś interesującego w okolicy. To drobne rzeczy, obserwuję na przykład, jak wieje dziś wiatr, w jakim nastroju są ludzie, których mijam podczas przechadzki. Dzięki tym wędrówkom zauważam też powoli dokonujące się zmiany, choćby to, na których budynkach niszczeje farba, a które są odnawiane. Takie spacery nie wzbogacają tak bardzo jak wyprawa na biegun, ale nadal są interesujące. Bo jesteśmy częścią tego, co spotykamy na swojej drodze. Zresztą mógłbym pana przez pół dnia przekonywać, że warto chodzić, ale byłoby to marnowaniem czasu. Lepiej, aby pan się w tym czasie przeszedł i sam o tym przekonał. Bez telefonu, skupiając się na tym, co wokół.

Kiedy idziesz, czas zwalnia. O korzyściach ze spacerów
Erling Kagge podczas samotnej wyprawy na biegun (fot. materiały prasowe)

Dobrze, zrobię to po naszej rozmowie. W książce wspomina pan o swoich córkach. Początkowo nie były przekonane do wspólnych spacerów. Nadal tak jest?
Dziś już nie muszę ich namawiać. Poznały wartość spacerowania, doceniają towarzyszącą im wtedy ciszę i same bardzo dużo chodzą. A jeszcze kilka lat temu młodsza, dziś 17-letnia, uważała, że „wszystko to gówno prawda”, a cisza jest „bardzo dziwna”.

Czy ma pan jeszcze jakieś marzenia związane z wędrówkami?
Samo życie to bardzo długa wędrówka, a ja nie jestem nawet w jej połowie. Ciągle marzę. Teraz na przykład o tym, że piechotą pójdę do Anglii. Tam jest moja przyjaciółka, z którą z powodu pandemii nie mogę się teraz spotkać. Są jeszcze miejsca, do których chciałbym dotrzeć pieszo, te nieodkryte jeszcze przez ludzi. Czasami rozmawiam z Markiem Kamińskim i namawiam go, byśmy wyruszyli gdzieś razem. Ale ciągle nie mamy sprecyzowanego planu. Obydwaj mamy już na koncie ekstremalne wyprawy i obydwaj też jesteśmy na tym etapie życia, że wolimy zwolnić. Zatem nie będziemy podejmować żadnych wielkich wyzwań. Raczej chcemy w takiej wędrówce poznać nowe wartości, podejść do czegoś pod innym kątem.

Co chciałby pan, aby czytelnik zrobił po przeczytaniu pana książki?
Po prostu wyszedł na spacer. Życie polega na poszukiwaniu swoich biegunów południowych. Wędrówki, także te krótkie, to odkrywanie siebie podczas odkrywania świata.

Erling Kagge, norweski, podróżnik, pisarz, wydawca, kolekcjoner sztuki, filozof i polityk. Zdobywca biegunów północnego i południowego oraz Mount Everestu. Jako pierwszy człowiek osiągnął pieszo tzw. trzy bieguny. „New York Times” napisał o nim, że jest „filozoficznych poszukiwaczem przygód” lub „poszukującym przygód filozofem”.

  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
?>