1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Listy do Psychologa
  4. >
  5. Obsesyjnie zazdrosny mąż

Obsesyjnie zazdrosny mąż

Niezwykle trudno jest zmienić cokolwiek, stosując te same sposoby radzenia sobie z problemem, również w kwestii nadmiernej zazdrości 
w małżeństwie.(Ilustracja: iStock)
Niezwykle trudno jest zmienić cokolwiek, stosując te same sposoby radzenia sobie z problemem, również w kwestii nadmiernej zazdrości w małżeństwie.(Ilustracja: iStock)

Jestem mężatką z dwudziestoletnim stażem. Z czasem oddaliliśmy się z mężem od siebie. Często krytykowana i obrażana zatracałam swoje poczucie wartości i kobiecości, stałam się smutną, zakompleksioną dojrzałą kobietą. Mąż dostał awans związany ze zmianą miejsca zamieszkania w innym kraju. Nie mogłam zafundować uczącym się dzieciom aż takich turbulencji życiowych, dlatego postanowiliśmy, że wyjedzie sam, po cichu nawet miałam nadzieję, że rozstanie pomoże naszemu małżeństwu. Pewnego dnia wpadłam na swojego przyjaciela z młodości, przegadaliśmy przy kawie kilka godzin, wymieniliśmy się numerami telefonów i grzecznie pożegnaliśmy. Po kilku tygodniach dostałam wiadomość, że jego małżeństwo przeżywa kryzys i tak od słowa do słowa zaczęliśmy się sobie zwierzać i wspierać. Pomimo że nigdy nie doszło do zdrady, odzyskałam poczucie wartości jako kobieta. Niestety, czułam się nielojalna w stosunku do męża, w dodatku przechwycił jeden z SMS-ów i odtąd zaczął się mój koszmar. Z jednej strony dawny przyjaciel pozostawiony bez wyjaśnień, z drugiej obsesyjnie zazdrosny mąż, zabraniający mi kontaktów nawet z koleżankami, węszący zdradę i podstęp. Jestem rozliczana z każdej godziny na zakupach, muszę meldować się telefonicznie, co robię i gdzie się znajduję. Nie chcę nikogo krzywdzić, ale nie jestem szczęśliwa.         Żona

Tomasz Srebrnicki: Witaj. Na początku pozwolę sobie na refleksję, że niezwykle trudno jest zmienić cokolwiek, stosując te same sposoby radzenia sobie z problemem. Wątek przyjaciela pominę, ponieważ tak jak rozumiem – relacja z nim jest konsekwencją, a nie przyczyną Twoich problemów z mężem. Jak wnioskuję, zachowanie Twojego partnera, ale także i Twoje nieszczególnie się zmieniło, poza nasileniem stosowanych dotychczas strategii w sytuacji odkrycia domniemanego kochanka. Z poczucia obowiązku wskazać chciałbym na konieczność terapii małżeńskiej, o ile jesteście nadal zainteresowani pracą nad związkiem. Być może jednym z kluczy do zmiany sytuacji, o której piszesz, jest fragment Twojej wypowiedzi mówiący o lęku przed skrzywdzeniem kogokolwiek. Zwróć uwagę na fakt, że krzywdzenie prawdopodobnie od lat ma miejsce – Ciebie, dzieci, a także męża przez niego samego. Zastanów się, czy aby następstwem unikania nie jest tkwienie w błędnym kole nierealizowania, ale też niekomunikowania własnych potrzeb oraz oczekiwania, aby partner czy ktokolwiek inny je zaspokoił. Przemyśl też, jakie komunikaty przekazujecie swoim dzieciom odnośnie do bliskości i rozwiązywania problemów. Myślę, że najwyższy czas objąć i polubić swój lęk.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Listy do Psychologa

Chcemy się ponownie pobrać, ale rodzina nie wierzy w naszą miłość

Ślub jest celebracją waszego szczęścia – inni mają się czuć zaszczyceni, że chcecie się z nimi tym podzielić - radzi Tomasz Srebrnicki. (Ilustracja: iStock)
Ślub jest celebracją waszego szczęścia – inni mają się czuć zaszczyceni, że chcecie się z nimi tym podzielić - radzi Tomasz Srebrnicki. (Ilustracja: iStock)

W młodym wieku wyszłam za mąż i urodziłam dwoje dzieci. Po latach oboje z mężem podjęliśmy decyzję o rozwodzie. Zaczęliśmy sobie układać życie na nowo, jednak oboje czuliśmy, że to nie jest to. Po dwóch latach od rozwodu nasze relacje zaczynały się ocieplać, dostrzegliśmy, że nadal coś do siebie czujemy i że popełniliśmy błąd. Postanowiliśmy iść na terapię i walczyć o nasz związek, a nie poddać się bez walki o nas i naszą rodzinę. Za trzy miesiące ponownie bierzemy ślub, tym razem kościelny i wszystko byłoby super, gdyby nie fakt, że nasze rodziny są skłócone i nie chcą ze sobą rozmawiać. Co gorsza, uważają nasz powrót do siebie za totalny absurd i ewidentnie odradzają nam bycie znowu parą. Tylko nasi znajomi stoją za nami murem i dobrze nam życzą. Oczywiście będą na ślubie, w przeciwieństwie do naszych rodziców i rodzeństwa. Jak mamy przekonać bliskich, że my naprawdę się kochamy, że chcemy, aby zapomnieli o tym, co było, i cieszyli się naszym szczęściem? By nas wspierali i byli w tym ważnym dla nas dniu razem z nami. Jak ich przekonać, by uwierzyli w nas i naszą miłość? Agnieszka

Tomasz Srebrnicki: Może moja odpowiedź zabrzmi brutalnie, może będzie tylko odzwierciedleniem moich przekonań lub uznasz ją za bezsensowną, ale… Po pierwsze, po co wam na ślubie goście nieakceptujący waszej relacji? Po drugie, po co przekonywać osoby, które chcą tkwić w swoim przekonaniu? I wreszcie po trzecie, po co ktoś ma uwierzyć w waszą miłość? Rozumiem, że wybraliście drogę rzadziej uczęszczaną, szczególnie w dzisiejszych czasach – czyli drogę naprawiania, a nie wyrzucania (nawet jeśli pomiędzy zdarzył się rozwód). Zidentyfikowaliście problemy i uznaliście, że chcecie dalej budować waszą relację. Ukoronowaniem tej drogi jest ponowny ślub. Nie wiem nic o przyczynach waszego rozwodu oraz o waszych rodzinach. Wydaje mi się jednak, że wasza droga skłoniła krewnych do refleksji na temat ich własnych wyborów życiowych i relacji, w których byli lub są. I… szybko z tej refleksji zrezygnowali, przekierowując złość na was i opowiadając się za własnym zdaniem. To smutne i można się nad tym smutkiem pochylić po to, aby zatańczyć na weselu jako stara-nowa oddzielna rodzina. Piłeczka jest po ich stronie – nie kopcie jej. Niech leży. A ślub jest celebracją waszego szczęścia – inni mają się czuć zaszczyceni, że chcecie się z nimi tym podzielić. Osobiście proponowałbym zastosować taki właśnie klucz przy doborze gości.

  1. Listy do Psychologa

Kolejny raz weszłam do tej samej rzeki

- Straciłaś coś ważnego, tak się dzieje w życiu – stratom towarzyszy smutek, a smutek w końcu mija. Dzięki niemu możemy się zatrzymać i odpocząć - mówi Tomasz Srebrnicki. (Fot. iStock)
- Straciłaś coś ważnego, tak się dzieje w życiu – stratom towarzyszy smutek, a smutek w końcu mija. Dzięki niemu możemy się zatrzymać i odpocząć - mówi Tomasz Srebrnicki. (Fot. iStock)

