1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wychowanie
  4. >
  5. Inny, czyli wart poznania

Inny, czyli wart poznania

Przybywa dzieci z różnego rodzaju dysfunkcjami i zaburzeniami. Tymczasem nie ma dla nich miejsca w systemie edukacyjnym – szkoły specjalne nie są dla nich odpowiednie, a szkoły powszechne takich uczniów nie chcą. Mama 13-letniej Agnieszki z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym Małgorzata Kruszewska-Przygodzka walczy o miejsce w świecie zdrowych ludzi dla swojej córki i podobnych dzieci. W tym celu założyła Fundację Szkoła Niezwykła.

Przeczytałam całą pani korespondencję do różnych instytucji w sprawie Agnieszki i muszę przyznać, że zaimponowała mi pani. Nie prościej było jednak posłać ją do szkoły specjalnej? – Absolutnie nie i co do tego nie mam cienia wątpliwości, choć nieraz mi to proponowano. Agnieszka urodziła się z lekkim porażeniem mózgowym, co, niestety, okazało się dość późno, bo w wieku sześciu lat. Jako noworodek otrzymała 10 punktów w skali Apgar i lekarze długo uspokajali mnie, że wszystko jest w porządku, mimo że od początku niepokoił mnie brak postępów w jej rozwoju ruchowym, a potem umysłowym (miała trudności w zapamiętywaniu i mówieniu). Gdy skończyła sześć lat, dowiedziałam się o teorii integracji sensorycznej i zaczęliśmy intensywne ćwiczenia tą metodą, które dały spore efekty (najlepsze osiąga się w wieku dwóch–trzech lat), ale nie zniwelowały problemów. Największe pojawiły się, gdy córka poszła do szkoły, notabene integracyjnej, która okazała się kompletnie nieprzygotowana do prowadzenia takich dzieci, bo w jednej klasie konfrontuje je z dziećmi cierpiącymi np. na ADHD. Efekt był taki, że Agnieszka dostała ataku epilepsji. Zabraliśmy ją z tej szkoły i przez rok leczyliśmy z fobii szkolnej.

Nie bała się pani, że w szkole powszechnej będzie jeszcze gorzej? – Oczywiście, że się bałam. Ale z drugiej strony wierzyłam – i nadal wierzę – że przy odpowiednim wsparciu, przy właściwym przygotowaniu nauczycieli i rówieśników dzieci z niepełnosprawnością mogą wspaniale funkcjonować w środowisku szkolnym. Przez 10 lat mieszkałam w Kanadzie, gdzie nie tylko dzieci z problemami, ale także niepełnosprawnych dorosłych traktuje się normalnie, a nie izoluje i skazuje na samotność. Przez kilka lat pomagałam takim ludziom charytatywnie. Dla mnie ich obecność wśród zdrowych jest czymś naturalnym. Dlatego gdy okazało się, że moja córka jest niepełnosprawna, postanowiłam zrobić wszystko, żeby mogła funkcjonować w swoim środowisku. Chcę też pokazać innym rodzicom, że warto o to walczyć i że to się wręcz należy naszym dzieciom. One też mają prawo do godnego życia i do rozwoju. Dlatego zdecydowaliśmy się z mężem posłać Agnieszkę do szkoły rejonowej, w której zresztą uczy się do dzisiaj.

Jak została przyjęta? – Poszła do szkoły ciekawa nowych wrażeń, otwarta, ale na początku dzieci ją odrzuciły. To nie ich wina, one nie wiedziały, jak postępować z kimś innym niż one, kto wolno mówi, inaczej reaguje. A tego naprawdę można nauczyć już małe dziecko. Agnieszka ma przyjaciółkę, która już w zerówce doskonale wyczuła jej inność i wspaniale się nią zaopiekowała. Jak się okazało, sama zajmowała się babcią chorą na alzheimera. W Anglii na przykład dzieci dużo wcześniej przygotowuje się na przyjście do klasy niepełnosprawnego dziecka, ale tam bardzo dobrze działa system edukacji włączającej.

Co to takiego? – To program włączania dzieci niepełnosprawnych w tradycyjny system szkolnictwa, który świetnie się tam sprawdził. Zgodnie z obowiązującym prawem w każdej angielskiej szkole, każdym przedszkolu czy żłobku działa koordynator specjalnych potrzeb edukacyjnych (SENCO), który otacza opieką dzieci z problemami – organizuje działania wspierające zarówno dla nich, jak i dla nauczycieli. W Anglii przyjęto, że dzieci niepełnosprawne w stopniu lekkim (te z poważniejszymi problemami objęte są specjalną opieką) powinny uczęszczać do szkoły rejonowej razem z rówieśnikami, a zadaniem szkoły jest zapewnić im takie warunki, aby mogły być włączone we wszystkie działania i miały możliwość wykorzystania w pełni swojego potencjału.

W polskiej oświacie, przynajmniej jeśli chodzi o teorię, jest podobnie – istnieje zapis o indywidualnym traktowaniu ucznia. – Tyle że ten zapis jest martwy – dzieci z lekką niepełnosprawnością wypycha się do szkół specjalnych, gdzie cofają się w rozwoju. A przy odrobinie dobrej woli dyrektorów, nauczycieli i pedagogów można naprawdę wiele zdziałać. W szkole Agnieszki udało się na przykład zmniejszyć liczbę uczniów w jej klasie do 15. Ale już za pracę pedagoga w domu płacimy sami. Takich dzieci jak Agnieszka jest wiele. Ich rodzice są bezradni, osamotnieni, nie wiedzą, gdzie szukać wsparcia, ani nie mają środków na opłacanie pomocy dziecku. My z mężem zarabiamy wystarczająco, aby zapewnić Agnieszce rehabilitację, dodatkowe lekcje, ale wielu rodziców na to nie stać. Rozumiem nauczycieli – ich też nikt nie przygotował do pracy z takimi dziećmi. Ale nie można rozkładać rąk i mówić, że nic nie da się zrobić.