Jestem mężatką z długoletnim stażem i z problemami w związku. Zamiast ratować go terapią, zamknęłam się w sobie, oddaliłam od męża, który pogrążył się w pracy i alkoholu. W końcu po 15 latach rozeszliśmy się. Myślałam, że do szczęścia wystarczy mi dorastająca córka i kot, lecz na portalu społecznościowym odnowiłam znajomość z moim dawnym chłopakiem. Pisaliśmy do siebie. Zaczęło się od wspomnień, potem były opowieści o jego problemach z żoną. Wydawało się, że są już o krok od rozwodu. Spotkaliśmy się i byliśmy oczarowani sobą na nowo. Zakochiwałam się, on mówił że też, a przynajmniej tak chciałam słyszeć. Ale swój rozwód odkładał z coraz to nowych powodów. Bał się, że straci kontakt z synami. Gdy po roku spotykania się zapytałam, jaka jest szansa, że po wszystkim będziemy razem, zniknął z mojego życia. Nagle, z dnia na dzień, bez wyjaśnień, nawet zmienił numer telefonu. Czuję się wykorzystana i oszukana. Nie rozumiem, dlaczego zrobił to mnie, osobie i tak już pokiereszowanej przez życie. Basia

Tomasz Srebrnicki: Wyjaśnianie motywów zachowań ludzkich jest procesem skomplikowanym i obarczonym dużym ryzykiem błędu. Dlatego uważam, że zrozumienie racji, dla których twój partner zrobił, co zrobił, będzie mało efektywne. Z drugiej strony, wydaje mi się, że wskazał, co nim kierowało: był to lęk przed utratą kontaktu z synami. Najprawdopodobniej zdecydował się pójść za swoją potrzebą, która brzmiała: „wracam do żony i synów”. A w jaki sposób to zrobił, to już inna sprawa, z reguły regulowana umiejętnościami, które nazywamy „dobrym wychowaniem”. W tym aspekcie raczej się pogrążył. Zostawmy jednak sprawę stylu, odpowiedzmy na pytanie: czy miał do tego prawo? Odpowiedź brzmi: tak. Zadajmy kolejne: czy jego postępowanie było krzywdzące? Odpowiedź brzmi: po części tak. W złym stylu jest robienie komuś fałszywych nadziei. Jest jednak w tej opowieści i twoja część, czyli znaczenie, jakie nadajesz temu, co się stało. Czujesz się skrzywdzona i wykorzystana. To są twoje emocje i są one jak najbardziej ważne. Pamiętaj jednak, że nie jesteśmy emocjami, tylko czujemy emocje. Przypatrz się im – stań jak najlepszy przyjaciel obok nich i pomyśl, co możesz z nimi zrobić. Straciłaś coś ważnego, tak się dzieje w życiu – stratom towarzyszy smutek, a smutek w końcu mija. Dzięki niemu możemy się zatrzymać i odpocząć. Jemu, proszę, odpuść – jego lęk był tak samo ważny jak teraz twój smutek. Może warto też pomyśleć, na jakim twoim etapie rozwoju przydarzył ci się ten romans. Czy byłaś gotowa na głęboką relację? To też jest ważne, tak jak ważna jesteś ty.

  1. Listy do Psychologa

Czuję się bezsilny wobec nałogu moich bliskich

- Bezsilność jest tylko drugą stroną siły, a przyjęcie bezsilności jako doświadczenia może być bardzo rozwojowym etapem w życiu - mówi Tomasz Srebrnicki. (Ilustracja: iStock)
- Bezsilność jest tylko drugą stroną siły, a przyjęcie bezsilności jako doświadczenia może być bardzo rozwojowym etapem w życiu - mówi Tomasz Srebrnicki. (Ilustracja: iStock)

Jeszcze do niedawna chciałem być instruktorem terapii uzależnień. Życie jednak potoczyło się inaczej. Chciałbym zapytać, jaki stosunek powinienem mieć do otaczających mnie alkoholików, którzy przegrali swoje życie na każdej płaszczyźnie (praca, dom, opieka nad dzieckiem) i nie chcą po raz kolejny podjąć leczenia. Mam zerwać z nimi i tak już mocno ograniczony kontakt? Znajomości te wiele mnie kosztowały i nadal kosztują, zarówno pod względem finansowym, jak i emocjonalnym. Czuję do nich żal, złość, jednak nie potrafię przestać o nich myśleć. Na swój sposób jest mi ich po prostu żal. Czuję się bezsilny. Co robić? Michał

Tomasz Srebrnicki: Poczucie bezsilności wobec osób, które podjęły takie, a nie inne decyzje życiowe, jest trudnym doświadczeniem. Osoby zaangażowane w relacje z nimi próbują radzić sobie z tym poprzez szukanie jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Inni reagują zamartwianiem się lub złością. Co robić? To trudne, ale warto zadać sobie pytanie, czy ta relacja jest dla ciebie dobra (nieważne, czy ktoś pije, czy nie). Jeżeli odpowiesz „tak”, to wydaje się, że jedynym i nieskomplikowanym sposobem zachowania jest mówienie wprost o problemie, spotykanie się wyłącznie w stanie trzeźwości i angażowanie się w jakiekolwiek inne zagadnienie pod warunkiem ukończenia terapii uzależnień i utrzymania abstynencji. Myślę, że to wszystko, co możemy dać osobie uzależnionej – wybór. W sytuacji, w której twoja odpowiedź co do relacji byłaby negatywna, można zrobić to samo co w relacji z osobą nieuzależnioną – rozwiązać ją, dziękując sobie i drugiej stronie za wspólne parę lat rozwijających doświadczeń, a następnie wsiąść do pociągu i ze smutkiem odjechać dalej. Widocznie tylko do tego przystanku mogliście razem dotrzeć. Pamiętaj, że bezsilność jest tylko drugą stroną siły, a przyjęcie bezsilności jako doświadczenia może być bardzo rozwojowym etapem w życiu.

  1. Listy do Psychologa

Prowadzę podwójne życie

- Zastanów się też proszę, czy romans, w jakim jesteś od długiego czasu, nie odrywa cię od pracy nad relacją i bliskością z mężem - radzi Tomasz Srebrnicki. (Ilustracja: iStock)
- Zastanów się też proszę, czy romans, w jakim jesteś od długiego czasu, nie odrywa cię od pracy nad relacją i bliskością z mężem - radzi Tomasz Srebrnicki. (Ilustracja: iStock)

W moim długim małżeństwie od dawna działo się źle: ciągłe konflikty wywołane alkoholem, brakiem pieniędzy i szacunku. Pewnego dnia pojawił się ktoś, w kim się zakochałam. Wiedziałam, że to zakazane i nielojalne, ale serce wzięło górę nad rozumem. Nie obiecywał wiele, bo sam ma rodzinę, ale dawał nadzieję na wspólną przyszłość. Minęły dwa lata, a on już nie widzi wspólnej przyszłości i przestaje widzieć sens tej relacji, ale ja nie potrafię zerwać kontaktu. Cierpię, bo nadal jestem zakochana. Nie czuję się też szczęśliwa w małżeństwie, ale nie umiem powiedzieć mężowi prawdy, zwłaszcza że się stara, przestał nawet pić. Wszystko jest takie trudne i bolesne. Myślę o wizycie u specjalisty, ale na razie nie jestem na to gotowa. Co zrobić, żeby przestało boleć? Jak zabić w sobie uczucie? Zakochana

Tomasz Srebrnicki: Pomysł wizyty u specjalisty jest ze wszech miar dobrym rozwiązaniem i jak najbardziej cię do niego namawiam. Nie dlatego, że jesteś chora psychiczne, i nawet nie dlatego, żeby podjąć jakieś decyzje, ale dlatego, że cierpisz. Może to zła wiadomość, ale wydaje mi się, że próby zabijania uczucia tylko pogorszą sytuację. Z uczuciami tak jest, że przemijają, chyba że je w sobie pielęgnujemy – bez względu, czy mówimy tu o miłości, czy o nienawiści. Czując coś intensywnego, stoimy przed decyzją, czy o to uczucie dbać, „podlewać” je i pozwolić mu rozkwitać, na przykład budując czy pogłębiając relację, czy nie. Za mało prawdopodobne uważam, żeby uczucie mogło zawładnąć nami w sposób totalny bez żadnych starań z naszej strony. I dlatego zachęcam do kontaktu z psychoterapeutą, który pomoże ci zrozumieć rolę tej pielęgnacji. Zastanów się też proszę, czy romans, w jakim jesteś od długiego czasu, nie odrywa cię od pracy nad relacją i bliskością z mężem. Może tu jest pies pogrzebany? Jako terapeuta często spotykam się z prostym poglądem na życie, że relacja się tworzy raz, potem „coś się kończy”, a my jesteśmy tego biernymi uczestnikami.

  1. Listy do Psychologa

Dlaczego to ja jestem tą gorszą córką?

- Jeżeli chcesz zadbać o siebie w relacji z rodziną, spróbuj zastanowić się nad swoją rolą w tym konflikcie. Przyjrzyj się swoim myślom i emocjom pojawiającym się pod wpływem nieprzyjemnych zachowań bliskich - radzi Tomasz Srebrnicki. (Ilustracja: iStock)
- Jeżeli chcesz zadbać o siebie w relacji z rodziną, spróbuj zastanowić się nad swoją rolą w tym konflikcie. Przyjrzyj się swoim myślom i emocjom pojawiającym się pod wpływem nieprzyjemnych zachowań bliskich - radzi Tomasz Srebrnicki. (Ilustracja: iStock)

Rodzinne spotkanie i znów to samo – pomiędzy daniami sarkazmy matki i uszczypliwe uwagi ojca. Porównywanie mnie z młodszą siostrą, która nie jest ani ładniejsza, ani bardziej empatyczna. Zarabia podobnie jak ja, jest singielką, a ja mam już rodzinę. Znajomi twierdzą, że jeśli już, to ja powinnam być tym numerem jeden. Zgrabniejsza, wrażliwsza na potrzeby innych. A ja słucham, jak były chłopak siostry załatwił jej grantowy projekt, jak z funduszy unijnych założyła własną średnio prosperującą firmę, jaka jest zabawna i oczytana... Nie odzywam się. Nic to, że czytam co najmniej trzy książki w miesiącu, biegam, pływam, mam wspaniałego męża i fajnego synka. To zawsze za mało, za skromnie. Siostra też się nie odzywa. Nie staje w mojej obronie, o co czuję do niej żal. Męża nie zabieram na te obiady, bo kończyłyby się awanturą z jego strony. Bo jak można „upupiać” swoje trzydziestoletnie dziecko na rzecz drugiego? Gdy rozmawiam o tym z rodzicami i siostrą, nie widzą problemu i obracają wszystko w żart. Chyba przestanę się z nimi spotykać. Czy rodzina ma prawo się tak zachowywać? Mocno Sfrustrowana

Tomasz Srebrnicki: Zauważ, że opisywany przez ciebie problem i wynikające z niego pytanie od razu ustawia cię w pozycji osoby krzywdzonej, do tego krzywdzonej niesłusznie. Ale to nie krytyka z mojej strony, bo to, co odczuwasz, jest prawdziwe, podobnie jak postępowanie twoich bliskich. Może cię to zdenerwuje, ale członkowie rodziny mają prawo do swoich zachowań. Jeżeli chcesz zadbać o siebie w relacji z nimi, spróbuj zastanowić się nad swoją rolą w tym konflikcie. Przyjrzyj się swoim myślom i emocjom pojawiającym się pod wpływem nieprzyjemnych zachowań bliskich. Mogą dotyczyć wątków krzywdzenia przez innych, ale także niedoceniania twoich wysiłków czy sukcesów. Zastanów się nad znaczeniem, które nadajesz swoim zaletom – czy przypadkiem nie czynią cię one ważną, szczególnie w kontraście do siostry. Na koniec, postaraj się ocenić, czy unikanie kontaktu rozwiąże problem. Często w takich sytuacjach zachęcam do pracy nad zbudowaniem takiej formy relacji z rodzicami, która gdzieś na końcu ma przestać nas definiować. To droga skutecznej separacji, ale nie rozstania. Myślę też, że warto, abyś skorzystała z pomocy terapeuty, który wesprze cię w zmianach.