Pani założyła Fundację Szkoła Niezwykła. Jaki cel jej przyświeca? – Najpierw był pomysł założenia szkoły. Podsunęła mi go sama Agnieszka, wówczas sześcioletnia. Chodziłyśmy od szkoły do szkoły z prośbą o przyjęcie i wtedy dotarło do niej, że nikt jej nie chce. Pewnego dnia, gdy wracałyśmy do domu po kolejnej odmowie, usłyszałam: „Mamusiu, otwórzmy własną szkołę. Będę ci kiedyś pomagała”. Sami jednak nie udźwigniemy ciężaru takiego przedsięwzięcia. Dlatego postanowiłam założyć fundację. Na razie jestem na etapie zabiegania o przydział działki pod budowę w warszawskiej gminie Białołęka.

 
To będzie szkoła dla niepełnosprawnych? – Nie! Ma to być szkoła dla wszystkich dzieci z rejonu ze specjalizacją edukacji włączającej. Chodzi o to, aby dzieci z lżejszymi dysfunkcjami znalazły w niej miejsce blisko domu, wśród rówieśników. W polskim systemie edukacyjnym nie ma tego typu placówek. Dlatego chciałabym, aby była to szkoła wzorcowa, wyznaczająca nowe standardy w edukacji. Będziemy szkolić nauczycieli i pedagogów, jak w praktyce integrować i edukować wszystkie dzieci w szkole nauczania ogólnego.

I stąd projekt „Inny, czyli wart poznania”? – Tak. Ten projekt jest dla mnie może nawet ważniejszy niż projekt budowy szkoły, bo dotyczy zmiany ludzkich przekonań i uprzedzeń. Akcentuję w nim, że w inności jest niezwykłość, że wiele można się od tych „innych” nauczyć. Ale też pokazuję, że postawa tolerancji, akceptacji powinna być czymś zwykłym.

Jakie szkolenia są organizowane przez fundację? – Przykładowe tematy: „Jak włączyć dzieci niepełnosprawne w normalny tok życia szkoły”, „Praktyczne metody zapobiegania dyskryminacji i odrzucaniu dzieci z problemami”, „Metody pracy w grupach jako sposób na zrozumienie potrzeb innych, budowanie wiary w siebie, uświadomienie pozytywnych aspektów bycia razem, a tym samym integracji i akceptacji inności”. Moja fundacja we współpracy z fundacją o zbliżonym profilu opracowuje projekt pomocy dla nauczycieli szkół powszechnych w Warszawie. Jednym z partnerów tego projektu będą pedagodzy angielscy realizujący program SENCO. Opracowujemy materiały szkoleniowe, tworzymy stronę internetową, nauczyłam się sama pisać wnioski o dotacje unijne. Wierzę, że w końcu uda się zmienić w Polsce sytuację wielu dzieci, na które wydano wyrok.

Skąd ta wiara? – Spotkałam nauczycielkę z małej szkoły pod Opolem, która od sześciu lat prowadzi chłopca z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym. Potrafiła tak wspaniale poprowadzić całą klasę, że chłopiec nie tylko nie został odrzucony, ale znalazł przyjaciela, którego zresztą pani na koniec roku nagrodziła za niesienie pomocy. Nagrodziła każde dziecko, także to niepełnosprawne, za wyjątkowość. Jej się udało. Dlaczego nie może udać się innym? Dzieci z niepełnosprawnością intelektualną odizolowane od społeczeństwa pozostaną nieprzystosowane do końca życia. Dlatego należy zrobić wszystko, żeby zintegrować je ze środowiskiem. Ale wsparcia potrzebują także dzieci zdrowe, które trzeba nauczyć, jak wyjść na spotkanie z nieco innym rówieśnikiem. Pokazać, że inny człowiek też jest wart poznania.

Dlaczego pani to wszystko robi? – Tak sobie myślę, że do wychowywania takiego dziecka jak Agnieszka los przygotowywał mnie od dawna. Zawsze reagowałam na cudze nieszczęście, chociaż ludzie mówili: po co się wtrącasz. Już jako uczennica liceum Batorego i harcerka opiekowałam się emerytowanymi nauczycielami. Kiedy wyjechałam, najpierw do Włoch, a potem do Kanady, zawsze trafiałam na pracę z ludźmi niepełnosprawnymi. Moim marzeniem były studia na rehabilitacji (przez dwa lata studiowałam na AWF-ie w Warszawie), ale skończyłam w Kanadzie protetykę dentystyczną. Teraz myślę, że Agnieszka wybrała właśnie mnie, bo byłam do jej wychowania przygotowana. Dlatego nie wyjadę z kraju, nie ustąpię, na co niektórzy liczą. Będę walczyć o prawo innych dzieci do normalnego życia. Doszłam do wniosku, że widocznie taka jest moja i Agnieszki rola. MAŁGORZATA KRUSZEWSKA-PRZYGODZKA-założycielka Fundacji Szkoła Niezwykła (www.szkolaniezwykla.org.pl – fundacja jest organizacją pożytku publicznego). Twórczyni projektu warsztatów szkoleniowych dla nauczycieli i rodziców: „Inny, czyli wart poznania”. Mama trojga dzieci.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze